Hiena z Kaprovicz #2. Nie latamy - Ewelina Maria Mantycka

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Copyright ? by Ewelina Maria Mantycka, 2023 Copyright ? Wydawnictwo WasPos, 2024 All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Aneta Krajewska

Projekt okładki: Adam Buzek

Zdjęcie na okładce: ? by @ai.tinybutterfly, autor: Sylwia Frączek

Wektor przy nagłówkach: ? by Fox One/Shutterstock

Wektor wróżek: ? by InsideOutDesign/Shutterstock

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I - elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w internecie

ISBN 978-83-8290-526-7

Wydawnictwo WasPos Wydawca: Agnieszka Przyłucka Warszawa [email protected] www.waspos.pl

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 1

Nie latamy!

Wszystko zaczęło się od źle zinterpretowanego ogłoszenia o pracę, które Kornelia Azatka przeczytała w portalu internetowym. Tak trafiła do miasta Kaprovicze w górach Karpatach na końcu świata. Do tego w mieście mieszkały elfy, a ona objęła etat zarządcy Nekropola i zamiast opiekować się działkami oraz pieniędzmi wpływowych ludzi, została opiekunką elfiego cmentarza.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby elfy były słodkie i magiczne. Niestety, ich klasowość i uprzedzenia sprowadziły na nią tylko kłopoty.

Od miesięcy uczyła się z nimi współżyć, ale bycie miłą i odpowiedzialną nie zawsze jej wychodziło. Porwał ją elf szlachecki z rodu Zurów, Victor Zura, podczas gdy jego bliźniak, Vincent, był jej najlepszym przyjacielem.

Był jeszcze Mistrz Silva... Trzeba o nim wspomnieć, aby podsumować, w jaki sposób Nell wychodziła ze wszystkich kłopotów obronną ręką. Fakt, nałożono na nią zaklęcie ochronne z Urzędu Miasta oraz z Nekropola, ale to przełożony Wydziału Publicznego Kaprovicze, Silva, był tym, który od pierwszego dnia, gdy Nell przybyła do Urzędu Miasta i pomyliła korytarze, czuwał nad jej bezpieczeństwem. Potężny elf wzbudził jej zainteresowanie.

Jak na elfa był seksowny.

Jak na elfa wiedział, jak rozbudzić kobiece pragnienia.

Jak na elfa był zbyt... elficki z jego szóstym zmysłem i odczytywaniem cudzych myśli. To przerażające. Elf był już zajęty przez piękną elfkę Giltę i sprawiał, że serce Nell biło niespokojnie.

A pocałunek z efektem cukierków wiśniowych i fajerwerki w Dniu Kobiet?

To długa opowieść...

Podsumowując...

Nell Azatka, hiena cmentarna, właśnie stanęła przed nowym problemem, który miał totalnie odmienić jej życie. Tego dnia jedna z jej najlepszych przyjaciółek, elfka szlachecka, Iwra Lasocka, córka Mai, właścicielki miejscowej kwiaciarni, szła na randkę. I to nie z byle kim, bo z niedawno obudzonym Aleksandrem Maurodem, znanym elfem w miasteczku, postacią historyczną z wielkim rodowodem.

Nell jako swatka z własnym biznesem uległa namowom przyjaciółki, aby tę randkę zorganizować. Dzięki Ninie, mamie Aleksandra, wszystko udało się szybko załatwić.

I tak teraz Nell stała na ścieżce prowadzącej do Jeziora Rusałek od strony Nekropola i słyszała wściekły męski ryk ponad lasem. Zdawało jej się, jakby kilka minut temu zostawiła przyjaciółkę i Aleksandra pogrążonych w słodkiej konwersacji przy blasku księżyca.

Nell, zawróciwszy, pobiegła w kierunku, z którego dochodził niepokojący dźwięk.

Zamarła na skraju lasu, dostrzegając Iwrę z tymi cudownie powiewającymi na wietrze różowo-białymi kosmykami sięgającymi do pasa. W liliowej sukience i japonkach z kryształkami wyglądała jak wściekła walkiria, w dodatku wiatr targał jej szal i włosy. W dłoni ściskała srebrny sztylet z błyszczącym w świetle księżyca zakrwawionym ostrzem.

Obok niej stała wysoka postać Mauroda trzymającego się za policzek. Spomiędzy jego palców ściekała krew.

Było to tak zdumiewające, że Nell zamarła przerażona, zapominając oddychać.

- Ukarzę cię! - krzyczała jej słodka przyjaciółka. - Ty draniu! Ukarzę, słyszysz?!

- Iwra! - wrzasnęła Nell, biegnąc do niej. - Iwra?!

Dziewczyna jednak rzuciła się na Mauroda, okładała go pięściami po plecach; nie bronił się, ale też nie pozwalał trafić znów sztyletem w swoje ciało.

- Przestań - powiedział ostro.

- Ty tchórzu!

- Uspokój się.

Iwra podskakiwała, rzucając się na niego, ale on znikał, unikając ciosów.

Po chwili Iwra upadła na piach, gdy Maurod, obróciwszy się zamigał paręnaście kroków od niej. Iwra szybko powstała z ziemi, szukając przeciwnika.

Dzierżyła w dłoni nóż, jego ostrze lśniło złowrogo w blasku księżyca.

Jej piękną twarz wykrzywiała nienawiść.

- Pożałujesz, że się obudziłeś! Nikczemniku...

Gdy Nell dobiegła do Iwry, dziewczyna cała się trzęsła. Łzy płynęły jej po policzkach ciemnymi smugami razem z rozmazanym tuszem. Była wściekła, zaciskając zęby, które aż zgrzytały. Jej ramiona napinały się, gdy Nell za nie złapała, starając się nią potrząsnąć. Przyjaciółka wpatrywała się w Mauroda oczami płonącymi czernią.

- Zaatakował cię? - pytała napiętym głosem Nell. - Iwra, co ci zrobił? Napastował?

- Nie.

- Jak to?

- Nic, ale i tak go zabiję.

Obejrzała się, ale w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu stał Maurod, pozostała resztka mgły i ślady butów na piasku. Znikł. Iwra zanosiła się coraz większym szlochem, przyciskając do siebie nóż z rzeźbioną rękojeścią, na ostrzu widniały ślady krwi.

- Proszę cię... - wyszeptała drżąco Nell. - Co się stało? Iwra, odpowiedz, do cholery!

Dziewczyna jednak była w szoku, bo bezwiedne kiwała głową, zatykając uszy.

- Iwra, wzywam kogoś z Bezpieczeństwa. I to natychmiast.

Jeśli Maurod na nią doniesie, będzie mogła mieć kłopoty, raniła prastarego elfa szlacheckiego. To było srogo karane.

Nell ostrożnie odgarnęła z jej twarzy plątaninę włosów, czując wilgoć na policzkach.

- Spokojnie - poprosiła, stosując technikę elfów, ale jej głos nie miał takiej władzy. - Uspokój się. Nabierz powietrza w płuca. Dlaczego go raniłaś nożem, Iwra?

- On... - wychrypiała. - To on ją skrzywdził.

- Kogo?

- Mamę.

Nell potrząsnęła głową, nie rozumiejąc.

- Twoją mamę?

Iwra przytaknęła, a z oczu znów trysnęły łzy.

- Zaraz... Spotykał się z twoją mamą?

Znów przytaknęła. Kolejne pytanie nasunęło się już samo.

- Maurod jest twoim ojcem?

Chyba dopiero, gdy Nell to powiedziała, informacja dotarła do świadomości Iwry, bo błękitne tęczówki wyglądały na przerażone, gdy zerknęła na sztylet. Odrzuciła go na piasek, jakby był jadowitym wężem. Ramiona, które Nell trzymała, jakby zwiotczały, a potem po prostu Iwra zamieniła się w mgłę. I znikła. W dłoniach Nell było tylko powietrze, zaczęła wykrzykiwać jej imię, ale odpowiedziała jej cisza. Może nie całkiem cisza, gdzieś śmiały się elfy.

Co ona najlepszego zrobiła?

Umówiła Iwrę z własnym ojcem!

Zdenerwowana, nie wiedząc, co zrobić, podniosła sztylet koniuszkami palców. Był brudny. We krwi i błocie. Na szczęście zabrała ze sobą torebkę. Wyjęła komórkę i wybrała jedyny numer, którego wybranie w tej chwili wydawało jej się słuszne. Do Wydziału Bezpieczeństwa, do samej dyrekcji.

Rozejrzała się, zawracając do lasu w kierunku Nekropola.

Silva odebrał po drugim sygnale.

- Co się stało, Nell?

Och... Oczywiście, że żadne miłe powitanie ją nie czekało.

- Powiedz, że jesteś na Nekropolu.

- Jestem.

- Co za ulga! - krzyknęła drżącym głosem. - Iwra zniknęła... Uciekła. Chyba zraniła Mauroda.

- Maurod nie jest dzieckiem, aby go zranić - mówił sucho.

- Jego sztyletem, który trzymam w dłoni - rzuciła zirytowana. - I krew na ostrzu niewątpliwe jest jego.

Cisza. Chwilowa.

- Gdzie jesteś? - padło szybkie pytanie.

- Idę w stronę Nekropola z Jeziora Rusałek.

- Zaraz tam będę.

- I Silva... Proszę, sprawdź, czy Maurod wrócił.

Otarła łzy, które toczyły się jej po policzku.

- Sprawdzę.

Biegła, na ile pozwoliły jej niewygodne buty. Niemal zderzyła się z Silvą u wylotu ścieżki z lasu; przez chwilę oślepiona mgłą, zdała sobie sprawę, że to właśnie on. Uformował się taki jak zwykle. Może tylko ta biała bluza i dżinsy ją trochę zaskoczyły, był to ubiór odległy od codziennego stroju elfa bojowego, ale w natłoku myśli mogła tylko patrzeć w jego twarz.

Był urodziwym elfem z mrocznych. Miał białą skórę, smukłą sylwetkę, szerokie ramiona ukryte pod bluzą, pociągłą twarz, mały nos i wąskie usta. Idealne. Zmysłowe. Niedawno ją całowały. I te przerażająco niebieskie oczy schowane za długą czarną grzywą miękko opadającą na kaptur. Spoglądał na nią zawsze tak, jakby odczytywał jej duszę. Zmuszał ją tym spojrzeniem, aby się w niego wpatrywała.

Złapała go za przedramiona, gdy wyciągnął do niej dłonie.

Nell z trudem wypuściła powietrze z płuc, lecz łzy ciągle napływały jej do oczu.

- Nie wiedziałam - wysapała. - Naprawdę... Nie wiedziałam. Nigdy bym ich ze sobą nie umówiła.

Jego oczy unieruchomiły ją łagodnie, zmuszając do skupienia myśli.

- Spokojnie, Nell, od początku - poprosił.

- Maurod to ojciec Iwry. Chyba...

Elf westchnął.

- Nie wiedziałem.

- Ja też. Niby skąd? I ona się uparła, aby ich umówić. Nie chciałam. - Patrzyła na niego błagalnie. - Ale chciałam, aby była szczęśliwa. Słyszałam tylko, jak mówi, że zna jej matkę, a potem sobie poszłam. Usłyszałam ryk i zawróciłam. Iwra cięła go sztyletem po twarzy, wykrzykując, że go nienawidzi i zabije. Była w szoku.

Głos uwiązł jej w gardle na wspomnienie tego, co zobaczyła. Starała się powstrzymać łzy, ale one nie chciały przestać płynąć.

- Pokaż mi sztylet - poprosił, puszczając ją.

Zapomniała, że nadal ma go w dłoni. Podała go Silvie, który badawczo mu się przyglądał.

- Należy do Mauroda - zapewnił. - Nosi go zawsze przy sobie. Drasnęła go dość lekko, krew jest tylko na ostrzu.

- Naprawdę? - zapytała z nadzieją.

- Na pewno zostanie blizna, ale widocznie sam był w szoku, że dał jej się zaskoczyć - powiedział spokojnie.

- Wrócił na Nekropole?

Silva pokręcił głową.

- Nie.

Westchnęła. Obawiała się najgorszego.

- Muszę znaleźć Iwrę.

Bez słowa przytaknął. Złapał ją za rękę i pociągnął, prowadząc na Nekropole. Próbowała za nim nadążyć, ale Silva stawiał długie kroki.

- Azal - mówił i uzmysłowiła sobie, że ma przy uchu małą czarną słuchawkę. - Azal, tu Silva. Znajdź dla mnie sygnały Iwry Lasockiej i Aleksandra Mauroda. Tak, konkretne położenie. Czekam.

- Sygnał? - zapytała.

- Telefony w Kaproviczach mają system GPS.

- Aha.

Na oświetlonym parkingu zaprowadził ją prosto do swojego audi i otworzył drzwi od strony kierowcy.

- Wsiadaj.

W środku pachniało lasem. Nell ścisnęła torebkę dłońmi. Gula w gardle rosła i zaczęła boleć. Znów zbierało jej się na płacz, gdy Silva rozmawiał z kimś przez telefon, potwierdzając jakieś adresy. W umyśle widziała Iwrę. Radosną i podenerwowaną, kiedy czekała na spotkanie z Maurodem, oraz jej uśmiech, kiedy go zobaczyła. I potem, kiedy szlochała. Nell poczuła się winna; gdyby odmówiła, gdyby nie zaaranżowała tego spotkania, Iwra by nie cierpiała. Odniosła wrażenie, że nawet elfy miały swoje tajemnice. I ona je naruszyła. Nie powinna była.

Silva poruszył się. Ujrzała przed sobą chusteczkę do nosa. Higieniczną chusteczkę do nosa w jego palcach, gdy elf skręcał w kolejny zaułek.

- Proszę.

Roześmiałaby się, gdyby nie ta gula w gardle. Wzięła chusteczkę i wydmuchała nieelegancko nos, kiedy zaparkowali na tyłach osiedla na Ogrodowej, zachowanego w podobnym stylu do tego, na którym mieszkała. Domy z czerwonej cegły i drewna, drewniane balkony, i parking dla mieszkańców. Silnik audi wyłączył się, gdy Silva wysiadł, i ona to zrobiła.

Silva patrzył wysoko w górę. Na dach jednego z budynków.

- Iwra ma tam oranżerię.

- Co? Oranżerię?

Przytaknął.

- Jest tam. Zaprowadzę cię do niej i poszukam Mauroda, jest u matki Iwry. Dasz sobie radę, zanim wrócę?

Przygryzła wargę i przytaknęła. Ujrzała, jak podchodzi do niej. Zrobił tylko kilka kroków i dostrzegła jego brązowe oczy oraz grzywę ciemnych włosów. Objął ją w pasie ostrożnie.

- Zamknij oczy, Nell - poprosił.

- Co?

- Zabiorę cię na górę.

- Schody - wymruczała.

Nagle zaczęła spowijać ich mgła, jakby ktoś owijał ich folią, bardzo cienką. W jego spojrzeniu zamigało rozbawianie.

- Och... Okay. Ale ostrzegam, mam lęk wysokości.

- Dlatego zamknij oczy.

Przytaknęła i schowała głowę na jego ramieniu, to było całkiem przyjemne uczucie, gdy był tak blisko. Wdychała jego zapach, kiedy poczuła tylko powiew wiatru na plecach, i po kilku sekundach jej nogi oderwały się od stabilnego podłoża. Jej żołądek zaprotestował, a w środku zaczęło pojawiać się pierwsze uderzenie gorąca. Nell panikowała.