Grossbeeren-Dennewitz 1813: berlińska klęska Napoleona - Szymon Jagodziński

-
Proszę czekać

[1] Michael V. Leggiere, Napoleon and Berlin. The Franco-Prussian War in North Germany, 1813, University of Oklahoma Press 2002, s. 314. Wstępne plany obrony były analizowane już między kwietniem a majem 1813 r. z udziałem rządu wojskowego w Berlinie. Po Lützen powstał projekt zabezpieczenia Kurmarku - głównej części Marchii Brandenburskiej - siłami Landsturmu (pospolite ruszenie; ostatnia rezerwa narodowa, rekrutowała mężczyzn w wieku od 15 do 60 lat, którzy nie służyli w armii regularnej i Landwehrze). Plan został nieznacznie zmodyfikowany przez płk. von Boyena; większy nacisk położono na fortyfikacje niż wojska regularne i Landwehrę.

[2] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 59-60.

[3] Karl Ense von Varnhagen, Leben des Generals Grafen Bülow von Dennewitz, Walter de Gruyter Inc. 1853, s. 162. Bülow otrzymał naczelne dowództwo nad całą Marchią Brandenburską (rozkaz króla Prus z 8 maja 1813 r.).

[4] Król Prus na potrzeby kampanii wiosennej dokonał decentralizacji państwa. Rządy wojskowe na obszarze między Odrą a Łabą sprawował gen. por. Wilhelm von Lestocq, między Odrą a Wisłą - gen. por. Friedrich von Tauentzien, między Wisłą a granicą rosyjską - gen. por. Karl von Massenbach, a na Śląsku - gen. por. Friedrich von Götzen (George Nafziger, Lützen & Bautzen. Napoleon's Spring Campaign of 1813, Emperor's Press 1992, s. 39).

[5] W ostateczności wojska von Bülowa miały się wycofać nad dolną Odrę, między Szczecin a Kostrzyn.

[6] Oddziały pruskie - 13 batalionów piechoty, 2 kompanie jegrów, 4 kompanie ochotnicze, 13 szwadronów jazdy i 6 baterii artylerii. Oddziały rosyjskie - 5 batalionów, 4 szwadrony, 3,5 pułku kozackiego i 2 baterie dział.

[7] Geschichte der Organisation der Landwehr in Pommern und Westpreussen im Jahre 1813, praca zbiorowa (Oddział Historyczny Wielkiego Sztabu Generalnego), Ernst Siegfried Mittler und Sohn 1858, s. 7-9. Zdaniem George'a Nafzigera (The Prussian Army During the Napoleonic Wars (1792-1815), Volume II. The Guard & Landwehr, West Chester 1996, s. 37-39) miało docelowo powstać 28 batalionów piechoty i 29 szwadronów kawalerii zorganizowanych w 7 brygad.

[8] Modest Bogdanowicz, The Russian History of the War of 1813. The War To Liberate Germany, Tom 1, Helion & Company 2025, s. 281.

[9] Francis Loraine Petre, Napoleon's Last Campaign in Germany, John Lane, The Bodley Head 1912, s. 96-97.

[10] Correspondance de Napoléon I, Tom XXV, Henri Plon, Jean Dumaine 1868, s. 275. Mówicie mi o dywizji [pruskiej von Bülowa] stacjonującej w Halle, przypuszczam, że po wiadomości o bitwie [pod Lützen] wycofała się na Dessau [...]. Nie mogę się doczekać, aż dowiem się, że jesteście w Torgau, a Wittenberga została odblokowana, ponieważ sprawy przybierają taki obrót, że byłoby bardzo trudne, abym od razu zdecydował się ruszyć na Berlin (list z 6 maja). W liście z 13 maja cesarz precyzował zwrot na pruską stolicę siłami lewego skrzydła armii posiłkowej marsz. Neya, którą ogólnie szacował wtedy na 100 tys. żołnierzy. Odblokować Głogów, zająć Berlin, aby umożliwić księciu d'Eckmühl [marsz. Louis Davout] ponowne zajęcie Hamburga [...] oraz zająć Wrocław - to są trzy ważne cele, które wyznaczyłem sobie i które chciałbym osiągnąć w ciągu miesiąca (Correspondance de Napoléon I, Tom XXVI, Paris 1868, s. 292).

[11] Jules Charles Duval, Napoléon, Bülow et Bernadotte, 1813 (offensives contre Berlin), Henri Charles-Lavauzelle 1906, s. 13.

[12] Theodor Brand (Der Befreiungskrieg von 1813, 1814 und 1815, Tom 1, Jaekel 1842, s. 184) zaprezentował bardzo "patriotyczny" obraz pruskich przygotowań i nastrojów: Landwehra postanowiła stawić czoło nieprzyjacielowi. Ostrza kos zostały postawione na sztorc, aby trzymać kawalerię na dystans, a wszyscy zdolni do noszenia broni zostali zmobilizowani. Wszystkie przełęcze zostały zablokowane przez Landsturm, mosty zburzone, a woda została spiętrzona. [...] Wokół Berlina i Poczdamu wybudowano okopy, a bataliony Landwehry, mimo ograniczonego wyszkolenia, zostały skoncentrowane.

[13] Jean Bernadotte, marszałek Cesarstwa i książę Pontecorvo został 21 sierpnia 1810 r. wybrany na następcę bezdzietnego króla Karola XIII.

[14] Forsta Afdelningeń, Kronprinses af Sverige Carl Johan, F?ltt?g, ?ren 1813, 1814, Daniel Ehrenfried Gravallius 1814, s. 32-34.

[15] Lars Eric Götlin, Anteckningar under Svenska Arméens F?ltt?g 1813 och 1814, Tom 1, Nils Magnus Lindh 1815, s. 8-9.

[16] Zgodnie z porozumieniem z 22 kwietnia 1813 r. Prusy miały dostarczyć szwedzkiemu następcy tronu 27 tys. żołnierzy z przeznaczeniem na front niemiecki. Wojska szwedzkie miały liczyć 25 tys. ludzi (Carl Friccius, Geschichte des Krieges in den Jahren 1813 und 1814, Tom 1, Heinrich August Pierer 1843, s. 132, 183).

[17] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 64-65. K - korpus armijny (piechoty).

[18] Ense von Varnhagen, Leben des Generals Grafen Bülow von Dennewitz, s. 166.

[19] Bogdanowicz, The Russian History of the War of 1813..., Tom 1, s. 285. Prusacy - 14,5 batalionu, 14 szwadronów i 6,5 baterii: 14,5 tys. żołnierzy. Rosjanie - 2 bataliony, 4 szwadrony, 3 pułki kozackie i 2 baterie: 2,5 tys. ludzi. W sumie dawało to 17 tys. żołnierzy. Theodor Brand (Der Befreiungskrieg von 1813..., T. 1, s. 185) podawał wyższe dane - 25 tys. ludzi, bez Landwehry oraz 80 dział, w tym 24 rosyjskie. Carl Friccius (Geschichte des Krieges in den Jahren 1813..., Tom 1, s. 183) zgadzał się z nimi, uzasadniając to przyłączeniem wojsk spod Magdeburga i Spandau. Osobiście przychylam się do szacunku 25 tys. ludzi.

[20] Correspondance de Napoléon I, Tom XXV, s. 312-313. W liście do szefa sztabu WA z 24 maja znalazły się następujące polecenia: Rozkaż księciu Reggio wyruszyć z trzema dywizjami jego korpusu i manewrować w kierunku Berlina. Gen. [dyw. Louis de] Beaumont, z dwoma batalionami, artylerią i 1200 końmi [...], dołączy do księcia Reggio i będzie pod jego dowództwem. [...] Książę Reggio powinien prowadzić swój marsz, najpierw kierując się na Hoyerswerda, gdzie będzie mógł być jutro, a stamtąd kierować się na Luckau i Lübben.

[21] Gérôme Clément, Campagne de 1813, Henri Charles-Lavauzelle 1904, s. 249.

[22] Na podstawie wspomnianego powyżej rozkazu cesarza z 24 maja, XII K został wzmocniony 8 batalionami z Magdeburga. Ta nowa dywizja składała się z: czterech batalionów 5. DP i dwóch z 4. DP; do tego dochodziły 2 bataliony 124. i 125. pp, które znajdują się w Torgau. Do niej została dołączona bateria ośmiu dział, czyli 2. bateria przeznaczona dla II K [marsz. Victora].

[23] Piechota - pp: pułk piechoty liniowej, pplek: pułk piechoty lekkiej, BP - brygada piechoty, DP - dywizja piechoty.

[24] John H. Gill, Broken Eagles. Napoleon's German Allies and the Campaign of 1813, Tom 1, The Contingents of Saxony and Bavaria, Greenhill Books 2025, s. 319.

[25] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 74-75.

[26] Clément, Campagne de 1813, s. 268. Zdaniem autora, było to ok. 30 tys. żołnierzy, z czego większość stanowiła Landwehra. Dane te powtórzył potem Francis Loraine Petre (Napoleon's Last Campaign in Germany, s. 151).

[27] Friccius, Geschichte des Krieges in den Jahren 1813..., Tom 1, s. 183.

[28] Gill, Broken Eagles. Napoleon's German Allies and the Campaign of 1813, Tom 1, s. 69.

[29] Max Leyh, Geschichte des Bayerischen Heeres: Geschichte des königlichen bayerischen Heeres unter König Max I. Joseph von 1806 (1804) bis 1825, Tom 6, część 2, Max Schick 1935, s. 307. Autor twierdził, że wzięto 37 jeńców, w tym 7 oficerów oraz zdobyto 40 koni; bez strat własnych. Theodor Brand (Der Befreiungskrieg von 1813, 1814 und 1815, T. 1, s. 190) obniżył straty do 30 Kozaków. Najwyższe dane podawał Heinrich Beitzke (Geschichte der Deutschen Freiheitskriege in den Jahren 1813 und 1814, T. 1, Duncker & Humblot 1854, s. 414), który pisał o 67 jeńcach (w tym 7 oficerów) i 90 zdobytych koniach.

[30] Carl von Plotho, Der Krieg in Deutschland und Frankreich in den Jahren 1813 und 1814, T. 1, Carl Friedrich Amelang 1817, s. 218. Autor nie identyfikował napastników pod względem narodowym i kawalerię bawarską po prostu określał jako "francuską".

[31] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 76. Prusacy mieli oceniać awangardę francuską na maksymalnie 7 tys. ludzi i 20 dział.

[32] Nafziger, Lützen & Bautzen, s. 264-265, 269. Zdaniem autora, tożsamość obu batalionów fizylierów litewskich była niepewna. Miały to być nowe oddziały powołane w tych częściach dawnej Litwy, która należała do Prus. Przypuszczalnie były to bataliony Landwehry.

[33] Beitzke, Geschichte der Deutschen Freiheitskriege in den Jahren 1813..., T. 1, s. 415.

[34] Bogdanowicz, The Russian History of the War of 1813..., Tom 1, s. 286.

[35] Opis potyczki w źródłach (Beitzke, Bogdanowicz, Gill, Leggiere, Leyh, Nafziger, Plotho) był niejednolity i niejednokrotnie w każdym opracowaniu istniały większe lub mniejsze różnice. Nie wykluczam własnych nieścisłości w próbie stworzenia przeze mnie w miarę jasnego opisu stoczonych wtedy walk.

[36] Johann Sporschil, Der Feldzug im Jahre 1813, T. 1, George Westermann 1845, s. 235.

[37] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 76; Nafziger, Lützen & Bautzen, s. 265.

[38] Gen. dyw. Guillaume de Latrill Lorencez został poważnie ranny pod Budziszynem i odesłany na leczenie do Francji. Pełniącym obowiązki dowódcy 14. DP został brygadier Antoine Gruyer.

[39] Eduard Moritz Dörk, Das Königlich Preussische 15. Infanterie-Regiment, Prinz Friedrich der Niederlande, (früher Graf Bülow von Dennewitz) in den Kriegsjahren 1813., 14. und 15., Georg Reichardt 1844, s. 173. Raporty pruskie szacowały siłę artylerii XII K na 60 dział.

[40] Beitzke, Geschichte der Deutschen Freiheitskriege in den Jahren 1813..., T. 1, s. 416.

[41] Carl von Plotho (Der Krieg in Deutschland und Frankreich in den Jahren 1813..., T. 1, s. 218) pisał o szarżach "huzarów pomorskich", ale taki pułk nie brał udziału w tym starciu; chyba, że historyk pruski myślał o huzarach gwardii, którzy znajdowali się na stanie brygady von Oppena. Autor dodatkowo mylił francuską 14. DP z bawarską 29. DP, pisząc o "bawarskiej 14. DP".

[42] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 77.

[43] Carl Friccius (Geschichte des Krieges in den Jahren 1813...Tom 1, s. 184) szacował francuską rezerwę na 1 tys. żołnierzy.

[44] Nafziger, Lützen & Bautzen, s. 265. Autor w OdB na końcu książki (s. 341) określał jazdę Hesów jako część 29. brygady kawalerii lekkiej (BKL) gen. bryg. Françoisa Wolffa. Określanie brygady jako "heska" nie było do końca właściwie, gdyż tworzyły ją: westfalski pułk szwoleżerów (dwa szwadrony) i heski pułk szwoleżerów (trzy szwadrony).

[45] Gill, Napoleon's German Allies and the Campaign of 1813, Tom 1, s. 319.

[46] Leggiere, Napoleon and Berlin, s. 76. Heinrich Beitzke (Geschichte der Deutschen Freiheitskriege in den Jahren 1813..., T. 1, s. 416) podawał godz. 11 jako czas początku pruskiego odwrotu.

[47] Bogdanowicz, The Russian History of the War of 1813..., Tom 1, s. 286 (takie same straty pruskie podawali von Plotho, s. 219 oraz Beitzke, s. 417; jednak bez danych po stronie francuskiej); Leggiere, s. 78 i Gill, s. 319. Johann Sporschil (s. 236) - 600 Francuzów, a Prusaków mniej. Theodor Brand (s. 191) tradycyjnie już zaniżał straty Prusaków, określając je na poziomie zaledwie 157 ludzi (Francuzi - 600). Max Leyh (s. 307) doprecyzował straty Bawarów następująco: 15 rannych i 4 zaginionych.

[48] Plotho, Der Krieg in Deutschland und Frankreich in den Jahren 1813..., T. 1, s. 219.

[49] Sporschill, Der Feldzug im Jahre 1813, T. 1, s. 236.

[50] Plotho, Der Krieg in Deutschland und Frankreich in den Jahren 1813..., T. 1, s. 219.

[51] Beitzke, Geschichte der Deutschen Freiheitskriege in den Jahren 1813..., T. 1, s. 415.

Przedmowa

Kampania niemiecka 1813 roku należy do tych epizodów wojen napoleońskich, których znaczenie zdecydowanie wykracza poza najbardziej znane starcia pod Dreznem czy Lipskiem. Był to moment szczególny. Napoleon, choć osłabiony katastrofą wyprawy rosyjskiej, wciąż pozostawał przeciwnikiem zdolnym do zadawania sprzymierzonym dotkliwych porażek. Jednocześnie coraz wyraźniej ujawniały się ograniczenia odbudowanej w pośpiechu Wielkiej Armii, problemy z dowodzeniem na rozległym teatrze działań oraz rosnąca zdolność koalicjantów do wykorzystywania francuskich błędów. W tej skomplikowanej układance szczególne miejsce zajmował Berlin. Stolica Prus była bowiem nie tylko celem o znaczeniu militarnym, lecz również politycznym i symbolicznym. Szymon Jagodziński właśnie wokół francuskich prób jego zdobycia buduje opowieść o bitwach pod Grossbeeren i Dennewitz.

Nie są to starcia całkowicie nieznane miłośnikom epoki napoleońskiej. W polskiej historiografii pozostają jednak wyraźnie w cieniu wielkich bitew 1813 roku, choć obie porażki wojsk napoleońskich miały istotne znaczenie dla przebiegu jesiennej kampanii. Warto przy tym pamiętać, że pierwsza próba uderzenia na Berlin pojawiła się jeszcze wiosną, kiedy po zwycięstwie Napoleona pod Lützen zagrożenie dla pruskiej stolicy stało się na tyle realne, iż rozpoczęto przygotowania do jej obrony. Autor rozpoczyna swoją narrację właśnie w tym miejscu, rekonstruując nie tylko plany francuskie, lecz również działania Bülowa, mobilizację Landwehry, problemy z przygotowaniem umocnień i skomplikowane położenie polityczno-wojskowe Prus. Dzięki temu Grossbeeren i Dennewitz nie są przedstawione jako dwa wyrwane z kontekstu epizody, ale jako kolejne etapy trwającej przez kilka miesięcy rywalizacji o kontrolę nad północnymi Niemcami.

To podejście jest jedną z mocniejszych stron książki. Szymon Jagodziński nie zaczyna od huku armat, lecz cierpliwie prowadzi czytelnika przez wydarzenia, które sprawiły, że do ich użycia w ogóle doszło. Pokazuje zmieniające się zamierzenia Napoleona, znaczenie Berlina w jego planach strategicznych oraz sytuację sprzymierzonych, którzy musieli pogodzić obronę pruskiej stolicy z realizacją szerszego planu kampanii. Na dalszych stronach otrzymujemy natomiast szczegółową rekonstrukcję marszów, koncentracji wojsk i samych starć. Autor przywiązuje dużą wagę do ukształtowania terenu, pogody, stanu dróg, rozmieszczenia oddziałów i kolejności wydawanych rozkazów. W przypadku Grossbeeren szczególnego znaczenia nabierają choćby podmokły teren, nieliczne przeprawy i ulewny deszcz. Elementy były pozornie drugorzędne, ale w rzeczywistości współdecydowały o możliwościach działania piechoty, kawalerii i artylerii.

Czytelnik szybko zauważy także inną cechę tej publikacji: autor nie sprowadza kampanii 1813 roku do pojedynku Napoleona z jego najważniejszymi przeciwnikami. Na kartach książki pierwszoplanowe role przejmują dowódcy, którzy zazwyczaj pozostają nieco w cieniu cesarza - Oudinot, Ney, Bülow, Reynier, Tauentzien czy Bernadotte. Równie ważne stają się kontyngenty saskie, pruskie, francuskie, szwedzkie i rosyjskie, których odmienne doświadczenie, organizacja i motywacja wpływały na przebieg działań. Grossbeeren jest pod tym względem szczególnie interesujące. Było przecież w dużej mierze "bitwą saską", w której oddziały Reyniera odegrały rolę nieproporcjonalnie dużą do miejsca zajmowanego przez Sasów w popularnej narracji o wojnach napoleońskich.

Nie bez znaczenia pozostaje doświadczenie samego autora. Szymon Jagodziński ma w dorobku trzynaście książek, z których jedenaście poświęcił wojnom napoleońskim. Szczególne miejsce w jego zainteresowaniach zajmuje właśnie kampania niemiecka 1813 roku. Grossbeeren-Dennewitz 1813 jest już piątą jego publikacją dotyczącą działań na tym froncie, po pracach poświęconych między innymi bitwom pod Dreznem, Kulm-Priesten, Lützen i Budziszynem oraz walkom prowadzonym pomiędzy Budziszynem a Pielaszkowicami. Mamy więc do czynienia z kolejnym fragmentem znacznie większego projektu badawczego, w ramach którego autor konsekwentnie rekonstruuje kampanię niemiecką niemal krok po kroku.

Widać to również w sposobie wykorzystania źródeł i literatury. Jagodziński chętnie konfrontuje ze sobą odmienne relacje, zwraca uwagę na rozbieżności dotyczące liczebności oddziałów, czasu wykonania rozkazów czy motywacji poszczególnych dowódców. Nie próbuje przy tym na siłę wygładzać obrazu kampanii. Wręcz przeciwnie. Pokazuje wojenną rzeczywistość jako mieszaninę planowania, przypadku, błędnej oceny sytuacji, niedostatecznej komunikacji, zmęczenia żołnierzy, pogody i inicjatywy dowódców niższego szczebla. To właśnie w takich szczegółach najlepiej widać różnicę między wojną projektowaną na mapach sztabowych a wojną rzeczywiście prowadzoną w terenie.

Szczególnie interesujący jest pod tym względem problem francuskiego dowodzenia. Czy niepowodzenia kolejnych wypraw na Berlin były przede wszystkim rezultatem przewagi sprzymierzonych, czy raczej błędów popełnianych po stronie napoleońskiej? Jak duże znaczenie miały osobowości Oudinota i Neya? Wreszcie - w jakim stopniu odpowiedzialność ponosił sam Napoleon, powierzając swoim marszałkom zadania, które wymagały znacznej samodzielności operacyjnej? Autor nie sprowadza odpowiedzi do prostego wskazania winnego. Rekonstruując wydarzenia niemal godzina po godzinie, pozwala dostrzec, że klęska jest zazwyczaj procesem, a decyzja, która z perspektywy czasu wydaje się oczywistym błędem, w chwili jej podejmowania mogła wynikać z niepełnych lub sprzecznych informacji.

Pod tym względem Grossbeeren-Dennewitz 1813 dobrze wpisuje się w założenia "Biblioteki Wojennej". Jest to książka mocno osadzona w realiach operacyjnych i taktycznych. Za ruchami jednostek stoją konkretne decyzje, ambicje i konflikty między dowódcami, a za nimi szersza sytuacja strategiczna. Obrona Berlina staje się częścią zmagań o utrzymanie Prus w wojnie, francuskie ofensywy elementem napoleońskiej próby odzyskania inicjatywy, zaś kolejne porażki zapowiedzią coraz poważniejszych problemów, które kilka tygodni później miały znaleźć swoje apogeum pod Lipskiem.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego cieszę się z obecności tej książki w serii. "Biblioteka Wojenna" od początku miała być miejscem dla prac różnych: dotyczących innych epok, teatrów działań i sposobów prowadzenia wojny, lecz połączonych dążeniem do możliwie dokładnego wyjaśnienia, dlaczego określone wydarzenia militarne przebiegały właśnie w taki, a nie inny sposób. Książka Szymona Jagodzińskiego bardzo dobrze realizuje to założenie. Jest szczegółowa, niekiedy wręcz drobiazgowa, ale dzięki temu pozwala wejść w realia kampanii, w której o wyniku starcia potrafiły zdecydować nie tylko wielkie koncepcje strategiczne, lecz również błotnista droga, spóźniony korpus, źle odczytana sytuacja na sąsiednim odcinku czy kilka godzin utraconych podczas marszu.

Oddając już piąty tom "Biblioteki Wojennej" w ręce czytelników, mam nadzieję, że Grossbeeren-Dennewitz 1813 zainteresuje zarówno osoby od lat zajmujące się epoką napoleońską, jak i tych, którzy dopiero zaczynają poznawać kampanię niemiecką 1813 roku. W przypadku tych drugich książka może być dobrym przypomnieniem, że droga Napoleona od zwycięstwa pod Dreznem do katastrofy pod Lipskiem nie była prostą historią nagłego upadku. Składała się z wielu bitew, decyzji i utraconych szans. Grossbeeren i Dennewitz należały do tych momentów, w których coraz wyraźniej można było dostrzec, że w wojnie z VI koalicją zmienia się coś wiekopomnego.

Jokohama, 21 sierpnia 2026Michał A. Piegzik

Rozdział 1 Kampania wiosenna 1813 roku - pierwsza ofensywa francuska na Berlin

Pruskie plany obrony Berlina

Po zwycięstwie Napoleona nad wojskami rosyjskimi i pruskimi pod Lützen, Saksonia znalazła się ponownie pod kontrolą cesarza Francuzów. 3 maja król Prus Fryderyk Wilhelm III przekazał do Berlina ostrzeżenie, że według posiadanych informacji, istniało zagrożenie francuskiego uderzenia na pruską stolicę. Trzy dni później, z kwatery głównej w Saksonii wyjechał płk Hermann von Boyen, który został przez swojego władcę delegowany do Berlina, aby pomóc w przygotowaniu miasta do obrony[1]. W wyniku narady, 9 maja podjęto decyzję o budowie umocnionej linii obrony na rzekach Haweli, Szprewie i Odrze. Jednocześnie przewidywano budowę tam na rzekach Nuthe i Notte w celu zatopienia południowych podejść do Berlina. Obie rzeki miały po 8-10 metrów szerokości oraz płynęły przez tereny bagienne i podmokłe. Dodatkowo strome brzegi uniemożliwiały przeprawę kawalerii i artylerii; było to możliwie tylko przez nieliczne w tym rejonie groble. Wspomniane umocnienia miały powstać w miejscach, gdzie prowadziły szlaki przez obszary zalewowe, w tym pod Saarmund, Trebbin, Zossen i Jühnsdorf. Linia redut miała być pobudowana bezpośrednio na południe od Berlina, na wzgórzach Tempelhof w pobliżu Bramy Halle (Halle Tor). Linia umocniona miała też być rozwinięta wzdłuż Nuthe i Notte; prace rozpoczęły się 11 maja. Trzy kompanie saperów zostały przydzielone do stawiania umocnień, zaś Landsturm otrzymał zadanie wykonywania prac ręcznych przy nasypach ziemnych[2]. Ostatecznie wspomniana linia obrony okazała się niepotrzebna, stąd nie ma potrzeby jej bliższej charakterystyki. Dodam tylko, że teoretycznie do osłony Berlina przewidywano zaangażowanie 55 tys. żołnierzy, w tym 20 tys. Landwehry i 10 tys. Landsturmu.

9 maja gen. por. Friedrich von Bülow odebrał depeszę od głównodowodzącego wojskami sprzymierzonych gen. broni Piotra Wittgensteina, ostrzegającą przed ofensywą francuską na Kurmark i powierzającą mu dowództwo nad wszystkimi siłami koalicji pod Berlinem; jednocześnie w razie konieczności miał podporządkować sobie korpusy blokadowe obserwujące twierdze w Wittenberdze i Magdeburgu[3]. Fryderyk Wilhelm III[4] oczekiwał od von Bülowa natychmiastowego ataku na wszelkie wojska francuskie, które zagroziłyby stolicy[5]. Aby usprawnić jego działania, podporządkowano mu brandenburską Landwehrę oraz upoważniono go do mobilizacji Landsturmu według uznania. Innej pomocy król nie udzielił. Główna armia pruska podążyła za Rosjanami; Fryderyk Wilhelm III postanowił zachować zwartość koalicji, zwłaszcza po przegranej bitwie, nawet kosztem ryzyka utraty stolicy kraju.

W tym czasie korpus gen. von Bülowa liczył ok. 11,5 tys. Prusaków i 3,8 tys. Rosjan[6]. Mimo że już 17 marca 1813 r. dekretem króla wydanym we Wrocławiu została na terytorium monarchii Hohenzollernów powołana Landwehra, proces formowania jej oddziałów dla Brandenburgii, a właściwie Kurmarku, nadal nie był zakończony[7]. A to właśnie te wojska miały wesprzeć korpus von Bülowa. Niedostatek doświadczonej kadry podoficerskiej przeznaczonej do szkolenia "zielonych" rekrutów oraz brak korpusu oficerskiego, zdolnego do dowodzenia nowo powołanymi oddziałami, poważnie utrudniały i spowalniały mobilizację. Oznaczało to, że Landwehra nie mogła na razie bronić Berlina.

Bitwa pod Lützen pogorszyła położenie von Bülowa. W nocy z 2 na 3 maja nadeszła wiadomość o zajęciu Lipska przez Francuzów. Następnego dnia w Halle doszło do niecodziennego spotkania z kolumną 200 dezerterów ze Związku Reńskiego, którzy mówili o wielkiej bitwie na równinie Lützen, ale nie znali jej wyniku. Z uwagi na napływające raporty o zwiększonej koncentracji wojsk napoleońskich w Lipsku i Merseburgu, Bülow mógł wnioskować, że starcie zakończyło się jednak klęską sprzymierzonych. O godz. 19 (4 maja) otrzymał ustne potwierdzenie z kwatery Witt­gensteina, że bitwa z 2 maja zakończyła się porażką oraz odwrotem Rosjan i Prusaków za Łabę. W tej sytuacji wojska von Bülowa ruszyły na Dessau, aby zabezpieczyć przeprawę pod Rosslau[8].

Kolejne napływające wieści były coraz gorsze. Wittgenstein wycofał się z Drezna i ruszył z wojskami na Budziszyn. Król Saksonii Fryderyk August I Wettin ponownie zadeklarował wierność Napoleonowi[9], a dotychczas neutralna twierdza w Torgau otworzyła swoje bramy dla Wielkiej Armii. Krążyły także pogłoski, że grupa armijna marsz. Neya manewruje spod Düben na Wittenbergę. Wobec sił napoleońskich w Wittenberdze i Torgau lub w trakcie marszu w ich stronę, gen. von Bülow nie mógł dłużej pozostawać na południowy zachód od Dessau. W tej sytuacji pruski dowódca przeszedł Łabę w Rosslau i ruszył na Coswig, dokąd dotarł 10 maja. Prusacy rozmontowali przyczółek pod Rosslau, przygotowując jednocześnie drewniany most do spalenia. Mając poniżej 20 tys. żołnierzy, von Bülow nie miał szans, aby zatrzymać Francuzów. Planował zatem odwrót na linię rzek Nuthe i Notte, ale dopiero po stawieniu wstępnego oporu pod Coswig. 11 maja 45 tys. żołnierzy cesarskich marsz. Neya przekroczyło Łabę w Torgau. Dwa dni później, Napoleon rozkazał mu atak na Berlin[10]. W tym momencie marsz. Ney rozporządzał siłą 84 tys. żołnierzy z 200 działami.

Tymczasem gen. von Bülow domagał się od władz Berlina skompletowania i wysłania każdego gotowego batalionu Landwehry do Poczdamu, Saarmund i Trebbin. Niebawem stało się jasne, że żadna pomoc ze strony Landwehry nie nadejdzie. Nie była po prostu gotowa. Warto dodać, że samo miasto nie było w ogóle przygotowane do walk ulicznych. Proklamacja władz nawoływała: Przekształćmy nasze luksusowe posiadłości w twierdze; w ten sposób lepiej się przysłużą sprawie niż ozdoba cudzego tronu. Niech pałace upadną, zamiast służyć tyranowi[11]! W rzeczywistości niczego nie zburzono, a powszechna niechęć społeczna do jakiejkolwiek formy zbrojnych starć w centrum miasta nie pozwoliła podjąć dalszych kroków w tej materii[12].

Pewną szansą dla Prusaków stał się fakt planowanego przybycia do Stralsundu i Rostocku ok. 30 tys. szwedzkich żołnierzy pod dowództwem następcy tronu, byłego napoleońskiego marszałka, Jeana Bernadotte'a[13]. Oczywiście, nie wszystkie wojska były od razu gotowe. Koncentracja miała się zakończyć w połowie miesiąca. 18 maja głównodowodzący przybył do Stralsundu[14]. De facto pierwsze wojska zaczęły docierać do miasta już od 20 marca. Cztery dni później stacjonowało tam ok. 5 tys. Szwedów; w kolejnych tygodniach docierały następne kontyngenty[15]. Bülow usiłował namówić następcę tronu Szwecji do pójścia w ślady króla Gustawa II Adolfa z wojny trzydziestoletniej. Był gotów podporządkować się szwedzkiemu dowódcy, a w liście do króla Prus wziął na siebie pełną odpowiedzialność za zaproszenie wojsk Bernadotte'a do Berlina[16]. W oczekiwaniu na odpowiedź, von Bülow w dniach 12-14 maja przesunął się bliżej Wittenbergi. Wtedy wydawało się pewne, że marsz. Ney spod Torgau i Dessau zaatakuje pruską stolicę.

Co prawda, optymistyczne raporty gen. von Lestocqa sugerowały całkowitą pewność odparcia uderzenia na miasto, ale inne wieści szybko zweryfikowały wątpliwości von Bülowa. Z kierunku Torgau zbliżały się wojska marsz. Neya liczące według szacunków 40 do 50 tys. bagnetów, 5 do 6 tys. szabel i 12 baterii artylerii. Z Dessau na Wittenbergę posuwać się miało kolejnych 20 do 30 tys. Francuzów II K marsz. Claude'a Victora. Cesarz chciał teraz ustawić te siły w odległości 3 dni marszu od Berlina i 3,5 dnia marszu od Wielkiej Armii. Bülow mając przy sobie najwyżej 15 tys. żołnierzy nie miał żadnych szans na stanięcie do bitwy. Przygotowywał się zatem do odwrotu na Berlin. 17 maja ruszył na Trebbin[17].

Tam przeżył rozczarowanie, widząc niedokończone umocnienia i kondycję obsadzających je batalionów Landwehry - bez amunicji, żywności i ekwipunku. Do połowy maja tylko kilka batalionów Landwehry ukończyło szkolenie. Doszło też do konfliktu gubernatora Berlina von Lestocqa z gen. von Bülowem. Ten pierwszy oskarżał młodszego kolegę m.in. o to, że wycofując się do Trebbin, sam doprowadził do konieczności powołania Landsturmu, który teraz tak krytykował za mizerne zaangażowanie w prace polowe. Poza tym, według gubernatora, atak francuski na miasto był tylko dywersją, podczas gdy von Bülow widział zagrożenie jako całkowicie realne[18]. Ostatecznie okazało się, że w obliczu koncentracji sił do bitwy pod Budziszynem, Napoleon zmienił plany wobec Berlina.

Szwedzki artylerzysta Artylerzysta nosi czarny wysoki kapelusz z mosiężną blachą oraz kitą. Mundur składa się z granatowej kurtki z wysokim kołnierzem w tym samym kolorze, zapinanej na jeden rząd mosiężnych guzików. Na ramionach znajdują się granatowe naramienniki. Artylerzysta ma długie granatowe spodnie oraz czarne krótkie buty. W dłoni trzyma wycior artyleryjski. Przy lewym boku nosi tasak (krótką szablę) w pochwie, wyposażony w temblak. Ilustracja i opis: Artur Klimko.

Do 18 maja tzw. armia posiłkowa marsz. Neya kontynuowała marsz w stałym tempie; tego samego dnia jednak pierwsze kolumny zaczęły się zatrzymywać, a dzień później trzon wojsk cesarskich ruszył na Budziszyn. Atak na Berlin został chwilowo zawieszony. Warto dodać, że skala tych przegrupowań nie od razu stała się widoczna dla von Bülowa. Jego wojska pozostały bierne; były głodne i zmęczone, a rekwizycje przynosiły znikome rezultaty. Stąd przyznany im dzień odpoczynku. Dopiero 19 maja ruszył do Baruth, a 23. do Dahme; odebrał wtedy kilka sprzecznych rozkazów związanych z wynikami bitwy pod Budziszynem, zanim 25 maja dotarł do Calau. Tutaj potwierdziły się informacje o odwrocie wojsk sprzymierzonych spod Budziszyna, a otrzymawszy z kwatery króla Prus rozkaz o obronie Marchii i Berlina, postanowił pozostać na swoich pozycjach[19].

Bülow miał wielkie szczęście. Gdyby marsz. Ney uderzył na Berlin, bez trudu przełamałby niedokończone umocnienia, rozbił w pył niedoszkoloną Landwehrę, a niski stan wody na obszarach zalewowych nie uratowałby słabego korpusu von Bülowa przed niechybną zagładą.

Bój pod Hoyerswerda (28 maja 1813 r.)

Po zwycięstwie pod Budziszynem (20-21 maja) Napoleon wydał rozkaz, aby marsz. Nicolas Oudinot kontynuował na czele swojego XII K marsz na Berlin[20]. Przed atakiem na miasto miał odrzucić wojska gen. von Bülowa za Odrę. 24 maja awangarda księcia Reggio (zbiorczy bawarski pułk szwoleżerów z 6 szwadronami) ruszyła w kierunku pruskiej stolicy. Marsz prowadził przez Hoyerswerda. Oudinot miał w ten sposób chronić lewe skrzydło Wielkiej Armii i działać zaczepnie przeciwko wojskom pruskim i rosyjskim gen. von Bülowa, który wydawał się koncentrować w Luckau[21]. Następnego dnia dołączyły w marszu siły główne korpusu (13. i 14. DP oraz bawarska 29. DP). Wojsk, które prowadził marszałek nie można było porównać do potężnej armii polowej marsz. Neya, która miała uderzyć na Berlin tydzień temu. XII K w toku dotychczasowej kampanii stopniał do zaledwie 20 tys. żołnierzy[22]. Korpus księcia Reggio został dodatkowo osłabiony nieobecnością 2 batalionów bawarskich, które miały stanąć garnizonem w Budziszynie, do czasu aż zastąpić je miał westfalski 8. pp z Drezna (2 bataliony)[23]. Wspomniana w przypisie 20 dywizja zbiorcza gen. de Beaumonta była rozproszona i jej nadejście zostało opóźnione; także część batalionów z Magdeburga nie była gotowa do wymarszu i ostatecznie nie dołączyła do korpusu. Powyższe braki nie napawały marszałka większym optymizmem na przyszłość[24].

Choć pod względem liczebności siły te dorównywały korpusowi gen. von Bülowa, to pułki cesarskie marsz. Oudinota miały jedną zasadniczą przewagę - doświadczenie. W ciągu ostatnich 3 tygodni wojska te walczyły zarówno pod Lützen, jak i Budziszynem. Słabszym ogniwem w tym układzie sił był... dowódca XII K. Marsz. Nicolas Oudinot (46 lat), choć był żołnierzem odważnym, często aż do przesady (do tej pory odniósł większość ze swoich legendarnych 36 ran), sprawdzał się doskonale, jako dowódca... dywizji, a nie korpusu czy armii. Niestety, choć był w tej kampanii jedynym marszałkiem, brakowało mu zrozumienia napoleońskiej strategii i zasad sztuki wojennej. Gdy cesarza nie było w pobliżu, marszałek stawał się niezdecydowany, jego inicjatywa topniała w oczach i właściwie schodził w jakości dowodzenia do poziomu najwyżej przeciętnego. Gdyby tylko Napoleon uświadomił sobie to na początku kampanii w północnych Niemczech, być może potoczyłaby się ona inaczej[25].

Wojska księcia Reggio dotarły do Hoyerswerda 27 maja. Naprzeciwko oczekiwał go - przybyły tego samego dnia, po dwudniowym marszu - gen. von Bülow. Wojska te, po klęsce pod Budziszynem, miały rozkaz działać zaczepnie przeciwko lewemu skrzydłu armii napoleońskiej, aby utrudnić jej pościg za sprzymierzonymi[26]. Carl Friccius podawał, że gdy tylko stwierdzono bliską obecność von Bülowa, Napoleon rozkazał marsz. Oudinot przerwać chwilowo marsz na Berlin i obrócić się przeciwko nowemu zagrożeniu, a po odepchnięciu Prusaków za Odrę, miano powrócić do natarcia na stolicę[27]. Napoleon, rozpoczynając tymczasem kampanię śląską (23 maja) skierował na wzmocnienie marsz. Oudinota zbiorczą dywizję gen. dyw. Louisa de Beaumonta (który przebywał w Moritzburgu), którą miało tworzyć 8 szwadronów kawalerii lekkiej Związku Reńskiego, 2 francuskie bataliony piechoty artylerii morskiej i bateria 4 dział. Wojska te miały dołączyć dopiero 27 maja. Warto dodać, że Napoleon nie doceniał sił von Bülowa blokujących kierunek berliński, podczas gdy jego marszałek, wręcz przeciwnie, przeceniał swojego przeciwnika (uważał, że posiadał on nawet 40 tys. ludzi!) i nastawił się na nadmierną ostrożność; skutkowało to niepewnym i ostatecznie nieudanym marszem na Berlin.

Siły stron były wyrównane pod względem liczebności. Francuzi posiadali ponad 19 tys. żołnierzy, podczas gdy von Bülow miał ich niecałe 21 tysięcy. Dowódca pruski miał polecenie przerwania komunikacji Wielkiej Armii między Śląskiem a Dreznem[28]. Instrukcje dla obu stron doprowadzić miały do ostrej potyczki pod Hoyerswerda 28 maja. Początek był obiecujący. Po południu 27 maja awangarda bawarska zaskoczyła pod tą miejscowością oddział Kozaków, rozbijając go doszczętnie i biorąc do niewoli 47 z nich[29]. Carl von Plotho dodawał, że większość pułku była nieobecna, plądrując okolicę w poszukiwaniu furażu, a ci nieliczni, którzy pozostali, nawet nie pomyśleli o ustawieniu zwyczajowych posterunków[30]. Miasto zostało zajęte, a do wieczora pod Hoyerswerda skoncentrował się niemal cały XII K. Marsz. Oudinot, pamiętając ciągle o braku części wojsk, postanowił się zatrzymać i zaczekać aż koncentracja się zakończy. Dlatego trzon korpusu pozostawał przez resztę dnia na południe od Hoyerswerda, wysuwając nieco na północ, w stronę miasta, oddziały 13. DP gen. dyw. Michela Pacthoda z 13 batalionami i 2 bateriami artylerii. Gen. von Bülow postanowił czym prędzej odzyskać Hoyerswerda. Sądził, że napotka jedynie słabą awangardę; najwyżej 6 tys. Francuzów. Był bardzo zaskoczony, kiedy ujrzał przed sobą cały korpus marsz. Oudinota[31].

Planując atak na rzekomo słabe siły osłonowe księcia Reggio, von Bülow skierował do uderzenia dwie swoje brygady: gen. mjr. Friedricha von Oppena (batalion fizylierów 3. Wschodniopruskiego Pułku Piechoty, 1. i 3. batalion fizylierów litewskich, 1. Pułk Huzarów Gwardii i pułk kozacki Bichałowa) i gen. mjr. Karla von Borstella (Batalion Grenadierów Pomorskich, I i II batalion Pomorskiego Pułku Piechoty, batalion fizylierów 4. Wschodniopruskiego Pułku Piechoty, pułk dragonów Königin, pułk kozacki Witowojskiego oraz 10. bateria artylerii pieszej i połowa 10. baterii artylerii konnej)[32]. Razem dawało to 7 batalionów, 2 pułki jazdy regularnej, 2 pułki kozackie i 1,5 baterii artylerii: 8 tys. żołnierzy z 16 działami[33]. Dodatkowo jako wsparcie posuwać się miała z tyłu kolejna brygada gen. mjr. Heinricha von Thümena (I-III bataliony 4. Wschodniopruskiego Pułku Piechoty, III batalion 3. Wschodniopruskiego Pułku Piechoty, IV batalion rezerwowy Przybocznego Pułku Piechoty, II batalion rezerwowy 2. Wschodniopruskiego Pułku Piechoty oraz 6. i 16. bateria artylerii pieszej), czyli kolejnych 6 batalionów z 2 bateriami dział.

Obie brygady pruskie dokonały nocnego przemarszu wzdłuż brzegów Czarnej Elstery (prawy dopływ Łaby), po czym skoncentrowały się w Laubusch, ok. 7 km od Hoyerswerda. Brygada von Borstella, pod dowództwem płk. Karla von Kraffta, stanowiąca prawe skrzydło natarcia, przybyła na miejsce zbiórki o godz. 4 rano. Gen. von Borstell prowadził brygadę von Oppena, która szła na lewej flance z zadaniem przeprowadzenia ataku pozorowanego. Pojawiły się jednak opóźnienia w marszu i ostatecznie przybyła do punktu koncentracji dwie godziny później. W efekcie żołnierze byli wyczerpani. Borstell dał im czas na odpoczynek i wojska ruszyły na Hoyerswerda dopiero o godz. 7.30. Ponieważ planowano atak po obu stronach rzeki, brygady rozdzielone błotnistą doliną Elstery, nie mogły się nawzajem wspierać. Tak rozproszone uderzenie musiało się zakończyć fiaskiem[34]. W efekcie 28 maja rozgorzały dwa oddzielne starcia[35].

Dodać należy, że o godz. 8 rano, ku swojemu niemałemu zaskoczeniu, Prusacy odkryli duży obóz francuski między Bergen a Neuwiese, który - biorąc pod uwagę jego rozmiary - musiał należeć nie do pojedynczej dywizji (jak zakładano), ale do całego korpusu, znacznie przewyższającego liczebnością wojska von Bülowa. Przy tak nikłych szansach na powodzenie, atak powinien był zostać przerwany. Jednakże albo dlatego, że operacja była już zbyt zaawansowana i płk von Krafft nie mógł na czas otrzymać rozkazu odwrotu, albo dlatego, że zarówno dowódcy, jak i żołnierze byli już nastawieni psychicznie na konfrontację z "francuskim okupantem", atak mimo to został przeprowadzony[36].

Tym razem zawiódł system ostrzegawczy francuskiego XII K. Co prawda sieć posterunków była ustawiona regulaminowo, ale podjazdy wysłane na przedpole z samego rana powróciły z informacją, że Prusaków nigdzie nie widać. Napięcie opadło, a z nim czujność.

Kolumna pomocnicza von Oppena sforsowała rzekę pod wioską Nardt, gdzie jej oczom ukazał się obóz pod Neuwise, w którym zauważono - o czym była mowa - zgrupowanie znacznie większej ilości wojsk niż się spodziewano. Było to 8 batalionów z 8 działami należącymi do 13. DP gen. Pacthoda. Awangarda pruska ominęła zagrożenie z lewej strony i ruszyła w kierunku młyna Wasserburg nad Elsterą, aby zająć tę przeprawę. Francuzi szybko zauważyli intruzów. Błyskawicznie podciągnęli baterię 6 dział, która silnym ostrzałem zaczęła zadawać oddziałom pruskim dotkliwe straty. Awangarda nieprzyjaciela miała tylko dwa działa, ale rychło podciągnięto jeszcze cztery i niebawem placem boju wstrząsnęła gwałtowna kanonada artyleryjska. Gen. von Oppen przyspieszył tempo natarcia, przepychając przez dwie groble w stronę miasta 3 bataliony piechoty i 9 szwadronów jazdy z Kozakami. Początkowy odwrót francuskich oddziałów szybko zatrzymał się pod Seidewinkel, gdzie obrona okrzepła, a gen. Pacthod - jak sądzili Prusacy - zaczął szykować się do kontrataku[37]. W każdym razie, walki na tym odcinku chwilowo straciły na intensywności. Do czasu, gdy pojawili się Bawarzy, ale o tym później.

Podczas tych działań, gen. von Borstell zauważył atak płk. von Kraffta na prawym brzegu Czarnej Elstery w kierunku wiosek Bergen i Seidewinkel (znajdowały się tam obozy 14. DP[38]). Uważał teraz, że Francuzi po drugiej stronie rzeki są na tyle zaangażowani w walki, że może poważyć się na bezpośredni marsz pozostałymi siłami na Hoyerswerda. Było to ryzykowne, gdyż oddziały napoleońskie znajdowały się na jego tyłach pod Neuwiese, na prawej flance rozciągał się gęsty las, natomiast po lewej stronie ograniczała go bagnista nizina rzeki.

Marsz. Oudinot, który skupił swoje główne siły na prawym brzegu Elstery, szybko przesunął znaczną część wojsk przez miasto na lewy brzeg (przypuszczalnie było to 6 batalionów z 14. DP), aby zatrzymać zbliżających się Prusaków. Wykorzystano także przewagę w artylerii[39]. Bateria 4 haubic szybko zaczęła ostrzeliwać pruską kawalerię. Niebawem na dogodnych stanowiskach ustawiono kilka kolejnych dział, które zaczęły miotać pociski w stronę nadchodzącej piechoty von Borstella. Ten, wykorzystując do osłony wysokie łany zboża, kontynuował natarcie na miasto. Dalej już jednak pruski dowódca się nie posunął[40].

Gdy szpice nieprzyjaciela dotarły w pobliże wzgórz pod miastem, marsz. Oudinot wyszedł z Hoyerswerda z czterema głębokimi kolumnami, które Prusacy ocenili na 8 tys. bagnetów. Siły te ustawiły się na północny zachód od miasta. Na pobliskim Wzgórzu Wiatracznym znalazła się następna bateria francuskiej artylerii. Wkrótce zgrupowanie 20 dział rozpoczęło morderczy ostrzał. Prusacy zaczęli ustawiać artylerię na północ od Hoyerswerda, a jednocześnie przygotowywali swoją kawalerię do ataku, aby zatrzymać natarcie francuskiej 14. DP. Szarże pułku dragonów Königin nie złamały francuskiej piechoty, która sprawnie zbiła się w regulaminowe czworoboki[41]. To dało szansę pruskiej artylerii na w miarę dokładne wstrzelanie się w oddziały napoleońskie. Według relacji szefa sztabu XII K, gen. bryg. Louisa Lejeune'a, Prusacy zasypali nas morderczym ogniem, który zmiótł nasze pierwsze szeregi i wkrótce zmusił samego marszałka do schronienia się w jednym z wielu czworoboków, w których kartacze siały straszliwe spustoszenie[42].

Z odsieczą dowódcy korpusu pospieszyła z odwodu gen. de Beaumonta heska kawaleria (trzy szwadrony szwoleżerów) z dwoma batalionami francuskimi i 8 działami 12-funtowymi. De facto rezerwą tą dowodził gen. Lejeune, szef sztabu marsz. Oudinota, który znajdował się u południowej bramy do Hoyerswerda[43]. Ostrzał tych potężnych armat szybko zaczął uciszać działa pruskie. Niebawem niesprawnych było 8 do 10 z nich. Dodatkowo do kontrataku ruszyły dwa rezerwowe bataliony francuskie, wsparte heską jazdą. Poddana tak potężnemu przygotowaniu artyleryjskiemu, linia von Kraffta zaczęła się kruszyć[44]. Szala starcia zaczęła niechybnie przesuwać się na stronę Francuzów. Przewaga tych ostatnich szybko rosła. 12 tys. żołnierzy napoleońskich zaczynało spychać z powrotem niecałe 6 tys. Prusaków.

W trwającym starciu udział wzięła także bawarska 29. DP gen. por. Klemensa von Raglovicha. Jej 1. BP płk. Nicolausa Maillota de la Traille'a (5 batalionów) ze szwadronem szwoleżerów i 4 działami weszła na linię walk, aby wesprzeć na francuskim lewym skrzydle 14. DP gen. Gruyera. Bawarska 2. BP gen. mjr. Karla von Beckersa z 5 batalionami pozostawała w rezerwie, strzegąc taboru korpuśnego[45]. Nadejście oddziałów bawarskich miało wpływ na sytuację na obu odcinkach obrony, zarówno 13., jak i 14. DP. Pojawienie się świeżych sił z brygady Maillota, zaskoczyło płk. von Kraffta, którego wojska były już poważne wyczerpane. Po przybyciu na front części 29. DP von Raglovicha, oddziały 13. DP gen. Pacthoda otrząsnęły się z chwilowej niemocy i wykorzystując posiadaną przewagę liczebną, przeszły do kontrataku, który ostatecznie (godz. 12) zmusił brygadę pruską von Oppena do odwrotu z Seidewinkel. Gdy dowiedział się o tym płk von Krafft, także i on zaczął się wycofywać. Gen. Pacthod kontynuował natarcie do chwili odzyskania wioski Bergen. Tam się zatrzymał[46].

Szacunkowe straty po stronie pruskiej miały wynosić 410 żołnierzy, zaś francuskie - ok. 600. Tyle podawał Modest Bogdanowicz, na podstawie raportu von Bülowa z 31 maja. Z kolei Michael V. Leggiere określał ubytki stron na 360 Prusaków i 450 Francuzów (przychylam się do tych danych). John H. Gill szacował straty XII K na 400 do 500 ludzi, w tym bawarska 29. DP nie miała oficjalnie żadnego zabitego, tylko 18 rannych i zaginionych bez wieści[47].

Odwrót wojsk von Borstella, który rozpoczął się 29 maja, osłaniał m.in. 1. Pułk Huzarów Gwardii. Pościg francuski był ograniczony: 13. DP posuwała się prawym brzegiem Czarnej Elstery, a bawarska 29. DP - lewym. Jedynym czynnikiem zakłócającym marsz oddziałów pruskich był nękający ogień francuskiej artylerii. Gen. von Borstell wycofywał się prawym brzegiem rzeki na Cott­bus, a gen. von Oppen lewym na Alt Döbern[48]. Idąca z tyłu, jako wsparcie, brygada gen. von Thümena, posuwała się z Alt Döbern na Calau (wieczorem 27 maja dostała rozkaz zatrzymania się w Alt Döbern do czasu przybycia w celu zluzowania gen. von Oppena). Następnego dnia zebrane w Calau brygady (podzielone na dwie kolumny: księcia Ludwiga von Hessen-Homburga i gen. von Thümena) ruszyły do Cottbus, gdzie mieściła się kwatera gen. von Bülowa. Następnie brygada von Borstella pomaszerowała na Guben, a von Oppena - na Drebkau. Na tych pozycjach korpus von Bülowa pozostawał do 3 czerwca[49]. W czasie odwrotu straż tylną miały tworzyć 2. Zachodniopruski Pułk Dragonów, III batalion 4. Wschodniopruskiego Pułku Piechoty i połowa 6. baterii artylerii konnej von Steinwehr[50].

Gen. mjr Karl von Borstell, dowódca pruskiej 5. BP z III K, jej oddziały broniły Mellen, potem walczyły na wschód od Grossbeeren. To wojska von Borstella doprowadziły do klęski kontrataku francuskiej 32. DP, pod Dennewitz dowódca zignorował rozkazy Bernadotte'a i samowolnie ruszył na odsiecz korpusowi von Bülowa (mal. Paul Ernst Gebaue, 1820 r.).

Atak pruski musiał zakończyć się porażką. Marsz. Oudinot, którego siły Prusacy szacowali najwyżej na 8 tys. ludzi, stał z trzonem XII K (co najmniej 16 tys. ludzi) w Hoyerswerda i miał wobec tego dwukrotną przewagę nad wojskami von Bülowa, nie mówiąc już o dominacji w artylerii. Samo natarcie w wykonaniu obu brygad pruskich pokazało niezdarność i brak doświadczenia w dowodzeniu. Gen. von Borstell błędnie ocenił nie tylko siły Francuzów, ale też ich położenie. Całą operację zaplanowano jako atak z zaskoczenia; dlatego odbył się długi, męczący, nocny przemarsz. W efekcie doszło do nieuniknionych opóźnień i nadmiernego wymęczenia żołnierzy. Wreszcie, wspomniany fakt rozdzielenia wojsk pruskich doliną Czarnej Elstery, wygenerował dwie odrębne potyczki, w których ani jeden, ani drugi dowódca pruski nie mógł udzielić pomocy towarzyszom broni[51].