Rozdział 3: Magia renesansowa
Od Ficina do Brunona
Posłuchaj... Przenieśmy się teraz do Florencji, do roku 1463. Miasto drży jeszcze w rytmie myśli Marsilia Ficina. To on, ten niski, chorowity, ale niezwykle pracowity człowiek w sutannie, właśnie odkłada pióro po przetłumaczeniu ostatnich stron Corpus Hermeticum. Czuje, że dokonał czegoś przełomowego. Odkopał pradawną mądrość, starszą niż Mojżesz, starszą niż sam Platon. Ale Ficino to nie tylko uczony w bibliotece. To człowiek głęboko wierzący, który stoi przed problemem: jak pogodzić tę pogańską mądrość z wiarą chrześcijańską? I jak sprawić, by ta wiedza nie stała się narzędziem w rękach szarlatanów i demonolatrów? Z tych dylematów narodzi się coś zupełnie nowego - renesansowa koncepcja magii naturalnej.
Przez długie wieki średniowiecza magia kojarzyła się z tym, co demoniczne. Dla teologów takich jak Tomasz z Akwinu, każde nadzwyczajne działanie, które nie pochodziło wprost od Boga lub świętych, musiało być dziełem diabła. Magia była podejrzana, zakazana, palono za nią na stosach. I nagle, w XV-wiecznej Florencji, pod nosem papieża, pojawia się myśl, która mówi: "Stop. Nie każda magia jest zła. Istnieje magia, która jest czysta, naturalna i prowadzi do Boga".
Marsilio Ficino (1433-1499) był właśnie tym, który odważył się przeciąć ten węzeł gordyjski. Jego strategia była genialna w swej prostocie: stworzył koncepcję magii naturalnej (magia naturalis), którą starannie oddzielił od zakazanej, demonicznej magii ceremonialnej. Argumentował, że świat, w którym żyjemy, jest żywym, ożywionym organizmem, przenikniętym przez Duszę Świata (Anima Mundi). Wszystkie rzeczy - kamienie, rośliny, zwierzęta, planety - są ze sobą powiązane niewidzialnymi więzami sympatii i antypatii. To jest ta sama zasada korespondencji, którą znamy z Tablicy Szmaragdowej: "to, co na górze, jest jak to, co na dole". Jeśli więc uda nam się poznać te naturalne powiązania, możemy je wykorzystać - nie po to, by zniewolić duchy, ale by przyciągnąć do siebie dobroczynne wpływy gwiazd i planet, by uzdrowić ciało, by oczyścić duszę.
Ficino pisał w swoim komentarzu do Uczty Platona: "Dlaczego sądzimy, że Amor jest magikiem? Ponieważ cała potęga magii tkwi w Miłości. Dziełem magii jest przyciąganie jednej rzeczy przez drugą z powodu pewnego powinowactwa natury". To kluczowe zdanie. Magia nie jest już przymuszaniem demonów, ale aktem miłości, rozpoznaniem i umocnieniem naturalnych więzi, które łączą wszechświat w harmonijną całość.
Wyobraź sobie teraz Ficina w jego willi w Careggi, podarowanej mu przez Kosmę Medyceusza. Jest późne popołudnie. Ficino, który przez całe życie cierpiał na melancholię - czarną żółć, wpływ Saturna - przygotowuje się do odprawienia swojego magicznego rytuału. Ale nie przywołuje demonów. On śpiewa. Siada przy lirze, ubrany w odpowiednie szaty, w otoczeniu kwiatów i kadzideł, które odpowiadają Słońcu - bo Słońce jest przeciwwagą dla ponurego Saturna. Śpiewa hymny orfickie, starożytne pieśni przypisywane mitycznemu Orfeuszowi, który swą muzyką potrafił oczarować nawet kamienie. Ficino wierzy, że jego śpiew, odpowiednio nastrojony i wykonany z należytą intencją, przyciągnie do niego życiodajne wpływy Słońca, rozproszy mroki melancholii i uzdrowi jego duszę i ciało.
To właśnie jest sedno jego magii. Nie chodzi o to, by zmusić gwiazdy do posłuszeństwa, ale by dostroić się do nich, by stać się rezonansową skrzynką dla niebiańskich harmonii. Ficino pisał o tym obszernie w swoim najważniejszym dziele praktycznym, De vita libri tres (Trzy księgi o życiu), a zwłaszcza w jej trzeciej części, De vita coelitus comparanda (Jak zapewnić sobie życie z nieba). To był podręcznik astrologicznej higieny i medycyny dla intelektualistów. Uczył w nim, jak dobierać pożywienie, kamienie, amulety i muzykę, by wzmacniać dobre wpływy planetarne, a osłabiać złe.
Ficino był świadom, że balansuje na krawędzi. Musiał bronić swojej magii przed oskarżeniami o herezję. Dlatego tak mocno podkreślał różnicę między swoją "magią duchową" (magia spiritualis