Husky i jego biały kot Shizun. Tom 2 - Rou Bao Bu Chi Rou

Reflow text when sidebars are open.
Szczyt Życia i Śmierci
Mo Ran, Mo Weiyu -?Cesarz Ludzkiego Wymiaru, Czcigodny Depczący Nieśmiertelnych, obecnie uczeń ze Szczytu Życia i Śmierci, bardzo lubi Shi Meia, nie wie, co czuje do Chu Wanninga. Chu Wanning -?mistrz ze Szczytu Życia i Śmierci, Shizun Mo Rana, Xue Menga i Shi Meia. Xia Sini -?tajemniczy młody uczeń Starszego Czterech Gwiazd. Xue Meng, Xue Ziming -?młody panicz Szczytu Życia i Śmierci, kuzyn Mo Rana. Shi Mei, Shi Mingjing -?uczeń Szczytu Życia i Śmierci, ukochany Mo Rana. Pani Wang -?matka Xue Menga, żona Xue Zhengyonga. Xue Zhengyong -?Wielki Mistrz Szczytu Życia i Śmierci, ojciec Xue Menga i wuj Mo Rana. A Li -?kotka pani Wang.Źródło Kwiecia Brzoskwiniowego
Osiemnaście -?jedna z członkiń Pierzastego Klanu piastująca zaszczytny tytuł Wielkiej Mistrzyni Źródła Kwiecia Brzoskwiniowego. Najwyższa Nieśmiertelna -?prawdziwa władczyni Źródła Kwiecia Brzoskwiniowego.Starożytne Lin'an
Chu Xun -?syn gubernatora Lin'an. Chu Lan -?synek Chu Xuna. Lin Wan'er -?żona Chu Xuna. Xiaoman -?mieszkaniec Lin'an. Kościany Władca -?jeden z królów duchów.Myśl Konfucjańska
Ye Wangxi -?członek Myśli Konfucjańskiej, niezwykle prawy i porządny. Nangong Si -?syn Wielkiego Mistrza Myśli Konfucjańskiej. Naobaijin -?duchowy wilk należący do Nangong Si. Nangong Liu -?Wielki Mistrz Myśli Konfucjańskiej, ojciec Nangong Si.Pałac Śnieżnych Kroków
Mei Hanxue -?niezwykle przystojny i uzdolniony uczeń Pałacu Śnieżnych Kroków na Kunlun (bardzo nielubiany przez Xue Menga i Ye Wangxi).Dwór Jeziora Bitan
Li Wuxin -?Wielki Mistrz Dworu Jeziora Bitan. Zhen Congming -?"bardzo mądry" uczeń Li Wuxina.Noc Samotnego Księżyca
Druga Mistrzyni Pawilonu Xuanyuana -?członkini Nocy Samotnego Księżyca nadzorująca aukcje przeprowadzane w Pawilonie Xuanyuana. Mędrzec Zimnych Łusek -?starszy należący do Nocy Samotnego Księżyca, niezwykle uzdolniony alchemik i medyk.Inni
Zhu Jiuyin, Smok Trzymający Świecę -?papierowy (PRAWDZIWY) smok Chu Wanninga.Rozdział 49
Shizun Tego Czcigodnego zawsze się gniewa
Chu Wanning był w takim szoku, że trudno to opisać słowami. Wytrzeszczył oczy i patrzył we śnie na Mo Rana, jakby zobaczył ducha.
Dorosły Mo Weiyu wyglądał iście imponująco, miał szerokie ramiona i długie nogi, przewyższał go o pół głowy. Kiedy spojrzał w dół, w kącikach jego oczu zatańczyło coś figlarnego i szyderczego.
-?Mój dobry Shizunie, naprawdę powinieneś zobaczyć, jak teraz wyglądasz.
Jego opuszki przesunęły się po policzku Chu Wanninga, zatrzymały się przy uchu, w oczach miał lód. Po chwili milczenia parsknął z pogardą. Nagle się pochylił, Chu Wanning poczuł delikatny, gorący dotyk, gdy Mo Ran przycisnął swoje usta do jego ust.
Zaskoczony usłyszał w głowie dźwięk, jakby pękła struna.
Mo Ran go całował. Jego oddech wtargnął w usta Chu Wanninga, wilgotny, gwałtowny, pełen brudnych, złych pragnień. Wargi i zęby zderzyły się gwałtownie, w piersiach wezbrały fale. Chu Wanning prawie drżał, oczy miał szeroko otwarte, w głowie mieszały mu się gniew i oszołomienie. Wydawało się, że pozbawiony we śnie mocy, nie potrafił nawet zebrać zwykłej fizycznej siły. Uwięziony w ramionach Mo Rana nie miał szans wyrwać się z jego uścisku. Mo Ran ze snu, nie wiadomo czemu, był zupełnie inny od tego, którego znał. Nie miał w sobie tej dawnej pokory, nie grał, by doświadczyć lepszego traktowania, był brutalny i potężny.
Chu Wanning czuł gorąco szybkiego, głębokiego oddechu Mo Rana. Wrząca żądza przypominała lawę, która pragnęła rozpuścić jego ciało i kości. Był wściekły, aż mu twarz zzieleniała, chciał wymiotować krwią. Nigdy sobie nie wyobrażał, by Mo Ran mógł go przyprzeć do muru, bezsilnego, niezdolnego do stawienia oporu. A jednak jeszcze bardziej nie mógł znieść tego, że te szalone wilgotne pocałunki i pieszczoty wywołały ciepło w jego podbrzuszu i słabość w palcach. Drżał w jego ramionach, pierś Mo Rana była tak gorąca, jakby chciał go roztopić, jakby chciał go pochłonąć. Chu Wanning chciał się opierać, ale nie miał siły.
Kiedy pocałunek się skończył, Chu Wanning wciąż miał miękkie nogi. Mo Ran przytulił go, przechylił głowę i przylgnął twarzą do skóry za jego uchem. Dyszał, a jego wilgotny, rozpalony oddech owiewał szyję Chu Wanninga.
-?Nie chcesz ze mną negocjować? -?usłyszał głos Mo Rana.
Głos tak ochrypły, że zdawał się obcy.
Chu Wanning spuścił wzrok i spostrzegł, że grdyka Mo Rana się porusza - powściągliwy, ledwo powstrzymywany ruch, przełknięcie śliny.
-?Nie masz już dla mnie żadnej wartości, porozmawiajmy więc o jedynej rzeczy, jaka ci została.
Chu Wanning miał ściśnięte gardło, nie wiedział, czy z żądzy, czy z gniewu.
-?Co... -?zaczął cicho.
Mo Ran przycisnął go do ściany, nagłym, gwałtownym gestem zamknął w żelaznym uścisku jego nadgarstek. Pochylił głowę i bez śladu złej woli, ale i bez czułości przygryzł płatek jego ucha. Chu Wanning zadrżał, przerażająca drętwota przeszyła go od kości ogonowej do czubka głowy.
Głos Mo Rana był głęboki, a oddech ciężki i gęsty.
-?Pozwól mi to raz zrobić, a zgodzę się na twoją prośbę.
Oczy Chu Wanninga w jednej chwili się rozszerzyły. Przypominały lustra wody zmąconej pożądaniem mieszającym się z niedowierzaniem.
Mo Ran drugą ręką już gładził jego talię, ustami błądził po jego szyi. Mówił łagodnym tonem, chociaż w jego słowach krył się jad:
-?Ale Shizun jest tak odpychający, że jego stan niezbyt mnie interesuje. Jeśli więc chcesz się dobrze bawić, muszę cię prosić, byś współpracował. -?Mo Ran się zawahał, ale nie przestawał gładzić jego talii i mocniej go objął. -?Rozważ to dobrze. Jeżeli chcesz, klęknij i porządnie mi obciągnij, zrób mi dobrze, a potem się połóż na łóżku i proś, żebym cię zerżnął.
Chu Wanning czuł, że oszaleje.
Starszego Najjaśniejszej Gwiazdy cechowały czystość, duma i asceza, nie wikłał się w romanse z mężczyznami, nie zbliżał się do kobiet, nie oglądał erotycznych obrazów, nie słuchał nieprzyzwoitych piosenek, praktykował prawość, powściągliwość i szacunek do samego siebie.
Innymi słowy, niewiele wiedział o sprawach miłosnych.
Dlatego też, mimo ogarniającego go gniewu, w obliczu tego gwałtownego, nieznanego uczucia mógł tylko skapitulować.
Mo Ran odczekał chwilę w milczeniu. Widząc brak reakcji, zaklął pod nosem, ale nie mógł się powstrzymać i znów zaczął go całować. Kiedy miał już dość, wysunął z ust Chu Wanninga mokry język, który zostawił po sobie błyszczący ślad. Ugryzł go szaleńczo w szyję, lizał i całował ramiona i uszy. Bardziej jednak zmartwiło Chu Wanninga to, że ręka Mo Rana zaczęła brutalnie rozdzierać jego szaty.
-?Po co zgrywasz cnotliwego? Po co udajesz świętoszka? -?mamrotał przy tym.
Gdy podniósł na niego wzrok, spojrzenie miał pełne żaru i szaleństwa, w kącikach jego oczu błyskało dziwne światło, jakby kumulowana latami nienawiść wreszcie znalazła ujście. Jak spływająca ze skał lawa pożądania, która przez długi czas powstrzymywana, wybucha z niepohamowaną siłą.
Chu Wanning czuł, że płonie pod spojrzeniem bestii. Chciał odwrócić wzrok, ale Mo Ran przejrzał jego zamiary i chwycił jego twarz.
-?Patrz na mnie. -?Głos miał chrapliwy, gorący, drżał lekko, nie wiadomo, czy z podniecenia, czy z innego powodu. Brzmiał jak wygłodniała bestia rzucająca się na ofiarę. -?Rozkazuję ci na mnie patrzeć!
Drżący Chu Wanning zamknął oczy. Naprawdę absurdalny sen...
-?Shizunie. -?Głos przy jego uchu stał się nagle miękki i łagodny, tembr wydawał się znajomy. -?Shizunie, obudź się.
Jak przez mgłę zdał sobie sprawę, że twarz Mo Rana nadal jest bardzo blisko, więc nie zastanawiając się nawet, wymierzył mu celny, siarczysty policzek.
Zaskoczony Mo Ran jęknął i wytrzeszczył oczy,
-?Shizunie, dlaczego mnie bijesz? Za co?
Chu Wanning wstał, w lekko uniesionych kącikach oczu krył się gniew, ale też zdziwienie. Wciąż trochę się trząsł, rozdźwięk między snem a jawą doprowadzał go do obłędu.
-?Shizunie...
-?Nie podchodź! -?Chu Wanning przycisnął palcami ostro zarysowane brwi.
Jego gwałtowna reakcja przestraszyła Mo Rana tak, że aż podskoczył.
-?Miałeś koszmar? -?spytał ostrożnie po chwili.
Koszmar...
Sen... Sen i tyle.
Chu Wanning wpatrywał się oszołomiony w człowieka stojącego przed nim, aż zaczął powoli odzyskiwać zmysły. Nadal leżał w bibliotece Pawilonu Czerwonego Lotosu, Sala Wiernego Serca i starszy Mo Ran rozpłynęły się w powietrzu, przed oczami miał tylko tę wciąż dziecinną twarz. Gdy wreszcie w pełni oprzytomniał, Chu Wanning się zawahał, opanował wyraz twarzy i nadal lekko drżącymi smukłymi palcami z pełną powagą wygładził ubranie.
-?Hmm... We śnie... biłem kogoś -?powiedział, tłumiąc wciąż nierozproszone gorąco i niepokój.
Mo Ran potarł zaczerwieniony policzek, syknął lekko.
-?Co złego ci się śniło, Shizunie? Tak mocno mnie uderzyłeś...
Na twarzy Chu Wanninga błysnęło zakłopotanie, zacisnął usta i odwrócił się do Mo Rana swoim przystojnym profilem, wyniosły i milczący. Jego twarzy nie zmąciła najmniejsza nawet fala, podczas gdy w sercu szalały bałwany. Czuł, że jego godność osobista zaraz się rozpadnie: miał tak absurdalny sen, wypowiadał tak wulgarne słowa, zachowywał się tak bezwstydnie. Nie był godzien miana niczyjego nauczyciela.
Gorzej jeszcze, że ciało go zawiodło i zareagowało na ten upokarzający sen... Na szczęście luźne ubrania nie pozwolą nikomu tego dostrzec.
Chu Wanning podparł skroń, twarz miał nadal ponurą jak gradowa chmura. Oczywiście nie mógł się wyżyć na Mo Ranie ze snu, ale ten, którego miał przed sobą, który właśnie wszedł do jego pokoju, mu wystarczył. Spojrzał na niego z ukosa i uniósł brwi.
-?Włamujesz się w środku nocy do mojej sypialni? -?spytał nieprzyjemnym tonem. -?Zdaje ci się, że Pawilon Czerwonego Lotosu to twój dom? Masz się za Starszego Najjaśniejszej Gwiazdy?
Uderzony przed chwilą, a teraz ostro zbesztany, Mo Ran poczuł się skrzywdzony.
-?Czemu znów się złościsz... -?burknął cicho.
-?Nie złoszczę się, chcę spać. Wyjdź! -?Ostre brwi Chu Wanninga się ściągnęły.
-?Ale, Shizunie, jest już świt -?odparł Mo Ran. -?Gdybyśmy nie czekali na Shizuna tak długo na Tarasie Dobra i Zła, nie przychodziłbym tu nieproszony.
Okna w bibliotece były zasłonięte. Pchnął jedno z nich i zobaczył, że faktycznie słońce wisiało już wysoko na niebie, ptaki ćwierkały, owady bzyczały. Twarz Chu Wanninga pociemniała. Wyglądał, jakby miał wezwać Tianwena i wybatożyć Mo Rana.
Śnił erotyczny sen aż do rana. Gdyby Mo Ran nie wpadł, by go zawołać, to pewnie tkwiłby w nim nadal... Ta myśl sprawiła, że na skroni Chu Wanninga zaczęła gwałtownie pulsować żyła, a knykcie zaciśniętej na kratownicy dłoni przybrały kolor białego jadeitu.
Warto bowiem wspomnieć, że metoda kultywacji Chu Wanninga polegała na tłumieniu pragnień. Do tej pory nie miał nawet jednej romantycznej myśli, nie mówiąc już o erotycznych snach.
Jeżeli chodziło o te sprawy, przypominał drewnianą kukłę -?niezdarną, głupią i upartą. Osiągnął perfekcję, odrzucił wszelkie żądze, ale lubował się w patrzeniu z góry to na tę parę kochanków, to na tamtą parę wspólnie kultywujących adeptów taoizmu. Koniec końców, zadowolony z siebie, uważał się za wyjątkowo cnotliwego.
Kto mógł się spodziewać, że się potknie na ostatniej prostej... I wpadnie prosto w ramiona swojego ucznia.
Mądry, boski, szlachetny, oziębły mistrz Chu nie śmiał nawet spojrzeć na Mo Rana.
-?Szybko, idziemy na Taras Dobra i Zła na poranny trening! -?rzucił gniewnie, po czym wyszedł, łopocząc rękawami, i zniknął Mo Ranowi z oczu.
Xue Meng i Shi Mei czekali już bardzo długo. Siedzieli w cieniu drzewa i rozmawiali, kiedy Chu Wanning dotarł na miejsce.
-?Shizun nigdy się nie spóźnia. Co się dzisiaj stało? -?W głosie Shi Meia rozbrzmiewał niepokój. -?Już tak późno, a jego ani śladu.
-?A Mo Ran po niego nie poszedł? -?Xue Meng denerwował się jeszcze bardziej. -?Długo go nie ma, wiedziałem, że powinienem był iść z nim. Może Shizun jest chory?
-?Ta rana na ramieniu wyglądała poważnie -?ciągnął Shi Mei. -?Chociaż dobrze się nim zajęliśmy, to i tak nie jest w dobrym stanie, może więc...
Xue Meng niepokoił się coraz bardziej, wreszcie wstał.
-?Nie mogę tak czekać. Mo Ran to psi pomiot, nie można na nim polegać. Lepiej pójdę zobaczyć, co się dzieje! -?Gdy tylko się odwrócił, zobaczył nadchodzącego wielkimi krokami Chu Wanninga w powiewającej na wietrze białej szacie.
-?Shizun! -?wykrzyknęli równocześnie obaj siedzący pod drzewem chłopcy.
-?Mamy małe opóźnienie -?powiedział Chu Wanning. -?Dzisiaj poćwiczymy sztuki walki, chodźcie.
Korzystając z chwili nieuwagi Chu Wanninga, Shi Mei cicho zapytał podążającego z tyłu Mo Rana:
-?Z Shizunem wszystko w porządku? Dlaczego się spóźnił?
-?Zaspał. -?Mo Ran przewrócił oczami.
-?Co?
-?Ćśś, udawaj, że nie wiesz. -?Mo Ran potarł policzek, który wciąż bolał. Nie miał najmniejszej ochoty oberwać za nic drugi raz.
-?Czemu jesteś taki czerwony po lewej stronie twarzy? -?Shi Mei zatrzepotał rzęsami.
-?Jak będziesz tak dopytywał, to po prawej też będę. Nie pytaj, idziemy. -?Mo Ran zniżył głos.
Dotarli na pola treningowe. Chu Wanning kazał Mo Ranowi i Shi Meiowi ćwiczyć razem, a sam został z Xue Mengiem.
-?Usiądź -?powiedział.
Xue Meng nie wiedział, o co chodzi, ale za słowem Shizuna podążał jak w dym, od razu więc usiadł, jak mu kazano.
Chu Wanning usadowił się naprzeciw niego.
-?Turniej na Górze Dusz odbędzie się za trzy lata. Jakie masz plany?
Xue Meng spuścił wzrok i zacisnął zęby.
-?Zająć pierwsze miejsce -?powiedział po chwili.
Gdyby Chu Wanning spytał go o to przed wyprawą nad Złote Jezioro, Xue Meng odpowiedziałby z dumą i arogancją. A i teraz nie potrafił się wyrzec swej dumy, trzymał się jej kurczowo. Nie chodziło o brak samoświadomości, ale naprawdę nie chciał się zrzekać tytułu Wybrańca Niebios. Xue Meng wypowiedział te trzy słowa, a w jego sercu zagościła niepewność. Ukradkiem popatrywał na Chu Wanninga. Ten jednak tylko rzucił na niego okiem, a w jego spojrzeniu nie było ani krzty drwiny czy zwątpienia.
-?Dobrze -?podsumował.
Oczy Xue Menga zalśniły.
-?Shizunie, czy uważasz, że... czy sądzisz, że mogę... że ja... -?Był tak podekscytowany, że zaczął się plątać.
-?Wśród moich uczniów nie ma takich, którzy poddaliby bitwę, zanim się rozpoczęła.
-?Shizunie...
-?W Turnieju na Górze Dusz biorą udział wybitne talenty ze wszystkich sekt. Ci, którzy nie dysponują boską bronią, nie są, oczywiście, godnymi ciebie przeciwnikami, a pozostałych też niekoniecznie musisz się bać. Nie można nauczyć się władania boską bronią w ciągu jednej nocy - ciągnął Chu Wanning. -?Szabla u twego boku, Longcheng, jest może nieco gorsza, ale to i tak najlepsza broń, jaką można wykuć w świecie śmiertelników. Jeżeli dobrze wykorzystasz te trzy lata, sumiennie ćwicząc, to niewykluczone, że zajmiesz pierwsze miejsce.
Wszyscy wiedzieli, że jeśli chodzi o sztukę miecza, mistrz Chu ma bystre oko i wnikliwy umysł. Nie był kimś, kto motywowałby innych niewinnymi kłamstewkami, Xue Menga podniosło to więc na duchu.
-?Shizunie, mówisz poważnie?
Chu Wanning zmrużył oczy.
-?Ile ty masz lat, Xue Meng? -?odparł swobodnie. -?Nie żartuję z nikim powyżej piątego roku życia.
Xue Meng trochę te słowa zawstydziły, potarł nos i się roześmiał.
-?Zwycięstwo i porażka są nie do przewidzenia -?podjął Chu Wanning -?ale nie można lekceważyć dumy. Pracuj solidnie, staraj się, jak możesz, i nie przejmuj się zbytnio wynikiem.
-?Tak jest!
Po rozmowie z Xue Mengiem Chu Wanning poszedł za arenę walk, w pobliże nasyconych mocą drewnianych manekinów ćwiczebnych. Miejsce to było nieco oddalone, żeby uniknąć przypadkowego zranienia kogoś postronnego, trzeba było więc przejść długim korytarzem i skręcić na końcu, by dotrzeć do manekinów.
Shi Mei i Mo Ran rozmawiali, odwróceni do niego plecami. Stali nie za daleko, nie za blisko, akurat tak, by mógł ich usłyszeć.
Chu Wanning już chciał ich zawołać, ale scena, którą miał przed oczami, sprawiła, że zabrakło mu słów.
Rozdział 50
Ten Czcigodny cię lubi
Jako że Chu Wanning był miłośnikiem broni, ten widok wywołał w nim nieopisaną złość. Jakby patrzył na głupca.
Zobaczył, jak siedzący niedaleko pod kwitnącym drzewem Mo Ran przywołał Jianguia. Boskie bronie potrafiły same z siebie się powiększać i zmniejszać. Większość ludzi, którzy mogli kontrolować ich rozmiar, wolała, by się powiększały, stawały potężne, inni, jak Chu Wanning, zachowywali ich normalną wielkość. Ale Mo Ran zmniejszył Jianguia do długości i grubości włosa. Dostojna boska broń wyglądała jak zabiedzone maleństwo.
Każdy człowiek miał innego rodzaju moc. Nasycony duchową energią Tianwen emanował złotym światłem, Jiangui -?czerwonym. Gdyby oberwać z niego drobne wierzbowe listki, wyglądałby jak czerwona nić przeznaczenia boga miłości i małżeństw...
-?Shi Mei, weź tę nić do ręki, chcę zobaczyć, czy Jiangui, jak Tianwen, potrafi wyciągać z ludzi prawdę.
-?Hmm... Chcesz to na mnie sprawdzić?
-?Właśnie. -?Mo Ran się uśmiechnął. -?Bo z tobą najlepiej się dogaduję, wierzę, że mnie nie oszukasz.
-?To prawda, ale... -?Shi Mei nadal się wahał.
-?Przecież nie będę zadawał żadnych podstępnych pytań. Jeśli mi nie wierzysz, to może obietnica? -?Wyciągnął w stronę Shi Meia mały palec.
-?Ile ty właściwie masz lat? Jesteś taki dziecinny -?powiedział Shi Mei jednocześnie rozbawiony i rozdrażniony.
-?Można tak obiecywać, jak się ma osiem lat i jak się ma osiemnaście też. Nawet osiemdziesiąt osiem, co w tym dziecinnego? -?Mo Ran z psotnym uśmiechem na ustach chwycił go za rękę i złapał mały palec.
Shi Mei, trochę rozweselony, trochę zirytowany jego żartami, mógł się tylko poddać.
Ale Mo Ran nie zahaczył swoim palcem palca Shi Meia. Zmrużył tylko oczy.
-?Działaj, Jiangui -?powiedział z uśmiechem.
Jiangui z szybkością błyskawicy oplątał mały palec Shi Meia, drugi koniec witki obejmował wyprostowany mały palec Mo Rana. A ten uśmiechnął się jak chytry lis, który właśnie doznał oświecenia.
-?Gratulacje, nabrałeś się. -?Dołeczki w jego policzkach się pogłębiły.
-?Hej... Uwolnij mnie! -?Teraz Shi Mei naprawdę śmiał się i płakał jednocześnie.
-?Nie tak prędko. -?Mo Ran nadal się uśmiechał. -?Najpierw zadam ci kilka pytań.
Od kiedy w Złotym Jeziorze znaleźli Changxiangsi, a Shi Mei nie dał rady go otworzyć, Mo Rana dręczył niepokój. I chociaż Shi Mei nosił wtedy rękawiczki i nie mógł bezpośrednio dotknąć pudełka, Mo Ran wciąż nie potrafił się wyzbyć związanych z tym emocji. Zwłaszcza że tym, który je w końcu otworzył, był Chu Wanning.
Chu Wanning...
Jak to możliwe...
Mo Ran uznał, że Changxiangsi musiało się popsuć. Ale żeby to potwierdzić, postanowił użyć Jianguia. Nie miał najmniejszej wątpliwości co do swoich szczerych intencji względem Shi Meia, martwiło go raczej to, czy on sam cokolwiek dla niego znaczy. A słowa ze Złotego Jeziora, że Shi Mei go lubi... Cóż, mógł się po prostu łudzić. Shi Mei miał naprawdę serdeczny charakter, każdego i zawsze traktował bardzo przyjaźnie. Nie to co Chu Wanning z tą jego wieczną miną matrony, której ktoś był winien fortunę, co skutecznie odstraszało innych.
Niech was nie zwiedzie nieokrzesany wygląd Czcigodnego Depczącego Nieśmiertelnych -?kiedy tęsknił za tym, którego miał w sercu, potrafił się zamartwiać prawie na śmierć.
-?Na początek... -?Chociaż Mo Ran się denerwował, na twarzy nadal miał uśmiech i udawał swobodnego i odprężonego. Na początek postanowił zadać kilka pytań bez znaczenia, żeby przygotować grunt. -?Co sądzisz o Xue Mengu?
Palec zabolał, Shi Mei nie wytrzymał i odpowiedział szczerze:
-?Panicz jest w porządku, tylko czasem bywa zbyt bezpośredni, wiele osób nie może tego znieść.
-?Hmm? Ty też masz go czasem dość? -?Mo Ran klasnął w dłonie i się roześmiał. -?Nic dziwnego, przecież jest taki okropny.
-?Mów ciszej, bo nas usłyszy... -?Shi Mei się zaczerwienił.
-?Dobra, dobra. Ale zawsze się cieszę, kiedy mówisz coś złego. -?Mo Ran wciąż się śmiał, a po chwili zadał kolejne pytanie. -?A co sądzisz o Shizunie?
-?Shizun jest w porządku, jest tylko trochę... -?Wyglądało na to, że Shi Mei naprawdę nie chciał oceniać Chu Wanninga, choć skrępowany przez Jianguia, nie miał wyjścia, przygryzł wargę i powiedział żałośnie: - Jest trochę wybuchowy...
Mo Ran parsknął śmiechem.
-?No co ty, gdzie tam "trochę wybuchowy", zdecydowanie strasznie wybuchowy. Co parę dni się złości i nie umie się do tego przyznać. Myślę, że cesarską konkubinę łatwiej zadowolić niż jego.
Stojący za rogiem Chu Wanning zaniemówił. A Mo Rana coś nagle zainteresowało.
-?Skoro wiesz, że Shizun ma trudny charakter, dlaczego chcesz być jego uczniem?
-?Shizun jest zimny na zewnątrz, ale ma dobre serce -?odparł Shi Mei. - Nie jestem tak utalentowany jak inni, a nigdy nie pogardzał moimi ograniczeniami. Powiedział, że nauka jest dla wszystkich i skoro nie jestem dobry w walce, będzie mnie uczył sztuki leczenia. Dobrze mnie traktuje.
Gdy padły te słowa, uśmiech zniknął z twarzy Mo Rana.
-?Niby kiedy cię dobrze traktował? -?spytał po chwili. -?Po prostu nauczył cię kilku zaklęć i czasem się tobą opiekuje, każdy mistrz mógłby coś takiego zrobić.
-?To nie to samo...
Mo Ran nagle stracił humor, wydął policzki.
-?Wręcz, przeciwnie, traktuje cię bardzo źle! To wszystko ja też mógłbym dla ciebie zrobić!
Shi Mei więcej się nie odezwał.
W tej niezręcznej ciszy ogień trawiący serce Mo Rana stopniowo gasł. Kiedy zauważył spuszczony wzrok i milczenie Shi Meia, ogarnęły go wyrzuty sumienia.
-?Przepraszam.
-?Nic się nie stało -?odparł Shi Mei. -?Kilka lat temu, zanim przybyłeś na Szczyt Życia i Śmierci, na drodze dopadła mnie nagle ulewa - powiedział po chwili ciszy. -?Nie byłem wtedy jeszcze uczniem sekty. Biegłem w deszczu, gdy się na niego natknąłem. Trzymał czerwoną parasolkę z papieru olejowego. Zobaczył, w jakim opłakanym stanie byłem, i pozwolił mi się pod nią schronić. Od dawna wiedziałem o jego reputacji okrutnika, gdy więc szedłem z nim ramię w ramię, serce waliło mi ze strachu.
-?A potem?
Shi Mei miał wypisaną na twarzy łagodność.
-?A potem? Przez całą drogę nie rozmawialiśmy.
-?Jest taki zamknięty w sobie, właściwie nie ma z nim o czym rozmawiać. -?Mo Ran pokiwał głową.
-?Właśnie. -?Shi Mei się uśmiechnął. -?Shizun niewiele mówi. Ale kiedy odprowadził mnie do drzwi, podziękowałem mu. I spostrzegłem, że prawe ramię przemokło mu do suchej nitki. Całą drogę szedłem po jego lewej stronie, nie spadła na mnie ani jedna kropla deszczu.
Mo Ran milczał.
-?Parasolka była bardzo mała, wystarczyła dla jednej osoby, a on osłonił mnie większą częścią. Później patrzyłem, jak odchodzi w deszczu. Gdy tylko wróciłem do domu, napisałem list, by błagać go o przyjęcie mnie na ucznia.
-?Już nic nie mów -?przerwał mu Mo Ran. -?Masz zbyt dobre serce. Jeżeli będziesz mówił dalej, to jeszcze sobie pomyślę, że mu współczujesz.
-?A Ran, nie uważasz, że Shizun jest godny współczucia? -?odparł Shi Mei łagodnie. -?Miał taką małą parasolkę, dlatego że zawsze chodzi sam, nikt mu nie towarzyszy. Jeśli więc czasem jest dla mnie zbyt surowy albo za mocno mnie skarci, nie dbam o to. Bo pamiętam jego przemoczone ramię.
Mo Ran nie odpowiedział, tylko końcówka jego nosa lekko poczerwieniała. Poczuł, jak serce wypełnia mu smutek. Uczucie tak mgliste, że sam nie wiedział, kogo właściwie dotyczyło.
-?A Ran, ja też cię o coś spytam.
-?Mhm, pytaj.
-?Nienawidzisz go, prawda?
-?Ja... -?Mo Ran się zawahał.
-?Albo raczej: nie lubisz go? -?Łagodne zwykle spojrzenie Shi Meia, nie wiadomo dlaczego, stało się nagle drapieżne.
Mo Ran nie miał jak się bronić, zaniemówił, przeszyty tym groźnym wzrokiem. Siedział z pochyloną głową, nie kiwał nią ani nie kręcił, a po dłuższej chwili zdobył się na wymuszony uśmiech.
-?Ej, czy to nie ja powinienem wypytywać ciebie? Nie uważałem i mnie zmyliłeś. I co z tym zrobimy?
Zobaczywszy, że się wykręca i nie chce odpowiedzieć, bystry Shi Mei nie naciskał, po prostu się uśmiechnął.
-?Tak tylko spytałem, nie przejmuj się tym.
-?Mhm. -?Mo Ran opanował emocje i podniósł wzrok. Spojrzał przez kurtynę gęstych rzęs na piękną niczym lśniący księżyc twarz Shi Meia.
Początkowo zamierzał w trzecim pytaniu się dowiedzieć, czy Shi Mei go lubi. Ale ta wymiana zdań popsuła mu nastrój.
-?Jest moim Shizunem, tylko Shizunem, nic więcej -?wycedził przez zaciśnięte zęby. -?Nie umiem powiedzieć, czy go lubię, czy nie.
Na te słowa rzęsy ukrytego w cieniu Chu Wanninga zadrżały lekko, jak trzepoczące skrzydła rannego motyla.
Nawet jeśli pewne rzeczy są dla nas w głębi serca jasne jak słońce, to gdy się potwierdzą, czujemy się jak unoszące się na wodzie nitki jedwabiu, a serce tonie w głębi. Może jesień przyszła za wcześnie? Chu Wanninga przeszył lodowaty dreszcz. Nieopodal Mo Ran rozmawiał z Shi Meiem, a on zamknął oczy, znów się odezwały lekkie mdłości, które dokuczały mu już od pewnego czasu. Nagle poczuł się bardzo zmęczony, odwrócił się i chciał odejść. Nie przeszedł nawet kilku kroków, kiedy jesienny wiatr przyniósł głos Mo Rana, jakby niemal niemożliwy do usłyszenia szept. Nieświadomie przystanął.
Mo Ran zadawał Shi Meiowi trzecie pytanie:
-?No dobrze, mówiłeś o Xue Mengu, mówiłeś o Shizunie, teraz porozmawiajmy o mnie. -?Starał się jak najlepiej ukryć to, jak bardzo mu zależy. Ostrożnie, wręcz pokornie spytał: -?Shi Mei, co sądzisz o mnie?
Ale Shi Mei zamilkł.
Tak jak Tianwen, Jiangui potrafił zmusić do mówienia prawdy i gdy Shi Mei nie chciał odpowiedzieć, Jiangui błysnął czerwonym światłem i zacisnął się mocno na jego palcu.
-?Boli... -?Shi Mei zmarszczył brwi.
-?Proszę cię tylko o jedno zdanie. -?Mo Ran nie mógł tego znieść, ta wątpliwość była wyryta głęboko w jego sercu, zarówno w tym, jak i w poprzednim życiu, jakby stała się jego osobistym demonem. -?Co o mnie sądzisz? -?nalegał.
Shi Mei pokręcił głową i zamknął oczy, jakby czuł ogromny ból. Długie rzęsy wciąż drżały, na czole perlił się pot. Na ten widok serce Mo Rana zmiękło.
-?Wystarczy. -?Westchnął.
Już chciał odwołać Jianguia, ale Shi Mei wytrzymał i z twarzą białą jak papier dla duchów powiedział ochrypłym głosem:
-?Myślę, że jesteś w porządku.
Mo Ran wybałuszył oczy.
A blada do tej pory twarz Shi Meia poczerwieniała, jakby się zdenerwował. Spuścił powieki, nie śmiał spojrzeć na towarzysza.
Jiangui rozpadł się na plamki czerwonego światła jak płatki kwiatów, które jeden po drugim wróciły na dłoń Mo Rana. Ten pochylił głowę i zaśmiał się cicho. Gdy podniósł wzrok i spojrzał na Shi Meia, w kącikach jego oczu rozkwitło delikatne, ciepłe uczucie. W wilgotnych oczach pobłyskiwał leniwy uśmiech.
-?No dobrze, dziękuję ci. Ja też uważam, że jesteś w porządku. Władca Złotego Jeziora ci to powiedział, ale nie pamiętasz, dlatego chciałbym ci to powtórzyć, naprawdę... dajesz się lubić.
Chociaż nie powiedział dokładnie, o jaki rodzaj lubienia chodzi, kark Shi Meia nadal był czerwony, a on sam milczał.
Oczy Mo Rana, ciemne jak laka, wpatrywały się w niego uważnie. Jaśniały, jakby gwiazdy zatonęły w morzu, jakby fale sięgały Drogi Mlecznej.
-?Chcę być dla ciebie dobry, uczynić cię szczęśliwym.
Shi Mei nie był głupi, widząc wyraz twarzy Mo Rana, doskonale te uczucia odczytywał. Odruchowo spuścił głowę. Serce Mo Rana drgnęło. Nie mógł się powstrzymać, by nie spróbować pogłaskać włosów na skroni Shi Meia. Nie zdążył nawet dobrze wyciągnąć ręki, kiedy błysnęło złote światło i bicz z pacnięciem trafił Mo Rana w twarz.
-?Aj! -?Mo Ran zadygotał z bólu i odwrócił się zaskoczony.
Chu Wanning w szatach bielszych niż śnieg stał z rękami zaplecionymi za plecami obok białej ściany zwieńczonej zielonym okapem i patrzył na nich zimno. Tianwen leżał zwinięty na ziemi jak syczący, wystawiający język wąż. Wierzbowe listki szeleściły, od czasu do czasu krzesząc iskry złotego światła.
-?Shizunie... -?zdziwił się Shi Mei.
-?Shizunie. -?Mo Ran trzymał się za twarz.
Co z tego, że był znienawidzony? Nielubiany?
Może ktoś inny płakałby rzewnie, ale Chu Wanning... miałby płakać? Absurd. Oczywiście, że musiał temu idiocie zafundować porządne lanie.
Podszedł wolno z ponurą miną.
-?Nie ćwiczycie, tylko marnujecie czas na pogaduszki? -?odezwał się lodowato. -?Mo Weiyu, sądzisz, że jesteś taki wspaniały, bo dostałeś ostatnią boską broń? Jesteś taki niepokonany, nikt nie może się z tobą mierzyć? Coś dużo w tobie beztroski.
-?Shizunie, ja chciałem tylko... -?Mo Ran zamilkł pod złowrogim spojrzeniem Chu Wanninga.
-?Shi Mingjing, pójdziesz się zmierzyć ze mną. Mo Weiyu... -?Zawahał się, po czym dokończył z pogardą: -?Idź poćwiczyć, bo jeśli przyjdzie twoja kolej i nie wytrzymasz nawet dziesięciu ruchów, to w ramach kary przepiszesz trzysta razy Sutrę czystego serca. Wynoś się.
Dziesięć ruchów?
Mo Ran pomyślał, że najlepiej, gdyby od razu siadł do przepisywania.
Rozdział 51
Shizun Tego Czcigodnego... Pff... Ha, ha, ha, ha!
Przez kolejne trzy dni Chu Wanning wciąż miał nietęgą minę i był bardzo rozdrażniony. Nosił na twarzy pogardę i dokądkolwiek by się udał, podążał za nim cień. Na jego widok uczniowie pierzchali niczym gołębie. Nawet Xue Zhengyong wyczuwał otaczającą go morderczą aurę i nie śmiał za dużo do niego zagadywać.
Chu Wanning za nic nie chciał przyznać, że żywi jakieś niewłaściwe uczucia do Mo Rana, ale gdy ujrzał ten intymny moment między swoimi uczniami, usłyszał rozmowę toczoną przy manekinach ćwiczebnych, nie mógł powstrzymać zalewającego go gniewu i kłującego w sercu bólu.
Czuł obrzydzenie.
Nie tylko innymi, lecz także sobą.
On i Mo Weiyu byli jedynie nauczycielem i uczniem. Do kogokolwiek Mo Ran chciał się kleić, z kimkolwiek chciał się wdawać w relację, co to miało wspólnego z tobą, Chu Wanningu? Dlaczego chciałbyś chłostać kogoś wierzbową witką tylko dlatego, że coś ci się nie podobało? Co ci do tego, kogo inni lubili, przy kim chcieli być? Co ci to przeszkadzało? Chu Wanningu, jakim cudem twoje serce jest mniejsze niż główka od szpilki?!
Dobrze... Nawet jeśli żywił wobec Mo Rana te pragnienia, do których nie chciał się przyznać, to co? Zawsze chlubił się swoją zdolnością do samokontroli i dumą, wystarczającymi, by utrzymać jego serce w ryzach, by wraz z upływem czasu zdusić źródło tego pragnienia.
Nikt poza nim nie mógł wiedzieć o tym skrytym uczuciu.
Nie zostanie nic oprócz upuszczonego przez Mistrzynię Ceremonii atłasowego woreczka z wyhaftowaną albicją, w którym splatały się włosy jego i Mo Rana.
Mo Ran nie mógł się dowiedzieć o jego uczuciach, tak jak nigdy się nie dowie, że tym, który na dnie Złotego Jeziora znosił ból, by go uratować, nie był Shi Mei, a właśnie on, Chu Wanning, który zamienił się z tamtym duszami.
Ale to, co czuł teraz, czym to właściwie było? Czy to... Zazdrość?
Ta myśl niemal go zadławiła.
Przez kolejne miesiące z całych sił starał się unikać kontaktu z Mo Ranem i poza wskazówkami podczas codziennych ćwiczeń prawie nie mieli ze sobą do czynienia.
Rok zaczął się chylić ku końcowi. Pewnego dnia Chu Wanning wracał z podnóża góry, gdzie egzorcyzmował demony. Kiedy dotarł do bramy, rozpętała się zamieć. Ulotny srebrny całun w okamgnieniu spowił Szczyt Życia i Śmierci. Wrażliwy na zimno Chu Wanning owinął się ciaśniej szatami i wielkimi krokami skierował się do Sali Wiernego Serca.
Wewnątrz płonęło palenisko, ogień trzaskał w miedzianej misie.
Chu Wanning przyszedł tu, żeby zdać raport Xue Zhengyongowi, ale Wielkiego Mistrza nie zastał. Zamiast niego wpadł na Mo Rana.
W sali nie było nikogo poza nimi. Pierwszy raz od paru miesięcy Chu Wanning przebywał z Mo Ranem sam na sam. Czuł się niezręcznie. Co więcej, pamiętał, że ten absurdalny sen rozgrywał się właśnie tutaj. A jeśli o sam sen chodziło, to Chu Wanning śnił go jeszcze wielokrotnie. Każda scena była wyraźna i sugestywna, na początku się z tym zmagał, ale szybko się przyzwyczaił. Pozwalał Mo Ranowi ze snu mówić te wszystkie szalone bzdury, a sam spokojnie liczył mu rzęsy, jedna, dwie, trzy... Sen zawsze się urywał w kluczowym momencie. Po kilku takich razach Chu Wanning uznał, że to on, z powodu swojego szlachetnego charakteru, nie był zdolny fantazjować o tak brudnych sprawach. W ten sposób Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy, który w gruncie rzeczy posiadał kruche jak szkło dziewicze serce, mógł ocalić resztki godności.
Ale widząc jednocześnie Salę Wiernego Serca i Mo Rana, Chu Wanning zwęszył niebezpieczeństwo.
Chłopak zdawał się tego nie zauważać. Spojrzał na niego, uniósł brwi i rozciągnął usta w uśmiechu.
-?Shizunie, wróciłeś.
-?Mhm...
-?Szukasz wuja? Poszedł do cioci, źle się poczuła, więc siedzi przy niej. Jeśli masz do niego jakąś sprawę, przekażę mu.
-?Nie trzeba -?powiedział cicho Chu Wanning i zacisnął usta. Odwrócił się i chciał odejść, gdy powstrzymał go głos Mo Rana.
-?Shizunie, zaczekaj.
-?Co... -?To mówiąc, odwrócił się, a wyciągnięta ku niemu dłoń Mo Rana niespodziewanie musnęła jego brwi.
Mo Ran otrzepał jego szaty, po czym powiedział całkowicie naturalnie:
-?Spójrz na siebie, jesteś cały w śniegu.
Chu Wanning zamarł.
Słuchał paplania Mo Rana i patrzył, jak ten otrzepuje go ze śniegu i wyjmuje chustkę, by wysuszyć jego przemoczone włosy. Chu Wanning bał się zimna, nie mógł przemarznąć, bo łatwo się przeziębiał. Nigdy nie potrafił o siebie zadbać. W poprzednim życiu Mo Rana, gdy Chu Wanning pozostawał w areszcie domowym, lubił siadywać na dziedzińcu i patrzeć na pluskające się w sadzawce kolorowe karpie. Nawet nie zauważał, kiedy zaczynał padać śnieg. Szybko się więc przeziębiał i dostawał gorączki. Po tym, jak jego rdzeń duchowy został zniszczony, Shizun słabł coraz bardziej, choroba przykuwała go do łóżka na pół miesiąca, nie pomagało nawet przyjmowanie jednego lekarstwa za drugim.
Kiedy więc Mo Ran zobaczył płatki śniegu, które spadły na brwi i ramiona Chu Wanninga, poczuł, że on sam w tej chwili topnieje i zamarza. Odruchowo zaczął go otrzepywać. Już do połowy osuszył jego włosy, gdy nagle do niego dotarło, że taki gest jest zbyt intymny. Podniósł gwałtownie wzrok i napotkał niezgłębione spojrzenie oczu feniksa.
Chu Wanning się w niego wpatrywał.
Zawstydzony Mo Ran cofnął dłoń.
-?Ach, trochę przesadziłem, niech Shizun sam się otrzepie.
Jego zakłopotanie sprawiło, że Chu Wanning się rozluźnił.
W końcu sen to tylko sen.
Jego uczeń był taki jak zwykle, zupełnie inny od tego Mo Weiyu ze snu, który sam siebie nazywał "Tym Czcigodnym".
Chu Wanning milczał przez chwilę, po czym wziął od Mo Rana chustkę, zdjął kaptur i podszedł do paleniska, by ogrzać dłonie. Wytarł topniejący śnieg z włosów.
-?Kiedy zdałeś sobie sprawę, że przekroczyłeś granicę? -?Ogień oświetlał jego twarz, gdy spoglądał na Mo Rana z ukosa. -?Czy po prostu zawsze zachowujesz się tak skandalicznie?
Przez chwilę panowała cisza. Chu Wanning skończył wycierać włosy i niespiesznie oddał chustkę. Rzucił Mo Ranowi kolejne ponure spojrzenie.
-?A tak w ogóle, co ty tu robisz?
-?Czyż to nie koniec roku? -?spytał pośpiesznie Mo Ran. -?Trzeba uporządkować dokumenty z całego roku, przyszedłem pomóc...
-?Wiem, że trzeba uporządkować dokumenty z całego roku -?przerwał mu Chu Wanning. -?Ale czy to nie obowiązek Shi Mingjinga? Dlaczego ty się tym zajmujesz?
-?Shizun ma bardzo dobrą pamięć...
-?Co z nim? -?Chu Wanninga nie poruszyło pochlebstwo.
-?Dziś rano mówił, że boli go głowa, ma gorączkę i nocne poty. -?Kiedy Mo Ran dostrzegł spojrzenie Chu Wanninga, dodał: -?Przepraszam, Shizunie. To ja go zachęciłem, żeby został w łóżku. Nie wiń go za przypadkowe lenistwo.
Ta opiekuńczość dźgnęła jak ostra igła, aż ukłuty nią Chu Wanning zmarszczył czoło.
-?Jak się czuje? -?spytał, gdy już się uspokoił.
Usłyszawszy, że Shizun go nie obwinia, Mo Ran odetchnął z ulgą.
-?Kiedy wychodziłem, podałem mu leki. Czekałem, aż zaśnie, dopiero wtedy odszedłem. Zwykłe przeziębienie, przejdzie mu za dwa, trzy dni. Dziękuję za twoją troskę, Shizunie.
-?Jaką znowu troskę, tylko spytałem.
Mo Ran milczał, więc Chu Wanning rzucił na odchodne:
-?Idę. Porządkuj sumiennie.
Na Szczycie Życia i Śmierci uczniom surowo zakazano wymieniania się obowiązkami, Mo Ran spodziewał się więc kary, a nie tego, że Chu Wanning tak łatwo mu odpuści. Zamarł na chwilę. Ocknął się gwałtownie, kiedy Shizun był już daleko.
Samotna postać szła wśród białej zawieruchy. Mo Ran chwycił opartą o drzwi parasolkę i wybiegł, nie zważając na śnieg.
-?Shizunie! Shizunie, poczekaj!
Chu Wanning się odwrócił, a Mo Ran zatrzymał się przed nim. Strzepnął śnieg z parasolki i otworzył ją dokładnie nad nimi dwoma.
-?Śnieg mocno pada, weź parasolkę.
-?Nie trzeba. -?Chu Wanning zmroził go wzrokiem.
Mo Ran wetknął mu parasol w rękę.
Chu Wanning czuł się już zmęczony, odmówił zdecydowanie. Podczas szamotaniny parasol wypadł im z rąk w zawieruchę, a wiatr natychmiast poniósł go kilkadziesiąt kroków dalej.
Chu Wanning wpatrywał się w tę majaczącą niewyraźnie parasolkę porzuconą w śniegu. Patrzył tak przez chwilę. Taka drobnostka. Chciał pozostać taki jak zwykle, obojętny i odległy, ale nagle nie mógł zrobić nawet kroku.
Tak jak płomień świecy w końcu zgaśnie, jak starożytna studnia kiedyś wyschnie, tak najbardziej powściągliwy człowiek wreszcie się rozsypie.
Chu Wanning odwrócił się i strzepnął rękawy.
-?Mo Weiyu, możesz przestać mnie prowokować? -?spytał gniewnie. -?Nie jestem Shi Mingjingiem, nie potrzebuję niczyjej opieki!
W jego dłoni rozbłysło złote światło. Mo Ran odruchowo się cofnął, spodziewał się, że tamten zamachnie się na niego Tianwenem, ale z dłoni Chu Wanninga wystrzeliła złota struga, która uformowała wokół jego ciała olśniewającą barierę, odgradzając go od śniegu i wiatru.
Bariera chroniąca przed śniegiem i deszczem...
Brwi Chu Wanninga były ściągnięte, a wyraz twarzy chłodny.
-?Uważasz, że potrzebna mi parasolka?
Zdawało się, że jest naprawdę rozgniewany. Jego palce się poruszyły, a bariera zmieniła się ze złotej w czerwoną, potem w purpurową, niebieską, wreszcie zieloną. Wraz z kolorem zmieniały się też efekty bariery - czasem po prostu pomagała uniknąć śniegu, czasem chroniła przed lodowatym wiatrem, czasem nawet zmieniała zimno śniegu w ciepło wewnątrz bariery. To aż przesadnie potężny manewr i Chu Wanning na co dzień nie pozwalał sobie na marnotrawienie energii duchowej tylko po to, żeby się schronić przed śniegiem. Ten złośliwy popis był tak dziecinny, że Mo Ran przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć.
-?Shizunie, nie złość się...
-?Niby jak się złoszczę? -?Chu Wanning tak się wściekał, że pozieleniał na twarzy. -?Nie chcesz mnie zostawić w spokoju!
-?Dobrze, dobrze, zostawiam, zostawiam. -?Mo Ran zerknął na barierę nad głową Shizuna. -?Ale nie powinieneś w taki sposób wydatkować energii duchowej...
-?Wynocha! -?Chu Wanning machnął ręką, a bariera nagle skupiła się w piorun, który uderzył tuż przed oczami jego ucznia.
Mo Ran zamarł, prawie że trafiony błyskawicą. Rzadko zdarzało mu się okazywać komuś troskę i kiedy już to zrobił, spotkał się z taką reakcją. Poczuł frustrację, chciał coś powiedzieć, ale gdy podniósł wzrok, zobaczył Chu Wanninga, który stał w śniegu z bladą twarzą i przekrwionymi oczami.
-?Ty... -?wyszeptał oszołomiony Mo Ran.
-?Jesteś dla mnie tylko uczniem, dlaczego miałbym się tobą przejmować? Zrób coś dla mnie, zabieraj tę swoją parasolkę i wynoś się.
Nagle Mo Ran coś zrozumiał.
-?Shizunie, tamtego dnia na arenie walk, kiedy rozmawiałem z Shi Meiem, ty...
...słyszałeś.
Chu Wanning się nie odezwał, odwrócił się tylko i odszedł. Tym razem Mo Ran już go nie wołał.
Przeszedł połowę drogi, gdy wyrwało mu się kichnięcie. Zatrzymał się, po czym w milczeniu ruszył jeszcze szybciej, jakby się gniewał, ale też jakby uciekał. A Mo Ran stał w szalejącej śnieżycy, patrząc w oszołomieniu na plecy oddalającego się Shizuna, aż ten zupełnie zniknął. I nie wiedział, co tamten miał na myśli.
Ledwie Chu Wanning wrócił do Pawilonu Czerwonego Lotosu, poczuł, że jest chory. Chociaż mógł używać bariery do ochrony przed deszczem i śniegiem, to zawsze niechętnie uciekał się do takich działań, a jeśli chodziło o niego samego, tym bardziej nie zamierzał marnować duchowej energii. Inaczej w deszczowe dni nie nosiłby ze sobą parasolki jak zwykły człowiek. Kichnął kilka razy, a po chwili nadeszły ból głowy i gorączka. Ale chorował już tyle razy, że stał się w tej dziedzinie ekspertem, przeziębienie od dawna go nie zaskakiwało. Wziął więc leki, umył się, przebrał, wszedł pod kołdrę i od razu usnął.
Być może z powodu choroby mdłości, które odczuwał od czasu, gdy został ranny w Złotym Jeziorze, tego wieczora stały się wyjątkowo wyraźne. Spał całą noc niespokojnym snem, zlany zimnym potem, chociaż ciało miał rozpalone jak palenisko.
Obudził się następnego dnia w południe. Otumaniony otworzył oczy. Przez chwilę wciąż oszołomiony leżał w łóżku, ale w końcu powoli wstał i pochylił się, by włożyć buty.
Osłupiał.
Jego buty przez noc stały się dużo większe... Przyjrzał się uważnie.
Zwykle tak bardzo opanowany Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy nie mógł powstrzymać szoku. To nie buty się powiększyły. Chu Wanning popatrzył na swoje dłonie, nogi i gołe stopy, i ramiona, które wyślizgnęły się z szat.
Czy on... się skurczył?
Rozdział 52
Wygląda na to, że Ten Czcigodny się nie pojawi
Na Północnym Szczycie Xue Zhengyong ćwiczył sztukę miecza. Gdy z nieba spłynął kwiat jabłoni, mistrz się zdziwił, otarł chustą pot, wziął kwiat i wymamrotał do siebie:
-?Najjaśniejsza Gwiazda wysłał wiadomość? Nie mógł sam przyjść, skoro ma sprawę? Kiedy on się zrobił tak leniwy? -?Mimo tych słów Xue Zhengyong wyciągnął złoty promień z pręcika kwiatu i umieścił sobie w uchu.
Ze środka rozległ się nieznany mu dziecięcy głos:
-?Wielki Mistrzu, kiedy będziesz miał chwilę, przyjdź jak najszybciej do Pawilonu Czerwonego Lotosu.
Xue Zhengyong z początku nie wierzył własnym uszom, ale gdy wylądował przed rezydencją Chu Wanninga, zgłupiał całkowicie.
W altanie nad stawem z rękoma splecionymi za plecami stał chłopiec mniej więcej pięcio-, sześcioletni. Wpatrywał się ponuro w strzelające ku niebu liście lotosu. Twarz miał jasną jak śnieg, a oczy niczym głęboki lód. Miał na sobie szaty Chu Wanninga, za duże na niego, szerokie rękawy i dolna krawędź spływały na ziemię. Wyglądał jak ryba z wielkim, rozłożystym ogonem.
Chłopiec się odwrócił, na jego twarzy widniało wyraźne: "Tylko spróbuj się zaśmiać, a umrę na twoich oczach, chamie".
-?Pff... Ha, ha, ha, ha! -?Xue Zhengyong roześmiał się mimo ostrzeżenia.
-?Z czego się śmiejesz?! Co w tym śmiesznego? -?warknął gniewnie chłopiec.
-?Nie mogę się nie śmiać... Ha, ha, ha, no nie mogę, mówiłem ci przecież, żebyś poszedł do Starszego Pierwszej Gwiazdy, by obejrzał twoje rany, a ty nie posłuchałeś. Ha, ha, ha, umrę ze śmiechu. -?Xue Zhengyong złapał się za brzuch. -?Nigdy nie widziałem tak srogiego dzieciaka, ha, ha, ha.
Dzieckiem tym był bowiem nie kto inny, a sam Chu Wanning, który po przebudzeniu zauważył, że jego ciało się skurczyło. Wierzbowe witki, które w Złotym Jeziorze przeszyły jego ramiona i plecy, musiały nieść klątwę zdolną nadać komuś wygląd kilkuletniego dziecka. Na szczęście nie miała wpływu na jego moce, choć Chu Wanning i tak czuł, że wolałby umrzeć.
Xue Zhengyong, wciąż się śmiejąc, poszedł poszukać dla niego jakichś ubrań.
Gdy Chu Wanning przebrał się w szaty dla młodszych uczniów, nie wyglądał już aż tak komicznie. Poprawił niebieskie karwasze ze srebrnym wykończeniem, podniósł wzrok i łypnął na Xue Zhengyonga.
-?Tylko spróbuj coś powiedzieć. Zabiję -?zapowiedział złowieszczo.
-?Nic nie mówię, nic nie mówię. -?Xue Zhengyong się zaśmiał. -?Ale co my z tobą zrobimy? Nie znam się na sztuce leczenia. Może poszukam kogoś, kto cię obejrzy? Może poproszę Starszego Pierwszej Gwiazdy...
Chu Wanning machnął gniewnie rękawem. Niestety, szaty młodszych uczniów miały rękawy wąskie i przylegające, więc ten gest nie wypadł szczególnie imponująco. Co go jeszcze bardziej zdenerwowało.
-?Żeby co? Pośmiał się ze mnie?
-?To może niech moja małżonka rzuci na ciebie okiem?
Chu Wanning zacisnął usta i nie odpowiedział. Wyglądał wręcz żałośnie.
-?Nic nie mówisz, więc się zgadzasz? -?dodał szybko Xue Zhengyong.
Chłopiec odwrócił się tyłem do niego. Wielki Mistrz wiedział, że jest przygnębiony, ale ta scena była tak zabawna, że nie wytrzymał i po krótkiej chwili znów parsknął głośnym śmiechem.
Tianwen pojawił się ze świstem. Chu Wanning spojrzał krzywo i powiedział surowo:
-?Jeszcze raz się zaśmiej!
-?Nie śmieję się, nie śmieję się. Pójdę po żonę, ha, ha, ha.
Xue Zhengyong ruszył biegiem. Nie minęło wiele czasu, a wrócił ze zdenerwowaną panią Wang. Ta zaś oniemiała na widok Chu Wanninga.
-?Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy... -?wydusiła z niedowierzaniem.
Ten milczał.
Na szczęście w odróżnieniu od męża pani Wang miała współczujące, godne medyczki serce. Nie wyśmiała Chu Wanninga, tylko dokładnie go zbadała.
-?Przepływ mocy jest stabilny, stan fizyczny też bez żadnych odchyleń - powiedziała łagodnie. -?Wygląda na to, że poza zamianą w dziecko wszystko inne pozostało bez zmian.
-?Pani Wang wie, jak to przełamać? -?spytał Chu Wanning.
-?Twoje rany zadała witka starożytnej wierzby. -?Pani Wang pokręciła głową. -?Obawiam się, że na świecie nie ma drugiego takiego przypadku. Dlatego też nie wiem, co z tym zrobić.
Chu Wanning opuścił kurtynę rzęs, przez dłuższą chwilę się nie odzywał. Wyraźnie był w szoku.
Pani Wang nie mogła tego znieść.
-?Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy, widzę to tak: zmieniłeś się, bo w twoje rany wniknęły soki z wierzbowej witki, które mają działanie samolecznicze, to żadna klątwa -?powiedziała pośpiesznie. -?W przeciwnym wypadku nie zadziałałoby dopiero teraz. Sądzę, że soków było tylko troszeczkę. Ostatnio jesteś bardzo zapracowany i zestresowany, dlatego zaklęcie zdołało opanować twoje ciało. Może przez kilka dni spokojnie odpoczniesz, a potem zobaczymy, co dalej?
Chu Wanning milczał przez chwilę, po czym westchnął.
-?Tylko to można zrobić. Dziękuję bardzo, pani.
-?Nie ma za co. -?Pani Wang znów dokładnie się mu przyjrzała. -?Starszy, jeśli nie będziesz nic mówił, to nikt cię nie rozpozna.
Miała rację. Co prawda Chu Wanning nie pamiętał, jak wyglądał w dzieciństwie, ale gdy spojrzał teraz w swoje odbicie w tafli wody, poza pewnymi rysami twarzy nie zauważył specjalnych podobieństw do dorosłego siebie. Trochę mu ulżyło. Podniósł głowę i zwrócił się do Zhengyonga:
-?Wielki Mistrzu, zaszyję się na kilka dni w Pawilonie Czerwonego Lotosu, powierzam Xue Menga i pozostałych twojej opiece.
-?Ależ o czym ty mówisz, A Meng jest moim synem, A Ran bratankiem, a Shi Mei uczniem Szczytu Życia i Śmierci, oczywiście, że się nimi zaopiekuję. -?Xue Zhengyong się uśmiechnął. -?Ty porządnie zajmij się sobą.
Chu Wanning przez trzy dni bez przerwy oddawał się praktyce duchowej, ale jego ciało nie powróciło do dorosłej formy. To go jeszcze bardziej zmartwiło, przez co daleki był od "spokojnego odpoczywania", które zalecała pani Wang. O zmierzchu trzeciego dnia wreszcie nie wytrzymał frustracji, jaką niosła bezowocna praktyka, i pośpiesznie ruszył na Południowy Szczyt, by się przejść i rozluźnić.
Minęła już pora kolacji, a wieczorne ćwiczenia jeszcze się nie zaczęły. W cichych dolinach, na mostach i w pawilonach Szczytu Życia i Śmierci gromadziły się grupy uczniów, nikt więc nie zwrócił na niego uwagi. Chu Wanning przechadzał się chwilę, po czym skierował się do bambusowego gaju niedaleko Tarasu Dobra i Zła.
Każdy Starszy zajmował swoje pole treningowe i na co dzień tam właśnie prowadził swoich uczniów. Chu Wanning zwykł chodzić do tego właśnie bambusowego gaju. Liście szeleściły wśród cieni bambusów. Chu Wanning zerwał jeden, przyłożył do ust i dmuchnął. Łagodna melodia go uspokoiła. Nie minęło wiele czasu, a dobiegł go zbliżający się odgłos kroków. Który zatrzymał się niedaleko niego.
-?Hej, dzieciaku.
Chu Wanning wybałuszył oczy.
Xue Meng, długonogi i smukły, stał dumnie na tle bujnego lasu, w ręce trzymał błyszczącą zimnym blaskiem szablę Longcheng i patrzył prosto na niego.
-?Będę tutaj ćwiczył fechtunek. Idź sobie grać gdzie indziej.
Chu Wanning lekko uniósł brwi. Dziwne uczucie. Xue Meng zachowywał się wobec niego władczo.
-?Ja gram swoje, ty ćwiczysz swoje, nie będziemy sobie przeszkadzać - powiedział Chu Wanning po namyśle.
-?Niby jak? Idź sobie, idź, mogę cię zranić ostrzem.
-?Nie zdołasz mnie zranić.
Xue Meng tracił cierpliwość.
-?Może powinienem ci coś uświadomić -?parsknął. -?Jeśli zrobię ci krzywdę, nie będę się tobą zajmować. -?To powiedziawszy, dobył ostrza.
Longcheng wydał z siebie potężny dźwięk, jak wąż, który wyrwał się z głębokiej otchłani, przebił przez chmury, rykiem przeciął niebo.
W jednej chwili ziemię pokryły cętki światła i cienia, ostrze zataczało tęczowe łuki. Xue Meng tańczył z Longchengiem wśród wirujących liści niczym rozmyty cień. Pod jednym ciosem liść zamienił się w dziesięć strzępków, pod uderzeniem bambus stał nadal wyprostowany, ale liście opadły jeden za drugim. Jeden punkt, jedno dźgnięcie, jeden atak, jedno pchnięcie, wszystko to jak pędzący wiatr i wirujący śnieg, wszystko na jednym oddechu. Na widok tej imponującej sztuki szermierczej nawet pięćdziesięcioletni kultywator zacmokałby z zachwytem, a co dopiero pięcioletnie dziecko. Ale kiedy Xue Meng skończył swój taniec w dziesięciu stylach, siedzący na kamieniu chłopiec nadal zajmował się sobą, grał na liściu, jakby nie działo się nic ciekawszego, nic godnego zainteresowania. Xue Meng trochę się zdenerwował, schował szablę, zeskoczył ze szczytów bambusów i wylądował lekko przed Chu Wanningiem.
-?Chłopcze.
Chu Wanning milczał.
-?Hej, dzieciaku, odezwij się.
Chu Wanning odłożył liść, powoli otworzył oczy i spojrzał na niego z twarzą bez wyrazu.
-?Co? Twój mistrz cię nie nauczył, że w rozmowie z ludźmi trzeba być grzecznym? A nie "hej, ty" to, "hej, ty" tamto? Mam imię.
-?A co mnie obchodzi twoje imię? -?Początkowo Xue Meng chciał porozmawiać z nim po dobroci, ale tamten co się odezwał, to mówił coś złośliwego, Xue Meng szybko więc stracił dobry nastrój. -?Znikaj stąd, przecież widzisz, że klingi nie mają oczu. Uważaj, bo jednym ciosem zetnę ci głowę.
-?Jeśli nie potrafisz ominąć mojej głowy, to po co w ogóle ćwiczysz? - odpowiedział nieśpiesznie Chu Wanning.
-?Ty! -?Xue Mengowi nigdy nikt tak nie pyskował, a zwłaszcza jakiś początkujący uczeń, który nie dostawał mu nawet do uda. Natychmiast poczuł zarówno wstyd, jak i gniew. -?Rozmawiasz ze mną bez żadnego szacunku dla starszych. Wiesz, kim jestem? -?spytał wściekły.
-?A kim jesteś? -?Chu Wanning spojrzał na niego obojętnie.
-?Paniczem ze Szczytu Życia i Śmierci. -?Xue Meng prawie się zapowietrzył. -?Nawet tego nie wiesz?
Chu Wanning uśmiechnął się lekko. To był ewidentnie kpiący uśmieszek, a dziecięcy urok tylko dodawał mu drwiny.
-?Tylko paniczem, żaden z ciebie Wielki Mistrz. Dlaczego miałbym cię znać?
-?Co... co powiedziałeś?
-?Daj sobie spokój i zajmij się ćwiczeniami. -?Chu Wanning znów opuścił wzrok i wrócił do grania na liściu. Nieśpieszna melodia popłynęła jak niesiony wiatrem puch bawełny, wirując i falując.
Oszalały z wściekłości Xue Meng krzyknął głośno. Wdał się w kłótnię z dzieciakiem. Ale jakkolwiek by się nie gniewał, nie miał zamiaru go bić. Nie miał innego wyjścia, skoczył na szczyty bambusów, ciął i rąbał, w jednej chwili ścięte drzewa padły. Odprawiał brutalny i okrutny taniec z szablą w rytm tej spokojnej muzyki. Ostrze było szybkie i drapieżne, w jego blasku z czubków dziesiątek szmaragdowych łodyg zostały tylko tępe kołki. Wprawdzie do zaatakowania wroga potrzebowałby ostrych jak igły drzazg, które mogłyby rozszczepić włos na dwoje, lecz do zdyscyplinowania młodszego ucznia z sekty wystarczyły. Kilkaset tępych kołków spadło na Chu Wanninga. Xue Meng się przygotował, by w chwili, gdy już miałyby go dosięgnąć, pośpiesznie zeskoczyć i szybko usunąć spod nich tego nic nierozumiejącego uczniaka. Tak naprawdę nie chciał skrzywdzić chłopca, a jedynie go nastraszyć. Nagle, ledwie wylądował, dzieciak przestał grać, a cienki liść w jego palcach rozpadł się na sto cienkich nitek, które w mgnieniu oka uderzyły precyzyjnie w spadające kołki. Wiatr jakby zamarł.
Chu Wanning wstał, w tej samej chwili otaczające go sto kołków obróciło się w proch. A ten rozwiał się na wietrze.
Xue Meng oniemiał. Stał osłupiały, a na jego twarzy zieleń mieszała się z czerwienią. Nie potrafił wydusić ani słowa.
Srebrno-błękitne uczniowskie szaty powiewały na wietrze. Niewinne dziecko przed nim zatrzepotało rzęsami i uśmiechnęło się do Xue Menga.
-?Jednak postanowiłeś się mną zająć?
Xue Meng milczał.
-?Twoja sztuka miecza jest zaciekła, ale brak jej struktury. Za mało w niej stabilności uczuć.
Xue Meng otworzył usta, po czym ponownie je zamknął.
-?Spróbuj znów zacząć od pozycji wróbla. Podążaj za moją melodią, kiedy ja skończę sekwencję, ty skończysz swoją, nie spiesz się.
Pouczany przez małe dziecko, Xue Meng skrzywił się jeszcze brzydziej. Przygryzł wargę i nie mógł się ruszyć. Chu Wanning go nie poganiał, po prostu czekał. Czy Xue Meng będzie potrafił schować dumę do kieszeni i zechce posłuchać rady niewyrośniętego chłopca?
Po chwili Xue Meng tupnął nogą, zrezygnowany rzucił szablę, odwrócił się i odszedł.
Chu Wanning patrzył, jak uczeń oddala się zagniewany, i odrobinę go to przygnębiło. Pomyślał, że Xue Meng nie potrafił z pokorą przyjmować nauk, wielka szkoda... Zanim jednak skończył myśl, zobaczył, jak Xue Meng podnosi z ziemi gałąź i się odwraca.
-?W porządku, wezmę gałąź, na wszelki wypadek, gdybym cię uderzył - powiedział słabym głosem.
Chu Wanning się zawahał, w kąciku jego ust czaił się uśmiech.
-?Dobrze. -?Kiwnął głową.
Xue Meng zerwał dla niego bambusowy liść, wytarł do czysta i podał mu.
-?Proszę, didi, weź.
A więc "dzieciaku" zmieniło się w "didi"?
Chu Wanning zerknął na niego rozbawiony, wziął liść, ponownie usiadł na kamieniu i powoli zaczął grać. Xue Meng miał porywczy charakter, a ta technika polegała na wyskoku i wykonaniu podczas obrotu w powietrzu sześciu pchnięć, po których następowało jedno cięcie. Ciągle jednak tracił kontrolę, na każde kilkanaście pchnięć udawało mu się wyprowadzić tylko jedno uderzenie. I do tego spóźnione. Powtórzył to pięć czy sześć razy i gdy nie udawało mu się poprawnie wykonać sekwencji, niecierpliwił się, coraz mocniej marszczył brwi. Zdenerwował się, ale spojrzał z ukosa na siedzącego na kamieniu chłopca grającego na liściu i na widok kogoś tak małego, tak, bez nawet słowa skargi, spokojnego, Xue Menga ogarnął palący wstyd. Dlatego zebrał się w sobie i zabrał do ćwiczeń. Stopniowo wyczuł rytm muzyki. Wciąż jednak daleki był od zadowolenia, skakał więc i ciął. Kiedy księżyc jaśniał już wysoko na niebie, gdy dwie godziny minęły, wreszcie udało mu się wykonać technikę kompletnie, bez najmniejszego błędu.
Pot perlił się nad jego czarnymi brwiami. Xue Meng wytarł czoło chustką.
-?Wszystko dzięki tobie -?powiedział radośnie. -?Kto jest twoim mistrzem, didi? Jesteś naprawdę niezły. Jak to się stało, że dotąd cię nie poznałem?
Chu Wanning już wcześniej o tym pomyślał: Starszy Czterech Gwiazd miał wielu uczniów, tak wielu, że zapewne sam wszystkich nie pamiętał.
-?Jestem uczniem Starszego Czterech Gwiazd. -?Uśmiechnął się lekko.
Xue Meng zdawał się nie mieć zbyt wielkiego szacunku dla tego mistrza. Odchrząknął.
-?A, Król Śmieci.
-?Król Śmieci?
-?Oj, przepraszam. -?Xue Meng źle zrozumiał zdziwienie Chu Wanninga. Myślał, że uraził chłopca pogardą wobec jego mistrza.
-?To tylko takie wewnętrzne przezwisko. -?Uśmiechnął się. -?Twój mistrz ma za dużo uczniów, nikogo nie odrzuca. "Śmieci" to ci uczniowie bez krztyny talentu, których przyjmuje, nie chodzi mi o to, że ze Starszym Czterech Gwiazd jest coś nie tak, nie przejmuj się.
-?Wy... często nadajecie takie wewnętrzne przezwiska Starszym?
Rozdział 53
Kuzyn Tego Czcigodnego jest chyba niespełna rozumu
-?No pewnie, każdy ma jakieś przezwisko, kto może uciec karze Niebios? - Xue Meng wyraźnie się ożywił i zaczął entuzjastycznie tłumaczyć Chu Wanningowi kwestię przydomków. -?Widzę, że jesteś młody, nie masz chyba więcej niż pięć lat? Czyli dopiero przybyłeś na Szczyt Życia i Śmierci, jeszcze wszystkich nie znasz. Gdy poznasz, to się dowiesz, jest tu dwudziestu Starszych, prawie wszystkim uczniowie nadali przezwiska.
-?O! -?Chu Wanning spojrzał na niego znacząco. -?Na przykład?
-?Dużo by mówić. Późno już, zrobiłem się trochę głodny. Dziękuję ci za dzisiejsze wskazówki. Sprowadzę cię z gór i pójdziemy na późną przekąskę. Zjemy i porozmawiamy.
Chu Wanning pochylił głowę, pomyślał chwilę, po czym się uśmiechnął.
-?Mhm, dobrze.
Xue Meng schował Longchenga, pociągnął Chu Wanninga za rękę. Nieświadomy niczego uczeń i jego zmniejszony mistrz szli w kierunku bramy długimi kamiennymi schodami wśród bambusów.
-?Jak się nazywasz, mały? -?spytał Xue Meng po drodze.
-?Nazywam się Xia -?odparł Chu Wanning niewzruszony.
-?Xia, a jak dalej?
-?Xia Sini.
Xue Meng zupełnie nie zrozumiał ukrytego znaczenia.
-?Niezłe, bardzo ładne. Jakimi znakami się zapisuje? -?zapytał radośnie.
Chu Wanning kątem oka zerknął na niego jak na idiotę.
-?"Si" jak situ, urzędnik, "ni" jak nitu, buntowniczy uczeń. Xia Sini.
-?Aha. -?Xue Meng znów się zaśmiał. -?Ile lat kończysz w tym roku? Zgadłem wcześniej? Nie więcej niż pięć?
Chu Wanning spochmurniał. Radosny Xue Meng patrzył na drogę, nie zauważył więc ponurego wyrazu jego twarzy, w przeciwnym razie pewnie by się przestraszył.
-?Nie, panicz nie zgadł... Kończę sześć.
-?To naprawdę jesteś utalentowany, chociaż trochę mniej niż ja w twoim wieku. Ale wystarczy nieco nauki, a na pewno staniesz się niezrównanym adeptem. A może chciałbyś opuścić Starszego Czterech Gwiazd? Możesz mnie nazywać shige, poproszę mojego Shizuna, żeby przyjął cię na ucznia, co o tym sądzisz?
Chu Wanning z całych sił starał się nie wywrócić oczami.
-?Jak powinienem cię nazywać?
-?Shige. -?Xue Meng pochylił się z uśmiechem i pacnął Chu Wanninga w czoło. -?Nie każdy ma taką okazję.
Chu Wanning wyglądał na zmieszanego.
-?I co, zaniemówiłeś z radości?
Szli, rozmawiając i śmiejąc się, a przynajmniej tak sądził Xue Meng. Nagle zza pleców dobiegł ich jakiś głos, tym samym kończąc tę rozmowę, która gdyby się toczyła trochę dłużej, mogłaby kosztować Xue Menga życie.
-?Oho? Mengmeng1, słodziaku, co tu robisz?
Kto na całym Szczycie Życia i Śmierci śmiał się tak do niego zwrócić? Xue Meng nie odwrócił nawet dobrze głowy, gdy zaczął go rugać:
-?Mo Ran, ty psi pomiocie, jeszcze raz tak mnie nazwiesz, to ci wyrwę język.
Oczywiście, że to Mo Ran. Stał w blasku księżyca, w powiewających na wietrze szatach i szczerzył się do nich. Chciał znowu podroczyć się z Xue Mengiem, gdy zauważył delikatnego, urodziwego chłopca u jego boku.
-?A to jest... -?urwał w połowie.
Xue Meng pociągnął Chu Wanninga za siebie i spojrzał gniewnie na Mo Rana.
-?A co cię to?
-?Hej, nie chowaj się. -?Mo Ran obszedł Xue Menga, złapał go za rękę, wyciągnął zza niego Chu Wanninga. Kucnął i przyjrzał mu się uważnie. Nagle mruknął zdziwiony: -?Ten chłopiec wygląda znajomo... Chyba już go gdzieś widziałem.
To wzbudziło czujność Chu Wanninga, podskórnie czuł, że coś jest nie tak. Jeśli odkryją jego tożsamość, jak się później pokaże komukolwiek na oczy? Odruchowo zrobił krok do tyłu, odwrócił się i chciał uciec.
-?Nie idź! -?Mo Ran szybko go złapał, na twarzy miał złośliwy uśmieszek. Wyciągnął palec i przeciągnął nim po nosie Chu Wanninga. -?Chodź, mały, powiedz gege, jak masz na imię -?powiedział łagodnie.
Ten zbyt intymny gest sprawił, że Chu Wanning poczuł się niezręcznie i trochę winny. Cofnął się.
Mo Ran pomyślał, że chłopiec się boi. Roześmiał się głośno.
-?Czemu się chowasz? No, brzdącu, powiedz gege, czy nazywasz się Xue?
Xue Meng oniemiał.
-?A to jest twój tata? -?dopytywał Mo Ran z uśmiechem, wskazując na kuzyna. -?Jeśli powiesz prawdę, gege będzie cię bardzo lubił i kupi ci słodycze.
-?Zwariowałeś, Mo Weiyu? -?wybuchnął Xue Meng. Jego twarz nabiegła czerwienią, nastroszył się i wrzasnął: -?Ty... ty... Co ty sobie właściwie myślisz?! Ty karaluchu! Ty gnoju! Ty... wstydu nie masz!
Chu Wanning milczał przez chwilę, ale poczuł ulgę.
-?Nazywam się Xia... Jestem uczniem Starszego Czterech Gwiazd. Xia Sini.
-?Jak "przestraszyłem cię śmiertelnie"2? -?Oczy Mo Rana zmrużyły się w uśmiechu. Nie był przecież głupi, gdy tylko usłyszał to imię, zrozumiał, co oznacza. -?Ha, ha, ha, no niezłe.
-?Odbiło ci! -?powiedział gniewnie Xue Meng i popchnął gwałtownie Mo Rana. -?To mój nowy kolega, tobie nic do niego. Zjemy sobie późną przekąskę, puść nas.
-?Och... -?Mo Ran puścił. Po chwili jednak założył ręce za głowę i kołysząc się na boki, z uśmiechem podążył za nimi.
-?Co ty wyprawiasz? -?warknął Xue Meng.
-?Ja też pójdę coś zjeść -?odparł Mo Ran niewinnie. -?A co, nie mogę?
Miasteczko Wuchang
Od kiedy powstała Sekta Szczytu Życia i Śmierci, to niegdyś wyludnione miasteczko stopniowo odzyskiwało dawną świetność, a obecnie zrobiło się nawet gwarne.
O tej porze nocny targ już działał. Xue Meng i pozostali przechadzali się wśród straganów. Znaleźli stoisko sprzedające zupę bólu3. Usiedli przy niskim stole pod gołym niebem. Zupa gotowała się w miedzianym kociołku zawieszonym nad paleniskiem. Goście jedli, a ona bulgotała nad niegasnącym ogniem. Bulion był często bardzo pikantny, a świeże dodatki leżały rozłożone na stole w imię zasady "masz na coś ochotę, po prostu wrzuć i ugotuj". Gotujące się w kociołku jedzenie bulgotało "bul bul bul", dlatego nazwano ją "zupą bólu".
To było słynne syczuańskie danie, ale Chu Wanning do tej pory jadł tylko czysty bulion bez ostrych przypraw. Nie mógł jeść pikantnego jedzenia, ledwie spróbował, od razu się krztusił.
Xue Meng od dziecka mieszkał w Syczuanie, z kolei Mo Ran dorastał w Xiangtan, obaj przywykli do ostrych potraw, naturalnie więc założyli, że "Xia Sini" je pikantne dania.
Kiedy usiedli, zaznajomiony z tym miejscem Xue Meng zamówił kilka dań.
-?Do zupy dodajcie dużo pieprzu i dużo oleju chili -?dodał.
Chu Wanning pociągnął go za rękaw.
-?Ja chcę kociołek kaczek mandarynek4 -?powiedział słabym głosem.
-?Co? -?Xue Meng myślał, że się przesłyszał.
-?Chcę kociołek kaczek mandarynek. -?Twarz Chu Wanninga pociemniała. -?W połowie pikantny, w połowie łagodny.
-?Nie jesteś Syczuańczykiem? -?spytał Xue Meng.
-?Mhm.
-?Aha. -?Xue Meng pokiwał głową. Na jego twarzy malowało się zrozumienie, ale i zaskoczenie. Zmierzył Chu Wanninga wzrokiem. -?Jesteś taki mały, a już tak daleko od domu, to naprawdę... Ech, dobra, dość tego. -?Z westchnieniem odwrócił się do posługacza. -?Niech ci będzie, chcesz kociołek kaczek mandarynek, będzie kociołek.
Chu Wanning nie wiedział dlaczego, ale wyczuł w głosie Xue Menga nutę niechęci. Po chwili zdał sobie sprawę, że to nie tylko wrażenie, Xue Meng naprawdę czuł niechęć.
-?Shidi, skoro przybyłeś do Syczuanu, to musisz się nauczyć jeść ostre - burknął, kiedy czekali na jedzenie. -?Jeśli tego nie zrobisz, nie zdołasz się dogadać z innymi, wiesz? Możesz nie mówić po syczuańsku, ale nie możesz nie jeść pieprzu. No właśnie, skąd jesteś?
-?Z Lin'an -?odparł Chu Wanning.
-?Aha. -?Xue Meng pomyślał chwilę, jakoś nie za bardzo kojarzył te wodne miasteczka w Jiangnan. Przygryzł pałeczki i spojrzał z ukosa. -?U was się je króliczą głowę?
Chu Wanning nie zaczął nawet odpowiadać, kiedy wtrącił się uśmiechnięty Mo Ran:
-?Oczywiście, że nie.
Xue Meng i Chu Wanning zgodnie na niego łypnęli.
Mo Ran siedział ze stopami opartymi o długą ławkę, z łokciem wspartym na kolanie. W palcach zręcznie obracał pałeczki. Widząc miny swoich towarzyszy, przekrzywił głowę i się uśmiechnął.
-?No co? Co tak na mnie patrzycie? Naprawdę nie jedzą.
-?Naprawdę nie jedzą? -?zwrócił się do Chu Wanninga Xue Meng.
-?Mhm.
-?A skąd wiesz? Byłeś w Lin'an? -?Xue Meng znów wpatrywał się w Mo Rana.
-?Nie. -?Mo Ran zrobił śmieszną minę. -?Ale Xia-xiong jest z tej samej miejscowości co nasz Shizun, nie wiesz, że Shizun nie je króliczej głowy? Kiedy w Sali Mengpo nakłada dania na zimno, zawsze bierze albo tofu z dymką, albo korzeń lotosu z osmantusem na słodko. Jeżeli nie wierzycie, zwróćcie uwagę następnym razem.
Chu Wanning milczał.
-?O, nie zauważyłem. Odkąd ostatnim razem zerknąłem na jego śniadanie, nie ośmieliłem się tak po prostu znowu zajrzeć, to naprawdę straszne. - Xue Meng potarł podbródek, na jego twarz powoli wypełzł wyraz obrzydzenia. -?Gustu Shizuna nie da się wyrazić. Wiedzieliście, że on je pudding z tofu na słono?
Chu Wanning milczał.
Xue Meng nagle się do niego odwrócił.
-?Shidi, absolutnie nie powinieneś podążać za Starszym Najjaśniejszej Gwiazdy -?powiedział śmiertelnie poważnym tonem. -?Bo potem nikt nie będzie chciał jeść razem z tobą. Pamiętaj, trzeba jeść króliczą głowę i pieprz. A kiedy rano jesz pudding z tofu, pod żadnym pozorem nie dodawaj sosu.
-?Jeszcze glony5 i suszone krewetki -?uzupełnił Mo Ran.
-?Właśnie, jeszcze glony i suszone krewetki. -?Xue Meng i Mo Ran bardzo rzadko jednoczyli się przeciw wspólnemu wrogowi. -?To nie do wytrzymania.
Chu Wanning łypnął na tych dwóch kretynów.
-?Aha -?mruknął z twarzą pozbawioną wyrazu.
Dania bardzo szybko pojawiły się na stole. Chrupiące pędy bambusa, szmaragdowa kapusta, błyszczące tofu, świeże, miękkie kawałki ryby, plastry jagnięciny cienkie jak skrzydła cykady ułożone starannie na białym porcelanowym talerzu, złocista, chrupiąca smażona wieprzowina posypana kuminem i syczuańskim pieprzem, a obok dzbanek świeżego mleka sojowego. Niski stół aż trzeszczał pod tym ciężarem.
Prawdziwe więzi, takie na wagę złota, budują się przy wspólnych posiłkach, a co dopiero przy gorącej zupie bólu. Gdy w kociołku lądowało kilka plastrów tłustej jagnięciny, a do żołądka trafiała jedna, dwie czarki mleka sojowego, nawet tak chłodna relacja jak ta między Xue Mengiem a Mo Ranem chociaż na chwilę się ogrzewała w mgle gorącej pary.
Xue Meng grzebał pałeczkami w pikantnej zupie.
-?Ajaj, gdzie ja zgubiłem ten mózg?
-?A nie jest nadal w twojej czaszce? -?Mo Ran się uśmiechnął.
-?Mówię o świńskim mózgu!
Mo Ran przygryzł pałeczki i uśmiechnął się złośliwie.
-?No też właśnie mówię o świńskim.
-?Psi synu, tylko spróbuj mnie obrazić...
-?Hej! Twój mózg wypłynął! Jedz, jedz!
Xue Meng się ożywił, wlazł prosto w pułapkę.
-?Zabieraj łapska, kundlu! Nie szarp się ze mną, to mój mózg! -?zawołał.
Chu Wanning siedział na niewielkiej ławce, w rękach miał kubek ze słodkim mlekiem sojowym. Delektował się napojem i obserwował tych dwóch gówniarzy obok. Był odprężony, mógł zjeść przynajmniej połowę pływających w kociołku składników. Wypił mleko i oblizał wargi, jakby miał ochotę na więcej. Nie umknęło to Mo Ranowi.
-?Smakuje ci, mały? -?spytał z uśmiechem.
Chu Wanning przetrawił słowo "mały", w milczeniu ocenił, jakie ma szanse na pozbycie się tego przezwiska, i uznał, że zerowe.
-?Mhm, niezłe -?odpowiedział więc sucho.
Mo Ran odwrócił się do posługacza.
-?Hej, jeszcze jedno mleko sojowe dla mojego shidiego.
Zadowolony Chu Wanning wypił drugi kubek.
Tak już miał, że lubił słodkie. Ale wcześniej jadł tak dużo ciastek, że dostał próchnicy. Starszego Pierwszej Gwiazdy kosztowało wiele pracy i umiejętności, żeby go z niej wyleczyć. Dlatego później, by nie robić mu kłopotu, już tyle nie jadł. Teraz, kiedy zmienił się w dziecko, mógł bez obaw zajadać się słodyczami.
Mo Ran, z policzkami podpartymi dłońmi, patrzył, jak Chu Wanning je.
-?Masz podobny smak jak Shizun.
Chu Wanning prawie się zakrztusił, ale jego twarz pozostała spokojna.
-?Shixiong mówi o Starszym Najjaśniejszej Gwiazdy? -?spytał z kamienną twarzą.
-?Właśnie. -?Mo Ran pokiwał głową z uśmiechem i popchnął parowar w stronę Chu Wanninga. -?Spróbuj tego. Myślę, że to również ci posmakuje.
Chu Wanning wziął z bambusowego parowaru ye'rbę6, ugryzł kawałek. Parujące, miękkie nadzienie ze słodkiej pasty fasolowej otaczała delikatna bielutka skórka z mąki ryżowej.
-?Dobre?
Chu Wanning wziął jeszcze kęs, dopiero wtedy skinął głową.
-?Mhm.
-?To zjedz więcej. -?Mo Ran się uśmiechnął.
Jedli i rozmawiali, aż Chu Wanning przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę. Udał, że nic go to nie obchodzi, zjadł więc cztery ye'rby, zanim spytał Xue Menga:
-?Paniczu, wcześniej, na górze, mówiłeś, że każdy Starszy ma jakieś przezwisko. Skoro mój Shizun, Starszy Czterech Gwiazd, jest nazywany Królem Śmieci, to jak mówicie na Starszego Najjaśniejszej Gwiazdy?
Rozdział 54
Ten Czcigodny kłóci się o ciastka
-?Shizun? -?Xue Meng natychmiast spoważniał. -?On jako jedyny nie ma przezwiska. Nikt na Szczycie Życia i Śmierci nie śmiałby z niego żartować.
-?Gówno prawda. Wszyscy wiedzą, że lubisz Shizuna, to nikt ci prawdy nie powie. -?Mo Ran wywrócił oczami. Przyciągnął do siebie Chu Wanninga i szepnął do niego, choć nie na tyle cicho, by inni nie usłyszeli. -?Nie słuchaj go. Jak dla mnie Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy ma najwięcej przezwisk ze wszystkich na całym Szczycie Życia i Śmierci.
Zaintrygowany Chu Wanning uniósł brew.
-?Och? Doprawdy? -?zapytał. -?Na przykład?
-?Cóż, z tych grzeczniejszych... Nazywają go Bai Wuchangiem -?odparł Mo Ran.
-?Dlaczego?
-?Bo dzień w dzień nosi białe ubrania.
-?Hmm... Coś jeszcze?
-?Kapustka.
-?Dlaczego?
-?Bo dzień w dzień nosi białe ubrania.
-?Coś jeszcze?
-?Buła na parze.
-?Dlaczego...
-?Bo dzień w dzień nosi białe ubrania.
-?Coś jeszcze?
-?Wdówka7.
Chu Wanning nie wierzył własnym uszom.
-?Wiesz dlaczego? -?spytał Mo Ran ze śmiechem, zupełnie nieświadomy morderczych zapędów budzących się w Chu Wanningu. -?Bo dzień w dzień nosi białe ubrania.
Chu Wanning zaniemówił. Gdyby nie silna wola, już dawno straciłby nad sobą panowanie.
-?Coś... coś jeszcze? -?zapytał.
Mo Ran spojrzał na Xue Menga i wymamrotał:
-?Ajaj, nie mogę nic więcej powiedzieć. Nie chcę dostać od kuzyna garnkiem w łeb.
Rozwścieczony Xue Meng uderzył pięścią w stół.
-?Bezczelność! Jak ktokolwiek śmie tak zmyślać na temat Shizuna? Kapustka, Buła na parze? Wdówka? Śmierci się nie boją?!
-?Ach! -?Mo Ran próbował się powstrzymać od śmiechu. -?Coś ty taki nerwowy? Lepiej, żebyś nie słyszał, jak niektóre uczennice nazywają Shizuna, obrzydliwe.
Xue Meng wytrzeszczył oczy.
-?Co mówią?
-?A co mogą mówić? Wiesz, jakie są dziewczyny, zawsze tak kwieciście plotą. Cały czas słyszę tylko "blady księżyc nad kwiatami gruszy" to, "nietknięty śnieg wczesną wiosną" tamto, "panie Chu z Lin'an, jest pan piękny niczym kwiat lotosu", porównywanie do urody Xi Shi8... Ileż można...
Chu Wanning i Xue Meng nie wiedzieli, co powiedzieć.
-?To i tak łagodnie powiedziane! Starszego Pierwszej Gwiazdy, jako że nie jest ani przystojny, ani miły, nazywają gorzej.
Ze wszystkich Starszych Chu Wanning najgorsze relacje miał właśnie ze Starszym Pierwszej Gwiazdy.
-?Jak go nazywają? -?spytał.
-?"Zimowa kiszonka", czy tam "musztardowiec", jakoś tak... bo są ciemne jak on -?odparł Mo Ran ze śmiechem. -?A Meng, nie patrz tak na mnie! Ciebie też nie oszczędzają!
Xue Meng wyglądał, jakby połknął cytrynę.
-?Co? Ja też?
-?A i owszem. -?Mo Ran się zaśmiał.
Xue Meng odchrząknął, udając, że go to nie obchodzi.
-?To... Jak na mnie mówią?
-?Goguś.
-?Goguś...? Co to niby ma znaczyć?
-?Jak to "co to ma znaczyć"? Czy to nie oczywiste? -?Mo Ran nie był w stanie nawet skończyć zdania, tak się trząsł ze śmiechu. -?Bo jak paw stroszysz pióra! Ha, ha, ha!
Xue Meng podskoczył i rzucił się na Mo Rana.
-?Mo Ran! Zabiję cię!
Był środek nocy, kiedy napiwszy i najadłszy się do syta, cała trójka wróciła na Szczyt Życia i Śmierci. Chu Wanning pozwolił, by jego dwóch przygłupich uczniów odprowadziło go na terytorium Starszego Czterech Gwiazd, i gdy się rozstawali, Xue Meng poprosił, aby następnego dnia również się spotkali przy bambusowym zagajniku. Chu Wanning nie był jednak pewien, czy do tego czasu nie powróci już do swej pierwotnej formy, niczego więc nie obiecywał. Zapewnił jedynie, że przybędzie, jeśli znajdzie czas.
Dopiero gdy uczniowie się oddalili, użył techniki lekkich kroków, by podskoczyć i przemierzając dachy, powrócić do Pawilonu Czerwonego Lotosu.
Następnego dnia Chu Wanning obudził się wciąż w ciele dziecka, co tylko pogłębiło jego frustrację.
Z surowym wyrazem twarzy stanął na stołku i spojrzał gniewnie w miedziane lustro. Nie miał nawet siły rozczesać swoich długich włosów. Po dłuższej chwili zastanowienia zdecydował, że tak dłużej być nie może, udał się więc do Xue Zhengyonga.
-?Co?! Widziałeś się wczoraj z A Mengiem i A Ranem?
-?Tak. Powiedziałem im, że jestem uczniem Starszego Czterech Gwiazd, nic nie podejrzewają -?zapewnił Chu Wanning. -?Gdyby Xue Meng cię o to pytał, pamiętaj, by mnie kryć. Mniejsza z tym. Od ponad dziesięciu dni kultywuję, ale nie widzę poprawy. Tak dłużej być nie może. Chyba jednak czeka mnie spotkanie ze Starszym Pierwszej Gwiazdy.
-?Oho, a co to się stało, że nasz Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy nie boi się utraty twarzy?
Chu Wanning zmierzył go chłodnym spojrzeniem, jego obecna forma sprawiła jednak, że nie wyglądał zbyt groźnie, wręcz przeciwnie, przypominał raczej brzdąca, któremu ktoś zabrał zabawkę. Chu Wanning wyglądał niezwykle uroczo jako dziecko. Xue Zhengyong z czułością wyciągnął rękę i zmierzwił jego nieuczesane włosy.
-?Wielki Mistrzu -?zaczął Chu Wanning z pełną powagą. -?Gdy moje ciało powróci do swojej dawnej formy, zleć krawcom z Sali Płukania Jedwabiu, by przygotowali dla mnie nowe szaty, takie jak noszą inni na Szczycie Życia i Śmierci. Tylko nie białe.
To zaskoczyło Xue Zhengyonga.
-?Myślałem, że nie lubisz nosić lekkich zbroi.
-?Potrzebuję odmiany -?wymamrotał Chu Wanning i odszedł z ponurym wyrazem twarzy.
Mimo niechęci, jaką Starszy Pierwszej Gwiazdy darzył Chu Wanninga, w obecności Wielkiego Mistrza musiał się powstrzymać od wyśmiania go. Dlatego też powściągnął się od komentarza i pogardę wyraził jedynie spojrzeniem. Jego oczy błyszczały niczym niebo rozświetlone fajerwerkami.
Chu Wanning zmierzył go wzrokiem, ale nie odezwał się ani słowem.
-?W gruncie rzeczy diagnoza pani Wang była słuszna -?stwierdził Starszy Pierwszej Gwiazdy, sprawdziwszy Chu Wanningowi tętno.
Chu Wanning natychmiast zabrał dłoń i opuścił rękaw.
-?Dlaczego więc po dziesięciu dniach wciąż nie ma poprawy? -?zapytał.
-?Mimo że starożytne drzewo wierzby wydziela niewiele soków, są one naprawdę skuteczne. Rekonwalescencja może potrwać wiele lat.
-?Jak długo? -?spytał Chu Wanning bez zastanowienia.
-?Trudno powiedzieć. Możliwe, że około dziesięciu lat.
Chu Wanning wytrzeszczył oczy. Starszy Pierwszej Gwiazdy starał się zachować powagę, pogardliwy uśmieszek zdradzał jednak uciechę z jego nieszczęścia.
-?Tak, tak, minie kolejna dekada, zanim odzyskasz swoje ciało.
Chu Wanning zmierzył go wzrokiem.
-?Kpisz ze mnie? -?zapytał chłodno.
-?Ależ skądże, skądże. Jesteś przecież Starszym Najjaśniejszej Gwiazdy - odparł Starszy Pierwszej Gwiazdy, podśmiechując się pod nosem. -?Poza tym nic wielkiego się nie stało. Wręcz przeciwnie, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nawet jeśli twoje ciało się zmniejszyło, a umysł lekko się cofnął w rozwoju, to... no właśnie, to tylko błahe zmiany. Twoja moc nie ucierpiała. Po co się śpieszyć z tym wracaniem do oryginalnego ciała?
Chu Wanning pobladł i przez chwilę zabrakło mu słów.
-?Oczywiście, to nie oznacza, że przez kolejne dziesięć lat będziesz ciągle w ciele dziecka. Soki wierzby nieodłącznie połączyły się z twoją kultywacją. Jeśli przez następne trzy do pięciu miesięcy powstrzymasz się od rzucania zaklęć, będziesz mógł powrócić do pierwotnej formy.
-?To całkiem rozsądne rozwiązanie! -?Nadzieja błysnęła w oku Xue Zhengyonga.
-?Co tak Wielkiemu Mistrzowi śpieszno? -?dodał Starszy Pierwszej Gwiazdy z uśmiechem. -?Nie skończyłem mówić. Nawet jeżeli Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy powróci do oryginalnego ciała, wciąż będzie musiał unikać nadmiernego używania magii. Kiedy jego moce się wyczerpią, soki przejmą kontrolę, a on ponownie się zmieni w dziecko.
-?Nadmiernego?! -?wykrzyknął Xue Zhengyong. -?Ile to "nadmiernie"?!
-?Cóż... -?Starszy Pierwszej Gwiazdy się zamyślił. -?Soki już przesiąkły całe jego ciało. Maksymalnie? Dwa zaklęcia dziennie.
-?Bariery dzielące nas od świata duchów i demonów stale trzeba naprawiać -?oznajmił Chu Wanning lodowatym głosem -?a tworzenie duchowych przedmiotów wymaga magii. Ograniczony do dwóch zaklęć dziennie będę bezużyteczny.
-?Nic na to nie poradzę. -?Starszy Pierwszej Gwiazdy nie krył sarkazmu. -?Cóż, gdyby świat miał stracić Czcigodnego Nieśmiertelnego Wielkiej Niedźwiedzicy, słońce mogłoby się jutro nie wyłonić zza horyzontu.
-?Starszy Pierwszej Gwiazdy, przestań tak docinać. Masz największą wiedzę o medycynie pośród wszystkich w świecie kultywacji. Musisz znaleźć jakieś rozwiązanie. Mimo że moce Starszego Najjaśniejszej Gwiazdy nie uległy zmianie, wciąż pozostaje w ciele dziecka, jego możliwości nie są takie jak wcześniej. Ponadto, jeżeli inne sekty się dowiedzą, że został ranny nad Złotym Jeziorem, nie wiadomo, co zrobią. Dziesięć lat to bardzo długo! Może jest jakiś lek...
-?Mistrzu -?przerwał mu Starszy Pierwszej Gwiazdy. -?Czcigodny Nieśmiertelny Wielkiej Niedźwiedzicy został otruty sokami starożytnego drzewa wierzby, nie jakąś pospolitą trucizną. Naprawdę myślisz, że ot tak zdołam podać rozwiązanie?
Xue Zhengyong zamilkł.
-?Dobrze, wystarczy. Muszę przygotować składniki na lekarstwa -?oznajmił Starszy Pierwszej Gwiazdy. -?Wasza dwójka może już iść.
Xue Zhengyong zaczął coś mówić, ale Chu Wanning pociągnął go za rękaw.
-?Mistrzu, chodźmy.
Byli już przy drzwiach, gdy usłyszeli głos Starszego Pierwszej Gwiazdy:
-?Chu Wanningu. Gdybyś był gotów należycie i pokornie błagać, ja byłbym skłonny pomóc ci stworzyć remedium. Chociaż nigdy nie widziałem takiego przypadku, nie sądzę, by przerastał moje możliwości. Może to rozważysz?
Chu Wanning milczał przez dłuższą chwilę, po czym zwrócił się do Starszego Pierwszej Gwiazdy:
-?Co rozumiesz poprzez "należyte i pokorne błaganie"?
Starszy Pierwszej Gwiazdy opierał się o łóżko, bez pośpiechu sortując rozrzucone na stole srebrne igły. Słysząc słowa Chu Wanninga, spojrzał na niego z pogardą.
-?Gdy inni są u skraju sił, na kolanach kłaniają się i błagają o pomoc. Jako że jesteśmy kolegami, możemy pominąć ukłony. Po prostu uklęknij i powiedz mi kilka miłych słów, a ja ci pomogę.
Chu Wanning w milczeniu zmierzył Starszego Pierwszej Gwiazdy chłodnym wzrokiem.
-?Zimowa kiszonko - powiedział po chwili. -?Chyba śnisz.
Z tymi słowami zarzucił rękawem i wyszedł, zostawiając skonfundowanego Starszego Pierwszej Gwiazdy, który później jeszcze przez długi czas się zastanawiał, o co mu chodziło z "zimową kiszonką".
Dni powoli przemijały. Starszy Najjaśniejszej Gwiazdy oznajmił wszystkim, że udaje się w odosobnienie, kiedy w rzeczywistości był uwięziony w ciele dziecka, z którego nie mógł uciec. O jego przypadłości wiedzieli kolejno Xue Zhengyong, pani Wang i Starszy Pierwszej Gwiazdy, a by jego stan utrzymać w tajemnicy, z tą osobliwą sytuacją zaznajomiono i Starszego Czterech Gwiazd. Kolejne miesiące minęły w mgnieniu oka. Pawilon Czerwonego Lotosu pozostawał zamknięty dla odwiedzających. Xue Meng i pozostali zaczęli się niepokoić.
-?Shizun już od ponad siedemdziesięciu dni jest w odosobnieniu. Dlaczego jeszcze nie wyszedł?
-?Może niedługo osiągnie kolejny poziom kultywacji -?odparł Shi Mei, upijając łyk rosy z Góry Dusz ze swojej czarki. Spojrzał za okno na niebo, na którym zbierały się ciemne chmury. -?Niedługo będzie padać. Zbliża się Nowy Rok9. Zastanawia mnie, czy do tego czasu Shizun opuści odosobnienie.
-?Wątpię, że do tego czasu wyjdzie -?odezwał się Mo Ran przeglądający leniwie manuskrypt walki mieczem. -?Kilka dni temu wysłał nam wiadomość poprzez kwiat jabłoni. Mówił wtedy, że jeszcze długo go nie będzie. Mało prawdopodobne, żeby coś się w tej kwestii zmieniło.
Dzień ten był dniem wolnym od nauki i praktyk dla uczniów Sekty Życia i Śmierci. Dlatego Mo Ran wraz ze swoimi kolegami, Xue Mengiem i Shi Meiem, spotkali się, by wypić aromatyczną herbatę i rozgrzewające wino. Bambusowe zasłony otaczające ogrodowy pawilon, w którym siedzieli, częściowo ich osłaniały, choć szczelinami lekka mgiełka wkradała się do środka.
Od niedawna coraz częściej towarzyszył im młody uczeń Starszego Czterech Gwiazd, Xia Sini. Co kilka dni Xue Meng wyciągał go, by wspólnie kultywować i się bawić. Z czasem stali się nierozłączni. Pierwotna trójka uczniów Starszego Najjaśniejszej Gwiazdy zmieniła się w czwórkę.
W tejże chwili Chu Wanning, jako Xia Sini, siedział przy stole, jedząc ciastka i różnorakie słodycze. Choć jadł je w wyrafinowany sposób, to prędkość, z jaką je pochłaniał, mogła imponować.
Xue Meng spojrzał w jego kierunku i osłupiał ze zdziwienia.
-?Och! -?wykrzyknął na ten widok. -?Xiao-shidi, skąd ten nieposkromiony apetyt?
Chu Wanning nie zamierzał odpowiadać Xue Mengowi, a tym bardziej zwracać na niego uwagę, i mozolnie przeżuwał ciasto z osmantusa. Deser ten urzekł go smakiem, ale Chu Wanning zajęty był sporem, który toczył się przy stole. On i Mo Ran sięgnęli jednocześnie po ostatni kawałek chrupiącego lotosowego ciastka. Gdy zmierzyli się wzrokiem, z ich spojrzeń aż zdawały się lecieć iskry.
-?Puść -?powiedział Chu Wanning.
-?Nie puszczę.
-?Puszczaj.
-?Już zjadłeś osiem kawałków, ten jest mój -?skontrował Mo Ran.
-?Oddam ci wszystkie inne, tylko nie lotosowe ciastko.
Mo Ran spiorunował go wzrokiem.
-?Shidi, jesz za dużo słodyczy -?argumentował. -?Dostaniesz próchnicy.
-?To nie ma znaczenia -?odpowiedział Chu Wanning ze spokojem. -?Mam sześć lat, nie byłoby się czego wstydzić.
Mo Ran milczał, bo cóż mógł na to odpowiedzieć. Uderzenie, jakie następnie zarobił od Xue Menga, rozniosło się echem.
-?Mo Weiyu, jesteś głupi czy głupszy? Z dzieckiem będziesz się bił o ciastko? Ile ty masz lat?!
Korzystając z okazji, że Mo Ran był zajęty masowaniem guza, Chu Wanning błyskawicznie i bez emocji zgarnął ciastko i szybko się w nie wgryzł.
-?Shidi...!
Chu Wanning zignorował Mo Rana, całkowicie skupiony na jedzeniu.
Wtem na Szczycie Życia i Śmierci rozbrzmiał donośny dźwięk, przerywając błogą sielankę. Chu Wanning spochmurniał.
-?Gwizd na zebranie? -?zdziwił się.
Xue Meng odsunął zasłonę i zerknął przez okno. Przechadzający się na zewnątrz uczniowie zatrzymali się i rozglądali dookoła ze zdziwieniem.
Gwizd oznaczał, że wszyscy uczniowie Sekty Życia i Śmierci musieli się zgromadzić na używanym tylko w najpoważniejszych sytuacjach dziedzińcu przed Salą Wiernego Serca. Zanim Chu Wanning dołączył do sekty, gwizd przestrzegał, że bariera ze światem duchów i demonów została przerwana. Ale nie słyszano go, odkąd przybył.
Shi Mei odłożył trzymany w rękach zwój i podszedł do Xue Menga.
-?Dziwne. Co może być tak ważne?
-?Nie wiem -?odparł Xue Meng. -?Nie ma co dywagować. Chodźmy to sprawdzić.
Tylko Mo Ran milczał. Zacisnął usta i spuścił wzrok, starając się ukryć zaniepokojenie. Wiedział, co ten gwizd oznaczał, ale moment ten nadszedł szybciej, niż się spodziewał i niż pamiętał.
Gdy cała czwórka dotarła na Szczyt Życia i Śmierci, pozostali uczniowie już zaczęli się zbierać przed Salą Wiernego Serca i po chwili cały dziedziniec zapełnił się zarówno uczniami, jak i Starszymi. Gdy zjawili się już wszyscy, z Sali wyszedł Xue Zhengyong. Drzwi natychmiast się zamknęły, Wielki Mistrz stanął przed zdobioną jadeitem balustradą u szczytu błękitnych kamiennych schodów, a za nim sześć wyjątkowo pięknych kobiet. Niektóre przyjazne, inne zdawały się oschłe, wszystkie jednak odznaczały się niezwykłą urodą i mimo przeszywającego chłodu miały na sobie cienkie szaty. Ich czerwone spódnice i wstążki powiewały na wietrze niczym promienie zachodzącego słońca między chmurami. W ich oczach błyszczały iskierki, a na czole każdej z nich, idealnie między brwiami, dostrzec można było mały czerwony płomień.
Xue Meng stanął jak wmurowany. I nie tylko on -?każdy, czyj wzrok padł na kobiety, bladł lub się czerwienił. Xue Meng przez dłuższy czas wpatrywał się w nie pustym wzrokiem, aż w końcu przemówił drżącym głosem:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Mo Ran gra tutaj na homonimiczności imienia Xue Menga, ponadto zwracając się do niego w zdrobnionej formie (zarezerwowanej głównie dla dzieci). Znak méng ? został zastąpiony méng ?, które przy podwojeniu daje znaczenie "słodki/uroczy". [wróć]
Gra słów między nazwiskiem podanym przez Chu Wanninga ??? (Xia S?n?) a słowami ??? (xia s? n?), "przestraszyć cię śmiertelnie". [wróć]
W oryginale jest to "zupa antyczna" (??? g?d?ng g?ng), nawiązuje do dźwięku bulgotania ?? g?d?ng. [wróć]
Yu?ny?ng gu? (???) -?"kociołek kaczek mandarynek", kociołek z bulionem przedzielony na pół, z jednej strony wlewa się bulion pikantny, z drugiej łagodny. [wróć]
Z?cai (??) -?czerwone algi z rodzaju Pyropia. [wróć]
Y?'erb? (???) -?syczuańska przekąska, przygotowywana na Święto Wiosny lub święto Qingming. Kleista mąka ryżowa z nadzieniem na słono albo ze słodkiej fasoli, owinięta w liście pomarańczy. [wróć]
W Chinach tradycyjnym kolorem żałoby jest biały. [wróć]
Xi Shi (??) -?imię jednej z Czterech Piękności starożytnych Chin. Pochodziła z królestwa Yue. [wróć]
Nowy Rok odnosi się tu do ?? (Xi?ohán), czyli okresu przypadającego na początek stycznia. Jest to dwudziesty trzeci z dwudziestu czterech okresów kalendarza słonecznego. [wróć]