Historia kultury początku stulecia i inne wiersze - Serhij Żadan

Kup ebooka

19.00 zł
15.77 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ŻYĆ ZNACZY UMRZEĆ

.

Nie wiedziałem, gdzie mieszkają jej przyjaciele,

gdzie mieszka jej matka, gdzie mieszkają jej kochankowie.

Wróciłem do domu i napisałem kilka miłosnych wierszy.

Charles Bukowski

.

Historia kultury początku stulecia

Odpiszesz jeszcze dziś, dotykając ciepłych liter,

przebierając je w ciemności, mieszając spółgłoski z samogłoskami,

jak maszynistka w starym warszawskim kantorze.

Ciężkie plastry pisma

już ciemnieją tym złotem, z którego splata się język.

Pisz, tylko się nie zatrzymuj,

zadrukowuj te białe pustki, przemierzaj ich kopny śnieg.

Nikt nie powróci z długich nocnych błąkań

i zapomniane przez wszystkich ślimaki pomrą w mokrej trawie.

W białych śniegach, jak w serwetkach, leży Centralna Europa.

Zawsze wierzyłem leniwej cygańskiej plastyczności,

bo nie każdemu trafia się ten starty szeląg.

Gdybyś popatrzyła w ich paszporty,

które pachną gorczycą i szafranem,

gdybyś usłyszała ich zdezelowane akordeony,

które pachną skórą i arabskimi specjałami -

mówią, że kiedy jedziesz - dokądkolwiek byś jechała -

tylko się oddalasz i nigdy nie będziesz bliżej, niż jesteś;

kiedy cichnie śpiew starych gramofonów,

wycieka z nich smar

jak pomidory z rozbitych blaszanek

po zupie.

Nie za tymi drzwiami, nie w wypalonych przez słońce miastach

każdego ranka kraje się epoce strudzone serce.

Czas rzeczywiście przechodzi. Ale przechodzi tak blisko, że ty,

przyjrzawszy się, już rozróżniasz jego ociężałe włókna

i powtarzasz szeptem posłyszane od niego zdania,

jakbyś chciała, by potem, gdzieś, rozpoznawszy twój głos, można było powiedzieć -

tak właśnie powstawała epoka,

tak się otwierała - ciężko, jak bombowiec,

pozostawiając zgasłe planety i przeciążone komutatory,

przeganiając z nadbrzeżnych zarośli dzikie kaczki,

które, rozlatując się, przekrzykują

tragarzy,

boga,

barki.

Wybierając kierunek studiów, pośród innych rzeczy

powinnaś się dowiedzieć -

naprawdę kultura początku stulecia

już odcisnęła się żyłami na twej powolnej ręce,

zakorzeniła w złomach twych mocnych włosów,

przygryzionych niedbale na wietrze,

rozwianych pod palcami,

jak strumienie ciepłej wody nad umywalką,

jak gliniane kolorowe naszyjniki nad filiżankami i popielniczkami,

jak długie jesienne niebo

nad kukurydzianym polem.

.

Sprzedajni poeci lat sześćdziesiątych

Sprzedajni poeci lat sześćdziesiątych powinni się cieszyć,

że wszystko tak dobrze się skończyło;

tyle przecież było niebezpieczeństw,

a spójrz - przeżyli, spłacili kredyty,

chyba tylko bitewne rany

ćmią podczas cyklonów

jak w dni miesiączki.

Sprzedajni poeci lat sześćdziesiątych ciągną za sobą

wielkie walizy z żółtej sztucznej skóry;

zatrzymując się w hotelach,

ramieniem przytrzymują słuchawkę, jak skrzypce,

na ich walizach błyszczą reklamowe nalepki.

Wietkong, dziewczyno, to również nasza zbiorowa podświadomość.

Co ci do mnie? - bez żalu wyrzucisz zmiętą wizytówkę.

O jedną wizę w paszporcie więcej,

o jedną mniej.

Kiedyś na zaśnieżonym lotnisku

któremuś przypomną się wszystkie te wykłady,

berlińskie radio i mosty na Wiśle.

"W porządku - pomyśli - w porządku,

to były niezłe czasy - nasze sprzedajne sześćdziesiąte,

chociaż została po nich w głowie

sama pederastia i socjaldemokracja.

Nas prowadziła miłość,

miłość wyrywała nam migdałki

jak słuchawki z ulicznych telefonów.

Poezję pisze się gardłem,

ale gardło jest beznadziejnie wyziębione".

Wedle wszelkich praw literatury,

według wszelkich umów, jakie podpisali,

naprawdę walczyli o wolność.

A wolność, jak wiadomo, wymaga,

żeby o nią od czasu do czasu walczyć -

w okopach, w lasach

i na szpaltach niezależnej prasy.

Mówiąc o poezji,

wspomnimy wszystkich, którzy pozostali

na uliczkach i plażach starych dobrych sześćdziesiątych,

wszystkich, którzy nie skończyli kursu rehabilitacji

i nad którymi wciąż jeszcze przepływają chmury,

przypominające strukturą amerykański vers libre;

wspomnimy ich, o ile to, co wy nazywacie czasem,

jest czymś w rodzaju zwyczajnej rzeźni,

gdzie kiszki wypuszcza się po prostu dlatego,

że trzeba to robić właśnie tutaj,

i przeżywać to mogą

chyba tylko sprzedajni poeci

z płucami rozerwanymi

przez miłość.

.

Serbo-chorwacki

Młoda Serbka idzie ulicą

i mijając jesienny bazar z rozłożonymi kramami,

widzi, że tej jesieni jest dużo złota w chustkach i warzywach -

tyle, ile w ciepłych łuskach cebuli;

dużo światła w restauracjach,

gdzie na ścianach wiszą

portrety cesarza.

Ciebie też dotyka ciepło tej jesieni,

ta młoda kobieta czegoś szuka w swoim plecaku,

wykłada na stół telefon i oliwki;

przyjdzie do ciebie zima,

przyjdą sny,

ale niebo jest cięższe każdej jesieni

i chytry anioł

wybiera sobie grzeszników

jak tłuste daktyle

z kolorowych opakowań.

Cierpkie słowiańskie syntagmy;

opowiada, jak kupowała koperty w budce z tytoniem,

jak zeszła do metra

i zlatujące się gołębie ocierały się o nią jak o deszcz;

kiedy tak mówi, nikt nie zauważa, że słońce zachodzi,

widzą tylko, że jej kości policzkowe

lekko ciemnieją.

Spróbuj jej teraz wyjaśnić,

że jesienne zegarki,

jeśli nie zbierze się ich w porę,

przejrzałe tryskają sokiem

na ubranie i dłonie,

a potem zlatują się osy

i przebijają żądłami twoją skórę

aż do samego serca.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki