Homo (nie tylko) sapiens. Inna opowieść o naszych przodkach - Agnieszka Krzemińska

Kup ebooka

44.90 zł
35.02 zł (24,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WONNE DYMY

Nasi przodkowie doceniali woń palonych żywic. Aromatycznymi dymami o intensywniejszych zapachach okadzano się w celach kultowych i leczniczych. W woalach zapachów szamani wędrowali między światami i przyzywali duchy przodków, gęste dymy spowijały posągi bogów, symbole religijne i łoża chorych. Karol Marks miał rację, twierdząc, że religia to opium dla ludu, ponieważ unoszące się w świątyniach żywiczne aromaty miały silnie psychoaktywne działanie43. Występujący w dymie kadzidłowca (Boswellia carterii) octan incenzolu aktywuje w mózgu kanały jonowe, dzięki czemu zmniejsza stany lękowe i depresyjne. Dym kadzidlany nie tylko rozgrzewa i odpręża, dzięki czemu daje poczucie szczęścia, ale też działa przeciwzapalnie i przyspiesza gojenie ran. Podobne działanie ma mirra - żywica drzew Commiphora myrrha. Zapach kadzidła i mirry leczył oraz dawał wrażenie kontaktu z bogami, dlatego stał się nieodzownym elementem ceremonii religijnych, balsamowania ciał oraz składnikiem leków i perfum.

Półwysep Arabski i Afryka Wschodnia, gdzie rosły kadzidłowce i mirrowce, były przez wieki producentami i eksporterami tych cennych substancji, które stamtąd trafiały na Bliski Wschód i do Europy. Daleki Wschód miał swój agar (oud) z kadzidłowca chińskiego (Aquilaria sinensis), Nowy Świat pachniał Palo Santo z drzewa Bursera graveolens i kopalem z żywic różnych liściastych i iglastych drzew z Ameryki Środkowej. Australijscy Aborygeni okadzali dymem z liści eukaliptusa czy kory sandałowca australijskiego, choć w ich rytuałach nie zawsze musiało chodzić o zapach, na co wskazują ślady obrzędu sprzed 12 tysięcy lat w jaskini Cloggs w południowo-wschodniej Australii, na terenie zamieszkiwanym przez lud Gunai44. Ponieważ temperatura w jaskini jest stabilna, zachowały się w niej pozostałości małych palenisk składających się z patyków z drewna Casuarina, pokrytych tłuszczem zwierzęcym. To nie tylko najstarsze drewno Australii, ale i najstarszy ślad jego użycia w ceremonii oraz - dowód na jej długowieczność, ponieważ jeszcze w XIX wieku etnografowie pisali o zwyczaju mulla-mullung, podczas którego szamani Gunai używali ognia i patyków z tłuszczem do leczenia chorych i odegnania złych duchów.

Poza tym, że same drzewa były obiektami kultu i podziwu oraz miejscami spotkań i ceremonii, w drewnie rzeźbiono też wizerunki bóstw, do których wznoszono modły. Możemy jedynie zakładać, że w paleolicie strugano drewniane figurki zwierząt lub ludzi, podobne do tych z kości, gliny lub kamienia, które zachowały się do naszych czasów. Najstarszą drewnianą rzeźbą świata jest znaleziony w 1890 roku w torfowisku szygirskim, na wschodnich stokach Uralu, trzymetrowy (a pierwotnie ponadpięciometrowy) idol sprzed 11,5 tysiąca lat45. Jest to zakończony głową totem z modrzewia, pokryty geometrycznymi wzorami i schematycznymi twarzami, które są interpretowane jako podobizny duchów lub bogów. Antropomorficzna figura z Szygiru stanowi dowód, że ludzie w mezolicie mieli nie tylko rozwinięte potrzeby duchowe, ale i poczucie estetyki. I wygląda na to, że były one wyjątkowo uniwersalne, ponieważ kształtem idol przypomina indiańskie totemy, a wzory na nim nawiązują do reliefów na stelach z najstarszej kamiennej budowli świata w Göbekli Tepe w Turcji, z tego samego okresu, oraz dendroglifów wykonanych przez różne inne ludy, u których silna była wiara w drzewa jako pośredników między światem ludzi i duchów.

Wydrapywanie miłosnych akrostychów w korze, które antyczni uważali za romantyczne, a my praktykujemy do dziś, to tylko odprysk o wiele szerszej tradycji, która rozwijała się w wielu kulturach czczących drzewa. Na korę drzew trafiały znaki o znaczeniu kulturotwórczym, czego ślady widać do dziś w Oceanii i Australii. Rdzenni mieszkańcy archipelagu Wysp Chatham w korze wawrzynu nowozelandzkiego (Corynocarpus laevigatus) wydrapywali wizerunki zmarłych przodków w pozycji złożenia do grobu, czyli jako kościotrupy z kolanami podciągniętymi pod brodę, oraz otaczającą mieszkańców wysp faunę - zwierzęta, ryby i ptaki. Australijscy Aborygeni od tysięcy lat za pomocą pozostawionych na baobabach wzorów oznaczają krajobraz, opowiadają historie klanowe - nawiązując do mitologii, czyli Czasu Snu - i przedstawiają wondżiny, czyli duchy chmur i deszczu. Australijskie dendroglify na długowiecznych Adansonia gregorii o gładkiej korze są widoczne setki lat dlatego, że są regularnie "odświeżane" - ponownie ryte lub pokrywane farbą, co sprawia, że ich styl z czasem ewoluuje. Dbanie o to, by nie znikły, bierze się z wiary, że wondżiny dają życie, chronią przed suszą i nieurodzajem, gwarantują dobre zbiory i zapewniają trwanie. Ale i tak wysiłek wkładany w ich zachowanie na niewiele się zdaje, gdy drzewa umierają.

Drewniane rzeźby też nie są wieczne. Jeśli nie trafiły do bagien lub egipskich piasków, to szanse, że bez uszczerbku przetrwają więcej niż tysiąc lat, są minimalne. Średniowieczne krucyfiksy, piety, świątki i figury świętych miały szczęście, gdy trafiły na sprzyjające warunki w kościołach, klasztorach czy kryptach. Aby jeszcze wydłużyć ich życie, w muzeach wstawia się je do specjalnych pomieszczeń i stale poddaje konserwującym zabiegom. W archeologii od lat trwa debata na temat tego, czy należy wyjmować z bagien i wód wszystkie drewniane artefakty i wraki, skoro od momentu zetknięcia z powietrzem zaczynają niszczeć46. To kolejny "drewniany paradoks": z jednej strony będziemy mieli coraz więcej dowodów na siłę i znaczenie drewna w przeszłości, skoro wiemy, jak i gdzie go szukać i badać, z drugiej jednak - musimy pamiętać o jego podatności na zniszczenie, zanim zdecydujemy się je wydobyć.

Czy w takim razie epoka kamienia nie powinna być nazywana epoką drewna? Polski filolog klasyczny i historyk kultury Ryszard Gansiniec, chcąc dowartościować ten materiał, zaproponował w 1952 roku, by zamiast o paleolicie mówić o paleoksylu. Termin ten nie zyskał akceptacji i chyba słusznie, bo nie sposób wyznaczyć momentu, kiedy epoka ta przestała istnieć, przecież nadal wykorzystujemy drewno, i to z nie mniejszym rozmachem niż nasi przodkowie. Co więcej, zaczyna wracać nawet tam, skąd zostało wyparte. W XX wieku świat postawił w budownictwie na stal i beton, jednak gdy okazało się, że materiały te mają wiele wad, znów sięgnięto po drewno. W budownictwie zapanował wręcz neoksyl, a promujący go Skandynawowie już wznoszą drewniane osiedla i drapacze chmur47. Choć materiałoznawcy wykorzystują najnowsze technologie, sięgają też po stare rozwiązania, jak znana w Japonii od setek lat technika Shou Sugi Ban, polegająca na opalaniu drewna budowlanego, co ma je chronić przed ogniem, wodą, szkodnikami oraz pleśnią i przedłuża jego trwałość. Korzenie tej metody sięgają zresztą pradziejów - 300 tysięcy lat temu stosowali ją neandertalczycy w Schöningen, którzy hartowali w ogniu końcówki swoich oszczepów.

W czasach PRL-u bajkowe przygody pradziejowej rodziny zatytułowane Między nami jaskiniowcami były jedną z ulubionych telewizyjnych kreskówek wielu dzieci. Fred Flintstone pracował w kamieniołomie, wraz z żoną Wilmą i córeczką Pebbles mieszkali w kamiennym domu z kamiennym wyposażeniem i mieli samochód z kołami z kamienia, który napędzano nogami. Co prawda, tu i ówdzie pojawiały się elementy drewniane, lecz w tej parodii współczesności w pradziejowym kostiumie nie zwracało się na nie uwagi. Tym, co miało odróżniać nas od Flintstonów - poza zwierzętami służącymi za różne sprzęty domowe - był właśnie wszechobecny kamień. Taką wizję paleolitu czas skorygować: nie dość, że nasi przodkowie znacznie częściej niż w jaskiniach mieszkali w drewnianych szałasach, to jeszcze zasiadali wokół ognisk, by ciosać, strugać, rzeźbić, pleść i dłubać w zębach drewnianymi drzazgami. Być może, snując opowieści o bogach i duchach żyjących w koronach i korzeniach drzew. Nie mamy pewności, kiedy homininy zaczęły się werbalnie porozumiewać i co przyczyniło się do rozwoju mowy, choć jedna z teorii zakłada, że była ona potrzebna do przekazywania wiedzy na temat technik kamieniarskich i instruowania, jak krok po kroku łupać krzemienie. Niewykluczone jednak, że jeszcze więcej tłumaczenia i objaśnień wymagała nauka oszczepnictwa, fletnerstwa (umiejętności wytwarzania grotów strzał i oszczepów), stolarstwa, plecionkarstwa, ciesiołki, smolarstwa, rzeźbiarstwa, snycerstwa, szkutnictwa, tokarstwa.

Nazwa paleolit dla najstarszych dziejów ludzkości jak na razie nie jest zagrożona, nie należy jednak zapominać, że w cieniu kamienia zawsze było miękkie, pachnące i żyjące drzewo, za którym kryły się zarówno technika, jak myśl i współdziałanie, nie tylko nasze. Zanim zaczęliśmy pisać historię Homo sapiens, ktoś inny już budował z drewna domy, konstruował narzędzia, broń i ozdoby, ponieważ umiejętność planowania i używania dostępnych materiałów nie była wyłączną domeną naszego gatunku. Przez długi czas nie byliśmy jedyni. Naszą planetę dzieliliśmy z innymi istotami, które chodziły, myślały i działały równolegle do nas - homininami.