Hotel Safona. Gierki - Ola Maj
8.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Roman dokładał właśnie świeże bułeczki do wiklinowego koszyka i nie zauważył, że do sali śniadaniowej weszła znajoma kobieta. Mężczyzna zaciągnął się zapachem pieczywa i prawie zamruczał na myśl o tej chrupkości. Sam nie jadł jeszcze śniadania, bo zawsze czekał do dziewiątej, kiedy ostatni gość opuści pomieszczenie, a on będzie mógł usiąść i zjeść w ciszy.
- Cześć Baryłka! - usłyszał za plecami i mało nie podskoczył.
Nie musiał się odwracać, żeby rozpoznać ten głos, ale zrobił to. Skrzyżował spojrzenie z Ewą Sobieraj, ale nie zdążył się przywitać. Przez ułamek sekundy patrzyli na siebie w milczeniu, jak ludzie, którzy wiedzą o sobie za dużo.
- A ty dalej przyklejony jak rzep do Marysi? - zażartowała, ale dało się w tym wyczuć złośliwość.
- Witaj Ewa - odparł sucho - A ty nadal zero klasy, co? Wdzianko masz piękne, niestety słoma w butach zawsze zostaje.
Ewa roześmiała się serdecznie, jakby wcale ją to nie ruszyło.
- Ach ten twój humorek, kiepsko spałeś pewnie.
Roman nie zamierzał być uprzejmy.
- Ludzie z czystym sumieniem sypiają doskonale - odpowiedział i zmierzył ją spojrzeniem, które znaczyło dokładnie to, co miało znaczyć.
- Cięty jęzorek - odparła i sięgnęła po bułeczkę, którą z uwagą nałożyła sobie na talerz - Widzę, że branżę nawet zmieniłeś? Jak to się teraz nazywa? Pan pieczywko? Catering master?
- Możesz się wyzłośliwiać cały dzień. Mam to w dupie - uśmiechnął się.
- Baryłka, oj, Baryłka - zarechotała - Zupełnie nie interesuje mnie co masz w swojej dupie. Kulturalni ludzie o tych sprawach nie mówią przy jedzeniu.
- Kulturalni ludzie nie pojawiają się w miejscach, w których nie są mile widziani. - Zauważył.
- To wolny kraj, płacę i jestem gdzie chcę - odparowała.
Roman prychnął pod nosem.
- I to jest właśnie brak kultury, moja droga.
Ewa minęła go i podeszła do półmisków. Rzuciła okiem na sery, sałatki i wędlinę, a potem nałożyła sobie nieco dżemu i wzięła jednorazowe masełko.
- Macie jakieś soki? - zapytała, jakby temat się skończył - Pomarańczowy, jabłko?
Baryła kiwnął głową, wskazując kierunek.
- Tam są. - powiedział.
- Tobie pewnie takie soczki ciężko dziś wchodzą, co? - parsknęła i nie mogąc się powstrzymać, dopowiedziała: - Nie ma w nich ani grama procentów, jak to znosisz?
- Nie twój interes.
Ewa wiedziała, że trafiła w czuły punkt.
- Ale powiem ci, że wyglądasz całkiem trzeźwo - zasymulowała komplement - Nawet żadna ślina nie cieknie ci kącikiem ust.
- Niektórzy się zmieniają, Ewa - odparł sucho - Ale ty pewnie nie znasz tego stanu, co?
- Och - rzuciła lekko i położyła dłoń nad mostkiem, zupełnie jakby ją to dotknęło. Przewróciła oczami i wycedziła: - Brak alkoholu osłabił ci ripostę, jestem taka rozczarowana.
Zaśmiała się z własnego żartu, a później odwróciła się plecami do Romana i ruszyła w stronę postawionych nieco dalej karafek z sokami.
Baryła popatrzył za nią ze złością. Miał jeszcze na języku kilka zdań, którymi bardzo chciałby jej dopiec, ale policzył do pięciu i odpuścił sobie. Wiedział, że z idiotami się nie rozmawia. A jeśli do tego są to zdradzieccy idioci, to tym bardziej powinno się ich omijać szerokim łukiem. Cofnął się na małe zaplecze, żeby donieść jeszcze ciepłe parówki z podgrzewanego na tyłach pojemnika i ucieszył się w duchu, że Maria poszła już do domu i nie będzie musiał tej kobiety oglądać. Z dwojga złego wolał sam mierzyć się z docinkami jej eks partnerki niż patrzeć na to, jak przyjaciółka walczy ze sobą, żeby nie wyjść przy niej z ramek.
Na zapleczu spędził dwie minuty, a później wyszedł na salę, niosąc w ręku półmisek z parówkami. Wyłożył je w odpowiednich miejscach, a potem poczuł na sobie wzrok Ewy. Odwrócił się i licząc na to, że ją speszy, spojrzał wprost na nią i rzeczywiście złapał ją na tym, że się w niego wpatrywała. Kobieta siedząca już przy stoliku nie spuściła jednak wzroku.
- Baryłko! - zawołała na tyle donośnie, że kilka osób z sąsiednich stolików spojrzało na nią - Czy ten sok jest na pewno świeży?
Roman zacisnął zęby i podszedł do niej.
- Na pewno - odparł. - Chcesz coś czy po prostu się nudzisz?
- Chcę wiedzieć, o której Maria będzie dzisiaj na recepcji.
Roman przez chwilę milczał. Szczęka napięła mu się tak, że aż zabolała.
- Będzie jak będzie - odpowiedział.
- Służysz tu i nawet nie wiesz, kiedy twoja szefowa pracuje? - zakpiła.
- Nie interesuj się kiedy, nie dla psa kiełbasa - mruknął na tyle cicho, żeby tylko ona to usłyszała.
Ewa zaśmiała się tak serdecznie, że gdyby jej nie znał, nie wyczułby w tym fałszu. Na szczęście Roman znał ją doskonale.
- Chcę z nią pogadać - wyjaśniła, a on lekko się uśmiechnął.
- Doprawdy? A ja chcę pokoju na świecie i koronę Miss Polski.