ROZDZIAŁ 2ZŁAMANA CHOCHLA I UPADEK Z DACHU, czyli twarda ręka pani Jurki
Po rozstaniu rodziców dzieci zostały z mamą w mieszkaniu przy Cronmans Väg (wymawiaj: Kronmans Wag), na 4. piętrze bloku, który przypomina setki podobnych budynków mieszkalnych, stojących na polskich osiedlach. Kiedy Zlatan miał 5 lat, pani Jurka urodziła jego przyrodniego brata, Alexandra, na którego wołano Keki. W domu była więc piątka dzieci, bo z Sanelą, Zlatanem i Kekim mieszkały jeszcze ich dwie przyrodnie starsze siostry - dorastające córki pani Jurki.
Rodzina nie miała łatwego życia. Pani Jurka zawsze była przerażająco zmęczona. By wyżywić wszystkich, pracowała ponad siły. Sprzątała po kilkanaście godzin na dobę, dosłownie zasypiając ze zmęczenia. Zlatan z malutkim Kekim starali się jej pomagać. Kiedy mogli, wynosili śmieci w domach, w których sprzątała. Czasem nawet zarobili przy tym parę groszy, które w Szwecji nazywają się öre (wymawiaj: ere).
Zlatan i Keki, jak większość małych chłopców, byli dziećmi, które określamy mianem żywego srebra. Wszystkiego musieli spróbować, wszystkiego dotknąć. I oczywiście, im bardziej coś było zakazane przez dorosłych, tym ciekawsze im się wydawało. Z kolei pani Jurka - u kresu wytrzymałości z przepracowania i w dodatku sama surowo wychowana - nie umiała okazać synom cierpliwości i czułości. Kiedy któreś z nich coś niechcący przeskrobało albo zepsuło, mama wybuchała i nie przebierała w środkach.
- Biła nas drewnianą chochlą. Czasem zdarzało się, że chochla się łamała, i wtedy musiałem kupić nową. Jakby to była moja wina, że uderzała tak mocno - smutno wyzna po latach dorosły Zlatan*.
Pewnego razu chłopiec w przedszkolu rzucił cegłą. Ta odbiła się od czegoś i poleciała prosto w okno, wybijając oczywiście szybę.
- Zlatan, ale narozrabiałeś!!! Dzieci, odsuńcie się! Wszędzie jest szkło, możecie się pokaleczyć! - krzyczała przerażona wychowawczyni.
Mały Zlatan stał z boku z zaciśniętymi piąstkami i z zagryzionymi wargami, patrzył na zbite okno i błagał w myślach, żeby pani nie powiedziała o tym mamie.
- Muszę porozmawiać z twoją mamą. Za szybę trzeba zapłacić - zapowiedziała wychowawczyni.
Chłopiec aż się skulił.
W myślach słyszał już krzyk mamy i czuł bolesne razy.
- Kiedy mama się o tym dowiedziała, oszalała ze złości - wspomina piłkarz. - Wszystko, co miała pod ręką, leciało w moją stronę. Dziabnęła mnie chochlą, bang, bang! Zraniła mnie, ale też złamała tę drewnianą chochlę. W domu nie było zapasowej, więc ścigała mnie uzbrojona w wałek.
Na pomoc bratu przyszła, jak zawsze, niezastąpiona Sanela. Kiedy w domu trochę ucichło, dziewczynka uchyliła drzwi pokoju.
- Psssst, Zlatan... Chodź tu... - szepnęła.
Wiedziała, jak go boli. Posadziła brata na małym stołeczku, oczyściła i rany i delikatnie na nie podmuchała, nakleiła plaster. Miała już wprawę, więc wszystko robiła bardzo sprawnie. Jej brat cichutko pochlipywał, a ona nuciła ich ulubioną piosenkę.
- Zlatan, złotko, nie martw się, do wesela się zagoi - mówiła.
Chłopiec jej wierzył.
Miała tylko dwa lata więcej, ale była prawdziwą starszą siostrą.
Innym razem Zlatan wspiął się na dach przedszkola i spadł. Nabił sobie wielkiego siniaka i zapłakany przybiegł przytulić się do mamy.
- Co za idiota wspina się na dach?! - wrzasnęła wściekła pani Jurka i wymierzyła synowi solidny policzek. - Co ty tam robiłeś, co? Zasłużyłeś sobie na to.
Zastygły z przerażenia i bólu chłopczyk nie powiedział ani słowa, odszedł w milczeniu na bok i dopiero Sanela utuliła brata.
Zlatan cierpiał, ale bardzo kochał mamę. Do dziś bardzo ją kocha. Bo z mamą tak jest, że dla każdego dziecka to bardzo ważna osoba. Naukowcy czasem żartują, że każdy z nas ma pępek, czyli ślad na pamiątkę tego, jak bardzo od samego początku jesteśmy związani z mamą. I nawet gdy mama krzyczy, gdy jest smutna, gdy nie mówi dziecku, że je kocha, i robi wiele rzeczy, których nigdy nie powinna robić, to dziecko zawsze czuje z nią więź.
Pani Jurka nie chciała źle. Wydawało jej się, że jeśli będzie ciężko pracować i karmić dzieci, to jakoś to będzie. Że jeśli zbije syna lub skrzyczy córkę, to wyrosną na ludzi. Ale dzieci nie można bić, nie można na nie krzyczeć i obwiniać o wszystko. Tyle że pani Jurka nie umiała inaczej. Sama została tak wychowana, a w dodatku prawie zawsze była zmęczona i smutna. Choć nie miała złych intencji, robiła rzeczy, których nigdy nie powinna robić. Dziś o tym wie. Wie o tym również dorosły Zlatan. Nasz bohater już dawno zrozumiał, jak trudne życie miała pani Jurka i dlaczego była taką, a nie inną mamą.
Ze względu na sytuację w domu chłopiec najchętniej przebywał na podwórku. Praktycznie się na nim wychował, biegając lub kopiąc piłkę. Piłka nożna stała się jego największą pasją. Lekiem na smutek, złość, poczucie niesprawiedliwości i brak bezpieczeństwa.
Grał w nią non stop.
- Byłem jednym z wielu chłopaków, którzy kopali piłkę w Roseng?rd. Nawet gorszym od nich, ponieważ czułem przeraźliwą złość. Biłem innych, kłóciłem się z kolegami z drużyny. Ale miałem piłkę. Była moja i grałem przez cały czas. Na podwórku, na boisku, podczas przerw... - wyzna po latach w autobiografii.
To zaś, że znalazł taki właśnie "ratunek", było dla niego pierwszą ważną lekcją. Nauczył się dzięki temu, że w naszym życiu nic nie dzieje się przez przypadek. Wszystko zdarza się PO COŚ, nawet jeśli te zdarzenia są smutne i bolesne. Być może gdyby mama Zlatana była inna, gdyby wiodła spokojne życie i potrafiła dać mu to, czego dzieci potrzebują, nasz bohater nie grałby tyle w piłkę, tylko oglądał bajki, układał lego czy bawił się samochodzikami. I pewnie byłby szczęśliwszym, beztroskim dzieckiem, ale...
Kto wie, czy zostałby wielkim piłkarzem.
* Przytaczane tu i w następnych rozdziałach wypowiedzi Zlatana pochodzą z jego znakomitej, szokująco szczerej autobiografii Ja, Ibra. Nasz bohater napisał ją wspólnie ze szwedzkim pisarzem, Davidem Lagercrantzem, a w Polsce wydało ją wydawnictwo SQN.