Wstęp
To nie jest książka pisana przez superbohatera dla superbohaterów. Popełniałem błędy, zbaczałem ze ścieżki, nie byłem idealny. I ty pewnie też nie jesteś. I wiesz co? To zupełnie OK. To ludzkie. Ale ludzki jest także rozwój i uczenie się na własnych błędach. Uczmy się więc razem.
Zawsze byłem grubszy niż inne dzieci (to ja stałem w dzieciństwie na bramce w trakcie meczu w piłkę nożną) a od około 2016 roku ważyłem 140 kg (czasami trochę mniej - o tym też przeczytasz w tej książce). Zawsze miałem dobrą kondycję - chodziłem na basen, jeździłem na rowerze, biegałem. Ale 18 lipca 2022 roku osiągnąłem szczyt swojej wagi - 155 kg. Pisząc słowa tego wstępu ważę równo 95 kg, czyli schudłem równo 60 kg.
Ta książka to zapis mojej historii. Nie będę opisywał swojego całego życia, ale omówię prawie 4 lata. Będzie o sukcesie, ale i o drodze do niego. Pierwsza część dotyczy okresu od 23 sierpnia 2019 roku do 18 lipca 2022 roku. To jest 1061 dni, które można potraktować jako okres porażek. Lub (parafrazując Thomasa Edisona) był to okres, w którym odkryłem niedziałających 1061 sposobów na odchudzanie. Druga część to 158 dni (właściwie tytułowe 5 miesięcy i 5 dni), w trakcie których, korzystając z zebranych doświadczeń, zmieniłem swoje życie i schudłem 50,5 kg.
Pomyślałem, że napisanie kolejnego poradnika, bez lekkiej podbudowy merytorycznej i teoretycznej, mija się trochę z celem. Znajdziecie więc tutaj trochę teorii, która uzasadnia decyzje i wybory, których dokonywałem.
Pierwszy rozdział to historia moich porażek, podbudowana zarówno wiedzą teoretyczna jak i wnioskami płynącymi z tego, co nie zadziałało w konkretnym przypadku. Będzie trochę wzorów na liczenie kalorii, wspomnę o deficycie kalorycznym i tym, skąd w ogóle się bierze odchudzanie. Opiszę kwestie związane z piciem wody czy tempem chudnięcia. Dowiecie się coś o zwyczajach zakupowych i dużych porcjach jedzenia. Będziecie mogli przeczytać opisy ryzykownych czy cudownych pomysłów na zrzucenie wagi przy wykorzystaniu diety dr Kwaśniewskiego czy ze wsparciem farmakologicznym. Na koniec wprowadzę tematykę diet pudełkowych. Drugi rozdział poświęcony jest w całości radykalnemu pomysłowi resekcji żołądka - jeśli coś nie działa, to może potrzebne są drastyczne i nieodwracalne środki? Opisuję za i przeciw takiemu pomysłowi. Pokazuję mój tok myślenia przy podejmowaniu decyzji związanej z takim zabiegiem. W trzecim rozdziale przechodzimy mocno do mojej realnej historii. Dotknę zagadnień regularności, systematyczności i tego, w jaki sposób relatywnie prosto można zmienić to, w jaki sposób się ruszamy czy jak jemy. Będzie o aktywności fizycznej. Opiszę także moje przemyślenia co do grywalizacji, czyli elementu pozwalającego na spięcie tego w całość. Kolejny rozdział wprowadza do mojej opowieści dietę, liczenie kalorii i wsparcie otoczenia - zarówno tych najbliższych jak i ludzi obcych, dostarczających swoją wiedzę, którym płaciłem za ich pracę i zaangażowanie. Następnie dotknę tematów związanych z depresją, dobrostanem czy samopoczuciem fizycznym i psychicznym. Będzie o zdrowiu, lekarzach. Nie pominę kwestii związanych z opiniami innych ludzi czy tego, jak się żyje będąc grubym. W szóstym rozdziale można już przejść do tego elementu, na który wszyscy czekają czyli przemiany. Przeczytacie o mojej inspiracji i motywacji. O tym, jak się udało podjąć decyzję o tym, ze zaczynam po raz kolejny. Znajdziecie też opis tego, w jaki sposób można zrealizować swoje postanowienie ze wsparciem asystenta odchudzania. I na koniec będziecie mieć gotową instrukcję obsługi całego procesu. Przeczytacie plan działań, wraz z praktycznymi i gotowymi podpowiedziami, jak się zabrać do poszczególnych kroków.
Bo wiecie - podejmowałem wielokrotnie próby zrzucenia wagi ALE trochę bez sensu fundowałem sobie coś, czego nie lubię. Moje nieudane podejścia do odchudzania można opisać tak
"Pomyśl o tym, czego nie znosisz jeść. Może to będzie fasolka szparagowa, którą mama wmuszała Ci w dzieciństwie. Albo ryż na mleku, którym katowało cię przedszkole Słoneczko. A może galaretka, która jakoś zawsze kojarzyła ci się z glutami kosmitów? OK - niech będzie galaretka. Teraz wyobraź sobie, że z jakiegoś tajemniczego powodu (może masochizm, nie wiem) decydujesz że będziesz jadł ją codziennie. Do końca życia. Choćby nie wiem co. Ja też tak robiłem. Przyznam ci się do czegoś - nienawidzę biegania, a mimo to w pierwszym odruchu zdecydowałem, że to będzie "mój sport" (dzięki któremu schudnę). Mój sport na zawsze. Po kres życia. I - o mój Boże - szybko zdecydowałem, że to możliwe, o ile moje życie potrwa jeszcze kilka tygodni."
Korzystałem z diety pudełkowej po raz pierwszy chyba w 2004 czy 2005 roku. Do dzisiaj pamiętam paluszki krabowe, które były fuj, bo smakowały jak styropian z papierem. Ponieważ przez wiele lat praca była dla mnie bardzo ważna, to zawsze byłem w biegu, zawsze żyłem w niedoczasie. To powodowało, ze nie jadałem śniadań, w ciągu dnia miałem rzadko czas na lunch i jadłem jeden, duży posiłek na koniec dnia.
Oczywiście, to nie było tak, ze jadłem zdrowo. Wilczy głód, dojadanie i słabość do pizzy i innych przysmaków (pistacje to moje Nemezis) zrobiły swoje. Z alkoholi lubiłem piwo, co też nie sprzyjało redukcji masy. Zamiast wody piłem słodzone napoje gazowane (co prawda aspartamem czy acesulfamem), ale samej wody właściwie nie piłem.
Kondycję fizyczną podtrzymywałem zrywami. Jak chodziłem na siłownię na basen czy na rower, to się katowałem do upadłego. Ale jak tylko na chwilę odpuszczałem, to od razu zapominałem, ze istnieje coś takiego jak regularne ćwiczenie. Miałem przygodę ze wsparciem farmakologicznym - korzystałem z Meridii, aby chudnąć.
Abym schudł, musiałem zachorować na depresję i otyłość III stopnia. Niekiedy osoby z depresją mówią, ze ocknęły się jadąc samochodem na zderzenie czołowe. Ja mam wrażenie, ze obudziłem się w okolicach trumny z pudełkiem pizzy w ręku.
To, że schudłem i nadal chudnę, to wynik sumy doświadczeń, które przeżyłem a nie magiczna przemiana. Nie jest to książka dla wszystkich. Nie jestem lekarzem, chociaż lekarze się pojawiają w niej. Nie jest to książka diagnozująca zaburzenia hormonalne lub inne choroby (idźcie z nimi do lekarza!). Nie pomogę Wam wszystkim. Ale jeśli chociaż kilka osób skorzysta z mojej historii, i tak będę zadowolony. To, że mam grono wspierające mnie, jest szczęściem. Niektórzy nie mają takiego szczęścia. Ale warto wtedy zwrócić się o pomoc do profesjonalistów (psychoterapeuci, psychologowie), którzy pomogą w takiej sytuacji.
Ale jeśli moje doświadczenia mają pomóc chociaż jednej osobie - warto się podzielić taką wiedzą. Dlatego powstała ta książka.