Drogi dzieciaku,
przywitaj się z najlepszą książką, jaka kiedykolwiek powstała. Mówię serio. A skąd to wiem? Ściśle rzecz biorąc, nie wiem. Ale rozglądałem się wokoło i to jest lepsze niż wszystko, co dotąd widziałem.
Moja mama na przykład ma tony książek z atrakcyjnymi ludźmi na okładkach, którzy wpatrują się w siebie z apetytem jak jakieś zombie.
Czy ktoś widział ludzi zachowujących się tak w prawdziwym życiu? To dziwaczne i mega nudne, szczerze. Umiesz sobie w ogóle wyobrazić przeczytanie o tym całej książki? Już bardziej zabawne byłoby jej zjedzenie.
Nawiasem mówiąc, nie mam pojęcia, czy ktoś naprawdę zjadł kiedyś jakąś książkę, ale na pewno powinien to opisać, bo tak coś czuję, że jego książka stałaby się prawdopodobnie drugą najlepszą książką na świecie.
A potem powinien powstać sequel o tym, jak autor wydalił tę pierwszą książkę (albo umarł wskutek książkowego zatrucia).
Mój tata też ma tony książek, ale dotyczą głównie sportu albo wojny. Trochę ciekawsze, co? BŁĄD. Książki o sporcie opisują zawsze jedno i to samo: zawodnik albo drużyna byli totalnie kiepscy, a potem wszystko wygrali. Przykro mi to mówić, dzieciaku, ale w życiu to tak nie działa.
Wierz mi. Skończyłem szóstą klasę. Dużo widziałem. Jeśli jesteś kiepski, to raczej się to nie zmieni. Tak działa ten parszywy wszechświat. To nie ja ustalam zasady.
Książki o wojnie sprawiają wrażenie lepszych, no bo są w nich te wszystkie czołgi, myśliwce i co tam jeszcze, ale nic z tego!
Streszczając: wojna polega na tym, że jakiś kraj najeżdża inny kraj i wszyscy ze sobą walczą i robią się smutni. Ktoś tu chce być smutny? Dorwij się do książki o wojnie. A potem zadaj sobie pytanie, co ci właściwie odbiło, że chciałeś się zasmucić. :-(
Ja na przykład wcale nie potrzebuję książki, żeby straszliwie posmutnieć, bo to mój stały stan. Jak mogłoby być inaczej?
MOJE ŻYCIE JEST PRZEKLĘTE.
DOSŁOWNIE.
Qrczę, właśnie zdałem sobie sprawę, że się nie przedstawiłem. Nazywam się
Nigdy nie zdradzam drugiego imienia, bo zawsze mnie wyśmiewają, ale książki potrzebują słodkich sekretów, żeby ludzie chcieli czytać dalej. Widzisz? Mówiłem ci, że to najlepsza książka.
Śliczne różki, co? W Siarkowcu, moim durnym miasteczku rodzinnym, to nic wyjątkowego.
Ale moje są znacznie lepsze od innych.
Nieważne, zakładając, że przeżyję resztę lata, za pomocą tych ślicznych różków zamierzam nieźle zamieszać w mojej nowej szkole, czyli Liceum Ogólnokształcącym Przedpiekle.
A teraz, zanim zagłębię się w swoją opowieść, musisz przysiąc, że dochowasz tajemnicy. Przysięga małego palca, wchodzisz? DOBRZE.