Wprowadzenie
Dwadzieścia cztery godziny w Koloseum
Gladiator szuka rad w piasku areny. Powietrze przesycają wonie
szafranu, wina i kwiatów, niemal całkowicie tłumiąc odór stłoczonych
ciał, świeżo przelanej krwi i ostry zapach jego potu i strachu. Patrz
tylko na ostrze! Odepchnij od siebie wszystko inne: ryk trąb, świst
wodnych organów. Nie zważaj na dwóch sędziów w bieli, cesarza w jego
loży ani tłum odgrodzony siatkami i stromą ścianą zwieńczoną rolkami.
Patrz tylko na ostrze. Gladiator jest zdany na siebie. Szuka rad w piasku areny1.
Diodorus przyjmuje pierwszą pozycję: lewa stopa z przodu, ciało na pół
obrócone, podbródek ukryty za krawędzią tarczy, miecz nisko, przy boku.
Stoi pewnie, gotowy. Jego świat skurczył się do wąskiego paska
widocznego przez wizjer hełmu. Liczą się tylko człowiek, z którym za
chwilę stoczy walkę, i dzieląca ich odrobina piasku.
Tchórz, zanim umrze, kona wiele razy, walecznych jedna tylko śmierć
spotyka1. Diodorus wypada w przód. Znalazłszy się w zasięgu
miecza, odchodzi w prawo i wykonuje pchnięcie w udo. Przeciwnik odpiera
cios tarczą i wyprowadza pchnięcie z góry, mierząc w głowę. Diodorus
zbyt wolno unosi tarczę. Ostrze ześlizguje się w bok po hełmie.
Uderzenie nie jest silne, ale w zamkniętej przestrzeni ciężkiego hełmu
rezonuje głośnym dźwiękiem. Wytrąceni z równowagi walczący odstępują od
siebie.
Diodorus doskonale zna swego przeciwnika. Pochodzą z tej samej szkoły.
Wspólnie mieszkają, piją i jedzą, chadzają do tych samych karczem i lupanarów. Identycznie uzbrojeni - hełm, napierśnik w kształcie
półksiężyca zakrywający górną część klatki piersiowej, osłona prawego
ramienia, szeroki pas, wysoki nagolennik na lewej nodze, prostokątna
tarcza i krótki miecz - obaj są gladiatorami zwanymi provocatores.
Razem trenują. Nic dziwnego, że nagły atak nie zaskoczył Demetriusa.
Demetrius przejmuje inicjatywę. Podchodzi ostrożnie, zwód w lewo, cios
w prawo. Diodorus kontruje tarczą. Gładko wchodzą w rytm znany z treningów: atak, riposta, powrót do pozycji. Demetrius nie chce zabić
Diodorusa, a Diodorus nie pragnie śmierci Demetriusa. W walce
gladiatorów liczą się umiejętności, odwaga i wytrzymałość, nie
zabijanie. Mimo to wypadki się zdarzają, człowiek może stracić panowanie
nad sobą, a ostateczną instancją jest wola tłumu i organizatora
igrzysk.
Diodorus dyszy, w zamkniętym hełmie jego oddech jest gorący i wilgotny.
Lewa ręka drży pod ciężarem tarczy. Rękojeść miecza ślizga się w dłoni.
Czas stracił wszelkie znaczenie. Ciągnie się w nieskończoność, ale walki
nigdy nie trwają długo. Obaj mężczyźni jak na komendę wycofują się poza
zasięg broni. Krążą na piasku, wypatrując luki w obronie - wystarczy
fałszywy krok, błąd lub potknięcie.
W walce "do uniesienia palca", czyli do poddania, organizator igrzysk
zwykle pozostawia decyzję tłumowi: życie albo śmierć. Trzeba umizgiwać
się do "ostatecznej instancji", szerokiej publiki. Demetrius wykrzykuje
wyświechtane przechwałki i obelgi. Zasłona hełmu tłumi jego głos.
Diodorus zadowala się kilkoma wymyślnymi machnięciami mieczem. Obaj są
weteranami; robili to już wielokrotnie.
Czas kończyć walkę. Demetrius robi szybki wypad, posługując się tarczą
jak taranem. Diodorus tylko czekał na ulubiony ruch przyjaciela.
Wykonuje unik i krawędzią tarczy uderza w wizjer hełmu przeciwnika.
Demetrius wali się ciężko na ziemię, tarcza i miecz wypadają mu z rąk.
Nie mogąc złapać tchu, ściąga hełm z głowy i unosi prawą rękę w geście
poddania.
To koniec. Diodorus odrzuca własną tarczę i hełm, podnosi miecz
Demetriusa. Czuje, jak opuszczają go siły. Trzymając miecze w obu
dłoniach, zmierza po gałązkę palmową przeznaczoną dla zwycięzcy.
Zdezorientowany tłum ryczy. Ludzie są zaskoczeni i wściekli. Diodorus
się odwraca. Summa rudis, główny arbiter, podaje Demetriusowi hełm.
Zdradziecki drań nie godzi się na poddanie walki. Nakazuje, aby Diodorus
zwrócił Demetriusowi jego miecz. Walka będzie toczyć się dalej.
Gladiator jest centralną postacią naszego współczesnego wyobrażenia
starożytnego Rzymu - postacią kłopotliwą, bo zarazem odstręcza i fascynuje. W swoich czasach również budził niejednoznaczne uczucia, na
przemian oczerniany i uwielbiany, stale jednak był w samym sercu
rzymskiej kultury. Jeśli powrócimy do starożytnych źródeł, kierując się
najnowszymi badaniami naukowymi, zaczniemy rozumieć gladiatorów w ich
własnym kontekście.
Po raz pierwszy gladiatorzy pojawili się w Rzymie w III wieku p.n.e.
Najstarsza odnotowana walka odbyła się w 264 roku p.n.e. W przeciwieństwie do wyścigów rydwanów starcia gladiatorów nie były
elementem uroczystości państwowych. Organizowano je prywatnie z okazji
pogrzebów członków rodów senatorskich. Nosiły nazwę munera, od
munus, "dar" - prawdopodobnie dla cieni zmarłych, a z całą pewnością
dla widzów2. Gladiatorzy stali się kluczowym elementem polityki.
W końcowym okresie Republiki (cała Republika: 509-31 p.n.e.)
przychylność wyborców z warstw niższych dla senatorów organizujących
zmagania gladiatorów doprowadziła do wzrostu zarówno częstotliwości
walk, jak i liczby ich uczestników.
Po pięciu stuleciach republikańskich rządów Oktawian August (wł. 31
p.n.e.-14 n.e.) przywrócił monarchię i odtąd cesarze organizowali coraz
to wymyślniejsze i większe widowiska. Zastąpili oni tradycyjne elity
jako główni patroni miejskiego plebsu, a możliwości senatorów w zakresie
urządzania igrzysk w stolicy zostały poważnie ograniczone. Mimo to w pierwszych dwóch wiekach naszej ery pokazy walk gladiatorów oraz
amfiteatry, w których je (na Zachodzie) organizowano, rozpowszechniły
się w całym imperium. W ten publiczny i szalenie kosztowny sposób
prowincjonalne elity oznajmiały swoje przywiązanie do rzymskich
zwyczajów, do romanitas.
Wbrew temu, co większość nas oglądała w hollywoodzkich filmach, walki
gladiatorów nie kończyły się rzezią. Ich uczestnicy mieli spore szanse
na przeżycie. Ryzyko śmierci w pojedynku wynosiło prawdopodobnie tylko
jeden do ośmiu. Gladiatorzy walczyli jedynie raz lub dwa razy w roku, a ich kariera na arenie trwała najwyżej trzy lata. Zwycięstwa wiązały się
z nagrodami finansowymi, co tłumaczy, dlaczego ludzie wolni zgłaszali
się, by walczyć.
Igrzyska gladiatorów zawsze miały to samo uzasadnienie - przygotowywały
do wojny. Skoro nawet gladiatorzy wykazywali się stalowym hartem ducha,
o ileż więcej okazaliby go w bitwie przyglądający się im rzymscy
obywatele? Mimo że zawodowa armia stacjonowała na odległych rubieżach, a dla większości cywilów wojna była zaledwie mglistą perspektywą, starcia
gladiatorów ucieleśniały virtus, odwagę, kluczowy element rzymskiej
tożsamości. Gladiatorzy przetrwali około siedmiuset lat. Kres igrzyskom
w połowie V wieku n.e. położyła dopiero chrystianizacja elit, która
zmieniła dotychczasowe rozumienie hojności klas wyższych wobec niższych.
Gladiatorzy byli sercem rzymskiej kultury, stałym elementem ludzkich
marzeń i snów. Wielcy filozofowie wskazywali ich jako wzory do
naśladowania, chociaż wywodzili się z najniższych warstw społeczeństwa.
Gladiatorzy uchodzili za symbol seksu, i to mimo nadwagi, zepsutych
zębów, nieświeżego oddechu i ciał zmienionych, a niekiedy wręcz
zdeformowanych na skutek walki i ciężkich, regularnych treningów.
Ta książka powstała z inspiracji genialnym Upadkiem Robespierre'a.
Ostatnimi 24 godzinami Terroru Colina Jonesa, obaj sięgnęliśmy jednak
po zupełnie inne metody i materiały. Jones wykorzystał setki, może nawet
tysiące precyzyjnie datowanych, niekiedy wręcz co do godziny, źródeł
historycznych - dzienników, listów, sprawozdań rządowych - aby
skonstruować szczegółowy opis jednej doby w Paryżu: 27 lipca 1794 roku
lub 9 thermidora roku II wedle obowiązującego wówczas francuskiego
kalendarza rewolucyjnego3.
Ja zaś musiałem zgromadzić materiały pochodzące z całego imperium
rzymskiego i z kilku stuleci, aby odtworzyć przebieg jednej doby podczas
igrzysk gladiatorów. Przez wieki literatura i sztuka eksploatowały tę
tematykę, a mimo to nie dysponujemy żadnym starożytnym szczegółowym
opisem dwudziestu czterech godzin w Koloseum ani w jakimkolwiek innym
amfiteatrze. Z okazji otwarcia Koloseum poeta łaciński Marcjalis napisał
niewielkie dzieło Księga widowisk. Dawniej sądzono, że kolejność
zawartych w niej wierszy odpowiada kolejności wydarzeń w czasie
pierwszych igrzysk urządzonych tam przez cesarza Tytusa w czerwcu 80
roku. Pojawił się jednak problem: igrzyska Tytusa trwały ponad sto dni i obecnie uważa się, że część utworów powstała dla uczczenia ukończenia
budowy przez jego następcę Domicjana (wł. 81-96 n.e.). Treść i kolejność
wierszy odzwierciedlają zainteresowania Marcjalisa4.
Płaskorzeźba z nekropolii za Bramą Stabiańską w Pompejach przedstawia
trzy fazy walk gladiatorów (ryc. 1)5. W górnym pasie widzimy
procesję (pompa). W czasach imperium rzymskiego istniał osobny
kwitnący gatunek literatury pięknej, zarówno w języku łacińskim, jak i greckim, a w jednej z łacińskich powieści procesja otwiera wydarzenia
dnia6. Niektóre rzymskie dzieła sztuki narracyjnej należy "czytać"
od dołu do góry (oczywisty przykład to Kolumna Trajana), ale w tym
przypadku jest inaczej. Czytana od góry, płaskorzeźba z Pompejów
przedstawia kolejno procesję, walkę gladiatorów i łowy na grubego
zwierza. Wiemy wszakże, że cesarz Kommodus (najbardziej znany z filmu
Gladiator Ridleya Scotta) dzikie zwierzęta zabijał rano, po południu
zaś walczył jako gladiator - i taka kolejność wydaje się
naturalna7. Najprawdopodobniej człowiek, który zamówił
płaskorzeźbę, aby unieśmiertelnić zorganizowane przez siebie igrzyska,
kazał umieścić gladiatorów w jej centrum i znacznie powiększyć ten pas
reliefu, ponieważ byli główną atrakcją.
Czegoś jednak brakuje. Z filozoficznej anegdoty oraz jednego z powieściowych dialogów wiadomo, że w południe na igrzyskach zwyczajowo
organizowano zarówno nieśmiercionośne rozrywki, jak i egzekucje8. Te ostatnie często miały teatralny charakter;
skazaniec odgrywał rolę z pogańskiego mitu. Chrześcijanie cały ten dzień
postrzegali przez pryzmat południowych straceń, ale znaczne zawyżanie
liczby męczenników zawsze leżało w ich interesie. Większość ofiar
stanowili pogańscy przestępcy. Sponsor pokazu w Pompejach albo
zdecydował się nie upamiętnić egzekucji, albo program ich nie zawierał.
Tak więc na typowe całodniowe widowisko w amfiteatrze składały się
otwierająca je procesja, poranne polowanie na dzikie zwierzęta,
egzekucje i inne rozrywki w południe oraz popołudniowe walki
gladiatorów. Powinniśmy być jednak świadomi dwóch rzeczy. Po pierwsze,
tylko jedno źródło, grecka nowela, podaje wszystkie te wydarzenia we
"właściwym" porządku9. Po drugie, program zawsze był
elastyczny. Na arenie ceniono nowinki. Organizator mógł wprowadzać
elementy do igrzysk, usuwać je lub dowolnie nimi żonglować, i to nie
tylko w ramach jednego dnia, lecz podczas kilku pokazów. Wiemy, że w Lyonie (Lugdunum), w zastępstwie walk gladiatorów, cały dzień poświęcono
różnym pomysłowym egzekucjom chrześcijan10.
Nasz dzień jest zatem składanką11. Pod pewnymi względami
Rzymianie liczyli czas tak jak my, zdarzały się jednak różnice. Dzielili
dzień na dwadzieścia cztery godziny, ale długość każdej z nich zmieniała
się w zależności od pory roku. Ze względu na trudność w osiągnięciu
precyzji pomiarów większość mieszkańców imperium korzystała z mniej
dokładnych miar czasu i to właśnie nimi się posłużymy - od vesper
(wieczora) przez cztery "warty" (vigilia) w nocy, a następnie w świetle dziennym od conticinium (przed świtem) aż do kolejnego
wieczora po igrzyskach.
Dwadzieścia cztery godziny igrzysk w amfiteatrze ukażą nam świat i światopogląd Rzymian na wiele wyjątkowych, wnikliwych i często
zaskakujących sposobów. To doskonałe narzędzie do poznawania
rzeczywistości i mentalności, które ukształtowały ich postawy wobec
wolności i niewolnictwa, diety i sylwetki, prywatności i hazardu, seksu
i pożądania, snu i snów, rozpaczy i samobójstwa, muzyki i perfum,
człowieka i bogów, statusu i honoru, zwierząt i świata przyrody, zbrodni
i kary, pogan i chrześcijan, Greków i Rzymian, cywilizacji i barbarzyństwa, odwagi i tchórzostwa, cnoty i występku, filozofii i bólu,
imperium i przeszłości, cesarza i jego poddanych, ran i medycyny,
nadziei i astrologii oraz śmierci i życia pozagrobowego. Ujawnia
wszystko, co miało znaczenie w starożytności, a często ma je do dzisiaj.
Jedna noc i jeden dzień patrzenia na świat oczami gladiatora zmieniają
to, jak myślimy o starożytnych Rzymianach i o sobie samych.
Ale dość już obietnic. Najwyższy czas zacząć - od wieczora przed
igrzyskami, "ostatniej wieczerzy" gladiatorów.
William Shakespeare, Żywot i śmierć Juliusza Cezara [w:] Tragedie, t. 1, przeł. Maciej Słomczyński, Kraków 2004, s. 260. [wróć]
1
Vesper
(wieczór)
Mężczyźni, którzy zasiadają za suto zastawionymi stołami, mają potężne,
obfite cielska - jakże różne od wychudzonych sylwetek obserwujących ich
widzów. Skórę ucztujących pokrywają blizny pozostawione przez ostrze
miecza i uderzenia bicza, na karkach prężą się sploty mięśni, twarze są
pobrużdżone i zrogowaciałe od hełmów. Ciała niektórych są niemal
zdeformowane, ramiona różnią się długością. Czujne oczy śledzą ich
nieustannie. Niektórzy śmieją się i żartują, prowadząc beztroskie
rozmowy, inni spokojnie porządkują swoje sprawy finansowe, wielu siedzi
w milczeniu - są bladzi, spotniali, niezdolni przełknąć kęsa. Są i tacy,
którzy nie wylewają za kołnierz. Do jutra o tej samej porze zapewne co
ósmy z nich zginie gwałtowną śmiercią. Nikt jednak nie wie który. Oto
cena libera, ostatnia wieczerza gladiatorów, obserwowana przez
publiczność wpuszczoną do koszar.
Cena libera
Cena libera, rodzaj publicznego posiłku gladiatorów, stanowiła dziwny
rytuał: chudzi przyglądali się ucztującym grubasom. Podobnie jak większa
część historii starożytności - oraz harmonogram samych igrzysk - zwyczaj
ten wymagał starannej rekonstrukcji z rozproszonych okruchów wiedzy:
zdania z łacińskiej powieści12, przykładowej wzmianki w greckim
dziele filozoficznym13, fragmentów chrześcijańskich
materiałów propagandowych14 czy humorystycznej
mozaiki15. Zrodził też liczne pytania: o dietę i sylwetkę,
prywatność i posiłki, odwagę i hańbę, przyczyny tego dziwnego
zwyczaju, powody zainteresowania widzów czy o to, jak otyli mężczyźni
zostali gladiatorami. Cena libera to pierwsze okno pozwalające nam
wejrzeć w umysły Rzymian16.
Dieta i sylwetka
Codzienna dieta wymizerowanych widzów składała się z roślin17.
Nie miało to nic wspólnego z naszą współczesną troską o zdrowie,
moralność czy prawa zwierząt, nie mówiąc o ratowaniu planety. W starożytności niewielu świadomie wybierało wegetarianizm. Stanowił on
raczej domenę ekscentrycznych filozofów, takich jak cała menażeria
szarlatanów i czarowników uważających się za uczniów Pitagorasa. Dla
pitagorejczyków wegetarianizm wiązał się z wędrówką dusz
(transmigracją)18. Wynikał z nieodłącznej obawy przed
spożyciem własnych zmarłych rodziców. W młodości Seneka Młodszy
flirtował przelotnie z pitagoreizmem i nie jadł mięsa, dopóki nie
naprostował go ojciec: wegetarianizm był nierzymski i mógł sprowadzić
oskarżenia o przynależność do jednego z wątpliwych, jeśli nie
nielegalnych kultów wschodnich z ich dziwacznymi ograniczeniami
dietetycznymi19.
U ludzi, którzy przyglądali się gladiatorom, wegetarianizm wynikał z biedy. W ich czasach piramida społeczna była równie stroma jak w każdym
nowoczesnym kraju rozwijającego się świata20. Elity (nie więcej
niż dziesięć procent populacji) cieszyły się zamożnością, a niekiedy
bogactwem, które dziś nazwalibyśmy bajecznym. Przygniatająca większość
ludzi balansowała jednak na skraju nędzy. Plebs, nazywany również hoi
polloi (odpowiednio w łacinie i grece - przy czym w ustach elit oba te
terminy miały pogardliwy wydźwięk i zwykle towarzyszyły im takie
przymiotniki, jak "brudny" albo "zabobonny"), żywił się tak zwaną triadą
śródziemnomorską, czyli pszenicą, oliwkami i winogronami. Jadano też
warzywa - głównie fasolę i inne rośliny strączkowe - ale nie przebiły
się one do powszechnego rozumienia "triady". Obecnie, tak niestrudzenie
zachwalana w kolorowych dodatkach do gazet dla zamożnej klasy średniej,
triada śródziemnomorska stanowi dietę ograniczoną i powtarzalną. Okazją
do zjedzenia pieczonego mięsa, z której plebs skwapliwie korzystał, były
ofiary ze zwierząt składane podczas uroczystości
religijnych21. Filozof i moralista Plutarch czuł się w obowiązku przypomnieć, że uroczystości te przynoszą większą radość tym,
którzy uczestniczą w nich ze szczerych pobudek religijnych.
Gladiatorzy również zazwyczaj mieli dietę wegetariańską, ale wyglądała
ona inaczej. Pliniusz Starszy wspomina, że nazywano ich "zjadaczami
jęczmienia" (hordearii), ponieważ głównym składnikiem ich posiłków
była potrawka czy też zupa z fasoli i jęczmienia22. W armii
rzymskiej jęczmień kojarzył się z karą23. Pliniusz dodaje, że
używano go głównie jako paszy dla zwierząt. Gladiatorzy pochłaniali
ogromne ilości jedzenia. Daremnie próbując podnieść lojalność swoich
żołnierzy, cesarz Witeliusz zwiększył ich racje żywnościowe, składające
się głównie z pszenicy, i poprawił ich jakość, aby ilością odpowiadały
tym, które otrzymywali gladiatorzy24. Jeden z członków elit
napisał, że gladiatorzy byli wypchani jedzeniem, co miało być nawet
gorsze od głodu25. Słowo, którego użył - sagina, "utuczeni" -
bardziej odpowiada karmieniu zwierząt. Jak zobaczymy, elity często
przyrównywały gladiatorów, a w każdym razie ich większość, do bestii.
Faktem jest jednak, że przedstawiciele elit na ogół dopatrywali się
"bestialstwa" u wszystkich poza sobą, a więc zarówno u plebsu, jak i u barbarzyńców.
Gladiatorzy nie tylko inaczej się odżywiali, lecz także dla wzmocnienia
kości pili specjalną miksturę z popiołu (ze spalania drewna lub kości)
rozprowadzonego w rozcieńczonym winie26. Tuż obok starożytnego
greckiego Efezu (obecnie Turcja) archeolodzy odsłonili cmentarz
gladiatorów. Zawierał on szczątki co najmniej sześćdziesięciu siedmiu
mężczyzn i jednej kobiety (będziemy często powracać do tego ważnego
miejsca). Analiza naukowa wykazała, że kości niektórych mężczyzn
odznaczały się wyjątkowo wysoką zawartością wapnia27.
Gladiatorzy zostali "utuczeni" jęczmienną potrawką (bardzo łatwo przyjąć
postawę członków starożytnych elit jako autorów wszystkich znanych nam
tekstów literackich). Ci, których uwieczniono na mozaice z Borghese
(nazwa wzięła się od nazwiska właścicieli posiadłości na obrzeżach
Rzymu, w której znaleziono siedem jej paneli), istotnie wyglądają na
ciężkich (ryc. 2)28. Dlaczego ich pokaźne rozmiary uważano za
pożądane? Wedle Cypriana z Kartaginy, starożytnego biskupa
chrześcijańskiego i przeciwnika walk: "Igrzyska gladiatorów przygotowuje
się, aby nacieszyć krwią pożądliwość okrutnych oczu. Ciało karmi się
mocniejszym jadłem, a silne członki wzbogaca o krzepkość i mięśnie, aby
nieszczęśnik utuczony przed kaźnią zginął cięższą śmiercią"29.
W przełożeniu na współczesną terminologię gladiatorzy potrzebowali
mocnej budowy ciała, umożliwiającej krótkie zrywy intensywnej, pełnej
przemocy aktywności fizycznej, a bogata w węglowodany dieta prowadziła
do powstania grubej warstwy tłuszczu, który chronił kluczowe narządy.
Dzięki temu, pomimo obfitego krwawienia, zadawane im rany nie
uniemożliwiały kontynuowania walki. Otyli gladiatorzy zapewniali lepsze
widowisko.
Dania i biesiadnicy
Cena libera dosłownie znaczy "darmowa wieczerza", prawdopodobnie
jednak wszystkie posiłki, jakie otrzymywali gladiatorzy, były
bezpłatne30. Libera może również znaczyć "nieograniczony",
ale tak naprawdę nigdy nie chodziło o ilość. Najlepiej więc będzie,
jeśli w przekładzie skupimy się na "swobodzie", zarówno w odniesieniu do
rodzaju, jak i jakości pożywienia. Rzymskim odpowiednikiem angielskiego
słowa mansplaining, oznaczającego nużąco drobiazgowe opisywanie rzeczy
oczywistych, było powiedzenie "od jajka do jabłek"1. Uroczyste
wieczerze rzymskie, podobnie jak we współczesnych Włoszech, na ogół
składały się z trzech dań. Zwykle zaczynano od jaj, często na twardo,
kończono zaś jabłkami, świeżymi lub suszonymi, zależnie od sezonu.
Zamieszkujący imperium Grecy zachowali zwyczaj dzielenia posiłku na
sitos, to jest podstawę (niemal zawsze chleb), i opson, tłumaczone
niekiedy jako "delikates", ale w rzeczywistości mieszczące w sobie
wszystko inne: mięso, ryby, sosy, ciasta i wszelkie przysmaki. Plutarch
opowiada, że gladiatorom, którzy mieli wejść na arenę, podawano szereg
wykwintnych potraw. Miejsce gęstego gulaszu i taniego cienkusza o smaku
żwiru zajmowało mięso i inne cymesy obficie popijane wybornym winem.
Wymizerowana widownia obserwująca tę biesiadę niewątpliwie musiała
odczuwać zazdrość i głód.
Kto jeszcze oprócz gladiatorów uczestniczył w cena libera? W Apologetyku, obronie chrześcijańskiego stylu życia, Tertulian pisze,
że podczas pogańskich Liberaliów nie będzie ucztował publicznie, jak to
jest w zwyczaju walczących z bestiami, kiedy ci nieszczęśnicy spożywają
swój ostatni posiłek. Używa tutaj słowa bestiarii31. Technicznie
rzecz biorąc, byli to ludzie opiekujący się zwierzętami wykorzystywanymi
podczas występów i egzekucji, nie venatores, którzy walczyli z tymi
zwierzętami na arenie. Obie te role nakładały się jednak i często były
mylone. Z czasem termin bestiarii rozciągnięto na skazańców, których
zabijano, wypuszczając na nich dzikie zwierzęta. Nic zatem dziwnego, że
chrześcijanie, występujący na arenie wyłącznie w roli ofiar, mieli
tendencję do postrzegania całego widowiska przez pryzmat południowych
egzekucji. W innym swoim dziele, O widowiskach, Tertulian łączy lwa z igrzyskami gladiatorów (munera), podobnie jak konia z wyścigami
rydwanów w Circus Maximus, siłę fizyczną z lekkoatletyką i słodycz głosu
z teatrem32. Nie trzeba dodawać, że jako chrześcijański
moralista zdecydowanie sprzeciwia się wszystkim czterem.
Niektórzy współcześni badacze33 obok gladiatorów, venatores i bestiarii zaliczają do biesiadników oczekujących na egzekucję
skazańców, powołując się na Męczeństwo Perpetuy i Felicyty34. To
ważny tekst, zawierający wiele cennych spostrzeżeń, lecz przy tym
skomplikowany. Opowiada o ostatnich dniach sześciorga chrześcijańskich
męczenników (czterech mężczyzn i tytułowych dwóch młodych kobiet) w Kartaginie w Afryce Północnej wiosną 203 roku n.e. Utwór podzielony jest
pomiędzy trzy głosy: nieznany z imienia narrator, prawdopodobnie
współczesny ofiarom, przytacza słowa rzekomo wypowiedziane przez dwoje
spośród zabitych: przywódcę grupy Satura i Perpetuę, główną bohaterkę
żeńską. Dzisiejsi czytelnicy chętnie ufają opowieści o Perpetui. Kobiecy
głos ze starożytności to prawdziwa rzadkość. Nikt za to, jak się wydaje,
nie przejmuje się autentycznością słów Satura. Męczeństwo, niezależnie
od liczby jego autorów, jest jawnym elementem chrześcijańskiej
propagandy religijnej: oto dzieją się cuda równie dobre jak w przeszłości, jeśli nie lepsze. Śmiercią męczeńską giną teraz nawet
wrażliwe młode kobiety, co skłania licznych pogan do nawrócenia. Tak
naprawdę dotyczy to tylko niektórych pogan. Literatura martyrologiczna
potrzebuje ryczących tłumów. Gdyby wszyscy się nawrócili, boska intryga
załamałaby się z braku męczenników.
Anonimowy narrator twierdzi, że męczennicy przekształcają swoją cena
libera w agape, chrześcijańską "ucztę miłości" opartą na ostatniej
wieczerzy Jezusa i jego uczniów. Podczas agape chrześcijanie siedzieli
zamiast półleżeć35. Pokazuje to, że skazani mogli liczyć na
cena libera przynajmniej w literaturze, jeśli niekoniecznie w rzeczywistości. Nierozsądnie jest jednak uogólniać na podstawie tego
jednego dowodu. We wcześniejszym rozdziale narrator włożył Perpetui w usta mocne argumenty, które pozwoliły jej uzyskać ten przywilej od
dowodzącego rzymskiego oficera: "Dlaczego nie pozwalasz korzystać z wytchnienia nam, najznamienitszym, bo cesarskim więźniom, którzy mamy
walczyć w dniu jego urodzin? Czyż nie tobie przypisze się zasługę, gdy
pojawimy się na arenie w dobrej kondycji?"2. Domniemana groźba
podziałała - "oficer zrazu zatrząsł się i zaczerwienił"3 -
skazańcy otrzymali przywilej. Jest mało prawdopodobne, aby zwyczajowo
traktowano w ten sposób skazanych - chrześcijan i innych - na śmierć za
sprawą bestii lub płomieni.
Pochodzenie
Gladiatorzy, którzy pili słodkie wino i spożywali wyborne mięso, musieli
zachodzić w głowę, jak znaleźli się na cena libera. Jak zostawało się
gladiatorem? Jakie było ich pochodzenie?
Wielu było barbarzyńcami wziętymi do niewoli po zwycięskich kampaniach
Rzymu. W 70 roku n.e., po zdławieniu powstania żydowskiego i zniszczeniu
Jerozolimy, syn nowego cesarza Wespazjana wymaszerował do Cezarei
Filipowej, "gdzie zabawił czas pewien, różne urządzając igrzyska, na
których wielu poginęło jeńców, bo albo ich rzucano na pożarcie dzikim
zwierzętom, albo zmuszano całymi gromadami do staczania ze sobą
walk"4. Stamtąd Tytus wyruszył do innej Cezarei - Nadmorskiej - i tam świętował urodziny brata, "na którego cześć kazał stracić wielu
jeńców żydowskich. Poginęli w walkach ze zwierzętami, na stosach, w zapasach, a liczba ich wynosiła przeszło 2500. Ale choć Żydzi na ten i na tysiączny inny sposób w mękach ginęli, Rzymianom wciąż się zdawało,
że jeszcze nie zostali dostatecznie ukarani"536. W następnym mieście, Berycie, świętował urodziny ojca, "urządzając nader
kosztowne igrzyska i rozw?ając niesłychany przepych. I tu znowu [...]
zginęła ogromna ilość żydowskich jeńców". Tytus "kolejno odwiedzał
miasta syryjskie, wszędzie wspaniałe urządzając igrzyska, na których
jeńcy żydowscy ginąć musieli na znak, że zostali pokonani". Pomimo
wystawienia dużej liczby jeńców na arenach w prowincjach i wysłania
innych do ciężkiej pracy w Egipcie pozostały tysiące - "najroślejszych i najdorodniejszych" - którzy mieli ozdobić tryumf w Rzymie, po czym
walczyć w nowo otwartym Koloseum.
Im większa liczba jeńców i bardziej zróżnicowane ich pochodzenie, tym
lepiej. Zdarza się, że szczegółowe opisy starożytnej literatury
beletrystycznej jasno przedstawiają wartości kultury rzymskiej.
Pomyślana jako cykl biografii cesarzy rozwlekła łacińska powieść
historyczna, napisana około 400 roku i znana historykom pod tytułem
Historia Augusta, głosi, że cesarz Probus (wł. 276-282 n.e.) wystawił
na pokaz "trzysta par gladiatorów, wśród których do walki stanęło wielu
Blemiów [z Sudanu], których powiedziono w jego tryumfie, oprócz tego
liczni Germanie i Sarmaci [plemię koczownicze z Wielkiej Niziny
Węgierskiej], a nawet pewna liczba rozbójników izauryjskich [z Azji
Mniejszej]". W świecie opisanym w tym tekście wydarzenia z czasów
Probusa zdecydowanie przyćmił tryumf i zorganizowane po nim igrzyska
cesarza Aureliana (wł. 270-275 n.e.), w których uczestniczyło 800 par
gladiatorów, a także wzięci do niewoli Blemiowie, Aksumici (z Abisynii),
Arabowie, Hindusi, Baktrowie (z Afganistanu), Iberowie (z Gruzji),
Saraceni, Persowie, Goci, Ałanowie (koczownicy ze stepów), Roksolanowie
(koczownicy z terenów po północnej stronie Dunaju), Sarmaci, Frankowie,
Swebowie (z górnego biegu Renu i Dunaju), Wandalowie, Germanie,
Palmirczycy (z Syrii) i Egipcjanie. Dla urozmaicenia pośród Gotów
znalazło się dziesięć uzbrojonych kobiet, "które, jak głosiło
ogłoszenie, pochodziły z rasy Amazonek"37.
Spartakus był żołnierzem rzymskich sił pomocniczych, dezerterem i rozbójnikiem. Zanim skazano go na arenę, wzniecił wielkie powstanie
niewolników, które przetoczyło się przez Italię w latach 73-71 p.n.e. Na
igrzyskach pogrzebowych ku czci swoich poległych towarzyszy rozkazał
trzystu rzymskim jeńcom walczyć tak jak gladiatorzy38.
Około 117 roku n.e. w Cyrenie w Afryce Północnej żydowscy powstańcy,
obok wielu innych zbrodni, takich jak kanibalizm czy wykonywanie pasów z ludzkich wnętrzności, zostali oskarżeni o rzucanie jeńców dzikim
zwierzętom lub zmuszanie ich do walk gladiatorskich. W oczach Rzymian
taka zamiana ról była straszliwym upokorzeniem, które - paradoksalnie -
świadczyło o całkowitym odczłowieczeniu ich wroga39.
Po bitwie pod Kannami (216 rok p.n.e.) Hannibal rzekomo zmusił senatorów
i innych wybitnych jeńców rzymskich do walki między sobą. Z typowym dla
rzymskiej wizji Kartagińczyków okrucieństwem wystawiał ojców przeciw
synom, a braci przeciwko braciom. W innej wersji opowieści Hannibal
obiecał wolność Rzymianinowi, który miał się zmierzyć ze słoniem. Gdy
mężczyzna nieoczekiwanie wygrał, Hannibal z charakterystyczną dla
Kartagińczyków obłudą (fides punica -wierność punicka - w języku
łacińskim oznaczała coś zupełnie przeciwnego) posłał za uwolnionym
zwycięzcą jeźdźców, aby go zabili. Oba źródła tych historii spisano
długo po wydarzeniach, do których się odnoszą40. Ponieważ we
wcześniejszych i bardziej wiarygodnych Dziejach Polibiusza nie
znajdujemy niczego podobnego, najprawdopodobniej więcej mówią one o mentalności Rzymian niż o rzeczywistości. Spartakus i Żydzi oczywiście
znali rzymskie obyczaje od podszewki, zaskakujące jest jednak to, że
poza wyimaginowanymi okrucieństwami Hannibala nie słyszymy o żadnych
wrogach zewnętrznych, demonizowanych barbarzyńcach u granic, którzy
zwróciliby ten potężny symbol przeciwko samemu Rzymowi41.
Tylko raz, w następstwie wojny domowej pomiędzy Juliuszem Cezarem a Pompejuszem Wielkim w latach czterdziestych I wieku p.n.e., pojawiła się
wzmianka o Rzymianinie, który posłał pokonanego rodaka na arenę.
Azyniusz Pollion, namiestnik Hiszpanii Dalszej, w liście do Cycerona
zadenuncjował własnego kwestora (zastępcę odpowiedzialnego za sprawy
finansowe). Oskarżony o ucieczkę ze skrzynią z żołdem i skazywanie
rzymskich obywateli na śmierć z wykorzystaniem zwierząt Korneliusz
Balbus miał również zmusić weterana Fadiusza, który służył pod
Pompejuszem, do walki na arenie. Fadiusz przetrwał dwa pojedynki,
zapewne zwycięskie, ponieważ dalsze wypadki wskazują, że nie mógłby
liczyć na łaskę. Nie otrzymawszy wynagrodzenia, nie zgodził się złożyć
przysięgi, by wstąpić w szeregi zawodowych gladiatorów, i oddał się pod
opiekę ludu6. Wściekły Balbus rozkazał zamknąć go ("spalonego do
połowy") w szkole gladiatorów. Gdy wywlekano Fadiusza, z widowni
poleciały kamienie. Balbus rzucił przeciwko tłumowi oddział galijskich
jeźdźców. Ostatecznie nakazał spalić żywcem nieszczęsnego weterana.
Postawa Balbusa była adekwatna do jego działań: "gdy to czyniono,
przechadzał się po obiedzie boso, z nieopasaną tuniką i dłońmi za
plecami, a w odpowiedzi na wołanie nieszczęsnego: "Jestem z urodzenia
obywatelem Rzymu", odrzekł: "Idź zatem i odwołaj się do ludu""42.
Innym rezerwuarem gladiatorów byli przestępcy skazani za najohydniejsze
zbrodnie43. Bohater jednej z fikcyjnych mów sądowych, które
powstały jako materiał dydaktyczny łacińskiej sztuki oratorskiej,
oznajmia, że w koszarach gladiatorów przebywał z mężczyznami skazanymi
za świętokradztwo, podpalenie i zabójstwo. Grecka powieść Żywot
Apolloniosa z Tyany Flawiusza Filostratosa (napisana w III wieku n.e.,
ale dotycząca wydarzeń o dwa wieki wcześniejszych), która opowiada o Atenach pod panowaniem rzymskim, wprowadza kilka dodatkowych kategorii:
"cudzołożnicy i męskie prostytutki, i włamywacze, i kieszonkowcy, i porywacze, i inni podobni ludzie". Nie sposób precyzyjnie określić,
jakie zbrodnie podlegały tej karze. Teksty prawne, które dotrwały do
naszych czasów, spisano w późnej starożytności, za panowania Justyniana
(527-565 n.e.), gdy od dawna nie organizowano już walk gladiatorów, i przywołując wcześniejsze źródła, przeważnie pomijają one tę
instytucję44. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa sędziowie
orzekali wyroki z pewną dozą swobody i zależnie od własnego uznania.
Fragment z Filostratosa sugeruje być może niejednolitość prawa w obrębie
imperium; każde miasto mogło karać areną za inne zbrodnie.
Podobnie jak w przypadku jeńców wojennych, liczba przestępców wahała się
w zależności od czasu i miejsca45. Niekiedy podaż przewyższała
popyt. Pliniusz Młodszy, którego cesarz Trajan posłał do Azji Mniejszej
w charakterze namiestnika prowincji Bitynii i Pontu (ok. 110-112 n.e.),
ze zdziwieniem odkrył, że mężczyźni skazani na arenę zostali - jako
niewolnicy będący własnością państwa - skierowani do stosunkowo lekkiej
pracy, za którą otrzymywali roczne wynagrodzenie. Podczas dochodzenia
nie znalazł satysfakcjonującego powodu, który wyjaśniałby, dlaczego
oszczędzono im pierwotnego wyroku. Pliniusz zwrócił się zatem do Trajana
o radę. Cesarz odpowiedział, że ludzi, którzy zostali skazani w ciągu
dziesięciu minionych lat, należy odesłać na arenę, ci zaś, którzy są już
w podeszłym wieku, a ich proces odbył się dawniej niż przed dekadą,
powinni zostać "skierowani do pracy zbliżonej do karnych robót,
czyszczenia łaźni publicznych i kanałów ściekowych, naprawy ulic i dróg". Wydaje się, że popyt zazwyczaj przekraczał podaż. Cesarze
Septymiusz Sewer (wł. 193-211 n.e.) i Karakalla (wł. 211-217 n.e.)
zabronili przenosić więźniów skazanych na arenę z jednej prowincji do
drugiej bez cesarskiego zezwolenia. Zamiast tego silnych i zdolnych
miano wysyłać na widowiska do Rzymu.
Skazanie na walkę gladiatorską (damnatio ad gladium ludi) uważano za
karę łagodniejszą od zwykłej egzekucji. Tę wykonywano poprzez ścięcie w przypadku obywateli rzymskich oraz ukrzyżowanie w przypadku niewolników.
Tych, którzy nie byli obywatelami, karano na jeden z tych sposobów aż do
późnego imperium (po 212 roku n.e. wszyscy otrzymali obywatelstwo),
kiedy to ścięcie zarezerwowano dla elit, a krzyż dla pospólstwa. Arena
niewątpliwie była karą o wiele mniej dotkliwą od walki ze zwierzętami,
spalenia na stosie czy pracy w kopalniach (rodzaju dożywocia, podczas
którego skazańcy pracowali w strasznych warunkach do śmierci). Jak
zobaczymy, gladiator miał przynajmniej szansę na przeżycie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten osobliwy wtręt autora wymaga wyjaśnienia. Po pierwsze, słowo mansplaining odnosi się do protekcjonalnego tłumaczenia czegoś kobiecie przez mężczyznę. Po drugie, powiedzenie ab ovo usque ad mala pochodzi z Satyr Horacego i oznacza dosłownie "od przystawki do deseru", a metaforycznie - "od początku do końca". Stąd też skrócona forma ab ovo na opisanie zabierania się do czegoś od początku (przyp. tłum.). [wróć]
Cytat za: Ewa Wipszycka, Marek Starowieyski, Męczennicy, t. IX, Kraków 1991, s. 244-268. [wróć]
Ibidem. [wróć]
Tu i dalej: Historia Augusta [w:] Maria Cytowska, Hanna Szelest, Literatura rzymska: okres cesarstwa, Warszawa 1992. [wróć]
Tu i dalej: Józef Flawiusz, Dzieje wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom, przeł. Andrzej Niemojewski, Fundacja Nowoczesna Polska, WolneLektury.pl. [wróć]
Chodzi o możliwość skorzystania z prawa każdego obywatela do ochrony przed samowolą urzędnika, provocatio ad populum, czyli możliwość odwołania się od decyzji urzędnika do zgromadzenia ludowego (przyp. red. meryt.). [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Wzorem River Kings (2021), doskonałej historii wikingów pióra Cata Jarmana, każdy rozdział rozpoczyna się od zapisanej kursywą wyimaginowanej rekonstrukcji wydarzeń. Źródła uzasadniające ich przebieg podane są w tekście głównym. Jeżeli ich nie ma, wskazano je w niniejszych przypisach. Opis pojedynku gladiatorów został zaczerpnięty z nagrobka omówionego w rozdz. 10, Umysł gladiatora. Diodorusa i Demetriusa przedstawiłem jako członków tej samej szkoły i przyjaciół, a lokalizację przeniosłem z Amisus w Azji Mniejszej do Koloseum w Rzymie; stąd wzmianka o loży cesarza. [wróć]
Definicja munera: Dunkle (2008), s. 6. [wróć]
Jones (2021), a także Crane (2015) na temat Waterloo oraz Willis (2008), który kreśli złożony obraz XVIII-wiecznej bitwy morskiej. Co ciekawe, Jones (2021) na s. ix przyznaje, że do "podniesienia poziomu trudności i złożoności" poza ograniczenia narzucane historykowi przez materiał źródłowy zainspirowali go dwaj francuscy powieściopisarze "tworzący w ramach dobrowolnie przyjętych ograniczeń formalnych" (w ich wypadku bez użycia litery "e" i poprzez opisanie tego samego wydarzenia z dziewięćdziesięciu dziewięciu perspektyw w dziewięćdziesięciu dziewięciu stylach). Ja sam zastosowałem już strukturę dwudziestu czterech godzin w mojej powieści The Last Hour (2018). [wróć]
"[...] odpowiadała kolejności wydarzeń w czasie": Coleman (1993), s. 61; "Pojawił się jednak problem": Coleman (2006), uwagi na temat Liber spect., 10. [wróć]
Poniżej, rozdz. 7, Procesja. [wróć]
Apul. Met. 17. [wróć]
Poniżej, rozdz. 1, Hańba i elita. [wróć]
Sen. Ep. 7; "jednego z powieściowych dialogów": Petr. Sat. 9. [wróć]
Luc. Tox. 60; poniżej, rozdz. 1, Pochodzenie. [wróć]
Eus. HE 1.36 (Musurillo [1972], s. 72-73). [wróć]
Ville (1981), s. 129-173; Hopkins i Beard (2005), s. 70-72, uważają to za współczesną konstrukcję. [wróć]
Petronius, Satyricon 26.7. [wróć]
Plutarch, Epicurus Makes a Pleasant Life Impossible, mor. 1099B. [wróć]
The Passion of Perpetua and Felicitas 17 (Musurillo [1972], s. 124-125); Tertullian, Apology 42.4. [wróć]
Mozaika z Al-Dżamm, Dunbabin (1978), s. 78-85, ryc. 69; Tuck (2021), s. 535-536, ryc. 41.2. [wróć]
Wybrane współczesne próby odtworzenia: Ville (1981), s. 365-366; Futrell (2006), s. 86; Dunkle (2008), s. 74-76. [wróć]
Dalby (2003), s. 340-341. [wróć]
F. Graf [w:] OCD (wyd. 4, Oxford 2012), s.v. Pythagoras (1), Pythagoreanism, s. 1245-1246. [wróć]
Seneca, Ep. 110.17-23. [wróć]
Alföldy (1985); MacMullen (1974). [wróć]
Plut. mor. 1099B. [wróć]
Curry (2008), s. 28-30; Pliny, NH 18.72. [wróć]
Polyb. 6.38. [wróć]
Suet., Vit. 12; Futrell (2006), s. 132. [wróć]
(Ps-)Quint. Major Declamations 9.5.6. [wróć]
Pl. NH 36.203. [wróć]
Kanz, Grossschmidt (2009), s. 218. [wróć]
Mozaika z Borghese: https://www.collezionegalleriaborghese.it/en/opere/floor-mosaic-with-gladiators-and-hunters-4. [wróć]
Cyprian, Letter to Donatus, 7. [wróć]
Przystępne ogólne wprowadzenie do posiłków: Balsdon (1969), s. 32-53. [wróć]
Tert., Apol. 42.5. [wróć]
Tert., Spec. 2.1. [wróć]
Ville (1981), s. 363-364; Potter (2010), s. 337. [wróć]
Poza przekładem Musurilla (1972) jest również dzieło Heffernana (2012), tekst opatrzony komentarzem. Utwór ten stał się źródłem licznych publikacji naukowych, z których wybrałem jedynie kilka. Shaw (1993) to praca klasyczna; Hunink (2010) - typowy przykład dążenia do uznania słów Perpetuy za autentyczne; Vierow (1999) i Rea (2016) szczególnie inspirują w ujęciu tekstu jako dzieła literackiego. [wróć]
Tert., Apol. 39.16-19. [wróć]
Jos., JW 6.424; 7.37-40; 96. [wróć]
HA, Prob. 19.7-8; Aur. 33.4-34.2. [wróć]
Florus 2.8.9; App. BC 1.14.117. [wróć]
CD 68.32.1-2. [wróć]
App. Han. 28; Pl. NH 8.7; cf. Polyb. 3.62-63 oraz Rawlings (2007/9), s. 22-24. [wróć]
Diodor Sycylijski, 33.21a, informuje, że w 139 r. p.n.e. podczas pogrzebu Wiriatusa, wodza luzytańskiego, walczyło 200 par monomachoi, nie wspomina jednak, aby byli to jeńcy wojenni; prawdopodobnie był to raczej rdzenny zwyczaj celtyberyjski aniżeli naśladownictwo Rzymu, Wiedemann (1992), s. 42. [wróć]
Cic. Fam. 10.32. [wróć]
(Ps-)Quint. Major Declamations 9.21.4; Phil. VA 4.22. [wróć]
Wiedemann (1992), s. 29, 105-106. [wróć]
Pl. Ep.10.31-32; Digest 48.19.31. [wróć]