3
ONI
Sana
- Możesz powtórzyć?
Wyszłam z łazienki owinięta wielkim ręcznikiem. Z włosów kapała mi woda, a na podłodze pode mną zaczął pojawiać się mokry ślad.
- Dziś jest koncert TBT i MY na niego idziemy - oznajmiła dumnym głosem moja przyjaciółka.
- Jak? Jak to?
- A tak, że jak tylko dowiedziałam się o twoim przyjeździe, udało mi się odkupić od kogoś bilety. - Założyła ręce na piersiach i przysięgam, że wyglądała teraz jak trzyletnie dziecko. - Wystąpią ostatni raz przed światową trasą koncertową i comebackiem. Wiesz, jak trudno jest dostać bilety na ich koncert?! Samą przedsprzedaż porównuje się do igrzysk śmierci, a ty tak po prostu pytasz - jak?
- Przesadzasz! Dobre sobie - prychnęłam. - Igrzyska śmierci.
Jej mina jednak podpowiadała mi, że mówiła całkowicie poważnie.
- I w ogóle skąd ci przyszło na myśl, że ja chcę iść? Jestem zmęczona i nie mam ochoty na żadne wyjścia.
Niki wstała, poszła do kuchni i po chwili wróciła ze szmatką w ręce, mamrocząc coś pod nosem.
- Możesz się łaskawie przesunąć? Albo najlepiej wracaj do łazienki i osusz się, bo zniszczysz podłogę.
Przymknęłam oczy i policzyłam do trzech, próbując nie zamordować klęczącej przede mną przyjaciółki.
- Niki... - zaczęłam, ale wydawało się, że nie usłyszała albo najzwyczajniej w świecie mnie ignoruje. - Niki - powtórzyłam.
- Nie możesz zrobić dla mnie jednej rzeczy. - Wyglądało to tak, jakby mówiła sama do siebie, ale tak naprawdę robiła to tak głośno, żebym ją usłyszała. - Oczywiście! Zawsze jak ty mnie o coś prosisz, ja to spełniam.
Wiedziałam, że nie da mi spokoju.
- Niki, wiesz, że nie spałam zbyt długo. Położyłam się raptem na godzinę, ale nie mogłam zasnąć. Możemy to przełożyć?
Cały czas szorowała podłogę, pomimo że dawno była już sucha i wyglądało na to, że zignorowała moje pytanie.
Westchnęłam.
- O której ten koncert?
- Zaczyna się o dwudziestej, ale warto być prędzej, żeby zająć dobre miejsca...
O, proszę! A jednak mnie słyszy.
- Dobra! Już nie marudź, pójdę z tobą, ale to jest ostatni raz, kied...
Nie dokończyłam, bo Niki objęła mnie w pasie tak mocno, że zabrakło mi tchu.
- Wiedziałam, że się zgodzisz! Zawsze jesteś uparta, ale za każdym razem wychodzi na moje. - Wyszczerzyła się do mnie.
- I ty się jeszcze tym chwalisz?
Podniosła się w końcu z kolan i stanęła tuż przede mną.
- Potraktuj to jako przygotowanie do pracy. Zobaczysz ich na żywo i zorientujesz się, jakie robią wrażenie. I tak musiałabyś kiedyś to zrobić. Bo jak chcesz zebrać o nich informacje?
Słuchając jej, stwierdziłam, że miała rację. Nikt mnie jeszcze nie znał, nie wiedzieli, jak wyglądam, dlatego mogłam ich poobserwować.
Z menadżerem Choi miałam spotkać się dopiero jutro. Zanim zacznę pracę, mogę przez jeden wieczór się rozerwać.
* * *
- Ożeż ty!
- A nie mówiłam?
Niki trzymała mnie cały czas za rękę, żebyśmy się nie zgubiły. Chyba w całym moim życiu nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu. Próbowałam nie rozglądać się na boki, by nie wyglądać przy tym jak typowa turystka, ale nie mogłam się powstrzymać.
Jadąc metrem, miałam nieodparte wrażenie, że w Seulu trwa właśnie jakieś święto narodowe. Miasto tętniło życiem, kolorowe neony świeciły mocno, a wielkie telebimy pokazywały członków grupy TBT. Co jakiś czas wpadałam na kogoś, kto trzymał w ręce baner z ich podobizną. Pierwszy raz widziałam, żeby jakiś zespół miał taki wpływ na funkcjonowanie miasta. Policja kierowała ruchem samochodów, na ulicy można było zobaczyć pełno mundurowych, którzy czuwali nad porządkiem i bezpieczeństwem.
Kiedy doszłyśmy pod stadion, gdzie odbywał się koncert, zaczęłyśmy się przeciskać. W głowie przyjemnie mi szumiało, bo przed wyjściem wypiłyśmy z Niki dwie butelki soju[3]. Miało cytrynowy smak, dlatego na początku myślałam, że nie będzie zbyt mocne. Jednak teraz czułam, że uderzało mocniej od wysokoprocentowego alkoholu. Soju było tykającą bombą, która odpalała w najmniej spodziewanym momencie.
- Chodź! Musimy poszukać naszego wejścia. - Przyjaciółka pociągnęła mnie tak mocno, że o mało nie przewróciłam się i nie wybiłam sobie zębów.
Koncert odbywał się na Stadionie Olimpijskim inaczej zwanym Jamsil[4]. Podobno występowały tu tylko największe gwiazdy, bo tylko one mogły zapełnić go w całości.
Po półgodzinie weszłyśmy do środka. Mijałam ludzi ubranych w koszulki z napisem TBT, a każdy z nich w ręku trzymał coś, co przypominało przezroczysty mikrofon. Wewnątrz niego widniała cyfra sześć. Spojrzałam na Niki, która wyglądała, jakby stoczyła właśnie walkę życia.
- Matko! Co się tutaj dzieje? Czy ci wszyscy ludzie przyszli tylko na TBT? - zapytałam, rozglądając się na boki.
- Mówiłam już, że tęskniłam za twoimi głupimi pytaniami?
- A ja mówiłam już, jak bardzo mam ochotę cię zabić?
Przyjaciółka uśmiechnęła się, ukazując idealne białe zęby. Zawsze powtarzałam, że gdybym urodziła się chłopakiem, zakochałabym się w niej bez wahania. Czasami nawet podawałam w wątpliwość moją orientację. Niki była piękna, dobra i szczera. Zawsze mówiła to, co ślina przyniosła jej na język. Czasami wychodziły z tego kompromitujące sytuacje, ale ona zdawała się tym nie przejmować. Nigdy nie spotkałam osoby, która miałaby takiego fuksa w życiu jak Niki. Kiedy wychodziłyśmy gdzieś razem, to ona z nas dwóch zwracała na siebie większą uwagę. Nie przeszkadzało mi to. Lubiłam kryć się w jej cieniu. Nigdy nie mówiłyśmy o tym głośno, ale prawdopodobnie to było główną przyczyną naszej udanej przyjaźni.
Wypiłyśmy jeszcze na szybko po dwa piwa kupione w punkcie gastronomicznym i pół godziny później weszłyśmy na salę, która z minuty na minutę zapełniała się ludźmi.
Niki złapała mnie za rękę i zaczęła prowadzić wprost pod samą scenę. Przytrzymałam się jej mocniej, bo od wypitego alkoholu zaczęło kręcić mi się w głowie. Strefa pod sceną była odgrodzona specjalną taśmą, a przed nią stał ochroniarz i sprawdzał wejściówki. Wyglądało na to, że nie każdy ma tu wstęp, nie było tu też takiego ścisku jak na głównej hali.
- Możesz mi powiedzieć, jakim cudem mamy tak dobre miejsca? - zapytałam przyjaciółkę.
Nie mogłam uwierzyć, że stoimy pod samą sceną. Nie byłam głupia. Wiedziałam, że te bilety musiały kosztować fortunę.
- A czy możesz po prostu się cieszyć? Proszę. Zrobiłam to, bo chciałam uczcić twój przyjazd i to, że będziemy mogły spędzić w końcu więcej czasu razem. Nie pytaj, skąd ani za ile, tylko daj się porwać chwili.
Na jej twarzy dostrzegłam coś, co kazało mi nie zadawać więcej pytań.
Miałyśmy jeszcze sporo czasu. Koncert zaczynał się dokładnie za dwie godziny. Już miałam zapytać Niki, dlaczego przyprowadziła mnie tu tak prędko, gdy na scenę weszli jacyś ludzie.
Za mną rozległ się tak głośny pisk, że miałam ochotę zakryć uszy.
- Sana!
Poczułam szarpnięcie. Spojrzałam na Niki i byłam pewna, że właśnie jest w jakimś amoku. W jej oczach widziałam czysty obłęd.
- To jest ich zespół. A jeżeli oni już tu są, to znaczy, że zaraz zobaczymy TBT. Chciałam zrobić ci niespodziankę. Będziemy mogły zobaczyć ich próbę! - krzyknęła, ale i tak z ledwością przebiła się przez panujący dookoła hałas.
Było tak gorąco, że coraz mocniej zaczynało kręcić mi się w głowie. Miałam na sobie zwykłe luźne jeansy, do tego białą koszulkę na ramiączkach, a i tak po plecach spływał mi pot.
Dookoła słyszałam krzyk fanów; na moment zapadła cisza, a po chwili rozległ się ryk. Rozpętało się takie szaleństwo, że nie słyszałam własnych myśli. W tamtym momencie wydawało mi się, że gdybym zobaczyła ich na ulicy i nie wiedziała, że są tym sławnym TBT, to i tak nie przeszłabym koło nich obojętnie.
Na scenę weszła cała szóstka. Biła od nich jakaś nieopisana magia. Nagle zapragnęłam krzyczeć i piszczeć, tak jak te wszystkie dziewczyny, które przed chwilą oceniałam. Ci chłopacy samą swoją obecnością sprawili, że zaczęłam tracić kontrolę nad swoim ciałem i zachowaniem. Porwała mnie reakcja tłumu i to było najdziwniejsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Byli ubrani na luzie, mieli na sobie dresy i, co najśmieszniejsze, zamiast butów nosili... klapki.
Pomachali w stronę publiczności, a ta odpowiedziała im głośnym wrzaskiem.
Spojrzałam za siebie i z zaskoczeniem stwierdziłam, że sala nie jest zapełniona jeszcze nawet w połowie.
Niki zauważyła moje zainteresowanie i krzyknęła mi do ucha:
- Tylko bilety VIP mają wejścia na próbę! Chłopcy mogą mieć wtedy większy kontakt z publicznością, a my oglądamy tak jakby dwa koncerty.
Znowu do głowy przyszło mi pytanie, ile to wszystko musiało kosztować.
W tym momencie usłyszałam pierwsze dźwięki muzyki, ale nikt nie zaczął jeszcze śpiewać. Wyglądało to tak, jakby przyszli tu tylko po to, aby pokazać się swoim fanom i nagrodzić ich za to, że wydali pewnie swoje oszczędności życia.
W głowie miałam karuzelę, kręciła się z taką prędkością, że w pewnym momencie musiałam przytrzymać się Niki, która, swoją drogą, również nie była zbyt trzeźwa.
Musiałam wziąć się w garść. Jak tak dalej pójdzie, nie będę nic pamiętać z tego koncertu. I przysięgam na wszystko, co dla mnie święte - z tego gorąca miałam cholerną ochotę ściągnąć z siebie każdy ciuch. Czułam się jak w saunie.
Całą siłą woli próbowałam skupić się na tym, co działo się na scenie. Chłopak o włosach czarnych jak węgiel podszedł do publiczności po drugiej stronie i zaczął śpiewać. Nie wiem, czy było to zasługą jego głosu, czy wypitego alkoholu, ale coś dziwnego zaczęło dziać się z moim ciałem. Wszystkie włoski stanęły mi dęba. Jakbym miała go do czegoś porównać, powiedziałabym, że był to lekko zachrypnięty głos anioła. Byłam pewna, że śpiewał od niechcenia. Dlaczego więc brzmiało to tak idealnie?
- Jak on ma na imię?! - wykrzyczałam do ucha przyjaciółki, która wyglądała tak, jakby zaraz miała się rozpłakać.
Niki podążyła za moim wzrokiem i kiedy zatrzymała się na chłopaku, który cały czas stał plecami do nas, na jej twarzy wykwitł uśmiech. Uśmiech, który bardzo dobrze znałam; wiedziałam, co w tym momencie chodzi jej po głowie.
- To jest Lee - oznajmiła, a ja miałam ochotę jej przywalić. Uniosła brwi dwa razy i wyszczerzyła zęby. - Wiem, jest fajny. Co ja mówię! Jest idealny, ale moim biasem[5] jest Shin! - krzyknęła tak głośno, że jakaś dziewczyna, która stała obok mnie, spojrzała na nas krzywo.
Przez chwilę myślałam, że rozpęta się jakaś bójka, ale na szczęście po chwili dziewczyna straciła zainteresowanie nami.
Niki kontynuowała:
- Tak naprawdę, to on jest moim UB[6].
Czułam, że aby nauczyć się tych wszystkich zwrotów i języka K-popu, czeka mnie wiele nieprzespanych nocy.
Piosenka zaczęła się rozkręcać. To było niesamowite. Śpiewali teraz na zmianę, dwóch z nich rapowało, a wszystko złożyło się w piękną całość.
Zamknęłam oczy i wczułam się w rytm, który mną bujał. Nawet gdyby ktoś zalał moje nogi betonem, nie potrafiłabym się nie ruszać. Poddałam się tej muzyce całkowicie.
Piosenka była o tym, jak chłopak zakochał się w dziewczynie, ale byli zbyt niedojrzali, aby ich miłość mogła przetrwać. Niby banalne, ale z jego ust brzmiało to zupełnie inaczej. Cały czas nie otwierałam oczu, dlatego odczucia były mocniejsze. Miałam wrażenie, że jest tuż przy mnie. Przeszkadzał mi tylko wrzask ludzi, a ja chciałam słyszeć tylko jego głos.
Powoli uniosłam powieki, nie chcąc wyrywać się z tego stanu, i zamarłam. Wyglądało na to, że jeden z członków zszedł ze sceny i stanął naprzeciwko mnie. Jasnobłękitne oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem. Nie ma mowy, żeby były prawdziwe, były zbyt piękne, zbyt niebieskie.
Chłopak cały czas śpiewał i może jakbym nie była pijana, wiedziałabym, że pewnie było to częścią show. Jednak alkohol krążył już w moich żyłach, doprowadzając krew do wrzenia.
Gdzieś obok dał się słyszeć pisk jakiejś dziewczyny, która była o krok od zamordowania swoich strun głosowych. To była ta sama dziewczyna, która wcześniej o mało co nie rzuciła się na nas, bo Niki wspomniała, że jeden z członków jest jej biasem.
Lee!!!
Patrzyłam na idealną twarz chłopaka i dopiero gdy usłyszałam jego imię, spadłam z hukiem na ziemię.
Jego usta rozciągnęły się w leniwym uśmiechu, a ja dziękowałam Bogu, że jest ciemno, bo moja twarz przypominała w tym momencie wielki dorodny pomidor.
Lee puścił w moją stronę oczko, po czym, jak gdyby nigdy nic, wrócił na scenę.
Przez resztę próby nie miałam odwagi spojrzeć w jego stronę, dlatego próbowałam skupić uwagę na pozostałych członkach.
Dwie godziny później koncert trwał w najlepsze, a ja skakałam i piszczałam, zapominając o tym, co wydarzyło się wcześniej. Obejrzałam się za siebie i zaniemówiłam - ludzie trzymali w dłoniach lampki, które widziałam wcześniej, ale najlepsze było to, że cyfra sześć świeciła. Wyglądało to tak, jakby cały stadion palił się na jasnoniebiesko. Zamrugałam, bo wydawało mi się, że mam omamy. Byłam już mocno pijana, a atmosfera nie pomagała w tym, aby choć trochę wytrzeźwieć.
Właśnie zaczynała się nowa piosenka, tym razem raperzy przejęli pałeczkę. To było tak dobre, a mnie zrobiło się cholernie gorąco, dlatego, nie zastanawiając się dłużej, ściągnęłam koszulkę i zostałam w samym białym staniku. Kompletnie nie myślałam o tym, co robię, mój instynkt samozachowawczy wraz z samokontrolą i godnością zostały gdzieś przy dwóch butelkach soju i dwóch piwach. Na swoje usprawiedliwienie miałam jedynie to, że byłam po około piętnastu godzinach lotu i mój mózg nie działał tak, jak powinien. Fakt, przespałam się trochę, ale nie wystarczyło, aby zregenerować się po takiej podróży.
- Sana! Co ty robisz! - krzyknęła Niki, ale w jej głosie słyszałam rozbawienie.
Ktoś, kto biegał prawie nago po ulicach Nowego Jorku w Halloween i straszył ludzi, nie miał prawa mnie oceniać.
Czułam na sobie spojrzenia wszystkich dookoła, a co najgorsze - również członków zespołu.
Nagle czyjeś ręce podniosły mnie i wyciągnęły z tłumu, prowadząc w nieznanym kierunku. Ten ktoś zrobił to z taką łatwością, jakbym ważyła ze czterdzieści kilo, jednak moje nieszczęsne BMI wskazywało na coś zupełnie innego. Dzięki Bogu, że nie przejmowałam się moją pięciokilogramową nadwagą.
- Ej! Co wy robicie! - Z tego wszystkiego zamiast po koreańsku, krzyczałam po angielsku.
- Zostawcie ją!
Usłyszałam jeszcze głos Niki, zanim wyprowadzono mnie na zewnątrz. Facet przypominający Bruce'a Lee rzucił w moją stronę koszulkę, którą przed chwilą ściągnęłam.
- Hej! Czy możesz mi powiedzieć... - Moje marne próby sklecenia zdania nie przynosiły skutku.
Bruce Lee spojrzał na mnie z politowaniem, po czym zamknął drzwi, zostawiając mnie samą.
- Czy takie rzeczy przytrafiają się tylko mnie? - wybełkotałam pod nosem, zakładając na siebie nieszczęsną koszulkę. W Ameryce, gdybym się rozebrała, pewnie biliby mi brawo, a tu zostałam eksmitowana na oczach tłumu.
Oparłam się plecami o murek i zjechałam w dół, z impetem siadając na tyłku. Jutro rano pewnie będę miała siniaki i będę płakać z bólu przez obtarte plecy, ale dziś miałam to gdzieś.
Podkuliłam kolana, objęłam je rękoma, po czym oparłam o nie głowę, nie mogąc opanować senności.
Tylko na chwilkę - pomyślałam i zamknęłam oczy.
Obudziło mnie trzaśnięcie drzwiami. Podniosłam się szybko, starając się nie przewrócić. Usłyszałam, jak ktoś mamrocze coś pod nosem:
- Ssiiibal...[7]
Spojrzałam na nieznajomego. Był ubrany na czarno, na głowie miał kaptur, przez co cała jego twarz była zakryta.
Już chciałam go zapytać, kim jest i co tutaj robi, gdy z oddali usłyszałam zbliżające się kroki.
Nieznajomy zatrzymał wzrok za mną, po czym, nie czekając ani chwili dłużej, podbiegł do mnie, chwycił za rękę i pociągnął. Jego dłoń oplatała moją, a ja nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że miał tak delikatną skórę, jakby codziennie kąpał się w mleku.
Biegliśmy przez chwilę, po czym zatrzymaliśmy się tak nagle, że prawie obiłam się o jego plecy. Oparł mnie o coś szorstkiego, co przypominało drzewo, po czym nachylił się w moją stronę i wyszeptał mi do ucha po angielsku, muskając mnie oddechem w szyję:
- Stand still[8].
Zakręciło mi się w głowie, więc musiałam przytrzymać się jego ramion. Z jego gardła wyrwał się niekontrolowany dźwięk i miałam wrażenie, że tak samo jak ja, był tym zaskoczony.
Po chwili ułożył głowę tak, że jego usta zawisły nad moimi, były tak blisko, że wystarczyło, by przysunął się o milimetr, a pocałowałby mnie. Do moich nozdrzy wdarł się jego zapach i nie były to perfumy. Pachniał, jakby przed chwilą brał prysznic. Byłam tak skupiona na tym, że jego ciało dotykało mojego, że z ledwością zarejestrowałam kroki, które rozległy się gdzieś za nami. Ktoś kogoś szukał, tyle zrozumiałam z tego, co mówili, a kiedy byli blisko nas, poczułam, jak ramiona, które obejmowałam, robią się sztywne.
Po chwili zostaliśmy sami. Wszystko ucichło. W tym momencie doszło do mnie, co właśnie się wydarzyło. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i odepchnęłam z całej siły. Delikatny wiatr pieścił moją twarz, sprawiając, że trzeźwiałam.
- Kim ty jesteś? - zapytałam. Mój mózg nie działał jeszcze na tyle dobrze, aby przestawić się na koreański.
Nieznajomy włożył ręce do kieszeni dresowych spodni i przyglądał się mi, nie mówiąc ani słowa. Dookoła było ciemno, a on nadal miał twarz zakrytą przez ogromny kaptur, ale pomimo to wydał mi się znajomy.
Lee? Czy to był Lee z TBT?
Nagle poczułam się nieswojo.
- Gamsahamnida[9] - powiedział cicho, ale w jego głosie słyszałam siłę.
Skinął głową i odszedł.
Miałam ochotę zapytać, za co mi dziękował, ale za plecami usłyszałam głos Niki. Biegła w moją stronę, a ja na moment spuściłam mojego nieznajomego z oczu, a gdy znowu chciałam poszukać go wzrokiem, już go nie było.
[3] Soju - koreański alkohol, podobny do wódki, robiony na bazie ryżu, ziemniaków, pszenicy, jęczmienia zwyczajnego, batatów lub tapioki.
[4] Jamsil (kor., czyt. Dziamsil) - dzielnica w Seulu w Korei Południowej.
[5] Bias - ulubiony członek zespołu.
[6] UB - ultrabias - najbardziej ulubiony członek zespołu ze wszystkich ulubionych członków.
[7] Ssibal (kor.) - odpowiednik przekleństwa, kurwa mać.
[8] Stand still (ang.) - stój spokojnie.
[9] Gamsahamnida (kor.) - dziękuję.