Heraklia Płaro i Arnold Lupę (Tom 4). Heraklia Płaro i Arnold Lupę. Tajemnica latającego spodka - Max Czornyj

Kup ebooka

39.99 zł
32.49 zł (23,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

DZIEŃ 1 Trudne początki

Początki czasem są trudne. A zawsze są niepewne. Pierwszy kęs nieznanego dania, którego smaku w ogóle się nie spodziewamy, może być łagodny, lecz w drugim trafiamy na przeraźliwie ostrą papryczkę chili. Pierwsze zdania książek mogą wciągać, ale nie wiadomo, dokąd zaprowadzą. Również pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu bywa pełny domysłów. Kolejne dni to zagadka. Co się wydarzy?

Arnold Lupę stawia ogromną walizkę w holu niewielkiego hotelu. Rozgląda się po przestronnym, pustym wnętrzu. Towarzysząca mu Heraklia Płaro podchodzi do recepcji. Siedzi w niej niski, pucołowaty mężczyzna z ogromnym wąsem. Na piersi ma plakietkę, na której napisano: WŁADYSŁAW WESOŁEK, WŁAŚCICIEL.

- Dzień dobry panu - wita się Heraklia.

- Dzieńdoberek - rzuca zmęczony taszczeniem bagażu Arnold.

- Mamy zarezerwowany pokój.

Pan Wesołek zerka na nich ponuro i zmusza się do uśmiechu. Widać, że jest bardzo smutny.

- Ach tak - szepcze. - Oczywiście. Jak miło was widzieć, moi drodzy. Zapraszam.

Heraklia dostrzega, że na ścianie wiszą niemal wszystkie komplety kluczy.

- Zdaje się, że rezerwacja nie była potrzebna - zauważa.

- Niestety, odkąd w Wywczasowie otwarto Park Rozrywki i Zabaw Wodnych, Wakacjowo przeżywa kryzys. - Pan Wesołek wzdycha. - Jesteście moimi drugimi gośćmi w tym miesiącu. Tym bardziej mam nadzieję, że spodoba wam się pobyt w moim hoteliku.

- Na pewno!

Heraklia odbiera klucz do pokoju z widokiem na morze i kieruje się ku windzie.

- Chodź, Arnoldzie. Dzisiaj się wyśpimy, a od rana zwiedzamy!

- Chyba byczymy się na plaży - prostuje Lupę.

Jest już późno, podróż pociągiem z Enigmowa zajęła Heraklii i Arnoldowi prawie pięć godzin. Musieli jeszcze przejść kawał na piechotę. O wakacjach marzyli od dawna, lecz na razie sama droga potwornie ich wymęczyła. O tak, początki bywają trudne i niepewne.

Heraklia Płaro i Arnold Lupę są kuzynostwem. Rozumieją się doskonale. Dziewczynka jest potomkinią słynnego detektywa, a chłopiec praprawnukiem dżentelmena złodzieja. Oboje mają szlachetne serca i pasję do rozwiązywania zagadek.

Kiedy drzwi windy się otwierają, pojawia się w nich wysoki mężczyzna w dżinsach oraz swetrze. Obrzuca dzieci krzywym spojrzeniem, po czym wychodzi. To pewnie ów pierwszy (i jedyny poza nimi) gość hotelu.

- Sweter? W taki upał? - Arnold dziwi się, gdy z Heraklią ruszają windą na górę. - Ugotowałbym się.

- Niektórym zawsze jest zimno.

- Ale żeby aż tak?

- Mhm...

Heraklia jest zbyt zmęczona, by drążyć temat. Kiedy wchodzą do pokoju, od razu włącza klimatyzację i rozsuwa zasłony. Po rozpakowaniu bagaży wychodzi na balkon.

- Widok musi być piękny! Rano wszystko będzie wspaniale.

Rzeczywiście ciemna przestrzeń przed nimi to na pewno Bałtyk. Słychać szum morza i plusk fal obmywających plażę. Zapadła już całkowita noc. Wtem dziewczynka coś dostrzega. Rozentuzjazmowana unosi dłoń i wskazuje na horyzont.

- Patrz! - krzyczy. - Widzisz to?!

Arnold mruży oczy i z niedowierzaniem kręci głową.

- O, mamusiu! Nie wierzę własnym oczom!

Dalsza część w wersji pełnej