Hydra - Jarosław Księżyk

Kup ebooka

28.50 zł
22.80 zł (20,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Init

Geek (z ang. dziwak/świr) - ekspert, osoba fanatycznie oddana poszerzaniu swojej wiedzy z danej dziedziny (najczęściej informatyki oraz nauk ścisłych). Słowo geek pochodzi ze slangu młodzieżowego, gdzie jest obraźliwym określeniem mola książkowego i kujona, lecz często też bywa określeniem pozytywnym dla osoby o szczególnie ukierunkowanych zainteresowaniach i wysokiej inteligencji. W Polsce przyjęło się to drugie znaczenie, gdyż jest ono używane prawie wyłącznie przez samych geeków na określenie osób ze swojego środowiska.

Niezbyt dawno, dawno temu, za górami, za lasami, a właściwie na wzgórzu niegdyś porośniętym dzikim parkiem, wzniesiono dzielnicę biznesową. Podobną do innych nowoczesnych dystryktów w metropoliach czy miastach wystarczająco dużych, by zainteresować sobą fundusze hedgingowe albo inne kumulatywne rezerwuary kapitału o nieodgadnionym pochodzeniu.

Ulice nieprzerwanie tętniły tam życiem, nieważne czy za dnia, czy nocą, w święto albo w weekend. Zawsze pracowała ta czy inna korporacja, której klienci, z tej czy innej strefy czasowej, mieli właśnie business hours.

Historia przedstawiona w tym pliku (lub na tych kartach, jeśli, o zgrozo, adresacie, zdecydowałeś się na wydruk), miała miejsce właśnie tam, w jednym z gmachów ze szkła, stali i betonu. Tam, gdzie nad chodnikami z kostki Bauma snuł się duszny zapach dedlajnów, fakapów, czy innych kluczowych wskaźników efektywności (KPI). Tam, gdzie Hydra, bo tak nazywali swoją firmę matkę pracownicy. Tam, gdzie w jej imieniu rządy sprawowała niezwyciężona metodyka, Agile.

Tam właśnie żył SeniorDevGeek, jak samo imię wskazuje, programista o stażu dość długim, by bez emocji, codziennie o poranku zgłaszać gotowość do świadczenia obowiązku pracy, a po niej oddawać się rozrywkom serwowanym przez dział HR. Zresztą Hydra dbała nie tylko o relaksację, ale także o kondycję psychiczną i rozwój na płaszczyźnie zawodowej i pozazawodowej, przez co, a może dzięki czemu, pracownicy prawie nigdy nie opuszczali jej gmachu czyniącego zadość wszelkim ludzkim potrzebom. W ten oto sposób zmaterializowała się idea Unité d'habitation autorstwa Le Corbusiera.

SeniorDevGeek całym sobą podkreślał archetyp dewelopera uśrednionego, o zawsze akuratnych estymacjach, niskim współczynniku błędów w kodzie, wystarczającym wskaźniku motywacji i stosunkach towarzyskich określanych jako przyjacielskie i pomocne. Z chęcią nosił odzież z logotypami Firmy, dysponował kubkiem ze scenką z Dilberta i niczym się nie wyróżniał, jeśli nie liczyć brody od ucha do ucha. Pozwolono mu ją zostawić, gdyż każdy miał prawo do określonego regulaminem przejawu indywidualizmu (podlegającego zmianie nie częściej niż raz na kwartał lub na sześć sprintów). Jedynie w jego szarych oczach dostrzegano błysk zwiastujący przyszłe wydarzenia.

Wydarzenia, których świadectwem pozostały osobiste notatki SeniorDevGeeka, zamieszczone w folderze zatytułowanym: "Zmiana organizacyjna metodą oddolną".

§ 1

Drogi pamiętniku. Dzienniku mój. Osobisty logu, prywatna chmuro. Oto po długiej i smutnej zimie, po zamknięciu kolejnej fazy wdrożenia, wylizawszy rany po retrospekcji projektowej, wracam do codziennego notowania. A wszystko przez nowy regulamin jednogłośnie uchwalony przez zarząd.

Wieści doszły nas priorytetowym e-mailem z działu marketingu. "Tytani, czas opuścić mury waszej ukochanej firmy", pisali. "Każdy dostanie pół godziny do własnej dyspozycji", obiecywali. "W trosce o wasze dobro", głosili.

Właśnie odbywaliśmy godzinę integracyjno-rozrywkową.

- Czytaliście? Od jutra wychodzimy - rzucił DevNull, jak zwykle podekscytowany, jak zwykle radosny.

Wprost emitował entuzjazm z tej swojej nażelowanej łepetyny.

Co innego DevDanton.

- Też mi coś - odburknął mój niski kolega z sąsiedniego boksu.

Prezentował się jeszcze gorzej niż zwykle. Zgarbiony, z worami pod oczyma, dosłownie zapadał się pod stół. Przy wysokim, pewnym siebie DevNullu wyglądał jak wersja demo. Wrażenia dopełniała świecąca łysina na czubku głowy. Podobno kiedyś takie nosili mnisi, a obecnie pracownicy Customer Supportu. Jeszcze go zaczną nazywać CSDanton, a przecież jest devem, programistą z krwi i kości, a nie jakimś wodolejcem.

- Przecież jest kryterium karniaków. Mam za dużo - dodał DevDanton.

Mogłem się domyśleć. DevDanton jak zawsze miał na koncie bukiet przewinień: nieodebrane na czas e-maile, zbyt długie przemowy na Daily, dziury w implementacji, plastikowe śmieci w kontenerze na papier. Wszystko, czego się chwycił, przemieniał w gówno. Stąd jego ksywka: AntyMidas.

- Nie przesadzaj, punkty karne odrobisz, to będziesz znowu wychodził. Ile ci jeszcze zostało?

- Okrągłe 256. Dwa razy za dużo. - Zmroził mnie wzrokiem.

No cóż, próba podniesienia go na duchu nie wyszła. Lepiej spisał się DevNull.

- E tam, wielu zostanie. Nie można mieć nadgodzin, kodu oczekującego na review, błędów z krótkim SLA. Nie będziesz sam, DevDanton. SeniorDevGeek pewnie też zostaje, nie?

- A jednak wychodzę - powiedziałem zbyt entuzjastycznie, o czym świadczyła grobowa mina DevDantona.

No co. Przecież się cieszyłem. Po miesiącach w boksie marzyłem o słońcu. Hydra dobrze o tym wiedziała. Gdy tylko spojrzałem na tablicę antystresową, widziałem tam przesłodkie, tkliwe i romantyczne widoczki. Rozświetlone łączki, turkusowe tafle wody, złocisty piasek, drinki z parasolkami z napisem FreeWifi. Tyle się na to gapiłem, że średnia absorbcji mi spadła, co przypłaciłem kilkoma odebranymi podwieczorkami. Szczęście, że nie podpadłem Scrum Masterom, znaczy moderacji.

Nagle usłyszeliśmy z głośnika nad stołem:

"Proszę wybrać grę. Proszę wybrać grę. Za minutę system sam wskaże grę", oznajmił głos znanego aktora, obecnego ambasadora jednej z naszych marek.

Faktycznie! Już dobre dziesięć minut siedzieliśmy bezproduktywnie przy stole relaksacyjnym.

- Wybieramy, szybko - spanikowałem.

Jeszcze by nam kazali grać w warcaby albo makao. Na szczęście DevNull zadecydował.

- Bierki!

Tak, ja też kiedyś nie łapałem, skąd te bierki na liście. Intelektualnie niezbyt. Nie ułatwiają analizy logicznej problemów czy zrozumienia spektrum semantyki dziedzinowej. Plotka niosąca się po openspejsie mówiła jednak, że bierki rzekomo hartują w stresie oraz polepszają zręczność palców. Plus dwa do pisania na klawiaturze.

Przytaknąłem. DevDanton machnął ręką. Trójzęby, harpuny, bosaki i inne zawitały na stole. Mogłem wreszcie pomyśleć.

Trzydzieści minut na wolności. 1800 sekund. 1800 000 milisekund. Intel jeden wie, ile taktów procesora.

Jak to było rok temu? Najpierw utknąłem na bramkach, bo skanery wyzionęły ducha. Potem tłum poniósł mnie do najbliższego kebabu. Ledwie wróciłem na czas, zionąc czosnkiem. SecureHub, zdaje się, on wtedy trzymał wartę na portierni, żartował na temat omdlewania z nadmiaru powietrza i metody usta-usta, jaką miał zamiar na mnie wypróbować. Szkolenie z BHP nie poszło na marne.

Wspomnienie tej rozmowy tak mnie rozbawiło, że nieomal upuściłem bosak. Jeszcze i mnie zdegradują na JunioraDeva, pomyślałem i szybko zebrałem kilka nędznych oszczepów.

Chwilę później było po pierwszej rundzie.

- Ha! Wygrałem! - triumfalnie zawołał DevDanton.

On jest jednak jak dziecko. Jeszcze przed chwilą dramat, a teraz?

- Ledwo, ledwo. Jakbym miał takie małe paluchy jak ty, to dawno byłoby po wszystkim. Dawaj kolejną partię - rzucił DevNull, po czym, pieprzony prowokator, zapytał niby mimochodem. - A ty, SeniorDevGeek, co tak słabo?

- Gramy. Szkoda czasu - syknąłem.

Przypomniałem sobie statsy. Rok temu zmitrężyłem 39% czasu każdego z wyjść. A to rozwiązana sznurówka, a to kolejki w sklepie, a to brak zdecydowania. Miałem z tego powodu rozmowę z LeadThreadem. Tragiczny przykład braku efektywności. Karygodne marnotrawstwo. I takie tam.

Miej więcej w momencie, gdy zwinnym ruchem wyłapałem harpun, niczym tutorial nadeszło objawienie. Bar mleczny MilkyCloud! Trzy przecznice od Firmy. Nigdy tam nie byłem, tylko słyszałem. O tych pierogach, bigosach i innych fasolkach.

- Ciekawe, jak tam jest na zewnątrz - zapytał, sepleniąc, DevNull.

Jak zwykle wywijał jęzorem. Jego niebieskie oczy wypatrzyły ofiarę. Łapał na harpun trójząb.

- Ty, SeniorDevGeek, ty stara dupa jesteś, nie? Powinieneś wiedzieć.

Ta. DevNull faktycznie mógł jeszcze nigdy nie wychodzić. Trafił do nas z zamkniętego korpo, które robiło dla administracji publicznej. RODO i takie tam. Kategoryczny zakaz wyjść. Zanim zdążyłem porządnie go wyśmiać, ubiegł mnie BurnoutMalcolm.

- Jedno gówno - rzucił synonim wypalenia zawodowego. Najstarszy pracownik w dziale. Senior nad seniorami, a może już architekt? Gnom tkwiący w bazach danych z zeszłego dziesięciolecia. HR lubił go streamingować przy okazji rocznic i tym podobnych. Proszę, oto lojalny pracownik! Żaden roszczeniowiec. Kocha Korporację i oddałby życie za swój departament. Proszę, tu pendrive i smycz z mottem firmowym. Pitu pitu.

My jednak dobrze wiemy, że DBMalcolm jest w istocie BurnoutMalcolmem i CEO jeden wie, dlaczego jeszcze z nami pracuje. Swoją drogą, on jeden podobno widział prezesa na żywo i zna nawet jego imię. Muszę go o to kiedyś zapytać.

- Gówno, gówno. Dla ciebie wszystko gówno. Wracaj do swoich backupów - zbeształ go DevNull, po czym wraz z językiem wrócili do szukania trójzębu.

BurnoutMalcolm tylko wzruszył ramionami i nie wykazując chęci do dalszej rozmowy, usiadł przy sąsiednim stole, by rozpocząć pasjonującą przygodę z pasjansem.

Tymczasem ja, korzystając z zamieszania, wyłapałem harpun i kilka oszczepów.

- To jest niesamowite, prawda? - rozmarzył się DevDanton. - Pójść gdziekolwiek. Bez kamer, czujników, bezpieki, Scrum pfuuu Masterów.

Na przykład na porcję rumianych pierogów ze złocistą cebulką, pomyślałem.

- No to jak, SeniorDevGeek. Może pójdziemy razem? - zaproponował DevNull.

O nie. Niedoczekanie twoje. Postawiłem się.

- Sorry, ale idę sam. Spotkamy się na planingu po lunchu.

Gnany wyrzutami sumienia w kilka ruchów zdobyłem trójząb i dwa bosaki, dzięki czemu system zwolnił mnie z dalszej integracji.

Pożegnałem się.

- Panowie, do jutra. DevNull, tylko uważaj, może być jeszcze ślisko.

- Paluchów nie połamię - odburknął obrażony.

- Czemu paluchów? - zdziwił się DevDanton.

- Bo z każdym innym złamaniem można dalej pisać na klawiaturze, nie?

Riposty DevDantona już nie dosłyszałem. Miałem plan. A pierwsze wyjście tej wiosny już jutro.

<<zapis 21 lutego, godzina 22:44>>

w serii kwadrat ukazały się:

"2008", "2011", "2014", "2017", "2020" - antologie współczesnych polskich opowiadań

Andrzej Ballo "Made in Roland"

Marcin Bałczewski "Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"

Wenanty Bamburowicz "Masy powietrza"

Waldemar Bawołek "To co obok"

Kostia Berezin (Paweł Laufer) "Buty Mesjasza"

Jacek Bielawa "Kościelec"

Maciej Bieszczad "Ultradźwięki"

Dariusz Bitner "Książka"

Jarosław Błahy "Rzeźnik z Niebuszewa", "Zaklęty w szerszenim gnieździe"

Roman Ciepliński "Diabelski młyn" , "Ukryte myśli" , "Schyłek", "Życie zastępcze"

Tomasz Dalasiński "Dzień na Ziemi", "Nieopowiadania", "Przystanek kosmos"

Jerzy Franczak "Święto odległości"

Krzysztof Gedroyć "Przygody K"

Andrzej Grodecki "Iluzje"

Brygida Helbig "Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inne ludzie"

Lech M. Jakób "Ciemna materia"

Jarosław Jakubowski "Ciemna Dolina", "Wojna"

Bogusław Kierc "Bazgroły dla składacza modeli latających"

Wojciech Klęczar "Wielopole"

Jarosław Księżyk "Hydra"

Bogusława Latawiec "Ciemnia"

Ryszard Lenc "Chimera"

Artur Daniel Liskowacki "Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz", "Skerco", "Spowiadania i wypowieści"

Miłka O. Malzahn "Fronasz", "Kosmos w Ritzu"

Agnieszka Masłowiecka "Pyszne ciało", "Splątanie"

Jarosław Maślanek "Ferma ciał"

Piotr Michałowski "Światy równoległe"

Dariusz Muszer "Homepage Boga", "Niebieski", "Wolność pachnie wanilią"

Krzysztof Niewrzęda "Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Second life", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"

Ewa Elżbieta Nowakowska "Apero na moście"

Cezary Nowakowski, Jakub Nowakowski "Błogosławieni"

Paweł Orzeł "Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic", "Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"

Paweł Przywara "Ricochette", "Zgrzewka Pandory"

Gustaw Rajmus ""Dwie Historie" i inne historie"

Krystyna Sakowicz "Księga ocalonych snów", "Praobrazy"

Alan Sasinowski "Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczery facet"

Grzegorz Strumyk "Kra", "Nierozpoznani", "Wyjście"

Łukasz Suskiewicz "Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"

Leszek Szaruga "Dane elementarne", "Podróż mego życia", "Zdjęcie"

Izabela Szolc "Śmierć w hotelu Haffner"

Łukasz Szopa "Kawa w samo południe"

Michał Trusewicz "Przednówki"

Andrzej Turczyński "Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncert muzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"

Anatol Ulman "Cigi de Montbazon i Robalium Platona"

Emilia Walczak "Hey, Jude!"

Miłosz Waligórski "Kto to widział"

Henryk Waniek "Miasto niebieskich tramwajów"

Maciej Wasilewski "Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodej Polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"

Bartosz Wójcik "Christiania. Historie z tamtej strony dobra"

Grzegorz Wróblewski "Nowa Kolonia"

Maciej Wróblewski "Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"

Tadeusz Zubiński "Rzymska wojna"