Głodny mózg. Dlaczego jemy pod wpływem emocji i jak z tym skończyć - Judson Brewer

Kup ebooka

47.99 zł
32.15 zł (32,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Ty­tuł ory­gi­nałuTHE HUN­GER HA­BIT. WHY WE EAT WHEN WE'RE NOT HUN­GRY AND HOW TO STOP
Przy­go­to­wa­nie okładki do drukuKa­ro­lina Że­la­ziń­ska-So­biech
Pro­jekt okładkiJess Mor­phew
Zdję­cie na okładceDa­ria­Ren / Shut­ter­stock
Re­dak­tor pro­wa­dzącyDo­mi­nik Lesz­czyń­ski
Re­dak­cja i in­deksMa­rek Szpa­now­ski
Ko­rektaAlek­san­dra Mar­czuk-Ra­do­szekTe­resa Zie­liń­ska
Co­py­ri­ght ? 2024 by Jud­son A. Bre­wer This edi­tion pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Avery, an im­print of Pen­guin Pu­bli­shing Group, a di­vi­sion of Pen­guin Ran­dom Ho­use LLC. Co­py­ri­ght ? for the Po­lish trans­la­tion by Edyta Stęp­kow­ska, 2025 Co­py­ri­ght ? by Wielka Li­tera Sp. z o.o., War­szawa 2025
In­for­ma­cje za­warte w tej książce nie są pro­fe­sjo­nalną po­radą skie­ro­waną do in­dy­wi­du­al­nego czy­tel­nika. Opi­sane tu po­my­sły, pro­ce­dury i su­ge­stie nie za­stą­pią kon­sul­ta­cji le­kar­skiej ani te­ra­pii. Au­tor oraz wy­dawca nie po­no­szą od­po­wie­dzial­no­ści za bez­po­śred­nie lub po­śred­nie szkody wy­ni­kłe z wy­ko­rzy­sta­nia przez ko­go­kol­wiek ma­te­riału za­war­tego w tej książce.
ISBN 978-83-8360-190-8
Wielka Li­tera Sp. z o.o. ul. Wiert­ni­cza 36 02-952 War­szawa
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Wstęp

HI­STO­RIA JA­CQUI

Ja­cqui, czter­dzie­sto­pa­ro­let­nia mi­ło­śniczka psów oraz in­struk­torka jogi i mind­ful­nessu czuła się, jakby oszu­ki­wała wszyst­kich wo­kół. Na za­ję­ciach uczyła in­nych, jak osią­gnąć ak­cep­ta­cję i spo­kój we­wnętrzny, a jed­no­cze­śnie sama była w sta­nie da­le­kim od rów­no­wagi. Opa­no­wana po­wierz­chow­ność kryła tok­syczny cykl za­cho­wań - po­czu­cie wstydu ko­bieta za­głu­szała po­ta­jem­nym ob­ja­da­niem się, które wpę­dzało ją w jesz­cze więk­szy wstyd. Oba­wiała się, że prze­grywa już nie bi­twę, ale wojnę - wojnę prze­ciwko so­bie sa­mej.

Od­kąd się­gała pa­mię­cią, jej re­la­cja z je­dze­niem była skom­pli­ko­wana. W dzie­ciń­stwie Ja­cqui była wy­bredna i ja­dła bar­dzo po­woli. Ro­dzice w do­brej wie­rze za­chę­cali ją, żeby ja­dła wię­cej i szyb­ciej, więc chcąc ich za­do­wo­lić, zmu­szała się do szyb­szego tempa i więk­szych por­cji. Kiedy we­szła w okres doj­rze­wa­nia, jej fi­gura stała się peł­niej­sza, przy­po­mi­nała syl­wetkę gwiazdy rocka Pink. Ale pa­trząc w lu­stro, Ja­cqui nie czuła się jak gwiazda rocka, czuła tylko nie­smak. Nie chciała mieć krą­gło­ści ani mię­śni. Chciała być wiotka i ete­ryczna, bar­dziej jak Gwy­neth Pal­trow niż Pink. Nie miała nad­wagi, ale po­dob­nie jak wiele dziew­cząt w tym wieku była bom­bar­do­wana wi­ze­run­kami szczu­płych ce­le­bry­tek i mo­de­lek typu Kate Moss z jej twier­dze­niem, że "nic nie sma­kuje tak do­brze, jak chu­dość wy­gląda". Ja­cqui uwa­żała więc, że by­łaby szczę­śliw­sza, gdyby tylko udało jej się schud­nąć. Aby osią­gnąć ten cel, za­częła ogra­ni­czać ilo­ści i ro­dzaje po­kar­mów. Gdy wy­cho­dziła z przy­ja­ciółmi na mia­sto, za­miast fry­tek z colą za­ma­wiała sa­łatkę i piła wodę. Sta­ranny do­bór diety rze­czy­wi­ście uczy­nił ją szczu­plej­szą, lecz nie­ko­niecz­nie szczę­śliw­szą.

Jako na­sto­latka Ja­cqui za­częła spę­dzać wię­cej czasu ze swoją przy­ja­ciółką Alice. Ta prze­cho­dziła wła­śnie okres de­pre­syj­nych na­stro­jów po nie­daw­nej stra­cie członka ro­dziny, a to było zgodne z na­stro­jem Ja­cqui, która wła­ści­wie cały czas czuła się źle sama ze sobą. Wspól­nie od­kryły, że są w sta­nie za­głu­szyć nie­które z drę­czą­cych je trud­nych emo­cji je­dze­niem - po­chła­nia­nym szybko i w ogrom­nych ilo­ściach. Za­częły się ob­ja­dać bez opa­mię­ta­nia, tłu­miąc uczu­cia cze­ko­ladą, ciast­kami i fryt­kami - wszyst­kim, czego Ja­cqui tak sta­ran­nie uni­kała w po­goni za szczu­plej­szą syl­wetką. A po­nie­waż ob­ja­da­nie się nie roz­wią­zało ich wszyst­kich pro­ble­mów, dziew­częta włą­czyły na do­kładkę pa­pie­rosy i al­ko­hol.

Póź­niej Ja­cqui znów za­częła ogra­ni­czać je­dze­nie, żeby utrzy­mać wagę, która w jej od­czu­ciu była nor­malna. Sku­piała się na tym tak mocno, że wkrótce ogra­ni­cza­nie je­dze­nia stało się jej ob­se­sją. O je­dze­niu - a zwłasz­cza o je­dze­niu, któ­rego so­bie od­ma­wiała - my­ślała bez prze­rwy, od rana do nocy. Zu­peł­nie jakby te na­trętne my­śli prze­jęły pa­no­wa­nie nad jej mó­zgiem. Mu­siała od­zy­skać kon­trolę, za­nim doj­dzie do ka­ta­strofy, dla­tego za­częła jesz­cze bar­dziej uwa­żać na to, co je. W ogra­ni­cza­niu przyj­mo­wa­nych po­kar­mów osią­gnęła ta­kie mi­strzo­stwo, że po­tra­fiła trzy­mać ostrą dietę przez cały rok, żeby w święta od­dać się nie­po­ha­mo­wa­nemu po­chła­nia­niu po­kar­mów.

Tak eks­tre­malne ogra­ni­cze­nia przy­no­siły efekty - choć tylko w pew­nym sen­sie. Ja­cqui utrzy­my­wała szczu­płą syl­wetkę i po­wta­rzała so­bie, że pa­nuje nad tym, co je, a to z ko­lei da­wało jej po­czu­cie, że pa­nuje nad swoim ży­ciem. Ta­kie prze­ko­na­nie trwało do czasu, gdy w wieku 30 lat po­sta­no­wiła rzu­cić pa­le­nie. Bez wspar­cia ni­ko­tyny dzia­ła­ją­cej jako sty­mu­lant i śro­dek zmniej­sza­jący łak­nie­nie szybko do­ro­biła się 20-ki­lo­gra­mo­wej nad­wagi przy wzro­ście 160 cen­ty­me­trów i po­czu­cie po­rażki wró­ciło z całą mocą.

Ro­dzina i przy­ja­ciele nie po­ma­gali. Ja­cqui była prze­ko­nana, że ją ob­ma­wiają za jej ple­cami, a ich rzu­cane ukrad­kiem kry­tyczne spoj­rze­nia były dla niej aż na­zbyt czy­telne. Cza­sem zresztą jej bli­scy na­wet się z tym nie kryli. Jedną z wy­jąt­kowo bo­le­snych sy­tu­acji była ta, gdy przy­ja­ciółka ro­dziny trą­ciła Ja­cqui pal­cem w brzuch i oznaj­miła: "No, no, nie­źle ci się przy­tyło". Bez względu jed­nak na to, jak bez­li­to­sny był wo­bec niej świat, było to ni­czym w po­rów­na­niu z tym, jak sku­tecz­nie Ja­cqui po­tra­fiła za­wsty­dzać samą sie­bie. Mo­men­tami czuła się kom­plet­nym ze­rem.

Tak dłu­żej nie dało się żyć. Błędne koło od­chu­dza­nia-ob­ja­da­nia się-od­chu­dza­nia skra­cało się naj­pierw do roku, po­tem do mie­sięcy, ty­go­dni, aż wresz­cie do dni. Ran­kiem Ja­cqui miała fazę re­stryk­cyjną ze skru­pu­lat­nym li­cze­niem ka­lo­rii i uważ­nym do­bie­ra­niem po­kar­mów, a po pięt­na­stej cały trud szedł na marne. Wrzu­cała w sie­bie wszystko, co wpa­dło jej w ręce - pączki, czipsy, chińsz­czy­znę na wy­nos - a na­stęp­nego dnia za­czy­nała od nowa. Jej sa­mo­ogra­ni­cza­nie się nie­uchron­nie pro­wa­dziło z po­wro­tem do prze­ja­da­nia się i ostrej sa­mo­kry­tyki. Czuła się źle z wła­sną wagą, ale jesz­cze bar­dziej wy­rzu­cała so­bie to, że stra­ciła sa­mo­kon­trolę. Po­nowne ob­ja­da­nie się było dla niej je­dyną ucieczką od tych okrop­nych emo­cji, na­wet je­śli była to ucieczka krót­ko­trwała.

Po wie­czor­nym prze­je­dze­niu po­tra­fiła obu­dzić się w środku nocy z gar­dłem ści­śnię­tym od wy­rzu­tów su­mie­nia. Od­wra­cała się w łóżku do swo­jego part­nera i py­tała: "Co jest ze mną nie tak?". Czuła roz­cza­ro­wa­nie samą sobą. Była za­ła­mana. A naj­gor­sze, że nie wi­działa spo­sobu, aby prze­rwać ten cykl.

Ja­cqui by­naj­mniej nie jest od­osob­niona w swo­jej bo­le­snej re­la­cji z je­dze­niem.

W swo­jej prak­tyce psy­chia­trycz­nej spo­ty­kam się z ty­loma róż­nymi ro­dza­jami nie­zdro­wych re­la­cji z je­dze­niem, ilu mam pa­cjen­tów. Wiele z tych osób do tego stop­nia stra­ciło kon­takt ze swoim cia­łem, że nie są na­wet w sta­nie oce­nić, czy są głodne czy zwy­czaj­nie za­ja­dają wła­sne emo­cje. Nie­któ­rzy przy­cho­dzą do mnie, po­nie­waż do­szli do wnio­sku, że jak­kol­wiek by się sta­rali, nie po­tra­fią się oprzeć nie­zdro­wemu je­dze­niu. Inni, gdy za­czną jeść, opy­chają się bez opa­mię­ta­nia. Nie­raz sły­sza­łem od pa­cjen­tów, że zro­bi­liby wszystko, aby na­uczyć się kon­tro­lo­wać swoje "bez­myślne je­dze­nie". Wi­dy­wa­łem osoby, które nad­zo­ro­wały każdy wkła­dany do ust kęs, punkt je­de­na­sta skru­pu­lat­nie od­li­czały sie­dem mig­da­łów, wa­żyły sa­łatkę z jar­mużu, uni­kały cu­kru jak ognia i tak aż do dzie­więt­na­stej, kiedy otwie­rały paczkę czip­sów i po­chła­niały ją w mgnie­niu oka. U wielu z nich my­śli o je­dze­niu wy­pie­rają nie­mal całą resztę i nie po­zwa­lają im do­strzec tego, a tym bar­dziej cie­szyć się tym, co im się w ży­ciu przy­tra­fia. Nie­któ­rzy pa­cjenci pró­bują so­bie z tym ra­dzić, przyj­mu­jąc su­rowe za­sady - zero oleju, soli, cu­kru, żad­nych fast fo­odów - po czym stwier­dzają, że czują się, jakby żyli w nie­woli, na którą sami sie­bie ska­zali: w nie­woli swo­jej diety.

Choć ich hi­sto­rie róż­nią się w szcze­gó­łach, wszyst­kich tych pa­cjen­tów łą­czy jedno - czują się ze sobą źle. A wła­ści­wie czują się ze sobą okrop­nie. Do­świad­czają ca­łego wa­chla­rza ne­ga­tyw­nych emo­cji - od fru­stra­cji, po­czu­cia winy i roz­draż­nie­nia aż po roz­pacz, od­razę i nie­na­wiść do sie­bie sa­mych.

Cier­pie­nie mo­ich pa­cjen­tów boli rów­nież mnie, jako ich le­ka­rza. Ty­powe rady die­te­tyczne two­rzą złu­dze­nie, ja­koby roz­wią­za­nie było bar­dzo pro­ste - przyj­muj mniej ka­lo­rii. Mam jed­nak pa­cjen­tów, któ­rzy co ty­dzień przy­cho­dzą do mo­jego ga­bi­netu ze swo­imi skru­pu­lat­nie spi­sa­nymi ob­li­cze­niami wszyst­kiego, co zje­dli, oraz tego, jak in­ten­syw­nie ćwi­czyli, i wciąż są rów­nie nie­szczę­śliwi, jak byli wcze­śniej. Prawda bo­wiem jest taka, że u więk­szo­ści osób żadne li­cze­nie ka­lo­rii nie przy­nie­sie po­prawy.

Na stu­diach uczono mnie, że zdrowe od­ży­wia­nie i "kon­trola wagi" to nic in­nego jak utrzy­ma­nie bi­lansu ka­lo­rycz­nego we­dług za­sady CICO (ang. ca­lo­ries in, ca­lo­ries out). Wy­star­czyło więc po­wie­dzieć pa­cjen­tom, że je­śli chcą po­pra­wić swoją re­la­cję z je­dze­niem, po­winni jeść wię­cej wa­rzyw, od­pu­ścić so­bie cia­sto na rzecz do­dat­ko­wej por­cji ćwi­czeń i vo­ila - schudną. Wy­kła­dowca oznaj­mił to to­nem oczy­wi­sto­ści, jakby cho­dziło o jedną z za­sad dy­na­miki New­tona. Po­stę­puj zgod­nie ze wzo­rem, a wy­niki są gwa­ran­to­wane. Moim pa­cjen­tom nie był za­tem po­trzebny bar­dziej uroz­ma­icony czy le­piej do­pra­co­wany ja­dło­spis. Na­wet ja nie by­łem im po­trzebny. Miał im wy­star­czyć kal­ku­la­tor.

Oka­zało się, że w rze­czy­wi­sto­ści to wszystko nie jest ta­kie pro­ste.

Na po­czątku pracy za­wo­do­wej nie od razu po­tra­fi­łem do­strzec, co spra­wia, że moi pa­cjenci czują się tak kosz­mar­nie. Spo­tka­łem osoby głę­boko cier­piące, po­nie­waż ich pro­blemy z je­dze­niem były rów­nie do­kucz­liwe i de­struk­cyjne jak pro­blemy pa­cjen­tów z in­nymi do­le­gli­wo­ściami, włącz­nie z uza­leż­nie­niem od he­ro­iny, ha­zardu, seksu czy al­ko­holu. Róż­nica po­lega oczy­wi­ście na tym, że o ile pi­cie al­ko­holu i pa­le­nie pa­pie­ro­sów to za­cho­wa­nia do­bro­wolne (przy­naj­mniej po­cząt­kowo), o tyle przyj­mo­wa­nie po­kar­mów jest nam nie­zbędne do ży­cia. Ci pa­cjenci mu­sieli na­uczyć się le­piej so­bie ra­dzić z wła­snymi pro­ble­mami z je­dze­niem.

Zro­bi­łem więc to, co zro­biłby każdy na­uko­wiec - zgłę­bi­łem pro­blem. Za­czą­łem od do­kład­nej ana­lizy stan­dar­do­wych po­staw zwią­za­nych ze zmianą sche­matu ży­wie­nio­wego. Ogra­ni­cza­nie ka­lo­rii, dieta ni­sko­wę­glo­wo­da­nowa, keto - nie­ważne, jaką dietę, trend czy po­radę die­te­ty­ków wzią­łem na ta­pet, oka­zy­wało się, że w więk­szo­ści łą­czyło je jedno: wszystko w nich jest "po­win­no­ścią". Nie­mal każdy su­ge­ro­wany spo­sób po­stę­po­wa­nia przy­wo­ły­wał spraw­dzoną radę z wy­kładu na mo­jej uczelni: po­winno się jeść mniej ka­lo­rii, po­winno się jeść zdro­wiej i po­winno się wię­cej ćwi­czyć. Tym­cza­sem dla mnie ja­sne było, że moi pa­cjenci już wie­dzą, co po­winni ro­bić, tylko nie po­tra­fią - więc na do­kładkę mają po­czu­cie winy, że nie są w sta­nie prze­strze­gać za­le­ceń swo­ich le­ka­rzy. Co za­tem po­wstrzy­my­wało ich przed ro­bie­niem tego, co - jak do­brze wie­dzieli - ro­bić po­winni?

Wtedy uświa­do­mi­łem so­bie pewną pra­wi­dło­wość (była to pierw­sza z mnó­stwa rze­czy, ja­kich się na­uczy­łem od mo­ich pa­cjen­tów): wielu z nich było nie­za­do­wo­lo­nych nie tylko z wła­snego spo­sobu od­ży­wia­nia się. Źró­dłem ich nie­szczę­ścia było prze­ko­na­nie, że sami spro­wa­dzili na sie­bie ten pro­blem. Było im wstyd i mieli ogromne po­czu­cie winy. Po­dobna re­ak­cja nie wy­stę­po­wała u pa­cjen­tów cier­pią­cych na stany lę­kowe. Kiedy ktoś ma atak pa­niki, od­biera to jak coś, co się mu przy­tra­fia. Z je­dze­niem jest ina­czej. Je­dze­nie po­strze­gamy jako coś, co ro­bimy, a nie­zdrowe na­wyki ży­wie­niowe jako coś, czym sami so­bie szko­dzimy. Kiedy do­świad­czamy pa­niki, to so­bie współ­czu­jemy, lecz gdy mamy nie­zdrową re­la­cję z je­dze­niem, to się osą­dzamy (u wielu osób zresztą to osą­dza­nie sie­bie nie koń­czy się na je­dze­niu). Cza­sami, gdy sche­mat nie­zdro­wego je­dze­nia się utrwali, od­bija się na na­szych cia­łach, co do­dat­kowo na­sila pro­blem. W świe­cie pro­mu­ją­cym szczu­płość i sa­mo­kon­trolę osoby, które no­szą kilka nie­chcia­nych ki­lo­gra­mów, mogą się po­czuć, jakby miały na szyi ta­bliczkę ob­wiesz­cza­jącą ich po­rażkę na obu fron­tach. Na­pis na niej mówi: "Śmiało, osądź mnie: je­stem le­niem i mam ze­rową sa­mo­kon­trolę". Ten osąd spo­łeczny do­tyka wła­ści­wie wszyst­kich czyn­ni­ków, które mogą utrwa­lać na­wyki ży­wie­niowe: od ge­nów przez traumę, prze­two­rzoną żyw­ność aż po - jak na iro­nię - osądy spo­łeczne, które nam mó­wią, że ko­niecz­nie mu­simy ku­pić X, Y lub Z, bo wła­śnie tego nam bra­kuje do szczę­ścia.

Je­śli wy rów­nież pró­bo­wa­li­ście po­pra­wić swoją re­la­cję z je­dze­niem, to ob­sta­wiam, że już wie­cie, co po­win­ni­ście ro­bić. I po­dob­nie jak moi pa­cjenci praw­do­po­dob­nie ma­cie po­czu­cie klę­ski, gdy tego nie ro­bi­cie lub wam się to nie udaje.

To nie jest wa­sza wina. Nie po­nie­śli­ście klę­ski. Nie je­ste­ście bez­na­dziejni ani słabi, nie ma­cie żad­nej z okrop­nych cech, które so­bie wma­wia­cie, zja­da­jąc ko­lejny kęs, choć wie­cie, że nie po­win­ni­ście. To nie jest wa­sza po­rażka. Nie ma­cie się czego wsty­dzić ani czego so­bie wy­rzu­cać. Za­wiódł sys­tem, który zbu­do­wa­li­śmy. Za­wiódł, po­nie­waż ka­zał wam się sku­piać na nie­wła­ści­wych czyn­ni­kach - sile woli, umiar­ko­wa­niu, sa­mo­kon­troli - za­miast od­nieść się do praw­dzi­wego źró­dła pro­blemu: szko­dli­wych na­wy­ków.

TO NIE TY, TO TWOJE NA­WYKI

Ba­da­nie, które po­mo­gło mi roz­szy­fro­wać cały pro­blem, nie miało bez­po­śred­niego związku z je­dze­niem, ale ujaw­niło, że na­wyki są po­tęż­nym źró­dłem na­szych pro­ble­mów z je­dze­niem.

Je­stem nie tylko psy­chia­trą, ale rów­nież neu­ro­bio­lo­giem. Po­świę­ci­łem de­kady na ba­da­nie, jak i dla­czego kształ­tu­jemy na­wyki i co mo­żemy zro­bić, żeby się ich po­zbyć. Na po­czątku XXI wieku opra­co­wa­łem tre­ning mind­ful­nessu słu­żący za­prze­sta­niu pa­le­nia i jego wy­niki wpra­wiły mnie w osłu­pie­nie. W jed­nym z ba­dań kli­nicz­nych prze­pro­wa­dzo­nych w moim la­bo­ra­to­rium osoby ko­rzy­sta­jące z na­szego pro­gramu rzu­cały pa­le­nie pię­cio­krot­nie sku­tecz­niej niż te, które ko­rzy­stały z te­ra­pii ko­gni­tyw­nej ucho­dzą­cej za "złoty stan­dard" w tej dzie­dzi­nie.

Ten wy­nik oczy­wi­ście ogrom­nie nas ucie­szył, ale też nieco zdu­miał, po­nie­waż przy oka­zji do­ko­na­li­śmy rów­nież za­ska­ku­ją­cego od­kry­cia. Część uczest­ni­ków pi­lo­tażu oznaj­miła, że poza na­wy­kiem pa­le­nia zmie­niła także swoje na­wyki ży­wie­niowe. Zgod­nie z po­pu­lar­nym po­glą­dem po­winni przy­brać na wa­dze, tak jak Ja­cqui, z po­wodu zwięk­szo­nej chęci pod­ja­da­nia (ni­ko­tyna, jak wspo­mnie­li­śmy, ha­muje ape­tyt).

Prze­cięt­nie osoba, która rzuca pa­le­nie, przy­biera od 5 do 7 ki­lo­gra­mów, po­nie­waż lęk, nuda albo nie­po­kój, wy­wo­łu­jące wcze­śniej ochotę na pa­pie­rosa, te­raz ini­cjują wy­cieczkę do kuchni. Tym­cza­sem te­ste­rzy, o któ­rych mó­wię, nie tylko nie przy­tyli, ale jesz­cze schu­dli. Ko­rzy­sta­jąc z pro­gramu dla pa­la­czy. Wy­daje się, że tech­niki, które po­ma­gały im opa­no­wać głód ni­ko­ty­nowy, dzia­łały rów­nież na im­pulsy kie­ru­jące pod­ja­da­niem.

Za­głę­bi­łem się w do­stępne ba­da­nia na te­mat na­wy­ków ży­wie­nio­wych, żeby się do­wie­dzieć, o co w tym może cho­dzić. Oka­zało się, że po­wód, dla któ­rego ob­ser­wo­wa­li­śmy te po­stępy, spro­wa­dza się do pro­stego faktu po­ka­za­nia lu­dziom, że mają moc zmiany wła­snych przy­zwy­cza­jeń. Osoby te nie zmu­szały się do uni­ka­nia okre­ślo­nych po­kar­mów ani po­wstrzy­my­wa­nia się przed pod­ja­da­niem. One zmie­niały całą swoją re­la­cję wzglę­dem je­dze­nia i po­karmu. To od­kry­cie mo­gło się oka­zać prze­ło­mowe. Po de­ka­dach ba­dań po­zna­li­śmy spo­soby na prze­orien­to­wa­nie mó­zgu po­przez zmianę daw­nych na­wy­ków i za­stą­pie­nie ich no­wymi.

Skoro pro­blemy zwią­zane z je­dze­niem dało się przy­po­rząd­ko­wać do ka­te­go­rii za­cho­wań na­wy­ko­wych, to moi pa­cjenci mo­gli te me­tody za­sto­so­wać wo­bec wła­snych na­wy­ków i w ten spo­sób zmie­nić swój spo­sób je­dze­nia, a w kon­se­kwen­cji to, jak się ze sobą czują.

Mo­gli­śmy za po­mocą pro­ce­sów neu­ro­bio­lo­gicz­nych po­ka­zać lu­dziom, jak działa ich umysł i jed­no­cze­śnie jak z nim pra­co­wać, aby prze­ła­mać utrwa­lone sche­maty ży­wie­niowe - od nudy do prze­ja­da­nia się. Lu­dzie mo­gliby się na­uczyć ka­li­bro­wać wła­sny mózg i zmie­niać swój sto­su­nek do je­dze­nia, być może trwale. Mo­gliby prze­ła­mać sche­mat, prze­rwać cykl. Kiedy uczymy się, jak żyć w po­koju z sobą sa­mym, wojna koń­czy się w spo­sób na­tu­ralny.

Wszystko to było ogrom­nie eks­cy­tu­jące.

Ra­zem z moim ze­spo­łem za­czę­li­śmy pra­co­wać nad pro­gra­mem, który prze­pro­wa­dzałby lu­dzi przez pro­ces zmiany na­wy­ków ży­wie­nio­wych. Stwo­rzy­li­śmy apli­ka­cję Eat Ri­ght Now łą­czącą pod­sta­wowy tre­ning zmiany na­wy­ków z dy­na­miką spo­łecz­no­ści in­ter­ne­to­wej. Gdy za­czę­li­śmy te­sto­wać tę apli­ka­cję, wy­niki były za­chę­ca­jące i od­po­wia­dały tym, które uzy­ska­li­śmy wcze­śniej w te­stach z pa­la­czami. Próby pro­wa­dziła dr Ash­ley Ma­son z Uni­wer­sy­tetu Ka­li­for­nij­skiego w San Fran­ci­sco i wy­ka­zała, że uczest­nicy o 40 pro­cent rza­dziej ule­gali za­chcian­kom ro­zu­mia­nym jako im­pul­sywne za­cho­wa­nia ży­wie­niowe. Wy­da­wało się za­tem, że na­sza teo­ria może być praw­dziwa. Nie­ważne, czy osoby się ob­ja­dały, za­ja­dały emo­cje, ja­dły bez­myśl­nie, me­cha­nicz­nie czy po pro­stu za dużo - sku­pie­nie się na tych nie­zdro­wych na­wy­kach po­ma­gało im po­dejść do nich wła­śnie jak do na­wy­ków i prze­rwać cykl.

W do­datku zmiany się­gały głę­biej niż tylko sa­mego spo­sobu od­ży­wia­nia. Pro­gram zmie­niał rów­nież to, jak lu­dzie się czuli - nie tylko w kon­tek­ście tego, jak je­dzą, ale rów­nież tego, jak sami sie­bie po­strze­gają. Osoby, które ca­łymi de­ka­dami czuły, że ich ży­cie jest pod­po­rząd­ko­wane je­dze­niu, nie mu­siały już ze sobą wal­czyć, aby jeść zdro­wiej. Za­miast usil­nie sta­rać się uni­kać okre­ślo­nych pro­duk­tów, po­tra­fiły zjeść ich aku­rat tyle, ile po­trze­bują, i na tym po­prze­stać. Je­den z pa­cjen­tów stwier­dził: "Czuję się, jak­bym od­zy­skał wła­sne ży­cie". Ci lu­dzie prze­bu­do­wy­wali swoją re­la­cję z je­dze­niem i koń­czyli wojnę z sa­mymi sobą.

Ob­ser­wo­wa­nie, jak moi pa­cjenci zmie­niają na­wyki, da­wało ogromną sa­tys­fak­cję, ale do­piero zmiana w ich sa­mo­po­czu­ciu uświa­do­miła mi, że mu­szę na­pi­sać tę książkę. Nie­któ­rzy prze­stali się ob­ja­dać. Inni tra­cili zbędne ki­lo­gramy, co po­pra­wiało ich kon­dy­cję fi­zyczną. Jesz­cze inni po­rzu­cali bez­ce­lowe re­stryk­cyjne diety, które przy­spa­rzały im wiel­kiego cier­pie­nia. Naj­waż­niej­szy jed­nak był fakt, że lu­dzie ko­rzy­sta­jący z tego pro­gramu od­zy­ski­wali po­czu­cie spraw­czo­ści w miej­sce bez­na­dziei, a ni­ską sa­mo­ocenę za­stę­po­wali życz­li­wo­ścią dla sa­mych sie­bie. Nie tylko za­częli bar­dziej kon­tro­lo­wać wła­sne ży­cie, ale zwy­czaj­nie stali się szczę­śliwsi.

OD­WRA­CA­NIE NA­WY­KÓW ŻY­WIE­NIO­WYCH

W tej książce, ko­rzy­sta­jąc ze wszyst­kiego, czego się do­wie­dzia­łem po 20 la­tach ba­da­nia me­cha­ni­zmów zmiany na­wy­ków, za­mie­rzam wam po­ka­zać, jak po­rzu­cić szko­dliwe na­wyki i wy­kształ­cić nowe, po­mocne. Za­uwa­ży­li­ście pew­nie, że uni­kam okre­śle­nia "złe na­wyki". Nie je­stem wiel­kim fa­nem no­men­kla­tury war­to­ściu­ją­cej typu zły/do­bry, po­nie­waż to ona każe nam się chwa­lić albo ob­wi­niać za coś, co na­sze mó­zgi ro­bią na pod­sta­wo­wym po­zio­mie dzia­ła­nia, od­po­wia­da­ją­cym za prze­trwa­nie. Dla­tego jedną z pierw­szych zmian, o ja­kie będę was pro­sił, jest uży­wa­nie słów "po­mocny" i "szko­dliwy" za­miast "do­bry" i "zły".

Na­szym ce­lem nie jest utrata wagi - chyba że tego wła­śnie chce­cie. Plan, który znaj­dzie­cie w tej książce, ma słu­żyć uwol­nie­niu was z wię­zie­nia nie­ustan­nych my­śli o je­dze­niu, aby­ście po­czuli, że ma­cie kon­trolę nad tym, co je­cie, a nie, że to, co je­cie, kon­tro­luje was. Klu­czowe jest to, że osią­ga­cie to bez nie­usta­ją­cego, wy­czer­pu­ją­cego i w osta­tecz­nym roz­ra­chunku próż­nego wy­siłku, żeby prze­ła­mać na­wyk siłą woli. Może się to wy­da­wać nie­osią­galne, ale gdy się do­wie­cie, jak działa wasz mózg, do­wie­cie się rów­nież, jak z nim współ­pra­co­wać, aby zmie­nić swoje na­wyki w spo­sób, który ha­sło "kon­trola" czyni prze­sta­rza­łym i nie­istot­nym.

Dzięki sil­nemu po­łą­cze­niu na­uko­wej wie­dzy o zmia­nie na­wy­ków i tre­ningu mind­ful­nessu na­uczy­cie się wy­ko­rzy­sty­wać wła­sny mózg do uzdra­wia­nia re­la­cji z sa­mymi sobą. Je­ste­ście na dro­dze do życz­li­wo­ści dla sa­mego sie­bie, która po­może wam prze­rwać za­klęty krąg za­ja­da­nia emo­cji i wstydu. A je­śli chce­cie je­dy­nie uwol­nić się od pew­nych za­ko­rze­nio­nych na­wy­ków zwią­za­nych z je­dze­niem, to rów­nież znaj­dzie­cie tu po­moc.

JAK ZBU­DO­WANA JEST TA KSIĄŻKA

W pierw­szych trzech roz­dzia­łach przyj­rzymy się, w jaki spo­sób nasz mózg two­rzy na­wyki, dla­czego tak trudno się od nich uwol­nić i co mu­simy wie­dzieć o mó­zgu, żeby nam się to udało. Reszta książki to 21-dniowe wy­zwa­nie, przez które prze­pro­wa­dzę was krok po kroku. Jest to pro­gram, który po­może wam zmie­nić na­wyki ży­wie­niowe we współ­pracy z tym wszech­moc­nym na­rzą­dem od­po­wie­dzial­nym za zdrowe od­ży­wia­nie, a nie wbrew niemu. (Uśmie­cham się na wspo­mnie­nie jed­nej z pa­cjen­tek i uczest­ni­czek tego pro­gramu, która pro­mie­nie­jąc z ra­do­ści, opo­wia­dała, o ile ła­twiej jest współ­pra­co­wać z mó­zgiem). Wy­zwa­nie składa się z trzech czę­ści opar­tych na wy­ni­kach mo­ich ba­dań, które ujaw­niły za­ska­ku­jąco spójny po­stęp w zmia­nie za­cho­wa­nia: 1. roz­po­zna­nie sche­ma­tów ży­wie­nio­wych; 2. za­kłó­ce­nie ich przy uży­ciu świa­do­mo­ści (nie siły woli); wresz­cie: 3. wy­ko­rzy­sta­nie po­ten­cjału wła­snego mó­zgu do wyj­ścia ze sta­rych na­wy­ków i wej­ścia w nowe, które nas wspie­rają men­tal­nie i fi­zycz­nie.

Przed­sta­wię wam po­parte na­ukowo spo­soby kształ­to­wa­nia no­wych, zdrow­szych na­wy­ków, sta­no­wiące pod­stawę prak­tyk ta­kich jak je­dze­nie uważne i je­dze­nie in­tu­icyjne. Na przy­kła­dzie tych po­staw prze­ko­na­cie się, jak nie­by­wale sil­nym na­rzę­dziem jest uważ­ność. A kiedy mó­wię, że są to spo­soby zwe­ry­fi­ko­wane na­ukowo, cho­dzi mi o to, że prze­te­sto­wa­li­śmy je w moim la­bo­ra­to­rium, a nie że są je­dy­nie oparte na cu­dzych ba­da­niach czy ra­por­tach, które prze­czy­ta­łem i te­raz stresz­czam wam w książce. W miarę jak prze­sta­nie­cie ob­se­syj­nie my­śleć o je­dze­niu, może się oka­zać, że sta­nie­cie się bar­dziej obecni w po­zo­sta­łych sfe­rach wła­snego ży­cia.

Tu kilka słów o tym, dla kogo nie jest prze­zna­czona ta książka. Je­śli cier­pi­cie na po­ważne za­bu­rze­nia od­ży­wia­nia, jak ano­rek­sja czy bu­li­mia, to nie­stety ta książka wam nie po­może. Go­rąco was na­ma­wiam, aby­ście się zgło­sili do swo­jego le­ka­rza lub te­ra­peuty, któ­rzy mogą wam udzie­lić wspar­cia[1].

Przez cały czas będę się po­wo­ły­wał na przy­kłady z mo­jej prak­tyki kli­nicz­nej, wy­niki mo­ich ba­dań oraz ko­men­ta­rze użyt­kow­ni­ków pro­gramu Eat Ri­ght Now po­twier­dza­jące to, co zwe­ry­fi­ko­wa­łem na­ukowo - a ra­czej co po­twier­dziła mi na­uka. (I bez obaw, nie za­mie­rzam pró­bo­wać sprze­dać wam apli­ka­cji. Wszystko, co po­trzebne, znaj­dzie­cie w tej książce).

Mo­żemy zro­bić z je­dze­nia źró­dło tro­ski o sie­bie i swoje zdro­wie, przy­jem­ność, a także oka­zję do spo­tka­nia z in­nymi, za­miast trak­to­wać je jak test wła­snego cha­rak­teru. Ta książka ma je­den cel: zmie­nić wa­szą re­la­cję z je­dze­niem. Po jej prze­czy­ta­niu bę­dzie­cie wie­dzieli, jak działa wasz mózg i jak z nim współ­pra­co­wać. Po­now­nie na­wią­że­cie kon­takt ze swoim cia­łem i na­uczy­cie się ko­rzy­stać z jego nie­wy­czer­pa­nych za­pa­sów mą­dro­ści. Je­dze­nie prze­sta­nie wami rzą­dzić i zrobi miej­sce dla reszty wa­szego ży­cia. Wojna się skoń­czy, na­sta­nie czas po­koju.

Za­czy­namy.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki