ŻYĆ ZNACZY UMRZEĆ
.
Nie wiedziałem, gdzie mieszkają jej przyjaciele,
gdzie mieszka jej matka, gdzie mieszkają jej kochankowie.
Wróciłem do domu i napisałem kilka miłosnych wierszy.
Charles Bukowski
.
Historia kultury początku stulecia
Odpiszesz jeszcze dziś, dotykając ciepłych liter,
przebierając je w ciemności, mieszając spółgłoski z samogłoskami,
jak maszynistka w starym warszawskim kantorze.
Ciężkie plastry pisma
już ciemnieją tym złotem, z którego splata się język.
Pisz, tylko się nie zatrzymuj,
zadrukowuj te białe pustki, przemierzaj ich kopny śnieg.
Nikt nie powróci z długich nocnych błąkań
i zapomniane przez wszystkich ślimaki pomrą w mokrej trawie.
W białych śniegach, jak w serwetkach, leży Centralna Europa.
Zawsze wierzyłem leniwej cygańskiej plastyczności,
bo nie każdemu trafia się ten starty szeląg.
Gdybyś popatrzyła w ich paszporty,
które pachną gorczycą i szafranem,
gdybyś usłyszała ich zdezelowane akordeony,
które pachną skórą i arabskimi specjałami -
mówią, że kiedy jedziesz - dokądkolwiek byś jechała -
tylko się oddalasz i nigdy nie będziesz bliżej, niż jesteś;
kiedy cichnie śpiew starych gramofonów,
wycieka z nich smar
jak pomidory z rozbitych blaszanek
po zupie.
Nie za tymi drzwiami, nie w wypalonych przez słońce miastach
każdego ranka kraje się epoce strudzone serce.
Czas rzeczywiście przechodzi. Ale przechodzi tak blisko, że ty,
przyjrzawszy się, już rozróżniasz jego ociężałe włókna
i powtarzasz szeptem posłyszane od niego zdania,
jakbyś chciała, by potem, gdzieś, rozpoznawszy twój głos, można było powiedzieć -
tak właśnie powstawała epoka,
tak się otwierała - ciężko, jak bombowiec,
pozostawiając zgasłe planety i przeciążone komutatory,
przeganiając z nadbrzeżnych zarośli dzikie kaczki,
które, rozlatując się, przekrzykują
tragarzy,
boga,
barki.
Wybierając kierunek studiów, pośród innych rzeczy
powinnaś się dowiedzieć -
naprawdę kultura początku stulecia
już odcisnęła się żyłami na twej powolnej ręce,
zakorzeniła w złomach twych mocnych włosów,
przygryzionych niedbale na wietrze,
rozwianych pod palcami,
jak strumienie ciepłej wody nad umywalką,
jak gliniane kolorowe naszyjniki nad filiżankami i popielniczkami,
jak długie jesienne niebo
nad kukurydzianym polem.
.
Sprzedajni poeci lat sześćdziesiątych
Sprzedajni poeci lat sześćdziesiątych powinni się cieszyć,
że wszystko tak dobrze się skończyło;
tyle przecież było niebezpieczeństw,
a spójrz - przeżyli, spłacili kredyty,
chyba tylko bitewne rany
ćmią podczas cyklonów
jak w dni miesiączki.
Sprzedajni poeci lat sześćdziesiątych ciągną za sobą
wielkie walizy z żółtej sztucznej skóry;
zatrzymując się w hotelach,
ramieniem przytrzymują słuchawkę, jak skrzypce,
na ich walizach błyszczą reklamowe nalepki.
Wietkong, dziewczyno, to również nasza zbiorowa podświadomość.
Co ci do mnie? - bez żalu wyrzucisz zmiętą wizytówkę.
O jedną wizę w paszporcie więcej,
o jedną mniej.
Kiedyś na zaśnieżonym lotnisku
któremuś przypomną się wszystkie te wykłady,
berlińskie radio i mosty na Wiśle.
"W porządku - pomyśli - w porządku,
to były niezłe czasy - nasze sprzedajne sześćdziesiąte,
chociaż została po nich w głowie
sama pederastia i socjaldemokracja.
Nas prowadziła miłość,
miłość wyrywała nam migdałki
jak słuchawki z ulicznych telefonów.
Poezję pisze się gardłem,
ale gardło jest beznadziejnie wyziębione".
Wedle wszelkich praw literatury,
według wszelkich umów, jakie podpisali,
naprawdę walczyli o wolność.
A wolność, jak wiadomo, wymaga,
żeby o nią od czasu do czasu walczyć -
w okopach, w lasach
i na szpaltach niezależnej prasy.
Mówiąc o poezji,
wspomnimy wszystkich, którzy pozostali
na uliczkach i plażach starych dobrych sześćdziesiątych,
wszystkich, którzy nie skończyli kursu rehabilitacji
i nad którymi wciąż jeszcze przepływają chmury,
przypominające strukturą amerykański vers libre;
wspomnimy ich, o ile to, co wy nazywacie czasem,
jest czymś w rodzaju zwyczajnej rzeźni,
gdzie kiszki wypuszcza się po prostu dlatego,
że trzeba to robić właśnie tutaj,
i przeżywać to mogą
chyba tylko sprzedajni poeci
z płucami rozerwanymi
przez miłość.
.
Serbo-chorwacki
Młoda Serbka idzie ulicą
i mijając jesienny bazar z rozłożonymi kramami,
widzi, że tej jesieni jest dużo złota w chustkach i warzywach -
tyle, ile w ciepłych łuskach cebuli;
dużo światła w restauracjach,
gdzie na ścianach wiszą
portrety cesarza.
Ciebie też dotyka ciepło tej jesieni,
ta młoda kobieta czegoś szuka w swoim plecaku,
wykłada na stół telefon i oliwki;
przyjdzie do ciebie zima,
przyjdą sny,
ale niebo jest cięższe każdej jesieni
i chytry anioł
wybiera sobie grzeszników
jak tłuste daktyle
z kolorowych opakowań.
Cierpkie słowiańskie syntagmy;
opowiada, jak kupowała koperty w budce z tytoniem,
jak zeszła do metra
i zlatujące się gołębie ocierały się o nią jak o deszcz;
kiedy tak mówi, nikt nie zauważa, że słońce zachodzi,
widzą tylko, że jej kości policzkowe
lekko ciemnieją.
Spróbuj jej teraz wyjaśnić,
że jesienne zegarki,
jeśli nie zbierze się ich w porę,
przejrzałe tryskają sokiem
na ubranie i dłonie,
a potem zlatują się osy
i przebijają żądłami twoją skórę
aż do samego serca.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki