Rozdział 2
Użalanie i kochanie
- I on... wymusił na mnie obietnicę, że ja... tego nie odwołam, czaicie? Ależ byłam głupia... Wiedział, co się święci, a ja dałam się nabrać - żaliła się, gdy siedzieli w ulubionym elfickim barze Jednorożec.
Pili wino z kryształowych kieliszków, a butelek na stole tylko przybywało.
Liv, Iwra i Vin. Cudowny anielski Vin z tą swoją twarzyczką najpiękniejszego dziedzica z rodu Zurów, syn samego księcia Marcusa Zury i elfki górskiej. Wybuchowa mieszanka o kryształowobłękitnych tęczówkach i blond włosach do ramion. Biała marynarka ze złotymi guzikami - rodowy strój obowiązujący w książęcej rodzinie. Miał uśmiech faceta, który nie zachęcał, by go zaczepić. Zwłaszcza jeśli ktoś znał jego ojca Markusa Zurę. Nell miała okazję przekonać się, że ojczulek i braciszek, Viktor, mają hopla na punkcie rodzinnych priorytetów. Ale Vin był też tym, który ją rozumiał jak nikt. I do tego był jej elfem obronnym. Opiekunem. Gdy ona będzie już dość zamroczona winem, Vin pójdzie zamknąć Nekropole i odeskortuje ją do sypialni. Urocze. Pustej sypialni.
Podparła głowę na ręce.
- Podły... elficki...
I znów zabrakło jej określeń. Czknęła.
- To ja tyle przez niego wycierpiałam - wyrzuciła po raz setny, wymachując bezwiednie dłonią. - Złamał mi serce. Całuje, a potem... Bach! Witaj, Mistrzu Silvo. Co ja teraz zrobię?
Spojrzała na swoich towarzyszy niedoli. Iwra piła powoli, marszcząc te swoje książęce brwi, i wzruszyła ramionami. Vin bawił się telefonem, obracając go w dłoniach, był zamyślony. Na szczęście kochana Liv jej współczuła, bo dotknęła jej ręki i poklepała ją lekko w geście otuchy.
- Nie martw się, Nell, na pewno wszystko się ułoży.
- No, dzięki.
- Co on powiedział? - zapytał spokojnie Vin.
Trzeźwy Vin, warto dodać, ponieważ z nimi nie pił. Wolała jednak, aby dotrzymywał im kroku, gdy się rozczulała i wyżalała. Dobra, ktoś musiał być przytomny, jak ich wywalą z Jednorożca za zakłócanie spokoju. I wtedy straże z Wydziału Bezpieczeństwa powiadomią swojego przełożonego. Ponadto w razie, gdyby coś się działo, a zarządca Nekropola był niedysponowany, Vin był na posterunku.
- Co powiedział?! - Nell zmarszczyła brwi, próbując to sobie przypomnieć. - Jak to Silva. Mistrz Silva. Że to nie wpływa na to, co jest między nami. Co jest? No właśnie nic.
- Może przez ten miesiąc powstrzymajcie się od randek? Jeśli ci to tak przeszkadza, Nell.
Posłała Iwrze mrożące krew w żyłach spojrzenie.
- Nie żartuj - parsknął Vin, wskazując na nią głową. - Jest napalona.
To była prawda. Była napalona, i to bardzo. Chciała Silvy w każdym aspekcie swojego życia - jako kochanka, przyjaciela, opiekuna. Tylko nie jako nauczyciela. To jej nie pociągało. Nie miała raczej takich fantazji. Przynajmniej nie teraz, gdy w jej życiu nastał czas posuchy.
Westchnęła już chyba po raz trzydziesty.
- Jestem pijana, co?
- Cóż, trochę - pocieszyła ją Liv.
- Pijana, niekochana, zdradzona.
- Skończ tę śmieszną wyliczankę. - Vin był bezlitosny, zabierając jej kieliszek z dłoni. - Dlaczego po prostu nie przyjęłaś jego przeprosin? I nie cieszysz się, że w końcu Silva zgodził się zaspokajać twoje fantazje?
- Och, Vin, zamknij się!
I na szczęście nie ona to powiedziała, tylko Iwra. Nell mogła jej wyłącznie przytakiwać, sama nie ujęłaby tego lepiej. Wypiła do dna kolejny kieliszek, czując, że sytuacja robi się całkiem zabawna. Piła, aby zapomnieć i poprawić sobie humor. Każdy z tych powodów był wart toastu. Spojrzała na pusty kieliszek, zastanawiając się, czy jest sens prosić o następny.
Chichot Liv sprawił, że Nell na nią zerknęła. Wtedy poczuła na sobie brązowe oczy chochlika.
- Co? - burknęła, widząc, że przyjaciółka się z niej śmieje.
- Mamroczesz jego imię.
- Wcale nie. Iwra, nie mamroczę, prawda?
Spojrzała na nią z lekkim zaniepokojeniem.
- Mamroczesz.
- Kuźwa.
Czyli alkohol nie sprawiał, że zapominała i poczuła się lepiej. Nic a nic. Wzięła głęboki wdech i podniosła kieliszek, aby kelner jej dolał wina.
- Odwiozę cię do domu, Nell.
- Vin... Jest wcześnie. Mogę jeszcze pojechać zamknąć Nekropole.
- Żartujesz? Wątpię, abyś wstała z tego krzesła.
- Powiedział elf. My, ludzie... - zaczęła sarkastycznie - potrafimy pić, jak nikt.
- A elfy nie mają kaca - podsumował przyjaciel.
- Na Erlanda! Prawda.
Czyli drugi powód, aby się upić.
Wino było słodkie i rozpływało się w jej ustach, niemal jak sok, do tego zimne i aromatyczne. Smaczny dar bogów, co? Może ich bogów. Mieli najlepsze winiarnie Karpat. I ona miała całą piwniczkę wina z Kaprovicz. Tego, którego Bartłomiej Fira nie zdążył zabrać, lenno przeszło więc w jej ręce. Była bogatą właścicielką własnej piwniczki. Pocieszające.
Nell, nie musisz tu siedzieć, możesz iść do domu i tam skończyć swoje użalanie się nad sobą.
Podniosła głowę, gdy Liv znowu coś powiedziała, ale słowa gdzieś uleciały.
- Nie znoszę kłamców - wymamrotała. - Zdrajców, którzy niby są słodcy... a potem... Cóż, Silva wydawał się inny. Wydawał się, nie?
Nikt jej nie dopowiedział. Nie musiał.
W tej chwili ważne, że przyjaciele tu byli i jej słuchali. Albo nie. W podświadomość wdarł się znajomy dźwięk. Podniosła głowę, aby ujrzeć Vina, który szybko pisał SMS.
- Po prostu, Vin...
Drgnął, gdy to powiedziała, a jego lazurowe jak wody na Bali oczy spojrzały na nią w zaskoczeniu.
- Wymusił na mnie obietnice, której nie mogę złamać. Chyba że jeszcze dziś znajdę się na schodach, ale co mi to da? Sama. On również musi tam być.
Jego jasne brwi się zmarszczyły.
- Co ty mówisz, Nell? Chyba ci starczy tego wina.
- Hola! - krzyknęła, chwytając kieliszek. Bała się, że Vin go jej zabierze. - Kto dał ci prawo to mówić, co? Ja powiem, kiedy dość.
- Daj jej spokój, Vin - poprosiła słodko Liv. - Zajmiemy się nią.
- Kocham cię, kotku.
- Ja ciebie też, Nell. Pij. Zaprowadzimy cię do domu.
- Ta... Dom... Piękny, słodki... domeczek.
- Ona już nie wie, co mówi - oznajmił Vin, wstając.
Ten ruch sprawił, że zakręciło jej się w głowie.
- Wyjdę na chwilę. Pilnujcie, aby nie spadła z krzesła.
- Hieny nie spadają! Hieny zlatują, przystojniaku!
Wszyscy w klubie z pewnością usłyszeli jej okrzyk. Trzeźwa Nell by się zarumieniła, pijana tylko czknęła.
Liv przysunęła się bliżej, gdy Nell zamyśliła się, spoglądając w kieliszek z czerwonym winem. I to by było na tyle, jeśli chodzi o hieny cmentarne. Latać też nie potrafiły. Wszystko, co elfickie, było nie dla nich. I seks. Cudowny elficki seks, którego nie zaznała.
Nell spojrzała na Liv, czując, jak ta masuje ją po plecach ze smutnym uśmiechem. Czasem wystarczyło, by ktoś okazał współczucie, i od razu człowiek czuł się trochę lepiej.
- Silva do niego napisał, co? Sprawdza, czy głupiutka Nell nie zrobi nic nieodpowiedzialnego.
- Wątpię, aby powiedział "głupiutka" - odezwała się Iwra.
- Faktycznie, nie Mistrz Silva. On nie użyłby takiego słowa.
Już nie Kasjan. Nie cudowny Kasjan...
Westchnęła. Musiała się z nim spotkać i mu powiedzieć, co o tym myśli. Stanowczo. Żadnego bzykania i... I znów będzie sama. Samiusieńka. Zasępiona schowała twarz w dłoniach, zawieszając się. Nie chciała być sama, już to przerabiała. Potrzebowała kogoś, kto ją choć przytuli, spojrzy jak... Nestor Munn, zanim wygłosił tę filozoficzną gadkę o złym prowadzaniu się jej przyjaciół. Powinien był więc teraz ją zobaczyć - swoją piękną Nell pijaną. I to, że jej przyjaciele tu są i ratują ją z tarapatów.
- Nell. Nie płacz, skarbie.
- Nell?
- Nie płaczę - wycharczała, choć była tego bliska. - Jeszcze nie.
- Silva by nie chciał, abyś to robiła.
- Dzięki, Liv. Na razie nie wymawiajmy imienia na S.
- Sugerujesz ewentualnie inne? - Vin wrócił na swoje miejsce, posyłając jej spokojny uśmiech.
Nell wpatrywała się teraz w jego twarz, chcąc coś z niej wyczytać. Wrócił dość szybko, czyli rozmowa była szybka.
Tak, Mistrz Silva się śpieszył na patrol. Poświęcił jej kilka minut. Vin powiedział mu, że już jest dość pijana? Że zaraz odpłynie i aby się nie martwił? Tak, niewątpliwe elfy rodzaju męskiego trzymały sztamę. Elficką sztamę wolnych rodników.
Wpatrywał się w nią spokojnie z tym swoim uśmiechem faceta wiedzącego, że kobieta próbuje odczytać jego myśli. Drań. Była żałosna, niemal błagając, aby jej powiedział, o czym rozmawiali.
Noo, Nell, teraz pokaż, jak bardzo ci zależy na panie S., nawet jeśli cię zranił. Płaszcz się. Błagaj o...
- Chcę wrócić do domu.
Dla odmiany Vin zamrugał całkowicie zaskoczony.
- Już?
- Nell, chcesz już iść? - spytała zaskoczona Liv.
- Tak. - Odszukała ręką swoją torebkę wiszącą na oparciu. - Chyba że on tam nadal jest. Napisz mu, że wychodzimy.
- Nie ma go.
- To dobrze - skłamała, nagle tęskniąc za jego widokiem.
Wstała, licząc w myślach do pięciu, aby świat przestał wirować.
Oświetlony bar, elfy grające w bilard i te oglądające w rogu mecz piłkarski. Włożyła marynarkę z pomocą Liv.
- Pójdziemy na Nekropole - szepnęła Iwra. - Poczekamy tam na ciebie, Vin.
- W porządku.
- Tak między nami: dzięki. Kocham was.
Przyjaciele uśmiechnęli się ukradkowo, gdy Vin prowadził ją do wyjścia. Szła nieśpiesznie, myśląc tylko o tym, że jej seksowne szpilki i sukienka, którą włożyła dla Silvy, są teraz szczytem głupoty. Po kamiennym bruku trudno chodziło się w obcasach, a w dodatku wcale nie było ciepło. Mogłaby wytworzyć podmuch ciepłego powietrza magicznym zaklęciem, ale stan upojenia jej na to nie pozwalał. Ulicą przejechała dorożka z młodą parą, samochody mknęły szybko w dół. Nad piekarnią pana Ligiego świecił się różowy neon Słodkiego Palca, boskie jagodzianki kusiły.
Nie, chyba jej żołądek tego nie przyjmie.
Doszli do jej domu. Kamienicę otaczały tuje i wypielęgnowane trawniki, a w oknach z francuskimi okiennicami paliły się światła. Weszli po schodach do drzwi wejściowych, a potem klatką schodową na górę.
To były te schody, na których Silva i ona...
Zatrzymała się na podeście, gdzie światło księżyca wpadało przez witraż na ścianie i tworzyło barwną mozaikę na posadzce. W tym miejscu mogła wycofać obietnicę.
- Idziesz, Nell?! - zawołał z góry Vin.
- Idę.
Vin otworzył drzwi do mieszkania. Nell zaciągnęła się zapachem swojego domu, kwiatów i świec. Zapalił światło w salonie, ale ona poszła prosto do sypialni. Rzucając buty pod dużą szafę, zaczęła ściągać marynarkę.
- Poczekaj, aż wyjdę, Nell.
Prychnęła.
- Jakby ci to przeszkadzało.
- W tej chwili jesteś zajęta.
- Tak? - zapytała, zdejmując biżuterię. - Zajęta jak cholera.
Rzuciła kolczyki i zegarek na toaletkę, a kilka przedmiotów spadło na dywan. Boso ruszyła do łazienki, aby skorzystać z toalety i włożyć piżamę. Zajęło jej to dłużej niż zwykle. Ubrała się w starą piżamę z flaneli w czarno-czerwoną kratę. Seksowna koszulka nocna, która pewnie spodobałaby się Vinowi, została na pralce. Nie była jej dziś potrzebna i może nigdy nie będzie. Wzruszyła ramionami, szorując zęby, po czym spięła włosy. Zmyła makijaż, wykonała wszystkie zabiegi przed snem i wyszła.
Vin siedział na łóżku i przeglądał jej notes. Musiał go wyjąć z jej torebki. Z wieży stereo płynął utwór Love the Way You Lie, który musiał włączyć Vin. Stanęła na środku sypialni, patrząc na faceta w jej łóżku. Był całkiem słodki, miał twarz anioła i niemal srebrzysto-złote włosy mieniące się w świetle żyrandola. Wyglądały teraz jak płynne złoto. Do tego to silne elfickie ciało. Cukiereczek. Mięśnie napinały mu się pod białą bawełnianą bluzą.
Uśmiechnęła się, widząc broszkę Tady przypiętą do kołnierza, całkiem niepasującą do wizerunku młodego paniczyka. Ale broszka była prezentem od niej.
Draństwem byłoby napalać się na własnego kumpla. Podniósł głowę, jakby wyczuł, że myśli o czymś naprawdę głupim.
- Kładź się - powiedział, odgarniając jej kołdrę.
- Słodko, Vin - wyszeptała, oblizując wargi. - To zaproszenie?
- W twoim stanie?
W jego głosie wyczuła szczyptę irytacji. Wzruszyła ramionami, wpakowując się pod kołdrę, i okryła się szczelnie.
- Co by się stało, gdybym poszła z tobą do łóżka, Vin? Silva by chyba cierpiał, co?
Tym razem jego źrenice zrobiły się niemal srebrne.
- Przestań wygadywać głupoty, Nell.
- Przepraszam.
- Idź spać.
Przyłożyła głowę do poduszki i wzięła z szafki nocnej swoją maskotkę. Eda z Króla Lwa, którego dostała od braci Kaproviczów w ramach żartu. Jedyny facet, który dzielił z nią łóżko.
- Zostaniesz, aż zasnę?
- Tak.
- To miłe, Vincent - zaakcentowała jego imię, rozbawiona. - Bardzo rycerskie.
- Kiepsko udajesz uwodzicielkę, Nell. Silva mi kazał.
Pieprzony!
- Kazał ci tu siedzieć?! Więc się wynoś, nie potrzebuję jego szpiegów!
- Spokojnie. - Złapał za kołdrę, którą próbowała spod niego wyszarpać. - Żartowałem, Nell. Widzisz sama, że dziś nie jest dobry czas na żarty. Po prostu śpij.
Zamknęła oczy, przytulając twarz do puszystego Eda.
- Chciałam go tylko kochać - wymamrotała. - Jak kobieta, aby tu był... teraz... I...
I nic.
Znów była sama, z nosem wtulonym w pyszczek pluszowej hieny.
Vin czytał jej notes i pewnie już wiedział o jej marzeniach: o kolacji, winie, masażu, seksie i całej tej reszcie. Doszła jednak do wniosku, że planowanie jest do niczego. Człowiek się napalał, a potem nic nie wychodziło. Zostawało dziwne uczucie pustki. Niespełnienie.
Otworzyła powieki, bo głowa ją bolała jak uderzona młotem.
- Żałował chociaż?
- A chciałabyś, aby żałował? - zapytał cicho.
- Wątpię, aby Mistrz Silva znał to uczucie. On gardzi ludzkimi uczuciami.
Długo czekała na odpowiedź, właściwie już zasypiała, gdy ją usłyszała.
- Żałował, Nell. Śpij.
Uśmiechnęła się do siebie i zapadła w kamienny sen.
***
Obudził ją dziwny dźwięk. Nie znała go.
Było jej ciepło, niemal gorąco, odsunęła kołdrę, wpuszczając pod nią trochę powietrza. Westchnęła. Głowa ją bolała, dudniło w niej, lecz dźwięk nagle się urwał, jakby wyrwany z gniazdka odtwarzacz.
Też coś dziwnego. Chyba to coś z zewnątrz.
Jakiś elficki alarm, może włamanko? Nell, głupia... w Kaproviczach?
Coś pięknie pachniało. Mocno, orzeźwiająco, jak płyn do płukania, w którym prała swoją pościel. Wtuliła nos w poduszkę, szukając źródła zapachu. Jej nos trafił na coś ciepłego. Otworzyła powieki, światło słoneczne przebijające się przez czarne zasłony było stłumione. Zobaczyła nagie plecy. Umięśnione, o jasnej skórze, z krzywiznami, bardzo elfie. Na łopatce widniał elficki tatuaż. Jeszcze nie była na tyle zaawansowana, aby wiedzieć, co znaczą te symbole, ale znała kształt liter. Gdyby nie kłamała w CV, że zna elficki, to może teraz wiedziałaby, co tam jest napisane. Spokojnie.
Cholera, to Vin!
Odsunęła się szybko, niemal uderzając głową w szafkę nocną, ale po sekundzie zorientowała się, że włosy mężczyzny są czarne.
Silva usiadł i spuścił nogi na podłogę. Odwrócił się do niej z lekkim uśmiechem. Och, zamrugała. Czyżby nadal śniła? Jego twarz była rozmyta, jakaś niewyraźna, może to przez to, że potargane włosy zakrywały twarz.
- Szczęśliwej Fazy Słońca - powiedział zmysłowo. Jego głos był niski, dudniący i erotyczny. - Śpij. Ja muszę iść do pracy.
Co? Co on... A niech cię licho.
- Ty podły gadzie!
Rzuciła się na niego w jednej chwili, powalając go na łóżko. Mocne dłonie zamortyzowały upadek, siedziała teraz na nim, okładając pięściami po klatce piersiowej. Była tak wściekła, że chciała to z siebie wyrzucić. Najpierw obiecał, że będzie jej kochankiem, a potem okazało się, że został cholernym nauczycielem, odbierając jej nadzieje. Okłamał, zdradził i w dodatku... śmiał powiedzieć, że to nic takiego? Uderzała go na ślepo, aż oddech jej uwiązł w gardle.
Zdała sobie sprawę, że Silva wcale się nie broni. Przecież to Silva, mógł ją w każdej chwili obezwładnić. To odebrało jej satysfakcję z wygranej i słodkiej zemsty. I tu był. A ona siedziała na nim okrakiem, bijąc go we własnym łóżku. Uświadamiając sobie ten fakt, poczuła wstyd. Zsunęła się z niego i położyła na swoim miejscu, oddychając z trudem.
Zmęczona tym wszystkim zasłoniła twarz łokciem, starając się uspokoić.
- Koniec? Nie chcesz jeszcze sobie ulżyć?
- Zmęczyłam się.
Zachichotał. Ten gad odważył się z niej zaśmiać.
- Drań - powiedziała, odsłaniając oczy.
Patrzył na nią łagodnie brązowymi oczami, był tak blisko niej. Ładunek pożądania nagle spłynął w dół jej brzucha i dotarł do każdego zakończenia nerwowego, każdej komórki jej ciała. Silva podniósł dłoń, aby smukłymi palcami przesunąć po jej skroniach. Były ciepłe i delikatne. Och, cudowne... Pod powiekami poczuła niebiańską jasność, która niwelowała ból głowy i kaca, rozsiewając błogi spokój. Cudowny lek z rana dla pijaków.
Sapnęła z przyjemności. Teraz gdy ich ciała były tak blisko, widziała, jaki jest wielki, jego mięśnie były napięte. Wokół niego zbierała się ta aura elfów mrocznych, iskrząca przemocą i siłą elfa wyćwiczonego w boju. Nagle zrozumiała, że jej pragnienie wcale nie minęło. Gorzej, chyba właśnie je rozpalił samym dotykiem.
Jego wargi dotknęły jej. Twarde i naglące. Jej serce biło w rytm jego, które słyszała, gdy się o nią otarł. Uległa ruchom jego języka, który otwierał jej usta językiem, wsuwając się do środka. Objął jej szyję ramieniem i przyciągnął do siebie. Ich języki splotły się, napięcie wzrosło. Właśnie tak pamiętała jego pocałunki. Jakby to był tylko impuls, którym włączała całą resztę doznań. Objęła go mocno, dotykając włosów i przyciskając głowę do swojej, gdy pieszczoty stawały się bardziej natarczywe.
Instynktownie rozsunęła nogi, aby mógł się między nimi znaleźć. Tego potrzebowała w tej chwili - jego rąk, siły. Piżama była zbędna. Zakołysał się na niej. Ten ruch sprawił, że jęknęła z zadowolenia. Oplotła jego szyję, przyciągając go bliżej.
Zajęczała, gdy zassał jej dolną wargę. Odchyliła się, aby móc ujrzeć pod jego zmrużonymi powiekami ciemny brąz, niemal zmieniający się w czerń. A więc tak to się działo. Potarła jego kark, a on puścił ją i upadła miękko na poduszki. Jego usta były wilgotne, nabrzmiałe. Czerń wracała na miejsce. Nell rozkoszowała się jego widokiem, ciepłem, zapachem wdzierającym się do nozdrzy. Kąciki jego rozkosznych ust zadrgały powoli.
- Kawy?
Opadła na łóżko, gdy się odsunął i wstał.
- Nienawidzę cię - rzuciła rozczarowana.
- Wiem, kotku.
- I nie mów do mnie tak. To mój tekst, ty podły...
Patrzyła, jak przeciąga się leniwie, aby zaprezentować jej swoje cudowne ciało, bicepsy, mięśnie i smukłe plecy.
Rozsunął zasłony. Światło podziałało na nią jak kubeł zimnej wody. Zamrugała zaskoczona jego intensywnością.
- Och, ty podły, elficki... gadzie!
Znów śmiech. Był dziwny, wcześniej rzadko go słyszała. A może on zawsze uważał, że jest zabawna? I do tego miał seksowny tyłek.
Spał z nią. Tak po prostu sobie tu przyszedł i położył się z nią do łóżka. Ohydny drań. W innych okolicznościach by jej się to podobało. Cudowny poranek. Dziś nie. I na domiar złego położył Eda na szafce nocnej. Wygonił jej faceta! Przyszedł tu w nocy albo nad ranem, obudził ją, pocałował i sobie poszedł, jakby był u siebie. Rozpalił, nie zaspokoił. Tego się nie wybacza.
Niedoczekanie.
Wyskoczyła z łóżka, mając zamiar zakomunikować temu irytującemu elfowi, że nie ma prawa się tu panoszyć. Choćby miała zaciągnąć go na te schody, w tamto sekretne miejsce i zakończyć to wszystko. Raz na zawsze.