O dziele Stanisława Nogaja
O dziele Stanisława Nogaja
Czy przedstawienie ludzkiej tragedii jest możliwe? Czy każda forma
upamiętnienia z czasem nie staje się celem samym w sobie, a sztuka
artysty spycha cierpienie (ofiar) na drugi plan?
Gusen. Pamiętnik dziennikarza (cz. 1-3) Stanisława Nogaja,
dziennikarza, powstańca wielkopolskiego i śląskiego, polskiego więźnia
niemieckich nazistowskich2 obozów koncentracyjnych Dachau
i Gusen I (największej filii obozu Mauthausen -?Stufe III kategorii
najcięższej) wydany w Katowicach w latach 1945-1946 nakładem Komitetu
Byłych Więźniów Obozu Koncentracyjnego Gusen, jest wyjątkowy nie tylko
ze względu na sposób, w jaki powstawał w tym obozie wśród więźniów i ich
oprawców. To wstrząsająca relacja więźnia -?świadka niemieckich zbrodni,
ludzkiego cierpienia, ludzkich postaw w chwili zagrożenia śmiercią -
spisana chronologicznie z podziałem tematycznym, podczas pięcioletniego
pobytu Autora w tamtym przerażającym miejscu, jakim było Gusen I, aż do
dnia wyzwolenia 5 maja 1945 r. To jedna z pierwszych relacji polskiego
więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych Dachau i Mauthausen-Gusen -
poddawanego szykanom (m.in. skazanego na karę słupka, bitego) oraz
doświadczeniom pseudomedycznym, kilkakrotnie chorego, a jednak żyjącego
nadzieją przetrwania -?wydana wkrótce po powrocie Autora do Polski, w październiku 1945 r.3 w formie pamiętnika/reportażu, napisanego w sposób żywy, barwny i niezwykle sugestywny. Książka ta zawiera również
wiele przemyśleń i spostrzeżeń na temat postaw ludzkich na różnych
etapach walki o życie i wzbogaca literaturę pamiętnikarsko-obozową o nowe i cenne pierwiastki. Poza tym niewątpliwie Gusen Nogaja to
niezaprzeczalnie ważne źródło wiedzy historycznej, szczególnie w części
dotyczącej niemieckiego obozu koncentracyjnego Gusen I, gdzie główny
ciąg relacji rozgrywa się za drutami kolczastymi tego obozu. Dzięki temu
Gusen. Pamiętnik dziennikarza (więźnia) to także "żywa pamięć".
Podobnie jak wielu autorów, byłych więźniów niemieckich obozów
koncentracyjnych, ujął tę bolesną tematykę nie tylko syntetycznie,
grupując ją w pewne zespoły zagadnień, ale zastosował także metodę
pamiętnika -?relacjonując szczegółowo obozowe życie z narażeniem
własnego. Przez pięć długich lat, żyjąc obok tysięcy więzionych oraz
obozowych katów, notował to, co widział, co słyszał, by ocalić od
zapomnienia i uczcić pamięć tych, którzy zginęli w niemieckich obozach
koncentracyjnych Dachau i Mauthausen-Gusen. Chociaż z pewnością niełatwo
było więźniowi bezstronnie opisać wstrząsające wydarzenia codziennego
życia w obozie, to dostrzegamy, że starał się zachować maksimum
neutralności, wyjść poza krąg emocjonalnych stanów, wczuć się niejako w obozową rzeczywistość. Ponieważ znał doskonale język niemiecki, został
skierowany do pracy w kancelarii komendanta obozu Karla Chmielewskiego.
Dzięki temu "uprzywilejowaniu" był blisko tego, co działo się w obozie -
blisko ludzi (więźniów i władz obozowych). Ryzykując własnym życiem,
wykorzystał pracę w kancelarii do prowadzenia notatek od pierwszych dni
aż do dnia wyzwolenia. Zapisane kartki, umieszczane w kopertach,
przechował do końca wojny w skrytce pod podłogą. Pod koniec wojny razem
z bratem (także więźniem Gusen) wydobyli koperty i przywieźli do Polski.
Można ten czy inny pogląd Autora poddać pod pożądaną dyskusję, nie można
jednak nie uszanować jego bezkompromisowego poszukiwania sprawiedliwości
w ludzkich osądach. W relacji z pobytu w Gusen nie broni swoich wyborów,
uzasadnia je walką o przetrwanie swoje i innych więźniów.
Autor Gusen. Pamiętnik dziennikarza, więzień świadek, opisuje
chronologicznie (jak sam pisze, "nie umiałem wyzbyć się żyłki
kronikarskiej") nie tylko niemieckie zbrodnie, ale także ukazuje ludzkie
wybory, obok zła -?człowieczeństwo. Obok munduru esesmańskiego ubrani w więzienne pasiaki, skazani na cierpienie i śmierć, bezbronni ludzie,
wśród nich Polacy, najbardziej znienawidzeni przez Niemców. Gusen to
ważny komponent pamięci historycznej, na który składa się także pamięć
indywidualna Autora. To lektura wstrząsająca, a zarazem głęboko
przejmująca, to także protest przeciwko złu. Autor dał czytelnikowi
jasny pogląd na okrutną i haniebną instytucję niemieckich obozów
koncentracyjnych, na ich organizację, urządzenia, a co najważniejsze -
na to, czym one były lub być miały według zamiarów ich twórców.
Gdy czytamy Gusen. Pamiętnik dziennikarza, zadajemy sobie pytanie, jak
człowiek mógł przysparzać drugiemu człowiekowi takich cierpień i... czy
istotnie, i... czy to możliwe. Dla pokolenia urodzonego po wojnie to
trudne zagadnienie, ale przecież tak było i musimy o tym mówić głośno,
by nie powtórzyło się nigdy więcej. Dlatego tak ważne jest mówienie o historii jako o pewnej ciągłości. Historia est magistra vitae.
Przeszłość pozwala lepiej zrozumieć teraźniejszość. Historia też lubi
się powtarzać, dlatego tak istotne jest odwoływanie się do niej i tylko
od nas zależy, czy zdążymy wiedzę historyczną o tragicznych latach
niemieckiej okupacji 1939-1945 przekazać młodszemu pokoleniu tak, by
mogło zrozumieć dramatyzm tamtych czasów. Prawda o obozach
koncentracyjnych była dostępna tylko oprawcom i ich ofiarom, a czas
świadków niemieckich zbrodni nieubłaganie dobiega końca4. Poprzez
wznowienie publikacji Gusen prawda o zbrodniach w tworzonych przez
Niemców obozach koncentracyjnych, zagłady, przejściowych zostanie
przekazana przez Autora zapisanymi na papierze słowami więźnia Dachau i Mauthausen-Gusen, świadka tych zbrodni.
Punktem wyjścia przy pisaniu pamiętnika były dla Autora wydarzenia,
które z powodu szczególnej wagi i osobistych przeżyć zostały najbardziej
zapamiętane. Była to niemiecka agresja 1 września 1939 r., wyjazd w nocy
z 2 na 3 września z zespołem redakcyjnym z Katowic do Warszawy, udział w obronie stolicy, wkroczenie do niej Niemców, powrót na Śląsk (mieszkał w Sosnowcu), praca konspiracyjna, aresztowanie przez gestapo, osadzenie
kolejno w niemieckich obozach koncentracyjnych: od 14 kwietnia 1940 r. w Dachau; od 25 maja 1940 r. do wyzwolenia 5 maja 1945 r. w Gusen I -
największej filii niemieckiego obozu macierzystego Mauthausen. Zapisy
były prowadzone od pierwszych dni pobytu w obozie. Zainteresowanie
pamiętnikiem było tak duże, że "Robotnik Kujawski" w Inowrocławiu i "Głos Wielkopolski" w Poznaniu5 już w lipcu 1945 r. w odcinkach drukowały pierwszą część pamiętnika/reportażu. Nogaj jest
autorem, który "widzi obóz od wewnątrz". Oprócz własnych przeżyć
przedstawia życie współwięźniów, opisuje nie tylko potworne niemieckie
zbrodnie, ale także udręki codziennego życia obozowego: cierpienie z powodu chronicznego głodu, bicia, braku higieny (świerzb, pluskwy, wszy,
tyfus). Ale nie jest to tylko opowiadanie o wzajemnej pomocy,
cierpieniu, o umieraniu, o walce o przeżycie. Zapamiętał i zapisał
mnóstwo szczegółów, sylwetek, nazwisk, przedstawia galerię
charakterystycznych postaci, wśród nich więźniów noszących tytuł
"kapo"6.
Z dokumentacji znajdującej się w Archiwum Stanisława
Dobosiewicza7, więźnia Gusen, wynika, że pewne zapisy
Nogaja z pobytu w Dachau i Gusen mogą jeszcze znajdować się w archiwach
zagranicznych. Oto, co pisze Staszek Nogaj w swoich wspomnieniach (kopia
maszynopisu s. 44-45, nie wiem czy opublikowanych) na temat ugrupowań
politycznych w Gusen:
Niemieccy kapo i blokowi, wdzięczni Polakom za widowiska
kulturalno-oświatowe, nie troszczyli się o dalszą działalność polskiej
organizacji podziemnej, która oddzielne przedstawienia, wieczorki
(nieczytelnie) kulturalno-oświatowe organizowała specjalnie dla Polaków.
Rozwinęła się również intensywna działalność polityczna. Najsprawniej byli
zorganizowani pepesnicy, na czele których stał Wiktor Szcześniak z Kalisza, nauczyciel Dutka z Międzybrodzia i Wojciech K. [...] z Łaz.
Grupa ta była zorganizowana w piątkach i urządzała niedzielne wieczorki
dyskusyjne na bloku 10. Te wieczorki dyskusyjne zapoczątkowane zostały
już w sierpniu 1940 r. przez Skupienia i Królaka z Poznania. Z pepesiakami współpracowała grupa Żydów socjalistów pod kierownictwem
[...]. Współpraca trwała do czasu, aż wszystkich Żydów wykończono. Drugą
grupą utrzymującą stały kontakt z pepeśnikami była grupa radykalnych
chłopów. W bloku 2 wokół Czesława Łęskiego zebrała się grupa radykalnej
młodzieży wykazująca dużą żywotność. Grupa ta zorganizowała śmiałe
przedstawienia teatralne8, które stwarzały bardzo
optymistyczny nastrój, wpływając na poglądy ludzkie, na świat i życie.
Grupa została okrzyczana jako bolszewicka i miała dużo wrogów. W 1943 r.
świeżo przybyły do obozu Jerzy Piwie z Częstochowy wspólnie z profesorem
Stanisławem Dobosiewiczem założyli na terenie obozu Polską Partię
Robotniczą, nawiązując ścisłą współpracę z młodzieżową grupą Łęskiego.
Oddzielnie działała grupa polskich komunistów na bloku 12 pod
kierownictwem Raddzy[...]skiego, byłego sekretarza Komunistycznej Partii
Polskiej w Lubiniu pod Poznaniem[...]". Prawica w obozie miała również
swoje organizacje polityczne, pośród których najciekawszą działalność
ujawnili ludowcy zorganizowani w bloku 1. Natomiast bardzo silne było
ugrupowanie katolików, składające się z byłych działaczy
Chrześcijańskiej Demokracji i odłamu endeckich księży
katolickich9.
Z notatek Stanisława Dobosiewicza dowiadujemy się, że Nogaj prowadził
rozległą korespondencję10, a wiadomości, czy to od niego,
czy przychodzące z zewnątrz, ze względu na cenzurę były kodowane.
Pomysłów nie brakowało:
Nogaj prowadził bardzo rozgałęzioną korespondencję z Katowicami,
Krakowem, Będzinem, Poznaniem, Warszawą, i Brandenburgiem. Wysyłał i otrzymywał listy pełne ukrytych wiadomości. Listy, które Nogaj
otrzymywał z wolności, zawierające wiadomości ogólnopolityczne i wojenne, stawały się własnością ogólną i kursowały między członkami
ruchu podziemnego od bloku do bloku, podtrzymując nadzieję i dodając sił
do wytrwania. Nadawanie listów w większej liczbie, niż przewidywały
przepisy obozowe, polegało na tym, że wyszukiwał on w obozie takich
towarzyszy, którzy nie posiadali na wolności rodziny i znajomych, więc
naprawdę nie mieli do kogo pisać. Takich więźniów miał Nogaj 14. Pod ich
nazwiskami i imionami pisał i poza cenzurą wysyłał listy. Rodzina Nogaja
otrzymywała listy od nieznajomych więźniów, ale po charakterze pisma i treści łatwo domyślała się właściwego nadawcy. Dlatego też Nogaj
wiedział prawie wszystko, co się na świecie działo. Otrzymane wiadomości
kolportował w wydawanej przez niego gazetce. Gdy Poznań po raz pierwszy
był bombardowany przez amerykańskich i angielskich lotników, Nogaj
otrzymał list następującej treści: "Odwiedziła mnie ciocia Celka i Zygmunt. Możecie sobie wyobrazić radość". Ciocia Celka mieszka w Ameryce, a brat Nogaja, lotnik, przebywa w Anglii11.
By zrozumieć to, co z pobytu w niemieckich obozach koncentracyjnych
Dachau i Gusen przekazał w Gusen. Pamiętnik dziennikarza jego Autor,
konieczne jest przypomnienie, czym były niemieckie obozy koncentracyjne
zakładane w latach 1933-1945 na terenie Niemiec i podbitych przez nie
krajów europejskich i jaką odegrały rolę w eksterminacji Polaków w latach 1939-1945 podczas niemieckiej okupacji12. Po utworzeniu
we wrześniu 1939 r. Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy -?w ramach
tzw. głównych urzędów SS -?to właśnie ta instytucja decydowała aż do
1945 r. nie tylko o nakazach osadzenia w obozach koncentracyjnych, ale
także o dalszych losach więźniów, w tym również o ich zwolnieniu. W indywidualnych przypadkach to właściwe terytorialnie placówki gestapo
oraz komendanci i dowódcy policji bezpieczeństwa byli w pierwszym
rzędzie dysponentami życia więźniów obozów koncentracyjnych. Decydowali
o zgładzeniu w obozie konkretnego więźnia lub zakładników więźniów poza
jego terenem. Mogli to robić bezpośrednio lub za pośrednictwem oddziału
politycznego (Politische Abteilung), będącego ekspozyturą gestapo w obozie. Osadzanie w obozach koncentracyjnych miało nie tylko eliminować
z życia społecznego konkretne osoby lub całe grupy narodowe nastawione
wrogo wobec narodu i państwa niemieckiego, ale także oddziaływać
odstraszająco, w jakimś sensie "wychowawczo"13, na
wszystkich żyjących w Niemczech lub na terenach przez nie okupowanych,
także Polski. W niemieckich obozach koncentracyjnych "nadludzie" tępili
osoby uznane przez siebie za "podludzi", którzy byli dla nich więźniami,
niewolnikami, numerami.
Bito za użycie przez pomyłkę słowa Mann, człowiek -?zamiast
Häftlinge! -?więzień. Hier gibt's keine Männer, hier sind nur
Häftlinge!14 Więzień mógł istnieć tak długo, jak długo
przynosił pożytek swoim panom; osłabły, chory, niezdolny do pracy szedł
do komory gazowej, do krematorium. Litość nazywano słabością, czymś
niegodnym narodu mocnych. W obozach koncentracyjnych były jedynie dwie
kategorie osób: Herrenvolk (naród panów) i minderwertiges Volk (naród
podrzędny), wszystko to siedzi bardzo głęboko w umyśle przeciętnego
Niemca15.
Reżim niemiecki posługiwał się fałszem i hipokryzją oraz maskował zło,
barbarzyństwo i ludobójstwo. Więźniowie bestialsko zamordowani w obozie
figurują na listach zgonów podpisanych przez niemieckich lekarzy jako
zmarli na serce lub niewydolność krążenia. Każda szykana i udręka miała
niewinną nazwę i całkiem rozumną motywację. I tak na przykład
wyczerpujące i bardzo męczące, zwłaszcza o głodzie, a zarazem
ogłupiające ćwiczenia gimnastyczne nazywane były Exerzieren albo
Sport. Stawianie niewykonalnych wymagań w zakresie schludności i porządku nazywano Sauberkeit. Posłanie chorego do komory gazowej
określało się jako Sonderbehandlung. Skazanie starca lub kaleki na
śmierć to po prostu Invalidentransport16. Więźniów
tych uśmiercano w ramach programu eutanazji -?według rozporządzenia
Adolfa Hitlera z 1 września 1939 r. o kryptonimie "T4", opartego na
zasadach eugeniki (osoby chore psychicznie i fizycznie, zakwalifikowane
jako zbędne dla Trzeciej Rzeszy) -?w komorach gazowych zamku Hartheim
(Schloss Hartheim) koło Linzu. Była to szesnastowieczna renesansowa
budowla znajdująca się w miejscowości Alkoven w Górnej Austrii. W jej
komorach gazowych śmierć poniosło co najmniej 30 tys. więźniów
przywiezionych z niemieckich obozów koncentracyjnych w "transportach
inwalidów", w tym 2-3 tys. Polaków. Wśród nich było 500 polskich
kapłanów, w tym 311 z obozu w Dachau17. Prochy spalonych wywożono
poza teren zamku i wrzucano do Dunaju lub rzeki Traun. Akta personalne
więźniów wracały do oddziału politycznego SS w Dachau lub Mauthausen,
skąd wysyłano do rodzin zawiadomienia o zgonie. Proceder uśmiercania
ludzi w komorach gazowych Hartheim -?według zachowanych dokumentów -
trwał do 29 grudnia 1944 r.18
Życie w obozie koncentracyjnym niewątpliwie otwierało głębie duszy
człowieczej. Czyż można więc się zdziwić, że w tej głębi ukazywało się
wyłącznie to, co najbardziej ludzkie, a więc stop złego obok dobrego?
Linia przecinająca całe ludzkie istnienie i dzieląca dobro od zła sięga
aż do największych głębi i jest widoczna nawet na dnie tej przepaści,
jaką był obóz koncentracyjny.
Pomimo upływu wielu lat od zakończenia drugiej wojny światowej skutki
pobytu w niemieckich więzieniach, obozach koncentracyjnych, zagłady,
pracy przymusowej, przesiedleńczych i obozach jenieckich, a przede
wszystkim późniejsze ich następstwa są wciąż tematem aktualnym i badanym:
Stałe zainteresowanie i kontynuacja badań w tym zakresie wynika z narastającego z perspektywy historycznej niepokoju, że ogrom zbrodni
popełnionych przez Niemców i odtworzenie wszystkiego, co składało się na
cierpienia i zniszczenia milionów ludzi, zdaje się przekraczać
możliwości naszego pokolenia -?tego, które powinno spełnić swój ludzki
obowiązek zarówno wobec ofiar niemieckiego nazizmu, jak i przyszłości19.
Jak wiemy, jednym z ideowych celów niemieckiego agresora stało się
zniszczenie polskiej warstwy politycznej (przywódczej) i polskiej
inteligencji (najbardziej aktywnego polskiego elementu). Jeszcze przed
wojną podczas operacji "Tannenberg" -?w ramach doktryny narodowego
socjalizmu -?sporządzono listy Polaków, których uznano za szczególnie
niebezpiecznych dla Niemiec. Na tak zwanych listach proskrypcyjnych:
wyróżniono następujące kategorie, ustalone według ich głównej
działalności (wyliczenie nie jest wyczerpujące): duchowni (w szczególności Kościoła katolickiego), funkcjonariusze polskiej policji
oraz innych służb mundurowych, żołnierze i oficerowie Wojska Polskiego,
byli powstańcy wielkopolscy i śląscy oraz aktywiści plebiscytowi z Górnego Śląska, Warmii i Mazur, osoby pochodzenia szlacheckiego,
nauczyciele, wychowawcy, pedagodzy, społecznicy, wykładowcy,
przedstawiciele wolnych zawodów (lekarze, dentyści, weterynarze, muzycy,
pisarze, dziennikarze, członkowie palestry, parlamentarzyści,
reprezentanci administracji centralnej i lokalnej, znaczący
przedsiębiorcy i właściciele ziemscy, członkowie organizacji
patriotycznych, zwłaszcza: Polskiego Związku Zachodniego, ale również
Ligi Morskiej i Kolonialnej, Związku Obrony Kresów Zachodnich, Kurkowego
Bractwa Strzeleckiego, Towarzystwa Powstańców Wielkopolskich i Wojska
Polskiego, Polskiego Towarzystwa "Sokół"20.
Program wyniszczenia narodu polskiego realizowano poprzez aresztowania,
rozstrzeliwania, osadzenia w więzieniach, obozach koncentracyjnych
nazywanych fabrykami śmierci21. W wyroku Najwyższego Trybunału
Narodowego w procesie J. Bühlera po przeprowadzeniu analizy niemieckiego
programu ludobójstwa stwierdzono:
Likwidacja wielomilionowego narodu, mającego swoją dumną tysiącletnią
historię bytu państwowego, swoją wysoką kulturę i cywilizację oraz
niemały wkład w ogólny dorobek ludzkości, była jednak przedsięwzięciem
niełatwym nawet dla zezwierzęconych hord hitlerowskich. Dlatego akcja
likwidacji pomyślana była etapami22.
Na listę Polaków "niebezpiecznych dla Niemiec" został wpisany Stanisław
Nogaj, polski dziennikarz, były powstaniec wielkopolski i śląski,
aktywista plebiscytowy. Aresztowany 9 marca 1940 r., przez więzienie w Sosnowcu wywieziony został do niemieckiego obozu koncentracyjnego
Dachau, a stamtąd do niemieckiego obozu koncentracyjnego
Mauthausen-Gusen I. W rozdziale pierwszym Za co dostałem się do Gusen
Nogaj pisze:
Liczyłem się poważnie z faktem, że godziny moje są policzone.
Niepodobna, by gestapo nie znało mojej przeszłości, działalności
przedwojennej, udziału w powstaniach. Nie liczyłem na to, by
wspaniałomyślnie zechcieli mi to wszystko darować [...]. Dnia 9 marca
1940 r. zostałem aresztowany [...]. Nie chciałem wierzyć, że już w 1935
r. figurowałem na liście przestępców Trzeciej Rzeszy23.
Wywieziony do Dachau 14 kwietniu 1940 r. (numer obozowy 3705)24,
swoje przeżycia z krótkiego pobytu w obozie opisał w rozdziale Pierwszy
etap: Dachau. Kolejne rozdziały to relacje, wspomnienia z pobytu w Gusen I. Tak opisuje swój przyjazd w transporcie więźniów do KL Dachau:
Po uciążliwej [...] drodze wylądowaliśmy dnia 14 kwietnia 1940 r.
olbrzymim transportem do Dachau. [...] Sztubowymi byli przeważnie
niemieccy komuniści. [...] Warunki bytowania były dość ciężkie, tak nam
się przynajmniej wtedy wydawało. Dopiero później, w Gusen,
zrozumieliśmy, że Dachau pod wieloma względami był rajem25.
Co decydowało o tym, że jedni przeżyli obóz, doczekali wyzwolenia, inni
umierali? Jaki wpływ na dalsze powojenne losy miał pobyt w obozie
koncentracyjnym? Czy wszystkich więźniów obozów dotknął syndrom "KZ" -
zaburzenia psychicznego wynikającego z nieludzkich warunków panujących w tych miejscach? O przetrwaniu w obozie decydowała między innymi właśnie
siła psychiczna. Więzień, który nie miał odporności psychicznej, by
walczyć o przetrwanie, tracił też siły fizyczne. Wpadał w tak zwane
muzułmaństwo. Odporność psychiczną w warunkach obozowych dawało także
poczucie wspólnoty z więźniami. Rolę obozów koncentracyjnych w czasie
drugiej wojny światowej trafnie określił psychiatra Antoni Kępiński
(1918-1972):
W koncepcji hitlerowskiej obozy zagłady -?poza bezpośrednim celem
polityczno-ekonomicznym, polegającym na jak najbardziej efektywnym i najtańszym wyniszczeniu wroga -?miały sens głębszy; było nim
oczyszczenie rasy germańskiej z tego wszystkiego, co nie zgadzało się z ideałem germańskiego nadczłowieka. Przyświecała tu daleka wizja świata
ludzi pięknych, silnych, zdrowych, świata, w którym nie było miejsca dla
chorych, kalek, nienormalnych psychicznie [...]. Dla tego pięknego celu
trzeba było przejść przez wstrętne okropności obozów
koncentracyjnych26.
Dachau -?pierwszy niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny SS
(Konzentrationslager SS), traktowany przez Niemców jako wzorcowy
(Musterlager) dla powstających podobnych mu na terenie Niemiec i okupowanych krajów Europy, został założony 22 marca 1933 r. -?po dojściu
Adolfa Hitlera do władzy w styczniu tego roku -?z rozkazu Heinricha
Himmlera w pobliżu miasteczka Dachau w Bawarii, niedaleko Monachium, nad
rzeką Amper. Podstawą jego istnienia -?jak i późniejszych obozów
koncentracyjnych -?było rozporządzenie Adolfa Hitlera "o ochronie narodu
i państwa" z 28 lutego 1933 r. Powstał na specjalnie w tym celu wybranym
bagnistym terenie o niezdrowym, wilgotnym klimacie. Od marca 1933 do
lutego 1940 r. obóz Dachau był miejscem odosobnienia dla Niemców -
komunistów, homoseksualistów, Świadków Jehowy, Żydów, Cyganów -?ofiar
nazistowskiej polityki Niemiec. W chwili wybuchu wojny 1 września 1939
r. w obozie Dachau było uwięzionych także ponad 2 tys. Polaków,
obywateli niemieckich mieszkających na terenie Niemiec: członków Związku
Harcerstwa Polskiego, Młodzieży Polskiej, Związku Śląskich Kół
Śpiewaczych, nauczycieli i innych grup społecznych27.
Szkolono tam kadry esesmanów dla innych obozów. Tutaj odbywali praktykę
tacy przestępcy wojenni i sprawcy zagłady milionów ofiar nazizmu, jak
Adolf Eichmann i Rudolf Höss. Niemiecki obóz koncentracyjny Dachau był w latach 1939-1945 także centralnym ośrodkiem eksterminacji duchowieństwa
w okupowanej Europie, ze szczególnym okrucieństwem duchowieństwa
polskiego. Celem władz obozowych -?jak już wspomniałam -?było
unicestwienie więźniów w różnoraki sposób: poprzez ciężką pracę
(bezpłatne używanie niewolniczej pracy poszczególnych jednostek i grup
ludności), głodowe racje żywnościowe, sadyzm, bicie, kary, brak odzieży,
brak opieki lekarskiej, choroby, wieszanie, rozstrzeliwanie,
doświadczenia pseudomedyczne przeprowadzane na żywych ludziach,
mordowanie w tzw. transportach inwalidów. Od samego początku obóz w Dachau był budowany z podziałem na część administracyjno-mieszkalną dla
SS oraz część dla więźniów. Był to obszar o powierzchni 300x800 m,
otoczony drutem kolczastym pod prądem elektrycznym o wysokim napięciu i wieżyczkami strażniczymi. Na piętrze budynku administracyjnego SS
(Jourhaus) mieściły się biura komendanta obozu, jego zastępców i oficera
do spraw śledczych (Vernehmungsführer), a na parterze -?biura szefów
raportu oraz wartownia. Do budynków gospodarczych należały obszerne
magazyny, duża łaźnia natryskowa, dalej kuchnia, pralnia i magazyny
odzieżowe, ogród, króliczarnia; pomiędzy nimi był plac apelowy. Za
budynkami gospodarczymi znajdował się na niedużym placu budynek służący
za areszt, tzw. bunkier, miejsce krwawych przesłuchań i stosowania
dotkliwych kar. Do tego budynku prowadziła droga znana z tego, że
więźniowie musieli tam stać przez wiele godzin. Przy bunkrze w pierwszym
okresie istnienia obozu umieszczone były tzw. słupki (jedna z najdotkliwszych kar), na których za karę wieszano więźniów. Na tym placu
odbywały się egzekucje poprzez powieszenie lub rozstrzelanie. Częścią
obozu była też "Totenkammer" -?gdzie składano zwłoki zmarłych. Plac
apelowy był miejscem rannych i wieczornych, czasami wielogodzinnych,
apeli. Z niego wyruszały do pracy i powracały kolumny więźniów, tutaj
przeprowadzano selekcję nagich więźniów do transportów inwalidzkich.
Wykonywano na nim również karę chłosty. Z placu apelowego wchodziło się
na obsadzoną topolami aleję, przy której znajdowały się baraki więźniów
-?pod koniec wojny było ich 34. Księża polscy zajmowali bloki nr 28 i 30, położone najbliżej krematorium. Blok 26 przeznaczono dla księży
niemieckich i innych narodowości. Po przekroczeniu bramy obozowej KL
Dachau z umieszczonym cynicznym napisem Arbeit macht frei (Praca czyni
wolnym) mówiono więźniom: "Jesteście w Dachau, gdzie najmłodszy rekrut
będzie waszym przełożonym. Stąd się nie wychodzi. Jedynym wyjściem jest
komin krematorium". Każdy więzień otrzymywał swój numer obozowy i odtąd
był Häftling, numerem w niemieckim obozie koncentracyjnym, ubranym w więzienny pasiak, pozbawionym rzeczy osobistych i wszelkich praw.
Czerwony trójkąt z literą "P" oznaczał: Polak -?więzień polityczny.
Baraki mieszkalne dzieliły się na cztery lokale (Stube). Każda izba
przeznaczona była na 45 osób. Po 1942 r. w całym baraku przebywało
400-800 więźniów. Niemcy, rozbudzając w załodze esesmańskiej i więźniach funkcyjnych w obozach -?czy to przesiedleńczych, pracy
przymusowej, koncentracyjnych czy zagłady -?instynkt nieograniczonej
władzy nad ludźmi, wyrażający się przez prawo szykanowania i znęcania
się bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, odwoływali się do prymitywnego
pojęcia fetyszu władzy. Prześladowca wyraźnie ustępował intelektualnie i moralnie swojej ofierze. Im większa była różnica, tym dotkliwsze
prześladowania. W historii ludzkości nie przeprowadzono tylu
zbrodniczych eksperymentów na ludziach (zdrowych i chorych), ile w niemieckich obozach koncentracyjnych, a szczególnie w Dachau, w czasie
drugiej wojny światowej. Robili to niemieccy lekarze, w tym także
profesorowie medycyny i nauk pokrewnych, członkowie SS czy Wehrmachtu.
Do tych celów wykorzystywano więźniów obozów koncentracyjnych. Nie były
to doświadczenia pojedyncze ani sporadyczne działania lekarzy SS,
podejmowane i realizowane na ich własną odpowiedzialność. Przeciwnie,
wykonywano je zgodnie z planową polityką czynników rządzących,
partyjnych i wojskowych na rozkaz i za aprobatą ludzi zajmujących
czołowe stanowiska. Należy podkreślić, że w konsekwencji doświadczenia
lekarskie w obozach koncentracyjnych zamiast wzbogacać naukę, stały się
jednym ze sposobów zabijania tysięcy więźniów. W Dachau stacje
doświadczalne, w których niemieccy lekarze przeprowadzali zbrodnicze
eksperymenty na zdrowych więźniach (możliwość eksperymentowania na
ludziach zamiast na zwierzętach nęciła SS), utworzono przy rewirze w barakach nr 3, 5 i 728, A jednak w porównaniu z warunkami
panującymi w Mauthausen-Gusen obóz w Dachau dawał większą szansę
przeżycia.
W niedzielę 29 kwietnia 1945 r. o 17.25 obóz został zajęty przez
niewielki patrol amerykańskich żołnierzy 7 Armii generała George'a Pattona (zgodnie z amerykańskim planem operacyjnym miał być zajęty
dopiero 30 kwietnia w godzinach popołudniowych)29.
Przestał istnieć po 12 latach funkcjonowania. Był jednym z obozów
koncentracyjnych i zagłady, tak jak wszystkie inne dowodem
bezprzykładnego barbarzyństwa i podeptania wszelkich praw ogólnoludzkich
przez niemieckich zbrodniarzy. Po wejściu na jego teren żołnierze
amerykańscy wszędzie widzieli piętrzące się ciała martwych więźniów.
Wielu z tych, którzy przeżyli, leżało w przepełnionych barakach, brudnych
i zainfekowanych. William Quin, oficer US Army, w sprawozdaniu z wyzwolenia obozu z maja 1945 r. napisał: "Dachau 1933-1945 pozostanie na
zawsze jednym z najstraszniejszych w historii symbolem barbarzyństwa.
Nasze oddziały zastały tam widoki tak straszne, że aż nie do uwierzenia,
okrucieństwa tak ogromne, że aż niepojęte do uwierzenia, okrucieństwa
tak ogromne, że aż niepojęte dla normalnego umysłu"30. Radość z wyzwolenia obozu 29 kwietnia 1945 r. była wśród więźniów tym większa, ze
Heinrich Himmler 14 kwietnia 1945 r. wydał rozkaz zniszczenia obozów
Buchenwald i Dachau: Kein Häftling darf lebendig in die Hände des
Feindes kommen (Żaden więzień nie może dostać się żywy w ręce
nieprzyjaciela)31. Jak wynikało z późniejszych zeznań,
między innymi rapportführera Franza Bötgera32, w Dachau
więźniowie mieli być wymordowani, a obóz spalony 29 kwietnia 1945 r. o godz. 21.00. Po wojnie w procesach niemieckich zbrodniarzy na ławie
oskarżonych znalazł się Martin Gottfried Weiss -?były komendant obozu, a także 39 członków załogi oskarżonych o udział w organizacji
przestępczej, za jaką Trybunał uznał załogę Dachau: 37 z nich skazał na
karę śmierci przez powieszenie (wykonano 28 wyroków, dziewięciu osobom
karę zamieniono na więzienie), a trzy skazano na karę pozbawienia
wolności. W następnych latach odbyły się dalsze procesy33.
Niemal wszyscy zbrodniarze wojenni w procesie norymberskim uważali się
za niewinnych -?i nie kłamali. Jakże trafnie konstatował profesor Antoni
Kępiński:
Czy można czuć się winnym wymordowania miliona much? Prawdopodobnie do
ostatniej chwili przed śmiercią nie zauważyli oni swego błędu myślenia,
że skutkiem dziwnych kolei losu, chorobliwych ideologii przestali
widzieć w człowieku człowieka34.
Dzisiaj były niemiecki obóz koncentracyjny Dachau, miejsce zagłady setek
tysięcy niewinnych ludzi, jest Miejscem Pamięci -?KZ-Gedenkstätte
Dachau.
***
Kolejne rozdziały w Gusen. Pamiętnik dziennikarza to już relacje,
wspomnienia Autora z pięcioletniego pobytu w KL Gusen I -?największej
filii Mauthausen:
Na stację Mauthausen zajechaliśmy po północy. [...] Nim wyruszyliśmy w drogę, przeliczono nas kilkakrotne. [...] Maszerujące szeregi skotłowały
się. Siedem kilometrów ciągnął się ten krwawy marsz. Bito nas w drodze
przez miasteczko Mauthausen i przez wioskę Langenstein. Bito nas przy
wejściu do obozu35.
W dalszych dwóch częściach książki Autor -?tak jak w części pierwszej
dotyczącej krótkiego pobytu w Dachau -?opisuje szczegółowo
funkcjonowanie i strukturę oraz architekturę obozu Mauthausen-Gusen I.
Jest zdumiony prymitywizmem i nieludzkimi warunkami, w jakich ma żyć
(obóz był w trakcie budowy), opisuje konkretnych ludzi i konkretne
wydarzenia: oprawców i ofiary, zwyrodnialców i męczenników, łajdaków i bohaterów. Nigdy i nigdzie nie było w jednym miejscu tylu
zwyrodnialców-katów i tyle ofiar, a wszystkie obozowe zbrodnie
popełniane były w ramach przemyślanego systemu zwanego akcjami
eksterminacji. Opisuje potworny głód więźniów i tragiczny los tak
zwanych muzułmanów (Muselmener) czy przeróżne sposoby zabijania:
W Gusen kapowie, izbowi zabijali na rozkaz przełożonych SS-manów,
zabijali z chęci zysku, by zdobyć złote zęby, zegarek lub inne
przedmioty, zabijali niewygodnych świadków, zabijali z zemsty za skargi
do władz obozu, zabijali w uniesieniu, podświadomie, zabijali wreszcie z żądzy sadystycznej rozkoszy36.
Jeszcze inni zabijali ze strachu -?bo życzył sobie tego kapo, izbowy,
komendant; inni z przyjemnością; jeszcze inni stawali w obronie więźnia
-?jednym z nich był Stanisław Nogaj. Jego pozycja tłumacza i pisarza w biurze komendanta obozu Karla Chmielewskiego dawała możliwość niesienia
pomocy współwięźniom i czynił to każdego dnia, często z narażeniem
życia37. Będąc świadkiem niemieckich zbrodni, często wstawiał się
za maltretowanymi, był odważny, a jego odwaga i zdecydowanie sprawiały,
że zadający cierpienie przerywali zabawę w śmierć. Nogaj podkreśla, że w Gusen wśród więźniów -?ludzi różnych zawodów, młodych, starych,
bandytów, komunistów, rosyjskich jeńców wojennych, księży -?panowała
solidarność, "nikt nie mógł donosić na nikogo".
Krótkie przypomnienie, czym był niemiecki obóz koncentracyjny
Mauthausen-Gusen ze swoimi filiami -?podobnie jak w krótkim przekazie
dotyczącym niemieckiego obozu koncentracyjny Dachau -?jest konieczne.
Cała prawda obozowa była wielokrotnie zafałszowana i zakamuflowana,
dotyczyło to także obozu Gusen. Doświadczył tego Nogaj zaraz po
wyzwoleniu, gdy szedł pieszo w stronę Wiednia, mijał po drodze
austriackie miejscowości i rozmawiał z ich mieszkańcami: "Trudno mi było
pojąć, że zaledwie 11 kilometrów od obozu gusenowskiego żyją ludzie,
którzy o nim nic nie wiedzą. Nie wiedzą, że tam wymordowano 40.000
ludzi"38.
Mauthausen -?macierzysty obóz (Stammlager) dla wszystkich obozów
znajdujących się na terenie Austrii -?był pierwszym obozem
koncentracyjnym założonym przez Niemcy poza granicami niemieckiej
Trzeciej Rzeszy. Powstał w sierpniu 1938 r., pięć miesięcy po aneksji
Austrii, w pobliżu położonej w Małych Alpach miejscowości Mauthausen,
nad Dunajem, niedaleko kamieniołomów Wiener Graben oraz kamieniołomów
Gusen-Kastenhofen, tzw. Unterbruch (tereny odkrywkowe) i Oberbruch
(górny -?tutaj wydobywano kamień). Komendantem obozu od 17 lutego 1939
r. był Franz Ziereis39, podlegali mu w Gusen Karl
Chmielewski40 (osobiście dawał przykład swoim ludziom, jak
należy bić i zabijać) i Fritz Seidler. Mauthausen został zakwalifikowany
przez SS do Stule III -?obozów trzeciej kategorii, najcięższych,
przeznaczonych dla więźniów nienadających się do resocjalizacji. Załogę
stanowili w większości Austriacy. Większość funkcyjnych w obozie
Mauthausen-Gusen stanowili Niemcy i Austriacy, głównie kryminaliści. Z czasem pomniejsze funkcje obejmowali też więźniowie polityczni z innych
narodowości. Obóz Mauthausen ogrodzono murem granitowym wysokości 3,5 m
z umieszczonymi wokół wieżami strażniczymi. Pobudowano magazyny,
krematorium, nie zapomniano także o komorze gazowej (Gaskamer). Wybór
Mauthausen i filii Gusen I na siedziby obozów koncentracyjnych był
umotywowany polityczne i ekonomicznie, przy czym przesłanki ekonomiczne
były decydujące. Większość więźniów natychmiast po przybyciu do obozu
kierowana była do pracy niewolniczej na odkrywkę do pobliskich
kamieniołomów Wiener Graben, stanowiących własność przedsiębiorstwa
Deutsche Erd- und Steinwerke (DEST). Przedsiębiorstwo było spółką
należącą do SS. Położenie przy kamieniołomach odpowiadało szefowi SS
Heinrichowi Himmlerowi, ponieważ znajdowały się w pobliżu głównych dróg.
Jednym ze sposobów uśmiercania w kamieniołomach w pobliżu Mauthausen
było zrzucanie więźniów ze schodów (186 stopni) w przepaść. Esesmani
nazwali ten odcinek drogi "ścianą spadochroniarzy". Kto z niosących
kamienie upadł, ginął zadeptany nogami współwięźniów. Drogę powrotną -
bez kamienia -?więźniowie pokonywali biegiem. W pierwszym transporcie
obcokrajowców przybyło do Mauthausen-Gusen w marcu 1940 r. około 2 tys.
Polaków z obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Byli to przeważnie
mieszkańcy byłego zaboru niemieckiego oraz Zagłębia Dąbrowskiego. W Mauthausen-Gusen, podobnie jak w Dachau, przeprowadzano eksperymenty
pseudomedyczne na zdrowych więźniach. Najbardziej niebezpieczne zabiegi
przeprowadzał na rewirze (szpital obozowy) dr Herman Richter z Linzu,
lekarz w Gusen na przełomie lat 1940/1941. Przez Mauthausen i jego
liczne filie przeszło około 210-250 tys. więźniów, w tym co najmniej 5
tys. kobiet i kilka tysięcy dzieci41 z 39
narodowości42. Polaków było około 50 tys. Tak jak więźniów
Dachau mordowano także w komorach gazowych Schloss Hartheim k. Linzu
(Austria). W samym KL Mauthausen i podległych mu podobozach Niemcy
wymordowali od 125-150 tys. ludzi. W 1945 r. KL Mauthausen-Gusen liczył
56 podobozów43.
Utworzony wiosną 1940 r. podobóz Gusen I w Górnej Austrii był największą
filią (Unterkunft) niemieckiego obozu koncentracyjnego Mauthausen, o specjalnym zaostrzonym rygorze, przeznaczonym do wyniszczenia polskiej
inteligencji, w tym polskiego duchowieństwa. Nazwa obozu Gusen wywodziła
się od eksploatowanego od dawna w tym miejscu kamieniołomu o tej samej
nazwie. U wejścia do obozu stała kamienna, szara brama i biała tablica z czarnymi literami Konzentrationslager (oficjalne otwarcie nastąpiło 25
maja 1940 r.). Nad literami była czarna trupia główka. Obóz Gusen,
usytuowany nad rzeczką Gusen w odległości pięciu kilometrów od obozu
macierzystego, zachował pewną odrębność. Od samego początku przeznaczony
był do eksterminacji polskiej inteligencji i polskiego duchowieństwa.
Esesmani nadzorujący jego budowę nazywali go Vernichtungslager für die
polnische Intelligenz44. Nazywano go też "ostatecznym
rozwiązaniem", a jedyne wyjście, jak mówił komendant nowo przybyłym
więźniom, prowadziło przez komin krematorium. Większość więźniów, w tym
polscy duchowni, natychmiast po przybyciu do obozu kierowana była do
pracy niewolniczej na odkrywkę do kamieniołomu Kastenhofen będącego w zarządzie przedsiębiorstwa Deutsche Erd-und Steinwerke AG w kamieniołomach Wiener Graben. Pozostali więźniowie pracowali przy
budowie baraków, urządzeń sanitarnych, ulic obozowych, placu apelowego,
sieci elektrycznej i wodociągowej, znoszeniu darni do budowy alejek
obozowych, wznosili wieże strażnicze itp. Wszystkie prace, nawet te
najcięższe, były wykonywane ręcznie i zawsze biegiem, przy szczuciu
psami. W drewnianych chodakach, po kamiennych schodach, więźniowie
nosili na barkach z kamieniołomu Kastenhofen do położonego pięćset
metrów niżej, będącego w budowie obozu granitowe
czterdziesto-sześćdziesięciokilogramowe kamienie. To była droga śmierci,
gdyż pilnujący kapo (często więźniowie kryminalni) i esesmani zabawiali
się, popychając, bijąc drągami i szczując psami. Na czas pracy
kamieniołomy były otoczone łańcuchem posterunków tzw. Postenkette. To
komando, obok komanda budowy kolei Bahnbaukommando (kolej
szerokotorową z Gusen do St. Georgen zaczęto budować w 1941 r.), było
jednym z najcięższych komand roboczych.
Praca w Aussenkommando Sankt Georgen była ciężka: wygłodniali
więźniowie, popędzani przez wachmanów i kapo, budowali osiedle dla
oficerów SS. Wielu häftlingów padło już przy fundamentach, wielu się
załamało pod ciężarem cegieł, wielu zarobiło się na śmierć przy wapnie
czy betonie45.
Tylko karna kompania była straszniejszym miejscem pracy. Pierwsze
transporty Polaków i polskich księży przybyły do Gusen w marcu i kwietniu 1940 r. między innymi z KL Buchenwald i z Dachau 25 maja 1940
r. W transporcie z Dachau 2 sierpnia 1940 r. z grupą tysiąca polskich
więźniów przywieziono 150 polskich duchownych. Do grudnia 1940 r.
zamordowano 50 z nich46.
W systemie obozów Mauthausen (podobozy: Gusen I, Gusen II i Gusen III)
Polacy stanowili największą grupę narodową. W latach 1940-1945 w obozie
zginął co czwarty z więzionych. Tylko między czerwcem a grudniem 1940 r.
zabito około 1800 więźniów47. Przez Gusen I przeszło około 75
tys. więźniów, z których niemal połowę -?34 tys. -?stanowili Polacy
(zamordowano 27 tys.)48. Wyczerpująca praca niewolnicza w kamieniołomach, głód, zimno, wszechobecny brud dawały się więźniom mocno
we znaki. Praca w Gusen trwała od dziesięciu do dwunastu godzin, zimą
osiem godzin. Niemcy, wykorzystując niewolniczą pracę więźniów,
wiedzieli, że z wycieńczenia umrą w ciągu trzech-sześciu miesięcy,
dlatego braki uzupełniali nowymi transportami. Setki słabych i chorych
zabito podczas tzw. akcji kąpielowych -?o tym także pisze świadek Nogaj.
Mordowano również za pomocą śmiertelnych zastrzyków -?albo w samo serce,
albo dożylnie. Początkowo obóz w Gusen nie miał własnego krematorium i szpitala obozowego, ciała zmarłych wywożono do krematorium w Mauthausen.
Na porządku dziennym były liczne wypadki więźniów przy pracy, umierali
też z powodu rozprzestrzeniających się różnych chorób, na przykład
epidemii tyfusu, dlatego wybudowano w Gusen szpital obozowy zwany
rewirem, a w jego sąsiedztwie krematorium. Śmiertelność była tak wysoka,
że niekiedy dziennie spalano do 120 ciał. Początkowo lekarzom więźniom
nie pozwolono leczyć w obozowych szpitalach, kierowano ich do różnych
najcięższych prac. W obawie przed epidemią tyfusu komendantura
Mauthausen w roku 1941 postanowiła powiększyć personel medyczny i do
obozowego szpitala w Gusen przydzieleni zostali więźniowie z wykształceniem medycznym. Do pracy w rewirze skierowano także polskich
lekarzy. Wśród nich byli dr Antoni Gościński, dr Feliks Kamiński, dr
Adam Konieczny, doc. Franciszek Adamanis, dr Władysław
Czapliński49 i inni, którzy wszelkimi sposobami ratowali
chorych więźniów.
O polskich lekarzach z uznaniem pisze także Nogaj:
dr Antoni Gościński, dr Feliks Kamiński, dr Adam Konieczny50,
doc. Franciszek Adamanis51 i inni wszelkimi sposobami, w tych
beznadziejnych obozowych warunkach, niosących pomoc, ratowali życie
innych współwięźniów, często za cenę własnego52.
Także pisarze rewirowi Polacy mieli duże zasługi w ratowaniu chorych
więźniów. Dzięki ich współdziałaniu z lekarzami było możliwe
przyjmowanie do rewiru jako chorych więźniów przeznaczonych do
eksterminacji lub selekcji poprzez zamianę kart chorych i zmarłych. W tych beznadziejnych warunkach eksterminacji więźniów w obozie w Gusen
wśród polskich więźniów świeckich i kapłanów uformował się tajny "Ruch
Oporu". Dzięki niemu, a także sztuce (poezji53, muzyce -?chór
obozowy stworzony przez Szopińskiego), więźniowie mieli nadzieję
przetrwania i zachowanie człowieczeństwa54. Tadeusz
Milke z Płocka i Władysław Gębik z Olsztyna z pomocą innych więźniów
robili kostki (200 sztuk), małe urny, w które wsypywali prochy
zamordowanych i spalonych polskich więźniów. Po wojnie ci, którzy
przeżyli, przywieźli je do Polski i z kostek-urn powstały trzy różańce.
W tym międzynarodowym ruchu oporu polscy więźniowie byli świetnie
zorganizowani, "szli" w pierwszych szeregach walczących czy to o dodatkowe racje żywnościowe dla cierpiących głód, ratowanie życia, czy o ocalenie skazanych na karę śmierci, czy zamianę pracy na lżejszą, czy o uzupełnieniem odzieży55. W ruchu oporu działał także Stanisław
Nogaj, będąc przewodniczącym Międzynarodowego Komitetu Ruchu Oporu w Gusen, współpracował z lekarzami, m.in. Antonim Gościńskim, ratował
życie więźniom, np. skazanym na zagrażające życiu doświadczenia
pseudomedyczne56.
* * *
Czytelnik za Stanisławem Nogajem przekracza bramę obozową Gusen, wchodzi
na jego teren i obok tych, którzy mordują, widzi więźniów, obok
cierpienia -?miłość, braterstwo, wzajemną pomoc. Obok spraw
martyrologicznych Nogaj poprzez sugestywne obrazy i opisy przedstawia
codzienne życie obozowe z całą jego egzotyką. Stanisław
Grzesiuk57, więzień Mauthausen-Gusen, cytuje jego słowa:
Ci, którzy nie byli sami w obozie, niech nie sądzą tych, którzy tam
przebywali [...] co może powiedzieć o życiu w obozie ten, który tam nie
był? Gotów jest sądzić każdego za jego poszczególny czyn, nie zdając
sobie sprawy z warunków ogólnych i zwierzęcych walki o byt. Niejeden z więźniów bandytów cieszył się na wolności szacunkiem i poważaniem jako
dobry, kulturalny człowiek, i gdyby nie dostał się do obozu, byłby takim
przez całe życie. Ci, co nie byli w obozie, gdy im opowiada ktoś, albo
czytają coś o obozie -?niech powstrzymają się od wydawania swego sądu o ludziach i wypadkach, bo sądem swym skrzywdzić mogą tych ludzi58.
W relacjach z pobytu w Gusen Nogaj nie broni swoich wyborów, uzasadnia
je walką o przetrwanie albo swoje, albo innych więźniów, co znajdujemy w Pamiętniku....: "Od pierwszego niemal dnia pobytu w Gusen starałem się
zdobyć taką pozycję, by ratować siebie i w miarę możliwości pomagać
współtowarzyszom"59. Starał się być obiektywny i uczciwy w stosunku do siebie i dlatego przytacza także fakty osobiście
mu niemiłe:
Zaraz w pierwszym dniu mojego pobytu w Gusen, i ja znalazłem się w grupie "prominentów", czyli władców, jako oficjalny tłumacz przy
sztubowym Kokeschu. Stanowisko tłumacza było dość intratne, różniło się
bardzo od takiego samego stanowiska w Dachau. [...] W Gusen tłumaczowi
płacono dodatkami żywnościowymi, uprzywilejowanym legowiskiem,
zwolnieniem od wszelkich prac na bloku, dodatkowym przydziałem mydła,
papierosów i innych rzeczy, znajdujących się w posiadaniu sztubowego.
[...]. Pierwszy raz wstyd mi było przyjąć dodatkowe porcje. Zdawałem
sobie sprawę z faktu, że okradam ogół60.
Trafnie zauważa Antoni Kępiński, polski psychiatra zajmujący się m.in.
badaniem "zespołu pourazowego obozu koncentracyjnego" -?KZ syndromu:
Większość byłych więźniów i autorów zajmujących się tym zagadnieniem
jest zgodna co do tego, że o przetrwaniu decydowała chęć przeżycia,
wiara, że obóz nie będzie trwać wiecznie, możność oparcia się na
kolegach i przyjaciołach. Człowiek, który się załamał, zwykle ginął
[...]. Wydaje się oczywiste, że w życiu obozowym nie można było stosować
norm postępowania obowiązujących w życiu normalnym, stąd trudność oceny
moralnej, zwłaszcza dla tych, którzy sami obozu nie przeżyli. [...] Do
cech ludzkich istotnych dla przeżycia obozowego należała zdolność
wewnętrznego przeciwstawienia się temu, co się wokół działo [...], przez
przyjaźń, pomoc współwięźniów, próby organizowania życia innego niż
obozowe. Był to jedyny sposób wyrwania się spod automatyzmu życia
obozowego. [...] Człowiek, który nie potrafił mu się przeciwstawić,
zwalczyć swego głodu, panicznego lęku, znieść bólu, myśleć choćby przez
chwilę o czymś innym [...] sam siebie skazywał na zagładę. Stawał się
bezwolnym organizmem automatycznie walczącym o zachowanie życia, szybko
tracił sily i zmieniał się w "muzułmanina". [...] Zdolność planowania
wyboru decyzji i celowej aktywności tworzyła się przede wszystkim w grupie. Więzień sam czuł się bezsilny, w grupie towarzyszy nabierał
wiary w siebie [...] gdy więzień, wsparty przez towarzyszy, nie czuł się
zmiażdżony obozową machiną i miał na tyle siły, by się jej
przeciwstawić61.
Autor Gusen. Pamiętnik dziennikarza przetrwał obóz, by być świadkiem
niemieckich zbrodni, by być świadkiem w procesach
norymberskich62, a jego świadectwo się liczy. Także dzięki
niemu możemy sobie wyobrazić życie w obozie, pośród tych, którzy
zabijali, i tych, którzy ratowali innych. Przeżywał wyroki śmieci
wykonywane w Mauthausen-Gusen na nieletnich więźniach:
Przy masowych egzekucjach rozstrzeliwano po czterech, reszta oczekiwała
swojej kolejki bez buntu i szemrania, obnażając górną część ciała, by
strzały nie zniszczyły cennej odzieży. Niespokojnie zachowywali się
zwykle chłopcy 13-to i 15-letni, których mordowano także. Takie
dzieciaki mordował z rozkoszą Seidler. Oboźny albo kapo krematorium
musiał chłopca przytrzymać albo powalić na ziemię, wówczas podchodził
Seidler z rewolwerem w ręce i strzelał63.
Natomiast, niezależnie od oceny postawy polskich duchownych, w Dachau i w Gusen Stanisław Nogaj wielokrotnie stawał nie tylko -?jak już
wspomniałam -?w obronie więźnia świeckiego, ale także polskiego kapłana,
za co był bity i w inny sposób karany:
W Gusen blokowy Martick zbił mię, gdyż wystąpiłem w obronie więźniów z mojego bloku (16-go), nad którymi on się znęcał. Dostałem również
drągiem od "kapy" Adama, gdy próbowałem bronić księdza kanonika
Putza64. Zbił mnie Heinrich Roth, gdy z rozkazu rapportführera
Isenberga dopominałem się o przyjęcie na izbę chorych, ciężko chorego
księdza Glabisza65. Z tym Rothem miałem częściej zatargi, gdyż
często próbowałem chorych przemycić do rewiru. Bicia po twarzy i kopnięć
odebrałem od niego niezliczoną ilość66.
Niewątpliwie przekaz Stanisława Nogaja, autora wspomnień Gusen.
Pamiętnik dziennikarza, więźnia-świadka niemieckich zbrodni dokonanych
w niemieckich obozach koncentracyjnych Dachau i Gusen I w latach
1940-1945, także dzisiaj stanowi istotne uzupełnienie i pogłębienie
faktografii dotyczącej funkcjonowania niemieckich obozów
koncentracyjnych, zakładanych przez władze Trzeciej Rzeszy na terenie
Niemiec i krajów okupowanych w latach 1933-1945, a także pogłębi wiedzę
o szczególnej eksterminacji Polaków w KL Mauthausen-Gusen. Z całą
pewnością jest także ważnym dowodem potwierdzającym niemieckie zbrodnie
na obywatelach podbitych przez Niemcy krajów Europy, w tym Polski, która
w latach 1939-1945 poniosła niewyobrażalne straty ludzkie i gospodarcze67. W części dotyczącej Gusen jest wiele
ciekawych wątków, do zapoznania się z którymi pozostawiam czytelnika, a które poprzez język literacki autora pozwalają głębiej poznać
funkcjonowanie tej niemieckiej "fabryki śmierci" przeznaczonej do
eliminacji przeciwnika. Do ciekawych wątków zawartych w pamiętniku -?jak
już wspomniałam wyżej -?należą te, w których Stanisław Nogaj staje w sposób zdecydowany, z narażeniem własnego życia, w obronie innych
współwięźniów -?a jego stanowczość, determinacja i odwaga musiały budzić
podziw nie tylko wśród nich.
Ostatnie części pamiętnika to sytuacje i zdarzenia związane z konkretnymi osobami obozu Gusen.
Gusen. Pamiętnik dziennikarza urywa się niespodziewanie takim
fragmentem:
O roli Józefa Sobczaka dowiedzieli się Kokesch i inni "starsi" bloku
dopiero po uśmierceniu Mysia i ocaleniu Nowickiego. Los Sobczaka był
przesądzony. Z bloku 16 został on przeniesiony do bloku 14, gdzie musiał
pracować w kamieniołomie "Kastenhofen" z którego po kilku dniach
przyniesiono go nieżywego.
Natomiast o samym wyzwoleniu obozu 5 maja 1945 r. przez amię amerykańską
i drodze powrotnej do Polski pisze w części czwartej rozdziału
pierwszego Gusen... Gusen...
Stanisław Nogaj 5 maja 1945 r. doczekał wyzwolenia, wrócił do Polski, do
Katowic, zabrał ze sobą przechowane notatki i publikował w odcinkach w "Robotniku Kujawskim" w Inowrocławiu i "Głosie Wielkopolskim" w Poznaniu. W Archiwum Stanisława Dobosiewicza, więźnia Gusen, są notatki
Stanisława Nogaja niepublikowane w Gusen. Pamiętnik dziennikarza.
***
Gusen zostało wyzwolone przez wojska amerykańskie 5 maja 1945 r. Tego
samego dnia polscy więźniowie na betonową latarnię-szubienicę wciągnęli
biało-czerwoną flagę i odśpiewali hymn narodowy oraz Rotę. Byli wolni.
Z dokonanego podczas wieczornego apelu obliczenia wynikało, że 4 maja
1945 r. w obozie było ok. 21 tys. więźniów. Stan fizyczny wielu z nich -
rezultat warunków panujących w obozach -?był tragiczny. Niektórzy
więźniowie dokonywali samosądów -?rozprawiali się ze zbrodniarzami
(esesmanami, kapo).
6 maja 1945 r. ukonstytuował się Komitet Polski, którego program
działania zakładał opiekę nad byłymi więźniami narodowości polskiej aż
do chwili ich wyjazdu oraz przygotowania do tego wyjazdu. Jednocześnie
podjęto starania o nawiązanie kontaktu z Międzynarodowym Czerwonym
Krzyżem. Zaczął ukazywać się "Polski Biuletyn Prasowy". Więźniów
zmarłych, których nie zdążono spalić w piecach krematorium, po
wyzwoleniu obozu pochowano w Gusen. O liczbie zmarłych świadczyły
dziesiątki białych krzyży. Po dziesięciu latach władze Austrii
zlikwidowały cmentarz, który został przeniesiony do utworzonego Miejsca
Pamięci Mauthausen. Latem 1945 r. teren dawnego obozu Gusen zajęły
sowieckie władze okupacyjne; w 1955 r. opuściły Austrię. W Gusen w latach sześćdziesiątych XX w. zburzono pozostałości po obozie. Obecnie w miejscu obozu Gusen I, gdzie w latach 1940-1945 zamordowano tysiące
więźniów, także Polaków, znajduje się osiedle domków jednorodzinnych.
Jedynym znakiem, że zginęło tutaj 27 tys. Polaków, jest niewielki
kamień. Poza tym zachował się mały skrawek ziemi, na którym stało
krematorium. Brama Jourhausu prowadząca do obozu Gusen I z napisem
Arbeit macht frei jest częścią prywatnej willi w mieście. Cmentarz z białymi krzyżami, postawionymi przez Amerykanów po wyzwoleniu obozu,
także zlikwidowano. Pozostały tylko zdjęcia68.
***
Wszelkie ślady po istniejącym tutaj obozie dalej by zanikały, gdyby nie
byli więźniowie z Polski, Francji czy Belgii i ich rodziny. Dzięki ich
nieustępliwości udało się zapobiec przeniesieniu z Gusen do Mauthausen
pieca krematoryjnego i wybudowania w tym miejscu domów mieszkalnych.
Dziś przy ul. Georgerstrasse 6, stoi Monument -?Crematorium KZ
Gusen-Mauthausen. W 1960 r. byli włoscy więźniowie rozpoczęli z władzami
gminy negocjacje w celu nabycia jednej z parceli, na której zachowały
się pozostałości krematorium. Zakupili tę działkę i przekazali władzom
gminy, która w 1961 r. zatwierdziła ustanowienie miejsca pamięci po
obozie w Gusen. W latach 1961-1965 ze składek włoskich, francuskich,
belgijskich i luksemburskich więźniów, którzy utworzyli Komitet Gusen,
sfinansowano budowę Memoriału Gusen. Wzniesiono go wokół zachowanego
pieca krematoryjnego, a uroczyste otwarcie miało miejsce 8 maja 1965 r.
Od 1997 r. odpowiedzialność za ochronę i utrzymanie Memoriału Gusen
przejęło austriackie Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. W 2004
r. otwarto stałą ekspozycję dotyczącą obozu Gusen. Niestety, w 2016 r.
Austriacy rozpoczęli dalszą dewastację terenu dawnego placu apelowego. W tej sytuacji w czerwcu 2016 r. przedstawiciele środowisk pielęgnujących
pamięć o ofiarach drugiej wojny światowej zażądali od władz Austrii
zaprzestania niszczenia pozostałości po KL Gusen. O zachowanie tego
miejsca upomniało się także polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa
Narodowego oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pamięć o polskich
więźniach Mauthausen-Gusen jest kultywowana przez stowarzyszenia, jak
również przez instytucje państwowe, a wśród nich: Klub Byłych Więźniów
Politycznych Obozu Koncentracyjnego Mauthausen-Gusen z siedzibą w Warszawie, Stowarzyszenie Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych
z siedzibą w Poznaniu, Fundację "Polsko-Niemieckie Pojednanie", Ambasadę
RP w Wiedniu, jak również przez Komitet Pamięci Gusen na czele z jego
przewodniczącą Marthą Gammer z Sankt Gallen (Górna Austria). Martha
Gammer i Rudolf H. Haumschmied, obywatele Austrii, od wielu lat
współpracują z Centralą IPN w Warszawie oraz Oddziałem IPN w Poznaniu w zakresie upamiętnienia Polaków -?więźniów niemieckich obozów
koncentracyjnych na terenie Austrii. W przypadku Mauthausen materialne
dowody istnienia obozu zostały zachowane. Pozostał plac apelowy, baraki,
granitowy mur z wieżyczkami wartowniczymi, krematorium, komory gazowe, a także "schody śmierci" ze 186 stopniami prowadzącymi do kamieniołomów.
Na terenie Muzeum Mauthausen polskich więźniów i ofiary upamiętnia
Polskie Miejsce Pamięci. Na kamiennym bloku polskiego pomnika wyryto
napis: "W tym obozie zagłady w latach 1939-1945 śmiercią męczeńską z rąk
zbrodniarzy hitlerowskich zginęło 30 203 Polaków. Wieczna chwała ich
pamięci! Rodacy, Mauthausen, maj 1955 r.". Przed bramą obozową stoi
pomnik ku czci Polaków zamordowanych w obozach koncentracyjnych na
terenie Austrii. Wyryty na nim tekst brzmi: "W hołdzie patriotom polskim
pomordowanym przez hitlerowców 1939-1945". Przechodząc przez obozową
bramę Mauthausen, po prawej stronie widzimy tzw. ścianę płaczu. Dziś na
tym murze zawieszonych jest wiele tablic upamiętniających ofiary różnych
narodowości. Tablica umiejscowiona w rogu muru, poświęcona polskim
więźniom, informuje o Polakach zamordowanych w obozie: "W hołdzie 30 203
Polakom zamordowanym w obozie koncentracyjnym Mauthausen i jego
podobozach. Cześć ich pamięci". Kolejna tablica oddaje hołd obozowym
lekarzom -?Polakowi Władysławowi Czaplińskiemu i Czechowi prof. Józefowi
Podlasze. Jest także tablica upamiętniająca polskich harcerzy -?więźniów
Mauthausen-Gusen: "Pamięci harcerzy polskich zamordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych Mauthausen-Gusen oraz filiach
tych obozów w latach 1940-1945. Czuwaj! Maj 1990. Harcerze z kraju i zagranicy". Ostatnia z tablic znajdująca się na "ścianie płaczu"
poświęcona jest Polakom, którzy ponieśli śmierć, ratując innych. W pierwszym baraku po prawej stronie urządzono z kolei izbę pamięci, w której znajduje się tablica z napisami w językach polskim i niemieckim:
"W tym obozie zagłady w latach 1939-1945 zginęło męczeńską śmiercią z rąk hitlerowskich zbrodniarzy 30 203 Polaków. Wieczna chwała ich
pamięci!". W drugim pomieszczeniu jest kaplica, a wewnątrz wiszą trzy
obrazy namalowane przez polskiego malarza Jana Molę. Na zewnętrznej
ścianie baraku zawieszony jest duży drewniany krzyż z napisem: Zum
Gedenken an die Opfer. Papst Johannes Paul II, 26.6.1988 (Pamięci
ofiar. Papież Jan Paweł II, 26.6.1988). Przed bramą obozową znajduje
się pomnik ku czci Polaków zamordowanych w obozach koncentracyjnych na
terenie Austrii. W samym Mauthausen, na placu przed urzędem miasta,
postawiono pomnik przedstawiający sarenkę -?wyrzeźbioną z granitu
kamieniołomów Gusen przez polskiego więźnia tegoż obozu Stanisława
Krzekotowskiego (1921-1996). Sarenka została wykonana w 1943 r. na
zlecenie komendanta obozu Franza Ziereisa i miała być podarunkiem do
ogrodu Adolfa Hitlera. Być może to zlecenie polskiemu więźniowi
uratowało życie. Obok rzeźby sarenki znajduje się tablica poświęcona
Stanisławowi Krzekotowskiemu. Autor rzeźby doczekał wyzwolenia 5 maja
1945 r., po wojnie wrócił do rodzinnego miasta Poznania. Na Starym Rynku
w Płocku stoi z kolei ławeczka -?pomnik upamiętniający jego mieszkańca
Wacława Milkego, jednego z twórców "Żywego Różańca" i "Różańców z Gusen".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki