DZIEŃ 1 Trudne początki
Początki czasem są trudne. A zawsze są niepewne. Pierwszy kęs nieznanego dania, którego smaku w ogóle się nie spodziewamy, może być łagodny, lecz w drugim trafiamy na przeraźliwie ostrą papryczkę chili. Pierwsze zdania książek mogą wciągać, ale nie wiadomo, dokąd zaprowadzą. Również pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu bywa pełny domysłów. Kolejne dni to zagadka. Co się wydarzy?
Arnold Lupę stawia ogromną walizkę w holu niewielkiego hotelu. Rozgląda się po przestronnym, pustym wnętrzu. Towarzysząca mu Heraklia Płaro podchodzi do recepcji. Siedzi w niej niski, pucołowaty mężczyzna z ogromnym wąsem. Na piersi ma plakietkę, na której napisano: WŁADYSŁAW WESOŁEK, WŁAŚCICIEL.
- Dzień dobry panu - wita się Heraklia.
- Dzieńdoberek - rzuca zmęczony taszczeniem bagażu Arnold.
- Mamy zarezerwowany pokój.
Pan Wesołek zerka na nich ponuro i zmusza się do uśmiechu. Widać, że jest bardzo smutny.
- Ach tak - szepcze. - Oczywiście. Jak miło was widzieć, moi drodzy. Zapraszam.
Heraklia dostrzega, że na ścianie wiszą niemal wszystkie komplety kluczy.
- Zdaje się, że rezerwacja nie była potrzebna - zauważa.
- Niestety, odkąd w Wywczasowie otwarto Park Rozrywki i Zabaw Wodnych, Wakacjowo przeżywa kryzys. - Pan Wesołek wzdycha. - Jesteście moimi drugimi gośćmi w tym miesiącu. Tym bardziej mam nadzieję, że spodoba wam się pobyt w moim hoteliku.
- Na pewno!
Heraklia odbiera klucz do pokoju z widokiem na morze i kieruje się ku windzie.
- Chodź, Arnoldzie. Dzisiaj się wyśpimy, a od rana zwiedzamy!
- Chyba byczymy się na plaży - prostuje Lupę.
Jest już późno, podróż pociągiem z Enigmowa zajęła Heraklii i Arnoldowi prawie pięć godzin. Musieli jeszcze przejść kawał na piechotę. O wakacjach marzyli od dawna, lecz na razie sama droga potwornie ich wymęczyła. O tak, początki bywają trudne i niepewne.
Heraklia Płaro i Arnold Lupę są kuzynostwem. Rozumieją się doskonale. Dziewczynka jest potomkinią słynnego detektywa, a chłopiec praprawnukiem dżentelmena złodzieja. Oboje mają szlachetne serca i pasję do rozwiązywania zagadek.
Kiedy drzwi windy się otwierają, pojawia się w nich wysoki mężczyzna w dżinsach oraz swetrze. Obrzuca dzieci krzywym spojrzeniem, po czym wychodzi. To pewnie ów pierwszy (i jedyny poza nimi) gość hotelu.
- Sweter? W taki upał? - Arnold dziwi się, gdy z Heraklią ruszają windą na górę. - Ugotowałbym się.
- Niektórym zawsze jest zimno.
- Ale żeby aż tak?
- Mhm...
Heraklia jest zbyt zmęczona, by drążyć temat. Kiedy wchodzą do pokoju, od razu włącza klimatyzację i rozsuwa zasłony. Po rozpakowaniu bagaży wychodzi na balkon.
- Widok musi być piękny! Rano wszystko będzie wspaniale.
Rzeczywiście ciemna przestrzeń przed nimi to na pewno Bałtyk. Słychać szum morza i plusk fal obmywających plażę. Zapadła już całkowita noc. Wtem dziewczynka coś dostrzega. Rozentuzjazmowana unosi dłoń i wskazuje na horyzont.
- Patrz! - krzyczy. - Widzisz to?!
Arnold mruży oczy i z niedowierzaniem kręci głową.
- O, mamusiu! Nie wierzę własnym oczom!
Dalsza część w wersji pełnej