Rozdział 1
AMANDA
Nowy Jork, 2015
Nigdy nie wierzyłam, że marzenia mogą się spełnić, a życie obdarować mnie swoją magią radości. Chciałam ukończyć studia i zdobyć dobrą pracę. Dwa tygodnie temu pierwsze marzenie udało się spełnić. Trzymałam w dłoniach dyplom i zostałam projektantką ogrodów. Domy, mieszkania czy fabryki kompletnie do mnie nie przemawiały, nie chciałam ich urządzać. Ja zawsze wolałam przyrodę i to na niej się skupiałam. Tworzyłam projekty swoich wymarzonych zieleni, a za jeden nawet zdobyłam nagrodę na corocznym konkursie, który był organizowany przez Thomasa Maya, właściciela firmy Thomas Project Garden. Dzięki zwróceniu uwagi na moje pomysły pan May zaproponował mi posadę zaraz po tym, jak odebrałam dyplom. Właśnie dziś miałam zacząć pracę w firmie i zasilić zespół. Tak spełniło się moje drugie marzenie, z którego byłam dumna.
Leniwie spojrzałam na zegarek. Do wyjścia z domu pozostało mi półtorej godziny. W firmie miałam zjawić się o ósmej, a ja nie chciałam się spóźnić i zrobić złego wrażenia na swoim szefie. Podniosłam się z białej pościeli i poszłam do kuchni, by wstawić wodę na kawę. Udałam się do łazienki i wzięłam ciepły prysznic oraz umyłam włosy. Owinęłam się we frotowy ręcznik i stanęłam przed lustrem. Z włosów kapała woda i spływała mi po twarzy oraz ciele. Wzięłam drugi ręcznik i zaczęłam wycierać nim włosy. Makijaż zrobiłam delikatny, by zbytnio nie rzucał się w oczy. Włosy związałam w kucyk i mogłam udać się do sypialni, by wybrać strój. Otworzyłam dużą, starą szafę i zaczęłam przesuwać wieszaki z ubraniami, by znaleźć coś odpowiedniego. Po dłuższym poszukiwaniu w końcu zdecydowałam. Włożyłam białą bluzkę z kołnierzykiem zapinaną na guziki, ołówkową dopasowaną spódnicę, szary żakiet oraz czarne czółenka. Nie byłam pewna, jaki dress code panował w firmie pana Maya.
Kiedy byłam gotowa, wróciłam do kuchni i raz jeszcze wstawiłam wodę, by zrobić kawę i zdążyć wypić ją przed wyjściem. Zegarek wskazywał siódmą piętnaście, więc miałam jeszcze chwilę, by zjeść śniadanie. Wyjęłam z lodówki kabanosy i pomidory, które pokroiłam na ćwiartki, i zaczęłam jeść. Oczywiście, kawy do końca nie wypiłam, bo musiałam zbierać się do wyjścia. Rzuciłam ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w dużym lustrze, które wisiało w przedpokoju.
Poprawiłam gumkę na włosach, chwyciłam torebkę, klucze od mieszkania i samochodu. Wsiadłam do mojego ukochanego, srebrnego audi A4, które zaparkowałam przed budynkiem, i z piskiem opon ruszyłam w stronę pracy.
Na szczęście nie było tak wielkiego ruchu na ulicach i dziesięć minut przed czasem zaparkowałam przed firmą. Wysiadłam z auta i przystanęłam, unosząc głowę i podziwiając piękny, nowoczesny budynek, który został zaprojektowany przez samego pana Thomasa Maya.
Wkroczyłam do środka i podeszłam do recepcji, przy której stała wysoka i szczupła blondynka.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - zapytała, uśmiechając się znad okularów.
- Dzień dobry. Nazywam się Amanda Davis i jestem umówiona z panem Thomasem Mayem.
Spoglądała na listę, szukając mojego nazwiska.
- Panna Amanda Davis?
Pokiwałam głową.
- Pan Thomas czeka na panią. Proszę wjechać windą na piąte piętro. - Gestem wskazała mi, gdzie znajdowała się winda. - Na górze będzie czekała na panią sekretarka pana Maya.
Podziękowałam i skierowałam się do windy. Ciężkie pudło zjechało i otworzyło swoją paszczę zwaną drzwiami. Wsiadłam do niego i wcisnęłam przycisk z numerem pięć. Rzuciłam ostatnie spojrzenie na swoje odbicie w lustrze, którym było pokryte wnętrze windy, i stwierdziłam, że dokonałam odpowiedniego wyboru w kwestii ubioru.
Drzwi się rozsunęły. Czekała już na mnie mała, drobna szatynka, ubrana w czarną garsonkę, spod której wystawała biała bluzka, na stopach miała tego samego koloru błyszczące szpilki.
- Witam. Pan May na panią czeka.
Zaprowadziła mnie pod same drzwi biura i zapukała dwa razy.
- Takie małe ostrzeżenie.
Spojrzałam pytająco na dziewczynę.
- Thomas lubi zadawać krępujące pytania, więc proszę być na nie przygotowaną i nie brać wszystkiego poważnie.
- Naprawdę?
- To taki jego test sprawdzający dla kobiet. Widzę, że jest pani bardzo młoda i może się przestraszyć zachowania szefa. Proszę uwierzyć mi na słowo, że Thomas jest przyzwoitym facetem.
Otworzyła drzwi i wpuściła mnie do środka, po czym zamknęła je za sobą.
- Witam cię, Amando. - Wstał zza biurka i wyciągnął do mnie swoją zadbaną dłoń, którą uścisnęłam. - Proszę usiąść. - Był przystojnym mężczyzną, z bardzo uroczym uśmiechem. - Tak się cieszę, że będziesz pracowała w moim zespole, z którym później cię zapoznam. - Był tak samo miły jak zawsze. - Mów mi po imieniu tak jak wszyscy moi pracownicy.
Zaskoczył mnie, ale stwierdziłam, że mówienie sobie na ty, ułatwiało pracę i dawało lepsze samopoczucie.
- Dzień dobry, Thomas. Nawet nie wiesz, jak bardzo ucieszyła mnie twoja propozycja pracy. Mam nadzieję, że nie zawiodę twojego wspaniałego zespołu, a tym bardziej ciebie. - Uśmiechnęłam się do niego.
Thomas był wysokim, szczupłym mężczyzną o czarnych jak heban włosach, które miał idealnie ułożone na żel. Jego ciemne oczy miały delikatną oprawę, ale za to wzrok był hipnotyzujący.
Przez chwilę przyglądałam się mężczyźnie, oceniając jego rysy, jego zachowanie i próbowałam sprawdzić po jego ruchach, czy był zdenerwowany, czy opanowany. Wyłączyłam się całkowicie i nie słyszałam tego, co do mnie mówił. Dopiero stukanie jego palców o biurko mnie otrzeźwiło.
- Amando? - Pomachał mi ręką przed oczami. - Wcale mnie nie słuchasz.
Zrobiło mi się głupio i szybko odgoniłam swoje myśli.
- Przepraszam - powiedziałam, poprawiając się na fotelu. - Zamyśliłam się przez ten piękny widok za oknem.
Nie sądziłam, że złapie się na moje małe kłamstewko, zwłaszcza że nie spoglądałam w stronę dużych okien.
- Mógłbyś powtórzyć?
- Masz bardzo ciekawe pomysły na projektowanie ogrodów i jestem nimi zachwycony, a twój talent jest po prostu fenomenalny.
W pierwszy dzień pracy usłyszeć takie słowa pochwały z ust szefa to było coś wspaniałego.
- Dziękuję bardzo za tak miłe słowa. Tworzenie ogrodów od zawsze było moją pasją. Kocham zieleń, przyrodę i dlatego staram się tworzyć wyjątkowe ogrody. Najbardziej uwielbiam, gdy moja wyobraźnia zaskakuje mnie samą - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Jesteś piękną kobietą, z głową pełną cudownych pomysłów.
Kolejny komplement sprawił, że się zarumieniłam.
- Wiesz o tym, że twoje wypieki na policzkach dodają ci jeszcze więcej urody?
Peszył mnie, ale jego następne pytania sprawiły, że odjęło mi mowę.
- Może będę zbyt pewny siebie, ale powiedz mi tak szczerze, czy ja ci się podobam? Nie mów mi, że tak nie jest.
Mój szef przegiął, i to na tyle, że postanowiłam się nie hamować w odpowiedzi na jego niedorzeczne pytanie. Musiał się dowiedzieć, że nie jestem typem kobiety, która będzie pałała do niego pragnieniem.
- Nie spodziewałam się usłyszeć takiego pytania.
Wstałam z fotela i się nachyliłam w stronę Maya. Przypomniałam sobie ostrzeżenie jego sekretarki, ale nic nie zmieniło tego, co chciałam powiedzieć.
- Powiem ci jedno, Thomasie, aż tak mi nie zależy na pracy u ciebie, by wdawać się z tobą w tak dziwną relację. Jeśli chcesz mnie sprawdzić, to zrób to bezpośrednio, a nie bawisz się w podchody.
Krew buzowała mi w żyłach, a serce przyśpieszyło ze zdenerwowania. Na uczelni wydawał się zupełnie innym człowiekiem niż teraz.
- Miałam zajmować się projektowaniem, a nie adorowaniem pana, panie May. - Wyprostowałam się i z powrotem usiadłam.
- Bez urazy, Amando. - Na jego twarzy ukazał się uśmiech. - Charakterek to ty masz, a ja lubię taki typ kobiet, które potrafią odpowiedzieć na kłopotliwe pytania.
Sekretarka miała rację, że będzie mnie sprawdzał.
- Posłuchaj mnie! - Walnęłam pięścią w biurko. Chciałam mu pokazać, z kim miał do czynienia. - Nie przyszłam do pracy, by uwodzić szefa, tylko zapoznać się z zakresem obowiązków na swoim stanowisku i robić to, co lubię, czyli projektować. Jeśli masz zamiar próbować mnie poderwać lub uwieść, to ja w tym momencie wychodzę. - Wzięłam torebkę i miałam już skierować się do drzwi, kiedy ponownie się odezwał.
- Czy ty zawsze jesteś taka konkretna?
Odwróciłam w jego stronę.
- Zawsze.
- Super. Test zaliczony. - Klasnął i wstał z fotela.
Czy ten człowiek był normalny?
- Widzisz, Amando. - Podszedł do mnie. - Jestem młody, bogaty, a większość osób, które chcą zatrudnić się w mojej firmie, to kobiety. Nie o pracę jednak im chodzi, a o nawiązanie romansu ze mną. Dlatego przepraszam cię za te pytania i za test sprawdzający, ale każda kobieta musi go przejść, wtedy wiem, że nie na mnie jej zależy, tylko na pracy.
Zaskoczył mnie tym, co powiedział, ale nie miał prawa mi tego robić. Przecież poznał mnie, jak jeszcze studiowałam, i nie dałam mu żadnego powodu, by myślał, że na niego lecę.
- Nie wierzę. Po prostu nie wierzę w to, co zrobiłeś! - Byłam strasznie zła na Thomasa. - Dobrze wiedziałeś, że zależało mi na pracy u ciebie, a nie na podrywaniu. Czy dałam ci kiedykolwiek odczuć, że jestem tobą zainteresowana? Nie, bo w moim życiu nie ma miejsca na mężczyzn i wbij to sobie do głowy.
- Naprawdę bardzo cię przepraszam, ale ja stawiam na zespół, który zajmie się wyłącznie pracą. Cieszę się, że będę miał ciebie pod swoimi skrzydłami i wszyscy wzajemnie będziemy się od siebie uczyć. Wybaczysz zatem swojemu szefowi czy wolisz mnie spoliczkować?
Ponownie się uśmiechnął, a ja nie potrafiłam się za długo gniewać, więc odwzajemniłam uśmiech i podaliśmy sobie ręce na zgodę.
Po wyjaśnieniu całego zamieszania dowiedziałam się, jak powstała firma Thomas Projekt Garden. Na początku nie szło mu łatwo, szczególnie jeśli chodziło o wybicie się na rynku, ale swoją ciężką pracą zaczął osiągać coraz większe sukcesy i pozyskiwać coraz grubsze ryby jako klientów. Firma stała się potężna i miała sporą liczbę zamówień na projekty zarówno domów, jak i ogrodów.
Później May pokazał mi biuro, w którym miałam pracować. Było bardzo przestronne i z pięknym widokiem na Nowy Jork. Mogłabym siedzieć godzinami i patrzeć w dal. Byłam tym pomieszczeniem zachwycona.
- Jak chcesz, to możesz iść na lunch. - Spojrzał na zegarek. - Jest trzynasta i na pewno jesteś głodna.
Nie zdawałam sobie sprawy, że to już ta godzina.
- Faktycznie, jestem głodna.
Akurat zaburczało mi w brzuchu.
- Zapomniałem ci powiedzieć, że o czternastej będziesz miała swojego pierwszego klienta.
Nie sądziłam, że tak szybko będę mogła się wykazać.
- Pamiętaj, że pan Williams Anders jest bardzo wymagający i jak na razie nikomu z moich pracowników nie udało się zaprojektować takiego ogrodu, który spełniałby jego oczekiwania. Jesteś ostatnia, która może przekonać Willa. - Podał mi papiery. - To są wymiary ogrodu i zdjęcia, które ukazują teraźniejszy widok obiektu. Idź, zjedz i pomyśl przy lunchu, może wpadnie ci do głowy idealny obraz tego, co chciałabyś stworzyć. - Posłał mi uśmiech i wyszedł.
Wyszłam z pracy i skierowałam się do swojej ulubionej kawiarenki, która była tuż za rogiem. Znajdowały się w niej najlepsze rogale, jakie w życiu jadłam. Zamówiłam dwa, jednego z nadzieniem czekoladowym, a drugiego z kokosowym oraz kawę z mlekiem. Zajadając się pysznym rogalem, postanowiłam zadzwonić do mojego przyjaciela Alexa i opowiedzieć, co się wydarzyło w pierwszych godzinach w mojej wymarzonej pracy. Wzięłam telefon i wyszukałam numer do niego. Po naciśnięciu zielonej słuchawki usłyszałam sygnał. Po trzecim sygnale odebrał. Musiałam mu się pochwalić, że dostałam pierwszego klienta, i to tak wymagającego, iż miałam obawy, czy podołam i wykonam projekt, który zaakceptuje pan Williams.
- Amando, przecież wiesz, że dasz radę. Jesteś bardzo pomysłowa i na pewno twojemu pierwszemu klientowi spodoba się twój projekt - powiedział, by podtrzymać mnie na duchu.
- Dzięki, Alex, ty zawsze we mnie wierzysz. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się lekko, patrząc w szybę.
- Kochanie, ja wierzę w ciebie, bo wiesz, co czuję do...
Musiałam przerwać tę niezręczną rozmowę. Nie chciałam wracać do tematu jego uczuć w stosunku do mnie. Alex był cudownym facetem i niejedna dziewczyna miała na niego oko.
Był wysokim, przystojnym i postawnym mężczyzną. Miał ciemną karnację i niebieskie oczy. Ja nie czułam do niego tego, co on do mnie. Był dla mnie jak starszy brat, którego nigdy nie miałam. Wiele razy powtarzałam Alexowi, że prócz przyjaźni nic więcej nie mogę mu ofiarować.
- Alex, rozmawialiśmy na ten temat setki razy i wiesz, że traktuję cię jak rodzeństwo. Proszę, nie wracajmy do tego więcej i nie niszczmy naszej przyjaźni.
- Dobrze, Ami, to się więcej nie powtórzy.
Wyczułam w jego głosie nutkę smutku.
- Nie chcę stracić twojej przyjaźni. Trzymam kciuki za ciebie.
Nic nie mogłam poradzić, że prócz mojej jedynej miłość nikt inny dla mnie nie istniał. Może za kilka lat mój ból stanie się lżejszy i będę mogła otworzyć się na nową miłość.
- Nie dziękuję, by nie zapeszyć. Będę w domu, to zadzwonię.
- Będę czekał.
Rozłączyłam się i wyjęłam kilka banknotów z portfela, które położyłam na stoliku. Wstałam i wyszłam, udając się do firmy.
Poszłam do swojego biura. Przejrzałam papiery i zastanawiałam się, jak można by stworzyć i zagospodarować cudowne, zielone i pełne kwiatów miejsce. A do tego w taki sposób, żeby było męskie i przyjemne dla gości. Wpadłam na pomysł, który wydawał się rewelacyjny.
Pan Anders punktualnie o czternastej zjawił się w moim biurze. Okazał się mężczyzną po trzydziestce. Może nie był przystojny, ale miał w sobie coś, co mogło przyciągać kobiety. Opowiedziałam o swoim pomyśle i pokazałam swoje bazgroły na dużej kartce, która była doczepiona do tablicy.
- Chciałam, żeby w ogrodzie było oczko wodne, nad którym byłby mostek, a obok altanka, na przykład na posiłek lub wypicie drinka z przyjaciółmi, oraz murowany grill. W środku stanęłyby wygodna kanapa, fotele i stół. Mogłabym jeszcze zaproponować dla małego relaksu kort tenisowy lub, jak pan woli, małe pole golfowe.
Patrzył się na mnie i słuchał bardzo uważnie. Bałam się, że odrzuci moje pomysły i stracę pierwszego klienta, na którym mi zależało.
- Przejdźmy na ty, jeśli nie masz nic przeciwko. - Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę.
- Will.
- Amanda. - Ujęłam jego silną dłoń.
- Mam nadzieję, że tydzień ci wystarczy, żeby opracować cały projekt i w poniedziałek mi go pokażesz. Chociaż ciekawie brzmi, to ja jakoś nie widzę tego w swojej wyobraźni. - Na jego twarzy pojawiła się dziwna mina, jakby miał zaraz zrobić kupę.
- Nie ma problemu. Zarys będzie gotowy na poniedziałek i wtedy będziesz mógł spojrzeć na niego w taki sposób, w jaki ja go widzę. Opracuję go w systemie trzy D, byś mógł zajrzeć w każde miejsce i zobaczyć, jak wszystko będzie wyglądało. Będzie coś dla ciebie i dla twojej wybranki. Stworzę ogród, który będzie przemawiał do was obojga.
Podaliśmy sobie ręce.
- W takim razie widzimy się w poniedziałek. - Uśmiechnął się do mnie.
Pożegnałam się z Williamem, a kiedy wychodził, wszedł Thomas. Przywitał się i zarazem pożegnał się z Andersem.
- I jak, spodobał się twój pomysł?
- Mam nadzieję, że tak, bo na poniedziałek chce zobaczyć projekt.
- O, to ciekawe, bo z moich trzech pracowników tylko jeden wykonał projekt, ale niestety, nie spełnił oczekiwań Willa. Liczę, że tobie się uda i pozyskasz dla nas nowego klienta. - Oparł się o biurko.
- Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Uwierz mi, że mam mnóstwo ciekawych planów w głowie.
- Okej, trzymam cię za słowo, a teraz możesz iść już do domu i jutro widzimy się o ósmej, tylko się nie spóźnij.
- Tak jest, szefie! - Uśmiechnęłam się do Thomasa.
Otworzył drzwi, a ja potknęłam się, prawie upadając na podłogę. Tom w ostatniej chwili mnie złapał, ale niestety obydwoje upadliśmy. Czyżbym była taka ciężka, że nie miał siły mnie utrzymać? Mężczyzna leżał na mnie i intensywnie mi się przyglądał. Poprawił mi włosy, które musiały się uwolnić spod gumki. Przełknęłam głośno ślinę. Jego usta były bardzo blisko moich. Czułam jego przyśpieszony oddech na swojej skórze.
- Pieprzyć to! - powiedział i mnie pocałował.
Cholera! On mnie całował. Dlaczego on to zrobił? Dlaczego? A dlaczego mi się ten pocałunek spodobał? Czy to dlatego, że dawno nie czułam na sobie męskich ust? Od mojego ostatniego pocałunku minęły trzy lata. Nie wiedziałam czemu, ale odwzajemniłam jego dotknięcie warg. Pocałunek stał się namiętny i cholernie gorący. Objęłam Toma za szyję, jego dłonie zaczęły dotykać mojego ciała.
Co ty robisz, Amando? Przestań, to twój szef, nie rób tego, opamiętaj się. Niedawno twierdziłaś, że nie w głowie ci romanse z szefem.
Oderwałam niechętnie usta od warg Maya. Otworzył powieki i spojrzał na mnie. Jego oczy były napełnione erotyzmem. Wyobrażałam sobie, co się działo w jego głowie. Pomógł mi wstać. Podniosłam papiery i torebkę z podłogi. Thomas stał i badawczo mi się przyglądał. Próbowałam nie zwracać na niego uwagi. Kroczyłam do drzwi, kiedy nagle poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się niechętnie w stronę szefa.
- Amando? Czemu nic nie mówisz o tym, co przed chwilą się między nami wydarzyło? - Głos mu drżał tak jak mnie nogi.
- Tom, a czy coś się wydarzyło? Wybacz, ale ja nie pamiętam. Ja nie chcę tego pamiętać, rozumiesz?
Obwiniałam siebie, że dopuściłam do tego przeklętego pocałunku. To nie powinno było się wydarzyć.
Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Jego oczy mówiły, jaki jest rozczarowany.
- Davis, jak możesz powiedzieć, że nic się nie wydarzyło? Przecież od samego początku, odkąd tylko tu weszłaś, czułem, że jest między nami jakaś więź namiętności. Teraz kiedy całowałaś się ze mną i pozostawiłaś smak swoich warg na moich, ty mi mówisz, że nic się nie wydarzyło?
Thomas zachowywał się tak, jakbyśmy znali się długi czas. Nie ukrywałam przed samą sobą, że pocałunek mi się podobał, ale jemu nie mogłam nic takiego powiedzieć. Był pierwszym mężczyzną, którego do siebie dopuściłam, od dnia, kiedy straciłam narzeczonego.
- Słuchaj, Tom. Jesteś moim szefem i to jest mój pierwszy dzień w pracy. Zrozum, że nie chcę tego pamiętać.
Spojrzał się na mnie i podszedł bliżej.
- Amando, czy z tego względu, że jestem twoim szefem, przekreślasz to, co się stało?
Przestałam rozumieć swojego szefa. Najpierw zrobił mi głupi test, a teraz sam się do mnie dobierał. Może to był jego kolejny eksperyment?
- Wybacz za to, co zrobię.
Przycisnął mnie do drzwi i ponownie zaczął całować. Był bardzo nachalny i próbował wślizgnąć się swoim językiem w moje usta. Stawiałam opór, ale nie miałam silnej woli i poddałam się namiętności. Kiedy wyraziłam zgodę na pieszczotę, Tom stał się delikatniejszy, a nasze języki splatały się w tańcu namiętności. Nagle zadzwonił jego telefon. W jednej chwili otrzeźwiałam, otworzyłam drzwi i wyszłam, by czym prędzej udać się do samochodu. Winda, jak na złość, ślamazarnie jechała na dół, a ja byłam coraz bliższa rozpłakania się po tym wszystkim. Drzwi się rozsunęły, więc szybkim krokiem wyszłam z budynku i pobiegłam do samochodu. Dopiero, jak do niego wsiadłam, pozwoliłam wypłynąć łzom.
Jak on mógł doprowadzić do takiej sytuacji?
Jeszcze rano sam mi powiedział, że nie uznawał romansów w pracy. Czułam się z tym okropnie. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że zdradziłam narzeczonego. To był wielki błąd, który nie powinien był się wydarzyć. Co ja, do cholery, zrobiłam i co ja sobie w ogóle myślałam.
Zraniłam jedynego mężczyznę, który był dla mnie wszystkim. Chociaż od trzech lat nie żył, to czułam się okropnie z myślą, że pozwoliłam na to, by obcy człowiek mnie całował i dotykał. Jak ja jutro miałam pokazać się w pracy? Zależało mi na tej posadzie. Do mojej głowy zaczęły powracać bolesne wspomnienia z Madrytu. Ponowne czułam cierpienie rozrywającego się serca. Wszystko zaczynało mi się przypominać, a łzy same napływały do oczu. Pamiętałam każdy jeden dzień z Emilianem, ale nigdy też nie zapomniałam bólu, który po sobie pozostawił.