Historia o mewie i kocie, który uczył ją latać - Luis Sepúlveda

Kup ebooka

34.00 zł
27.10 zł (27,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Mo­rze Pół­nocne

Ławica śle­dzi na bak­bur­cie! - ob­wie­ściła mewa peł­niąca wachtę i stado z wy­spy Faro przy­jęło wia­do­mość ra­do­snym krzy­kiem.

Le­ciały już sześć go­dzin bez prze­rwy i mimo że mewy prze­wod­niczki trzy­mały się cie­płych prą­dów po­wie­trza umi­la­ją­cych szy­bo­wa­nie nad oce­anem, trzeba było od­no­wić siły, a wtedy nie ma nic lep­szego niż śle­dziowa uczta!

Uno­siły się nad uj­ściem rzeki Łaby do Mo­rza Pół­noc­nego. Z wy­soka wi­działy statki pły­nące je­den za dru­gim ni­czym cier­pliwe wodne stwo­rze­nia cze­ka­jące na swoją ko­lej, aby wyjść na pełne mo­rze i skie­ro­wać się ku wszyst­kim por­tom na­szej pla­nety.

Kenga, mewa o srebr­nych pió­rach, szcze­gól­nie lu­biła ob­ser­wo­wać flagi na stat­kach, wie­działa bo­wiem, że każda z nich sym­bo­li­zuje inny ję­zyk, który zna­nym rze­czom na­daje różne na­zwy.

- Lu­dziom to jest ciężko. My, mewy, skrze­czymy tak samo na ca­łym świe­cie - ode­zwała się pew­nego razu Kenga do to­wa­rzyszki po­dróży.

- To prawda. Naj­cie­kaw­sze, że cza­sem na­wet udaje im się po­ro­zu­mieć - od­parła tamta.

Za li­nią brze­gową kra­jo­braz sta­wał się in­ten­syw­nie zie­lony. Cia­gnęła się tam ol­brzy­mia łąka, na któ­rej gro­ble i le­niwe skrzy­dła wia­tra­ków strze­gły stad owiec.

Po­dą­ża­jąc za wska­zów­kami prze­wod­ni­czek, stado z Faro wle­ciało w zimny prąd po­wie­trza, spi­ko­wało do oce­anu i spa­dło na ła­wicę śle­dzi. Sto dwa­dzie­ścia pta­ków prze­szyło wodę ni­czym strzały, a kiedy wy­pły­nęły na po­wierzch­nię, każda mewa trzy­mała w dzio­bie śle­dzia.

Pyszne śle­dzie. Pyszne i tłu­ste. Do­kład­nie ta­kich po­trze­bo­wały, żeby uzu­peł­nić za­pasy ener­gii przed wy­ru­sze­niem do Den Hel­der, gdzie cze­kało już na nie stado z Wysp Fry­zyj­skich.

Za li­nią brze­gową cią­gnęła się ol­brzy­mia łąka, na któ­rej gro­ble i le­niwe skrzy­dła wia­tra­ków strze­gły stad owiec.

Plan prze­wi­dy­wał dal­szy wspólny lot nad Cie­śniną Ka­le­tań­ską i ka­na­łem La Man­che. Tam miały do­łą­czyć mewy z Za­toki Se­kwany i Sa­int-Malo, aby kon­ty­nu­ować po­dróż aż nad Za­tokę Bi­skaj­ską.

Grupa li­cząca około ty­siąca pta­ków, po­dobna do srebr­nej chmury, po­więk­szy się jesz­cze o stada z Belle Île, Oléron, z przy­ląd­ków Ma­chi­chaco, Ajo i Pe­?as. Kiedy wszyst­kie mewy w zgo­dzie z pra­wem mor­skim i pra­wami wia­trów do­lecą nad Za­tokę Bi­skaj­ską, roz­pocz­nie się wiel­kie zgro­ma­dze­nie mew Bał­tyku, Mo­rza Pół­noc­nego i Atlan­tyku.

To bę­dzie piękne spo­tka­nie. O tym wła­śnie my­ślała Kenga, po­chła­nia­jąc trze­ciego śle­dzia. Jak co roku na­słu­cha się cie­ka­wych opo­wie­ści, zwłasz­cza tych, które snują mewy z przy­lądka Pe­?as, nie­zmor­do­wane po­dróż­niczki, za­pusz­cza­jące się cza­sem aż na Wy­spy Ka­na­ryj­skie czy Wy­spy Zie­lo­nego Przy­lądka.

Sa­mice, jak ona, zajmą się wiel­kimi ła­wi­cami sar­dy­nek i kal­ma­rów, pod­czas gdy samce umosz­czą gniazda na skraju urwi­ska. W nich mewy złożą jaja, będą je wy­sia­dy­wać po­mimo licz­nych za­gro­żeń, a kiedy pi­sklę­tom wy­ro­sną pierw­sze mocne pióra, na­dej­dzie naj­pięk­niej­szy etap wę­drówki: na­uka la­ta­nia pod bi­skaj­skim nie­bem.

Kenga za­nur­ko­wała, żeby zła­pać czwar­tego śle­dzia, i dla­tego nie usły­szała alar­mu­ją­cego krzyku, który prze­szył po­wie­trze:

- Nie­bez­pie­czeń­stwo na ster­bur­cie! Awa­ryjny od­lot!

Kiedy wy­nu­rzyła głowę, była sama w bez­mia­rze oce­anu.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki