Hetyci. Wojownicy z Anatolii - Trevor Bryce

-
Proszę czekać

Mapy i ryciny

Mapy

Mapa I.1 Ana­to­lia, zdję­cie sate­li­tarne (fot. Jeff Schmaltz, zespół szyb­kiego reago­wa­nia MODIS, NASA; Cen­trum Lotów Kosmicz­nych im. Roberta H. God­darda)

Mapa 6.1 Świat Hety­tów

Mapa 6.2 Gre­cja i zachod­nia Ana­to­lia w póź­nej epoce brązu

Mapa 21.1 Hat­tusa

Ryciny

(Wszyst­kie ryciny/foto­gra­fie zostały wyko­nane przez autora, chyba że zazna­czono ina­czej).

Ryc. I.1 Współ­cze­sna hetycka gościn­ność

Ryc. I.2 Pomnik Słońca Hety­tów (fot. Umut Çomak)

Ryc. I.3 Naczy­nie z wize­run­kiem jele­nia

Ryc. 1.1 Yaz?l?kaya współ­cze­śnie

Ryc. 1.2 Zda­nie Hroznýego

Ryc. 2.1 Skry­bo­wie przy pracy (kadr z filmu doku­men­tal­nego Hetyci. Zapo­mniane impe­rium, dzięki uprzej­mo­ści Tolgi Örneka, Ekip Film)

Ryc. 6.1 Kla­syczny Milet, Port Lwów

Ryc. 7.1 Cyta­dela w Aleppo (dzięki uprzej­mo­ści Jona­thana Tubba) 80

Ryc. 10.1 Sup­pi­lu­liu­mas I (kadr z filmu Hetyci. Zapo­mniane impe­rium, dzięki uprzej­mo­ści Tolgi Örneka, Ekip Film)

Ryc. 11.1 Hetycki orzeł dwu­głowy, sym­bol wła­dzy impe­rial­nej, Alaca Höyük

Ryc. 11.2 Sup­pi­lu­liu­mas II jako wojow­nik, Hat­tusa

Ryc. 11.3 Tudha­li­jas IV, Yaz?l?kaya

Ryc. 12.1 Pie­częć Mur­si­lisa II

Ryc. 16.1 Hetyc­kie wesele(?) Z wazy (ok. 1600) odna­le­zio­nej w Bitik w pobliżu Ankary, rysu­nek Paula C. Butlera (użyty za uprzejmą zgodą) z książki S.L. Budin, J.M. Turfa, Women in Anti­qu­ity, Routledge, Lon­don, New York 2016

Ryc. 17.1 Ram­zes II, Abu Sim­bel

Ryc. 18.1 Wojow­nicy hetyccy (sta­ty­ści w fil­mie Hetyci. Zapo­mniane impe­rium, prod. Ekip Film)

Ryc. 18.2 Bóg-wojow­nik, detal gór­nej czę­ści torsu, Brama Kró­lew­ska, Hat­tusa

Ryc. 18.3 Trzy­oso­bowy rydwan hetycki, Luk­sor

Ryc. 19.1 Pudu­hepa (kadr z filmu Hetyci. Zapo­mniane impe­rium, dzięki uprzej­mo­ści Tolgi Örneka, Ekip Film)

Ryc. 21.1 Yerkap?, Hat­tusa

Ryc. 21.2 Gale­ria pała­cowa w Tyryn­sie

Ryc. 21.3 Brama z poterną pod bastio­nem Jerkap?, Hat­tusa

Ryc. 21.4 Sfinks, Alaca Höyük

Ryc. 21.5 Akro­pola, Hat­tusa

Ryc. 21.6 Świą­ty­nia Boga Burzy, Hat­tusa

Ryc. 21.7 Brama Lwów, Hat­tusa

Ryc. 21.8 Świą­ty­nie Gór­nego Mia­sta, Hat­tusa

Ryc. 21.9 Yeni­ce­kale, Hat­tusa

Ryc. 21.10 Wej­ście na akro­polę, Hat­tusa

Ryc. 21.11 Spi­chle­rze na Büyükkaya, Hat­tusa

Ryc. 21.12 Świą­ty­nia 5, Hat­tusa

Ryc. 21.13 Zre­kon­stru­owane mury obronne Hat­tusa

Ryc. 21.14 Rekon­struk­cja w toku

Ryc. 24.1 Teszub i Hepat pro­wa­dzący dwa orszaki bóstw, Yaz?l?kaya

Ryc. 24.2 Dwu­na­stu bogów, Yaz?l?kaya

Ryc. 24.3 Tudha­li­jas w obję­ciach Szar­rummy, Yaz?l?kaya

Ryc. 24.4 Bóg-miecz, Yaz?l?kaya

Ryc. 25.1 Wojow­nicy ple­mie­nia Szer­den (jedna z grup Ludów Morza), Luk­sor

Ryc. 25.2 Uga­rit

Ryc. 25.3 Maka­bryczna wizja końca świata hetyc­kiego rodem z science fic­tion

Wprowadzenie

W Anka­rze w wielu miej­scach możemy natknąć się na ślady Hety­tów. Na przy­kład zła­piemy tak­sówkę nale­żącą do kor­po­ra­cji Hit­tite Taxi Service, by poje­chać do restau­ra­cji Hit­tite. Być może uda się nam wyne­go­cjo­wać z kie­rowcą dobrą cenę za kurs do hetyc­kiej sto­licy Hat­tusa, poło­żo­nej około 160 kilo­me­trów na wschód. Tam, we wsi Bo?azkale, możemy prze­no­co­wać w pen­sjo­na­cie, nad któ­rego wej­ściem wid­nieje napis WITAMY W HAT­TUSA. Po powro­cie do Ankary nic nie stoi na prze­szko­dzie, byśmy zatrzy­mali się w hotelu LUGAL - ten sume­ryj­ski logo­gram w hetyc­kich inskryp­cjach ozna­cza króla.

Ryc. I.1 Współ­cze­sna hetycka gościn­ność
Ryc. I.2 Pomnik Słońca Hety­tów (fot. Umut Çomak)
Ryc. I.3 Naczy­nie z wize­run­kiem jele­nia

Na Bul­wa­rze Atatürka, jed­nej z arte­rii pro­wa­dzą­cych do cen­tral­nej dziel­nicy biz­ne­so­wej Ankary, zoba­czymy monu­men­talny wize­ru­nek jele­nia w towa­rzy­stwie dwóch byków; wszyst­kie trzy zwie­rzęta ujęto w tar­czo­waty łuk. Monu­ment ten jest olbrzy­mią repliką jed­nego z tzw. Sztan­da­rów z Alaca Höyük, która sym­bo­li­zuje domnie­mane związki mię­dzy Hety­tami a dzi­siej­szymi turec­kimi miesz­kań­cami regionu (choć ory­gi­nalna rzeźba jest tak naprawdę przed­he­tycka). Jeśli będziemy się uważ­nie roz­glą­dać, dostrze­żemy hetyc­kie sym­bole na dzie­siąt­kach przed­mio­tów zna­nych nam ze współ­cze­snej codzien­no­ści - od her­bat­ni­ków po auto­busy.

Nie­wąt­pli­wie warto dowie­dzieć się wię­cej o tych nie­zwy­kłych poprzed­ni­kach Tur­ków z epoki brązu. Na począ­tek nale­ża­łoby zaj­rzeć do miej­sco­wej księ­garni. Gdy ostat­nio byłem w Anka­rze, wstą­pi­łem do nie­wiel­kiej księ­garni w losowo wybra­nym pod­miej­skim cen­trum han­dlo­wym. Na pół­kach zna­la­złem całe stosy publi­ka­cji poświę­co­nych Hety­tom - i to wię­cej niż wszyst­kich egzem­pla­rzy Dana Browna i Clive'a Cus­slera razem wzię­tych. Mia­łem wtedy na sobie koszulkę: z przodu wid­niał na niej napis "Hiti­tleri" (okre­śle­nie Hety­tów w języku turec­kim), a z tyłu - dwu­na­stu uzbro­jo­nych hetyc­kich bogów. Ten ele­ment gar­de­roby zapew­nił mi nie­złą zniżkę. Po powro­cie do hotelu zja­dłem ostat­nie kosteczki racha­tłu­kum, które obsługa zosta­wiła na sto­liku w wykwint­nym szkla­nym naczy­niu ozdo­bio­nym pasem zło­żo­nym ze zło­tych hetyc­kich jeleni.

Alex Wri­ght, redak­tor z wydaw­nic­twa I.B. Tau­ris, popro­sił mnie o napi­sa­nie książki o Hety­tach. Powie­dział, że ocze­ki­wałby publi­ka­cji, która zaofe­ruje stu­den­tom i czy­tel­ni­kom spoza śro­do­wi­ska aka­de­mic­kiego coś wię­cej niż tylko pod­sta­wowe infor­ma­cje o histo­rii i cywi­li­za­cji Hety­tów. Oczy­wi­ście bez pod­sta­wo­wych histo­rycz­nych danych nie można zro­zu­mieć świata hetyc­kich wojow­ni­ków z Ana­to­lii. Alex szu­kał jed­nak cze­goś odważ­niej­szego, mniej sche­ma­tycz­nego, świe­żych per­spek­tyw, nowych spo­strze­żeń, jed­nym sło­wem szu­kał cze­goś, co skłoni czy­tel­ni­ków do myśle­nia o poru­sza­nych zagad­nie­niach w spo­sób nowy, eks­cy­tu­jący i nie­ocze­ki­wany. Ta rada towa­rzy­szyła mi pod­czas pisa­nia. Nie­kiedy pozwa­la­łem sobie na śmiel­sze hipo­tezy. Cza­sami pozwa­la­łem też sobie na zapra­sza­nie czy­tel­ni­ków do wspól­nych roz­wa­żań. Na kar­tach tej książki umiesz­czam różne pyta­nia, nad któ­rymi warto się zasta­no­wić. Czy czy­tel­nicy podejmą te wyzwa­nia? Świeże spoj­rze­nie pozwala dostrzec coś, co umyka nawet zawo­do­wym bada­czom.

Jeśli więc moja książka okaże się nie­kon­wen­cjo­nalna bądź nieco oso­bliwa - nie prze­pra­szam za ten efekt. Taki był mój zamysł. Pod­kre­ślam jed­nak, że sta­ra­łem się zacho­wać dużą ostroż­ność. Przede wszyst­kim książka ma być rze­tel­nym wpro­wa­dze­niem do histo­rii i cywi­li­za­cji Hety­tów, które obej­muje wiele aspek­tów ich życia; nie­które oma­wiam sze­rzej, inne przed­sta­wiam w nowej per­spek­ty­wie. Zawsze jed­nak pozo­staję w gra­ni­cach histo­rycz­nej wia­ry­god­no­ści i ści­słej zgod­no­ści z dowo­dami (przy­naj­mniej na obec­nym eta­pie badań).

Spójrzmy na ramy czasu i prze­strzeni. Cywi­li­za­cja hetycka obej­muje okres około pół tysiąca lat - od XVII do począt­ków XII wieku p.n.e. W nowo­cze­snej ter­mi­no­lo­gii arche­olo­gicz­nej histo­ria Hety­tów roz­po­czyna się pod koniec środ­ko­wej epoki brązu i trwa do schyłku póź­nej epoki brązu. Tabela chro­no­lo­giczna w Dodatku 2 zawiera wię­cej szcze­gó­łów. Nie­stety nie dys­po­nu­jemy listami kró­lów (takimi jak w przy­padku kilku innych sta­ro­żyt­nych cywi­li­za­cji), które pozwa­la­łyby pre­cy­zyj­nie okre­ślić dłu­gość poszcze­gól­nych pano­wań. Daty rzą­dów hetyc­kich wład­ców możemy więc usta­lać jedy­nie w przy­bli­że­niu, wią­żąc je (tam, gdzie to moż­liwe) z chro­no­lo­gią Egiptu i Babi­lo­nii. To uję­cie rów­nież nie jest wolne od kom­pli­ka­cji. Wystar­czy wspo­mnieć, że dla histo­rii Hety­tów zapro­po­no­wano trzy chro­no­lo­gie: wysoką, śred­nią i niską. W książce sto­suję chro­no­lo­gię śred­nią.

Na stro­nach tej książki czę­sto poja­wia się ter­min "Ana­to­lia" (w języku turec­kim Ana­dolu). Wywo­dzi się z grec­kiego słowa anatol? - "wschód", "wschód słońca". Odnosi się do regionu, gdzie z grec­kiej per­spek­tywy wscho­dzi słońce. Ter­min ten został po raz pierw­szy odno­to­wany w źró­dłach w X wieku naszej ery. Na­dal używa się go w odnie­sie­niu do współ­cze­snej Tur­cji, zwłasz­cza zachod­nich dwóch trze­cich jej tery­to­rium. Znaj­dziemy go rów­nież w nazwie Wyżyny Ana­to­lij­skiej. Jedną z naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­nych cech Ana­to­lii jest roz­le­gły pła­sko­wyż, który wznosi się około 1000 metrów ponad poziom morza. Rdzenne tery­to­rium Hat­tusa (czyli kró­le­stwa Hety­tów) leżało w pół­nocno-środ­ko­wej czę­ści tego pła­sko­wyżu. Od pół­nocy pła­sko­wyż ogra­ni­czają Góry Pon­tyj­skie, od połu­dnia - Tau­rus. Na wscho­dzie wyżyna prze­cho­dzi w góry Arme­nii, któ­rych masywy wyraź­nie oddzie­lają pła­sko­wyż od reszty Ana­to­lii, zaś na zacho­dzie wyżyna opada łagod­niej ku wybrze­żom Morza Egej­skiego.

Mapa I.1 Ana­to­lia (zdję­cie sate­li­tarne NASA)

Istotną rolę w opo­wie­ści o Hety­tach odgry­wać będzie rów­nież Syria, gdyż w póź­nej epoce brązu sta­no­wiła klucz do mię­dzy­na­ro­do­wej komu­ni­ka­cji na Bli­skim Wscho­dzie. Wyni­kało to z jej poło­że­nia na skrzy­żo­wa­niu róż­nych regio­nów kul­tu­ro­wych tego świata: mię­dzy Ana­to­lią na pół­noc­nym zacho­dzie, Mezo­po­ta­mią na wscho­dzie, Ara­bią na połu­dniu i Egip­tem na połu­dnio­wym zacho­dzie. Prze­bie­gały przez nią naj­waż­niej­sze szlaki komu­ni­ka­cyjne, zarówno han­dlowe, jak i mili­tarne. W kon­tek­ście epoki brązu ter­min "Syria" będzie tu ozna­czać roz­le­gły obszar mię­dzy Eufra­tem a wschod­nim wybrze­żem Morza Śród­ziem­nego (współ­cze­sne pań­stwo Syria sięga oczy­wi­ście dalej na wschód). W wielu okre­sach histo­rii Bli­skiego Wschodu - od epoki brązu po czasy współ­cze­sne - wiel­kie potęgi dążyły do opa­no­wa­nia tego regionu, czę­sto pro­wa­dząc ze sobą wojny. Jak się okaże, Syria była ści­śle zwią­zana zarówno z roz­kwi­tem, jak i z upad­kiem pań­stwa hetyc­kiego, a także z jego stop­nio­wym odkry­wa­niem na nowo w epoce nowo­żyt­nej.

Tam, gdzie to moż­liwe, powin­ni­śmy pozwo­lić Hety­tom prze­mó­wić wła­snym gło­sem, pró­bu­jąc odtwo­rzyć świat, w któ­rym żyli. Ich naj­waż­niej­sze tek­sty zapi­sane na tablicz­kach kli­no­wych są dziś sto­sun­kowo łatwo dostępne w prze­kła­dach na angiel­ski. W biblio­gra­fii i przy­pi­sach koń­co­wych wszyst­kie ozna­czam gwiazdką. Czy­tel­ni­kom pra­gną­cym zgłę­bić temat bar­dziej szcze­gó­łowo wska­zuję w przy­pi­sach lite­ra­turę oma­wia­jącą sze­rzej kwe­stie, które w tej książce jedy­nie zasy­gna­li­zo­wa­łem.

Tyle tytu­łem wstępu. Życzę poucza­ją­cej lek­tury, która sprawi praw­dziwą przy­jem­ność.

ROZDZIAŁ 1

Odkrywanie zaginionego świata

Wyobraź sobie, że wsia­dasz do wehi­kułu czasu, który prze­nosi cię w prze­szłość. Lądu­jesz 3500 lat temu w środ­ko­wej Tur­cji, w ogrom­nym mie­ście z kamie­nia i suszo­nej w słońcu cegły. Ota­cza­jące gród mury się­gają po hory­zont. Wszy­scy wpa­trują się w cie­bie z zacie­ka­wie­niem. Water! - pro­sisz, nie­pewny, gdzie się zna­la­złeś, czu­jąc już pierw­szy podmuch inten­syw­nego, suchego let­niego upału. Rozu­mieją od razu. Ktoś pędzi i wraca z miską pełną wody. Wadar - mówi i ci ją podaje.

Osobliwy świat odsłonięty

Prze­nie­śmy się teraz do roku 1834 naszej ery - a dokład­nie do 28 lipca. W miej­scu, które przed chwilą odwie­dzi­li­śmy dzięki podróży w cza­sie, stoi teraz Fran­cuz Char­les Texier. Patrzy z nie­do­wie­rza­niem i smut­kiem na ota­cza­jące go rumo­wi­sko - ostat­nie pozo­sta­ło­ści mia­sta. Bada­cze twier­dzą, że gdzieś w tej oko­licy znaj­do­wała się sta­ro­żytna galacka osada o nazwie Tavium. To z jej odna­le­zie­niem wiąże się zada­nie powie­rzone Texie­rowi przez fran­cu­skie Mini­ster­stwo Kul­tury. Pro­blem polega na tym, że Tavium pocho­dziło z okresu pano­wa­nia Rzy­mian w Azji Mniej­szej. Texier nie ma poję­cia, jakie mia­sto widzi przed sobą - ale uświa­da­mia sobie, że było ono znacz­nie star­sze i dużo więk­sze niż Tavium. Wspa­niałe budowle i potężne mury z cza­sów jego świet­no­ści dawno znik­nęły, lecz kamienne fun­da­menty i sto­jące w ich obrę­bie pozo­sta­ło­ści budyn­ków na­dal świad­czą o daw­nej potę­dze - podob­nie jak kilka wciąż zacho­wa­nych monu­men­tal­nych bram. Uwagę Texiera przy­kuwa widoczna na jed­nej z nich pła­sko­rzeźba - postać ludzka ponad­dwu­me­tro­wego wzro­stu. Hełm na gło­wie i kilt, a do tego topór i miecz. Bez wąt­pie­nia to wize­ru­nek wojow­nika. Zosta­nie on odkryty dopiero sie­dem­dzie­siąt lat po wizy­cie Texiera, ale mia­sto kryje w sobie jesz­cze wiele tajem­nic.

Texier jest jesz­cze bar­dziej zain­try­go­wany, gdy miej­scowi poka­zują mu duży osta­niec skalny w pobliżu wiel­kiego mia­sta. Nazy­wają go Yaz?l?kaya - po turecku "Zapi­sana Skała". Texier widzi tu dwie zbli­ża­jące się do sie­bie nawza­jem pro­ce­sje wyku­tych w skale postaci przy­odzia­nych w dziwne stroje. Obok nie­któ­rych z nich widać przy­po­mi­na­jące rysunki sym­bole - wytarte, lecz na­dal roz­po­zna­walne. Może to rodzaj pisma? Ich obraz­kowy cha­rak­ter przy­wo­dzi na myśl egip­skie hie­ro­glify, ale znaki te wcale nie przy­po­mi­nają egip­skich. Na skal­nych ścia­nach znaj­dują się też inne oso­bliwe wize­runki: wbity w zie­mię miecz z ludzką głową, grupa dwu­na­stu iden­tycz­nych postaci w kil­tach, stoż­ko­wa­tych czap­kach i butach z zadar­tymi czub­kami. Dzier­żące broń podobną do buła­tów syl­wetki przed­sta­wiono z pro­filu - wyglą­dają, jakby bie­gły lub szybko masze­ro­wały. Na kolej­nym relie­fie widać dwie inne posta­cie w czap­kach przy­le­ga­ją­cych do głowy i z laskami o spi­ral­nych zakoń­cze­niach. Wyż­sza postać w stoż­ko­wa­tej czapce z rogami obej­muje drugą ramie­niem; ten gest wydaje się opie­kuń­czy. Obok figur także wykuto dziwne "hie­ro­gli­ficzne" sym­bole. Texier jest zafa­scy­no­wany swo­imi odkry­ciami. Spo­rzą­dza liczne szkice, ale nie ma zie­lo­nego poję­cia, co przed­sta­wiają.

Ryc. 1.1. Yaz?l?kaya współ­cze­śnie

Rozwiązywanie zagadki

Miną dzie­się­cio­le­cia, zanim uda się roz­wią­zać zagadkę oso­bli­wego mia­sta i leżą­cej w jego pobliżu skal­nej for­ma­cji z pła­sko­rzeź­bami. Sam spo­sób, w jaki tego doko­nano, sta­nowi fascy­nu­jącą histo­rię, która składa się z kilku wąt­ków. Przyj­rzyjmy się im po kolei; zobaczmy, jak poukła­dano te puz­zle i roz­wią­zano zagadkę.

Wątek nr 1

Z Pisma Świę­tego pamię­tamy nazwę "Hetyci" (od biblij­nego Hittîm) odno­szącą się zarówno do całego ludu, jak i poje­dyn­czych osób. Nie­kiedy są też nazy­wani "synami Heta" - stąd nie­miec­kie okre­śle­nie Hethi­ter ozna­cza­jące Hety­tów. Kilku biblij­nych Hety­tów jest nam dobrze zna­nych - na przy­kład nie­szczę­sny Uriasz, któ­rego król Dawid wysłał na pewną śmierć na polu bitwy, by móc bez prze­szkód poślu­bić jego piękną żonę Bat­szebę. Więk­szość biblij­nych odnie­sień suge­ruje, że Hetyci byli jed­nym z kilku pomniej­szych ple­mion zamiesz­ku­ją­cych górzy­stą Judeę, kra­inę w środ­ko­wej Pale­sty­nie. Nie­mniej kilka frag­men­tów Sta­rego Testa­mentu wska­zuje na ist­nie­nie znacz­nie potęż­niej­szego "ludu Hety­tów". Naj­bar­dziej znany wyimek pocho­dzi z Dru­giej Księgi Kró­lew­skiej, gdzie Ara­mej­czycy mówią jeden do dru­giego: "Oto król izra­el­ski najął prze­ciwko nam kró­lów chit­tyc­kich i kró­lów egip­skich, aby ruszyli prze­ciwko nam!"1 (2 Krl 7,6). Wyda­rze­nie to, dato­wane na czasy pro­roka Eli­ze­usza (IX w. p.n.e.), nie tylko wspo­mina o kró­lach Hety­tów, ale przy­znaje im sta­tus równy fara­onom Egiptu.

Wątek nr 2

W roku 1822 fran­cu­ski uczony Jean-François Cham­pol­lion doko­nał prze­łomu: odczy­tał egip­skie hie­ro­glify i język, któ­rego zapi­sowi słu­żyły - suk­ces wią­zał się ze słyn­nym kamie­niem z Rosetty. Odkry­cie Cham­pol­liona otwo­rzyło drogę do pozna­nia tre­ści tysięcy egip­skich inskryp­cji. W nie­któ­rych z nich poja­wiają się wzmianki o kraju zwa­nym Ht (czę­sto rekon­stru­owa­nym fone­tycz­nie jako Kheta). Było to pań­stwo o dużym zna­cze­niu. Faraon Ram­zes II ogło­sił swoje zwy­cię­stwo nad Hety­tami w słyn­nej bitwie pod Kadesz nad rzeką Oron­tes w zachod­niej Syrii, a wcze­śniej­szy faraon Tot­mes III zetknął się z ich potęgą pod­czas swo­ich kam­pa­nii w pół­noc­nej Syrii.

Wątek nr 3

W latach trzy­dzie­stych XIX wieku inskryp­cja, którą wykuto w skale w trzech języ­kach: sta­ro­per­skim, babi­loń­skim i ela­mic­kim (tzw. inskryp­cja z Behi­stun w zachod­nim Ira­nie), pod­su­nęła orien­ta­li­ście Henry'emu Raw­lin­so­nowi klucz do roz­po­zna­nia naj­waż­niej­szych języ­ków sta­ro­żyt­nego Bli­skiego Wschodu, w tym póź­niej roz­szy­fro­wa­nego języka asy­ryj­skiego. Frag­menty inskryp­cji asy­ryj­skich, zwłasz­cza tych z póź­nego II i wcze­snego I tysiąc­le­cia p.n.e., zawie­rają wzmianki o kra­inie Hat­tusa, koja­rzo­nej z obsza­rami pół­noc­nej Syrii na zachód od Eufratu.

Wątek nr 4

Pół wieku póź­niej, w roku 1887, w Egip­cie, w miej­scu zwa­nym el-Amarna, gdzie nie­gdyś znaj­do­wało się sta­ro­żytne mia­sto Ache­ta­ton, odkryto skarb: 382 gli­niane tabliczki zapi­sane pismem kli­no­wym. Mia­sto to zbu­do­wano w poło­wie XIV wieku p.n.e. jako kró­lew­ską sto­licę fara­ona Ech­na­tona. Około 350 z odna­le­zio­nych tabli­czek zawiera kore­spon­den­cję mię­dzy fara­onem a jego wasa­lami i zagra­nicz­nymi wład­cami. Wiele z nich, podob­nie jak zapisy asy­ryj­skie, wspo­mina o kra­inie Hatti, a w jed­nym przy­padku także o królu hetyc­kim.

Wątek nr 5

Na początku XIX wieku eks­cen­tryczny szwaj­car­ski kupiec Johann Ludwig Bur­khardt podró­żo­wał po Bli­skim Wscho­dzie. Nosił się orien­tal­nie i poda­wał za szejka Ibra­hima. Pod­czas wizyty w syryj­skim mie­ście Hama natknął się na baza­rze na blok kamienny wmu­ro­wany w ścianę budynku. Dziwne sym­bole na kamie­niu uznał za formę pisma - przy­po­mi­nały hie­ro­glify, były jed­nak zupeł­nie inne niż egip­skie. Swoje odkry­cie opi­sał w książce Tra­vels in Syria and the Holy Lana ("Podróże po Syrii i Ziemi Świę­tej") wyda­nej w 1822 roku.

Pięć­dzie­siąt lat póź­niej na tere­nie bazaru w Hamie odna­le­ziono jesz­cze trzy podob­nie inskry­bo­wane kamie­nie, a kolejny - z iden­tycz­nymi zna­kami - wmu­ro­wany był w ścianę meczetu w Aleppo. Rok póź­niej (czyli w 1872) irlandzki misjo­narz Wil­liam Wri­ght uzy­skał pozwo­le­nie od miej­sco­wego turec­kiego paszy, by wydo­być te kamie­nie (czemu towa­rzy­szyły gwał­towne pro­te­sty miesz­kań­ców przy­pi­su­ją­cych im magiczne wła­ści­wo­ści uzdra­wia­jące) i wysłać je do szcze­gó­ło­wego zba­da­nia do Kon­stan­ty­no­pola. Wkrótce stało się jasne, że wid­nie­jące na nich znaki są podobne do tych, które Texier widział w Yaz?l?kaya, i że sta­no­wią część tego samego sta­ro­żyt­nego pisma. Podobne znaki zaczęto odkry­wać w innych miej­scach - nie tylko w Syrii, ale i w Ana­to­lii, nie­mal aż po jej egej­skie wybrzeże.

Trafny wniosek - chybione uzasadnienie

Zbierzmy wszyst­kie te wątki w całość. W prze­ło­mo­wym wykła­dzie wygło­szo­nym w Lon­dy­nie w roku 1880 dla człon­ków Towa­rzy­stwa Arche­olo­gii Biblij­nej (Society for Bibli­cal Archa­eology) duchowny i uczony, ks. Archi­bald Henry Sayce, przed­sta­wił śmiałą i - jak się wów­czas wyda­wało - zupeł­nie nową tezę: Hetyci z Biblii byli ludem ogrom­nego impe­rium, które roz­cią­gało się na całą Ana­to­lię i znaczną część Syrii. Wnio­sek ten Sayce oparł głów­nie na sze­ro­kim zasięgu wystę­po­wa­nia "pisma hie­ro­gli­ficz­nego" w tych regio­nach. Uznał, że był to zapis języka samych Hety­tów - choć nikt wów­czas nie miał poję­cia, co owe inskryp­cje ozna­czają. (W rze­czy­wi­sto­ści Wil­liam Wri­ght przed­sta­wił podobny wnio­sek dwa lata wcze­śniej w mało zna­nym arty­kule, ale to Sayce spił śmie­tankę).

Wykład Sayce'a można uznać za począ­tek odkry­wa­nia utra­co­nego świata. Jak jed­nak mogło dojść do tego, że ów świat zagi­nął w pamięci ludzi, skoro - jak słusz­nie twier­dził Sayce - impe­rium hetyc­kie było tak roz­le­głe? Dla­czego wiel­kie mocar­stwa sta­ro­żyt­no­ści, takie jak Egipt, Asy­ria czy Babi­lo­nia, prze­trwały w świa­do­mo­ści potom­nych, a Hetyci znik­nęli? Do tego pyta­nia jesz­cze wró­cimy. Teraz jed­nak warto sko­ry­go­wać kilka błę­dów w rozu­mo­wa­niu Sayce'a:

a. Hetyci ni­gdy nie nazy­wali samych sie­bie Hety­tami;

b. "pismo hie­ro­gli­ficzne" nie było zapi­sem języka hetyc­kiego;

c. ośro­dek admi­ni­stra­cyjny impe­rium nie znaj­do­wał się w Syrii (choć wska­zy­wano na Kar­ke­misz nad Eufra­tem), lecz w pół­nocno-środ­ko­wej Ana­to­lii;

d. impe­rium hetyc­kie nie pocho­dziło z epoki żelaza (od końca II tysiąc­le­cia p.n.e.), lecz z wcze­śniej­szej epoki brązu, a kon­kret­nie z jej póź­nego okresu (od XVII do XII wieku p.n.e.).

Jak więc Sayce mógł mieć jed­no­cze­śnie tak dużo racji, a zara­zem tak bar­dzo się mylić?

Odczytanie języka hetyckiego

Aby odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, musimy prze­nieść się do początku XX wieku. W 1906 roku nie­miecki asy­rio­log Hugo Winc­kler (czło­wiek, który - jak wynika z ówcze­snych rela­cji - miał dość trudny cha­rak­ter) wraz ze swoim turec­kim współ­pra­cow­ni­kiem The­odore'em Makri­dim roz­po­czął pierw­sze zakro­jone na sze­roką skalę wyko­pa­li­ska w mie­ście, które sie­dem­dzie­siąt lat wcze­śniej tak bar­dzo zain­try­go­wało Char­lesa Texiera. Warto jed­nak wspo­mnieć, że pierw­sze ofi­cjalne bada­nia arche­olo­giczne tego sta­no­wi­ska prze­pro­wa­dzono już w latach 1893-1894, pod kie­row­nic­twem Erne­sta Chan­tre'a. Ówcze­sna nazwa tego miej­sca brzmiała Bo?azköy (obec­nie Bo?azkale). Już od początku wyko­pa­lisk zaczęto odkry­wać bez­lik gli­nia­nych tabli­czek kli­no­wych. Nie ule­gało wąt­pli­wo­ści, że sta­no­wi­sko nale­żało do wiel­kiego impe­rium hetyc­kiego, co suge­ro­wały już bada­nia Chan­tre'a sprzed dzie­się­ciu lat. Winc­kler był w sta­nie odczy­tać część inskryp­cji, gdyż napi­sano je po aka­dyj­sku - czyli w języku, który (w swo­ich dwóch głów­nych odmia­nach: asy­ryj­skiej i babi­loń­skiej) w sta­ro­żyt­no­ści słu­żył jako mię­dzy­na­ro­dowa lin­gua franca i który był znany dekady wcze­śniej. Tym­cza­sem więk­szość tabli­czek była zapi­sana w nie­zna­nym języku. Musiał to być język samych Hety­tów.

Część tek­stów udało się szybko odczy­tać - już w pierw­szym roku wyko­pa­lisk stało się jasne, że sta­ro­żytna nazwa tego miej­sca brzmiała Hat­tusa. Nie mogło być żad­nych wąt­pli­wo­ści - Hat­tusa było jed­nym z naj­waż­niej­szych miast hetyc­kiego świata. Wkrótce jed­nak miało się oka­zać, że było czymś znacz­nie wię­cej. Prze­glą­da­jąc codzienny tablicz­kowy "uro­bek", Winc­kler natra­fił na egzem­plarz, który wzbu­dził jego ogromne emo­cje. Była to kopia aka­dyj­skiej wer­sji trak­tatu poko­jo­wego zawar­tego mię­dzy jed­nym z naj­słyn­niej­szych fara­onów - Ram­ze­sem II, zwa­nym rów­nież Ram­ze­sem Wiel­kim - a Wiel­kim Kró­lem Hat­tusa, Hat­tu­si­li­sem III. Gdzie, jeśli nie w kró­lew­skiej sto­licy Hety­tów, można by zna­leźć taki doku­ment? Nie było wąt­pli­wo­ści: wyko­pa­liska Winc­klera pozwo­liły odkryć samo cen­trum hetyc­kiego impe­rium! (Dla ści­sło­ści należy dodać, że rze­czy­wi­ste zasługi wią­zane z iden­ty­fi­ka­cją tego sta­no­wi­ska jako sto­licy impe­rium hetyc­kiego przy­pa­dają Geo­r­ges'owi Per­ro­towi - orien­ta­li­ście, który dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej w arty­kule nauko­wym dowiódł, że to wła­śnie Bo?azköy, a nie Kar­ke­misz, było sto­licą Hety­tów. Dopiero wyko­pa­liska Winc­klera dostar­czyły nie­pod­wa­żal­nych dowo­dów potwier­dza­ją­cych tę hipo­tezę).

Ana­liza tabli­czek aka­dyj­skich dostar­czyła wielu cen­nych infor­ma­cji o mie­ście i pod­le­głym mu impe­rium, ale dostępna treść wciąż była ogra­ni­czona - i tak zostało, dopóki nie udało się odczy­tać uży­tego w więk­szo­ści tek­stów języka (z pew­no­ścią samych Hety­tów). Pracę tę wyko­nał w cza­sie pierw­szej wojny świa­to­wej cze­ski uczony Bedřich Hrozný, który wła­śnie z uwagi na to zada­nie został zwol­niony ze służby woj­sko­wej. Wcze­śniej­sze próby podej­mo­wane przez innych bada­czy koń­czyły się nie­po­wo­dze­niem. Małe to pocie­sze­nie, ale zapis tego języka można było odczy­tać fone­tycz­nie, zna­ków kli­no­wych powszech­nie uży­wano na sta­ro­żyt­nym Bli­skim Wscho­dzie. Wyna­le­zie­nie pisma kli­no­wego przy­pi­suje się ludowi Sume­rów, żyją­cemu w epoce wcze­snego brązu (III tysiąc­le­cie p.n.e.) w Mezo­po­ta­mii. Sume­ro­wie zapi­sy­wali swój język zna­kami wci­ska­nymi trój­kąt­nymi koń­ców­kami trzcin, ści­na­nych z brze­gów Tygrysu i Eufratu, w miękką glinę. Współ­cze­śni uczeni nazwali ten sys­tem pismem kli­no­wym (od łac. cuneus - "klin"), ponie­waż powstałe znaki miały wła­śnie taki kli­no­waty kształt. Ich pismo prze­jęło wiele cywi­li­za­cji, rów­nież Hetyci, toteż przez następne trzy tysiąc­le­cia domi­no­wało w świe­cie Bli­skiego Wschodu.

Ozna­czało to, że tabliczki z Hat­tusa można było dosłow­nie "czy­tać", czyli odtwa­rzać ich brzmie­nie, nawet jeśli sam język pozo­sta­wał nie­zro­zu­miały. Wtedy nastą­pił prze­łom. Hrozný prze­glą­dał tek­sty i tra­fił na zda­nie, które po trans­li­te­ra­cji w alfa­be­cie łaciń­skim brzmiało nastę­pu­jąco: nu NINDA-an ?zzatteni w?tar-ma ekut­teni. Znak NINDA był sume­ryj­skim logo­gra­mem, czyli zna­kiem wyra­zo­wym przed­sta­wia­ją­cym całe słowo, który prze­jęły inne sys­temy pisma kli­no­wego, zapi­su­jące różne języki. NINDA zna­czyło "chleb", więc zda­nie doty­czyło praw­do­po­dob­nie poży­wie­nia. Cza­sow­nik ?zza-(tteni) przy­po­mi­nał Hroznýemu łaciń­skie edo i nie­miec­kie essen; pod­czas gdy oba zna­czą "jeść". Z kolei eku-(tteni) przy­wo­dziło na myśl łaciń­skie aqua, co suge­ro­wało, że cho­dzi o wodę. Naj­bar­dziej ude­rza­jące było słowo w?tar(-ma), podobne do nie­miec­kiego Was­ser i angiel­skiego water. Hrozný uznał więc, że ?zzatteni i ekut­teni to cza­sow­niki w dru­giej oso­bie liczby mno­giej, które zna­czą "jecie" ("będzie­cie jeść") i "pije­cie" ("będzie­cie pić"). Odczy­tał więc całe zda­nie: "Będzie­cie jeść chleb i pić wodę".

Ryc. 1.2 Zda­nie Hroznýego

Naj­waż­niej­sze zna­cze­nie tego odkry­cia kryło się we wnio­sku, jaki Hrozný z niego wycią­gnął: język hetycki nale­żał do wiel­kiej rodziny języ­ków zwa­nych indo­eu­ro­pej­skimi. Do tej rodziny zali­cza się wiele języ­ków sta­ro­żyt­nych i współ­cze­snych, m.in. san­skryt, greka, łacina, angiel­ski, nie­miecki i języki romań­skie. Hetycki oka­zał się naj­star­szym zna­nym języ­kiem indo­eu­ro­pej­skim utrwa­lo­nym na piśmie. Zda­nie roz­szy­fro­wane przez Hroznýego stało się klu­czem do odczy­ta­nia i zro­zu­mie­nia tysięcy tabli­czek i ich frag­men­tów, odkry­tych przez nie­mieckich arche­olo­gów w sto­licy Hety­tów.

Nie można jed­nak pomi­nąć innego uczo­nego, który już pięt­na­ście lat wcze­śniej roz­po­znał ten język jako indo­eu­ro­pej­ski. Wśród tabli­czek zna­le­zio­nych w Amar­nie znaj­do­wały się bowiem dwa frag­menty kore­spon­den­cji mię­dzy fara­onem i kró­lem kraju Arzawa w zachod­niej Ana­to­lii. W prze­ci­wień­stwie do więk­szo­ści tzw. listów z Amarny napi­sano je nie po aka­dyj­sku, lecz w nie­zna­nym wów­czas języku. W 1902 roku nor­we­ski języ­ko­znawca J?rgen Ale­xan­der Knudt­zon, choć nie potra­fił prze­tłu­ma­czyć listów, stwier­dził, że napi­sano je w języku indo­eu­ro­pej­skim. Nie wie­dział oczy­wi­ście, że był to język Hety­tów, bo w tam­tym cza­sie Hetyci dopiero zaczy­nali się budzić z trzech tysięcy lat nie­mal cał­ko­wi­tego zapo­mnie­nia. Nie­stety Knudt­zon nie zdo­był się na odwagę, by bro­nić swo­jej tezy. Uległ furiac­kiej kry­tyce współ­cze­snych mu uczo­nych, któ­rzy uznali jego pogląd za nie­do­rzeczny. Wszak wszyst­kie znane wów­czas języki Bli­skiego Wschodu nale­żały do rodziny semic­kiej - jak aka­dyj­ski, a póź­niej ara­mej­ski, hebraj­ski i arab­ski. Uwa­żano więc za absur­dalne przy­pusz­cze­nie, że język spo­krew­niony z łaciną, greką, angiel­skim czy fran­cu­skim mógł powstać na tych tere­nach, a przy tym tak wcze­śnie w dzie­jach. Knudt­zon ustą­pił pod pre­sją i porzu­cił swoją hipo­tezę. W rezul­ta­cie Hrozný musiał zaczy­nać wszystko od nowa.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Wszyst­kie cytaty z Pisma Świę­tego pocho­dzą z Biblii Tysiąc­le­cia, wyd. V, Pal­lot­ti­num, Poznań 2009 (przyp. red.). [wróć]