Historie ludowe - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (21,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
TY­GO­DNIK PO­WSZECHNY
WY­DA­NIE SPE­CJALNE NR 1 (29)
ISSN 2392-3628
RE­DAK­TOR NA­CZELNY Piotr Mu­char­ski
RE­DAK­TOR WY­DA­NIA Mi­chał Okoń­ski
PRO­JEKT GRA­FICZNY Ma­rek Za­lej­ski
FO­TO­EDY­CJA Gra­żyna Ma­kara
TP TY­PO­GRA­FIA Agnieszka Cy­nar­ska-Ta­ran, Zu­zanna Kar­dyś, An­drzej Le­śniak
KO­REKTA Klau­dia Bień, Ka­ta­rzyna Do­min, Syl­wia Fro­łow, Ma­ciej Szklar­czyk
OPIEKA WY­DAW­NI­CZA Anna Ka­ro­lew­ska, Anna Pie­trzy­kow­ska, Ja­cek Ślu­sar­czyk
OPIEKA PRO­MO­CYJNA Mo­nika Lech, Agnieszka Wen­der­ska, Mi­chał So­wiń­ski
WSPÓŁ­PRACA Agnieszka Dyrcz, Ma­te­usz Gaw­ron, Mo­nika Ochę­dow­ska, Pa­tryk Sta­nik
WY­DAWCA Ty­go­dnik Po­wszechny Sp. z o.o.
PRE­ZES ZA­RZĄDU Ja­cek Ślu­sar­czyk
WSPÓŁ­WY­DAWCA Fun­da­cja Ty­go­dnika Po­wszech­nego
PRE­ZES ZA­RZĄDU Alek­san­der Kar­dyś
AD­RES WY­DAWCY I RE­DAK­CJI 30-314 Kra­ków, ul. Dwor­ska 1C/LU 3-4 tel. 668 477 039 re­dak­cja@Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl
RE­KLAMA, OGŁO­SZE­NIA tel. 602 590 416, re­klama@Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl
PRE­NU­ME­RATA tel. 668 479 075, pre­nu­me­rata@Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl
PRO­MO­CJA pro­mo­cja@Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl
ZA­MÓ­WIE­NIA PO­PRZED­NICH NU­ME­RÓW za­mo­wie­nia@Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl
E-WY­DA­NIE po­wszech.net/hi­sto­rie-lu­dowe
KON­WER­SJA eLi­tera s.c.
Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl
- Prawa au­tor­skie i ma­jąt­kowe do wszyst­kich ma­te­ria­łów za­miesz­czo­nych w "Ty­go­dniku Po­wszech­nym" na­leżą do Wy­dawcy oraz ich Au­to­rów i są za­strze­żone zna­kiem ? na końcu ar­ty­kułu. Ma­te­riały ozna­czone na końcu do­dat­ko­wym zna­kiem ? mogą być wy­ko­rzy­stane przez inne pod­mioty tylko i wy­łącz­nie po uisz­cze­niu opłaty, zgod­nie z Cen­ni­kiem i Re­gu­la­mi­nem ko­rzy­sta­nia z ar­ty­ku­łów pra­so­wych, za­miesz­czo­nymi pod ad­re­sem www.Ty­go­dnik­Pow­szechny.pl/nota-wy­daw­ni­cza
PART­NE­RZY WY­DA­NIA
WSPÓŁ­WY­DAWCA

Hi­sto­rie lu­dowe

ADAM LESZ­CZYŃ­SKI: Pol­ska opo­wieść o prze­szło­ści była na­cjo­na­li­styczna i pa­triar­chalna: na­ród jako jedna ro­dzina pod opieką męż­czyzn z re­guły wy­wo­dzą­cych się z elit. Prze­stało nam to od­po­wia­dać.

MA­REK ZA­JĄC: Lu­dowa hi­sto­ria Pol­ski. Dla­czego to aż tak za­żarło?

ADAM LESZ­CZYŃ­SKI: Tra­dy­cyj­nie hi­sto­ria jest opo­wie­ścią wła­dzy. Służy uza­sad­nie­niu, dla­czego jedni rzą­dzą, a inni są rzą­dzeni. Le­gi­ty­mi­zuje i wspiera spo­łeczny po­rzą­dek...

...a hi­sto­ryk nie jest gło­sem wol­nym, wol­ność ubez­pie­cza­ją­cym?

Więk­szo­ści hi­sto­ry­ków pań­stwo wy­płaca co mie­siąc wy­na­gro­dze­nie. A wol­nym strzel­com zleca ba­da­nia. Jak to działa w prak­tyce, po­ka­zuje przy­kład IPN. Jed­nak ostat­nio u Po­lek i Po­la­ków do­cho­dzi do ra­dy­kal­nego prze­war­to­ścio­wa­nia spo­sobu, w który my­ślą o so­bie i prze­szło­ści. Przy­kła­dem spek­ta­ku­larny suk­ces książki "Chłopki. Opo­wieść o na­szych bab­kach" Jo­anny Ku­ciel-Fry­dry­szak, która - o ile wiem - prze­kro­czyła już 300 tys. sprze­da­nych eg­zem­pla­rzy.

O czym to świad­czy?

Doj­rze­wamy do in­nego opo­wia­da­nia o wła­dzy. Pol­ska opo­wieść o prze­szło­ści była na­cjo­na­li­styczna i pa­triar­chalna, zbu­do­wana na prze­ciw­sta­wie­niu: my kon­tra obcy. Na­ród pol­ski to jedna ro­dzina pod opieką męż­czyzn z re­guły wy­wo­dzą­cych się z elit. Niech pan po­pa­trzy na szkolną pod­stawę pro­gra­mową, na szczę­ście od­cho­dzącą w prze­szłość. Tam prak­tycz­nie nie ma ko­biet i warstw niż­szych. Z imie­nia i na­zwi­ska wy­mie­nia się nie­mal wy­łącz­nie kró­lów, het­ma­nów i ge­ne­ra­łów, spi­skow­ców, po­li­ty­ków, bi­sku­pów i uczo­nych. Sa­mych męż­czyzn. A tę wielką pol­ską ro­dzinę ota­czają obcy - Niemcy, Ro­sja­nie, li­be­ralny Za­chód, Ży­dzi...

Ta opo­wieść prze­stała wielu Po­la­kom od­po­wia­dać. Szu­kają hi­sto­rii, która do­strzeże i do­war­to­ściuje tych, co przez wieki byli pod­po­rząd­ko­wani. Lu­dzie in­te­re­sują się wła­snym po­cho­dze­niem, a wia­domo, skąd wy­wo­dzi się przy­tła­cza­jąca więk­szość z nas. Nie­przy­pad­kowo ob­ser­wu­jemy re­ne­sans za­in­te­re­so­wa­nia awan­sem spo­łecz­nym w PRL, żeby wspo­mnieć tylko zna­ko­mitą książkę "Po­ru­szeni" Magdy Szcze­śniak. Ta fala zresztą ru­szyła kilka lat przed "Lu­dową hi­sto­rią Pol­ski", i to na wielu ob­sza­rach. Mie­li­śmy książki Jana Sowy, spek­takl du­etu Strzępka-De­mir­ski o Ja­ku­bie Szeli...

...i płytę ze­społu R.U.T.A. pod ty­tu­łem "Gore" z pie­śniami chłop­skiego buntu i nie­doli. Na do­da­tek przez 8 lat mie­li­śmy wła­dzę, która od­wo­ły­wała się do ha­seł lu­do­wych i an­ty­eli­tar­nych. Do uboż­szych warstw i na pro­win­cję szły trans­fery bu­dże­towe, pań­stwowa te­le­wi­zja schle­biała lu­do­wym gu­stom...

...bo przed­tem nie schle­biała?

Nie na taką skalę i nie tak ja­skrawo. Może, o iro­nio, rządy PiS wy­nio­sła ta sama lu­dowa fala?

To coś zu­peł­nie in­nego, prze­cież ich hi­sto­ryczna opo­wieść była ul­tra­kon­ser­wa­tywna i eli­tarna! Na pierw­szym pla­nie mie­li­śmy skraj­nie na­cjo­na­li­styczną apo­lo­gię bia­łego dworku. Pod tym wzglę­dem PiS ni­czego nie wy­na­lazł ani nie od­krył, tylko am­pli­fi­ko­wał i wy­ostrzał stare nar­ra­cje.

Ale nie­chęć ludu do elit jest w Pol­sce fak­tem. Na tym PiS sko­rzy­stał.

Zgoda, ale tu cho­dzi o coś in­nego. Pi­sząc "Lu­dową hi­sto­rię Pol­ski", pró­bo­wa­łem zro­zu­mieć źró­dła pod­skór­nego w na­szym spo­łe­czeń­stwie kon­fliktu - buntu wo­bec elit. Bo na tym pod­łożu wy­ra­sta i kwit­nie po­pu­lizm.

Jed­nak pro­jekt PiS nie był dzie­łem ro­bot­ni­ków i chło­pów, tylko in­te­li­genta z dok­to­ra­tem z Żo­li­bo­rza i kilku pro­fe­so­rów, głów­nie z Kra­kowa i UJ. Mamy za­tem do czy­nie­nia z do­brze ob­my­ślo­nym pro­jek­tem, który sku­tecz­nie wy­ko­rzy­stuje re­alne lu­dowe re­sen­ty­menty i gniew. Jak nie bę­dzie PiS, że­ro­wać na tym bę­dzie inna par­tia. Znowu wmó­wią lu­dziom, że wresz­cie po­każą złym eli­tom, gdzie ich miej­sce - sami bę­dąc tych elit czę­ścią.

Z tego wy­nika, że lu­dowa hi­sto­ria fa­scy­nuje in­te­li­gen­cję, która po czę­ści się z ludu wy­eman­cy­po­wała. Na­to­miast lud ko­cha hi­sto­rię ro­man­tyczną i pa­trio­tyczną, pa­triar­chalną i na­cjo­na­li­styczną. Pa­ra­doks?

Lud ku­puje pa­kiet. Pa­kiet ha­seł, sym­boli, mi­tów. Zresztą - jak dziś de­fi­nio­wać lud? So­cjo­lo­go­wie z Rze­szowa na zle­ce­nie IPN przy­go­to­wali cie­kawy ra­port o na­ucza­niu hi­sto­rii w szkole, w tym o na­uczy­cie­lach hi­sto­rii z li­ceów. Ba­dani oka­zali się eks­tre­mal­nie na­cjo­na­li­styczni; cho­ciażby pod wzglę­dem opi­nii o re­la­cjach pol­sko-ży­dow­skich byli bar­dzo da­leko na prawo. I co: na­uczy­ciele to lud czy nie lud?

Po dru­gie: lud za­wsze i wszę­dzie lu­bił słu­chać o kró­lach i bo­ha­te­rach. Jak w baj­kach. A moja hi­sto­ria Pol­ski to nie jest lu­dowa czy­tanka. Ge­ne­ral­nie mam ego­istyczne po­dej­ście do ksią­żek; wszyst­kie na­pi­sa­łem wy­łącz­nie dla sie­bie.

We wstę­pie na­pi­sał Pan, że jako au­tor "za­wsze stoi po stro­nie słab­szych i stara się im od­dać głos".

To de­kla­ra­cja po­ważna i po­trzebna. Je­żeli spoj­rzymy na prze­szłość jak bez­kształtną mgła­wicę fak­tów i wy­da­rzeń, do­ku­men­tów i re­la­cji, to opi­su­jąc ją, mu­simy naj­pierw zde­fi­nio­wać na­szą per­spek­tywę - me­to­do­lo­giczną i ak­sjo­lo­giczną. Trzeba wska­zać na­rzę­dzia i war­to­ści, które uważa się za klu­czowe. Oczy­wi­ście wciąż są hi­sto­rycy, któ­rym się wy­daje, że po stresz­cze­niu kilku do­ku­men­tów na­pi­sali obiek­tywne dzieło. To bzdura, men­tal­nie żyją w XIX stu­le­ciu. Okre­śle­nie przez hi­sto­ryka punktu wyj­ścia jest kwe­stią uczci­wo­ści. Ja mam kom­plet­nie inną per­spek­tywę niż An­drzej No­wak, ale sza­nuję pro­fe­sora m.in. dla­tego, że jest hi­sto­ry­kiem świa­do­mym. Do­sko­nale wie, czym i dla­czego in­te­re­suje się w prze­szło­ści.

Przez ostat­nie dwa wieki li­mes dzie­lą­cym pol­skich hi­sto­ry­ków były spory o przy­czyny roz­bio­rów, o sens po­wstań. Piewcy pa­trio­tycz­nego ro­man­ty­zmu ście­rali się z obroń­cami Re­al­po­li­tik. Te­raz sym­bo­licz­nie dwa to­temy dzierżą wspo­mniany pro­fe­sor No­wak i Pan. Pol­ska oazą wol­no­ści ver­sus Pol­ska pie­kłem nie­woli.

Za­wsty­dzi­łem się. Może pan na­wet na­pi­sać, że się ru­mie­nię. Nie je­stem tylko pe­wien, czy to prawda. Po pro­stu taką mam oso­bo­wość: jak wi­dzę pod­nio­słą uro­czy­stość, wspa­niały pa­łac albo biu­ro­wiec ze stali i szkła - za­wsze mnie in­te­re­suje, kto za to płaci. Je­stem tym złym czło­wie­kiem, który przy­cho­dzi i pyta: "A skąd pan na to wziął?". Ja­kie me­cha­ni­zmy spo­łeczne kryją się za fa­sadą?

Pol­ska jako oaza wol­no­ści? Może dla nie­licz­nych. I to na­wet nie tych po­wszech­nie przy­wo­ły­wa­nych 7 proc. szla­chec­kich ro­dzin, ale le­d­wie 2 proc. po­se­sjo­na­tów, któ­rzy dys­po­no­wali ma­jąt­kiem po­zwa­la­ją­cym żyć bez pracy. Go­łota wiele swo­body nie za­sma­ko­wała. Tą garstką, która do­ko­ny­wała bo­ha­ter­skich czy­nów na woj­nach, jeź­dziła po sej­mach i pe­ro­ro­wała, jak wspa­nia­łym osią­gnię­ciem jest złota wol­ność - zaj­muje się wielu ba­da­czy. Ja nie mu­szę, mnie in­te­re­suje cała reszta.

Bądźmy pre­cy­zyjni. Pana in­te­re­sują wy­siłki elit w celu zdo­by­cia "jak naj­więk­szego udziału w po­dziale wy­pra­co­wa­nego spo­łecz­nego pro­duktu", co na­zywa Pan wy­zy­skiem.

W du­żym uprosz­cze­niu: spo­łe­czeń­stwa wy­pra­co­wują pe­wien pro­dukt. Ten pro­dukt jest póź­niej dzie­lony, np. mię­dzy ka­pi­tał i pracę. To wcale nie jest oczy­wi­ste ani na­tu­ralne, jaki kto ma w nim udział. Po­wta­rzam: iry­tuje mnie ry­so­wa­nie hi­sto­rii Pol­ski jako wiel­kiej, ży­ją­cej w har­mo­nii ro­dziny. Cie­kawe, że był to ar­gu­ment przy­wo­ły­wany przez obroń­ców pańsz­czy­zny, któ­rym po­świę­ci­łem ko­lejną książkę. Fol­wark miał być ro­dziną: pan - oj­cem, dzie­dziczka - matką. Służbę i chło­pów uwa­żano za dzieci - na­iwne, le­niwe, tym sa­mym wy­ma­ga­jące opieki i dys­cy­pliny.

Ro­zu­miem, że Pan nie chce być ku­sto­szem w ma­ga­zy­nie na­ro­do­wych sta­roci, tylko upra­wiać hi­sto­rię kry­tyczną. Nie oba­wia się Pan, że zbyt ja­sno okre­ślona per­spek­tywa może ra­zić jed­no­stron­no­ścią i uprosz­cze­niem?

Co pan ma na my­śli?

Po­ka­zał to Ma­te­usz Wy­żga w "Chłop­stwie". Wło­ścia­nie siłą rze­czy nie pi­sali dzien­ni­ków, trak­ta­tów, po­ema­tów. Dla­tego z pi­sa­nych źró­deł ich do­ty­czą­cych po­zo­stają ba­da­czowi akta są­dowe, skargi i su­pliki, opisy okru­cień­stwa. Po­łowa prawdy albo krzywe zwier­cia­dło.

Nie chcę przez prasę po­le­mi­zo­wać z Ma­te­uszem, któ­rego znam i ce­nię. Ale słaby jest ar­gu­ment, który mówi mniej wię­cej tyle: "Ja­śniej­sze strony były, tylko ich nie wi­dać". Oczy­wi­ście mo­żemy się spie­rać, ile chłop­scy pod­dani re­al­nie mieli swo­body w ży­ciu co­dzien­nym. Wło­ścia­nie pro­wa­dzili wła­sne in­te­resy, jeź­dzili na targi, a na­wet po­ży­czali szlach­ci­com pie­nią­dze. Ale czy to zmie­nia fun­da­men­talną re­la­cję wła­dzy, która po­zwa­lała panu bez­kar­nie za­bić chłopa?

W mo­ich książ­kach po­ka­zuję, że chłopi nie byli bez­rad­nymi dziećmi ani anio­łami. Tamte czasy ocie­kały prze­mocą i chłop po­tra­fił trak­to­wać pa­robka bru­tal­nie. Ale żadne z tych za­strze­żeń nie prze­kre­śla faktu, że przez stu­le­cia pa­no­wała w Pol­sce bez­względna asy­me­tria spo­łeczna.

Czę­sto przy­wo­łuje się inny ar­gu­ment: dola wło­ścian nie mo­gła być aż tak fa­talna, skoro w Pol­sce ni­gdy nie do­szło do wiel­kiego buntu chłop­skiego. W książce wy­mie­nia Pan wpraw­dzie różne mniej­sze wy­stą­pie­nia, a także po­wsta­nie Kostki-Na­pier­skiego i ko­lisz­czy­znę...

...a pań­skim zda­niem dzie­siątki ty­sięcy ofiar ko­lisz­czy­zny to za mało.

Nie, ale nie było u nas wy­da­rzeń na miarę wojny chłop­skiej w Niem­czech za cza­sów Lu­tra. Dla­czego?

Prze­ko­na­nie, że tu nie było chłop­skich bun­tów, to też ele­ment tej kon­ser­wa­tyw­nej fan­ta­zji o na­ro­dzie jako pa­triar­chal­nej ro­dzi­nie: kłó­cimy się, ale osta­tecz­nie ży­jemy w zgo­dzie. Po pierw­sze, lo­kal­nych bun­tów było wiele. Po dru­gie, "bunt" nie ozna­czał, że od razu pa­lono fol­wark. Były inne formy oporu - po­cząw­szy od sa­bo­to­wa­nia i po­wstrzy­my­wa­nia się od pracy, zwłasz­cza w okre­sie żniw, co dla wła­ści­ciela było bar­dzo kosz­towne. To czę­sto koń­czyło się ne­go­cja­cjami. Cza­sem ka­rało się pro­wo­dy­rów, ale reszta wio­ski po­tra­fiła coś wy­wal­czyć. Re­pre­sje na wielką skalę szlach­ci­cowi się nie opła­cały, bo kto zo­stałby pra­co­wać w jego ma­jątku?

Tak wy­two­rzyła się w Pol­sce fa­scy­nu­jąca pry­wa­ty­za­cja stra­te­gii buntu i kon­fliktu, jego tłu­mie­nia i roz­wią­zy­wa­nia. Moja ro­bo­cza hi­po­teza wiąże to zja­wi­sko ze sła­bo­ścią pań­stwa - tak doj­mu­jącą, że woj­ska ko­ronne nie były w sta­nie stłu­mić ko­lisz­czy­zny i trzeba było we­zwać na po­moc od­działy ro­syj­skie. Tym­cza­sem nasi przod­ko­wie byli ra­cjo­nalni, jak każdy z nas. Kal­ku­lo­wali zy­ski i straty. Na fol­warku pa­no­wała ści­sła kon­trola, ale poza jego gra­ni­cami ra­chi­tyczne pań­stwo miało nie­wiel­kie szanse schwy­tać zbiega. Czyli ucieczka, choć ry­zy­kowna, sta­ty­stycz­nie opła­cała się bar­dziej niż bunt. Cza­sem zbie­go­wie do­ra­biali się w in­nych czę­ściach Pol­ski i po la­tach wy­ku­py­wali się u daw­nego pana.

Chłopi mieli i mają obroń­ców. Ale Pań­ska hi­sto­ria spy­cha na mar­gi­nes kwe­stię dużo waż­niej­szą, gdy szu­kać źró­deł za­póź­nie­nia cy­wi­li­za­cyj­nego Pol­ski - mar­gi­na­li­za­cję i upa­dek miast. Pro­blem w tym, że to opo­wieść, która słabo po­ru­sza wy­obraź­nię. Tu nikt ni­kogo nie ba­toży, nikt nie przy­miera gło­dem na przed­nówku.

Nad Pol­ską ciąży prze­kleń­stwo, które na­zwał­bym cy­wi­li­za­cyjną młod­szo­ścią. Nie by­li­śmy czę­ścią zur­ba­ni­zo­wa­nego świata rzym­skiego, sieć miej­ska była tu rzad­sza, a mia­sta - mniej­sze i bied­niej­sze. Nie mo­gły się sku­tecz­nie obro­nić przed za­ku­sami szlachty. Na­sza hi­sto­rio­gra­fia już od XIX w. roz­trzą­sała, kto i kiedy za­wi­nił, że bieg na­szych dzie­jów przy­brał tak zły ob­rót. Oso­bi­ście szu­kał­bym od­po­wie­dzi w teo­rii za­leż­no­ści Im­ma­nu­ela Wal­ler­ste­ina. Gdy w XV-XVI w. po­ja­wia się sys­tem świa­towy, na­stę­puje po­dział na cy­wi­li­za­cyjne cen­trum i pe­ry­fe­ria. Zie­mie pol­skie stają się jed­nym z pierw­szych ob­sza­rów pe­ry­fe­ryj­nych.

W szkole mnie uczono, że wtedy prze­ży­wa­li­śmy Złoty Wiek, w ko­lej­nym stu­le­ciu za­ję­li­śmy Mo­skwę i zbli­ży­li­śmy się do mi­liona ki­lo­me­trów kwa­dra­to­wych po­wierzchni. Ja­kie pe­ry­fe­ria?!

Przed laty po­je­cha­łem do Yale, żeby po­roz­ma­wiać z Wal­ler­ste­inem, bo w pierw­szym to­mie swego mo­nu­men­tal­nego dzieła sporo miej­sca po­świę­cił Pol­sce. Był już eme­ry­to­wa­nym pro­fe­so­rem, zaj­mo­wał nie­wielki ga­bi­net za­wa­lony książ­kami. Okrą­glutki, nie­duży, z wą­sami w szczo­teczkę. Mó­wię, że je­stem z Pol­ski, a on się za­my­śla: "Pol­ska? Hmm... Chyba pi­sa­łem coś o Pol­sce...".

Czy nam się to po­doba, czy nie - zna­leź­li­śmy się na pe­ry­fe­riach sys­temu świa­to­wego. Przyj­rzyjmy się na­szym re­la­cjom z Za­cho­dem. Im­por­to­wa­li­śmy do­bra luk­su­sowe, tech­no­lo­gie, idee i nie­które in­sty­tu­cje. A co eks­por­to­wa­li­śmy? Zboże, drewno, smołę, pro­dukty le­śne. W efek­cie Za­chód utrwa­lał po­zy­cję jako cen­trum, a my po­więk­sza­li­śmy cy­wi­li­za­cyjny dy­stans. Nie mam nic do­brego do po­wie­dze­nia o PiS, ale aku­rat w tym kon­tek­ście pra­wica słusz­nie twier­dzi, że dużą część pol­skich elit, tych tzw. li­be­ral­nych, ce­chuje nie­wol­ni­cza, ko­lo­nialna men­tal­ność. Są ślepo za­pa­trzone w Za­chód, który ni­gdy nie bę­dzie nas trak­to­wał jak rów­no­rzęd­nego part­nera - do­póki bę­dziemy kra­jem pe­ry­fe­ryj­nym.

To się po­woli zmie­nia. Pod wie­loma wzglę­dami Za­chód słab­nie, a Pol­ska goni. W bó­lach, ale ro­dzi się na­sza pod­mio­to­wość.

Na­sza re­la­cja z Za­cho­dem kształ­to­wała się przez stu­le­cia i nie ma po­wodu, by zmie­niła się sama z sie­bie. Cho­ciaż dziś je­ste­śmy bli­żej cen­trum niż kie­dy­kol­wiek w hi­sto­rii.

Chce Pan po­wie­dzieć: żeby nam się chciało chcieć?

Chcieć być czę­ścią Za­chodu, ale nie jako wieczna mon­tow­nia i miej­sce do lo­ko­wa­nia brud­nego prze­my­słu, któ­rego już w Niem­czech czy Fran­cji nie chcą.

Wróćmy jed­nak do pol­skiego miesz­czań­stwa, które w kraju rol­ni­czym i pe­ry­fe­ryj­nym nie miało szans nor­mal­nie się roz­wi­jać. To prze­cież mia­sta po­winny pro­du­ko­wać do­bra luk­su­sowe i tech­no­lo­gie, kre­ować idee i in­sty­tu­cje. A my to wszystko spro­wa­dza­li­śmy z Za­chodu. Kto naj­wię­cej za­ra­biał na gdań­skim han­dlu zbo­żem? Kupcy w Am­ster­da­mie.

Fer­nand Brau­del twier­dził, że hi­sto­ria jest do­świad­cze­niem cią­gło­ści. W efek­cie dziś w Pol­sce też po­miata się klasą śred­nią, która służy głów­nie do fi­nan­so­wego dre­nażu.

Ana­li­zu­jąc dzi­siej­szy sys­tem po­dat­kowy, nie po­wie­dział­bym, że pań­stwo dre­nuje klasę śred­nią. W Pol­sce za­wsze wszy­scy na­rze­kali, że im ciężko. W XIX w. bro­niący pańsz­czy­zny wła­ści­ciele ziem­scy uwa­żali, że mają go­rzej niż chłopi pańsz­czyź­niani. Płacą naj­wyż­sze po­datki, wszystko dro­żeje, bieda za­gląda im w oczy. A chłopu to do­brze, bo pan się o wszystko trosz­czy. Chłop nie musi o ni­czym my­śleć; wy­star­czy, że bę­dzie pra­co­wał. Zie­mia­nie na­pi­sali stosy ta­kich tek­stów.

Pan pi­sze książki hi­sto­ryczne, by zro­zu­mieć te­raź­niej­szość i kształ­to­wać przy­szłość. Czy­tam, że "Lu­dowa hi­sto­ria..." jest "przede wszyst­kim o Pol­sce. Pol­ska zaś zmie­nia się przez stu­le­cia w znacz­nie mniej­szym stop­niu, niż się Po­la­kom wy­daje".

Do czego w ogóle służy nam hi­sto­ria? Chciał­bym, aby słu­żyła kry­tycz­nemu spoj­rze­niu na współ­cze­sność. Każde po­ko­le­nie w za­sa­dzie pi­sze ją na nowo.

"Lu­dowa hi­sto­ria Pol­ski" po­ja­wiła się w mo­men­cie, gdy roz­go­rzała - mar­gi­nalna przez kil­ka­na­ście lat po trans­for­ma­cji - dys­ku­sja o kla­sie i ka­sie. Po­lki i Po­lacy za­częli otwar­cie roz­ma­wiać o po­dzia­łach spo­łecz­nych; komu w ży­ciu ła­twiej, a komu cię­żej; kto za­ra­bia wię­cej, a być może nie po­wi­nien - i kto za­ra­bia mniej, a po­wi­nien wię­cej. Po uka­za­niu się książki do­sta­łem kil­ka­dzie­siąt li­stów od czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków, że dzięki lek­tu­rze prze­stali wsty­dzić się chłop­skiego po­cho­dze­nia. Albo że ich firma przy­po­mina pańsz­czyź­niany fol­wark. A dziś ogląda pan se­rial "1670", gdzie współ­cze­sna Pol­ska pre­zen­tuje się w sar­mac­kim ko­stiu­mie. Jan Pa­weł Adam­czew­ski to prze­cież jak ulał na­sza klasa śred­nia.

Za­nosi się na to, że wielka zmiana spo­łeczna, którą przy­nieść miała lu­dowa fala, skoń­czy się na se­rialu ko­me­dio­wym i me­mach z wą­sa­tym szlach­ciurą.

To po­winno mnie mar­twić?

Pan pi­sze o szla­chec­kim wy­zy­sku i bru­tal­no­ści, a lu­dzie Jana Pawła lu­bią. Można już ku­pić ko­szulki z jego po­do­bi­zną i okrzy­kiem mo­ty­wu­ją­cym chło­pów do ga­lopu: hop, hop, hop!

Lu­bią, bo się z Jana Pawła śmieją. I do­brze. Wolę, żeby kla­sowy kon­flikt wy­ra­żał się w Pol­sce w for­mach sa­ty­rycz­nych niż mi­li­tarno-krwa­wych.

Nie li­czył Pan, że lu­dowa hi­sto­ria przy­nie­sie nad Wi­słę can­cel cul­ture, włącz­nie z oba­la­niem po­mni­ków daw­nych bo­ha­te­rów?

Nie. Czyj po­mnik mie­li­by­śmy zbu­rzyć?

Dużą część pol­skich elit wciąż ce­chuje nie­wol­ni­cza, ko­lo­nialna men­tal­ność. Są ślepo za­pa­trzone w Za­chód, który nie bę­dzie nas trak­to­wał jak rów­no­rzęd­nego part­nera, do­póki bę­dziemy kra­jem pe­ry­fe­ryj­nym.

Skoro Ame­ry­ka­nie za­mach­nęli się na Ko­lumba, Wa­szyng­tona i Lin­colna - może Po­lacy zbu­rzy­liby dla przy­kładu po­mnik... kanc­le­rza Jana Za­moj­skiego?

Zo­stawmy Za­moj­skiego w spo­koju. Mam skrom­niej­sze po­stu­laty. Niech w mu­ze­ach w pa­ła­cach ma­gnac­kich - np. w Łań­cu­cie czy Ra­dzy­niu Pod­la­skim - znaj­dzie się in­for­ma­cja, skąd się wzięły ma­jątki ich wła­ści­cieli. Trudno w to uwie­rzyć, ale do­piero te­raz, w mu­zeum w Szre­nia­wie, po­wstaje pierw­sza w Pol­sce stała wy­stawa o pańsz­czyź­nie!

Dla­czego w Ame­ryce gniew ludu przy­brał tak ra­dy­kalne formy, a w Pol­sce śmie­jemy się z se­rialu?

Dla­tego że pol­ska wspól­nota po­li­tyczna jest na­prawdę su­per­prag­ma­tyczna. W ob­li­czu ostat­nich kłótni i hi­ste­rii brzmi to nie­do­rzecz­nie, ale w fi­nal­nym roz­ra­chunku święty spo­kój ce­nimy bar­dziej niż co­kol­wiek in­nego. Z dru­giej strony są kraje ta­kie jak USA, gdzie idee do­pro­wa­dza się do sa­mego końca - łącz­nie z oba­la­niem po­mni­ków, prze­mocą i za­bi­ja­niem.

Ten me­dal ma dwie strony. "Lu­dowa hi­sto­ria Pol­ski" i "Obrońcy pańsz­czy­zny" po­ka­zują, że na tle in­nych na­ro­dów pol­scy mo­der­ni­za­to­rzy za­wsze byli umiar­ko­wani w po­stu­la­tach i dzia­ła­niach, a re­formy szły jak po gru­dzie. Skąd na­sza nie­chęć do zmian?

W obu książ­kach wska­zuję na pa­ra­doks pol­skiej le­wicy, re­wo­lu­cjo­ni­stów i ra­dy­ka­łów, któ­rzy czę­sto już na star­cie czuli się słabi. Dla­tego kal­ku­lo­wali, że będą ak­cep­to­wani, o ile staną się umiar­ko­wani. Za­czną się sa­mo­ogra­ni­czać, miar­ko­wać po­stu­laty. Po co od razu żą­dać znie­sie­nia pańsz­czy­zny i uwłasz­cze­nia, może na po­czątku wy­wal­czymy mi­ni­mum opieki prawa nad chło­pami?

Kło­pot w tym, że to nie dzia­łało (i nie działa). Kon­ser­wa­ty­ści w Pol­sce za­wsze mają prze­wagę w dys­kur­sie i za­wsze po­wie­dzą, że re­for­ma­to­rzy są agen­tami, zdraj­cami, wy­słan­ni­kami dia­bła i nie­bez­piecz­nymi wa­ria­tami. Przy­kład: po­stu­lat wpro­wa­dze­nia po­datku ka­ta­stral­nego, który ogra­ni­cza atrak­cyj­ność po­sia­da­nia kilku nie­ru­cho­mo­ści. To po­wszechne w świe­cie za­chod­nim roz­wią­za­nie w Pol­sce na­zywa się ko­mu­ni­stycz­nym wy­my­słem, który ude­rza w święte prawo wła­sno­ści. U nas na­prawdę ciężko być czło­wie­kiem wcie­la­ją­cym w ży­cie pro­gre­sywne idee.

Nie zwa­lał­bym wszyst­kiego na kon­ser­wa­ty­stów. Na­rze­kamy na fol­warczną men­tal­ność w kor­po­ra­cjach, z Pań­skich ksią­żek można jed­nak wy­czy­tać, że dla ukształ­to­wa­nych przez su­rowe oko­licz­no­ści chło­pów prio­ry­te­tem stało się prze­trwa­nie - a nie wol­ność i ini­cja­tywa. Tę men­tal­ność odzie­dzi­czyło wielu Po­la­ków. Po­mstują na ty­rana na dy­rek­tor­skim stołku, ale za­ci­skają zęby, bo wolą naj­gor­sze sta­tus quo niż ry­zyko zmiany.

Żeby to zro­zu­mieć, znowu cof­nijmy się w cza­sie. Hi­sto­rycy go­spo­darki lu­bią po­da­wać jako przy­kład epi­de­mię czar­nej śmierci, która w XIV w. za­biła na Za­cho­dzie kil­ka­dzie­siąt pro­cent po­pu­la­cji. W efek­cie siła ro­bo­cza stała się tam cen­nym do­brem: chłopi zy­skali więk­szą wol­ność, śred­nie za­robki wzro­sły, po pro­stu o pra­cow­nika trzeba było dbać. A na zie­miach pol­skich i ge­ne­ral­nie na eu­ro­pej­skim Wscho­dzie elity przy­jęły stra­te­gię od­wrotną. Je­żeli siłę ro­bo­czą trudno po­zy­skać, to chło­pów trzeba przy­wią­zać do ziemi, zwięk­szyć kon­trolę i ogra­ni­czyć swo­body.

Po­dob­nie było po 1989 r. Po­daż pra­cow­ni­ków była duża, bez­ro­bo­cie - wy­so­kie, więc wła­ści­ciele firm po­zwa­lali so­bie na nie­wol­ni­cze trak­to­wa­nie pra­cow­ni­ków. Ale to zja­wi­sko z po­wodu niżu de­mo­gra­ficz­nego od­cho­dzi w prze­szłość. Sami biz­nes­meni przy­znają, że o pra­cow­ni­ków, zwłasz­cza wy­soko wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych, trzeba się trosz­czyć, bo so­bie pójdą.

Stan­dard bę­dzie za­chodni?

Na pewno bliż­szy za­chod­niemu. Nie chciał­bym zresztą, że­by­śmy ide­ali­zo­wali Za­chód. Tam lu­dzie nie mają lep­szych cha­rak­te­rów - wy­ro­śli w in­nym splo­cie oko­licz­no­ści hi­sto­rycz­nych.

Za­wsze mnie fa­scy­no­wało, że nasi wła­ści­ciele ziem­scy do­sko­nale ro­zu­mieli me­cha­ni­zmy ryn­kowe - jak działa kre­dyt, po­pyt, po­daż, wa­ha­nia cen itd. Ro­zu­mieli wszystko poza tym, co do­ty­czyło pra­cow­ni­ków. Dla­tego gdy znie­siono pańsz­czy­znę, po­czuli się za­gu­bieni. Na­gle mu­sieli pła­cić chło­pom stawki ryn­kowe, biz­nes prze­stał im się spi­nać, bo bez dar­mo­wych ro­bo­czo­go­dzin słabo za­rzą­dzane go­spo­dar­stwa oka­zy­wały się mało wy­dajne. Ale wła­ści­ciele w ogóle tego nie wi­dzieli! Wo­leli na­rze­kać, że chłop­ska praca jest droga, a chłop le­niwy.

Po­dob­nie jest z Pol­ską po trans­for­ma­cji. Pra­co­dawca ro­zu­mie wol­no­ryn­kowe za­sady, je­żeli cho­dzi o zbyt pro­duk­tów. Ale z roz­ba­wie­niem czy­tam żale przed­się­bior­ców, dla­czego mu­szą te­raz tak dużo pła­cić... Jakby na­gle, gdy cho­dzi o wy­cenę pracy, za­ła­mało się ich ro­zu­mie­nie rynku. Taka my­ślowa pustka: jak to, za wy­dajną pracę trzeba wy­na­gra­dzać? Na szczę­ście pod tym wzglę­dem ka­pi­ta­lizm jest naj­lep­szym na­uczy­cie­lem. Bar­dzo okrut­nym.

"Lu­dowa hi­sto­ria Pol­ski" oskarża elity, że w po­trze­bie pro­szą lud o po­moc, ale po­tem o lu­dzie za­po­mi­nają. Jed­nym tchem wy­mie­nia Pan śluby lwow­skie Jana Ka­zi­mie­rza, in­su­rek­cję ko­ściusz­kow­ską, po­wsta­nie li­sto­pa­dowe, rok 1846 i 1848, po­wsta­nie stycz­niowe, rok 1918 i wojnę z bol­sze­wi­kami. Jako ostat­nią z se­rii wska­zuje Pan zdradę "So­li­dar­no­ści" w epoce trans­for­ma­cji. To spra­wie­dli­wie - tak oce­niać być może naj­więk­szą trans­for­ma­cję w pol­skich dzie­jach, re­alną zmianę na lep­sze dla mi­lio­nów lu­dzi?

Dla wielu mi­lio­nów nie była na lep­sze, przy­naj­mniej do wej­ścia do Unii 15 lat póź­niej. Ci, któ­rzy wzy­wali in­nych do za­ci­ska­nia pasa, z re­guły sami mieli się świet­nie. Trans­for­ma­cja była wy­graną dla jed­nych, a prze­graną dla dru­gich. Eli­tom oczy­wi­ście po­pra­wiło się naj­szyb­ciej.

Przed laty Pa­weł Mach­ce­wicz po­stu­lo­wał, żeby pol­ska pa­mięć po­mie­ściła i We­ster­platte, i Je­dwabne. Może zmie­ści obok sie­bie też biały dwo­rek z hu­sa­rzami i pańsz­czy­znę?

Na ra­zie chciał­bym, żeby pańsz­czy­zna się w ogóle w pol­skiej pa­mięci zna­la­zła. W pod­sta­wie pro­gra­mo­wej pra­wie jej nie ma; jest jedna czy dwie wzmianki. O pa­mięć o hu­sa­rii się nie mar­twię: ma całe hufce obroń­ców i nie znik­nie. ?

- Roz­ma­wiał MA­REK ZA­JĄC

FOT. KRZYSZ­TOF ŻUCZ­KOW­SKI / FO­RUM

ADAM LESZ­CZYŃ­SKI jest hi­sto­ry­kiem i so­cjo­lo­giem, pro­fe­so­rem Uni­wer­sy­tetu SWPS, pu­bli­cy­stą OKO.Press i "Kry­tyki Po­li­tycz­nej". Au­tor wielu ksią­żek, "Lu­dową hi­sto­rię Pol­ski. Hi­sto­rię wy­zy­sku i oporu. Mi­to­lo­gię pa­no­wa­nia" wy­dał w 2020 r., "Obroń­ców pańsz­czy­zny" - w 2022 r.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

GRA­FIKA NA OKŁADCE:FRAG­MENT ZDJĘ­CIA LE­OPOLDA WĘ­GRZY­NO­WI­CZA, 1926 R.FOT. Ze zbio­rów MEK

Czarno-białe zdję­cia, je­śli nie są opi­sane ina­czej, po­cho­dzą ze zbio­rów Mu­zeum Et­no­gra­ficz­nego im. Se­we­ryna Udzieli w Kra­ko­wie, gdzie do 5 maja 2024 r. pre­zen­to­wane są na wy­sta­wie pt. "Czas na­świe­tla­nia / czas wy­wo­ły­wa­nia. Fo­to­gra­fia et­no­gra­ficzna z Ma­ło­pol­ski na prze­ło­mie XIX i XX w.". Ku­ra­torki: Anna Buj­now­ska, Anna Su­lich.Za ich uży­cze­nie ser­decz­nie dzię­ku­jemy Mu­zeum i za­pra­szamy na wy­stawę.

PO­WRÓT DO SWO­ICH

MA­SZY­NO­PIS ma 26 po­nu­me­ro­wa­nych stron, do któ­rych - jakby roz­ocho­cony au­tor nie miał ochoty sta­wiać kropki - do­dano ko­lejne trzy. Ty­tuł nie brzmi za­chę­ca­jąco: "Na prze­ło­mie cza­sów. Dzieje ko­ścioła na 50-le­cie pa­ra­fii w Ły­sej Gó­rze. Wspo­mnie­nia. Re­flek­sje". I jesz­cze na­zwi­sko, miej­sce i data, rok 1972. W środku: wspo­mnie­nia or­ga­ni­sty, teo­re­tycz­nie spi­sy­wane przy oka­zji ju­bi­le­uszu, ale już na pierw­szej stro­nie au­tor umiesz­cza wia­do­mość, że za cza­sów pańsz­czy­zny, "jak nam opo­wia­dał nasz oj­ciec, gdyby się spóź­niono ze świ­ta­niem do pracy, do­sta­wał bi­cie od kar­bo­wego ław­kową sę­katą lagą".

Tak wy­gląda hi­sto­ria lu­dowa z do­mo­wego ar­chi­wum. Au­to­rem pa­ra­fial­nej kro­niki jest mój dzia­dek Jan Gajda, który porą zi­mową "pali pa­pie­rosa, żeby sku­pić my­śli i prze­lać na pa­pier dawne ży­cie chłopa z wła­snego prze­ży­cia, z opo­wia­da­nia mego sta­ruszka ojca i z opo­wia­dań zna­jo­mych mi star­ców". Szczę­śli­wie wy­li­cza nie tylko na­zwi­ska pro­bosz­czów: opo­wiada o młócce, przę­dze­niu na ko­ło­wrotku i po­ja­wie­niu się we wsi pierw­szej kosy. O faj­kach, z któ­rych "dym wy­cho­dził jak z bro­waru Go­etza". O na­uce pi­sa­nia, którą "zaj­mo­wał się w zi­mie świa­tlej­szy chłop Bła­żej Wię­cław" (szkoła po­wstała do­piero w 1893 r.). O końcu wojny ("wró­ci­łem szczę­śli­wie znad Pi­jawy - wło­skiego frontu"). Ow­szem, o na­uce gry na fis­har­mo­nii, ob­ję­ciu funk­cji or­ga­ni­sty (w 1920 r.) - a po­tem o kon­stru­owa­niu "wła­snym spo­so­bem" or­ga­nów. Ale także o ru­chu lu­do­wym, który wo­jo­wał z jed­nym z pro­bosz­czów. I o Ży­dach. Nade wszystko jed­nak: o wiej­skim ży­ciu, choćby o za­pu­stach i kraw­co­wej Jó­zefce, co "pierw­sze majtki, jak mia­łem iść po raz pierw­szy do szkoły z ca­igu mi uszyła", a te­raz "po­rwała do tańca dziadka zwa­nego Staj­do­sem i ce­lowo prze­wró­ciła go na sno­pek słomy, który był przy­go­to­wany dla niego na noc­leg".

Hi­sto­rie lu­dowe: mało jest w ostat­nich la­tach te­ma­tów, które rów­nie mocno po­ru­sza­łyby wy­obraź­nię Po­la­ków. Świad­czą o tym nie tylko be­st­sel­le­rowe i na­gra­dzane książki Jo­anny Ku­ciel-Fry­dry­szak, Adama Lesz­czyń­skiego, Kac­pra Po­błoc­kiego i Radka Raka, czy po­pu­larne filmy i se­riale, m.in. "Chłopi", "1670" i "Kos". Świad­czą o tym także na­sze wła­sne po­wroty. W tym wy­da­niu przy­glą­damy się do­kład­niej na­szym chłop­skim ko­rze­niom i py­tamy, co re­ne­sans tych te­ma­tów mówi o pol­skiej wspól­no­cie. Wśród au­to­rów i roz­mów­ców są naj­waż­niej­sze po­staci obec­nego zwrotu lu­do­wego, ale rów­nież kla­sycy, któ­rzy te­ma­tem zaj­mo­wali się od za­wsze, m.in. Wie­sław My­śliw­ski i ks. Jó­zef Ti­sch­ner. Od­da­jąc im głos - osta­tecz­nie jed­nak (jak wi­dać) opo­wia­damy swoją hi­sto­rię.

MI­CHAŁ OKOŃ­SKI,RE­DAK­TOR WY­DA­NIA