HISTORIA I KULTURA AFRYKI - Pakiet 2 książek - Meredith, Piłaszewicz - Martin Meredith, Stanisław Piłaszewicz

Kup ebooka

88.00 zł
72.16 zł (65,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Hausa, nazywani w literaturze polskiej także Hausańczycy i Hausowie, należą do najliczebniejszych, najbardziej prężnych i szczycących się wielowiekową historią oraz przebogatą kulturą ludów Czarnej Afryki. Nic przeto dziwnego, że ich język, piśmiennictwo oraz instytucje społeczno-polityczne są przedmiotem badań i studiów prawie we wszystkich liczących się ośrodkach afrykanistycznych na świecie.

Badania takie prowadzi się od ponad trzydziestu pięciu lat w Instytucie Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego: do 1969 r. w Katedrze Semitystyki, później w Zakładzie Afrykanistyki i Semitystyki, a od 1977 r. w obecnym Zakładzie Języków i Kultur Afryki. W 1963 r. powstał afrykanistyczny kierunek studiów ze specjalizacją hausanistyczną. Do dzisiaj już kilkudziesięciu studentów ukończyło studia i otrzymało dyplom magistra w tej dziedzinie. Niektórzy z nich zasilili, skromną na początku, kadrę naukowo-dydaktyczną, inni wykorzystują zdobytą wiedzę w instytucjach mających silniejsze czy słabsze związki z Afryką. Większość, choć nie znalazła pracy w wyuczonym zawodzie, dobrze służy krajowi na wielu ważnych stanowiskach. Wszystkich ich łączą wspomnienia o egzotycznych studiach i zafascynowanie ludem, o którym w Polsce tak niewiele wiemy.

Hausańczycy zamieszkują północną Nigerię i Republikę Niger, gdzie znajdują się ich ziemie rodzinne. Jako przedsiębiorczy kupcy i handlarze docierali do wielu krajów Afryki Zachodniej, Centralnej i Północnej, zakładając tam swoje osady, małe ojczyzny na obczyźnie. Będąc wyznawcami religii muzułmańskiej, od wieków przemierzali szlaki karawanowe, prowadzące do Mekki i Medyny, świętych miast islamu. Niektórzy z tych pielgrzymów pozostali w Arabii Saudyjskiej na stałe, bądź też w drodze powrotnej osiedlili się w obecnej Republice Sudanu.

Mowa hausańska pobrzmiewa nie tylko w kraju rodzinnym ludu Hausa, ale także w wielu zakątkach Czarnej Afryki: od Senegalu po Sudan, od Libii po Republikę Kongo i Zair. Wiąże się to z faktem, że na tym, niezwykle bogatym pod względem ludnościowym kontynencie, hausa był jednym z nielicznych języków kontaktowych, służących do porozumiewania się międzyetnicznego. Dzisiaj używa go prawie tylu ludzi, ilu posługuje się językiem polskim w kraju i na obczyźnie.

Porównanie liczby mówiących językami hausa i polskim nasuwa dalsze skojarzenia. Nie będzie zapewne przesadą stwierdzenie, że lud Hausa odgrywa tak ważną rolę w Afryce Zachodniej, jaką naród polski w Europie Środkowej. Ma równie długą i zagmatwaną historię. Wydał wielu walecznych mężów, szczyci się plejadą bohaterów narodowych, kultywuje tradycje patriotyczne. Dzisiaj żołnierze hausańscy, wchodzący w skład armii nigeryjskiej, podobnie jak Polacy, pełnią służbę pokojową w wielu zakątkach świata, czy to z ramienia Organizacji Jedności Afrykańskiej, czy też Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dotychczas czytelnicy polscy nie doczekali się jeszcze monografii poświęconej wybranym ludom Czarnej Afryki. Wydaje się, że Hausańczycy ze wszech miar i w pierwszej kolejności zasługują na przybliżenie ich problemów Polakom. Książka ta ma na celu pokazanie złożoności ich instytucji społecznych i politycznych oraz osiągnięć kultury materialnej i duchowej. Stanowi, z jednej strony, podsumowanie dotychczasowych wyników badań własnych autora, jak też osiągnięć innych hausanistów w kraju i na świecie. Z drugiej strony, dostarcza autoportretu ludu w postaci jego bajek, przełożonych z języka hausa. Taki sposób prezentacji ludu Hausa zdaje się godzić naukowy charakter książki z możliwością adresowania jej do szerokiego kręgu czytelników. Logiczną tego konsekwencją jest podział pracy na dwie części: i. W kręgu kultury hausańskiej, II. Bajkowy autoportret ludu Hausa.

W obu częściach Czytelnik spotka się z wieloma terminami hausańskimi, niezbędnymi do wyjaśnienia opisywanych zjawisk czy aspektów miejscowej kultury. Podano je w oficjalnej pisowni hausańskiej, wzbogaconej symbolami na oznaczenie długich samogłosek i wysokości tonu głosu. Zarówno długość samogłosek, jak i tony, służą w języku hausa do różnicowania słów czy też morfemów (cząstek) gramatycznych. Współczesne pismo hausańskie opiera się na alfabecie łacińskim, w którym występują dodatkowe znaki diakrytyczne bądź znaki łacińskie o innej wartości fonemicznej niż w języku polskim:

? - implozywne b, spółgłoska dwuwargowa, wymawiana ze zwarciem krtani (jak w wyrazie "obmyć"), c - spółgłoska zwarto-szczelinowa, wymawiana jak polskie cz, ? - implozywne d, spółgłoska dziąsłowa, wymawiana ze zwarciem krtani,

j - spółgłoska szczelinowa, tylnodziąsłowa, wymawiana dż, ? - ejektywne k, spółgłoska tylnojęzykowa wymawiana ze zwarciem krtani

r - jednouderzeniowe r, powstające przez dotknięcie czubkiem języka krawędzi górnych zębów,

r - wielouderzeniowe r, wymawiane z wibracją języka (jak w polskim),

sh - spółgłoska szczelinowa, tylnodziąsłowa, wymawiana sz, ts - spółgłoska dziąsłowa, szczelinowa, wymawiana ze zwarciem krtani,

w - półspółgłoska dwuwargowa, wymawiana ł, y - półspółgłoska podniebienna, wymawiana j, y - półspółgłoska podniebienna, wymawiana ze zwarciem krtani,

' - zwarcie krtani,

Samogłoski długie są zaznaczane przez ich podwójny zapis: aa, ee, ii, oo, uu. Na wysokość tonu głosu wskazują diakrytyki umieszczone nad samogłoską: a-ton niski,

â - ton wznosząco-opadający, a - ton wysoki (bez znaku diakrytycznego).

Nazwy własne (nazwy miejscowości, imiona i inne), które weszły do obiegu w literaturze polskiej, podajemy w pisowni spolszczonej (np. Ha, Bajadżidda).

Warszawa, kwiecień 1995 r Stanisław Piłaszewicz

I. Miejsce ludu Hausa wśród mieszkańców Czarnej Afryki

1. Kraj i etnogeneza ludu Hausa

Hausa to nazwa ludu, którego tereny macierzyste rozciągają się w pasie sawanny - krainy geograficznej Centralnego Sudanu, między 10,5° a 13,5° szerokości geograficznej północnej oraz 4° a 10° długości geograficznej wschodniej. Leżą one w północno-zachodniej Nigerii i na przylegających obszarach południowego Nigru. Są to otwarte, lekko pofałdowane równiny, z licznymi, wyrastającymi jak spod ziemi występami skalnymi i zbiornikami wodnymi, których obecność zdradzają gęsto zadrzewione i porośnięte bujną roślinnością miejsca. Kraj taki nazywa się sawanną parkową i jest pokryty wysokimi trawami oraz upstrzony pojedynczymi, pojawiającymi się tu i ówdzie drzewami. Na północy sawanna przechodzi w pas Sahelu, dzielący ją od pustyni Sahary. Obszar zamieszkania ludu Hausa nadaje się zwłaszcza do uprawy prosa i do ograniczonej hodowli bydła na własne potrzeby. Hausańczycy są, więc głównie rolnikami, ale zdarzają się wśród nich także utalentowani rzemieślnicy i ludzie zajmujący się wytwarzaniem przedmiotów sztuki, wytrwali handlarze oraz sławni uczeni muzułmańscy. Ci ostatni zamieszkują obniesione wysokimi murami miasta, ze wspaniałą architekturą z gliny w postaci meczetów czy pałaców tradycyjnych władców.

W kraju Hausa występują dwie, wyraźnie zaznaczające się pory deszczowe. Od listopada do kwietnia nie spada na ogół nawet kropla deszczu. W kulminacyjnym momencie pory suchej, w marcu i kwietniu, na polach wysychają przypalane żarem słonecznym ostatnie rośliny, a rzeki odsłaniają swe popękane od spiekoty, czerwonawe koryta i przestają płynąć. Deszcze spadają od maja do października. Jest to pora intensywnych prac polowych.

Termin Hausa jest bliski samonazwie ludu, która brzmi Bahaush?e - "Hausańczyk", Bahaushíyaa - "Hausanka" i Hausaawaa

- "Hausańczycy". Używa się go powszechnie w różnych językach europejskich, chociaż w literaturze przedmiotu występuje on w wielu wariantach ortograficznych (np. ang. Hausa, franc. Haoussa i Hausa, niem. Hausa i w starszych pracach Haussa). W języku polskim przyjęło się używać wymiennie określeń "Hausańczyk - Hausanka - Hausańczycy" i "Hausa - Hausowie".

Pod nazwą "Hausa" lud ten jest znany wśród bliższych i dalszych sąsiadów. Niektórzy z nich nadają im jednak różne terminy o zasięgu lokalnym: ludność Kanuri (i pochodzenia Kanuri) nazywa ich Afuno, Nupe używają nazwy Kenczi, Dżukunowie i ludy doliny Benue posługują się terminem Abakwa lub Abakwariga, wśród Jorubów znani są, jako Gambari, a wśród Aszantów - Morawa. Fulanie określali Hausańczyków pejoratywnym terminem Ha?e (l.p. Ka?o) o pierwotnym znaczeniu "poganie". Dzisiaj termin ten przyjął się na oznaczanie członków społeczności hausańskiej niewywodzących się ze "szlachetnych" klanów fulańskich. Fulanie utworzyli ncwą nazwę Hausanko'en. Arabowie ze wschodniej części Republiki Sudanu używają nazwy Fellata, wspólnej dla Hausańczyków i Fulanów [Mahdi 1978:1 i 17],

Do dnia dzisiejszego nie ma wśród badaczy zgodności co do etymologii słowa "hausa". Niektórzy z nich łączą je z terminem hausiyin, jaki pojawił się w sudańskich kronikach z XVII w.: Tarikh el-Fettach (Kronika badacza) i Tarikh el-Soudan (Historia Sudanu). Według innej hipotezy nazwa ludu i języka hausa miałaby się wywodzić od podobnie brzmiącego słowa Songhajów. W ich języku oznacza ono wschodnich sąsiadów, co by się zgadzało z rozmieszczeniem obu ludów w Afryce Zachodniej. Według interpretacji językowej wyraz "hausa" składa się z dwu elementów: hau - "dosiadać" i sâa - "byk". Hausańczycy mieliby, więc dosiadać byków, kiedy pojawili się na ich dzisiejszych obszarach [Skinner 1968: 256].

"Hausa" w języku hausa oznacza "język hausa" lub "dowolny język". Wydaje się najbardziej prawdopodobne, że termin na określenie dowolnego języka stał się nazwą języka konkretnego oraz dał początek nazwie posługującego się nim ludu. W Czarnej Afryce znane są inne liczne przypadki, kiedy słowo nazywające "język" staje się także nazwą ludzi, którzy się nim porozumiewają.

Hausańczycy są największą grupą ludności w tej części Afryki, która w drodze historycznego rozwoju straciła swój czysto etniczny charakter i wchłonęła licznych przedstawicieli innych grup etnicznych. Do najbardziej znaczących należą Fulanie, z których prawie połowa osiedliła się wśród Hausa i na początku XIX w. przejęła od nich władzę polityczną, stając się klasą panującą. Pod pojęciem "lud Hausa" rozumie się społeczność tych, którzy wywodzą się z macierzystego obszaru (tzw. kasar Hausa - "ziemi Hausa") oraz tych, którzy zasymilowali się kulturowo, przyjmując język Hausańczyków, ich zwyczaje i religię muzułmańską. Obok Hausa właściwych i osiadłych Fulanów, do grupy tej należy spora liczba ludności Kanuri, Arabów, Tuaregów, Kambari, Gwari i przedstawicieli innych jednostek etnicznych, od urodzenia posługujących się językiem hausa i żyjących w kręgu kultury hausańskiej. Obecny lud Hausa powstał, więc z przemieszania wielu grup etnicznych o różnym pochodzeniu, które zbliżyły się do siebie w wyniku podbojów, handlu (w tym także handlu niewolnikami) i wskutek działania innych czynników.

Od wielu wieków Hausańczycy słyną z aktywności handlowej na na skalę międzynarodową. Znani są także, jako gorliwi misjonarze muzułmańscy: obecnie, poza enklawami wyznającej tradycyjną religię ludności Maguzawa, należą do niemal całkowicie zislamizowanych ludów Czarnej Afryki. Działalność handlowa i misyjna, a częściowo także prowadzone wojny i dokonywane podboje sprawiły, że kolonie hausańskie można spotkać prawie we wszystkich krajach Afryki Zachodniej, głównie w Ghanie, Beninie, Burkina Faso, Togo, Mali, Gwinei i Gwinei Równikowej, a także w Republice Środkowoafrykańskiej i w Kongo. Mniejsze lub większe skupiska Hausa występują na dużym obszarze od Oceanu Atlantyckiego do Morza Czerwonego, i od Morza Śródziemnego po Zatokę Gwinejską, i dalej na południe. Początki ożywionej działalności handlowej Hausańczyków datują się od XVI w. Karawany hausańskie przekraczały pustynię Saharę i docierały do Trypolisu. Ich szlaki prowadziły do strefy leśnej na obszarze obecnej Ghany, dokąd wyprawiali się po orzechy kola i po niewolników. W niewolników i kość słoniową zaopatrywali się także na obszarze Kamerunu. Działalność misyjna Hausańczyków i ich pielgrzymki do świętych miast islamu dały początek osadnictwu tego ludu w Egipcie i w Republice Sudanu. W tak odległych miastach, jak: Dakar, Duala, Freetown, Brazzaville, Jaunde i w wielu innych, istnieją duże dzielnice cudzoziemców, zwane zangunaa, w których liczebnie dominują Hausańczycy i odgrywają także pierwszoplanową rolę w życiu gospodarczym i organizacji społeczno-politycznej emigrantów.

Nasze źródła na temat wczesnej historii ludu Hausa ograniczają się do tradycji ustnych oraz do kilku kronik napisanych w XIX w., ale sięgających do początków bieżącego tysiąclecia. One również w dużej mierze opierają się na znanej z żywotności w Czarnej Afryce tradycji ustnej.

Wydaje się prawdopodobne, że pierwotni mieszkańcy kraju Hausa należeli do ludności negroidalnej, utrzymującej się z myślistwa i zbieractwa. W pewnym okresie swej historii ludność ta przemieszała się z emigrantami pochodzenia chamitosemickiego. To zmieszanie nastąpiło w krainie geograficznej zwanej Sudanem. Pod pojęciem tym rozumie się biegnący w poprzek Afryki pas ziemi, zawierający się między pustynią Saharą, na północy, i strefą leśną, na południu.

Hausańskie legendy o pochodzeniu są dosyć zagmatwane. Według jednych wersji Hausańczycy mieliby się wywodzić od Birama, przodka i założyciela Hausa Bakwai, czyli siedmiu rdzennych miast-państw tego ludu. Inne wersje, a zwłaszcza legenda o królowej Daurze i o pogromcy węża, utworzenie tych organizmów państwowych przypisują niejakiemu Bawo, synowi Bajadżiddy. Bajadżidda miał być księciem Bagdadu i mężem córki władcy Borno.

Według legendy o Daurze i o pogromcy węża, Bajadżidda był synem króla Bagdadu imieniem Abdullahi. Pokłócił się on z ojcem i na czele dwudziestu kompanii swoich zwolenników opuścił miasto. W swej wędrówce na zachód zatrzymał się, na krótko, w położonym nad jeziorem Czad państwie Borno i poślubił córkę jego władcy.

Wskutek podstępnego działania teścia, obawiającego się konkurencji ze strony przybysza, Bajadżidda utracił całą armię. Gdy dowiedział się o intrygach władcy Borno, planującego nawet zamach na jego życie, musiał czym prędzej salwować się ucieczką. W Biram, identyfikowanym z obecnym miastem Garun Gabas, zostawił brzemienną małżonkę Magirę, która wkrótce miała urodzić syna. Z ciężarną konkubiną i mułem ruszył dalej na zachód i dotarł do miejscowości Gaja. Tam spotkał grupę uzdolnionych kowali, którzy wykuli i ofiarowali mu wspaniały miecz. Tym mieczem Bajadżidda zabił okrutnego węża Sarki, który tylko w piątki pozwalał mieszkańcom pobliskiej Daury zaczerpnąć wody z zamieszkanej przez niego studni. W nagrodę królowa Daura (której imieniem nazwano miasto), po chwilowym wahaniu, oddała mu swoją rękę [Hodgkin 1960:54-58; Piłaszewicz 1978:319-326].

Legendarna studnia w Daurze, zwana Kasugu, do dzisiaj przypomina bohaterski wyczyn Bajadżiddy. Znajduje się na niej tabliczka z brązu zawierająca napis: "Jest to studnia, w której - jak głosi stara legenda - Bajadżidda, syn króla Bagdadu, zabił bożka-węża, znanego jako Sarki, a następnie poślubił panującą podówczas królową Daury. Ich syn Bawo spłodził pierwszych władców państw hausańskich, którzy dali początek ludowi Hausa" [Hogben i KirkGreene 1966:146n.].

Po zwycięstwie nad wężem Bajadżidda otrzymał przydomek Makas Sarkii - "Zabójca Sarkii". W postaci skróconej do sarkii, w znaczeniu "król, władca", nosili go potem przedmuzułmańscy władcy hausańscy. Obecnie niewielu już Hausańczyków potrafi wyjaśnić pochodzenie tego tytułu.

Według legendy, potomkowie Bajadżiddy z prawego łoża (w tym także syn Magiry) mieli założyć siedem państw zwanych Hausa Bakwai: Biram, Daura, Gobir, Kano, Katsina, Rano i Zaria (Zagzag). Jeden z nich, Bawo, był synem Bajadżiddy i Daury, pozostali zaś - ich wnukami, spłodzonymi przez Bawo. Każdemu z miast-państw przydzielono różne zadania, wynikające z ich specyfiki i geopolitycznego położenia. Władca Gobiru został dowódcą wojennym. Panujący Daury i Katsiny byli odpowiedzialni za organizację i rozwój handlu. Ci stojący na czele Kano i Rano byli "władcami indygo", a więc odpowiedzialni za rzemiosło, w którym farbiarstwo i tkactwo odgrywały pierwszoplanową rolę. Zadanie dostarczania niewolników powierzono władcy Zarii. To miasto-państwo było, bowiem najbardziej wysunięte na południe i graniczyło z obszarami pozyskiwania siły roboczej oraz żywego towaru. Na czele Garun Gabas stanął Biram, zrodzony z krótkotrwałego związku Bajadżiddy z córką władcy Borno.

Legenda mówi także o tym, że Bajadżidda wychował również siedmiu synów z nieprawego łoża, urodzonych mu przez niewolnicę. Mieli oni założyć państwa Kebbi, Gwari, Jauri, Zamfara, Nupe, Joruba i Kwararrafa, które zostały nazwane Banzaa Bakwai, czyli siedem nierdzennych państw hausańskich. W istocie chodzi tu o obszary znajdujące się w mniejszym lub większym stopniu pod oddziaływaniem kultury i języka Hausa.

We wszystkich wariantach legendy zestaw Hausa Bakwai pozostaje niezmienny, do Banzaa Bakwai natomiast w różnych przekazach zalicza się wymiennie różne ludy zamieszkujące współczesną Nigerię.

Najnowsze badania wykazały, że wcześniejsze wersje legendy o pochodzeniu Hausa wskazują na związki zależności tego ludu od władcy Borno. To on miał osadzić na ziemiach hausańskich swego niewolnika Bawo. Dopiero przy końcu XIX w. głównym bohaterem legendy staje się Bajadżidda. W ten sposób historycy hausańscy dokonują legitymizacji władzy poprzez odwołanie się do muzułmańskiego pochodzenia ich protoplasty, a jednocześnie wymazują z pamięci wstydliwy okres zależności ziem hausańskich od Borno, ich wschodniego sąsiada [Lange 1987:195-211],

Legenda o Bajadżiddzie w skrótowy sposób przedstawia ważne epizody z historii i rozwoju ludu Hausa, jego zwyczaje i systemy wierzeń. Wynika z niej, że panujące rody (określane fulańskim terminem Ha?e) przybyły na obecne obszary hausańskie ze wschodu lub z północnego wschodu. Zastały one kraj zasiedlony przez ludzi zorganizowanych w osiadłe społeczności wiejskie, posługujących się już żelazem. Pierwsza fala imigrantów zatrzymała się na terenie Daury i wkrótce zdobyła kontrolę nad miejscową ludnością. Przybysze nie byli zapewne zislamizowani, choć kronika Kano daje podstawy do przypuszczeń, że znajdowali się pod wpływami idei monoteistycznych.

O charakterze ludności autochtonicznej można wysnuć pewne wnioski z legendy o Barbusze, zawartej w kronice Kano. Na jej czele stał władca, zagorzały myśliwy. Jednocześnie pełnił on funkcje najwyższego kapłana bożka Tsumburbura. Przebywał w odosobnieniu i zajmował się także praktykami wróżbiarskimi [Labarun Hausawa 1979:1-3], Inny utwór hausański, Pieśń o Bagaudzie, informuje, że ludność miejscowa żyła w małych, autonomicznych wioskach i grupach klanowych, rozrzuconych po całej okolicy. Wojowniczy przybysze, przodkowie ludu Hausa, podporządkowali sobie bezbronne osady i przystąpili do budowy warownych miast [Hiskett 1965:115],

Z faktu, że Bajadżidda miał przyjechać na jakimś dziwnym zwierzęciu ("które było jak koń, ale nie było koniem"), uczeni wnioskują, że przybysze wprowadzili na te obszary osła. Małżeństwo z zasiadającą na tronie kobietą, a potem założenie miast-państw przez męskich potomków bagdadzkiego księcia, może symbolizować przejście od matrylinearnego do patrylinearnego sposobu sukcesji. Zabicie węża-bożka miało natomiast zapowiadać zmianę w systemie wierzeń.

Niektórzy uczeni łączą postać Bajadżiddy z osobą Abu Jazida, przywódcy powstania berberskich charydżytów przeciwko władcom fatymidzkim Afryki Północnej. Po upadku tego ruchu obrony niepodległości w 947 r. niedobitki powstańczej armii musiały uciekać na Saharę. Według hipotezy W.K.R. Hallama, jeźdźcy Abu Jazida przekroczyli pustynię i podbiwszy miejscową ludność sudańską stali się warstwą rządzącą w położonym nad jeziorem Czad państwie Kanem, skąd mogli dotrzeć na obszary hausańskie [Hallam 1966]. Pogląd taki ma pewne uzasadnienie, gdyż znane są przypadki, kiedy Berberzy w różnych miejscach przeprawiali się przez Saharę i mogli uczestniczyć w tworzeniu się ludów Centralnego Sudanu. Gdyby rzeczywiście Abu Jazid mógł być identyfikowany z Bajadżiddą, pierwsze kontakty Hausańczyków z islamem mogły nastąpić już w X w.

Inni współcześni badacze są jednak zdania, że walka między berberskimi charydżytami a Fatymidami nie objęła tak wielkich terenów, aby mogła spowodować wyparcie tych pierwszych z olbrzymich i podówczas słabo zaludnionych obszarów Afryki Północnej. Charydżyci utworzyli wtedy dobrze prosperujące społeczności handlowe, rozlokowane między Afryką Północną a Saharą.

Legenda o powstaniu Hausa Bakwai i Banzaa Bakwai wyjaśnia kulturalne związki między obywatelami czołowych miast hausańskich a ich sąsiadami oraz wskazuje na przyczyny szerokiego zasięgu terytorialnego języka hausa. Podział pracy między poszczególnymi miastami-państwami odzwierciedla warunki ich historycznego rozwoju. Najbardziej wysunięte na północ państwo Gobir musiało stawiać czoła odwiecznemu problemowi najazdu Tuaregów. Katsina stała się punktem docelowym drogi karawanowej, prowadzącej z Trypolisu. Kano od wieków znane było z farbiarstwa, pięknych tkanin, wyrobów ze skóry oraz z metalu. U szczytu swej potęgi Zaria sprawowała kontrolę nad dużymi obszarami południa, które zapewniały jej w miarę regularne dostawy niewolników i przez które prowadziły drogi do rejonów występowania orzechów kola w strefie leśnej.

II. Język hausa

Hausa jest przede wszystkim językiem macierzystym liczebnego, odgrywającego ważną rolę gospodarczą i kulturową, muzułmańskiego ludu Hausa, który zamieszkuje na północ i na południe od granicy państwowej między Nigerią a Nigrem. Jest on macierzystym językiem również ludzi pochodzenia fulańskiego, których przodkowie na początku XIX w. przejęli polityczną kontrolę nad krajem Hausa i którzy kontynuowali proces osiedlania się wśród ludności rdzennie hausańskiej i asymilowania się z nią [Newman 1987:708n.]. Jest to z pewnością język, którym w Nigerii posługuje się najwięcej ludzi. Dopóki jednak oficjalne wyniki spisu ludności pozostają, ze względów politycznych, stosunkowo mało wiarygodne, badacze opierają się na danych szacunkowych. Na początku lat sześćdziesiątych liczbę ludności Hausa w północnej Nigerii określało się na 20 milionów. Uwzględniając bardzo wysoki przyrost naturalny można przyjąć, że obecnie mieszka tam około 40 milionów hausafonów.

W Nigrze sytuacja przedstawia się znacznie klarowniej, gdyż spisy ludności przeprowadza się tam dość regularnie i udostępnia się je do publicznej wiadomości. Według danych z 1988 r. językiem hausa posługiwało się około czterech milionów ludzi.

Hausa jest językiem macierzystym w małych koloniach osadników i kupców hausańskich w licznych, wielkich miastach Afryki Zachodniej. Ponadto dość duża społeczność ludzi mówiących po hausa znajduje się w Republice Sudanu. Ich obecność w tym kraju wiąże się z wielowiekową tradycją pielgrzymek do Mekki i Medyny, które nasiliły się w ostatnim stuleciu w wyniku ustanowienia brytyjskiej administracji kolonialnej w północnej Nigerii [Al-Amin AbuManga 1986:5-18; Nasr 1980],

Uwzględniając ludność hausańską, zamieszkałą w diasporze, ogólna liczba posługujących się językiem hausa mogła wynosić na początku lat dziewięćdziesiątych około 50 milionów [Wolff 1993:2].

Języka hausa używa się często jako języka drugiego (lub trzeciego) i z punktu widzenia liczebności jego użytkowników jako lingua franca należy on do najbardziej rozpowszechnionych w całej Afryce Zachodniej, obok arabskiego i języków byłych metropolii kolonialnych: angielskiego, francuskiego i portugalskiego. Poza Nigerią i Nigrem, hausafońskie społeczności językowe spotyka się więc na wielu obszarach kontynentu. Między Senegalem a Sudanem, Tunezją a Zairem, w licznych wielkich miastach słyszy się dźwięczną mowę hausańską, zaniesioną tam przez handlarzy i pielgrzymów w ciągu blisko pięciuset ostatnich lat. Społeczności hausańskie żyją w krajach arabskich Afryki Północnej, od Maroka po Egipt [Jungraithmayr 1982:270]. W okresie kolonialnym hausa stał się językiem komend wojskowych, zarówno na obszarze Konga Belgijskiego, jak i w brytyjskiej kolonii Złotego Wybrzeża.

Będąc środkiem porozumiewania się międzyetnicznego na obszarach o stabilnej większości językowej, hausa w perspektywie historycznej występuje jako "pożeracz języków". Oznacza to, że zastępuje on języki wyuczone jako pierwsze lub małe języki miejscowe, zwłaszcza wśród przedstawicieli młodszego pokolenia. Prowadzi to do wymierania niektórych języków Czarnej Afryki. Również w wyniku tego procesu stale wzrasta liczba nowych nosicieli hausa, którzy często sami określają się Hausańczykami, chociaż nie uzasadnia tego ich podłoże kulturowe.

Na dynamiczne rozprzestrzenienie się hausa w funkcji języka handlowego i kontaktowego miały wpływ trzy ważne czynniki.

Po pierwsze, kraj Hausa leży na skrzyżowaniu ważnych, transkontynentalnych dróg handlowych. Przecinają go szlaki pielgrzymek do świętych miast islamu. Hausańczycy aktywnie uczestniczyli w handlu lokalnym i dalekosiężnym. Reorientacje kierunku przepływu towarów, zarówno w okresie przed-, jak i kolonialnym, nie naruszały na ogół interesów kupców hausańskich.

Po drugie, język hausa zyskał na znaczeniu w wyniku ogłoszonej na początku XIX w. przez Fulanów świętej wojny. Zmierzali oni do oczyszczenia i odnowienia islamu na ziemiach hausańskich i zamierzali utworzyć państwo teokratyczne z urzędowym językiem arabskim. Eksperymenty z arabizacją nie powiodły się, a zdobywcy fulańscy utracili własny język na rzecz hausa i zasymilowali się kulturowo ze swoimi gospodarzami. Zachowali jednak świadomość odrębności etnicznej i niektórzy do dzisiaj chlubią się swym pochodzeniem.

Trzecim czynnikiem, który przyczynił się do wzrostu znaczenia hausa, była polityka "pośredniego zarządzania", przyjęta przez brytyjskie władze kolonialne. Pozostawiając tradycyjny układ władzy w północnej Nigerii, Brytyjczycy opierali się na języku hausa w sprawach zarządzania tym obszarem za pośrednictwem tradycyjnej elity władzy.

Zarówno w Nigerii, jak i w Nigrze, hausa jest uznawany za język narodowy i dlatego odgrywa ważną rolę w administracji oraz w szkolnictwie. Jednakże w żadnym z tych krajów ciągle nie ma jeszcze statusu języka oficjalnego. Rolę tę nadal pełnią języki byłych mocarstw kolonialnych: angielski w Nigerii i francuski w Nigrze.

Również jako środek komunikacji międzynarodowej odgrywa hausa bardzo ważną rolę. Największe radiostacje świata, emitujące programy poza granice ich krajów, nadają także w języku hausa. Należą do nich Radio BBC, Głos Ameryki, Radio Moskwa, Radio Pekin, Deutsche Welle i Radio Watykan. Radiostacje afrykańskie z programami w języku hausa znajdują się (lub znajdowały), poza Nigerią i Nigrem, w takich krajach, jak: Ghana, Togo, Kamerun, Republika Środkowoafrykańska, Egipt i Sudan.

W Nigerii, poza obszarem macierzystym (stany Kano, Kaduna i Sokoto), hausa odgrywa znaczącą rolę jako najważniejsze medium komunikacji międzyetnicznej na całym, północnym obszarze kraju (w stanach: Kwara, Niger, Plateau, Bauczi, Gongola i Borno). Prężne i duże kolonie hausafonów znajdują się prawie we wszystkich wielkich miastach, przede wszystkim na obszarach Jorubów, w południowo-zachodniej Nigerii.

W ciągu pierwszych sześciu lat niepodległego bytu Nigerii (1960-1966) hausa był, obok angielskiego, oficjalnym językiem ówczesnego Regionu Północnego. Używano go w obu izbach Parlamentu regionalnego. W tekście nowej Konstytucji z 1977 r. nie wyróżnia się żadnego z języków nigeryjskich, a jedynie stwarza się możliwość prowadzenia spraw Zgromadzenia Narodowego czy Stanowego w takim języku miejscowym, za którym opowiedzą się parlamentarzyści [Piłaszewicz 1986:103n.].

Obok joruba na południowym zachodzie kraju, i ibo na południowym wschodzie, zalicza się dzisiaj hausa do języków o ponadregionalnym zasięgu, które znajdują priorytetowe zastosowanie w mediach, szkołach i w akcjach alfabetyzacyjnych. W 1976 r. weszła w życie reforma szkolnictwa na szczeblu podstawowym, która miała zastąpić koncepcję edukacyjną, wyrażającą się hasłem "od początku w angielskim". Hausa otrzymał nowy impuls do rozwoju i stał się jedynym językiem nauczania początkowego w stanach Kano, Kaduna, Sokoto, Bauczi i Gongola. Nauczanie na wyższym szczeblu prowadzi się w języku angielskim, ale hausa jest dzisiaj oferowany jako przedmiot specjalizacji w kilku Uniwersytetach (Kano, Zaria, Sokoto i Maiduguri). W języku tym powstaje bogata literatura. Wydaje się w nim kilka gazet i periodyków [Furniss 1991].

W Nigrze Hausańczycy stanowią ponad 50% ludności kraju. Zamieszkują oni głównie w pięciu, spośród siedmiu, departamentach: Dosso, Tahoua, Maradi, Zinder i Agades. Język hausa stał się tam lingua franca dla Tuaregów, Fulanów i ludności Kanuri. Funkcję języka kontaktowego pełni także (obok zarma) w Niamej - stolicy kraju. Około 80% ludności Nigru odwołuje się do takiej lub innej formy hausa w życiu codziennym. Jest on jednym z ośmiu języków narodowych. Posługują się nim także w mediach oraz - w ograniczonym zakresie - w oficjalnych dokumentach. Od uzyskania przez Niger niepodległości język hausa był używany w akcjach alfabetyzacji dorosłych. Od początku lat siedemdziesiątych jest językiem nauczania w eksperymentalnych szkołach podstawowych.

W procesie historycznego rozwoju hausa ukształtowały się jego odmiany regionalne, które określamy jako dialekty. W porównaniu z innym językami afrykańskimi jest on jednak dość jednolity. Nawet ludzie posługujący się dialektami peryferyjnymi i najbardziej od siebie odległymi, po krótkiej adaptacji, rozumieją się wzajemnie bez większych trudności.

Dialekty hausa można podzielić na dwie różniące się między sobą grupy. Pierwszą stanowią dialekty północno-zachodnie, występujące w ośrodkach historycznych Gobir i Sokoto oraz wokół tych miast w Nigerii północno-zachodniej, a także na przylegających obszarach Republiki Nigru. Dialektami wschodnimi posługują się przede wszystkim mieszkańcy miast i okolic Kano, największego ośrodka północnej Nigerii. Dialekt miasta i przylegających obszarów Katsiny zajmuje geograficznie i językowo miejsce pośrednie między dialektami północno-zachodnimi a wschodnimi.

Różnice między dialektami zaznaczają się głównie w systemach fonologicznych i w słownictwie, w mniejszym stopniu także w morfologii. W żadnej części kraju Hausa nie zagrażają one jednak wzajemnemu porozumiewaniu się. Nieporozumienia mogą natomiast zdarzać się między Hausańczykami z anglofońskiej Nigerii i frankofońskiego Nigru w warstwie zapożyczeń leksykalnych z byłych metropolii. Na przykład słowo "lekarz" w Nigerii brzmi likita, a w Nigrze lakwataro [Ma Newman 1990:73],

Do zapisu języka hausa używa się różnych systemów pism. Starszym systemem zapisu jest pismo ajami (adżami), czyli dostosowany do fonologii języka hausa alfabet arabski. Alfabet ten był używany na ziemiach Hausa od XIV w., a do zapisu tekstów hausańskich służył co najmniej od początku XIX w. Do czasu ustanowienia administracji kolonialnej był jedynym systemem pisma używanym na tym obszarze.

W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia przetłumaczono na hausa fragmenty Pisma Świętego. Wkrótce pojawiły się też pierwsze słowniki i gramatyki tego języka. Przekłady Biblii i prace językowe stały się z czasem podstawą do wprowadzenia alfabetu opartego na zmodyfikowanym piśmie łacińskim. Nazywa się on bookóo i wywodzi się od angielskiego słowa book - "książka".

W ortografii łacińskiej nie zaznacza się zwarcia krtani, jeśli spółgłoska ta występuje na początku wyrazu. Nie rozróżnia się dwóch rodzajów r i nie zapisuje się ani długości samogłosek, ani też tonów. Podjęte w Nigrze próby zaznaczania długości poprzez podwójny zapis samogłosek zostały zaniechane. Tak, więc obecnie występuje ujednolicona ortografia zarówno w byłej kolonii francuskiej (Niger), jak i w angielskiej (Nigeria).

Do dnia dzisiejszego funkcjonują i rozwijają się dwa rodzaje szeroko rozumianego piśmiennictwa hausańskiego. W ajami powstała (i nadal jest tworzona) religijna literatura muzułmańska, w nim zapisywano kroniki historyczne i kodeksy prawa religijnego, jak też sporządzano różne dokumenty. Pismo to do dzisiaj znajduje zastosowanie w szkołach koranicznych (makarantun al??r'aaníi) i wyższych szkołach muzułmańskich (makarantun ilmíl). Alfabetu łacińskiego używa się w administracji, szkolnictwie typu zachodniego, w prasie, w nauce i w technologii, a także w języku literackim. Sfery użycia poszczególnych typów pism mogą się wzajemnie zazębiać. Na przykład religijna poezja muzułmańska powstaje zarówno w ajami, jak i w bookóo, poszczególne tytuły prasy ukazują się w jednym czy drugim systemie pisma, bądź też część gazety jest w jednym, a część w drugim alfabecie. Zdarzają się też przypadki transliterowania dzieł literackich (głównie z alfabetu arabskiego na łaciński) i powtórnego ich wydawania.

Hausa należy do nielicznych języków afrykańskich, który ma względnie długą tradycję standardyzacji. Pod pojęciem tym rozumie się przyjęcie jakiegoś wariantu językowego za powszechnie obowiązujący w słowie drukowanym. Wariant ten nie musi być identyczny z konkretnym, naturalnym dialektem języka. W przypadku hausa za podstawę standardyzacji przyjęto dialekt Kano (tzw. Kanancii). Nie jest on jednak identyczny z dialektem Kano, co wyraża się w jego obocznej nazwie Gaskiyancii. Wywodzi się ona od nazwy Gaskiya Corporation, swego czasu najważniejszego wydawnictwa z siedzibą w Zarii. Instytucja ta wydawała, między innymi, hausańską gazetę "Gaskiya ta fi kwabo" (Prawda jest cenniejsza od pensa), która do dzisiaj ukazuje się trzy razy w tygodniu w mieście Kaduna.

Ortografia standardowa w alfabecie łacińskim zawiera trzy litery haczykowate i dwa dwuznaki, służące do zapisu spółgłosek glotalizowanych, o podwójnej artykulacji: ?, ?, ?, ts, 'y. Według zaleceń konferencji na temat ortografii hausa w Niamej, która odbyła się w styczniu 1980 r., dwuznak 'y miał być zastąpiony przez y. Zasada ta nie przyjęła się w praktyce językowej. Obowiązująca ortografia standard nie uwzględnia ani długości samogłosek, ani też poziomu wysokości tonu. Te tak zwane fonemy suprasegmentalne służą w języku hausa do różnicowania znaczenia wyrazów czy form gramatycznych. Ortografia nie odróżnia też r jednouderzeniowego od wibrującego, które mają wartość fonemiczną. Te mankamenty tylko w niewielkim stopniu utrudniają czytanie i rozumienie dla ludzi posługujących się hausa jako językiem macierzystym.

Na początku swego istnienia hausa był prawdopodobnie językiem stosunkowo małego plemienia, mieszkającego na północ od obecnych siedzib tego ludu. Jego sąsiadami były różne grupy etniczne, które w końcu zasymilowały się językowo z plemieniem posługującym się wczesną formą hausa.

Od dawna małe plemię Hausa pozostawało w ścisłych kontaktach z językiem i kulturą Berberów. Od VII w. cofali się oni przed inwazją arabską na Afrykę Północną w kierunku południowym i docierali do kraju Hausa. Zapożyczenia z berberskiego są rozpoznawalne po przedrostku ta-: takóobii - "miecz", takardaa - "papier".

Duża ilość słownictwa arabskiego, mande i kanuri zakorzeniła się w hausa wraz z islamem. Według kroniki Kano islam jako religia i cywilizacja przeniknął do kraju Hausa z zachodu, za pośrednictwem kupców Mande. W hausańskich źródłach historycznych są także wzmianki o tym, że religia ta przyniesiona została z leżącego na wschodzie Borno, gdzie jej obecność dała się odczuć już w XI w. Bez wątpienia język arabski wywarł największy wpływ na hausa w wielowiekowym okresie współistnienia tych języków. Liczbę arabskich zapożyczeń w języku hausa ocenia się na blisko 30%. W niektórych dziedzinach (religia islamu, rządzenie, prawo, prowadzenie wojny, jednostki miary, literatura, matematyka i inne) hausa jest przeładowany arabizmami, np: al?aalii - "sędzia", littafii - "książka", lookacii - "czas" [Greenberg 1947]. Język hausa bez problemów integruje słowa arabskie do swego systemu fonologicznego i morfologicznego [Hiskett 1965].

Innym wielkim sąsiadem Hausańczyków na zachodzie było imperium Songhaj. Przez pewien czas sprawowało ono kontrolę nad częścią kraju Hausa i pozostawiło ślady wpływu swego języka w słownictwie hausa. Chociaż wędrówka Fulanów z obecnego Senegalu i Mali w kierunku kraju Hausa trwała od stuleci i zaowocowała w końcu świętą wojną oraz przejęciem władzy politycznej, wpływy kultury fulańskiej i języka nie okazały się tak wielkie, jak można było tego się spodziewać. Pochodzenia fulańskiego są słowa: dattiijó - "osoba poważana", burtalii- "obsadzona żywopłotem droga" i inne.

Różnorodne kontakty z południowymi sąsiadami, Nupe i Joruba, również zaznaczyły swój ślad w kulturze i języku hausa: akwaatí - "pudełko", agoogo - "zegarek".

W bieżącym stuleciu pojawiła się w języku hausa nowa fala zapożyczeń z angielskiego (Nigeria) i francuskiego (Niger). Napływ słownictwa z tych języków utrzymuje się do dzisiaj. Jednocześnie ustał - przynajmniej czasowo - dopływ słownictwa arabskiego. W ostatnich latach wśród inteligencji Hausa pojawiła się tendencja powrotu do arabskiego, jako źródła tworzenia neologizmów językowych.

Te różne kontakty, pokojowe czy też gwałtowne, występowały w regionie Afryki, który ze względu na swe położenie geograficzne stał się obszarem krzyżowania się najważniejszych dróg Czarnego Lądu, w tym szlaków prowadzących na wybrzeże Morza Czerwonego i na Bliski Wschód. W ich wyniku hausańskie słownictwo, a do pewnego stopnia także gramatyka, składają się z wielu warstw różnego pochodzenia: berberskiego, songhajskiego, arabskiego, fulańskiego, nupe, joruba, angielskiego i francuskiego. Słownictwo podstawowe wywodzi się jednak z czadyjskiej rodziny językowej, należącej do makrorodziny chamitosemickiej (afroazjatyckiej).

Hausa należy do liczącej około 150 języków rodziny czadyjskiej, której nazwa wywodzi się od nazwy jeziora Czad. Języki czadyjskie dzielą się na cztery gałęzie: zachodnią, biu-mandara, wschodnią i masa. Występują w północnej Nigerii, w północnym Kamerunie oraz na obszarze Republiki Czad. Hausa należy do gałęzi zachodniej i z językiem gwandara tworzy oddzielną grupę. Gwandara stanowi skreolizowaną odmianę hausa, powstałą stosunkowo niedawno w wyniku migracji odłamu Hausa w kierunku południowym, na obszary zasiedlone przez inne grupy etniczne [Newman 1987:709; 1990:1-5].

Języki czadyjskie zaliczane są do wielkiej rodziny chamitosemickiej, nazywanej także rodziną afroazjatycką. Tę drugą nazwę zaproponował uczony amerykański J. H. Greenberg, który jako pierwszy opowiedział się za włączeniem hausa wraz z innymi językami czadyjskimi do makrorodziny afroazjatyckiej. Za kolebkę języka protoafroazjatyckiego, składającego się z bliskiej sobie grupy dialektów, uważa się kwitnącą niegdyś wschodnią Saharę, rozciągającą się między Tibesti a Darfurem. W okresie mezolitu obszar ten był jeszcze zamieszkany. W miarę pustynnienia Sahary ziemie te zaczęły opuszczać spokrewnione ze sobą ludy. Jako pierwsi z protoafroazjatyckiego obszaru wywędrowali ludzie posługujący się językiem protoegipskim: nastąpiło to nie później niż w ósmym tysiącleciu p.n.e. Początkowo osiedlili się oni w dolinie górnego Nilu, a potem z biegiem rzeki mieli się przesunąć do Egiptu. Nieco później ludzie mówiący językiem protoczadyjskim wywędrowali w kierunku południowym i zajęli tam obszary negroidalne, położone w okolicach jeziora Czad [Diakonoff 1988:21n.].

Opierając się na geografii językowej J.E.G. Sutton doszedł do wniosku, że Hausańczycy przybyli w bieżącym tysiącleciu z obszarów położonych na wschód od ich obecnych siedzib. Przesuwając się z okolic jeziora Czad w kierunku zachodnim zasymilowali oni rdzenną ludność zamieszkałą na równinach północnej Nigerii, która posługiwała się językami z rodziny Benue-Kongo. Narzucili jej swój język i kulturę. Enklawy języków miejscowych do dzisiaj zachowały się na obszarze Ningi i na wyżynie Plateau [Sutton 1978]. Tak oto wyniki analizy sytuacji językowej potwierdzają legendarne przekazy o przybyciu przodków Hausa z północnego wschodu.

W systemie fonologicznym standardowego języka hausa występują trzydzieści dwie spółgłoski, dwanaście samogłosek (pięć podstawowych samogłosek a, e, i, o, u, które mogą być krótkie bądź długie, oraz dwa dyftongi) i trzy tonemy. Bogactwo zasobu spółgłoskowego wiąże się z występowaniem spółgłosek glotalizowanych (czyli wymawianych ze zwarciem krtani), obok dźwięcznych i bezdźwięcznych (np. ?, d, t) oraz spółgłosek palatalizowanych i labializowanych obok zwykłych (np. ky, kw, k). Wartość fonemu mają dwa rodzaje r: r jednouderzeniowe i r wibrujące: baraa - "sługa" i baraa - "żebranie".

Iloczas, czyli kontrast między samogłoskami krótkimi a długimi, jest niezwykle ważny, zarówno w słownictwie, jak i w gramatyce: garii- "miasto" i gaarii-"mąka"; yaa tafi- "on poszedł" i [...] ya tafi - "który poszedł". Podobnie ważną rolę leksykalną i gramatyczną odgrywa wysokość tonu głosu. Hausa ma dwa podstawowe tony - wysoki i niski: maataa - "żona" i maataa - żony; faa daawoo - "ona wróciła" i ta daawoo - "żeby ona wróciła". Zbitka tonów wysokiego i niskiego na jednej sylabie jest realizowana w postaci tonu opadającego: yâaraa - "dzieci".

W języku hausa dominują sylaby otwarte. Żadna sylaba nie może zaczynać się od samogłoski. W sylabach zamkniętych długie samogłoski ulegają skróceniu i zmienia się także ich barwa. Niektóre spółgłoski dziąsłowe ulegają palatalizacji (zmiękczeniu) przed samogłoskami przednimi e oraz i: saataa - "kradzież" i saace - "ukradziony".

Rodzaj gramatyczny w języku hausa uzewnętrznia się w imionach oraz w systemie zaimkowym. W zaimkach 2 i 3 osoby liczby pojedynczej istnieją oddzielne formy dla rodzaju męskiego i żeńskiego. W liczbie mnogiej rodzajów gramatycznych się nie wyróżnia. We wskaźnikach osobowo-aspektowych używanych do koniugacji czasownika występuje zaimek odnoszący się do podmiotu nieokreślonego: an karantaa su - "przeczytano je".

Imiona hausa mają dwa rodzaje, męski i żeński, wyróżniane tylko w liczbie pojedynczej. Nieliczne przymiotniki, które stanowią klasę imion zależnych, odmieniają się przez rodzaje i liczby: farii - "biały", faraa - "biała", faraaree - "biali, białe"; saataccee - "ukradziony", saatacciyaa - "ukradziona", saatattu - "ukradzeni, ukradzione".

Liczba mnoga imion stanowi najbardziej skomplikowany obszar morfologii hausa. Wyróżnia się około czterdziestu sposobów jej tworzenia przy użyciu przedrostków, wrostków, przyrostków, odmiany wewnętrznej, częściowego czy pełnego powtórzenia słowa itp. Jedno imię może mieć kilka postaci liczby mnogiej, bez różnic w znaczeniu: kadaa - "krokodyl"; kaddunaa, kaddai, kadaaduwaa, kadoodii, kadannii, kad?nnii, kadannuu - "krokodyle".

W słowotwórstwie wykorzystuje się wiele produktywnych czy półproduktywnych konstrukcji, budowanych przy użyciu przedrostków i przyrostków. Na szczególną uwagę zasługuje przedrostek ma-, szeroko występujący w językach afroazjatyckich. Podobnie jak tam, w hausa również służy on do tworzenia nazw ludzi wykonujących różne czynności (manóomii - "rolnik"), nazw narzędzi (mabuu?ii - "otwieracz") i miejsca (masallaacii - "meczet") [Jungraithmayr 1982; Newman 1987],

Tak jak bogaty, złożony i barwny jest język ludu Hausa, tak są rozbudowane i "egzotyczne" jego społeczno-polityczne instytucje. Postaramy się uzasadnić to stwierdzenie na dalszych stronicach książki.

WPROWADZENIE

W czasie "rozdrapywania Afryki" przy końcu dziewiętnastego wieku mocarstwa europejskie rościły faktycznie pretensje do całego kontynentu. Na konferencjach w Berlinie, Paryżu, Londynie i w innych stolicach europejscy mężowie stanu i dyplomaci targowali się o poszczególne strefy wpływu, które chcieli tam ustanowić. Jednak ich znajomość wnętrza dużych obszarów Afryki była powierzchowna. Do tego czasu Europejczycy poznali zaledwie pas wybrzeża, a nie jego zaplecze. Ich obecność ograniczała się do małych, wyizolowanych przyczółków na wybrzeżu, służących celom handlowym. Jedynie w Algierii i południowej Afryce powstały godne uwagi europejskie ośrodki miejskie.

Mapy używane przy podziale afrykańskiego kontynentu były w większości przypadków niedokładne; duże obszary stanowiły terra incognita. Wyznaczając granice swych nowych terytoriów, negocjatorzy europejscy często rysowali na mapach proste linie, niezbyt przejmując się czy w ogóle nie zwracając uwagi na liczne monarchie, wodzostwa czy też inne społeczności afrykańskie, które tam się ukształtowały. Prawie połowę nowych, narzuconych Afryce granic stanowiły linie geometryczne, proste i eliptyczne, południki i równoleżniki. W niektórych przypadkach społeczności afrykańskie znalazły się w różnych strefach wpływu. Bakongo zostali podzieleni między Kongiem Francuskim, Kongiem Belgijskim i portugalską Angolą. Kraj Somalijczyków dostał się pod panowanie Wielkiej Brytanii, Włoch i Francji. Łącznie nowe granice przecinały około 190 grup kulturowych. W innych przypadkach nowe kolonialne obszary europejskie mieściły w swych granicach setki różnych, niezależnych grup etnicznych, które nie miały wspólnej historii, kultury, języka czy też religii. Nigeria, na przykład, obejmowała aż 250 grup etnojęzykowych, natomiast wysłani do Konga Belgijskiego urzędnicy zidentyfikowali tam ostatecznie sześć tysięcy wodzostw.

Niektóre królestwa przeżyły ten okres w nienaruszonym stanie: Francuzi zachowali monarchie w Maroku i w Tunezji, Brytyjczycy rządzili Egiptem w imieniu dynastii obcych monarchów, założonej w 1811 r. przez albańskich najemników służących w tureckiej armii.

Inne królestwa, takie jak królestwo Aszantów na Złotym Wybrzeżu (Ghana) czy kraj Lozi w Rodezji Północnej (Zambia) zostały połączone z innymi w większe jednostki kolonialne. Królestwa historycznie skłócone między sobą, jak Buganda i Bunjoro w Ugandzie, znalazły się w tej samej kolonii. W pasie Sahelu utworzone zostały nowe organizmy państwowe, rozciągające się na pograniczu pustynnych regionów Sahary i pasa lasów tropikalnych na południu. Były to Sudan, Czad i Nigeria łączące ze sobą muzułmanów i niemuzułmanów, których dzieliła ukryta wrogość.

Kiedy w Europie targowano się o afrykańskie terytoria, ziemia i mieszkające na niej ludy były traktowane niemal jak pionki na szachownicy. "Rozdajemy góry, rzeki i jeziora jedni drugim, napotykając jedynie na niewielkie przeszkody: nigdy nie wiedzieliśmy dokładnie, gdzie się one znajdują". Była to sardoniczna wypowiedź Lorda Salisbury, brytyjskiego premiera, skierowana do zgromadzonych Brytyjczyków, którzy to przehandlowali położoną na Morzu Północnym wyspę Helgoland za opanowany przez Niemców Zanzibar. Część północnej Nigerii znalazła się w rękach Francuzów w zamian za prawo do połowu ryb w Nowej Fundlandii. Francja przekazała część Kamerunu Niemcom w zamian za to, że ci uznali jej protektorat nad Marokiem. Kiedy "rozdrapywanie Afryki" dobiegło końca, około dziesięć tysięcy jednostek politycznych tego kontynentu znalazło się w granicach czterdziestu kolonii i protektoratów europejskich.

Taki był początek współczesnych państw Afryki.

Europejskie panowanie było narzucane w drodze podboju oraz poprzez podpisywanie traktatów. Ze swych przyczółków na wybrzeżu urzędnicy coraz głębiej przenikali do interioru i informowali ludność o zmianach, jakie dokonywały się w kancelariach i rezydencjach Europy. Było to czasochłonne zadanie: francuskie apetyty rozciągały się na obszarze 6 mln kilometrów kwadratowych, a te brytyjskie - na ponad 3 mln kilometrów kwadratowych. Liczne traktaty były podpisywane podstępnie. I tak, Moshoeshoe, król Basuto, obawiając się wkroczenia białych osadników do jego górzystego kraju w południowej Afryce, zwrócił się o pomoc do królowej Wiktorii, dopraszając się o to, aby jego ludzie mogli być uważani za "pchły na kocu królowej". Kilku jego sąsiadów - w tym wodzostwa Tswana z Beczuany (Botswana) i Suazi - poszło w jego ślady.

Jednakże próby oporu podejmowane były niemal w każdej afrykańskiej kolonii. Niektóre z nich były likwidowane w drodze krótkotrwałych, zdecydowanych akcji. Potężni emirowie muzułmańscy z Kalifatu Sokoto, rządzący z ozdobionych blankami pałaców zbudowanych z czerwonej gliny i rozmieszczonych na skraju Sahary, wkrótce doszli do porozumienia z niewielkimi brytyjskimi siłami ekspedycyjnymi, które zostały wysłane celem włączenia ich do północnej Nigerii. Inne tego typu zdarzenia trwały znacznie dłużej. Po zajęciu Kumasi, stolicy Aszantów, Brytyjczycy przez cztery miesiące byli w niej oblegani, zanim posiłki zdołały zdławić opór miejscowej ludności. Na innych obszarach Afryki Zachodniej sławny Samori Ture, założyciel imperium Mandingów, przez osiem lat zmagał się z oddziałami francuskimi, wykazując godną podziwu nieustępliwość i umiejętności wojskowe. W Rodezji (Zimbabwe) ludność Ndebele i Szona walczyła zaciekle z białymi osadnikami, którzy zagarnęli duże połacie ich kraju. Nandi z Kenii dzielnie zmagali się z sześcioma karnymi ekspedycjami sił brytyjskich. W niemieckiej Afryce Wschodniej (Tanganika) i Afryce Południowo-Zachodniej (Namibia) administracje niemieckie stosowały straszliwe represje celem zdławienia buntów. W latach 1904-1908 unicestwiły one ponad dwie trzecie ludności Herero i połowę ludności Nama. Mandume, wódz plemienia Owambo z Angoli, stworzył czterdziestotysięczną armię, aby stawić czoło Portugalczykom.

Wielu afrykańskich władców, którzy przeciwstawiali się władzy kolonialnej, zginęło w walce, zostało straconych lub zesłanych na wygnanie po przegranej batalii. Samori z ludu Mandingo został schwytany i dwa lata później zmarł na wygnaniu. Asantehene Agyeman Prempeh został zdetronizowany i spędził na wygnaniu prawie trzydzieści lat. Lobengula z ludu Ndebele zmarł w czasie ucieczki. Behanzin z Dahomeju i Zulus Cetshwayo zostali wypędzeni z ich ziem rodzinnych.

W końcowej fazie podziału Afryki, będący u szczytu swej imperialnej potęgi Brytyjczycy wyruszyli na podbój dwóch niepodległych republik burskich, Transwalu i Wolnego Państwa Oranii, celem włączenia ich do imperium brytyjskiego. Zakładali oni, że podbój tych republik potrwa najwyżej kilka miesięcy. Tymczasem ta akcja wojskowa przekształciła się w wyczerpującą, trzyletnią kampanię wojenną. W celu jej zakończenia zmobilizowano prawie pół miliona żołnierzy wojsk imperialnych. Wśród Afrykanerów pozostawiła ona po sobie gorycz i nienawiść do Brytyjczyków, która utrzymywała się przez pokolenia. Postawieni w obliczu wojny partyzanckiej, do której nie byli przygotowani, brytyjscy dowódcy wojskowi odwoływali się do taktyki spalonej ziemi, niszcząc tysiące domostw, doszczętnie plądrując wsie, masowo zabijając zwierzęta domowe i w ten sposób przekształcając Burów w biedaków. Spędzano kobiety i dzieci, po czym umieszczano je w miejscach zwanych przez Brytyjczyków obozami koncentracyjnymi. Panujące w nich warunki były tak ciężkie, że około 26 000 osadzonych zmarło z chorób czy niedożywienia, większość w wieku poniżej szesnastu lat. Wszystko to stało się dziedzictwem Burów, z gniewem przekazywanym z pokolenia na pokolenie i rozbudzającym jadowity nacjonalizm, który w końcu zapanował w Afryce Południowej.

Drobne bunty przeciwko władzy kolonialnej utrzymywały się przez wiele lat. Baule z Wybrzeża Kości Słoniowej walczyli z Francuzami zaciekle, aż do 1911 r. Ibowie z Nigerii zostali ostatecznie pokonani w 1919 r., Diola z Senegalu w 1920 r., a Dinka z południowego Sudanu - w 1927 r. Na pustynnych obszarach Somali porywczy Szajch Muhammad 'Abdille Hassan, nazywany przez wrogów "Szalonym Mułłą", przez dwadzieścia lat, aż do swej śmierci w 1920 r., przewodził wojującym derwiszom w świętej wojnie przeciwko Brytyjczykom. Opór Beduinów, stawiany władzy włoskiej w Libii, zakończył się dopiero w 1931 r., po dziewięciu latach wojny partyzanckiej. Jednakże przy końcu lat 30., kolonialne państwa były już mocno okopane na kontynencie afrykańskim. Co więcej, zostały w pewnym sensie uznane przez Afrykanów.

Pewne zmiany terytorialne nastąpiły w wyniku pierwszej wojny światowej. Kolonie niemieckie zostały rozdzielone między Wielką Brytanię, Francję, Belgię i Związek Południowej Afryki - dominum brytyjskie utworzone w 1910 r. Tanganika została przekazana Wielkiej Brytanii, Afryka Południowo-Zachodnia - Afryce Południowej, niewielkie terytorium Ruanda-Urundi oddano Belgii; Togo i Kamerun zostały podzielone między Wielką Brytanię i Francję. W nagrodę za włoskie wsparcie w pierwszej wojnie światowej Wielka Brytania podarowała Włochom Jubaland, który stał się częścią Somali Włoskiego po przesunięciu granicy Kenii w kierunku zachodnim. Inne granice Afryki pozostały nienaruszone.

Tylko jeden kraj afrykański zdołał uchronić się przed europejską okupacją w okresie "rozdrapywania": była to Etiopia, stare królestwo chrześcijańskie, które miało być niegdyś rządzone przez legendarnego księdza Jana. W 1896 r., kiedy Włosi z 10 000 żołnierzy z innych krajów europejskich napadli na Etiopię ze swego nadbrzeżnego przyczółka w Massawa nad Morzem Czerwonym, zostali rozgromieni przez cesarza Menelika. Musieli zadowolić się okupacją Erytrei. Jednakże czterdzieści lat później, włoski dyktator Benito Mussolini wziął odwet za poniesioną klęskę. Postanowiwszy utworzyć imperium Afryki Wschodniej, wydał rozkaz podboju Etiopii. Użył w tym celu półmilionowej armii, lotnictwa bojowego i trującego gazu. Po trwającej siedem miesięcy kampanii wojennej siły włoskie zdobyły stolicę Addis Abebę. Cesarz Hajle Syllasje salwował się ucieczką i znalazł się na wygnaniu w Anglii. Etiopia stała się prowincją włoską, powiększającą włoskie posiadłości w Erytrei i w Somali.

Poświęciwszy wiele energii na zdobycie imperiów afrykańskich, europejskie mocarstwa kolonialne z czasem utraciły znaczną część zapału i zainteresowania swoimi koloniami. Tylko nieliczne obszary Afryki stwarzały perspektywy szybkiego wzbogacenia się. Rządy kolonialne były przede wszystkim zainteresowane uczynieniem swych terytoriów samowystarczalnymi finansowo. Administrację utrzymywano na minimalnym poziomie, edukację przekazano w ręce misjonarzy chrześcijańskich, działalność gospodarczą powierzono kompaniom handlowym. Główne funkcje rządu ograniczały się do stosowania prawa i zapewnienia porządku, nakładania podatków oraz do zabezpieczenia infrastruktury drogowej i kolejowej. Wydawało się im, że nie ma potrzeby szybszego rozwoju kolonii, gdyż sądzono, że władza kolonialna trwać będzie setki lat.

W tej sytuacji na znacznych obszarach Afryki piętno kolonializmu było ledwie zauważalne. Istniała zaledwie cienka, biała linia kontroli. W północnej Nigerii, Frederic Lugard rozpoczął rządy nad dziesięciomilionową populacją z obsadą dziewięciu europejskich administratorów i z regimentem Zachodnioafrykańskich Sił Granicznych, liczącym 3000 żołnierzy afrykańskich, dowodzonych przez oficerów europejskich. Przy końcu lat trzydziestych, po połączeniu w 1914 r. północnej Nigerii z południową w jedno terytorium, liczba kolonialnych urzędników wzrosła do niespełna 400 osób na 20 milionów ludności. Sudańska Służba Polityczna składała się ze 140 urzędników na 9 milionów mieszkańców. W połowie lat trzydziestych cała Francuska Afryka Równikowa była zarządzana przez 206 urzędników administracji. Francuską Afrykę Zachodnią, obejmującą osiem terytoriów zamieszkanych przez 15 milionów ludzi, obsługiwało 385 urzędników kolonialnych. Cała brytyjska Afryka okołorównikowa, gdzie mieszkały 43 miliony ludzi, była zarządzana przez 1200 administratorów. W 1936 r. Belgia zarządzała Kongiem siłami 728 urzędników. Porozrzucani na olbrzymich obszarach Afryki, samotni administratorzy okręgów stawali się absolutnymi władcami tych terytoriów. Funkcjonowali jednocześnie jako naczelnicy policji, sędziowie, poborcy podatkowi, rekrutujący siłę roboczą, specjalni agenci czy obserwatorzy meteorologiczni. We francuskiej Afryce byli oni znani jako rois de brousse - królowie buszu. Pewien były miejscowy komisarz z Rodezji Południowej wspominał o tym, jak mu powtarzano, co należało do jego obowiązków jako naczelnika okręgu: "Masz zapoznać się ze swym okręgiem i jego mieszkańcami. Nie spuszczaj ich z oka, w miarę możliwości zbieraj podatki, ale na Boga! - nie zawracaj głowy tym z centrali".

Przy tak małej liczbie ludzi do dyspozycji, rządy kolonialne opierały się w dużej mierze na afrykańskich wodzach i innych osobach funkcyjnych. Mieli oni współpracować z urzędnikami i w ich imieniu sprawować kontrolę nad poddanymi. Szczególnie Brytyjczycy upodobali sobie system "pośredniego zarządzania", posługując się dostojnikami afrykańskimi w utrzymaniu porządku, poborze podatków i dostarczaniu siły roboczej. Taka polityka pozwalała na utrzymywanie minimalnej liczby urzędników administracji i na zmniejszenie wydatków. Model rządów pośrednich został wymyślony przez Lugarda w północnej Nigerii, gdzie emirowie fulańscy sprawowali władzę zgodnie z ugruntowaną przez wieki muzułmańską tradycją prawną i dyscypliną. Lugard umieścił na ich dworach rezydentów brytyjskich, ale zezwolił emirom na dalsze utrzymywanie porządku, nakładanie podatków i sprawowanie w ich imieniu władzy sądowniczej, prawie tak jak czynili przedtem. Podobne metody rządów pośrednich zastosowano w Bugandzie, w kraju Lozi i w innych częściach afrykańskiego imperium brytyjskiego.

Jednakże w wielu przypadkach wodzowie afrykańscy z czasem stali się ni mniej ni więcej jak tylko grupą pośredników, którym płacono za przekazywanie poddanym rządowych poleceń. Pełniona przez nich rola jako przedstawicieli władzy kolonialnej znacznie odbiegała od ich tradycyjnych prerogatyw na samym szczycie władzy, godzących ze sobą wiele różnych interesów. Niektórzy wodzowie należeli do starych rodzin królewskich, pieczołowicie dobieranych w nagrodę za ich gotowość do współpracy. Inni w ogóle byli pozbawieni tradycyjnej legitymizacji władzy. Mianowani przez Francuzów chefs de canton byli funkcjonariuszami administracji, starannie wybranymi z grupy bardziej skutecznych urzędników i tłumaczy pozostających w służbie rządowej. W niektórych przypadkach, tam gdzie nie było wodzów, jak w acefalicznych społecznościach Ibów w Nigerii, wodzostwa zostały ad hoc utworzone. Gdzie indziej natomiast wodzów pozbawiono wszelkich funkcji.

Rok po roku nowe kolonie stopniowo nabierały swych kształtów. Linie kolejowe przedzierające się z wybrzeży do wnętrza kontynentu w 1901 r. dotarły do Jeziora Wiktorii, w 1910 r. do Katangi, w 1912 r. do Kano w północnej Nigerii, a w 1914 r. do jeziora Tanganika. Pojawiły się nowe wzorce działalności gospodarczej. Kolonie afrykańskie stały się znaczącymi eksporterami minerałów i produktów rolniczych, jak orzeszki ziemne, olej palmowy, bawełna, kawa, kakao i sizal. Przy końcu 1911 r. Złote Wybrzeże (Ghana) stało się wiodącym w świecie eksporterem kakao. Na pagórkowatych obszarach wschodniej i południowej Afryki, a także wzdłuż śródziemnomorskiego wybrzeża Algierii i Tunezji, europejscy osadnicy utworzyli olbrzymie posiadłości ziemskie, stwarzając podstawy zakrojonego na szeroką skalę rolnictwa towarowego. W Kenii, żyzne Białe Wzgórza były przeznaczone do ich wyłącznego użytku. W 1931 r. połowę obszaru rolnego Rodezji Południowej zarezerwowano dla białych farmerów, których liczebność nie przekraczała w owym czasie 2500 osób. W Afryce Południowej 87% całej powierzchni kraju ogłoszono ziemią białych.

Dzięki wysiłkom misjonarzy chrześcijańskich umiejętność czytania i pisania oraz szkolnictwo podstawowe stopniowo zakorzeniały się w całej Afryce na południe od Sahary. Do 1910 r. przebywało tam około 16 000 misjonarzy europejskich. Przy wsparciu rządowym powstała garstka szkół średnich, które stały się kolebką afrykańskich elit: Achimota College na Złotym Wybrzeżu, Ecole Normal William Ponty w Senegalu, Makerere w Ugandzie czy też szkoły w Kadunie (Nigeria) oraz w Lovedale i Fort Hare (Afryka Południowa). Pierwszy północnoafrykański uniwersytet typu zachodniego otworzył swe podwoje w 1909 r. w Kairze.

Nieliczne wykształcone elity, wyłonione przez władzę kolonialną w latach 20. i 30., zajmowały się głównie podnoszeniem własnego statusu. Starały się zdobyć dla siebie stanowiska w administracji, rywalizując z wodzami, których uważały za konkurentów do władzy. Nie przejmowały się zbytnio losem mas wiejskich. Nieliczni wykazywali ambicje nacjonalistyczne.

W 1936 r. Ferhat Abbas, działacz polityczny i pisarz, który wcześniej studiował na Uniwersytecie w Algierze, uzewnętrznił swe poglądy na temat nacjonalizmu algierskiego w założonym przez siebie tygodniku:

Gdybym stwierdził istnienie narodu algierskiego, byłbym nacjonalistą i nie rumieniłbym się z tego powodu, jakby to było przestępstwo. Ludzie, którzy umierają dla patriotycznych ideałów, są w codziennym życiu szanowani i poważani. Moje życie nie jest więcej warte niż ich życie. Jednakże nie będę umierał dla algierskiej ojczyzny, bo taka ojczyzna nie istnieje. Nie znalazłem jej. Badałem historię, pytałem żywych i zmarłych, odwiedzałem cmentarze, ale nikt mi o niej nie wspominał... Nie można budować domów na piasku.

Abubakar Tafawa Balewa, wybitny działacz z północnej Nigerii, którego los uczynił pierwszym premierem Federacji, zauważył w 1948 r.:

Od 1914 r. rząd brytyjski zabiegał o utworzenie z Nigerii jednego kraju, ale sami Nigeryjczycy są historycznie zróżnicowani pod względem odrębnej przeszłości, wierzeń i zwyczajów. Oni sami nie wykazują żadnej oznaki gotowości do zjednoczenia... Jedność nigeryjska jest niczym więcej niż wymysłem Brytyjczyków.

W opublikowanej w 1947 r. książce, jorubski przywódca Obafemi Awolowo, który przez ponad trzydzieści lat dominował w życiu politycznym zachodniej Nigerii, napisał:

Nigeria nie jest narodem. Jest to jedynie nazwa geograficzna. Nie ma "Nigeryjczyków" w tym samym znaczeniu jak się wyróżnia Anglików, Walijczyków czy Francuzów. Słowo "nigeryjski" jest zaledwie zawołaniem wyróżniającym, stosowanym aby odróżnić tych, którzy żyją w granicach Nigerii, od tych, którzy tam nie mieszkają.

Druga wojna światowa zapoczątkowała jednak w Afryce głębokie zmiany. Wykazując niespotykane dotąd na kontynencie stanowczość i energię, rządy kolonialne budowały lotniska i drogi, poszerzały porty, wznosiły magazyny zaopatrzenia. Potrzebowały coraz większej produkcji miedzi, cyny, orzeszków ziemnych słowem każdego towaru użytecznego dla wysiłków wojennych. Takie bazy jak Freetown, Takoradi, Mombasa czy Akra stały się żywotną częścią sieci zaopatrzeniowej aliantów. Tysiące żołnierzy afrykańskich zostało wcielonych do służby wojskowej. Około 374 000 Afrykanów pochodzących z terytoriów brytyjskich służyło w brytyjskiej armii. Jednostki afrykańskie pomogły pokonać Włochów w Etiopii i przywrócić na tron cesarza Hajle Syllasje. Regimenty afrykańskie wysłano do Indii, dzielnie walczyły one w Birmie. To właśnie w Indiach i Birmie afrykańscy żołnierze dowiedzieli się, jak ruchy nacjonalistyczne tych krajów wymusiły na rządzie brytyjskim obietnicę przyznania im autonomii, choć tamtejsza ludność była w większości uboga i nie potrafiła czytać ani pisać.

Około 80 000 żołnierzy afrykańskich z francuskiej Afryki przewieziono okrętami do Francji i skierowano na front walki z Niemcami. We Francji jednakże wojna stworzyła obraz narodu nie tylko pokonanego, ale również podzielonego na wrogie obozy - obóz Wolnej Francji i Francji opowiadającej się za rządem Vichy. Zwalczały się one wzajemnie w imię lojalności wobec imperium. Znaczna część francuskiej Afryki stanęła po stronie rządu Vichy. Jednakże Francuska Afryka Równikowa, w odpowiedzi na apel o pomoc wygłoszony przez przebywającego na wygnaniu generała de Gaulle'a, skupiła się wokół sprawy Wolnej Francji. Przez dwa i pół roku małe miasto Brazzaville, położone na północnym brzegu rzeki Kongo, pełniło rolę tymczasowej stolicy dla tych, którzy pretendowali do bycia rządem Francji.

Druga wojna światowa dokonała decydujących przesunięć ośrodków władzy, pozbawiając tejże Europy wraz z jej kolonialną potęgą. Kiedy zmalały wpływy europejskie, wyłaniające się supermocarstwa, Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, rozpoczęły własną rywalizację o wpływy. Z różnych powodów oba te mocarstwa prowadziły politykę antykolonialną. Kiedy Winston Churchill i prezydent Roosevelt stworzyli w 1941 r. Kartę Atlantycką, stwierdzającą prawo wszystkich narodów do utworzenia własnego rządu, Churchill miał na myśli jedynie prawo do samostanowienia dla podbitych narodów Europy, a nie dla terytoriów brytyjskich. Natomiast Roosevelt był w tej sprawie nieugięty i uważał, że cele powojennej polityki powinny obejmować prawo do samostanowienia dla wszystkich skolonizowanych ludów. Kiedy amerykański prezydent w 1943 r. udawał się na konferencję w Casablance, zatrzymał się na krótko w Gambii. Będąc świadkiem panującego tam ubóstwa i przerażony chorobami, napisał do Churchilla list, w którym określił ten kraj mianem "piekielnej otchłani". W stosunku do Francji Roosevelt był jeszcze bardziej szorstki. Kiedy dotarł do Casablanki, ku oburzeniu Francuzów powiedział sułtanowi Mohammedowi V, że Karta Atlantycka ma zastosowanie także w odniesieniu do Maroka i innych kolonii, tym samym pobudzając marokański nacjonalizm.

Następstwa wojny przyniosły frustracje i niepokoje, zarówno w Afryce, jak i w innych częściach świata. Afrykańskie elity traktowały Kartę Atlantycką jako swego rodzaju oficjalną zachętę do domagania się praw politycznych, ale natknęły się na zdecydowany opór. Niewielkiego przełomu w tej sprawie dokonali byli żołnierze, którzy wracali do domów z nowymi ideami i umiejętnościami, z dużym doświadczeniem i wielkimi oczekiwaniami jeśli chodzi o przyszłość. Wielu z nich było przekonanych, że zasłużyli sobie na prawo domagania się jakiegoś udziału w rządzeniu ich krajem. W miastach wzbierała fala niezadowolenia z powodu bezrobocia, drożyzny, nędznych warunków mieszkaniowych, niskich wynagrodzeń i braków w zaopatrzeniu. W okresie wojennej prosperity miasta pęczniały od przypływu ludności. W miarę napływu ludności wiejskiej poszukującej pracy wokół takich miast jak Lagos, Akra, Dakar, Nairobi czy Leopoldville (Kinszasa), wyrastały miasteczka chatek, dzielnice ruder i slumsy. Oburzenie wśród klasy robotniczej stawało się coraz bardziej odczuwalne. W wielu miastach afrykańskich panowała napięta atmosfera. Posłuch i karność w obrębie poszczególnych plemion słabły, tradycyjne religie traciły swój wpływ. Rozwój szkolnictwa podstawowego, szczególnie w Afryce Zachodniej, stwarzał nowe oczekiwania. Dorastało nowe pokolenie, ambitne i bezkompromisowe. W Akrze i Lagosie ruchy młodzieżowe i gazety afrykańskie oskarżały władze o wszelkie zło, demaskowały cały system kolonialny i domagały się samostanowienia. Władze kolonialne zbywały tych krytyków, nazywając ich garstką miejskich agitatorów, niemających poparcia ludu. Wierzyły one, że miejscowi wodzowie, a tym samym przeważająca liczba ludności, zachowają lojalność. Jednakże fala wydarzeń ruszyła, aby w końcu zmieść afrykańskie imperia, którymi Europa tak bardzo się szczyciła.

W 1945 r. w Afryce były cztery niepodległe państwa: Egipt nominalnie niepodległy, na czele którego stał skorumpowany monarcha podporządkowany brytyjskim wpływom politycznym i zobowiązany na mocy traktatu do zaakceptowania obecności brytyjskich wojsk, Etiopia, feudalne imperium, dopiero co przywrócone Hajle Syllasjemu po pięciu latach okupacji włoskiej, Liberia, chyląca się ku upadkowi republika, założona w 1847 r. na zachodnim wybrzeżu dla wyzwolonych niewolników amerykańskich - jedyne państwo afrykańskie, które nie doświadczyło europejskiej władzy kolonialnej, ale w rzeczywistości było niemal lennem amerykańskiej spółki Firestone, która miała tam plantacje kauczuku, i wreszcie Związek Południowej Afryki, najbogatsze państwo Afryki, zasobne w największe na świecie złoża złota, niepodległe od 1910 r. i zarządzane przez białą mniejszość.

Wielka Brytania była tą jedyną potęgą kolonialną, która brała pod uwagę możliwość przyznania autonomii terytoriom afrykańskim, po stworzonym w Azji precedensie. Niemniej jednak zakładała ona, że będzie nimi władać co najmniej do końca dwudziestego wieku. W okresie powojennym, częściowo dla własnych korzyści, ale także z powodu bardziej światłego prowadzenia spraw kolonialnych, zapoczątkowała ona wielkie programy rozwojowe w zakresie rolnictwa, transportu, edukacji i służby zdrowia. Na Złotym Wybrzeżu, w Nigerii, Ugandzie i Sudanie zaczęły funkcjonować pierwsze uniwersytety. Co się jednak tyczy planów politycznego rozwoju, to rząd brytyjski zachowywał się o wiele bardziej ostrożnie. Liczył w tej kwestii na długi okres przejściowy. Nie przewidywał gwałtownych zmian. Afrykanów należało wprowadzać w tajniki rządzenia po starannym przygotowaniu ich do tego zadania, krok po kroku. Herbert Morrison, jeden z ważniejszych polityków Partii Pracy, powiedział, że przyznanie ich koloniom niepodległości, to "jakby dać dziecku klucz do drzwi, numer rachunku bankowego i dubeltówkę".

Każde z czternastu brytyjskich terytoriów w Afryce było zarządzane oddzielnie. Miało własny budżet, własne prawa i własne służby publiczne. Każde znajdowało się pod kontrolą gubernatora, który miał na tyle silną pozycję, że jego zdanie było zawsze ostateczną decyzją. Brytyjskie posiadłości w Afryce Zachodniej były najbardziej rozwinięte. Od końca dziewiętnastego wieku na Złotym Wybrzeżu, w Nigerii i Sierra Leone wykształcona elita czarnej ludności - prawnicy, lekarze, nauczyciele i kupcy - uzyskała możliwość odgrywania niewielkiej roli w zarządzaniu instytucjami. W czasie drugiej wojny światowej Afrykanów dopuszczono do rad wykonawczych doradzających gubernatorom, a w przypadku Złotego Wybrzeża kilku z nich zostało awansowanych na wyższe stanowiska w administracji. Po wojnie uchwalono nowe konstytucje dla Złotego Wybrzeża i Nigerii, dając kilku Afrykanom możliwość bycia wybranymi do rad legislacyjnych. W brytyjskich koloniach wschodniej i środkowej Afryki działalność polityczna obracała się wokół żądań białych osadników, domagających się większej władzy politycznej. W Rodezji Południowej biała ludność licząca nie więcej niż 33 000 obywateli, uzyskała wewnętrzną autonomię już w 1923 r. Do tego samego energicznie zmierzała ludność w Kenii. Jednakże Wielka Brytania, która stworzyła rodezyjski precedens, teraz upierała się przy twierdzeniu, że powinno się należycie ochraniać afrykańskie interesy. W praktyce nie miało to większego znaczenia. Z powodu o wiele późniejszych kontaktów z Europą ludność rdzenna wschodniej i środkowej Afryki była postrzegana jako znajdująca się kilka pokoleń za ludnością Afryki Zachodniej. Rząd brytyjski był zdania, że przyszły dobrobyt tych ziem w dużym stopniu zależał od należytego wspierania białych społeczności. W okresie powojennym napływ białej ludności osiągnął swe apogeum; w południowej Rodezji i w Kenii biała populacja podwoiła swoją liczebność. Z tego powodu na kenijskich Białych Wzgórzach przydzielano więcej ziem uprawnych byłym żołnierzom brytyjskim, nawet wbrew protestom i skargom miejscowej ludności. Ośmieleni wzrastającą liczbą inwestycji zagranicznych, pewni siebie biali politycy w Salisbury (Harare) i Nairobi skierowali swą uwagę na utworzenie zarządzanych przez białych, brytyjskich dominiów w samym sercu Afryki.

W okresie powojennym również Francuzi zapoczątkowali ważne programy rozwojowe i przeprowadzili reformy polityczne, dając ludności afrykańskiej możliwość szerszej reprezentacji. W odróżnieniu od Brytyjczyków, Francuzi traktowali swe kolonie nie jak oddzielne terytoria, ale jako część la plus grande France. Awans polityczny polegał więc na przyznaniu Afrykanom większej liczby ich reprezentantów w parlamencie francuskim. Od dziewiętnastego wieku afrykańscy mieszkańcy czterech nadbrzeżnych miast Senegalu mieli prawo udziału w wyborze swego przedstawiciela do parlamentu francuskiego. Pierwszy deputowany afrykański wybrany w Senegalu przybył do Paryża w 1914 r. i bardzo szybko awansował do rangi młodszego posła. W 1945 r. liczba deputowanych z francuskiej Afryki, wybranych celem reprezentowania afrykańskich interesów, zwiększyła się do dwudziestu dwóch. W każdym terytorium powołano zgromadzenia lokalne, a ponadto zgromadzenia federalne dla dwóch regionów federalnych: dla Francuskiej Afryki Zachodniej i Francuskiej Afryki Równikowej. Niemniej jednak, choć francuska Afryka bardzo zyskała na skutek politycznego i ekonomicznego rozwoju, głównym celem Union Française, jak zwano to imperium po wojnie, było ścisłe związanie kolonii z metropolitalną Francją. Więzi te miały być indissoluble - nierozerwalne.

Jeśli chodzi o inne potęgi kolonialne, to ani Belgia, ani też Portugalia nie pozwalały na jakąkolwiek działalność polityczną na swych afrykańskich terytoriach. Belgia traktowała Kongo jako cenną nieruchomość, która potrzebowała dobrego zarządzania. Sprawami Konga kierowała z Brukseli niewielka grupa Belgów, którzy wydawali dekrety dla rezydujących na miejscu urzędników; ani mieszkający w Kongu Belgowie, ani też rodowici Kongijczycy nie mieli prawa głosu. Portugalia, najbiedniejszy kraj w Europie, pozostawała w uścisku dyktatorskiej władzy Salazara, która bezlitośnie rozprawiała się z wszelkimi krytykami i dysydentami. Każdy podejrzany o sianie niepokoju w Afryce był wtrącany do więzienia, zsyłany do kolonii karnej bądź na wygnanie.

Nadejście zimnej wojny dało początek nowemu czynnikowi wpływającemu na układ sił. W 1948 r., po przejęciu władzy w Pradze przez komunistów, rządy zachodnie były już przekonane, że komuniści rozpoczęli kampanię zmierzającą do zapanowania nad światem, w której kolonie afrykańskie miały być pierwszym celem. Kiedy kilka dni później wybuchły zamieszki na Złotym Wybrzeżu, dotychczas uważanym za "modelową" kolonię brytyjską, gubernator Sir Gerald Creasy, który właśnie przybył z Londynu, błyskawicznie wykrył w tym wydarzeniu spisek komunistyczny. W wystąpieniu radiowym przestrzegał przed niebezpieczeństwem przejęcia władzy przez komunistów i przed groźbą nowej formy terroryzmu.

Komisja powołana do wyjaśnienia przyczyn tych zamieszek znalazła nikłe dowody komunistycznej akcji wywrotowej, natomiast wskazała na głębokie polityczne i ekonomiczne niezadowolenie. Jako rozwiązanie tych problemów zaleciła wprowadzenie szybkich zmian politycznych. Rząd brytyjski był tego samego zdania. W 1949 r. wysłano na Złote Wybrzeże nowego gubernatora, Sir Charlesa Ardena-Clarke'a. Ostrzeżono go, że "...kraj znajduje się na skraju rewolucji" i zalecono, aby wprowadził w życie nową konstytucję, która by nakładała na Afrykanów nie tylko większą odpowiedzialność prawną, ale dawała im także większą władzę wykonawczą.

Nowy system rządzenia był uważany za swego rodzaju "eksperyment", który winien być uważnie kontrolowany i monitorowany: mógł być opóźniany czy zawieszany, jeśli sprawy szły w złym kierunku. Jednakże rzeczywistość okazała się całkiem inna. Jeden ze starszych urzędników brytyjskich, uwikłany w eksperyment ze Złotego Wybrzeża, opisywał później ten proces "jak układanie torowiska przed nadjeżdżającym ekspresem".

Książka ta śledzi losy Afryki w czasach współczesnych. Rozpoczyna się w latach, kiedy kontynent ten szybko zmierzał ku niepodległości, i obejmuje okres półwiecza, jaki upłynął od tych burzliwych wydarzeń. Koncentruje się głównie na roli wybranych przywódców afrykańskich, których cechy osobiste i kariery wywarły decydujący wpływ na losy ich krajów. Bada się w niej przyczyny, dla których - po euforii z powodu uzyskania niepodległości - zgasło tak wiele ambicji i nadziei. Dlaczego o przyszłości Afryki mówi się w tak pesymistyczny sposób? Choć Afryka jest kontynentem wysoce zróżnicowanym, państwa afrykańskie mają wiele cech wspólnych, nie tylko jeśli chodzi o ich początki jako terytoriów kolonialnych, ale także państw stojących wobec podobnych niebezpieczeństw i trudności. Zaprawdę tym, co najbardziej uderza w okresie pięćdziesięciu lat od uzyskania niepodległości, jest ogrom i podobieństwo nieszczęść, których tak bardzo doświadczyły kraje afrykańskie.

CZĘŚĆ PIERWSZA

1. EKSPERYMENT ZŁOTEGO WYBRZEŻA

Rankiem 9 lutego 1951 r. Sir Charles Arden-Clarke obudził się w swej kwaterze głównej, mieszczącej się w zamku Christiansborg, w siedemnastowiecznym forcie dla niewolników, skąd gubernatorzy brytyjscy przez pięćdziesiąt lat rządzili Złotym Wybrzeżem. Czekała go najważniejsza w jego karierze decyzja. Jego problemem był 41-letni więzień z James Fort w Akrze, który odsiadywał trzyletni wyrok za działalność wywrotową. W oczach władz kolonialnych Kwame Nkrumah był niebezpiecznym wichrzycielem. W oficjalnych raportach nazywano go "bezkompromisowym komunistą". W czerwcu 1949 r. założył własną partię polityczną - Ludową Partię Konwentu (Convention People's Party - CPP), domagając się "natychmiastowej autonomii" i zagroził rozbiciem starannie przygotowanego przez Wielką Brytanię planu reform konstytucyjnych, jeśli jego żądanie nie zostanie spełnione.

Urzędnicy brytyjscy uważali swój plan, skonstruowany w konsultacji z radą złożoną z prominentnych Afrykanów, za dostatecznie dalekosiężny. Proponował on najbardziej postępowe ramy polityczne dla dowolnej kolonii w Afryce, a Złotemu Wybrzeżu zapewniał coś, co było nazywane "rządem o połowicznej odpowiedzialności". Po raz pierwszy w historii kraju miały być przeprowadzone powszechne wybory, miało być także utworzone zgromadzenie narodowe z afrykańską większością i nową radą wykonawczą, składającą się w dużym stopniu z afrykańskich ministrów, którzy zajmowaliby się sprawami wewnętrznymi.

Konstruując ten plan, urzędnicy brytyjscy spodziewali się zapewnić sobie w rządzeniu współpracę elitarnej grupy prawników i biznesmenów Złotego Wybrzeża - czyli inteligencji, jak ich nazywali miejscowi - którzy od dłuższego czasu domagali się tego typu reform. Znani jako "posiadacze i ludzie z pozycją społeczną" utworzyli w 1947 r. partię polityczną, Zjednoczony Konwent Złotego Wybrzeża. Wybrali hasło "Autonomia - natychmiast". Brytyjczycy bardzo podziwiali ich przywódcę, doktora Josepha Danquaha. Uzyskał on stopień doktora na Uniwersytecie Londyńskim, zdobył kwalifikacje adwokata w Inner Temple i napisał wielce cenioną książkę na temat prawa i religii ludów Akan. W dążeniu do rozwoju politycznego wystąpił z propozycją porzucenia kolonialnej nazwy Złote Wybrzeże i zastąpienia jej nazwą Ghana, nawiązującą do afrykańskiego imperium, które rozkwitło na terenach Afryki Zachodniej w XI wieku.

Licząc na uzyskanie poparcia ludu dla swej sprawy, Danquah i jego współpracownicy postanowili wynająć pełnoetatowego organizatora. Zarekomendowano im Kwame Nkrumaha. O Nkrumahu prawnicy nie wiedzieli prawie nic. Przez dwanaście lat mieszkał on za granicą. Był wędrownym studentem, zawsze bez grosza w kieszeni, ale z ambicjami politycznymi. W Stanach Zjednoczonych uzyskał stopnie naukowe w zakresie ekonomii, socjologii i filozofii. W czasie wakacji zarabiał na życie, podejmując pracę na stanowisku robotniczym w fabryce mydła i jako kelner okrętowy. Próbował nawet sprzedawać ryby w zaułkach Harlemu. Przenosząc się do Londynu w 1945 r., miał zamiar podjąć studia prawnicze, ale wkrótce dał się wciągnąć w wir lewicowej polityki. Zaprzyjaźnił się z czołowymi komunistami brytyjskimi i z zaangażowaniem uczestniczył w antykolonialnych protestach. Ciągle powtarzał: "Nic nie może powstrzymać cię od samodzielności i od zdemaskowania całego imperium brytyjskiego". Porzucił studia prawnicze, ale trudno mu było związać koniec z końcem w roli aktywisty politycznego. Cierpiący na brak pieniędzy, godzinami dyskutował o polityce w taniej kawiarni w Camden Town, gdyż tylko tam stać go było na filiżankę herbaty i kawałek chleba. Kiedy zaoferowano mu pracę w Zjednoczonym Konwencie Złotego Wybrzeża, skwapliwie przyjął tę propozycję.

Mając lewicowe poglądy i ambitną naturę Nkrumah wkrótce poróżnił się z Danquahem i jego przyjaciółmi. Osiemnaście miesięcy po powrocie na Złote Wybrzeże zerwał z nimi i z nieposkromioną energią zabrał się do przekształcania jego nowej partii, Ludowej Partii Konwentu, w nowoczesną machinę polityczną. Organizował grupy młodzieżowe, posługiwał się flagami, transparentami i hasłami oraz zakładał gazety, które przy każdej nadarzającej się okazji oczerniały władze kolonialne. W płomiennych przemówieniach wygłaszanych w różnych zakątkach kraju obiecywał, że "autonomia natychmiast" zlikwiduje wszelkie krzywdy i niedostatek, których sprawcami były przez władze kolonialne. Zbuduje nowy świat o dużych możliwościach i pomyślnym rozwoju. Jego ekstrawagancki sposób bycia i zniewalający uśmiech sprawiły, że nadano mu przydomek "Gwiazdor" (Showboy). Dla młodych, bezdomnych "chłopców z werandy", którzy spali na werandach bogaczy, stał się on idolem, politycznym czarodziejem, którego dokonania na swój sposób podniecały, budziły nadzieje i oczekiwania. Jego radykalne poglądy rozprzestrzeniały się wśród związkowców, byłych wojskowych, urzędników niższego szczebla, drobnych handlarzy, nauczycieli szkół podstawowych, a także wśród młodej generacji, sfrustrowanej i niecierpliwej, poszukującej lepszego życia. Dla wszystkich tych, którzy nie posiadali pieniędzy, pozycji społecznej i jakiejkolwiek własności, zawołanie Nkrumaha "Wolność" było niczym obietnica zbawienia. Nkrumah mówił im: "Szukajcie najpierw królestwa politycznego, a wszystko inne będzie wam dane".

Stając się coraz bardziej ośmielonym, Nkrumah skrytykował brytyjski plan reform konstytucyjnych jako "sztuczny i oszukańczy". Ogłosił początek kampanii pod hasłem "Pozytywne Działanie". Strajki, bojkoty, agitacja i propaganda miały na celu zmuszenie Brytyjczyków do natychmiastowego przyznania autonomii.

Kiedy doszło do aktów przemocy, Arden-Clarke ogłosił stan wyjątkowy, wprowadził godzinę policyjną i rozkazał aresztować Nkrumaha oraz innych przywódców partii. Twierdził on, że celem bojówkarzy Ludowej Partii Konwentu było "przejęcie władzy poprzez wywołanie chaosu". Nkrumaha postawiono przed sądem i oskarżono o przestępstwa podburzania i organizowania akcji wywrotowych. Został skazany łącznie na trzy lata więzienia. Danquah skomentował to wydarzenie: "Wilk został przegnany". W prywatnym liście do rodziny Arden-Clarke napisał: "Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem, ale byłem bardzo zajęty poskramianiem naszego miejscowego Hitlera i jego puczu".

Aresztowanie Nkrumaha i jego ludzi w żadnej mierze nie zaszkodziło Ludowej Partii Konwentu, a wręcz uczyniło z nich bohaterów. "Czapeczka absolwenta więzienia" stała się podziwianym i poważanym przedmiotem. Ci, którzy odsiedzieli swój wyrok, byli entuzjastycznie witani i podejmowali walkę z nowym entuzjazmem. Kiedy przybliżały się wyznaczone na luty 1951 r. wybory, wszystko wskazywało na to, że Ludowa Partia Konwentu zdobędzie większość mandatów.

W więziennej celi James Fort Nkrumah spędzał czas na wiązaniu sieci rybackich i wyplataniu koszyków. Początkowo nie miał zamiaru uczestniczenia w wyborach. Dowiedział się jednak, że prawo pozwala na to, aby więzień skazany na okres nieprzekraczający jednego roku mógł być zarejestrowany na liście wyborczej. Chociaż jego wyrok opiewał na trzy lata więzienia, składał się z trzech jednorocznych okresów. Udało mu się zgodnie z prawem umieścić swe nazwisko na liście wyborczej, po czym oznajmił władzom więziennym, że zdecydował się zostać kandydatem w tych wyborach.

Uczestnictwo Nkrumaha w wyborach wzbudziło u ludzi jeszcze silniejsze emocje. W zamku Christiansborg, Arden-Clarke odnotował "wielką falę entuzjazmu", wręcz promieniującą z Ludowej Partii Konwentu. Końcowym rezultatem było zwycięstwo tej partii, które przeszło nawet oczekiwania jej członków. CPP zdobyła trzydzieści cztery na trzydzieści osiem miejsc, podczas gdy Konwent Danquaha zaledwie trzy. Osobisty sukces Nkrumaha miał podobnie spektakularny charakter. Startując w okręgu wyborczym Akry, zdobył mandat, uzyskując 20 780 głosów na 23 122 możliwych do zdobycia. Informację o tym sukcesie przekazało mu kierownictwo więzienia o godzinie 4 rano dnia 9 lutego.

Arden-Clarke stanął przed dylematem, czy powinien on zwolnić z więzienia Nkrumaha - w końcu skazanego przestępcy. Nie istniał precedens, który pozwoliłby na zwolnienie go z powodów politycznych. Co więcej, Nkrumah groził podjęciem działań zakłócających spokój, jeśli Złote Wybrzeże nie uzyska natychmiast autonomii. Mógł być tak samo niebezpieczny na wolności, jak i przebywając pod kluczem.

Tego ranka, przy goleniu, Arden-Clarke podjął decyzję. "Było wiele argumentów za i przeciw", wspominał, "i mnóstwo różnego rodzaju nacisków. Jednakże stało się oczywistym, że CPP odmówi współpracy nad wypracowaniem konstytucji bez udziału jej przywódcy. Nkrumaha i jego partię wspierały masy ludzi, i nie było żadnej innej partii z godnym uwagi poparciem społecznym, do której można byłoby się odwołać. Bez udziału Nkrumaha konstytucja byłaby poronionym dziełem. Gdyby nic nie wyszło z tych wszystkich nadziei, aspiracji i konkretnych propozycji co do powiększenia autonomii, nikt by już nie uwierzył w dobre intencje rządu brytyjskiego. Złote Wybrzeże stałoby się areną zamętu, przemocy i przelewu krwi".

W tej sytuacji Arden-Clarke nakazał zwolnić go z więzienia, nazywając to "aktem łaski". Po czternastu miesiącach pobytu w więzieniu Nkrumah opuścił James Fort 12 lutego w południe, witany entuzjastycznie przez swych zwolenników. Został zaproszony do złożenia następnego dnia wizyty gubernatorowi na zamku Christiansborg.

Zamek był okazałą budowlą, którą Nkrumah miał w przyszłości poznać bardzo dobrze. Zbudowany został na skalistym cyplu na peryferiach Akry, ze sprowadzanych z Danii kamieni zabieranych jako balast na zawijające tu do portu statki niewolnicze. Jego fundamenty były ustawicznie podmywane przez ryczące fale. Słona woda bez przerwy sączyła się do głębokich lochów, w których niegdyś gromadzono niewolników, oczekujących na przeprawę przez Atlantyk. Jego wysokie ściany miały kolor oślepiającej bieli. Wysokie drzewa palmowe naginały się ku zakończonym blankami murom obronnym. Ogrody mieniły się rozmaitymi barwami paciorecznika - kasztanowatą, łososiową, purpurową i bladożółtą.

Idąc przez dziedziniec, Nkrumah nie był pewien, czego mógł się spodziewać. Nigdy przedtem nie spotkał się z Ardenem-Clarke'em i był w stosunku do niego podejrzliwy. Równie ostrożny był Arden-Clarke. "Znaliśmy się jedynie ze słyszenia. Myślę, że moja reputacja była tak samo wstrętna dla niego, jak jego reputacja dla mnie" - wspominał Arden-Clarke. "Tamto spotkanie cechowało się wzajemnymi podejrzeniami i nieufnością. Przypominaliśmy dwa psy, które spotykały się po raz pierwszy, obwąchując się z najeżonymi grzbietami i zastanawiając się nad tym, czy gryźć, czy też merdać ogonem".

Przeszli jednak do rzeczy i zakończyli to spotkanie w dość serdecznej atmosferze. Nkrumah opuścił zamek Christiansborg z propozycją utworzenia rządu. Los sprawił, że przeskoczył z pozycji skazańca na stanowisko premiera w niespełna jeden dzień. "Kiedy schodziłem po schodach, wydawało mi się, że wszystko to jest snem, że zstępuję z obłoków, że się wkrótce obudzę, i znajdę się, na więziennej podłodze, siedząc po turecku i opróżniając miskę z kukurydzianą papką".

Z czasem ugody z nacjonalistycznymi politykami, uznawanymi wcześniej za ekstremistycznych wichrzycieli, miały stać się dla gubernatorów brytyjskich w Afryce chlebem powszednim. Jednakże w owym czasie zwycięstwo wyborcze Nkrumaha, człowieka określającego się mianem "marksistowskiego socjalisty", sukces nieprzejednanego wroga imperializmu, który zdecydowanie dążył do uzyskania autonomii, wywołało w całej Afryce prawdziwą falę uderzeniową, wywołując w niektórych kręgach niepokój, w innych wzbudzając podziw.

Jednakże w opinii Brytyjczyków Złote Wybrzeże zawsze stanowiło szczególny przypadek. Wyróżniało się ono swym bogactwem i osiągnięciami niespotykanymi w Afryce subsaharyjskiej. Przez czterdzieści lat było wiodącym na świecie producentem kakao i szczyciło się wielkimi i prosperującymi społecznościami rolniczymi. Jego system edukacyjny należał do najbardziej rozwiniętych, a liczba wykwalifikowanych pracowników nie miały sobie równych w żadnej innej afrykańskiej kolonii. Kraj był względnie homogeniczny, pozornie wolny od napięć etnicznych i religijnych. Połowa jego mieszkańców wywodziła się z ludów Akan i posługiwali się oni zbliżonymi dialektami. Z tego względu brytyjscy urzędnicy uważali Złote Wybrzeże za wyjątek wśród pozostałych ich terytoriów i sami przystosowali się do zaistniałej sytuacji.

W czasie drugiego spotkania w zamku Christiansborg, Arden-Clarke i Nkrumah zaczęli stopniowo budować wzajemne zaufanie. "Chociaż wiele pozostało jeszcze niedopowiedzeń", wspominał Arden-Clarke, "obaj zrozumieliśmy, że istniało tylko dwoje ludzi, którzy w ciągu pięciu minut mogliby zniszczyć konstytucję i cały ten eksperyment - Nkrumah i ja - i że nie przyniosłoby to nikomu żadnego pożytku. Wierzyliśmy, że przyświeca nam ten sam cel, czyli zapewnienie krajowi pełnej autonomii. I chociaż mogliśmy się różnić co do czasu i sposobu działania - i rzeczywiście się różniliśmy - obaj czuliśmy, jak sądzę, że byłoby to w najlepiej pojętym interesie kraju i nas samych, gdybyśmy współpracowali ze sobą, a nie występowali jeden przeciwko drugiemu".

Chociaż w kwestii rządzenia Nkrumah był nowicjuszem, ciągle naciskał, domagając się szybszych zmian i większej władzy. Nowa konstytucja, którą miał obowiązek zatwierdzić, pozostawiała kontrolę nad policją, wymiarem sprawiedliwości, finansami, obroną i sprawami zagranicznymi w rękach gubernatora i jego urzędników. Ponadto gubernator był upoważniony do przewodniczenia posiedzeniom gabinetu, miał prawo weta i mógł przeforsować taki akt prawny, jaki uważał za stosowny. Zniecierpliwiony tym "okresem próbnym", Nkrumah w lipcu 1953 r. wystąpił w parlamencie z inicjatywą poselską, domagając się bezzwłocznie pełnej autonomii. "Przedkładamy autonomię z wszystkimi jej niebezpieczeństwami nad służalczość w spokoju", oświadczył. Chociaż rząd brytyjski miał poważne obawy co do tempa przemian, rok później nadał Złotemu Wybrzeżu nową konstytucję, która przewidywała pełną wewnętrzną autonomię kraju, który miał być zarządzany przez gabinet składający się w całości z Afrykanów.

Ze swą smykałką do pozyskiwania rozgłosu, Nkrumah zawsze pozostawał w świetle reflektorów; dominował w nagłówkach gazet i wiadomościach radiowych. Jego życie to istny wir spotkań, przemówień, objazdów i mityngów. Prasa partyjna zbudowała obraz człowieka o nadnaturalnych mocach, proroka, nowego Mojżesza, który miał poprowadzić swój lud do wymarzonego, niepodległego kraju. "Człowiek Przeznaczenia, Gwiazda Afryki", obwieszczała gazeta Evening News z dnia 19 czerwca 1954 r. "Nadzieja Milionów Uciskanych Czarnoskórych, Oswobodziciel Ghany, Żelazny Chłopak, Wielki Przywódca Chłopców Ulicy". Zwykli ludzie zaczęli dostrzegać w nim mesjasza, zdolnego do dokonywania cudów. Był wysławiany w hymnach i modlitwach; jego zwolennicy recytowali takie frazy jak "Wierzę w Kwame Nkrumaha". Od wczesnego ranka ustawiały się długie kolejki przed jego domem, ludzie szukali u niego rady w przeróżnych sprawach, od kłótni w rodzinie po choroby i niepłodność. Liczyli na jego rekomendacje przy poszukiwaniu pracy i na pomoc pieniężną, spodziewali się rozwiązania problemu zadłużenia. Nkrumah zawsze starał się znaleźć dla nich czas, bez względu na to, jak sam był zajęty.

Miał w sobie magnetyzm, widoczny dla każdego, kto się z nim spotykał. Miał smukłą figurę, był średniego wzrostu i drobnej budowy. Z uwydatnionym czołem, odsuniętą do tyłu linią włosów i sentymentalnymi oczami, tryskał energią. John Gunther, pisarz amerykański, który spotkał go na obiedzie wydanym w lipcu 1953 r. przez Ardena-Clarke'a na zamku Christiansborg, był bardzo poruszony jego charyzmą. Nkrumah był ubrany w strój narodowy: w podobną do rzymskiej togę z jedwabnej tkaniny kente, z odsłoniętą lewą ręką i ramieniem. "Jego ruchy i gesty miały jakąś tajemną moc, obezwładniający i niemal zwierzęcy magnetyzm", pisał Gunther. "Nie chodzi dumny jak paw, ani też nie obnosi się z przesadną rezerwą".

Polityka zdominowała całe jego życie. Jako kawaler nie interesował się sportem, nie rozkoszował się jedzeniem i nie dbał o wygodę własną. Ochrzczony w Kościele katolickim, swego czasu poważnie rozważał karierę księdza-jezuity. Pociągało go poczucie prostolinijnego bytowania, jakie charakteryzowało życie zakonne. Nie palił i nie pił. Kiedy Gunther zapytał go, co robi, aby się zrelaksować, Nkrumah odpowiedział: "Pracuję". Pociągała go muzyka, zarówno klasyczna, jak i miejscowa muzyka taneczna zwana highlifem. Kiedy jeden z przyjaciół zasugerował mu, aby dla relaksu częściej słuchał muzyki klasycznej, natychmiast zamówił dwieście płyt. Jednak na okrągło słuchał jedynie chóru "Alleluja" z Mesjasza.

Mimo całej tej wrzawy wokół jego osoby Nkrumah był człowiekiem samotnym, niedowierzającym swym bliskim współpracownikom. Lubił towarzystwo kobiet, ale bał się intymności i twierdził, że nie ma czasu na ożenek. Ogromnym zaufaniem obdarzył jednak Erikę Powell, osobistą sekretarkę gubernatora - Angielkę, która przybyła na Złote Wybrzeże w 1952 r. Kiedy po raz pierwszy zaprosił ją do swego domu na obiad, Powell zapytała najpierw o zdanie Ardena-Clarke'a, który zachęcił ją do przyjęcia zaproszenia. "Wiesz, Erica", powiedział Arden-Clarke, "Nkrumah jest bardzo samotnym człowiekiem. Bardzo samotnym".

Nkrumah często telefonował do niej późną nocą. "Czasami słuchałam go, a on stawał się coraz bardziej senny i zaczynał niewyraźnie mówić", wspominała w swoich pamiętnikach. "Ale gdy tylko zasugerowałam zakończenie rozmowy, nagle się ożywiał". Pewnego wieczoru niespodziewanie zjawił się w jej mieszkaniu, narzekając na tłumy ludzi, którzy oblegali jego prywatny dom. Wkrótce zasnął. Zachęcała go do poszukania spokojniejszej rezydencji, a także nakłaniała do zainteresowania się jedzeniem i własną kondycją.

W 1955 r. została jego prywatną sekretarką. W tym czasie zaczęły krążyć w Akrze pogłoski, że jest jego kochanką, ale ona zawsze temu zaprzeczała. W swych pamiętnikach opisywała Nkrumaha jako człowieka o zmiennym usposobieniu, kapryśnego i niecierpliwego, ale jednocześnie czarującego i delikatnego, kiedy było to w jego interesie. "Problem polegał na tym, że jego zachowanie mogło się zmienić w jednej chwili", pisała. Mimo wszystkich tych frustracji i wyczerpującego tempa narzuconego w harmonogramie prac, pozostała ona kluczową postacią w jego otoczeniu. Blisko z nim współpracowała przez ponad dziesięć lat. Pewnego razu Nkrumah wyznał jej, że jest jedyną osobą, na której może polegać i prosić ją o szczerą radę.

Po wygranej w wyborach w 1954 r. wydawało się, że Nkrumah zabierze się do szybkiego działania w kierunku uzyskania autonomii. Napotkał on jednak niespodziewany opór, wymierzony w jego sposób sprawowania rządów. W końcowym etapie władzy kolonialnej Złote Wybrzeże, niegdyś wzorcowa kolonia, było rozdzierane tak wielką goryczą, podziałami i przemocą, że stanęło przed niebezpieczeństwem rozpadu.

U podstaw kryzysu leżały pieniądze uzyskiwane ze sprzedaży kakao. Aby zabezpieczyć plantatorów kakao przed fluktuacją cen, władze kolonialne utworzyły Agencję Rynku Zbytu Kakao (Cocoa Marketing Board - CMB), który co roku ustanawiał ceny gwarantowane dla farmerów i występował w roli jedynego nabywcy, klasyfikatora, sprzedawcy i eksportera kakao. Kiedy Nkrumah objął swój urząd, nakazał CMB utrzymywanie cen na możliwie najniższym poziomie, zamierzając w ten sposób zgromadzić środki na finansowanie projektów rozwojowych. CMB zasłynął wkrótce z praktyk korupcyjnych i miernego zarządzania; był on często wykorzystywany do udzielania kredytów, przyznawania kontraktów, zamówień, licencji i miejsc pracy zwolennikom Ludowej Partii Konwentu. Oficjalne śledztwo wykazało, że CPP odwołała się do pośrednictwa CMB dla wypełnienia gotówką partyjnych kufrów, przymuszania farmerów do wstąpienia w szeregi partii i dla sprawowania kontroli nad drobnym handlem.

Wkrótce po wyborach w 1954 r. Nkrumah ogłosił, że płacona rolnikom cena kakao zostanie ustalona na okres czterech lat na poziomie mniejszym niż jedna trzecia cen światowych. Decyzja ta wywołała falę gniewu w kraju Aszantów - w centralnym regionie leśnym, skąd pochodziła połowa krajowej produkcji. Nie tylko farmerzy, ale także handlarze kakao, kupcy i biznesmeni mieszkający w Kumasi, stolicy Aszantów, bardzo źle przyjęli znaczną utratę dochodów. Powstała nowa partia opozycyjna, Narodowy Ruch Wyzwoleńczy (National Liberation Movement - NLM), zapowiadająca obronę interesów i kultury Aszantów przed rządem centralnym. Był on przedstawiany jako dyktatorski, skorumpowany i nastawiony na podkopanie wierzeń i zwyczajów ludu Aszanti. Z błogosławieństwem najwyższych wodzów Aszantów, i wspierany żarliwym poparciem w sercu tego kraju, zażądał uchwalenia konstytucji federalnej przed uzyskaniem autonomii, która zapewniłaby znaczącą autonomię krajowi Aszantów i innym obszarom, które tego sobie życzą.

Nkrumah postrzegał te wydarzenia jako przejaw walki między nowoczesnym rządem demokratycznym a feudalną władzą tradycyjnych wodzów, którzy starali się zachować dawny porządek. Nie docenił jednak siły ludowego poparcia dla instytucji Aszantów. Kiedy NLM i CPP walczyły ze sobą o wpływy, wybuchły gwałtowne zamieszki. Dokonano zamachu bombowego na dom Nkrumaha w Akrze. Zaalarmowany rozruchami, rząd brytyjski odmówił określenia daty uzyskania niepodległości, a w końcu zaczął nalegać na rozwiązanie nabrzmiałych problemów poprzez ogłoszenie nowych wyborów. Przy urnach wyborczych w 1956 r. CPP Nkrumaha zdobyła znaczącą większość 72 ze 104 miejsc w parlamencie, chociaż frekwencja wyniosła zaledwie 75%. Na CPP głosowało 398 000 obywateli, podczas gdy na opozycję oddano 299 000 głosów. Zadowoleni z wyników wyborów, Brytyjczycy ogłosili w końcu datę przyznania Ghanie niepodległości - 6 marca 1957 r.

Był to dzień zapoczątkowujący nową erę w historii Afryki. Uzyskanie niepodległości przez Ghanę było wydarzeniem obserwowanym i wzbudzającym podziw na całym świecie. Żadne inne wydarzenie w Afryce nie przyciągnęło tak wielkiej uwagi. Nie było też innej okazji, która by wywołała tak silną euforię.

Listy gratulacyjne napłynęły od czołowych przywódców świata: od Eisenhowera, Bułganina, Nehru i Zhou Enlaia. Przybyły delegacje z pięćdziesięciu sześciu krajów, wykazując wielką życzliwość i kurtuazję. Z Wielkiej Brytanii przyleciała księżna Kentu - ciotka królowej Elżbiety, reprezentująca brytyjską monarchinię. Chińczycy przysłali generała w turkusowym mundurze, Rosjanie - niższego rangą ministra sypiącego jak z rękawa zaproszeniami do Moskwy, Republika Południowej Afryki - delegację składającą się wyłącznie z białych. Najbardziej entuzjastycznie witanym gościem był Richard Nixon, w owym czasie wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. Kiedy tylko postawił stopę na afrykańskiej ziemi, natychmiast pospieszył ściskać ręce, brać w objęcia najwyższych wodzów, czule głaskać po głowach czarnoskóre dzieci i pozować do zdjęć. Nie zawsze przynosiło to pozytywne skutki. Otoczony tłumem Ghańczyków na oficjalnej uroczystości, klepnął jednego z obecnych po ramieniu i zapytał go, jak się czuje jako wolny człowiek. "Trudno mi powiedzieć, Sir" odpowiedział zagadnięty. "Jestem z Alabamy".

Uroczystości trwały sześć dni. Towarzyszyły im regaty żaglówek, wyścigi konne, przyjęcia towarzyskie pod gołym niebem, nabożeństwa kościelne, wybory Miss Ghany i szereg skrywanych dramatów. W ostatniej chwili odkryto, że nowa rezydencja premiera, w której mieli się zatrzymać składający wizytę dygnitarze, ma wiele usterek. Nastąpił wyciek ze zbiornika WC na pierwszym piętrze, zalewając znajdujący się poniżej gabinet premiera, niszcząc nowy dywan i uszkadzając setki położonych na nim książek, które oczekiwały na rozłożenie na półkach. Na krótko przed rozpoczęciem przyjęcia w nowym State House okazało się, że wszyscy kelnerzy są pijani i leżą wyciągnięci na kuchennej podłodze. Niektórym udało się stanąć na nogach, więc snuli się sennie, nosząc tace nachylone pod niebezpiecznym kątem.

W centrum wszystkich uroczystości Nkrumah jawił się jako ujmujący gospodarz, czujny i pełen energii, choć udało mu się także nieco zdrzemnąć. Kiedy się dowiedział, że oczekuje się od niego, aby poprowadził taniec z księżną Kentu podczas oficjalnego balu, jęknął żałośnie, skarżąc się, że potrafi tańczyć tylko highlife'a. Na ratunek pospieszyła mu Lucille, żona Louisa Armstronga, która nauczyła go podstawowych kroków walca oraz fokstrota i szybkiej jego odmiany. Tego dnia wieczorem udało się Nkrumahowi pomyślnie wykonać godny podziwu występ.

6 marca o północy, kiedy tłumy tańczyły i śpiewały na Placu Parlamentu, opuszczona została flaga Union Jack, a nowa flaga Ghany, w kolorach zielonym, czerwonym i złotym, została wciągnięta na maszt w jej miejsce. W białej czapeczce więźnia na głowie, z wyhaftowanymi na niej literami "PG" (Prison Graduate) - jako oznaką "absolwenta więzienia", Nkrumah został przeniesiony na ramionach przyjaciół z parlamentu na pobliskie boisko do gry w polo, gdzie zbudowano małe, drewniane podium. W blasku reflektorów wykonał improwizowany taniec, a następnie ocierając spływające po twarzy łzy, zaczął mówić o wolności, która w końcu nadeszła. "Dzisiaj, od tej chwili, jest na świecie nowy Afrykanin", oznajmił.

Żadne inne państwo afrykańskie nie powstawało przepełnione tak wielkimi nadziejami na przyszłość. Ghana wybiła się na niepodległość jako jedno z najbogatszych na świecie państw strefy równikowej, zasobne w sprawną służbę cywilną, bezstronny wymiar sprawiedliwości i pomyślnie rozwijającą się klasę średnią. Jej parlament miał mocne fundamenty, bazujące na zdolnych politykach - zarówno po stronie rządowej, jak i w opozycji. Sam premier, liczący podówczas czterdzieści siedem lat, uważany był za przywódcę niezwykle zręcznego, wybranego przez cały naród; miał już sześcioletni staż na stanowisku szefa rządu. Perspektywy gospodarcze kraju były równie pomyślne. Ghana była nie tylko czołowym producentem kakao na świecie, z olbrzymimi rezerwami środków dewizowych zgromadzonych w czasie boomu kakaowego w latach 50., ale posiadała też złoto, drewno i boksyty.

Nkrumah obrał zamek Christiansborg na swą oficjalną rezydencję, jakby chciał podkreślić tym samym zdobycie cytadeli władzy kolonialnej. Była to dziwna decyzja. Służba domowa Nkrumaha była przekonana, że miejsce to nawiedzały duchy, gdyż niegdyś był to fort niewolniczy, i dlatego nie chciała pozostawać w nim na noc. Arden-Clarke, kiedy pełnił funkcję gubernatora, często był budzony natarczywym pukaniem, którego nie potrafił wyjaśnić. Nkrumah też miał swoje własne doświadczenia. Wkrótce po przeniesieniu się do pałacu, obudziło go nocą przenikliwe skomlenie jego alzatczyka, który zazwyczaj spał w kącie sypialni. Kiedy zapalił światło, psem wstrząsały drgawki i miał nastroszoną sierść. Mimo przymilnej zachęty pies nigdy już nie postawił swej nogi w tym pokoju. Decyzja Nkrumaha o przeniesieniu się do pałacu była jeszcze bardziej uderzająca, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że powiększało to dystans między nim a ludem. Christiansborg był bowiem budowlą samotnie stojącą w oddali, gdzie bez przerwy słychać było uporczywy ryk przybrzeżnych fal, rozbijających się o jego stare mury.

Zawsze przepełniony energią Nkrumah dał się wkrótce poznać w kręgach międzynarodowych. W czerwcu 1957 r. wziął udział w konferencji Wspólnoty Narodów, zorganizowanej w Londynie, gdzie wywarł korzystne wrażenie na premierach z innych państw. Szczególnie przejmował się perspektywą spotkania z królową Elżbietą w pałacu Buckingham: czekał na to "w napięciu i podnieceniu", jak relacjonowała Erica Powell. Jego ludzie wyjaśnili, że zazwyczaj audiencja trwa około pół godziny. "Nie należy mi o tym przypominać. Wiedzcie, że to nie ma dla mnie żadnego znaczenia", odparował. "Jeśli poczuję się znudzony, będę chciał odejść choćby po dwóch minutach. Jeśli wzbudziłoby to moje zainteresowanie, mógłbym zostać tam godzinę czy dwie, i nawet nie zauważyłbym tego". Jego przerażeni towarzysze uradzili, że królowa winna dać jakiś znak, kiedy audiencja dobiegnie końca.

Następnego dnia Nkrumah wrócił z pałacu, uradowany nowym doświadczeniem. "Jest ona zdumiewającą kobietą!", oświadczył. "Taka drobna, taka prosta i skromna".

"Jak długo tam przebywałeś?", skwapliwie zapytali towarzyszący mu ludzie.

"O mój Boże! To było straszne. Rozmawialiśmy tak długo, a wszystko było dla mnie bardzo interesujące. Kiedy w końcu spojrzałem na zegarek, okazało się, że spędziłem tam całą godzinę! Zawołałem: 'Och! Czy to naprawdę upłynęło tyle czasu?' Bardzo się zmartwiłem na myśl o tym, że być może nie zauważyłem jej znaku, abym już sobie poszedł. W każdym razie rozejrzałem się za moją laską, ale nie mogłem jej zlokalizować. Wtedy królowa zapytała mnie, czy czegoś nie zgubiłem, a ja odpowiedziałem: 'Tak, moją laskę'. I czy wyobrażacie sobie, co wtedy zrobiła? Uklękła, aby pomóc mi ją odnaleźć. Laska spadła za moje krzesło. Tak mi było wstyd".

Królowa Elżbieta była zafascynowana Nkrumahem, a on nią. Przy następnej okazji został zaproszony jako osobisty gość królowej do rezydencji królewskiej w Balmoral, co było rzadkim przywilejem dla zagranicznego premiera. Właśnie tam, po przechadzce na wrzosowisku celem przyjrzenia się polowaniu Księcia Filipa na kuropatwy, Nkrumah został obwołany jako członkiem "Wielce Honorowej Prywatnej Rady Jej Wysokości Królowej". Zdjęcie z królową zrobione w Balmoral stało się jego ulubioną pamiątką. Kazał zrobić z niego tysiące odbitek.

Główne ambicje Nkrumaha skupiły się jednak wokół Afryki. Był zdecydowanym przekształcić Akrę w centrum afrykańskiego wyzwolenia, uczynić z niej bazę, z której nacjonalistyczni przywódcy skolonizowanej Afryki mogliby czerpać wsparcie i zachętę. "Nasza niepodległość jest bez znaczenia, jeśli nie będzie powiązana z całkowitym wyzwoleniem kontynentu afrykańskiego", oświadczył w Dniu Niepodległości przed zgromadzonymi tłumami na boisku do gry w polo.

W 1958 r. zgromadził przywódców partii politycznych, związków zawodowych i grup studenckich z całego kontynentu celem skoordynowania "afrykańskiej rewolucji pokojowej". Trzy tysiące krajów afrykańskich, zebranych w State House, w przepychu włoskich marmurów, jedwabi, brokatów i kryształowych żyrandoli brało udział w Konferencji Niepodległych Krajów Afryki. Wielu z nich zdobyło później wielki rozgłos. Z Tanganiki (Tanzania) przybył Julius Nyerere, z Rodezji Południowej (Zimbabwe) - Joshua Nkomo, z Rodezji Północnej (Zambia) - Kenneth Kaunda, z Niasy (Malawi) - Hastings Banda, z Konga Belgijskiego - Patrice Lumumba, z Gwinei Portugalskiej - Amilcar Cabral, z Angoli - Holden Roberto. Tom Mboya, młody związkowiec kenijski, został wybrany na przewodniczącego Konferencji.

Przez tydzień obradowali oni w upajającej atmosferze rewolucyjnej retoryki, po czym rozjechali się, aż rwąc się do walki. W końcowym przemówieniu do uczestników Konferencji Tom Mboya podtrzymał tę wojowniczą atmosferę. "Władze kolonialne", powiedział, "powinny odwrócić proces rozdrapywania Afryki. Wasz czas minął", oznajmił. "Afryka musi być wolna. Wynoście się z Afryki".

2. REWOLTA NAD NILEM

W parną, lipcową noc 1952 r. Faruk, król Egiptu, jak zwykle przyjemnie spędzał czas w nadmorskim, letnim kurorcie w Aleksandrii, oddając się grom hazardowym ze swymi bogatymi przyjaciółmi z elity, gdy nagle został pilnie poproszony do telefonu. Dzwonił premier Husajn Sirry z ostrzeżeniem, że nieliczna grupa zbuntowanych oficerów w armii planuje dokonanie przewrotu. Kiedy Faruk usłyszał, kim są spiskowcy, roześmiał się: "Gromada rajfurów!" - podsumował i wrócił do stołu do gier.

Arogancki, próżny, rozpieszczany od chwili narodzin, Faruk niezachwianie wierzył w lojalność swych generałów, w swą kontrolę nad armią oraz w swoją pozycję jako monarchy. Był jednym z najbogatszych ludzi na świecie, znanym ze swych rozrzutnych hulanek, olbrzymiego apetytu i z niezliczonej ilości kochanek. Na jego majątek składały się największe w Egipcie posiadłości ziemskie, cztery pałace, dwa jachty, trzynaście prywatnych samolotów, dwieście samochodów i imponująca kolekcja pornograficznych "artefaktów". W wieku trzydziestu dwóch lat nadal był niepoprawnym playboyem, korpulentnym i łysiejącym, lubującym się w przyjemnostkach.

Chroniąc się przed upałem i zgiełkiem Kairu, przeniósł się ze swą rodziną i służbą do oddalonego o 200 kilometrów pałacu Montazah, zbudowanego na plażowym przyczółku Aleksandrii, gdzie zamierzał spędzić lato. Problemy rządu wydawały się być trudne do rozwiązania. Od czasu do czasu król dokonywał przesunięć na stanowiskach premiera i członków gabinetu. Jednakże Kair pozostawał w ustawicznym wrzeniu, był siedliskiem spisków, zabójstw, rozruchów i agitacji prasowych. Był miejscem, w którym komuniści, nacjonaliści, rojaliści i muzułmańscy ekstremiści rywalizowali ze sobą o władzę. Na obszarach wiejskich mnożyły się akty przemocy, gdyż zubożali rolnicy buntowali się przeciw feudalnym posiadaczom ziemskim. Chociaż Faruk nie przejmował się tym wszystkim, stary porządek znalazł się na krawędzi upadku.

Tego samego ranka, kiedy otrzymał telefoniczne ostrzeżenie, Faruk powołał nowego premiera, a ministrem wojny mianował swego szwagra, zlecając mu urządzenie obławy na spiskowców, po czym sam udał się na plażę. Wieczorem 22 lipca jego generałowie posłusznie zebrali się w sztabie armii w Kairze, aby przygotować plan działania.

Spiskowcy, którym doniesiono, że wkrótce przeciwko nim zostaną podjęte działania, przyśpieszyli swój plan uderzenia. Trzy lata spiskowali w tajemnicy i stworzyli w szeregach armii tajną sieć zwaną Związkiem Wolnych Oficerów - Dhobat el-Ahrar - zmierzającym do zbudowania nowego porządku politycznego. Początkowo głównym ich celem było usunięcie z Egiptu wojsk brytyjskich. Później jednak doszli oni do przekonania, iż należy pozbyć się również Faruka i ludzi z jego otoczenia. Faruk był symbolem starego imperializmu, w takim samym stopniu jak utożsamiani z nim Brytyjczycy.

Przywódcą spiskowców został pułkownik Gamal Abdel Naser, 34-letni bohater wojenny, który wsławił się w 1948 r. podczas arabsko-izraelskiego konfliktu o Palestynę. Podobnie jak jego koledzy był głęboko rozgoryczony z powodu niekompetencji i korupcji wysokiego dowództwa w armii Faruka, które oskarżał o upokarzającą porażkę Egiptu. Inteligentny, małomówny oficer, ze skłonnością do snucia intryg, z natury skryty i bardzo ambitny, odgrywał w spisku Wolnych Oficerów główną rolę. Był jego pomysłodawcą i organizatorem, chociaż wolał działać w ukryciu.

Grupa Wolnych Oficerów nie była liczna. Naser zorganizował ich w komórki składające się z czterech czy pięciu osób. Skład takiej komórki nie był znany członkom innych komórek. W sumie Związek Wolnych Oficerów liczył nie więcej niż sto osób. Chociaż ich tożsamość była objęta tajemnicą, o swym istnieniu oznajmiali poprzez redagowane nielegalnie ulotki, w których potępiali reżim Faruka. Ulotki te były podrzucane pod drzwi prywatnych domów oficerów bądź wysyłane do nich drogą pocztową. Wiele takich ulotek zredagował bądź opublikował sam Naser.

Naser podjął również próbę dokonania zabójstwa. 9 stycznia 1952 r. wraz z dwoma zaufanymi oficerami urządził zasadzkę na auto skorumpowanego szefa sztabu armii, generała Husajna Sirri Amera, w pobliżu jego domu. Wydarzenie to uznał później za niesmaczne. "Odgłosy strzałów, po których natychmiast rozległy się przeraźliwe krzyki kobiet, kwilenie dziecka, wołania o pomoc - wszystko to prześladowało mnie, kiedy kładłem się do łóżka, i nie pozwoliło mi zmrużyć oka przez całą noc", pisał w swej Filozofii Rewolucji. "Prześladowały mnie wyrzuty sumienia... bełkotałem: 'Oby tylko nie umarł'. O świcie poszedłem na to miejsce i modliłem się o życie człowieka, którego próbowałem zabić - jak wielka była moja radość, kiedy gorączkowo przeglądając poranną gazetę, dowiedziałem się, że ten człowiek nie umarł".

Początkowo Naser i jego komitet wykonawczy wyznaczyli datę przewrotu na sierpień 1952 r. Ich cele były ambitne, ale niejasno sformułowane. Wśród sześciu nakreślonych przez nich zasad, były: "likwidacja kolonializmu i egipskich zdrajców, którzy popierali ten system", "likwidacja feudalizmu", "koniec z dominacją władzy napędzanej przez kapitał", "stworzenie potężnej armii ludowej", "konieczność ustanowienia równości społecznej i zdrowego życia domowego". W ostatniej podziemnej ulotce oficerowie oświadczali: "Zadaniem armii jest wywalczenie niepodległości dla kraju". Naser był przede wszystkim zdecydowany doprowadzić do tego, aby Wolni Oficerowie stanęli na czele rewolucji i sprawowali nad nią kontrolę.

Kiedy Wolni Oficerowie dowiedzieli się, że generałowie Faruka zgromadzili się w sztabie armii, postanowili zaatakować ten budynek, zanim ci zdołają go opuścić. "Zaoszczędzimy sobie czasu i kłopotów", zawyrokował Naser. "Weźmiemy ich wszystkich razem, zamiast jednego po drugim wyciągać z domów".

Naser w cywilnym ubraniu przemierzał Kair w swym małym, czarnym aucie marki Austin. Przemieszczał się od jednostki do jednostki, wydając instrukcje. W jednym miejscu za niesprawne światła został zatrzymany przez policjanta ze służby ruchu drogowego. Podczas kolejnego incydentu omal nie postrzelili go przez pomyłkę wtajemniczeni w spisek żołnierze, tłumacząc się, że go nie rozpoznali.

Z rewolwerami w ręku, Naser i jego towarzysze wtargnęli do kwatery głównej armii. Po symbolicznym raczej oporze generałowie poddali się. Do wczesnych godzin rannych w dniu 23 lipca Wolni Oficerowie przejęli kontrolę nad rozgłośnią radiową, biurem telegrafu, posterunkami policji i budynkami rządowymi. Został wysłany konwój pancerny celem zablokowania drogi prowadzącej z Kanału Sueskiego na wypadek, gdyby wojska brytyjskie zechciały interweniować w obronie Faruka. W programie radiowym o godzinie 7 rano Wolni Oficerowie ogłosili pierwszy komunikat, w którym informowali, że armia przejęła władzę celem oczyszczenia własnych szeregów oraz całego kraju ze "zdrajców i słabeuszy". Obwieszczenie to zostało przekazane w imieniu generała Muhammada Nadżiba, wybitnego, 54-letniego bohatera wojennego, uprzejmego mężczyzny o dobrotliwym wyglądzie, z nieodłączną fajką w ręku. Wtajemniczono go w ostatniej chwili: Wolni Oficerowie posłużyli się nim jako szacowną marionetką.

Los Faruka stał się wśród przywódców przewrotu przedmiotem zażartych sporów. Jedni domagali się jego egzekucji; inni opowiadali się za wygnaniem. Naser i Nadżib głosowali za wygnaniem, przechylając szalę. W notce, jaką napisał wtedy Naser do swych kolegów, tłumaczył się:

Ruch wyzwolenia winien pozbyć się Faruka tak szybko, jak to jest możliwe, aby mógł swobodnie zająć się tym, co jest ważniejsze - a mianowicie koniecznością oczyszczenia kraju z korupcji, jaką zostawił po sobie Faruk. Musimy utorować drogę ku nowej epoce, w której ludzie będą się cieszyć suwerennymi prawami i żyć z godnością. Sprawiedliwość jest jednym z naszych celów. Nie możemy dokonać na Faruku egzekucji bez procesu. Nie możemy też trzymać go w więzieniu i rozwodzić się nad jego dobrymi i złymi czynami, ryzykując zaniechanie innych celów naszej rewolucji. Oszczędźmy Faruka i ześlijmy go na wygnanie. To historia skaże go na karę śmierci.

Tak więc Faruk uniknął śmierci. 25 lipca jego pałace w Aleksandrii otoczyło wojsko, a on podpisał akt abdykacji i zaczął przygotowywać się do opuszczenia kraju. Ubrany w mundur admirała, wszedł wraz z członkami swej rodziny na królewski jacht Mahroussa. Zabrał ze sobą sześćdziesiąt sześć kufrów wypełnionych złotem, klejnotami i cennymi przedmiotami, aby wyruszyć ku opływającej w dostatek Europie.

Z perspektywy historycznej zmiany spowodowane przewrotem wojskowym w 1952 r. miały dramatyczny charakter. Nie tylko zakończyły one 140-letnie panowanie osmańskiej dynastii, założonej przez praprapradziadka Faruka, Muhammada Alego. Oznaczały, że po raz pierwszy od perskiego podboju przed dwudziestoma pięcioma wiekami Egipt miał być rządzony przez rodowitych Egipcjan.

Poza Nadżibem niewiele wiemy o innych oficerach z tajnej grupy, którzy dokonali zamachu. Zwykle spotykali się nocą na mieszkalnym jachcie Faruka, na jednej z wysp nilockich, w tajemnicy utrzymując swą tożsamość. Nie mieli oni żadnego szczegółowego planu co do dalszych poczynań.

Rozpoczęli od wprowadzania umiarkowanych reform. Rozpędzili pałacową klikę Faruka, znieśli stare tytuły osmańskie pasza i bej oraz zapoczątkowali program ograniczonej reformy rolnej, pomniejszając posiadłości ziemskie bogatej elity, w rękach której znajdowała się ponad połowa ziemi uprawnej. Utrzymywali, że chcą tylko sprawować ogólną kontrolę nad rządem. Roztaczali perspektywę wyborów parlamentarnych tak szybko, jak tylko partie polityczne oczyszczą swe szeregi ze skorumpowanych arystokratów.

Jednakże po sześciu miesiącach sprawowania władzy Wolni Oficerowie - teraz nazywający siebie Radą Rewolucyjnych Dowódców (Revolutionary Command Council - RCC) - zaczęli konsolidować sprawowaną władzę, tworząc fundamenty pod dyktaturę armii, po drodze eliminując wszystkich przeciwników. Zniesiono starą konstytucję i zakazano działalności partii politycznych, konfiskując ich środki finansowe i inne aktywa. Usunięto setki oficerów, zawodowych dyplomatów, urzędników państwowych, profesorów uniwersyteckich i polityków związanych z Farukiem. Podobnie z elementów opozycyjnych oczyszczone zostały związki zawodowe, organizacje studenckie, media, konsorcja zawodowe i organizacje religijne. Działalność grup opozycyjnych takich jak komuniści, bractwa muzułmańskie i frakcje ultranacjonalistyczne była bezlitośnie tłumiona. W czerwcu 1952 r. RCC zniosła monarchię i proklamowała republikę, dając tym samym do zrozumienia, że ma zamiar trwale sprawować władzę. Celem zmobilizowania poparcia ludowego zapoczątkowała ona własny ruch polityczny, Front Wyzwolenia. Z cienia wyszedł pułkownik Naser, który został mianowany jego sekretarzem generalnym.

Naser podjął także zdecydowane kroki zmierzające do wycofania się Brytyjczyków, zarówno ze strefy Kanału Sueskiego, jak i z sąsiedniego Sudanu. Od 1899 r. Sudan był zarządzany jako kondominium, kontrolowany wspólnie przez Wielką Brytanię i Egipt. W praktyce rządziła nim Wielka Brytania. Jednakże Egipcjanie ciągle wysuwali swe żądania zmierzające do uzyskania pełnej suwerenności. Przez długi okres w XIX wieku Sudan stanowił część składową ich imperium, podbitą przez siły Muhammada Alego w 1819 r. Jego stolica, Chartum, położona u zbiegu Błękitnego i Białego Nilu, początkowo miała być wysuniętą placówką egipskiej armii. W Kairze idea "jedności doliny Nilu", obejmującej zarówno Egipt jak i Sudan, nadal była bardzo żywa. Wielu Egipcjan uważało kontrolę nad Nilem, na którym w znacznej mierze opierała się egipska gospodarka, za absolutną konieczność. W fantazyjnym geście, zmierzającym do wywarcia na Wielkiej Brytanii nacisku, w 1951 r. król Faruk ogłosił się królem Sudanu.

Jednakże Wielka Brytania, świadoma narastającej fali sudańskiego nacjonalizmu, podkreślała prawo Sudańczyków do samostanowienia. Przez kilka lat trwał impas w sprawie przyszłości Sudanu. Kiedy Wolni Oficerowie przygotowywali się do zamachu stanu, tak samo jak inne grupy egipskie twardo domagali się jedności doliny Nilu.

Jednakże kiedy doszli do władzy, Naser zaakceptował potrzebę samostanowienia w głębokim przekonaniu, że kiedy przyjdzie odpowiedni czas, Sudańczycy opowiedzą się za połączeniem ich kraju z Egiptem. Nie mając zbyt dużego pola manewru, Brytyjczycy musieli szybko zawrzeć ugodę. W dniu 12 lutego 1953 r. Sudan wkroczył na drogę prowadzącą ku niepodległości, której datę wyznaczono na 1956 r., po trzyletnim okresie przejściowym. Harmonogram ten nie był podyktowany jakąkolwiek "gotowością" Sudanu do niepodległego bytu, lecz łączył się z wymogami bliskowschodniej polityki Wielkiej Brytanii.

Taki bieg wydarzeń wiązał się z nieuniknionymi niebezpieczeństwami. Sudan był krajem składającym się z dwóch części, przez większość ery kolonialnej zarządzanym przez dwie oddzielne administracje brytyjskie: jedna zajmowała się sprawami względnie rozwiniętej północy, druga - odległymi i zacofanymi prowincjami południa. Te dwie połowy różniły się pod każdym względem: północ była gorąca, sucha, częściowo pustynna, zamieszkana głównie przez arabskojęzycznych muzułmanów i obejmująca trzy czwarte ludności kraju; południe było zielone, żyzne, z obfitymi opadami deszczu, zaludnione przez liczne plemiona afrykańskie, posługujące się całą mozaiką języków, wierne głównie wierzeniom tradycyjnym, ale też obejmujące niewielką mniejszość chrześcijańską, wywodzącą się ze szkół misyjnych.

To, co łączyło niegdyś historię północy z historią południa, stało się źródłem niepokojów. W XIX wieku kupcy z północy plądrowali południe w poszukiwaniu niewolników i kości słoniowej. Opowieści o handlu niewolnikami były na południu przekazywane z pokolenia na pokolenie i utrwalały gorycz oraz nienawiść do mieszkańców północy. Ci z kolei na ogół pogardliwie traktują ludzi z południa, jak to robili w przeszłości, nazywając ich abid - niewolnicy.

Dopiero w 1946 r., kiedy wydawało się, że jest jeszcze na to czas, Brytyjczycy rozpoczęli proces integracji w nadziei, że północ i południe w końcu staną się równymi sobie partnerami. Jednakże od samego początku tego procesu politycy południa obawiali się, że mieszkańcy północy wkrótce zdominują południe i będą je wykorzystywać, gdyż mają oni większe doświadczenie i obycie. Południe nie było przygotowane do samostanowienia. Do 1953 r. nie było tam zorganizowanych partii politycznych ani też jakiegokolwiek poczucia świadomości narodowej, która jednoczyłaby różne plemiona. Kiedy w 1953 r. prowadzono rozmowy w sprawie niepodległości Sudanu, mieszkańcy południa nie mogli wyrazić opinii w tej sprawie, ani też nie uczestniczyli w tych rozmowach. Ci z północy owacyjnie przyjmowali marsz Sudanu ku niepodległości przewidzianej na 1956 r., podczas gdy wśród ludności południa wywoływał on trwogę i lęk.

Negocjacje w sprawie wycofania się Brytyjczyków ze strefy Kanału Sueskiego przeciągały się tymczasem znacznie bardziej. Kanał był dla nich symbolem imperialnej potęgi, największą bazą zamorską w świecie, która dominowała na rozdrożach Europy, Azji i Afryki i była prawdziwym pępkiem imperium, gdzie ciągle jeszcze powiewała flaga Union Jack. Będąc olbrzymim kompleksem stoczni, lotnisk, magazynów i koszar, baza ta rozciągała się na dwóch trzecich długości Kanału Sueskiego i obejmowała powierzchnię około 23,3 tys. kilometrów kwadratowych. Stacjonowało tam około 80 000 żołnierzy brytyjskich. W okresie powojennym brytyjscy dowódcy wojskowi uważali strefę kanału za element konieczny dla ich interesów globalnych.

W rozumieniu Egipcjan brytyjska obecność w strefie kanału była nieznośnym afrontem dla suwerenności narodowej. Obszar ten obejmował trzy duże miasta - Port Said, Ismailia i Suez. Żyło tam milion Egipcjan. Co więcej, na mocy traktatu z 1936 r. Brytyjczycy mieli zmniejszyć swój sueski garnizon do nie więcej niż 10 000 ludzi. Egipcjanie wykorzystali brytyjską okupację tego obszaru za pretekst do nieustających rozruchów antybrytyjskich; powszechnym zjawiskiem stały się napady partyzanckie w strefie kanału, wspomagane i podsycane przez władze w Kairze. "Nie możemy czuć się wolnymi i suwerennymi, dopóki oni nie odejdą", powiedział Naser.

We wczesnych latach 50. politycy brytyjscy zaczęli wątpić w korzyści płynące z utrzymywania bazy wojskowej na tak wrogim terytorium. W całym garnizonie aż 50 000 żołnierzy musiało ochraniać 30 000 kolegów tak naprawdę kierujących bazą. Co więcej, antybrytyjskie niepokoje w Egipcie podkopywały brytyjskie próby wywierania wpływów na innych obszarach świata arabskiego.

W październiku 1954 r. Wielka Brytania i Egipt osiągnęły kompromis. Wielka Brytania zgodziła się wycofać wszystkie wojska brytyjskie ze strefy kanału do 18 czerwca 1956 r., Egipt natomiast przystał na to, aby brytyjscy technicy cywilni mogli pozostać w bazie na okres siedmiu lat celem zawiadywania składami artyleryjskimi i warsztatami armii, pozostawionymi do użycia - w razie potrzeby - przez Wielką Brytanię; baza miała zatem służyć obu stronom. Ponadto Naser zgodził się na klauzulę "reaktywacji", upoważniającą Wielką Brytanię do powrotu na obszar bazy w przypadku globalnych działań wojennych z udziałem Związku Radzieckiego czy innych "potęg zewnętrznych".

Jak wspomina Anthony Nutting, brytyjski minister prowadzący negocjacje, Naser bardzo się interesował szczegółami porozumienia. Wspominał on:

Pewnego razu, kiedy zażądał, aby wszystkie domy zajmowane podówczas przez generałów brytyjskich zostały przeznaczone dla egipskich wyższych oficerów, zapytałem dość gniewnie, gdzie w jego rozumieniu mieliby zamieszkać nasi technicy. Klęcząc ze mną na podłodze i przyglądając się mapie bazy, Naser wskazał na opuszczone miejsce. "Dziękuję za to nic", odrzekłem. "Akurat tak się składa, że jest to boisko do gry w piłkę nożną". Jeszcze raz spojrzał na mapę i wskazał na miejsce, gdzie się wznosił jakiś budynek. "A to jest Kościół metodystów", pospieszyłem z wyjaśnieniem. Naser zaniósł się śmiechem i dopiero po jakimś czasie wróciliśmy do poważnej dyskusji.

Zgoda Wielkiej Brytanii na wycofanie się z jej sueskiej bazy była kamieniem milowym w historii Egiptu. Po raz pierwszy od 1882 r. Egipt nie miałby brytyjskiego garnizonu na swym terytorium. Po raz pierwszy w ciągu dwudziestu pięciu wieków miał uzyskać pełną suwerenność. Naser oczywiście nie posiadał się z radości. "Została odwrócona ciemna karta w stosunkach angielsko-egipskich", oświadczył. "Teraz jest zapisywana nowa karta. Prestiż i pozycja Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie zostały wzmocnione. Teraz tak naprawdę nie ma powodu, dla którego Wielka Brytania i Egipt nie miałyby konstruktywnie współpracować". Jednakże dwa lata później Naser i Wielka Brytania mieli stać się protagonistami w największym od drugiej wojny światowej kryzysie międzynarodowym.

Do końca 1954 r., po przedłużającym się konflikcie wewnątrz armii, Naser wyłonił się jako jedyna osoba kontrolująca prace rządu. Odsunął on Nadżiba, otwierając sobie tym samym drogę do rządzenia jako prezydent na mocy nowej konstytucji, która dawała mu olbrzymie prerogatywy. W referendum, w którym był on jedynym kandydatem, otrzymał 99,8% głosów. Dla upewnienia się, że nie pozostał żaden ślad po opozycji, posługiwał się coraz bardziej represyjnymi siłami bezpieczeństwa i wywiadu. W 1955 r. w więzieniach i obozach koncentracyjnych przebywało ponad 3000 więźniów politycznych.

Stawał się też coraz bardziej ambitny; dążył do unowocześnienia gospodarki egipskiej poprzez jej uprzemysłowienie, i do przekształcenia Egiptu w potęgę regionalną. Do najważniejszych jego projektów zalicza się budowę nowej tamy w Asuanie, która miała regulować przepływ Nilu w ciągu całego roku, uwolnić pod uprawę 4 miliony hektarów ziemi, dostarczyć możliwości nawodnienia gleby i wytwarzać energię elektryczną. Wysoka Tama Asuańska miała mieć długość niemal pięciu kilometrów i stać się jednym z największych projektów inżynierskich na świecie. Aby to wszystko się udało, Naser potrzebował zagranicznych środków finansowych i ekspertyzy. Na początkowym etapie zarówno Stany Zjednoczone, jak i Wielka Brytania dawały sygnały zachęty, że mogłyby wesprzeć ten projekt.

Jednakże regionalne ambicje Nasera coraz bardziej skłócały go z Zachodem. Naser uważał się za orędownika jedności arabskiej i wyzwolenia Afryki, oddany sprawie uwolnienia regionu od obcych wpływów. Audycje Radia Kair nieustannie były wykorzystywane jako swoiste oręże, służące rozprzestrzeniania jego poglądów. Wzywano w nich Arabów do "zrzucenia jarzma obcej okupacji". Celem ataków Nasera były nie tylko mocarstwa "imperialistyczne", ale również "reakcyjne reżimy" świata arabskiego, które działały w ich interesie.

Kiedy Wielka Brytania ubiegała się o współpracę Egiptu w kwestii zawarcia kontrolowanego przez Zachód bliskowschodniego paktu obrony, aby przeciwstawić się Związkowi Radzieckiemu, Naser nie chciał się do niego przyłączyć. Na jego miejsce zaproponował arabski pakt obronny, w którym nie uczestniczyłyby żadne obce mocarstwa. Zamiast powiązań z Zachodem, w polityce zagranicznej opowiadał się za kursem "niezaangażowanych", unikając w ten sposób uwikłania w zimną wojnę. Jednakże Wielka Brytania i Stany Zjednoczone uznały jego formę neutralności za zasłonę dymną dla antyzachodniej wrogości. Wielka Brytania w odwecie ograniczyła dostawy broni dla Egiptu.

Seria wydarzeń, która w końcu doprowadziła do wojny, zapoczątkowana została w marcu 1955 r., kiedy siły izraelskie przypuściły nagle atak na trzy egipskie obozy wojskowe w strefie Gazy, wysadzając w powietrze budynki ich dowództwa. Naser uznał ten atak za skoordynowany zachodni spisek, mający na celu obalenie jego rządu. Od tego czasu jego najważniejszym priorytetem stało się dozbrojenie słabo wyposażonej armii egipskiej poprzez sprowadzanie broni, skąd tylko było to możliwe. Kiedy Zachód odwrócił się od niego, Naser zbliżył się do Związku Radzieckiego, podpisując kontrakt na samoloty myśliwskie, bombowce i czołgi, za które Egipt miał zapłacić dostawami bawełny. Wiadomość o tym kontrakcie wywołała szok w Londynie i Waszyngtonie. Obie stolice potępiły Nasera za to, że stworzył Rosjanom możliwość usadowienia się bliskowschodniej scenie - na obszarze dotychczas uważanym za wyłączną strefę wpływów zachodnich. Naser usprawiedliwiał się, że pozbywszy się Brytyjczyków, nie miał zamiaru pozwolić Rosjanom na zdobycie przyczółku w jego kraju. Jednakże silne podejrzenia wobec jego zamiarów pozostały.

Kiedy w świecie arabskim demonstracje przeciwko "zachodniemu imperializmowi" osiągnęły swój szczyt, rząd brytyjski zarzucił Naserowi, że jest on przywódcą zmierzającym do wyeliminowania brytyjskich wpływów na całym Bliskim Wschodzie. W marcu 1956 r., gdy król Husajn z Jordanii zdymisjonował nagle Sir Johna Glubba, brytyjskiego dowódcę jego armii, brytyjski premier Anthony Eden nie miał wątpliwości, że było to dziełem Nasera. Odrzucał on wszystkie dowody świadczące o tym, że młody król sam podjął decyzję w tej sprawie. Eden, w złym stanie zdrowia, wyczerpany fizycznie i borykający się z wewnętrznymi trudnościami natury politycznej, miał na punkcie Nasera obsesję. Kiedy Eden usłyszał o dymisji Glubba, na Downing Street przebywał jego przyjaciel, Anthony Nutting.

"Reakcja Edena na dymisję Glubba była gwałtowna", wspominał Nutting. "Potępił on Nasera i oświadczył, że ten świat nie jest dostatecznie duży, aby obaj mogli w nim znaleźć swe miejsce. Jeden z nich musi odejść. Tej nocy wypowiedział Naserowi prywatną wojnę". Nutting próbował z nim polemizować, ale bez skutku. "Popychany impulsami dumy i prestiżu, i przyciskany pogłębiającą się chorobą, zaczął zachowywać się jak rozdrażniony słoń, szarżujący na niewidocznych i wyimaginowanych wrogów w międzynarodowej dżungli", pisał Nutting w swym sprawozdaniu No End of a Lesson.

Kiedy Nutting próbował zająć bardziej wyważone stanowisko, proponując przy pomocy urzędników z Foreign Office nowe sposoby poddania "kwarantannie" wpływów Nasera, Eden zareagował z furią. "Byłem przerażony telefonem na otwartej linii do hotelu Savoy, kiedy Eden wykrzyczał: 'Co to za bzdury na temat izolacji i poddania Nasera kwarantannie, które do mnie przesłałeś? Czy nie rozumiesz, że życzę sobie, aby Naser został zamordowany'. Tak, użył tego słowa".

Także Stany Zjednoczone były zirytowane neutralną polityką Nasera, którą urzędnicy w Waszyngtonie traktowali jako proradziecką. Jeszcze bardziej podminowała ich jego decyzja z maja 1956 r. o ustanowieniu stosunków dyplomatycznych z "czerwonymi Chinami". W lipcu 1956 r. Amerykanie wycofali swą ofertę pomocy w sfinansowaniu Wielkiej Tamy w Asuanie, publicznie mówiąc o "słabości egipskiej gospodarki" i o "niestabilności reżimu", licząc na "całkowite pogrążenie Nasera". Eden szybko poszedł w ich ślady.

Odpowiedź Nasera z 26 lipca 1956 r. oszołomiła świat. Nawet ministrowie jego gabinetu, poinformowani o niej wcześniej, popadli w zakłopotanie. Zwracając się do tłumów zebranych na głównym placu Aleksandrii dla uczczenia czwartej rocznicy abdykacji Faruka, Naser ogłosił nacjonalizację Towarzystwa Kanału Sueskiego. Była to zarejestrowana w Egipcie kompania, stanowiąca własność brytyjskich i francuskich udziałowców, która zarządzała kanałem od zakończenia jego budowy w 1869 r. Kanał łączył Europę z Bliskim Wschodem i Azją i był najważniejszą międzynarodową drogą wodną, z której korzystało 12 000 statków rocznie, z czterdziestu pięciu krajów. Była to główna arteria przewozu ropy naftowej do Europy, dostarczająca ponad 20 milionów ton tego surowca rocznie dla samej Wielkiej Brytanii, co stanowiło połowę przeznaczonych dla niej dostaw. Wydana dla tej kompanii licencja na zarządzanie kanałem miała ważność do 1968 r.

"Dzisiaj, w imieniu ludu, przejmuje tę kompanię", oświadczył Naser. "Dziś wieczorem, nasz egipski kanał będzie zarządzany przez Egipcjan. Egipcjan!"

Zapowiedział, że dochody niegdyś wpływające do kompanii, miały być teraz wykorzystywane do finansowania budowy Wielkiej Tamy. Jednocześnie obiecał pełną rekompensatę dla udziałowców, łącznie z brytyjskim rządem, który miał 44% akcji. Twierdził, że nacjonalizacja nie pociągnie za sobą żadnych zakłóceń w normalnym ruchu.

Według słów Anthony'ego Nuttinga brytyjska reakcja "graniczyła z paniką i histerią". Politycy z różnych stron domagali się podjęcia bardziej zdecydowanych kroków celem zmuszenia "parweniusza-dyktatora Egiptu" do zapłaty za jego czyn, zanim w podobny sposób zostaną zagrożone interesy Wielkiej Brytanii i innych państw Zachodu w innych miejscach. Będąc przekonanym o tym, że na Bliskim Wschodzie w niebezpieczeństwie znalazły się wszystkie brytyjskie przedsięwzięcia handlowe, w tym także dostawy ropy naftowej, Eden rozkazał dowódcom wojskowym, aby przygotowali się do odbicia kanału siłą, i by wysłali wojska do baz brytyjskich na Morzu Śródziemnym, gdzie mają pozostawać w pogotowiu. Powiedział, że "Wielka Brytania nie może tolerować Nasera, kciukiem dławiącego jej tchawicę".

Reakcja Francji była podobna. Rząd francuski odnosił się do Nasera z taką samą wrogością, jak rząd brytyjski. Oskarżał go o podburzanie nacjonalistycznej rebelii w Algierii. Na spotkaniu z Edenem w marcu 1956 r., Guy Mollet, francuski premier-socjalista przyrównał Nasera do Hitlera. "Naser ma ambicje przywrócenia zdobyczy z czasów pochodu islamu", twierdził Mollet. Biorąc przykład z dokonanej przez Nasera nacjonalizacji, również Mollet dostrzegł okazję do militarnej gry w otwarte karty z Egiptem. Jednakże Amerykanie, choć uważali Nasera za zagrożenie, nie podzielali angielsko-francuskiej gotowości do wojny, a opowiadali się za zastosowaniem nacisków gospodarczych na Egipt. Chcieli rozwiązania sporów wokół nacjonalizacji drogą negocjacji. Twierdzili oni, że jedynym usprawiedliwieniem dla podjęcia akcji wojskowej byłoby zamknięcie ruchu statków na kanale. Jednakże pod egipskim zarządem żegluga była kontynuowana bez przestojów, a wkrótce nawet ruch nasilił się ze średnio czterdziestu dwóch do czterdziestu pięciu statków dziennie. I choć Amerykanie opowiadali się raczej za systemem międzynarodowej kontroli nad kanałem, podczas gdy Naser dowodził, że międzynarodowa kontrola mogłaby naruszyć suwerenność Egiptu, negocjacje w tej sprawie postępowały. Wydawało się, że jest wielka nadzieja na osiągnięcie porozumienia.

Jednakże Eden i Mollet skłaniali się ku unicestwieniu reżimu Nasera. Kiedy trwały negocjacje z Egiptem, zaangażowali się oni w tajemny spisek, mający na celu inwazję na Egipt w zmowie z Izraelem, aby odzyskać kanał. 29 października 1956 r. siły izraelskie wkroczyły na Synaj i skierowały się ku kanałowi. Pod pretekstem rozdzielenia walczących, Wielka Brytania i Francja wezwały Egipt do wycofania jego wojsk na zachodni brzeg kanału. Kiedy Naser odrzucił to ultimatum, Wielka Brytania i Francja przypuściły swój własny atak, bombardując lotniska egipskie z zamiarem zniszczenia sił powietrznych Nasera. Ich wojska wylądowały w Port Saidzie, a w Kairze zostały rozrzucone ulotki, nawołujące Egipcjan do obalenia rządu.

Szaleństwo tego przedsięwzięcia polegającego na imperialistycznym zastraszaniu szybko stało się widoczne. Naser natychmiast zatopił w kanale czterdzieści siedem statków, blokując cały ruch i odcinając główną drogę dostaw ropy naftowej do Europy. W ten sposób nakreślił koszmarny scenariusz, którego Eden spodziewał się uniknąć swoimi posunięciami. Niespodziewanie Wielka Brytania stanęła wobec fali potępienia, kryzysu funta szterlinga i perspektywy racjonowania paliwa.

Stany Zjednoczone, niewtajemniczone w zawiązany spisek, ogarnęła prawdziwa furia. Na Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych Stany Zjednoczone przedłożyły rezolucję, domagającą się wycofania obcych wojsk ze strefy kanału; uzyskała ona wsparcie sześćdziesięciu czterech państw. Związek Radziecki zagroził interwencją z użyciem rakiet. Świat arabski podniósł olbrzymią wrzawę; Arabia Saudyjska zerwała stosunki dyplomatyczne i nałożyła embargo na dostawy ropy naftowej. Choć Wielka Brytania dla ratowania funta rozpaczliwie potrzebowała udzielanych w trybie nagłym pożyczek, nie mogła już liczyć na wsparcie Stanów Zjednoczonych. 6 listopada, w niecałe czterdzieści osiem godzin od chwili wylądowania wojsk brytyjskich w Egipcie, co groziło klęską Nasera, Eden musiał zatrzymać ofensywę. "Nie tego przetrzymywać ani chwili dłużej", powiedział do Molleta.

Inwazja na Suez w żadnym stopniu nie przyśpieszyła upadku Nasera. Wręcz przeciwnie; wyniosła go na szczyt prestiżu i wpływów. Uzyskał niespotykany poklask i był uwielbiany jako współczesny Saladyn, architekt porażki i upokorzenia Zachodu. Ra'is, czyli przywódca, stawiał zwycięski opór "potrójnej agresji", jak nazywano wojnę sueską w świecie arabskim, i złamał ducha imperializmu. Uznawano go za cudotwórcę, obdarzonego nadzwyczajną przenikliwością i mądrością. Jego zdjęcia wywieszano na targowiskach, w kawiarniach, taksówkach i sklepach, nie tylko w Egipcie, ale też na całym Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej.

Rozkoszując się pochlebstwami, Naser zabrał się za narzucenie egipskiego przywództwa światu arabskiemu. Stał się mistrzem propagandy, przywódcą najskuteczniej porozumiewającym się z masami arabskimi w naszych czasach. Odkrył, że swym krasomówstwem może poruszać i manipulować tłumami i doprowadzać je do entuzjastycznych owacji. Niegdyś był znany jako nudny, nieśmiały i niezdarny mówca, niewolniczo trzymający się napisanego tekstu w neoklasycznym arabskim. Teraz porywał słuchaczy radiowych i telewidzów, a na ogromnych zgromadzeniach używał języka ulicy, drwiąc z zachodnich polityków i obnażając "imperializm" oraz "reakcjonistów" przy każdej nadarzającej się okazji. Kult Nasera stał się faktem, zarówno w Egipcie, jak i w pozostałych częściach świata arabskiego. Przyczynił się do tego, że Kair stał się źródłem nowego nacjonalizmu, głoszącego hasła arabskiej "rewolucji" w całym tym regionie.

Kryzys sueski pozwolił Naserowi na usunięcie za jednym zamachem pokładów obcych wpływów w handlowym, akademickim i społecznym życiu Egiptu. Skonfiskowane zostały wszystkie brytyjskie i francuskie banki oraz spółki, w sumie 15 000 przedsiębiorstw. Uchwalono nowe prawo, wymagające od banków, spółek ubezpieczeniowych i innych handlowych kompanii, aby były one zarejestrowane w Egipcie, miały większościowy udział Egipcjan i były przez Egipcjan zarządzane. W październiku 1958 r. Naser zawarł ze Związkiem Radzieckim umowę, która umożliwiła kontynuację prac przy budowie Tamy Asuańskiej. Pod koniec tej dekady stał się wiodącym przedstawicielem arabskiego socjalizmu.

Dla Wielkiej Brytanii wstydliwa porażka sueska oznaczała koniec imperialnych ambicji. W dużej mierze utraciła ona wpływy w świecie arabskim, a jej gotowość do dalszego utrzymywania afrykańskich kolonii, wobec narastającej fali nacjonalizmu, znacznie się osłabiła. Nadszedł czas "odwrotu od imperium".

Jednakże Francuzi nadal wierzyli w duże znaczenie ich imperialnej misji w Afryce i byli zdeterminowani bronić terytoriów afrykańskich, które ciągle jeszcze uważali za la plus grande France.

Wydawnictwo Akademickie DIALOG

specjalizuje się w publikacji książek dotyczących języków, zwyczajów, wierzeń, kultur, religii, dziejów i współcześności świata Orientu.

Naszymi autorami są znani orientaliści polscy i zagraniczni, wybitni znawcy tematyki Wschodu. 

Wydajemy także przekłady bogatej i niezwykłej literatury pięknej krajów Orientu.

Redakcja:

00-112 Warszawa, ul. Bagno 3/218

22 620 32 11

22 654 01 49

e-mail: [email protected]

Odwiedź nas na Twitterze, YouTube, Facebooku!

www.facebook.com/WydawnictwoDialog

www.youtube.com: Wydawnictwo Akademickie Dialog

www.twitter.com/WydawDialog

www.instagram.com/wydawnictwodialog

Serie Wydawnictwa Akademickiego DIALOG:

Języki orientalne

Języki Azji i Afryki

Literatury orientalne

Skarby Orientu

Teatr Orientu

Życie po japońsku

Sztuka Orientu

Dzieje Orientu

Podróże - Kraje - Ludzie

Mądrość Orientu

Współczesna Afryka i Azja

Vicus. Studia Agraria

Orientalia Polona

Literatura okresu transformacji  

Literatura frankofońska

Być kobietą

Temat dnia

Prowadzimy sprzedaż wysyłkową