Rozdział 3
Prawdziwy sportowiec bowiem walczy do końca. Nawet jeśli wie, że dobiegnie na metę ostatni, nie przestaje biec.
- Małgorzata Wach
Grayson
Retrospekcja
- Auć! Mógłbyś uważać, gdzie rzucasz tę piłkę. Będę mieć sinika.
- Jesteś jakąś księżniczką, żeś taka delikatna? - zakpiłem.
Dziewczyna była piękna, miała może szesnaście lat, raczej nie więcej, albo po prostu młodo wyglądała. Czyli mogła być w moim wieku. Kiedy podszedłem do niej, aby odebrać piłkę, zauważyłem jej piękne złote włosy. Z bliska wydawała się jeszcze ładniejsza. Wcześniej jej tutaj nie zauważyłem. Może dopiero przyjechała? Sam rozpakowałem się ledwie kilka godzin temu.
Rodzice od tygodni rozmawiali o tym, jakie to ważne, aby jechać na rodzinne wakacje. Skończyłem już siedemnaście lat i ani myślałem, aby w ten sposób spędzać dni wolne od szkoły. Jednak matki nie dało się przekonać. Do tego wyciągnęła ten swój argument, że jestem wzorem dla swojego ośmioletniego brata Bruce'a i muszę z nim spędzać więcej czasu, zanim wyjadę na studia. Tym mnie przekonała. Tym i nowym telefonem. Dzięki temu mogłem przymknąć oko na to, że w takim wieku rodzinne wakacje to lekka żenada, i poleżeć z nimi te dwa tygodnie na plaży.
Chociaż miejsce było całkiem spoko, blisko morza i boiska do piłki nożnej, gdzie szybko znalazłem chętnych do gry. A teraz jeszcze ona. Dziewczyna, którą moja futbolówka wybrała sobie za cel zamiast bramki.
- Nie jestem księżniczką, ale pewnie gram lepiej od ciebie, skoro nie umiesz nawet prosto kopnąć piłki.
Uniosłem brwi, zaskoczony jej arogancką wypowiedzią. Dziewczyna okazała się pyskata i nie brakowało jej odwagi. No proszę.
- Chcesz się przekonać?
Podejrzewałem, że stchórzy, a tymczasem ona nie tylko podjęła wyzwanie, lecz także zrobiła na mnie niemałe wrażenie.
- Pewnie. - Podniosła się z koca, na którym siedziała z książką, i zmierzyła mnie wzrokiem. - Jeden na jeden, ty na bramce, ja strzelam, potem na odwrót. Do trzech razy. Kto przegra, kupuje lody.
- Stoi. - Wyciągnąłem dłoń na przypieczętowanie tego małego zakładu, ale nieznajoma już ruszyła z piłką w stronę bramki.
- Ej! - Pobiegłem za nią. - Zdradzisz mi chociaż swoje imię?
- Jasne, jeśli ze mną wygrasz, to będzie twoja nagroda.
I wygrałem, choć szczerze mówiąc, nie było to takie proste, jak początkowo przypuszczałem. Dziewczyna grała dobrze, trafiła dwie na trzy bramki, co stanowiło całkiem niezły wynik. Jednak nie miała ze mną szans, nie wiedziała przecież, że w roku szkolnym dwa razy w tygodniu trenowałem piłkę nożną, bo to moja wielka pasja.
- To co? - spytałem, zadowolony ze swojego zwycięstwa. - Teraz mi powiesz, jak masz na imię?
- Valentina - przedstawiła się. - A ty?
- Grayson. - Podałem jej dłoń, którą tym razem uścisnęła. - Lody dla wygranego? - Wyszczerzyłem się w uśmiechu, chciałem się z nią trochę podroczyć.
- Zakład to zakład. - Wzruszyła ramionami. - Liczę tylko, że masz bardziej wyszukany gust i nie wybierzesz po prostu czekoladowych.
- Oho, czyżbyśmy mieli tu znawcę lodów? - Zaśmiałem się. - To wyjaw mi, Valentino, jakie są najlepsze.
- Tutaj robią obłędne karmelowe, pyszne są też te z białą czekoladą - oznajmiła. - Wiem, co mówię. Przyjeżdżam tu od lat i wypróbowałam każdy smak.
- Prawdziwa koneserka. - Pokiwałem głową z uznaniem. - No dobrze, w takim razie zdam się na ciebie. Może przy okazji zdradzisz mi jakieś sekrety tego miejsca, skoro jesteś stałą bywalczynią.
- Skąd pomysł, że podzielę się z tobą swoimi tajemnicami i zdradzę ci ukryte miejscówki? - Uniosła brwi i przyjrzała mi się z rozbawieniem.
Była urocza i zabawna, do tego umiała się droczyć i nie obrażać, w przeciwieństwie do wielu dziewczyn w podobnym wieku, a to naprawdę sporo zalet. Szczególnie jak na pierwsze spotkanie. I dzięki temu coś czułem, że wcale nie będzie ono ostatnim.
- Bo w ramach rekompensaty mogę nauczyć cię poprawnie strzelać gole - zaoferowałem.
- Potrafię to robić, dwa razy trafiłam - zaoponowała.
- A ja trzy. - Oczywiście musiałem jej to wypomnieć i znów się pochwalić swoim zwycięstwem.
- Fan rywalizacji, co? - zapytała z uśmiechem. - W koszykówkę też jesteś taki dobry?
- A chcesz się przekonać? - odparłem od razu. - Ale może poczekaj, aż spłacisz jeden dług za przegraną, bo mój żołądek może nie znieść tyle słodkości naraz.
- Bardzo śmieszne - stwierdziła z przekąsem i pokręciła przy tym głową. - Nie bądź taki pewny siebie. To, że teraz wygrałeś, nie znaczy, że wygrasz za każdym razem.
- Przekonamy się - rzuciłem.
- Żebyś wiedział, mamy tu mnóstwo atrakcji do rywalizacji.
- I całe lato, abym ci udowodnił, że jestem lepszy.
- Chciałbyś - prychnęła.
Jej upór nie ustępował za bardzo mojemu, a jako że naprawdę lubiłem współzawodnictwo, wyczułem tu świetną okazję, aby trochę się sprawdzić. I chyba trafiłem na godnego rywala, bo już po krótkiej wymianie zdań poczułem, że nadajemy na podobnych falach. A po spacerze i zjedzeniu lodów, przy których nie mogliśmy przestać się śmiać z opowiadanych żartów, byłem już pewien, że jeszcze niejeden letni dzień spędzę z nowo poznaną dziewczyną o bursztynowych włosach i pięknych jak morze oczach.
Futbol jest prostą grą' pogmatwaną przez ludzi' którzy zawsze wiedzą lepiej.
- Bill Shankly