Gwiezdny posłaniec. Nasza cywilizacja z perspektywy kosmicznej - Neil deGrasse Tyson

Kup ebooka

37.99 zł
31.50 zł (31,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Prawda i piękno

Estetyka w życiu i w kosmosie

Już od starożytności zagadnienia prawdy i piękna zajmowały umysły największych myślicieli - głównie filozofów i teologów, a okazjonalnie poetów, na przykład Johna Keatsa, który w napisanym w 1819 roku wierszu Oda do greckiej urny [1] zauważa:

Piękno jest prawdą, prawda pięknem - otoCo wiesz na ziemi i co wiedzieć trzeba.

Jak na te zagadnienia spojrzeliby kosmici, którzy przebyli całą Galaktykę, by nas odwiedzić? Nie będą mieli naszych uprzedzeń. Nie będą podzielać naszych preferencji. Nie będą przyjmować tych samych odgórnych założeń. Na wszystko, co jako ludzkość cenimy, spojrzą całkowicie inaczej, jak na coś nowego. Mogą nawet zauważyć, że na Ziemi sama koncepcja prawdy jest ofiarą sprzecznych ideologii i rozpaczliwie potrzebuje naukowego obiektywizmu.

Naukowcy, obdarzeni doskonalonymi przez stulecia metodami i narzędziami badawczymi, mogą się okazać wyłącznymi odkrywcami obiektywnych prawd na temat wszechświata. Obiektywne prawdy mają zastosowanie do wszystkich osób, miejsc, rzeczy, w tym do zwierząt, warzyw i minerałów. Niektóre z nich pozostają w mocy niezależnie od położenia w czasie i przestrzeni. Są prawdziwe nawet wtedy, kiedy w nie nie wierzysz.

Obiektywna prawda nie pochodzi od żadnej władzy, nie znajdziesz jej w żadnej pojedynczej publikacji naukowej. W pogoni za uwagą czytelników prasa może wypaczać w świadomości zbiorowej obraz funkcjonowania nauki poprzez nazywanie świeżo opublikowanych ustaleń prawdziwymi, czasem podpierając się osiągnięciami naukowymi autorów. Sprowadzona z granic poznania prawda wciąż się kotłuje. Badania potrafią błądzić, dopóki wielokrotnie powtarzane eksperymenty nie zaczną wskazywać konsekwentnie tego lub innego kierunku - albo żadnego, co stanowi sygnał, że postulowane zjawisko może jednak nie istnieć. Ten niezmiernie istotny system wzajemnej kontroli zazwyczaj potrzebuje wielu lat na osiągnięcie konsensusu, co zasadniczo wyklucza zakwalifikowanie jego rezultatów do kategorii "breaking news".

Obiektywna prawda, zweryfikowana wielokrotnie powtarzanymi eksperymentami dającymi spójne wyniki, nie zostanie później nigdy obalona. Nie trzeba już sprawdzać, czy Ziemia na pewno jest okrągła, czy Słońce jest gorące, czy ludzie i szympansy mają ponad 98% wspólnego DNA, czy powietrze, którym oddychamy, składa się w 78% z azotu. Epoka "współczesnej fizyki", zrodzonej z rewolucji kwantowej na początku XX wieku i rewolucji relatywistycznej mniej więcej w tym samym czasie, nie odrzuciła sformułowanych przez Newtona praw ruchu i przyciągania. Zyskaliśmy dodatkowy opis zjawisk w skali mikro, które mogliśmy zaobserwować dopiero dzięki coraz dokładniejszym metodom i narzędziom. Podobnie jak kolejne lalki w matrioszce, idee współczesnej fizyki obudowały mechanikę klasyczną nowymi prawidłami. Jedynym obszarem, na którym nauka nie daje gwarancji obiektywnej prawdy, są pionierskie badania zjawisk, co do których nie osiągnięto jeszcze konsensusu. Jedyną epoką, w której nauka nie mogła zapewniać obiektywnych prawd, był okres przed XVII wiekiem, kiedy świat naturalny mogliśmy badać wyłącznie naszymi niedoskonałymi i łatwymi do oszukania zmysłami. Obiektywna prawda istnieje niezależnie od naszego pięciozmysłowego postrzegania rzeczywistości. Każdy może ją zweryfikować w dowolnym miejscu i czasie - jeśli tylko ma dostęp do niezbędnych narzędzi.

Przedmowa

 

 

Gwiezdny posłaniec to pobudka dla cywilizacji. Ludzie nie wiedzą już, komu lub czemu ufać. Siejemy nienawiść wobec innych na podstawie tego, co nam się wydaje, że jest prawdziwe, albo tego, co chcemy, by było prawdziwe, bez względu na to, co faktycznie jest prawdziwe. Stronnictwa kulturowe i polityczne toczą boje o dusze społeczności i narodów. Straciliśmy umiejętność odróżniania faktów od opinii. Łatwo okazujemy złość, a ociągamy się z okazywaniem dobroci.

Kiedy w 1610 roku Galileusz opublikował traktat Sidereus nuncius, sprowadził na Ziemię kosmiczne prawdy, które na zstąpienie do ludzkich myśli czekały od czasów starożytności. Udoskonalony teleskop odsłonił przed Galileuszem wszechświat całkowicie odmienny od tego, co ludzie brali dotąd za pewnik. Odmienny od tego, co ludzie chcieli, żeby było prawdziwe. Odmienny od tego, co ludzie ważyli się przedstawiać jako prawdziwe. Sidereus nuncius zawiera opis obserwacji Słońca, Księżyca i gwiazd, a także planet i Drogi Mlecznej. Z lektury tego dzieła płyną dwa ważne wnioski: 1. Ludzkie oko to za mało, by odkryć fundamentalne prawa rządzące naturą. 2. Ziemia nie jest środkiem wszystkiego. Orbituje wokół Słońca jako jedna z planet naszego układu.

Łaciński tytuł Sidereus nuncius tłumaczy się jako "gwiezdny posłaniec".

To pierwsze w historii ludzkości spojrzenie z perspektywy kosmicznej stanowiło prawdziwe wyzwanie dla naszego poczucia własnej ważności. Było wiadomością prosto z gwiazd, która zmusiła człowieka do ponownego przemyślenia swojego związku z innymi ludźmi, Ziemią i kosmosem. Gdyby nie ono, pewnie wciąż tkwilibyśmy w przekonaniu, że cały świat obraca się wokół nas i naszych opinii.

Gwiezdny posłaniec stanowi odtrutkę na takie myślenie i proponuje sposoby wykorzystania naszych możliwości emocjonalnych i intelektualnych w sposób zgodny z biologią, chemią i fizyką znanego wszechświata. Przemodelowuje wiele kwestii, które współcześnie rozpalają ożywione dyskusje - takich jak wojna, polityka, religia, prawda, piękno, płeć, rasa, z których każda wyznacza sztuczne pole walki w krajobrazie życia - i prezentuje je czytelnikowi w sposób zaszczepiający mądrość i poczucie odpowiedzialności w służbie cywilizacji. Czasem też uciekam w rozważania, jakie wrażenie zrobilibyśmy na kosmitach, którzy przybyliby na Ziemię bez przyjętych z góry wyobrażeń, kim lub czym jesteśmy - bądź też jacy powinniśmy być. Kosmici odgrywają u mnie rolę bezstronnych obserwatorów naszych tajemniczych zwyczajów i uwypuklają niekonsekwencję, hipokryzję oraz okazjonalną głupotę naszego życia.

Pomyśl o Gwiezdnym posłańcu jak o skarbnicy przemyśleń wywiedzionych z naszej wiedzy o wszechświecie, którą uzyskaliśmy dzięki zastosowaniu metod i narzędzi naukowych.

Wstęp

Nauka i społeczeństwo

 

Kiedy w naszym złożonym świecie polityki, religii i kultury ludzie nie zgadzają się ze sobą, przyczyny sporu są proste, nawet jeśli jego rozwiązanie wcale już takie nie jest. Każdy z nas ma inną wiedzę. Wyznajemy różne wartości, mamy różne priorytety, inaczej rozumiemy wszystko to, co nas otacza. Widzimy świat inaczej niż inni i wskutek tego tworzymy plemiona osób wyglądających podobnie do nas, modlących się do tych samych bóstw, wyznających te same zasady moralne. Zważywszy na długotrwałą izolację poszczególnych grup homo sapiens w epoce paleolitu, może nie powinniśmy się dziwić, że ewolucja zadziałała tak, a nie inaczej. Skłonność do myślenia grupowego, nawet jeśli przeczy racjonalnej analizie, mogła dać naszym przodkom większe szanse na przetrwanie[1].

Gdybyśmy odsunęli na bok wszystko to, co nas dzieli, moglibyśmy znaleźć wspólne, jednoczące spojrzenia na świat. W takim wypadku trzeba jednak spojrzeć pod nogi. Tak - ta nowa perspektywa nie znajduje się ani na północ, ani na południe, ani na wschód, ani na zachód od miejsca, w którym się teraz znajdujesz. Właściwie to próżno jej szukać na róży wiatrów. Aby ją osiągnąć, trzeba się wznieść ponad Ziemię i ujrzeć planetę wraz ze wszystkimi jej mieszkańcami - to uodparnia na wszelkie prowincjonalne interpretacje otaczającego nas świata. Tę transformację nazywamy "efektem oglądu"; doświadczana jest ona przez astronautów trafiających na orbitę okołoziemską. Gdy dodamy do tego osiągnięcia współczesnej astrofizyki, a także matematyki, nauk przyrodniczych i techniki, które pozwoliły nam badać kosmos, zrozumiemy, że perspektywa kosmiczna jest dosłownie ponad wszystkim.

Świadomość naszego miejsca na Ziemi i we wszechświecie wzbogaciła i natchnęła niemal każdą moją myśl, każdą opinię i każdy pogląd na kwestie dotyczące naszego świata. Nauka nie jest zimna i nieczuła - nie ma chyba nic bardziej ludzkiego niż metody, narzędzia i odkrycia naukowe. To one kształtują naszą współczesną cywilizację. Bo czym jest cywilizacja, jeśli nie tym, co ludzkość zbudowała dla siebie samej w celu przezwyciężenia pierwotnych instynktów i nakreślenia ram codziennego życia, pracy i zabawy?

Co zatem z naszymi zbiorowymi, uporczywymi różnicami zdań? Mogę obiecać tylko tyle, że niezależnie od twoich obecnych przekonań zastrzyk nauki i racjonalnego myślenia nada im większą głębię i ugruntuje je w obiektywnej wiedzy. Obranie tej drogi może też obnażyć bezpodstawność punktów widzenia i nieuzasadnione emocje.

Nie można oczywiście wymagać od ludzi, by argumentowali swoje opinie tak, jak czynią to między sobą naukowcy. Oni bowiem nie starają się poznać zdania swoich kolegów, lecz uzyskane przez nich dane. Ale nawet kiedy mowa jest o opiniach, możesz się zdziwić, jak potężnym narzędziem potrafi być racjonalne spojrzenie. Gdy pozwolisz mu pokierować swoim tokiem myślenia, szybko odkryjesz, że na Ziemi wcale nie żyje wiele różnych plemion, lecz tylko jedno - ludzie. Wtedy wiele różnic zdań traci na znaczeniu, a część zwyczajnie znika, i nagle zdajesz sobie sprawę, że tak właściwie to nie ma się o co spierać.

Nauka odróżnia się od wszystkich pozostałych ludzkich poszukiwań tym, że potrafi zbadać i zrozumieć zachowanie natury na poziomie pozwalającym nam przewidywać z dużą dokładnością zdarzenia zachodzące w świecie naturalnym, a nawet na nie wpływać. Odkrycia naukowe często pozwalają nam poszerzyć naszą perspektywę i pogłębić nasze zrozumienie dosłownie wszystkiego. Jest to szczególnie widoczne w poprawie stanu zdrowia, zamożności i bezpieczeństwa, którymi obecnie może się cieszyć więcej ludzi na Ziemi niż w dowolnym innym czasie naszej historii.

Leżąca u podstaw tych osiągnięć metoda naukowa często jest przedstawiana w bardzo formalny sposób, z odniesieniami do wnioskowania, dedukcji, stawiania hipotez i eksperymentowania. Można ją jednak streścić w jednym zdaniu odwołującym się przede wszystkim do obiektywizmu:

Rób wszystko, co w twojej mocy, by nie nabrać fałszywego przekonania, że coś jest prawdziwe, kiedy prawdziwe nie jest, albo że coś nie jest prawdziwe, kiedy właśnie jest.

To podejście do badania świata ma korzenie w XI wieku, w stwierdzeniach arabskiego uczonego Ibn al-Hajsama (965-1040), znanego również jako Alhazen. Przestrzegał on badaczy naukowych przed uprzedzeniami: "Podczas przeprowadzania kluczowych badań [naukowiec] powinien też wątpić w samego siebie, aby nie wpaść w pułapkę odgórnych założeń czy pobłażania sobie"[2]. Wiele wieków później, w dobie europejskiego renesansu, Leonardo da Vinci w pełni zgodził się z tym stwierdzeniem, pisząc: "Największy błąd ludzki tkwi w ich mniemaniach"[3]. Pełny rozkwit metody naukowej nastąpił w XVII wieku, wkrótce po niemal równoczesnym wynalezieniu mikroskopu i teleskopu, przy znacznym udziale prac astronoma Galileusza i filozofa sir Francisa Bacona (lorda Verulam). W skrócie sprowadza się ona do przeprowadzania eksperymentów w celu zweryfikowania postawionej hipotezy i pokładania pewności w uzyskanych wynikach proporcjonalnie do siły dowodów.

Od tego czasu nauczyliśmy się też nie twierdzić, że dokonaliśmy nowego odkrycia, dopóki większość badaczy nie uzyska zgodnych wyników. Ten sposób postępowania niesie za sobą niezwykłe konsekwencje. Nie ma żadnego prawa zabraniającego publikowania błędnych albo tendencyjnych wyników. Trzeba jednak być gotowym na zapłacenie za to wysokiej ceny. Jeśli inni naukowcy sprawdzą twoje badania i nikomu nie uda się powtórzyć rezultatów, które otrzymałeś, wszystkie twoje przyszłe publikacje będą traktowane z rezerwą. Jeśli zaś dopuścisz się zwykłego fałszerstwa - czyli świadomie podasz nieprawdziwe dane - a inni działający na tym samym polu badań to odkryją, twoja kariera naukowa legnie w gruzach.

Ten wewnętrzny system samoregulacji nauki jest unikatowy bodaj na tle wszystkich innych zawodów i do sprawnego działania nie potrzebuje opinii publicznej, prasy ani polityków. Mimo to obserwowanie tej machiny w działaniu bywa fascynujące. Wystarczy śledzić przepływ publikacji w recenzowanych czasopismach naukowych. Ta wylęgarnia odkryć staje się też czasem polem bitwy naukowych argumentów. Jeśli jednak wybiórczo korzystasz z wyników badań z obszaru, w którym nie osiągnięto jeszcze konsensusu, tylko po to, by uzasadnić nimi swoje intencje kulturowe, gospodarcze, religijne czy polityczne, podkopujesz w ten sposób fundamenty merytorycznej demokracji.

Więcej: w nauce przekleństwem dla postępu jest zgodność. Nieustające oskarżenia, że my, naukowcy, niby ciągle tylko się ze sobą zgadzamy i poklepujemy wzajemnie po plecach, padają ze strony osób, które nigdy nie były na żadnej konferencji naukowej. A przecież konferencje to istne sezony polowań na wszelkie prezentowane idee, niezależnie od dorobku ich twórców. I jest to dobre dla nauki jako takiej. Słuszne idee wytrzymują ogień krytyki. Niesłuszne są odrzucane. Naukowców pragnących popchnąć swoją karierę do przodu zgadzanie się z innymi może tylko śmieszyć. Najlepszym sposobem na zyskanie sławy jeszcze za życia jest przedstawienie pomysłu stojącego w kontrze do aktualnego stanu badań - idei, która potem zostanie poparta spójnymi obserwacjami i wynikami eksperymentów. Na granicy między tym, co znane, a odkryciem zdrowa różnica zdań to stan naturalny.

*

W 1660 roku, ledwie 18 lat po śmierci Galileusza, powstało Towarzystwo Królewskie w Londynie, które funkcjonuje do dziś i jest jedną z najstarszych niezależnych akademii naukowych na świecie. Od samego początku nowe idee były tam kontestowane zgodnie z cudownie bezpośrednią dewizą Nullius in verba, czyli: "Nikomu [nie wierzyć] na słowo". W 1743 roku Benjamin Franklin założył Amerykańskie Towarzystwo Filozoficzne z misją promowania "wiedzy użytecznej". Ten cel nie zmienił się po dziś dzień i obecnie towarzystwo może się poszczycić członkami reprezentującymi wszelkie możliwe pola badań akademickich zarówno w naukach ścisłych, jak i humanistycznych. W 1863 roku Abraham Lincoln, pierwszy republikański prezydent Stanów Zjednoczonych, który zdecydowanie miał wtedy o wiele bardziej palące problemy, uchwałą Kongresu powołał do życia Narodową Akademię Nauk. Ta szacowna instytucja, niezależny organ doradczy jeszcze młodego wówczas narodu, miała się zajmować sprawami nauki i techniki.

W XX wieku funkcjonowało już wiele różnych agencji naukowych wypełniających podobne zadania. W Stanach Zjednoczonych są to między innymi Narodowa Akademia Inżynierii (NAE), Narodowa Akademia Medyczna (NAM), Narodowa Fundacja Nauki (NSF) oraz Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH). Mamy też Narodową Agencję Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), która zajmuje się badaniem kosmosu oraz rozwojem aeronautyki, Narodowy Instytut Standaryzacji i Technologii (NIST), który prowadzi badania w zakresie podstaw pomiarów naukowych, wyznaczając standardy metod i miar stosowanych we wszelkich eksperymentach, Departament Energii (DOE), który bada wszystkie przydatne i użyteczne formy pozyskiwania energii, oraz Narodową Agencję Oceanów i Atmosfery (NOAA) zajmującą się pogodą i klimatem na naszej planecie, a także tym, w jaki sposób mogą one wpływać na handel.

Wymienione instytucje badawcze wraz z innymi zaufanymi źródłami publikacji naukowych mogą pomagać politykom podejmować decyzje w sposób świadomy i oparty na faktach naukowych. Ale to się nie stanie, dopóki wyborcy oraz wybierani nie zrozumieją, jak i dlaczego działa nauka. Osiągnięcia naukowe agencji badawczych każdego kraju stanowią żyzny grunt, na którym może wzrastać przyszłość narodu, a nawozem pozwalającym uzyskać jak najobfitsze plony jest zakres i intensywność wsparcia zapewnianego tym agencjom przez nadzorujące je organy administracyjne.

Kiedy zastanowisz się głęboko nad tym, w jaki sposób naukowiec postrzega świat, jak wygląda z kosmosu Ziemia, nad skalą wieku wszechświata i nad nieskończonością przestrzeni kosmicznej, wówczas twoje spojrzenie na przyziemne sprawy ulegnie gruntownej przemianie. Twój mózg przeorganizuje priorytety życiowe i zupełnie inaczej zacznie oceniać podejmowane działania. Zmieni się postrzeganie wszystkich aspektów naszej kultury, społeczeństwa, cywilizacji. Cały świat zacznie wyglądać inaczej. Znajdziesz się nagle w zupełnie innym miejscu.

Zaczniesz doświadczać życia przez pryzmat perspektywy kosmicznej.