Rozdział 1
"Jesteś silna! Poradzisz sobie!" - stwierdziła, że jak jeszcze raz
usłyszy taki tekst, to oszaleje. Miała dość słuchania, jaka jest dzielna
i silna, gdyż wiązało się to z rzucaniem na nią kolejnych obowiązków.
Kolejnych i kolejnych. Zarówno bliscy, jak i znajomi wychodzili z założenia, że jak jest - ich ulubione słowo - silna, to poradzi sobie ze
wszystkim, a dokładniej ze swoimi i ich problemami. Uszami już jej się
wylewało słuchanie, co w związku ze swoją siłą powinna zrobić i w jaki
sposób powinna im pomóc. O ile Daniela nauczyła się już odmawiać
znajomym, o tyle matka z siostrą wciąż potrafiły ją skutecznie podejść,
żeby osiągnąć swój cel.
- Magda, nie bardzo rozumiem, dlaczego to ja mam sobie poradzić?
Przecież to tobie komornik chce zająć konto. Ja swój dług spłacam już
drugi rok i ciężko zasuwam, żeby być na bieżąco ze wszystkimi ratami, a nawet udało mi się ostatnio zrobić nadpłatę. Jeszcze dwa miesiące i wreszcie będę wolna od zobowiązań.
- No właśnie! Widzisz - zawołała z ożywieniem Magda. - Wiedziałam, że
sobie świetnie radzisz. Nawet nadpłatę zrobiłaś. Cudownie się składa, bo
ja mam nóż na gardle i jak nie zapłacę zaległości, to naprawdę komornik
siądzie na pensję Tomka.
- To nie mój problem - odparła stanowczo Daniela. - I nie, że was
wyganiam, ale za chwilę wychodzę na imprezę pożegnalną Ernesta.
- Grunt mi spod nóg ucieka, a ty o imprezie. Taka z ciebie siostra!
- Magda, powtarzam ci, że to nie mój problem. Nabraliście chwilówek, to
teraz je spłacajcie.
- Z czego? Pomyślałaś może, że my nie żyjemy sobie na takim luzaku jak
ty? Mamy dwoje dzieci. Dwoje! Bliźniaki! Nawet nie masz pojęcia, jakie
to wydatki. Wszystko muszę kupować podwójnie, jedzenie, ubrania,
wyprawki do przedszkola - Magda zaczęła wyliczać dramatycznym głosem. -
To wszystko kosztuje.
- Rozumiem, serio. Masz jednak męża, różne dodatki, więc musisz sobie
poradzić.
- Dodatki - parsknęła Magda. - Chyba nie mówisz o tym śmiesznym pięćset
plus, które jest nic niewarte. Śmiech na sali. Za to ledwo przedszkole
opłacam.
- Danielko - wtrąciła słodkim głosem matka, która dotychczas w milczeniu
przysłuchiwała się rozmowie. - Ty jesteś taka zaradna i dzielna, pomóż
starszej siostrze. Widzisz, że jest w potrzebie.
- Wystarczy, że ty jej pomagasz. I ojciec.
- O nim mi nawet nie wspominaj! - oburzyła się Magda. - Dzwoniłam do
niego, ale siedzi z tą swoją głupią dziunią na jakichś Malediwach czy
gdzieś i twierdzi, że nie ma kasy. Na Malediwy jakoś ma, ale żeby córce
pomóc, to już nie.
- Wiesz, jesteś dorosłą kobietą. Masz dwadzieścia sześć lat, męża i pięcioletnie dzieci. Ojciec nie ma obowiązku ci pomagać, a z tego, co
wiem, to i tak ciągle robi ci przelewy.
- Też mi łaska! Zostawił mamę i nas dla tej swojej dziuni, to niech
chociaż łoży na nasze utrzymanie.
Daniela pokiwała z niesmakiem głową, słysząc absurdalną wypowiedź
siostry. Nie był to pierwszy raz, gdy Magda wszystkie swoje
niepowodzenia i problemy zrzucała na ojca. Łatwiej było powiedzieć, że
to przez rozwód rodziców niż przez błędnie podjęte decyzje nie układało
jej się w życiu. I przez lenistwo. Wiedziała, że jak popłacze,
ponarzeka, jak jej ciężko, źle i jaka to jest skrzywdzona przez życie,
to któreś z rodziców natychmiast ruszy z pomocą. Cel zazwyczaj osiągała
bez problemu, ale ostatnio matka miała goły etat w szkole i jej samej
trudno było związać koniec z końcem. Ojciec zaś pewnie faktycznie
wszystko wydał na wyjazd i dlatego odmówił pomocy.
W takich sytuacjach zawsze przychodziła do niej. Daniela kochała
siostrę, widziała jej wady, lecz akceptowała ją taką, jaką była.
Przymykała nawet oko na jej miłość do piwa i wylewane później pod
wpływem procentów żale i pretensje.
Długo dawała się wykorzystywać. Nawet się cieszyła, że może Magdzie
pomóc. Była dumna, że mimo młodego wieku świetnie sobie radzi, i chętnie
dzieliła się z nią swoimi pieniędzmi oraz wolnym czasem, który
poświęcała, opiekując się bliźniakami.
Przyszedł jednak moment, gdy i ją dosięgły problemy. Pełna zapału i śmiałych planów wynajęła salę i otworzyła klub fitness. Udało jej się
nawet uzyskać na to dofinansowanie. Siostra z matką wychwalały ją pod
niebiosa. Podobnie jak szwagier. Wszystko było pięknie do czasu, gdy
cały świat się zatrzymał, wstrzymując głęboko oddech.
COVID-19.
Pierwszy potwierdzony przypadek. Drugi, setny. Restrykcje, ograniczenia
i kolejne restrykcje. Wreszcie twardy lockdown, który kompletnie
zamroził gospodarkę, a ją właściwie z dnia na dzień pozbawił dochodu.
Dopiero rozkręcała interes, więc zbyt wielkiej pomocy rządowej nie
dostała. A czynsz trzeba było płacić. Raty za sprzęt spłacać. Gdy
poluzowali obostrzenia, istniała szansa, że podniesie się z zadłużenia i nadrobi wszystkie straty.
Kiedy ponowiono restrykcje, nie była w stanie dłużej się utrzymać.
Zamknęła działalność, odsprzedała sprzęt, ale długów zostało jej sporo.
Nawet nie śmiała prosić rodziny o pomoc. Liczyła jednak na słowa
wsparcia, dodanie otuchy. I co usłyszała? Osoby, które ją tak chwaliły,
stwierdziły, że to od początku był głupi pomysł i one wiedziały, że to
tak się skończy. Kto to bowiem widział, żeby dziewiętnastolatka
otwierała swój klub fitness.
Tak. Dokładnie pamiętała każde ich słowo. Na szczęście miała
alternatywę. Wraz z zamknięciem wszystkiego wzrosło zapotrzebowanie na
kierowców tirów. Gdy tylko osiągnęła pełnoletność, zrobiła prawo jazdy
na ciężarówki, gdyż od zawsze ją pasjonowały. Nigdy jednak nie planowała
pracy w tym zawodzie. Zresztą doskonale zdawała sobie sprawę, że kobiety
nie są mile widziane za kółkiem i mają ogromny problem z uzyskaniem
etatu. COVID-19 zmienił wiele. W tym spojrzenie właścicieli flot na
zatrudnianie kobiet. Pracę dostała bez najmniejszego problemu.
Matka z siostrą drwiły z jej pomysłu, ale gdy usłyszały, ile będzie
zarabiała, zaraz pochwaliły jej zaradność i zapewniły, że zawsze w nią
wierzyły i wiedziały, że sobie poradzi.
Od tamtej pory coś w niej pękło. Spadły jej klapki z oczu i zobaczyła
matkę i siostrę takie, jakie były naprawdę. Matkę niesprawiedliwą, a siostrę cwaną, wyrachowaną i szantażującą emocjonalnie w celu
osiągnięcia korzyści. Wtedy obiecała sobie, że przestanie być naiwna i nie da się już więcej wykorzystywać.
Nie było łatwo tej obietnicy dotrzymać, czasami robiła odstępstwa, ale
dzisiaj nie zamierzała ulec.
- Dobra, miło się rozmawia, ale naprawdę muszę się szykować -
stwierdziła Daniela, wstając od stołu i zbierając stojące na nim talerze
i kubki. Nie zamierzała bawić się w aluzje, bo udałyby, że nie wiedzą, o co chodzi. - Czas na was, dziewczyny. Wpadnijcie kiedy indziej.
- Wyganiasz nas? - ze zdziwieniem zapytała matka.
- Mamo, przyszłyście niezapowiedziane. Niedawno wróciłam z pracy, a mam
plany na wieczór, więc sama rozumiesz, nie mam czasu na dalsze
pogaduchy. Przyjdźcie kiedy indziej.
- Odkąd zaczęłaś pracować jako tirówka, to już ci się całkiem w głowie
poprzewracało. Nabrałaś ordynarnych zwyczajów innych tirowców, więc może
lepiej nie idź na tę swoją służbową imprezę, bo to źle wpływa na twoją
kulturę, a raczej jej ewidentny brak - wytknęła jej Magda.
- Jak już to tirowczyni, a nie tirówka, chociaż wolę truckerka - odparła
spokojnie Daniela przyzwyczajona do takich przytyków.
- Zwał jak zwał. Efekt, jaki jest, wszyscy widzimy.
W głosie siostry słychać było złośliwość, lecz młodsza Rysiówna nie
zamierzała pozostać jej dłużna.
- Jest w tym jakaś prawda. U ciebie zaś nie ma żadnego, bo z tego, co
pamiętam, to jeszcze pracą się w swoim życiu nie zhańbiłaś. Może ten
komornik cię zmotywuje i ruszysz swoje cztery litery, zamiast się
wiecznie uwieszać na innych i liczyć na ich pomoc.
Magda przełknęła przytyk, udając, że wcale ją to nie obeszło. Nie
zamierzała wyjść od siostry z pustymi rękami. Wierzyła, że pogada,
pogada, a ostatecznie i tak jej pomoże. Przecież zawsze tak było.
Czasami łatwiej, czasami trudniej, ale udawało jej się zmiękczyć serce
siostry, a w efekcie otworzyć jej portfel.
- Zapomniałaś chyba, że mam małe dzieci. Jak mam iść do pracy?
- Mają już po pięć lat. Chodzą do przedszkola i siedzą tam codziennie do
szesnastej, mimo że nie pracujesz, więc nie widzę problemu.
- Oczywiście, że nie widzisz - powiedziała lekceważąco Magda. - Bo nie
masz dzieci. Jak któreś zachoruje, to co wtedy? Będę musiała wziąć
opiekę, a takich pracowników nikt nie chce.
- Cóż, inne matki jakoś sobie radzą. Poza tym przecież dzieciaki i tak
siedzą głównie u mamy, prawda? A mama teraz mniej pracuje i jest
wcześniej w domu, więc gdybyś chciała, tobyś mogła iść do pracy. Problem
jednak w tym, że ty nie chcesz.
- Pewnie, będę się zaharowywała! Dom, dzieci i praca - prychnęła. -
Jeszcze czego! Wystarczy, że Tomek pracuje.
- A obecnie pracuje czy szuka pracy?
- Pracuje, ale i szuka czegoś lepszego. Myślisz, że ile on zarabia w hurtowni hydraulicznej? Grosze. Dużo, dużo mniej niż ty na tirze.
- Żaden problem. Może zrobić odpowiednie uprawnienia i zacząć jeździć.
- Jasne! Wtedy to już całkiem będę uwiązana. Nie ma mowy.
- Coś za coś - Daniela wzruszyła ramionami. - Albo porządna pensja, albo
dużo czasu z rodziną.
- Dziewczyny, przestańcie się przekomarzać - wtrąciła ugodowo matka. -
Takie przytyki nie rozwiążą problemu.
Siostry zamilkły. Magda patrzyła wymownie na matkę, Daniela zaś splotła
ramiona na piersi, wiedząc, że rodzicielka zacznie grać na jej emocjach,
żeby pomogła siostrze.
- Danielko, sytuacja jest naprawdę trudna. Wzięłam dwie pożyczki w pracy
i więcej nie dostanę. W banku też mam kredyt i nikt mi kolejnego nie da,
a przecież nie popełnię ich błędu, biorąc chwilówki. Córcia, pomóż
siostrze. Obiecuję ci, że jak tylko spłacę, co mam do spłacenia, to
oddam ci te pieniądze.
- Dlaczego ty masz mi oddawać? Magda jest dorosła, więc powinna sama się
troszczyć o swoje sprawy, a nie wiecznie liczyć na pomoc innych.
- Córcia, nie mówmy teraz o tym. Skupmy się na komorniku.
- Te pożyczki w pracy też wzięłaś pewnie dla Magdy?
- A co cię to obchodzi - weszła jej w słowo starsza siostra. - Mamy
sprawa, na co bierze pożyczki.
- Dokładnie tak - przytaknęła z uśmiechem Daniela. - Zgadzam się w pełnej rozciągłości. Kto bierze, ten spłaca. Na co, jak, kiedy. I niech
to zostanie jego sprawą i nie wciąga w to innych.
- Daniela, no przestań - w oczach Magdy pojawiły się łzy. - Przecież nie
zostawisz mnie w takiej sytuacji.
- Mam swoje długi do spłacenia. Sorry, ale nie pomogę.
- Jesteś podła! Tego się po tobie nie spodziewałam. Taka z ciebie
siostra?
Daniela ostentacyjnie ziewnęła.
- Skończyłaś te lamenty?
Oburzona Magda wstała od stołu i ruszyła do wyjścia, nie zaszczycając
siostry spojrzeniem.
- Danielciu, pomyśl, proszę, jak pomóc siostrze - matka na odchodne
przytuliła ją i ucałowała serdecznie w oba policzki. - Ty zawsze byłaś
zaradniejsza. Jestem z ciebie bardzo dumna, wiesz?
- Dzięki, mamo, to miłe, ale zdania nie zmienię.
Matka pokiwała głową z dezaprobatą.
- W ojca się wdałaś. Po mnie tego nie masz.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Ten tekst też znała doskonale. To
był ostatni strzał, wyciągany na koniec, gdy dyskusja przybierała inny
od zamierzonego efekt. Gdy robiła coś dobrze, czyli po myśli matki i siostry, to była zdolna po matce, jak robiła coś inaczej, niż one
chciały, to była kopią ojca. Tego wrednego, który je zostawił. Nie tego,
który nie wytrzymał toksycznej relacji i uciekł, gdzie pieprz rośnie,
ale mimo to przez lata dobrowolnie łożył na utrzymanie całej trójki.
Cóż. Do tego też przywykła i się uodporniła. Zbudowała mocny pancerz,
choć niekiedy udawało im się go przebić.
Jednak nie dzisiaj.
Odprowadziła matkę do drzwi, zamknęła je na zamek i z ulgą się o nie
oparła. Musiała przez chwilę odetchnąć i zebrać energię, która zniknęła
w obecności matki i siostry.
Rozdział 2
Pub był zadymiony, gwarny i przesiąknięty zapachem alkoholu. Miała wręcz
wrażenie, że wszystko śmierdzi piwem. Jak zawsze, więcej tu było facetów
niż kobiet, więc oczy większości automatycznie zwróciły się na nią.
Długie blond włosy wysoko spięte w kitkę, beżowa sukienka na ramiączkach
odsłaniająca jej kwiatowy tatuaż 3D idący od lewego ucha przez dekolt na
prawą rękę, skąd zjeżdżał na lewą nogę i zawsze przykuwał uwagę,
prowokując niewybredne komentarze. Ignorowała je, wychodząc z założenia,
że jej ciało to jej sprawa, a jak ktoś ma z tym problem, niech nie
patrzy.
- Cześć wam - rzuciła na powitanie, przysiadając się do stolika
zarezerwowanego przez Ernesta Miotke.
Kumple z pracy bardzo często wychodzili na wspólne piwo. Ją zapraszano
rzadko, a właściwie nie zapraszano by w ogóle, gdyby nie interwencja
Ernesta.
- O, księżniczka przyszła - prychnął Zdzichu, jeden z najstarszych
kierowców. - Chyba malowanie tych szponów zajęło ci tyle czasu.
Daniela spojrzała na swoje bardzo długie, piękne paznokcie i ostentacyjnie przejechała nimi po policzku.
- Wiesz - zagadnął Kazimierz. - Zawsze się zastanawiam, jak ty nimi
sobie tyłek podcierasz.
- Tak? - zapytała słodko. - A ja się zastanawiam, jak ty sikasz, bo
słyszałam, że nie masz czym.
Zgromadzeni parsknęli śmiechem, a Kazimierz rzucił ostre przekleństwo,
które zbyła, posyłając mu ręką całusa.
- Szurnięta jesteś, wiesz? - powiedział z niesmakiem. - Za grosz w tobie
skromności. I w ubiorze, i w zachowaniu.
- Skromna to jest moja babcia. Jesteście w zbliżonym wieku, więc
rozumiem, że mój styl ci nie odpowiada - odparła, trafiając w jego czuły
punkt.
Był sporo po pięćdziesiątce, miał nadwagę, ale nieustannie aspirował do
miana lowelasa wyrywającego najlepsze laski. Na szczęście tylko w swoich
opowieściach. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.
- Dobra - przerwał im Ernest. - Zanim dojdzie do rozlewu krwi, zamówię
piwo, co wy na to?
- Zamawiaj, nie wiem, na co czekasz - stwierdził Zdzichu. - Ci to zawsze
drą ze sobą koty, to nie ma co na nich zwracać uwagi.
Ernest ruszył w stronę baru, spoglądając na Danielę z sympatią.
- Tak to jest, jak baba pojawia się w męskim towarzystwie - dodał
Andrzej, któremu nie podobało się, że szef zatrudnił kobietę.
- Mówiłam ci już milion razy, że baby to masz w nosie - odparła,
przewracając oczami. - Tak ciężko wam zrozumieć, że świat się zmienia?
Podział na damskie i męskie powoli odchodzi do lamusa.
- Taaa i mamy baby pchające się do męskiego świata oraz chudych gejków
popierdalających w obcisłych spodniach - zakpił Kazik. - Pewnie i się
malują, bo u fryzjera na pewno spędzają więcej czasu niż normalny facet.
- Ty w obcisłe na pewno byś nie wszedł z tym wielkim brzuchem - wytknęła
mu Daniela. - I, patrząc na twoje sterczące włosy, to rzadko odwiedzasz
fryzjera.
- Ja pierdolę - zaklął Kazik. - Ty jesteś zdrowo walnięta.
- Pierdol się, Kazik - odparła i jak gdyby nigdy nic sięgnęła po piwo,
które właśnie przyniósł Ernest.
- Trzeba przyznać Danieli, że klnie zupełnie jak facet - zaśmiał się
Zdzisiek. - Zresztą szara myszka szybko by popadła w tym zawodzie w jakąś depresję czy inną melancholię.
- Bo to nie jest zawód dla bab. Powinny siedzieć w domu i obiady
gotować, a nie w trasy jeździć - w głosie Andrzeja słychać było
przyganę.
Daniela ugryzła się w język. Chciała mu wytknąć, że jego żona, owszem,
siedziała w domu. Do czasu, gdy nie znalazła sobie kochanka. Postanowiła
jednak odpuścić. Była pyskata, ale miała granice, których nie chciała
przekraczać.
Reszta wieczoru upłynęła w miarę spokojnie. Im więcej piwa panowie
wypili, tym mniej zgryźliwi się stawali. Gdy zaczęli jej prawić
komplementy, uznała, że czas zbierać się do domu.
- Odprowadzę cię na przystanek - zaproponował Ernest. - Przy okazji
zajaram szluga.
- Tylko nie zgiń - przestrzegł Zdzichu. - I młodej nie podrywaj, bo
powiem Agacie.
Ernest roześmiał się i pokiwał głową. Daniela wzniosła oczy, ale że i jej przyjemnie szumiało w głowie, straciła chęć na kłótnie.
Na dworze wciąż było ciepło. Koniec sierpnia rozpieszczał wysokimi
temperaturami.
- Za tym ciepłem będę tęsknił - stwierdził Ernest, wyciągając papierosy
z kieszeni. - W Jukonie bywa dość chłodno.
- Owszem, ale nie tak, jak na Alasce.
- Racja, choć to tylko rzut beretem, to różnica jest znaczna.
- Wiesz? Trochę ci zazdroszczę wyjazdu. Tu masz pracę, Agata też,
Lilianka już trochę odchowana, a jednak zostawiasz wszystko i jedziesz
do Kanady.
- Też możesz jechać - odparł, zaciągając się dymem. - Wiesz, że tam
kierowcy ciężarówek są bardzo poszukiwani. Kobiety również znajdują bez
problemu zatrudnienie.
- Niby tak, ale jednak mam pewne opory.
- Przed czym, Dani? Młoda jesteś, zdrowa, świetnie jeździsz, angielski
znasz doskonale, to w czym problem.
- Sama nie wiem.
- Widzisz, dla mnie to ostatnia szansa, żeby załapać się na IEC1.
Mam już trzydzieści cztery lata, więc za rok mógłbym zapomnieć o wzięciu
udziału w tym programie. A tak, pojedziemy, rozejrzymy się, sprawdzimy,
czy życie tam nam odpowiada, i podejmiemy decyzję, co dalej - odparł, a oczy pojaśniały mu z radości. - Poza tym pomyśl, Dani, jaki to raj dla
mnie jako wędkarza. Te jeziora i rzeki pełne ryb. Śmieją się, że
wystarczy wypłynąć łódką, a same zaczną wskakiwać do środka.
- Weź, nie kumam, jak można godzinami siedzieć w miejscu. Z nudów można
umrzeć.
- Cisza, spokój, widok aż po horyzont, szum wody - powiedział
rozmarzonym głosem. - Ten zapach, mówię ci, Dani, coś cudownego.
- Wariat.
- Wiesz, nie mogę być idealny - puścił do niej oko. - Zresztą to
naprawdę raj dla wędkarzy. Pstrągi tęczowe po dwadzieścia kilogramów,
czawycza2, arktyczny lipień, palia, dorodne szczupaki i inne
cuda.
Roześmiała się.
- Mówisz o nich z taką czułością, jakbyś opowiadał o kochance.
- Za kochankę to Agata łeb by mi urwała, a ryby toleruje. Nawet lubi je
jeść, więc jest zadowolona, jak coś złowię.
- Grunt to się odpowiednio dobrać.
- Pomyśl, Dani, o tej Kanadzie. Wiesz - puścił do niej oko - kraj Ani z Zielonego Wzgórza. Będziesz mogła odwiedzić Wyspę Księcia Edwarda. Agata
też planuje podróż sentymentalną, więc będzie wam raźniej we dwie. I może ja nie będę musiał jechać?
- O nie, żadna Ania - prychnęła. - Kiedyś matka próbowała mnie zmusić do
czytania o tej rudowłosej sierocie, ale, jak dla mnie, zbyt rozmemłana i romantyczna. Bardziej interesuje mnie rzeka Klondike.
- Poszukiwacze złota. No tak, to bardziej do ciebie pasuje.
- Nie ma co się dziwić. Mój dziadek uwielbia westerny i od małego mi
puszczał te nagrane na kasecie VHS. Wiesz, podobno kiedyś w niedziele
leciały i on sobie nagrywał.
- Nie podobno, tylko tak było. Coś tam jeszcze pamiętam.
- On kocha westerny. I Przystanek Alaska. Też miał nagrane. Wiecznie
to oglądaliśmy. Wciąż i wciąż od nowa. Polubiłam ten klimat serialu, a nawet charyzmę kowbojów. Chętnie bym zobaczyła to wszystko na własne
oczy.
- Możesz. Nic nie stoi na przeszkodzie.
- Przypomniałeś mi, że kiedyś marzyłam o odwiedzeniu Alaski, a także o sprawdzeniu, czy w Jukonie zostały jeszcze jakieś drobinki złota.
- Marzenia trzeba realizować.
- Myślisz, że bym podołała jako kierowca w Kanadzie? Jeżdżę dopiero dwa
lata.
- Ale za to jak jeździsz! Masz wyczucie i dobre oko. Bez problemu byś
sobie poradziła.
- Przygoda życia - westchnęła z rozmarzeniem. - Brzmi dobrze.
- Jedna z wielu, Dani. Teraz jest tyle możliwości, że można spełniać
nawet najśmielsze plany. Nic cię tu nie trzyma, więc pakujesz się i jedziesz.
- Trochę mnie jednak trzyma. Wiesz, jeszcze nie spłaciłam całego
zadłużenia. Co prawda mało zostało, ale jest niestety.
- Tam zarobisz dużo więcej niż w Polsce.
- O ile znajdę od razu pracę i pieniądze na wyjazd.
- Pracę możesz znaleźć z Polski, tak jak ja. Przejazd i lokum na
pierwsze tygodnie opłaca mi pracodawca. Zresztą, jeśli chcesz, mogę go
zapytać, czy i dla ciebie znajdzie ofertę. Dobrze mi się z nim gada,
więc mogę poręczyć za ciebie.
- Zrobiłbyś to?
Próbowała ukryć wzruszenie, ale głos i tak jej zadrżał.
- Jasne! Po co masz się tu męczyć z tymi szowinistami. Wiesz, że ich nic
nie zmieni.
- Tam może być jeszcze gorzej.
- Nie sądzę. Zresztą, nie będziesz sama. Będę ja i Agata, więc zawsze to
raźniej.
- To nie jest głupi pomysł, Erni. Przemyślę to, poczytam i zobaczę. Może
faktycznie czas ruszyć w świat?
- Zuch dziewczyna - poklepał ją po ramieniu. - Nowy świat, nowi ludzie i nowe możliwości. Zobaczysz, będzie fajnie. No prawie, bo byłoby jeszcze
fajniej, gdybyś polubiła łowienie ryb.
- O, nie! Niedoczekanie twoje. Nie będę odmrażała sobie tyłka w zimnej
wodzie.
- Żałuj, nie wiesz, co tracisz.
- Dobra, ty już mnie tu nie czaruj, bo faktycznie jeszcze i ryby
polubię.
- Nie tracę nadziei, a teraz wracam do chłopaków. Pewnie już knują
teorie spiskowo-romansowe.
- Tyle ich - machnęła ręką.
- Pomyśl o tym, Dani. To dobra opcja.
- OK - odparła i faktycznie miała zamiar zastanowić się nad tą
propozycją. - Lecę, bo chyba mój autobus jedzie.
- Leć. Dobrego wieczoru i dzięki, że przyszłaś.
Odpowiedziała uśmiechem i czym prędzej pobiegła w stronę przystanku, co
nie było łatwe, ponieważ miała na nogach dziesięciocentymetrowe szpilki.
Uwielbiała je, a w pracy mogła nosić co najwyżej trampki. Korzystała
więc z każdej okazji, by włożyć któreś z licznej kolekcji.
Rozdział 3
Słowa Ernesta wciąż krążyły jej po głowie. Pomysł nabierał realnych
kształtów. Zaczęła szukać informacji na temat procedur. Wydawały się
dość proste do przejścia. Gdyby faktycznie udało mu się załatwić dla
niej ofertę pracy, to w ogóle cały proces uległby znacznemu skróceniu.
Z każdym dniem coraz bardziej ekscytowała się wizją wyjazdu. Przejrzała
blogi osób mieszkających w Kanadzie. Zajrzała również na fora oraz
wszelkie dostępne strony w mediach społecznościowych. Kusił ją surowy
krajobraz Jukonu. A jeszcze bardziej bliskość Alaski, którą pragnęła
zobaczyć zimą, by sprawdzić, czy faktycznie jest tam tak pięknie, jak to
pokazują i opisują.
Przed podjęciem ostatecznej decyzji postanowiła porozmawiać z dziadkami.
Rodzice ojca to jedyne osoby w rodzinie, które otaczały ją ogromną
bezinteresowną miłością. Nigdy nie krytykowały, ale zawsze wspierały.
Tacy byli - bezpretensjonalni i dobroduszni. Szczególną miłością darzyła
dziadka, który w pewnym sensie zastąpił ojca po jego wyprowadzce.
To dziadek Bonifacy nauczył ją majsterkować i zaraził miłością do
samochodów i tirów. On też opłacił jej kurs na prawo jazdy i wziął w obronę, gdy matka próbowała się temu pomysłowi przeciwstawić. Akceptował
ją taką, jaka była. Nawet okiem nie mrugnął, gdy pojawiła się w ich domu
z tatuażem zakrywającym jedną trzecią ciała. Wiedział, dlaczego go
zrobiła i co przez to chciała powiedzieć. Babcia Teofila trochę pobladła
wtedy na jej widok, ale po chwili stwierdziła, że tatuaże są piękne i Daniela wygląda w nich cudownie.
Drugiego dziadka, tego, po którym otrzymała imię, nie zdążyła poznać. Z babcią Haliną zaś nie mogła znaleźć wspólnego języka, więc rzadko się
widywały. Nie tęskniła za nią. Miała Bońka i Teosię, którzy dawali jej
tak wiele miłości, że nie odczuwała braków.
Uśmiechnęła się, wchodząc na podwórko Rysiów. Już z daleka pachniało
pączkami, które babcia smażyła prawie w każdą sobotę. Tak, pączki
autorstwa babci były tak puszyste i pyszne, że można było je jeść na
okrągło, a i tak się człowiekowi nie nudziły.
- Ależ pachnie! - zawołała wesoło, wchodząc do domu dziadków.
- Danielciu! - Teofila podbiegła do wnuczki i serdecznie ją uściskała. -
Liczyłam na to, że nas dzisiaj odwiedzisz.
- Dziwne by było, gdybym się nie zjawiła. Praktycznie każdą sobotę
spędzam z wami.
- Właśnie, właśnie - powiedział gderliwym tonem dziadek, lecz szelmowski
uśmiech zdradzał, że cieszy się na widok wnuczki. - Zamiast ze starymi
piernikami powinnaś spędzać czas z ludźmi w swoim wieku.
- Jakoś mnie nie ciągnie, dziadku.
- I to nie jest normalne, Danielo. Ja w twoim wieku szalałem w każdy
weekend.
- Ty już lepiej nie opowiadaj dziewczynie, co robiłeś w jej wieku, bo ją
zgorszysz albo sprowadzisz na złą drogę.
- Na to liczę! Czas, żeby trochę poszalała.
- Widzisz, a każdy myśli, że ja taka rozrywkowa jestem.
- E... - westchnął Bonifacy. - Ludzie zawsze byli głupie. Oceniają po
wyglądzie, ot co.
Daniela zerknęła w lustro wiszące w korytarzu. Lubiła się stroić. Krótka
sukienka, ściśle przylegająca do ciała, rozpuszczone włosy i mocny
makijaż faktycznie mogłyby wskazywać, że prowadzi rozrywkowy tryb życia.
Ją jednak nie interesowały kluby i wyrywanie facetów na imprezach.
Owszem, była w kilku związkach, ale żaden nie potrwał zbyt długo, bo
szybko okazywało się, że mężczyzn interesuje tylko jej ciało, a nie to,
jaka jest, co myśli i czuje.
Bez żalu więc kończyła kolejne relacje, a od jakiegoś czasu w ogóle
straciła ochotę na zawieranie nowych znajomości.
- Niech sobie oceniają - Teofila wzruszyła ramionami. - Nie ma co się
nimi przejmować.
- Babciu, nie chcę nic mówić, ale coś zapach się zmienił.
- Ojejku! Moje pączki!
Cała trójka pobiegła do kuchni. Rozgrzany zbyt mocno olej zaczął dymić,
więc Teofila szybko wyłączyła gaz i, założywszy rękawice kuchenne,
przesunęła garnek na bok.
- Masz ci los. Cały olej do wylania, a i poczekać trochę musicie na
pączki, bo zanim mi garnek ostygnie, to zejdzie.
- Nie szkodzi, pójdziemy dokończyć zbijać stojak na kwiaty -
zaproponowała Daniela, licząc na spokojną rozmowę z dziadkiem, w czasie
której opowie mu o swoich planach.
- Teraz to możemy zrobić ich nawet kilka - ucieszył się starszy
mężczyzna. - Kupiłem ukośnicę i przywiozłem porządne deski z tartaku.
- Idźcie, a ja to wszystko uporządkuję, pączki usmażę i wstawię obiad.
- Może ci w czymś pomóc? - rzuciła od niechcenia Daniela.
Nie lubiła gotować, ale dla babci była w stanie się poświęcić.
- Daj spokój, wiem, że od garnków i chochli wolisz wiertarki i wkrętarki. Idź z dziadkiem, on zawsze się tak cieszy, że cię zaraził
swoją pasją.
- Pewnie, że się cieszę. Udała mi się wnuczka, nie ma co. Syna nigdy nie
mogłem namówić do majsterkowania, a Danielka od małego aż piszczała z radości na widok gwoździ.
- Tylko te szpilki zdejmij i jakiś fartuch włóż, żebyś się nie
ufandoliła.
- Wiem, babciu, wiem. W garażu mam przecież ciuchy na przebranie.
- To idźcie i mnie tu więcej nie zagadujcie, bo jak tak dalej pójdzie,
to obiad będzie na kolację.
Z radością poszli do garażu, w którym unosił się zapach terpentyny,
lakierów, farb i drewna. Daniela jednak nie sięgnęła po swoje
ogrodniczki, lecz przysiadła na jednej z drewnianych skrzynek, które
służyły im za siedziska.
- O, widzę, że zapowiada się rozmowa - Bonifacy spojrzał na nią
zaintrygowany. - Stało się coś?
- Nic złego dziadku. Po prostu mam mały dylemat.
- Ty masz dylemat? Nie ma co, zaintrygowałaś mnie szalenie - odparł,
siadając na skrzynce obok. - Opowiadaj.
- Dostałam propozycję, a w sumie raczej pomysł na przyszłość. Ernest
Miotke, wiesz który, opowiadałam ci o nim.
- Wiem, ten jedyny porządny kierowca.
- Może nie jedyny, ale najbardziej w porządku z całej ekipy -
przytaknęła. - Ernest wyjeżdża do Kanady. Będzie tam pracował jako
kierowca krajowy. Rozumiesz, kilkunastodniowe trasy, dobra kasa i, co
dla niego najważniejsze, mnóstwo jezior i rzek, w których można łowić
ryby.
- Brzmi dobrze. Kanada jest piękna.
- Zamierza osiąść w Jukonie.
- O! - oczy pojaśniały mu z podekscytowania. - Gorączka złota zostawiła
tam trwałe ślady. Jestem ogromnie ciekaw, jak to wygląda na żywo. Wiesz,
chodzi mi o te wszystkie zakamarki i zaułki, a nie to, co pokazują w telewizji.
- W sumie mam okazję jechać i się przekonać.
- Tak?
- Mhm. Jest taki program dla młodych, z którego mogę skorzystać i wyjechać na rok do pracy w Kanadzie. A jak dobrze pójdzie, to Ernest
załatwi mi pracę u swojego szefa i też bym zamieszkała w Jukonie.
- Wspaniale! Jaka cudowna okazja!
Daniela popatrzyła na dziadka sceptycznie. Jego entuzjazm zdawał się
nieco zbyt duży.
- Co się tak patrzysz spod byka?
- Jakoś za bardzo się ucieszyłeś i to jest podejrzane.
- Czy przed tobą nic się nie ukryje?
- Wiesz - zaśmiała się. - Po tylu wspólnie spędzonych godzinach w warsztacie trochę cię znam, nie sądzisz?
- Za bystra niekiedy jesteś.
- Dzięki. Miło mi to słyszeć. A teraz mów mi, co naprawdę o tym myślisz.
- Właśnie to, Danielo. To naprawdę wspaniała okazja. Cieszę się, że wy,
młodzi, macie tyle różnych możliwości. Za moich czasów nie było tak
łatwo podróżować, a teraz to już wiesz, nie ten wiek, nie ta sprawność i nie ten język. Wszędzie angielskiego wymagają, a ja jedynie polski i rosyjski.
- Mówiłam ci, że jak chcesz gdzieś jechać, to chętnie się z wami wybiorę
i będę służyła za przewodnika i tłumacza.
- No i dochodzimy do sedna.
- To znaczy?
- Nie możesz czuć się uwiązana ani zobowiązana. Kochamy cię z babcią
bardzo mocno, ale nie wymagamy opieki, a nawet jeślibyśmy potrzebowali
pomocy, to są wspaniałe ośrodki dla osób starszych i jak przyjdzie czas,
to w takim zamieszkamy.
- Dziadku, nie mów tak - w jej oczach zalśniły łzy.
- Ależ kochanie - z czułością pogładził ją po głowie. - To naprawdę
wspaniałe miejsca. Nie zgodziłbym się, żebyś poświęcała swoje życie dla
nas. Każdy ma określony czas na ziemi, ma życie, które musi przeżyć sam,
po swojemu, a nie pod dyktando innych czy też z myślą o innych. Nawet
jeśli są to najlepsi dziadkowie pod słońcem - puścił do niej oko.
- Twoje nowatorskie poglądy nie zawsze mi się podobają, wiesz?
- Nie można być w życiu samolubnym i uziemiać innych. Ty musisz,
dziecko, żyć po swojemu. My z Teosią swoje przeżyliśmy, a i planów na
przyszłość mamy jeszcze sporo, więc nie oglądaj się na nas, tylko jedź.
Speszona przygryzła wargę.
- Zgadłem, co? Wahałaś się, bo nie chciałaś nas zostawić.
- Tak. Kocham was i lubię spędzać czas w waszym towarzystwie.
- W przeciwieństwie do twojej siostry, która ma nas za starych, skąpych
pryków.
- Nie dajecie się nabierać na jej łzawe historyjki o tym, jak jej
ciężko, źle i jaka jest biedna, to i nie widzi celu w odwiedzaniu was.
- Niestety, przykre to, ale straszna z niej materialistka. Przy tym
niezwykle roszczeniowa. Tylko daj i daj, bo wszystko jej się należy. A wystarczyłoby, żeby raz przyszła do nas bezinteresownie, a zyskałaby
dużo więcej niż tymi wyuczonymi lamentami.
- Magda już taka jest, nie potrafi inaczej.
- I dużo na tym traci. Ale wracając do tematu, jedź, naprawdę jedź, to
dobry pomysł. Pozwiedzasz, rozwiniesz umiejętności, zobaczysz kawałek
świata.
- Będzie mi brakowało naszych sobót.
- A od czego są telefony? Zapomniałaś, że ja mam nawet WhatsAppa?
Będziesz dzwoniła do mnie na kamerkę i mi wszystko pokazywała.
Szczególnie miejsca po gorączce złota bym chciał zobaczyć, no i oczywiście Alaskę. Ach... - westchnął z rozmarzeniem - ciekawe, czy
faktycznie tyle karibu tam sobie spaceruje po drogach.
- Jesteś niestandardowy, wiesz?
- Pewnie, w życiu trzeba być oryginalnym, powielanie innych nie ma
sensu.
- Rodzice to mi się słabo udali, ale dziadków mam fantastycznych.
- Tak, nasz syn nie przyłożył się do roli ojca. Nie chcę go
usprawiedliwiać, ale życie z twoją matką było trudne. Co oczywiście nie
zwalnia go z obowiązków rodzicielskich - dodał szybko.
- Na swój sposób się stara. Nie mam mu za złe, że odszedł.
- Ty zawsze wszystkich tłumaczysz i usprawiedliwiasz. Za dobra jesteś
dla ludzi.
- Dlatego nadrabiam wyglądem. Wizerunek wrednej suki i rzucanie mięsem
działają cuda.
- Jednak ta twoja fasada pęka, gdy tylko ktoś zaczyna płakać i lamentować. Twoje serce mięknie niczym wosk.
- Nieprawda. Zahartowałam się i ostatnio nawet odmówiłam Magdzie
pożyczki.
- Nie wierzę! Zmądrzałaś?
- Chyba tak.
- Wreszcie, wnusiu, wreszcie. Zbyt długo cię wykorzystywały i zrzucały
wszystko na twoje barki. Pamiętaj, masz żyć swoim życiem, a nie czyimś.
- Staram się. I wiesz co? Pojadę do tej Kanady.
- Zuch dziewczyna! Teraz chodźmy powiedzieć babci o dobrej nowinie.
- Myślisz, że się ucieszy?
- Pewnie, że tak. Na początku będzie się zamartwiała, rozumiesz, jak na
babcię przystało, czy ci tyłek nie zmarznie, czy pęcherza nie
przeziębisz, ale w sumie będzie ci kibicowała.
Daniela wstała i, podszedłszy do dziadka, mocno go przytuliła.
- Dziękuję.
- No, nie rozczulaj się, mała. Idziemy na pączki, bo pewnie już są
gotowe.
Dziewczyna roześmiała się i ruszyła za dziadkiem, który chcąc ukryć
wzruszenie, szybko wstał ze skrzynki i nie oglądając się za siebie,
dziarskim krokiem skierował w stronę domu.
Rozdział 4
Ernest z rodziną wyjechał, ale wstępnie załatwił jej etat u swojego
pracodawcy. Szczegóły miał ustalić na miejscu i zadzwonić do niej z konkretami. Nie zamierzała jednak czekać z założonymi rękoma. Za oknem
zrobiło się szaro i deszczowo, ale ona jaśniała radością i codziennie z niecierpliwością wyglądała końca pracy, żeby móc zająć się dalszym
przygotowywaniem do załatwienia formalności.
Miała już za sobą nawet rozmowę z szefem, któremu powiedziała o swoich
planach. Nie był zadowolony, ale cenił ją jako pracownika, więc nie
zamierzał utrudniać wyjazdu. Ustalili, że gdy tylko wszystko załatwi,
rozwiążą umowę za porozumieniem stron. Musiała jednak zrzec się
zaległego urlopu. Przystała na to i nawet nie wnikała, w jaki sposób
załatwi to formalnie. Uznała, że może zapłacić taką cenę w zamian za
zwolnienie jej z obowiązku złożenia trzymiesięcznego wypowiedzenia.
Robiła właśnie przegląd szafy, gdy rozdzwonił się telefon. Na
wyświetlaczu pojawiło się imię Ernesta, więc czym prędzej nacisnęła
zieloną słuchawkę.
- Hej, Dani. Gotowa na przygodę?
- No nie mów, że już wszystko załatwiłeś - zapytała z radością w głosie.
- Na co miałem czekać? Przyjechaliśmy, urządziliśmy się, więc przy
okazji dopełniania formalności w robocie zagadnąłem Hugh, mojego szefa,
i opowiedziałem mu o tobie.
- I co? Mocno się zdziwił?
- W sumie nie tak bardzo. Wypytał, od kiedy jeździsz, trochę go
zaskoczył twój wiek, ale ostatecznie uznał to za plus.
- Serio?
- Tak. Stwierdził, że skoro w tak młodym wieku zostałaś kierowcą, to
musisz mieć silny charakter.
- Miłe. Nawet bardzo.
- Oni tu zupełnie inaczej patrzą na ludzi. Nie obchodzą ich tak naprawdę
papiery, oprócz tego minimum, które muszą przedstawić w urzędach. Liczą
się umiejętności i chęć pracy, a ty to masz i bez wahania za ciebie
poręczyłem.
- Dziękuję, Erni.
- Ty mi podziękujesz, jak pojedziesz z Agatą na tę wycieczkę śladami Ani
- roześmiał się cicho.
- Uh, a nie możemy śladami poszukiwaczy złota?
- Nie, to nie przejdzie. Agata tak się napaliła na ten wyjazd, że już
obmyśla trasę. Chciałaby pojechać w maju, jak już będzie cieplej na
wyspie. Ewentualnie w czerwcu, bo podobno to ten miesiąc jest tam
najpiękniejszy.
- Eee, mamy dopiero wrzesień, więc może jej minie.
- Na to nie licz - odparł z rozbawieniem. - Wracając zaś do konkretów.
Hugh proponuje ci na początek transport lokalny. Jest mniej płatny niż
krajowy, który ja dostałem, ale i tak zarobisz dużo więcej niż w Polsce.
- Ernest, biorę, co daje. Rozejrzę się, rozeznam z rynkiem i zobaczę, co
dalej.
- Wiedziałem, że tak powiesz. Jak już coś weźmiesz na cel, to do tego
dążysz.
- Tak, jestem zdecydowana pojechać. Im więcej o tym myślę, czytam o Kanadzie i Alasce, tym bardziej ten pomysł mi się podoba.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki