HŁASKO/OSIECKA. Byle nie o miłości - Radosław Młynarczyk, Karolina Felberg

-
Proszę czekać

Przypisy

1 Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1956-1958 i 1970, red. Karolina Felberg, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2021, s. 523. Wszystkie cytaty podawane są z zachowaniem oryginalnej pisowni. Ewentualne uzupełnienia, skróty oraz komentarze w nawiasach kwadratowych pochodzą od autorów. Dopiski lub zmiany uczynione przez autorkę (na przykład w toku redakcji) - zostały oddane w tekście jako pogrubienia, przekreślenia i rozstrzelenia.

2 Agnieszka Osiecka, Kochany Misiu! O sobie, piciu i całej reszcie, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2026, s. 135-136.

3 Marek Hłasko, Ósmy dzień tygodnia. Następny do raju, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2020, s. 44.

4 Zob. Radosław Młynarczyk, Hłasko. Proletariacki książę, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020.

5 Zob. Karolina Felberg, Osiecka. Rodzi się ptak, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2024.

6 Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1956-1958 i 1970, dz. cyt., s. 489-491.

7 Tamże, s. 470.

8 Tamże, s. 40.

9 Tamże.

10 Tomasz Szlendak, Miłość nie istnieje, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2025, s. 28.

11 Zob. Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1956-1958 i 1970, dz. cyt., s. 89-90, 236-237 i in.

12 Marek Hłasko, Ósmy dzień tygodnia. Następny do raju, dz. cyt., s. 44.

13 Marek Hłasko, Listy, wstęp, oprac. Andrzej Czyżewski, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2014, s. 175. Na oryginale znajduje się data dopisana przez Agnieszkę Osiecką - 13 lutego 1958 roku. Z całą pewnością nie jest to jednak data powstania lub otrzymania listu.

14 Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1956-1958 i 1970, dz. cyt., s. 303.

15 Marek Hłasko, Mademoiselle Thackqesse! List do Agnieszki Osieckiej z kwietnia 1958 roku, w: tegoż, Listy, dz. cyt., s. 358.

16 Jak przygoda, to tylko w Warszawie (sł. Ludwik Starski, muz. Tadeusz Sygietyński) - piosenka z filmu Przygoda na Mariensztacie (reż. Leonard Buczkowski, scen. Ludwik Starski, 1953).

17 Agnieszka Osiecka, Kochankowie z ulicy Kamiennej, w: tejże, Nowa miłość. Wiersze prawie wszystkie, t. 1, wstęp Jarosław Klejnocki, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 30.

18 Marek Hłasko, Dziennik, w: Prozy rozproszone, wstęp, oprac. i red. Radosław Młynarczyk, Instytut Mikołowski, Mikołów 2025, s. 251.

19 Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1956-1958 i 1970, dz. cyt., s. 102.

20 Tamże.

21 Zob. Barbara Stanisławczyk, Miłosne gry Marka Hłaski, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2009, s. 109, 115 i 117.

22 Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1956-1958 i 1970, dz. cyt., s. 102.

23 Tamże.

24 Jarosław Abramow-Newerly, Lwy STS-u, Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2005, s. 140.

25 Agnieszka Osiecka, Dzienniki i zapiski. 1954-1955, red. Karolina Felberg-Sendec­ka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2018, s. 532.

26 Tamże.

27 Tamże, s. 563.

28 Tamże, s. 638.

Karolina Felberg: Najważniejsza power couple polskiej literatury?

Radosław Młynarczyk: Łatwe! Osiecka i Hłasko.

K: Czy czytelnicy twojej biografii4 często pytają cię o Osiecką?

R: Tak. A twoi o Hłaskę?5

K: Kiedyś najbardziej ciekawił ich jej romans z Jeremim PrzyborąI, ale od jakiegoś czasu rzeczywiście częściej pytają o Hłaskę, może z powodu wyprodukowanego przez TVP i emitowanego w latach 2020-2021 serialu OsieckaII. Widzowie dowiedzieli się z niego, że Marek był jej pierwszym - takim prawdziwym - narzeczonym.

R: Czyli jakim?

K: Oficjalnym. Bo Hłasko rzeczywiście poprosił Marię Osiecką o rękę jej córki. Zdaje się, że uczynił to ceremonialnie, choć w serialu scena zaręczyn jest - no cóż - ...dość ludyczna.

R: Chyba raczej pijacka.

K: Pijacka to jest akurat w tym serialu niemalże każda scena. Alkohol leje się strumieniem, a resztki prawdopodobieństwa rozpływają się w papierosowym dymie.

R: Niestety. Jest na przykład scena, kiedy Hłasko wpada do knajpy po narzeczoną, by popędzić z nią na lotnisko. Osiecka siedzi akurat z Jerzym Andrzejewskim, który na to wszystko nawet nie drgnie. Po pierwsze, Osiecka na pewno nie przysiadłaby się wówczas do Andrzejewskiego - poznali się dużo później.

K: Zdaje się, że za wczesnego Gierka.

R: Po drugie, ani Hłasko, ani Andrzejewski nie potraktowaliby się tak chłodno, ale jednocześnie uprzejmie. A tam po prostu kiwnęli sobie głowami, jakby znali się tylko przelotnie - z widzenia lub nawet wcale. W ogóle nie widać w tej scenie dramatycznej historii, która się między nimi wydarzyła.

K: Ale co do Marka - to twórcy mieli akurat rację. W pewnym sensie rzeczywiście był on pierwszym "poważnym". Ot, choćby i z tej racji, że po zaręczynach pani Osiecka pozwoliła mu zostać na noc! Zdaje się, że to wtedy zaakceptowała sypianie Agusiowych absztyfikantów pod jej dachem.

R: Jesteś z naszymi bohaterami po imieniu?

K: Oczywiście. Jedną czwartą życia poświęciłam na edytowanie dziecięcych i młodzieńczych dzienników Osieckiej. Zżyłam się z nią. Nie wyobrażam sobie, by mówić o nastoletniej czy ledwo dorosłej Adze po nazwisku.

R: No dobrze, to ja również pozwolę sobie być z Hłaską na ty. Masz rację - trudno trzymać się konwenansów po tym, gdy przeczytało się setki stron niepublikowanych maszynopisów i dokumentów osobistych. Zwłaszcza że nasi bohaterowie od dawna już rezydują na Powązkach.

K: I w mitach na ich temat. I w popkulturze...

R: Stali się ikonami.

K: Agnieszka uosabiała liryczność i dowcipność - poetessa z ciętą ripostą na każdą okazję. Z kolei Marek uchodził za nieprzystępnego łobuza, ale i skończonego romantyka. Buntownika z wyboru...

R: W odróżnieniu od niej nie skończył dobrych szkół ani uniwersytetów. Za to mocno nasiąkł popkulturą: przede wszystkim filmem niemym i powieścią bulwarową. To z nich zaczerpnął ideał miłości utożsamianej ze szczęściem, a przynajmniej brakiem nieszczęścia - miłości jako przejawu dobra, które ostatecznie wszystko zwycięża.

K: Ciut westernowa wizja rzeczywistości.

R: Tak, najstarsze utwory Hłaski przedstawiają czarno-biały świat.

K: Osiecka uważała go za największego romantyka w ich pokoleniu. W 1970 roku pisała w dzienniku:

Nie powinniśmy byli ruszać się z OchotyIII.

Ale ja, oczywiście, byłam "ciekawa świata". "Ciekawa"...

Idiotka!

Tak. Bałam się, że się dobrowolnie zatrzasnę w jakiejś dziurze i że się nigdy nie dowiem, co jest DALEJ. Dalej. Dalej. Dalej! [...]

Można było leżeć na dywanie przy kominku i na DąbrowieckiejIV, jeść chleb z twarogiem i żartować głupio, po Markowemu (wchodzi Mama do pokoju, a on leży taki rozwalony, z chlebem w pysku, i mówi do mamy: "No, mamuńcia, co się mówi, jak się wchodzi do pokoju?")...

Można było siedzieć nawet na Częstochowskiej, na tym okropnym rogu koło budki.

Ale ja nie usiedziałam! Skąd! Byłam "ciekawa świata". I on był ciekaw... Nie, nie to! On był ciekaw tylko siebie. On nie wyjeżdżał, on uciekał. Zostawiał po sobie pobojowisko, klęski własne i cudze - i uciekał. Sam zmyślał tęsknoty i sam zmyślał rozczarowania. Nadwrażliwość moralna pomogła mu, to pewne.

...Potrzebował zmiany. To tyle. Nie ma nic bzdurniejszego, jak łączyć jego postępki z polityką czy czymś takim.

1973. Głupia! To nie z nudów uciekał. Tylko rozczarowywał się, widział dno moralne, oszustwo, kłamstwo!

Sytuacje nudziły mu się jak zabawki. Wtedy je niszczył (zły chłopiec) i wyrzucał. Tak wyrzucił i mnie, i nas, i Polskę. A potem płakał - zły chłopiec. I zmieniał oceny moralne co drugi dzień, i grzmiał, grzmiał, grzmiał! 6

R: Upadły anioł.

K: Według Osieckiej "zbuntowany" i "niepojęty dla obcych"7.

R: Dlaczego "niepojęty"?

K: Bo jak nikt wierzył w miłość i jak mało kto niszczył ją w sobie.

R: Powiedziałbym to samo o Agnieszce. Dlaczego twoim zdaniem miłość była dla nich tak ważna?

K: Chyba dlatego, że za ich czasów stała się dobrem luksusowym, choć wreszcie dostępnym dla wszystkich.

R: To znaczy?

K: Dla młodzieży wychowującej się na gruzach przedwojennego świata i w stalinowskim terrorze to chyba właśnie miłość była najważniejszą instancją - objawioną, ostateczną i absolutną. Było to pierwsze pokolenie, które mogło dobierać się w pary z miłości. W politycznie poprawnym języku tej postępowej formacji pojęcie mezaliansu wraz z całym zestawem innych konwenansów uchodziło za totalny przeżytek. Wiesz, jak szesnastoletnia Agnieszka oceniła Noce i dnie, powieść z początku lat trzydziestych?

R: Wyśmiała ją i rzuciła w kąt?

K: Osiecka nie była idiotką! Podzieliła bohaterów powieści Marii Dąbrowskiej na kochających i kochanych. Tych pierwszych - aktywnych - uważała za wznioślejszych i wartościowszych od tych biernych. Dlaczego? Bo potrafili przekuwać własną namiętność w życiowy "cel". Sama widziała jednak, że jej miłość, w odróżnieniu od ich miłości, nie stała się dotąd prawdziwą "pasją" i za każdym razem prędzej czy później kurczyła się do prostackiego "celiku".

R: Czyli?

K: Procederu łapania kilku srok za ogon. Flirtowania z kilkoma chłopcami naraz.

R: Chcesz powiedzieć, że legendarna kochliwość Osieckiej sięga wczesnych lat pięćdziesiątych?

K: A nawet późnych czterdziestych. Już w szkole zoriento­wała się, że najbardziej pociąga ją "polowanie", czyli wyszukiwanie i rozkochiwanie w sobie kolejnych absztyfikantów. Zamiast "celu" - "celki". Jeśli szukała gdzieś wzniosłości, to raczej w działalności społecznej i aktywizmie. Miłość "uprawiała" niczym sport. Biła rekordy pod względem kręcących się wokół niej w danej chwili "oblatywaczy". Jeśli któraś z jej "ofiar" odwzajemniła zaloty, Aga z miejsca przestawała się nią interesować.

R: Modliszka? Kolekcjonerka? Femme fatale? Wamp? Demon?

K: Krzywdzące stereotypy! Jako siedemnastolatka uważała się za "dziecko, które woli lizać lizaki niż jeść cukierki" i nie ma jeszcze "wyrobionego zdania o swoim temperamencie miłosnym"8. "O ile odczuwam przyjemność pocałunku i pieszczoty - konkludowała - o tyle wszelkie "dalej" powoduje u mnie gwałtowne ochłodzenie (!) i zwyczajną niechęć, jeżeli nie wstręt"9. Zresztą nie tylko do chłopca, ale i samej siebie.

R: W Osiecka. Rodzi się ptak wywnioskowałaś, że twoja bohaterka bywała lub może nawet była aseksualna.

K: Z jej zapisków wynika, że zmagała się z seksualnością. Miała wrażenie, że nie mieści się w "kategoriach". Dlatego uznałam, że czuła się nienormatywna.

R: A jednocześnie tęskniła za miłością idealną.

K: Absolutną, totalną i wzniosłą. Pod tym względem pozostawała nieodrodnym produktem własnej epoki - nowoczesności, która uczyniła miłość romantyczną ideałem. Dla wielu niedosiężnym i niespełnialnym. W tej mierze nic się akurat nie zmieniło. Miłość idealna nadal pozostaje "króliczkiem", którego - zgodnie z etosem liberalno-kapitalistycznym - należy stale gonić, bo zawsze nam się wymyka. Może dlatego "zetki"V - w geście oporu wobec wyzwań kapitalizmu - chętnie rezygnują z pogoni za tym króliczkiem i wybierają osobność?

R: Możliwe. Ale poczekaj - Osiecka naprawdę wszystkie te rewelacje wyczytała u Dąbrowskiej?

K: Ależ skąd! Puszkin, Jesienin oraz Gałczyński też zrobili swoje. A w jaką miłość wierzył Hłasko?

R: Zdaje się, że uważał ją za niezbędny budulec człowieka szlachetnego - pewnego siebie i własnych racji, wiernego sobie. No i potrafiącego wznieść się poza nieprzyjemne realia.

K: Realizującego etos człowieczeństwa przez wielkie C.

R: Mniej więcej. Ale czy ty przypadkiem nie kpisz sobie z niego?.

K: Nie! Marka również uważam za nieodrodny produkt epoki. Tylko że kiedy bliżej przyjrzeć się miłości romantycznej i temu, co ją podtrzymuje - marzeniu o życiu wzniosłym, lepszym od zwykłej codzienności - widać, że nie jest to niewinna fantazja. To opresyjna ideologia, również współcześnie. Bo co właściwie daje ta kapitalistyczna potrzeba nieustannego przekraczania siebie, dążenia do doskonałości, niemal do świętości? Nowoczesne etosy: pracy, indywidualności i męskości. Krótko mówiąc: fundament klasy średniej.

R: Do której nasi bohaterowie, zdaje się, nie należeli.

K: Osiecka należała - i to przez całe życie.

R: Gdyby głębiej pomyśleć, Marek również wywodził się z mieszczańskiego domu.

K: No właśnie.

R: Rozumiem, że według ciebie romantyzm zaszkodził naszym bohaterom?

K: Romantyzm - jako opowieść o wzniosłości i ciągłym wzroście - wszystko porządkuje i normalizuje. Chce podbić stawkę, wycisnąć z życia maksimum: emocji, energii, znaczenia. A przy okazji zużywa naturalne zasoby, zubaża życie i obniża jego wartość. Nie czujesz, że wszystkie nowoczesne reżimy - z romantyzmem na czele - próbują poskromić dzikość, różnorodność, natu­ralność, wolność, przypadek i chaos? Że logika szybkiego zysku sprowadziła miłość romantyczną do kilku tandetnych gestów powielanych przez popkulturę bez końca?

R: Zachód słońca, róże, pierścionek, biała sukienka...

K: A potem zdziwienie, że małżeństwo to ciężka praca, a nie all inclusive nad szafirowym morzem...

R: Masz na myśli jakieś konkretne rozczarowania?

K: Choćby naturę nowoczesnego małżeństwa. Socjolog Tomasz Szlendak w książce Miłość nie istnieje pokazuje, że romantyczna miłość nie jest czymś "naturalnym" ani odwiecznym. To raczej kulturowa opowieść, która pomaga ludziom łączyć się w pary. Zgodnie z tą narracją pożądanie, zakochanie i decyzja o wspólnym życiu mają układać się w jeden ciąg. Właśnie dlatego na Zachodzie miłość stała się podstawą małżeństwa albo długotrwałego związku. Nie chodzi tylko o prywatne uczucie, ale o cały społeczny mechanizm: miłość ma uzasadnić wybór partnera, wspólne życie, dzieci i zobowiązania. W czasach przednowoczesnych małżeństwa zawierały nie tyle osoby, ile rodziny. Liczyły się status, majątek i ciągłość rodu, a uczucia narzeczonych miały znaczenie drugorzędne. Małżeństwo było instytucją ekonomiczną i reprodukcyjną: pozwalało pomnażać majątek, płodzić i wychowywać dzieci, zapewniać opiekę starszym.

R: Jakim cudem ludzie poddali się nagle romantycznym porywom, skoro wcześniej budowali swój dobrostan na bardziej racjonalnych podstawach?

K: Świetne pytanie! Właśnie dlatego, że te romantyczne porywy wcale nie były tak antyracjonalne, jak się wydawało. Szlendak uważa miłość romantyczną za filar kapitalizmu, ponieważ "[w] sposób niewidzialny dla głównych zainteresowanych podtrzymywała cały system"10. Romantyczna miłość działa tu jak zasłona: sprawia, że jedna ze stron miłosnego kontraktu nie widzi własnej pracy wkładanej w rozwój kapitalizmu - tej wykonywanej za darmo. W praktyce uczucie okazuje się więc walutą, którą wynagradza się kobiety za ich bezpłatną pracę na rzecz rodziny i domu.

R: Nie jestem pewien, czy Marek wszedłby w ten paradygmat bezrefleksyjnie, w całej okazałości.

K: A Osiecka - jak to ona - w szkole średniej próbowała go kontestować. Jednak gdy w 1955 roku zakochała się w Witoldzie Dąbrowskim, poecie ze Studenckiego Teatru SatyrykówVI, kompletnie straciła głowę. Była już zresztą na tyle dorosła, że zrozumiała, że wobec tego modelu nie ma alternatywy11. Ciekawe, że ze wszystkich nowoczesnych idei, które w rozmaitych wariantach realizowały się po obu stronach żelaznej kurtyny, to właśnie etos miłości romantycznej sklejał całą globalną Północ. W drugiej połowie XX wieku romans stał się na Zachodzie jedną z głównych opowieści o życiu: obecną w obyczajach, sztuce, piosenkach, dowcipach, plotkach i rodzinnych radach.

R: Wiesz, jak ta opowieść wyglądała u Marka?

K: Nawet zacytuję: "Gdybym nie miał ciebie, nie chciałoby mi się żyć. Ty jesteś teraz jedyną rzeczą, w którą wierzę naprawdę. Ty, nic więcej. Mam chyba prawo tak myśleć. Gdybym nie miał ciebie, zrobiłbym wszystko, aby się zgnoić do końca, tak, żeby już nigdy nie kochać, nigdy nie wierzyć i nigdy nie cierpieć"12.

R: Tak, Ósmy dzień tygodnia!

K: W listach do Osieckiej też tak w nią wierzył! Przeczytam ci, co pisał z Monachium, w grudniu 1958 roku:

Ale mówię Ci, gdybym miał gwarancję, że będę z Tobą chociaż rok, a potem mnie zabiją - przyjechałbym do Ciebie. Nie ma, nie było - okazuje się - nic ważniejszego od Ciebie. Ale nie da mi nikt choć tej odrobiny. A w końcu wszystko jedno, gdzie człowiek jest cudzoziemcem. Ale czekaj. Jeszcze czekaj. Jesteś taka młoda. To nic nie znaczy, bo powinnaś właśnie teraz być szczęśliwa. Ale ja też jestem sam; pamiętaj, że jestem zupełnie sam i wszystko czym żyję, to panna Czaczkes. Jeszcze trochę czekaj. Jeszcze trochę. Jeszcze, jeszcze. Ja też nie jestem szczęśliwy. Czekaj. Czekaj13.

R: Skąd masz ten list?

K: Z archiwum Agnieszki Osieckiej.

R: Nie pamiętałem go. Dziwnie wraca się po tylu latach do tych materiałów. Ich znaczenia aktualizują się w zaskakujący sposób...

K: Miłosne zaklęcia - wszystkie te prośby o kochanie, czekanie i wierność - należą do wspólnego romantycznego scenariusza. W świecie, w którym zawiodły wielkie porządki: religijne, państwowe, narodowe i partyjne, wiara w miłość dawała ludziom poczucie sensu. Marek także chciał wierzyć, że jego wygnanie ma jakiś ukryty cel, a Aga, jeśli wytrwa w czekaniu, stanie się kimś, do kogo będzie mógł wrócić. Telefony, telegramy i dramatyczne listy były częścią tego romantycznego ceremoniału.

R: I Agnieszka złapała się na ten haczyk?

K: Oj, to kwestia na dłuższą rozmowę.

R: Do świtu daleko, a Narew piękna. Pogadajmy.

K: Zaparzę kawę i przyniosę koce.

I Informacje o wszystkich osobach wspomnianych w tekście znajdują się w Biogramach.

II Osiecka (reż. Robert Gliński, Michał Rosa, premiera 25 grudnia 2020 roku w Telewizji Polskiej) - trzynastoodcinkowy serial biograficzny, napisany przez Macieja Karpińskiego, Macieja Wojtyszkę, Henrykę Królikowską i Roberta Glińskiego.

III Ochota - pierwsze samodzielne mieszkanie Marka Hłaski. Mieściło się przy ulicy Częstochowskiej 16/18 w Warszawie. Przydział na nie otrzymał Hłasko z tzw. puli Józefa Cyrankiewicza. Wprowadził się tam na początku 1956 roku.

IV Dąbrowiecka - mieszkanie Osieckich. Mieściło się przy ulicy Dąbrowieckiej 25/3 w Warszawie. Osieccy odziedziczyli przydział na nie ze stołecznego Wydziału Kwaterunkowego po zmarłej w lutym 1950 roku Bronisławie Nowakowskiej - przyrodniej siostrze Józefa Sztechmana (ojca Marii Osieckiej), z którą mieszkali od stycznia 1949 roku.

V Zetki - potocznie: przedstawiciele pokolenia Z, zwykle definiowanego jako osoby urodzone od połowy lat dziewięćdziesiątych do około 2010 roku.

VI Studencki Teatr Satyryków (STS, Satyrycy, 1954-1975) - warszawska scena kabaretowa, założona w 1954 roku jako teatrzyk studencki przez studentów kierunków filologicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Początkowo amatorów mieli wspierać zawodowcy z Teatru Satyryków "Syrena". Przez pierwsze dwa lata STS występował gościnnie w stołecznych lokalach i instytucjach, ale wiosną 1956 roku osiadł w budynku przy Alei Świerczewskiego 76 B (obecnie Aleja Solidarności). W 1970 roku teatrzyk zmienił nazwę na Teatr Satyryków STS, a w 1972 roku połączono go z Teatrem Rozmaitości. Agnieszka Osiecka wstąpiła do STS-u jesienią 1955 roku i pozostała jego autorką aż do rozwiązania teatru.

K: Pamiętasz, co zdarzyło się w poniedziałek 12 marca 1956 roku w Moskwie?

R: Odczytano tajny referat O kulcie jednostki i jego następstwach Nikity Chruszczowa w trakcie XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego?

K: To pod koniec lutego, ale blisko. Dwunastego marca zmarł w Moskwie I sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - towarzysz Bolesław Bierut. W Warszawie tego dnia świeciło mocne słońce.

R: Skąd wiesz?

K: Z kalendarzyka Agnieszki Osieckiej, która spędziła ten piękny poranek u Marka Hłaski. "Głupio mi było - zanotowała - bo poprosił, żeby mu ugotować mleko, i wylałam"19.

R: Ale przecież oni poznali się kilka miesięcy później i to w innych okolicznościach.

K: Jakich?

R: Koleżanka Agnieszki pożyczyła od Marka książkę, ale z jakichś powodów nie mogła zwrócić jej osobiście. Osiecka zaproponowała, że ją wyręczy. Pewnie chciała wreszcie poznać pisarza, o którym huczała cała Warszawa. Umówiła się z nim w kawiarni. Hłasko zgrywał twardziela, czym ją trochę zniechęcił. Kilkanaście minut później każde z nich poszło w swoją stronę. Był październik 1956 roku.

K: Ładna scena. Filmowa. Ale zupełnie nieprawdziwaI.

R: Jak w takim razie było?

K: Dwunastego marca 1956 roku, po śniadaniu, Agnieszka, Marek i Hanna Żurek udali się nad Wisłę. "Śnieg. Krzaki. Lód. Błyszczy się"20 - zapisała Osiecka. Dodała też, że Hłasko zrobił kilka zdjęć.

R: Odnalazłaś je w jej archiwum?

K: Zakładam, że jednym z nich mogło być zdjęcie Hłaski z profilu - w kożuchu i z papierosem w ustach, na tle napisu: "KABEL / NIE WLEC KOTWICY", a kolejnymi - fotografie zrobione zapewne tego samego dnia przez Agę, przedstawiające dwie ciemne postaci w śniegu: Marka ubranego w kożuch i Hankę Żurek w czapie i futrze21.

R: Co było potem?

K: "Śmieszny ten Hłasko"22 - stwierdziła Agnieszka. Tego dnia odnotowała jeszcze myśl Krzysztofa Teodora Toeplitza.

Hanna Żurek, Marek Hłasko, nad Wisłą, 1956 r.

R: Jaką?

K: "Plastyka to również akcja w filmie"23.

R: Ech, to żaden trop w sprawie jej romansu z Markiem.

K: To prawda. W tamtych czasach wszyscy gadali o kinie. Nasi bohaterowie też mieli hopla na punkcie kinematografii.

R: A ta Żurek kim była?

K: Przyjaciółką Osieckiej ze studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Dziewczyny współtworzyły w 1954 roku domowy kabaret SAHA, czyli Wiele Snów Przy DrodzeII, i Dziennikarską Spółdzielnię SatyrycznąIII. Jesienią 1955 roku przeszły do Studenckiego Teatru Satyryków.

R: Rozmawiałaś z nią o tamtym poniedziałku?

K: Zmarła w 2006 roku. Nie masz pojęcia, ile miałabym do niej pytań!

Marek Hłasko, nad Wisłą, 1956 r.
Hanna Żurek, Marek Hłasko, nad Wisłą, 1956 r.

R: O Marka?

K: O lato 1955 roku. Ale o tym opowiem ci później.

R: Wróćmy zatem do 12 marca 1956 roku - jak Osiecka trafiła do Hłaski?

K: Nie wiem. Być może Marek wpadł w niedzielę do STS-u i natknął się tam na Agnieszkę? Albo po wieczornym pokazie spotkał ją imprezującą z STS-em gdzieś na mieście?

R: Sugerujesz, że po wspólnym balu Osiecka spędziła noc u Hłaski? Zdarzały się jej przedtem takie one-night standy?

K: Różnie bywało, ale na pewno nie o wszystkim mogła pisać wprost. Spotykała się wtedy z dość apodyktycznym poetą i współtwórcą STS-u - Witoldem Dąbrowskim. To z jego inspiracji, równolegle do dziennika, który od lat pisała, zaczęła prowadzić kalendarz. Niewykluczone, że Dąbrowski zaglądał w jej zapiski.

R: Dlaczego miałby?

K: Po pierwsze, był zaborczy. Starał się kontrolować zarówno życie osobiste Agnieszki, jak i jej działalność zawodową. Próbował wpływać na to, co jego dziewczyna myśli, a także - z kim i gdzie się spotyka. Po drugie, ponieważ należał do "pryszczatych"IV, szukał dziewczyny, która byłaby równie zasadnicza jak on. Jarosław Abramow-Newerly odnotował w Lwach STS-u, że Dąbrowski ze swoją poprzednią dziewczyną, Krystyną Walicką, tworzył parę wcielającą w życie idee rewolucji proletariackiej. "Witek z Krysią mieszkali w małej klitce na ŚwierczewskiegoV. [...] Byli wzorcową parą wyzwoloną z przesądów starego"24 - zauważył i dodał, że cechowała ich między innymi pogarda wobec spraw materialnych.

Jak możesz się domyślać, Agnieszka stylem życia daleko odbiegała od pryncypialnego Dąbrowskiego. Uważała, że nie dorasta Walickiej do pięt, i była o nią niezwykle zazdrosna. Dodatkowo raniło ją, że Witek mieszkał z Krysią, a do założenia wspólnego gniazda z Osiecką nie bardzo mu się spieszyło. Za to ona tego chciała! Aga poznała Dąbrowskiego w połowie lipca 1955 roku - pierwszego dnia V Światowego Festiwalu Młodzieży i StudentówVI, a już w październiku utyskiwała, że Witek nie decyduje się na założenie z nią podstawowej komórki społecznej. Nigdy ze sobą nie zamieszkali, a latem 1956 roku Agnieszka zaczęła się od niego oddalać...

R: Jak to pogodzić z marcowym poniedziałkiem u Marka?

K: No właśnie! Zwłaszcza że Dąbrowski był pierwszą miłością romantyczną Osieckiej. Od pierwszego dnia praktycznie modliła się do niego - w myślach, a potem w listach. Dbała o to, by wspólnie pielęgnowali swoje rytuały, na przykład codzienne przesiadywanie na "ich Schodach", czyli Kamiennych Schodkach, uliczce, która znajdowała się blisko mieszkania redaktora Grzegorza Lasoty, opiekuna i przyjaciela Witolda Dąbrowskiego. To zresztą Lasota przedstawił Agnieszce Witka. Dąbrowski pomieszkiwał w tym czasie u Grzegorza, ponieważ swoje mieszkanie udostępnił jego żonie - Irenie Lewandowskiej, z którą Lasota się właśnie rozstał, a która po rozstaniu Witolda z Agnieszką została żoną Dąbrowskiego.

R: W kontekście ateizujących komunistów - niebywałe!

K: Jak widać, jedno opium dla ludu natychmiast zamieniali na inne. W przypadku Witolda był to kult realnego socjalizmu, a w przypadku Agnieszki - kult Witolda.

R: Na czym polegał ten jej kult?

Agnieszka Osiecka, Witold Dąbrowski, Moskwa, 1957 r.

K: W połowie sierpnia Aga i Witek poszli na Międzynarodową wystawę sztuki młodych do Zachęty. Oglądali tam obraz przedstawiający okno w szarej kamienicy, na którego parapecie stał wazon z "przeszafirowymi astrami i makowymi makami"25. "Kolorystycznie to jest zupełnie prześliczne"26 - stwierdziła Osiecka, lecz jednocześnie przyznała, że kontrast między nędzą podwórka a przepychem roślin ogromnie ją zasmucił. To wskutek tego doświadczenia dziewiętnastolatka zaczęła patrzeć "nadwyraziście". Zrozumiała, że ludzie skrzywdzeni przez historię i biedę również walczą o dobrostan i prawo do piękna. To zmieniło jej sposób widzenia, a także język. Nauczyła się mówić o tym, co zwyczajne i materialne, tak jakby miało wymiar duchowy.

Siedemnastego sierpnia Osiecka udała się do Wojtka Solarza - do Białego Dunajca. Natchniona górską przyrodą stworzyła epistołę do Dąbrowskiego, w której nazywała go "Wyjątkowym Chłopcem". Zwierzyła się mu, że w Dolinie Kościeliskiej doświadczyła realności "panboga". Oczywiście niechrześcijańskiego! Pisała:

Wiesz, są czasem takie chwile - wyjątkowe chwile - kiedy czuję się jak mała, dobra czarownica; te chwile wieczorem, przy śmiesznej lampie Grzegorza, którą Pantera [kot Lasoty - przyp. KF] lubi przewracać. Kiedy tam siedzimy, ja, dobra czarownica, biorę za ręce ciebie, Wyjątkowego Chłopca, i prowadzę przez kraj dobrych, ślicznych bzdur, przez kraj, w którym skreśla się "gdyby", przez kraj księżycowego sztandaru27.

Rozmowę z Dąbrowskim traktowała jak spowiedź lub modlitwę. Romantyczną miłość łączyła z nowoczesną duchowością, wyrażaną w codziennych gestach oddania. Jej kluczowym znakiem stał się księżyc - także dlatego, że Witek był autorem wiersza Zostań, księżycu. "Księżyc" był dla niej słowem kluczem, obrazem i zaklęciem: symbolem tajemnicy łączącej ją z Dąbrowskim.

R: O rany!

K: To jeszcze nic! Noc, którą spędzili nad Wisłą, nazywali Złotą Nocą. Miejsca szczególnie ważne dla Witolda nabierały majestatu i stawały się - mocą ich miłosnego języka - Muzeum Dąbrowskiego. "O Boże", "Mój Boże" - co rusz się z Agnieszki wyrywało. We wrześniu pisała:

Używam ciągle tego religijnego wykrzyknienia, ale co robić, kiedy przez cały czas jest tak, jakby urządzał to wszystko ktoś, kto mi nie tylko dobrze życzy, ale kto mnie rozpieszcza. Modlę się do Wisły, do morza, do słońca, które daje kolory, do księżyca, który jest wspólną sprawą moją i Witka - może i mu za to dziękować? Byliśmy bezradni wobec wzruszenia, nie potrafiliśmy się zachować, wiedzieliśmy tylko, że na pewno jest w nas obojgu!28.

R: Skoro było tak intensywnie, to dlaczego tak szybko się rozstali?

K: Dąbrowski nie zaproponował Adze małżeństwa ani wspólnego mieszkania. Poza tym zbyt mocno urabiał ją na własną modłę. We wrześniu 1955 roku uległa jeszcze jego wpływowi i opublikowała dość krytyczny tekst o Poemacie dla dorosłych Adama Ważyka. Po referacie Chruszczowa nie potrafiła już jednak pójść za nim tak daleko: opowiedzieć się po stronie zatwardziałych stalinistów z Natolina, przeciwko "puławianom" skłonnym do ustępstw i liberalizacji systemuVII. Poszło więc o politykę. Zmęczona wiecznym napięciem postanowiła pod nieobecność Witka, który pielgrzymował akurat z Konradem Swinarskim do Berlina, zrelaksować się nieco w ramionach Stanisława Młynarczyka, aktora STS-u. Zaraz, zaraz - czy to przypadkiem nie twoja rodzina?

R: Zbieżność nazwisk przypadkowa.

K: Szkoda. Już układała mi się z tego rodzinna legenda.

R: Do Młynarczyka jeszcze wrócimy, ale skoro jesteśmy przy politycznej odwilży, powiedz mi, co wydarzyło się między Markiem a Agą po tym słonecznym poniedziałku?

K: Nic. Wiosną 1956 roku kierownictwo STS-u ogarnął rewolucyjny szał. Aga spędzała dnie i noce na ciągnących się po świt naradach programowo-politycznych. Marek zniknął z jej radarów.

R: Też był wówczas szalenie zajęty! W maju ukazał się tom opowiadań Pierwszy krok w chmurach - już miesiąc później wyszło drugie wydanie. Hłaskę zapraszano do bibliotek i domów kultury w całym kraju. Dużo pisał. W Łodzi finalizował scenariusz do Końca nocy, a chwilę później rozpoczął z Wojciechem Jerzym Hasem prace nad ekranizacją opowiadania zatytułowanego Pętla. W dodatku zerwał właśnie burzliwy romans z Hanną Golde, dziennikarką "Kuriera Polskiego", którą uważał za miłość życia. Była to legendarnie piękna bywalczyni warszawskich salonów i knajp...

K: Kochanka Adolfa Rudnickiego, przyjaciółka Krzysztofa Kąkolewskiego, kociak Janusza Minkiewicza i romans Karola Małcużyńskiego...

R: Tak, a przy tym żona profesora cybernetyki Politechniki Warszawskiej. Golde zawróciła Hłasce w głowie pod koniec 1955 roku. Marek powtarzał, że wybrał mieszkanie nie na Starym Mieście, ale na Ochocie, przy Częstochowskiej, bo nieopodal mieściło się przedszkole, do którego mogłyby chodzić dzieci Hani. Romans jednak nie przetrwał wiosny i w początkach sierpnia 1956 roku Hłasko nawiązał czysto erotyczną relację z aktorką Teresą Iżewską, którą z kolei, w składanym we wrześniu podaniu członkowskim do Związku Literatów Polskich, nazwał "żoną"VIII.

K: Naprawdę miał romans ze Stokrotką z kultowego Kanału Wajdy?

R: Tak.

Dalsza część w wersji pełnej

I Powszechnie uważa się, że Agnieszka Osiecka poznała Marka Hłaskę gdzieś na przełomie 1956 i 1957 roku. "Wszystko przez to, że jej koleżanka, Hania Żurek, pożyczyła od Marka książkę, a potem się z nim pokłóciła i Agnieszka - w jej zastępstwie - musiała ją odnieść. Umówili się w Kawiarni Kamienne Schodki. Marek przywitał ją obojętnie. A tego nie lubiła, więc sama zaczęła go podrywać", Barbara Stanisławczyk, Miłosne gry Marka Hłaski, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2009, s. 106. "To w łódzkim SPATiF-ie studentka reżyserii, Agnieszka Osiecka, wpada przypadkiem na Marka Hłaskę, który przyjechał do Łodzi na rozmowy z Fordem w związku z ekranizacją Ósmego dnia tygodnia [wiosną 1957 roku - przyp. KF]. Z Agnieszką poznali się już wcześniej w Warszawie na przełomie lat 1956 i 1957 dzięki wspólnej koleżance, w imieniu której Agnieszka zwróciła Markowi pożyczoną książkę. Z tego spotkania narodziło się uczucie, choć nie wiadomo, dla kogo ważne, czyli prawdziwe", Aleksandra Szarłat, SPATiF. Upajający pozór wolności, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2022, s. 303. Z kolei trzynastoodcinkowy serial Osiecka (TVP 2020) lokuje ich spotkanie w łódzkim SPATiF-ie na czas egzaminów wstępnych na studia - latem 1957 roku. Sęk w tym, że Osiecka zaczęła studia reżyserskie w filmówce w roku akademickim 1957/1958, ale - w związku z dłuższym pobytem za granicą - na zajęcia uczęszczała dopiero od grudnia 1957 roku, a w tym czasie z pewnością trwała w ponad dziewięciomiesięcznym romansie z Markiem Hłaską.

II SAHA, czyli Wiele Snów Przy Drodze (grudzień 1954 - wiosna 1955) - półprywatny teatrzyk funkcjonujący w mieszkaniu Agnieszki Osieckiej, wystawiający teksty z cyklu Zielona Gęś Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W teatrzyku działali koledzy Agnieszki Osieckiej z Wydziału Dziennikarskiego Uniwersytetu Warszawskiego - w tym Hanna Żurek i Marian Kubera.

III Dziennikarska Spółdzielnia Satyryczna (DSS, 1954-1955) - teatrzyk studencki założony przez Jerzego Dąbrowskiego, Zbigniewa Smarzewskiego i innych studentów Wydziału Dziennikarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Początkowo na prze­glądach teatrzyków studenckich DSS z powodzeniem konkurował z STS-em, ale to filolodzy zaskarbili sobie serca warszawskiej publiczności. Jesienią 1955 roku część zespołu DSS-u (m.in. Agnieszka Osiecka, Hanna Żurek, Marian Kubera i Wojciech Solarz) przeszła do STS-u.

IV "Pryszczaci" (in. pokolenie "pryszczatych") - grupa młodych pisarzy radykalnie prokomunistycznych z przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. "Pryszczaci" realizowali wymogi partii komunistycznej, tworząc w poetyce realizmu socjalistycznego. Agnieszka Osiecka poznała kilku z nich w 1955 roku - m.in. Wiktora Woroszylskiego, Andrzeja Mandaliana i, naturalnie, Witolda Dąbrowskiego. Została im przedstawiona przez Grzegorza Lasotę - publicystę i krytyka literackiego, wspierającego "pryszczatych", z którym zaprzyjaźniła się późną wiosną 1955 roku.

V Obecnie: Aleja Solidarności.

VI V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów (31 lipca-14 sierpnia 1955 roku) - masowa impreza kulturalna, organizowana przez Światową Federację Młodzieży Demokratycznej. Współorganizatorem edycji warszawskiej był Związek Młodzieży Polskiej. Wydarzenia kulturalne odbywały się w infrastrukturze oddanych właśnie do użytku Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina oraz Stadionu Dziesięciolecia. Rzeczywistym celem festiwalu było wykazywanie wyższości komunistycznego ładu na Wschodzie nad kapitalistycznymi reżimami Zachodu. Polska odsłona odbyła się w czasie kulturalnej odwilży, stąd też, zamiast zrealizować założenia komunistycznej propagandy oraz polityki kulturalnej władzy ludowej, odegrała ważną rolę w procesie destalinizacji polskiego społeczeństwa. Agnieszka Osiecka pracowała przy festiwalu w charakterze tłumaczki i dziennikarki. Otrzymała nawet pokój w Hotelu Sejmowym. Ujął ją postkolonialny charakter festiwalu. "Warszawski festiwal rozpoczął się nieco ponad trzy miesiące po zamknięciu konferencji azjatycko-afrykańskiej w indonezyjskim Bandungu (18-25 kwietnia 1955). Wydarzenie to zapisało się w historii jako moment wkroczenia państw Trzeciego Świata na scenę polityczną w roli nowego, liczącego się aktora. Kraje azjatyckie i afrykańskie zadeklarowały wówczas, że rozwijanie bliskiej współpracy gospodarczej, politycznej i kulturalnej stanowi dla nich cel strategiczny. Należało go odczytywać jako dążenie do odrzucenia wymuszonej przynależności do jednego z dwóch globalnych obozów mocarstwowych", Jacek Drozda, "Duch Bandungu" w Warszawie. Antykolonialne konteksty Festiwalu, w: Festiwal 1955. Święto młodości, red. Błażej Brzostek, Zofia Rojek, Muzeum Warszawy, Warszawa 2025, s. 145. Agnieszka Osiecka szeroko rozpisywała się w dzienniku o Festiwalu, zob. tejże, Dzienniki i zapiski. 1954-1955, red. Karolina Felberg-Sendecka, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, War­szawa 2018, s. 531-536. "Kolorowe czapeczki nie ocalą ludzkości" - stwierdził bohater noweli Marka Hłaski, zob. Finis perfectus, w: tegoż, Pierwszy krok w chmurach. Opowiadania, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1996, s. 36. Z kolei w Pięknych dwudziestoletnich z 1966 roku narrator wspominał spożywanie wódki w czasie Festiwalu, na miejskich gruzach, ze Zbigniewem Cybulskim, Romanem Polańskim i milicjantami, co stanowi wyraz jego mitomanii, bo w 1955 roku Hłasko nie znał jeszcze żadnego z przywołanych.

VII W rezultacie walki stalinistów ("natolińczyków") ze skłonnymi liberalizować system "puławianami" doszło do wydarzeń zwanych poznańskim Czerwcem, kryzysu gospodarczego oraz rehabilitacji Władysława Gomułki (pseud. Wiesław) - polityka więzionego w stalinizmie za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne. Na VIII Plenum KC PZPR (19-21 października 1956 roku), wbrew kierownictwu ZSRR, które groziło interwencją zbrojną, Gomułka został wybrany I sekretarzem KC PZPR. Nowy lider, w myśl propagowanej przez siebie idei "polskiej drogi do socjalizmu", zapowiedział przeprowadzenie ograniczonych reform społecznych, co przełożyło się na szerokie poparcie społeczne dla niego, a na wiecach wzbudzało powszechny entuzjazm.

VIII Podanie Marka Hłaski o przyjęcie do ZLP znajduje się w teczce personalnej pisarza w warszawskim archiwum ZLP.