ANETA
TERAZ
MIESIĄC DO POZNANIA ERYKA
1
Nie mam wątpliwości, że to będzie stracony dzień. Za każdym razem obiecuję sobie, że nie będę paliła papierosów do wina, a i tak to robię. W efekcie od godziny leżę w łóżku z potwornym kacem i marzę o tym, by ponownie zasnąć. Dawniej starałam się sięgać po alkohol tylko w weekendy i koniecznie w towarzystwie. Wierzyłam, że w ten sposób nigdy nie przekroczę cienkiej linii oddzielającej okazjonalne picie od alkoholizmu. Dziś sama już nie wiem, po której stronie się znajduję. A może wiem, tylko wstydzę się do tego przyznać?
Znam swoje trzydziestoletnie ciało i spodziewam sie, że objawy kaca ustąpią dopiero późnym wieczorem. Przede mną wiele godzin przewracania się w łóżku z boku na bok i walki z nudnościami. Sama sobie zgotowałam taki los.
Sięgam po leżący na łóżku smartfon. Moja agentka Luiza Opalińska dzwoniła do mnie już pięć razy. Najchętniej włączyłabym tryb samolotowy i odcięła się od świata na resztę dnia. Jeśli to jednak zrobię, Luiza tu przyjedzie i będzie waliła w drzwi tak długo, aż jej otworzę. Nie znam drugiej tak zawziętej osoby. Luiza nie odpuszcza. Muszę do niej oddzwonić.
- Znowu piłaś. - Słyszę chwilę później po drugiej stronie.
- To pytanie czy stwierdzenie?
- Aneta, proszę... Współpracujemy już dwa lata. Wiem o tobie wszystko. W tym tygodniu zacznie ci się okres.
- Przerażasz mnie - mówię, po czym przechodzę do sedna: - Coś się stało, że nękasz mnie telefonami? Zresztą po co pytam... Przecież robisz to codziennie.
- Ciesz się, że nie przyjechałam z samego rana i nie wyciągnęłam cię naprutej z łóżka. Mamy dziś dużo pracy!
- Nic mi o tym nie wiadomo - odpowiadam, przecierając dłonią zmęczoną twarz. - Mówiłaś, że następny bankiet odbędzie się dopiero w piątek. Mam trzy dni spokoju.
- Spokoju? Kochana, w tym biznesie takie słowo nie istnieje. Powinnaś już coś o tym wiedzieć.
Luiza ma rację. Przeciętnemu Kowalskiemu zawód influencerki i celebrytki wydaje się wprost wymarzonym zajęciem. Ciągłe podróże, wizyty u kosmetyczki i brylowanie na imprezach - kto by nie chciał tak żyć? Nic dziwnego, że współczesne nastolatki nie myślą o wykonywaniu tradycyjnych zawodów. Czytałam ostatnio raport, według którego czterdzieści osiem procent dziewcząt w wieku od dziesięciu do piętnastu lat chciałoby w przyszłości pracować jako instagramerka, youtuberka lub tiktokerka. Nie zdają sobie sprawy, że celebrycka rzeczywistość wcale nie jest tak kolorowa, jak to pokazują social media. Wszystko, co widać w sieci, to tylko pozory. Aneta Herbik z blisko połową miliona obserwatorów nie ma nic wspólnego ze skacowaną, nieszczęśliwą brudaską, która od dwóch dni nie wzięła prysznica. Jestem niczym aktorka zarabiająca od kilku lat na wcielaniu się w fikcyjną postać. Odgrywanie roli bywa męczące. Nie dość, że nieustannie muszę się mierzyć z atakami hejterów, to jeszcze czuję presję ze strony ludzi, którzy na mnie zarabiają. Coraz trudniej mi zakładać maskę i udawać przed wszystkimi, że nie mam żadnych zmartwień. Czasem myślę sobie, że byłoby najlepiej, gdybym to wszystko rzuciła i wyjechała jak najdalej. Marzą mi się półroczne wczasy na Malediwach bez dostępu do internetu. Byłam tam już dwa razy, ale pochłonięta Instagramem i relacjonowaniem każdej sekundy życia nie mogłam się nacieszyć piękną pogodą i rajskimi plażami. Wróciłam do Polski zmęczona i sfrustrowana.
Zawsze wracam w takim stanie z zagranicznych wyjazdów.
- Pojawiły się trzy nowe zlecenia postów sponsorowanych - mówi Luiza. - Oczekuj dziś kuriera. Mamy perfumy od BodyMiracle, lokówkę od New York Hairstyle i robota kuchennego od PolRTV. Dostałam SMS-a, że robot powinien zostać dostarczony koło południa.
- PolRTV? - Przykładam dłoń do czoła. - Naprawdę chcesz, bym promowała ten szajs?
- Chcę, byś promowała tych, którzy płacą. A tak się składa, że PolRTV zgodziło się na najwyższą stawkę.
- Przecież ja nawet nie wiem, jak używać tego robota...
- A kogo to obchodzi? Nie oczekują, że wrzucisz na insta stories filmik instruktażowy. Masz jedynie dodać zdjęcie, na którym wdzięczysz się do tej kupy złomu. Przygotowali dla ciebie nawet treść posta.
- Mam pokazać się ludziom w takim stanie?
- Nie dramatyzuj. Umyj włosy, pomaluj się ładnie, uśmiechnij szeroko i zrób selfie. Wyślij je do drugiej, to zdążę jeszcze wygładzić ci zmarszczki w Photoshopie.
Kurier przychodzi pięć minut przed dwunastą. Otwieram mu ubrana w szlafrok i z ręcznikiem na głowie. Zrobienie jakkolwiek przyzwoitego zdjęcia zajmuje mi prawie pół godziny. Wreszcie wysyłam Luizie mailem kilka propozycji. Odpisuje chwilę później:
Wyglądasz jak siedem nieszczęść, ale może da się z tym coś zrobić. Daj mi trochę czasu.
Przerobienie mojej twarzy trwa nieco ponad kwadrans. W pośpiechu dodaję zdjęcie i kopiuję opis, który Luiza przesłała mi wcześniej mailem. Wracam do sypialni i opadam na łóżko. Jestem już bliska zaśnięcia, gdy wzdrygam się na dźwięk wibrującego telefonu. To Luiza.
- Aneta, co ty, do cholery, odwalasz?!
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi?! Widziałaś, jaki opis dałaś do zdjęcia z robotem? Gdzie ty masz mózg, dziewczyno?!
Włączam tryb głośnomówiący i otwieram Instagram. Wchodzę na swój profil i widzę, że pod najnowszym zdjęciem znajduje się prawie siedemset komentarzy - to bardzo dużo jak na tak krótki czas.
- Kurczę...
Faktycznie popełniłam gafę. Kopiując treść maila, przypadkiem zaznaczyłam też wstęp od Luizy. Pisała: "Załączam poniżej treść opisu do zdjęcia. Nic nie zmieniaj - prośba od PolRTV". Internauci w komentarzach drwią ze mnie i zarzucają mi hipokryzję. Ktoś pisze, że liczą się dla mnie tylko pieniądze, a naiwni fani łykają jak pelikany wszystko, co im polecę.
- Pudelek zdążył już o tym napisać. Gratulacje. Aha, ludzie z marketingu w PolRTV są wściekli i nie chcą nam zapłacić. Spróbuję ich ubłagać, by w ramach rekompensaty zgodzili się na drugi post sponsorowany za darmo.
W pośpiechu edytuję treść posta. Luiza sugeruje, żebym go usunęła, opublikowała od nowa i zablokowała możliwość dodawania komentarzy.
- Wszystko byłoby dobrze, gdybyś sama go dodała - mówię poirytowana, na co Luiza parska śmiechem.
- Może jeszcze powinnam ci podcierać tyłek? Aneta, dorośnij i zacznij wreszcie traktować swoją pracę poważnie.
- Przecież, kurwa, traktuję!
Rozłączam się i chowam głowę pod kołdrę. Wiem, co myśli o mnie Luiza. Ma mnie za niedojrzałą, roszczeniową gwiazdeczkę, która ma popularność za coś danego na zawsze. Wielokrotnie powtarzała mi, że jeśli przestanę się starać, wszystko stracę.
- Nie wierzę, że chcesz zrezygnować z takiego życia. Uwielbiasz podróże i prezenty. Kochasz być w centrum zainteresowania. Nie zniosłabyś upadku z piedestału. Zbyt długo wdrapywałaś się na szczyt. Pomyśl o wszystkich poświęceniach, by zostać gwiazdą. Pomyśl o tym oblechu Grześku Koniuszce...
Wzdrygam się na samą myśl o tamtych czasach. Najchętniej wymazałabym je z pamięci. Wstydzę się tego, kim byłam, i niepokoję się za każdym razem, gdy jakiś hejter wypomina mi przeszłość w komentarzu na moim profilu lub pod którymś z artykułów na mój temat. To cud, że udało mi się zyskać szacunek reklamodawców i uniknąć skandali. Po raz pierwszy w życiu nie jestem tylko "panną nikt" z ładną buźką i długimi nogami. Jak to mówi Luiza, uchodzę w branży za "gwiazdę premium". Powinnam jej całować ręce za to, że tak ciężko pracowała nad poprawą mojego wizerunku. I może bym to robiła, gdyby nie była taką suką...
Ze stresu zasypiam na trzy godziny. Po przebudzeniu nie czuję się już aż tak skacowana, choć wciąż pobolewa mnie głowa. Rozpuszczam więc w szklance wody aspirynę i piję duszkiem. Następnie odbieram telefon od Bolka - faceta, z którym spotykam się od około sześciu miesięcy.
- Cześć... Jesteś wolna dziś wieczorem? Może obejrzymy jakiś film?
Bolek Karpowski ma trzydzieści trzy lata i zarządza myjnią samochodową. Lubię go, nawet bardzo. Co prawda, w naszej relacji nie ma motyli w brzuchu i romantycznych gestów, ale Bolek sprawia, że czuję się chciana i potrzebna. Od razu zaakceptował mnie taką, jaka jestem. Nie krytykował mnie za brak wykształcenia. Sam ukończył z wyróżnieniem mechanikę i budowę maszyn na Politechnice Warszawskiej.
- Dziś nie dam rady. Kiepsko się czuję.
- Potrzebujesz czegoś? - Cały Bolek. Choć mieszka po drugiej stronie miasta, w razie potrzeby rzuciłby wszystko i przyjechał do mnie z zakupami.
- Jedynie snu. Zbyt późno wyszłam wczoraj z bankietu - kłamię.
- Jakiego bankietu? Nic nie mówiłaś...
- Bo to kolejny pokaz mody, który by cię nie zainteresował.
Bolek zupełnie nie śledzi show-biznesu i z początku nie miał pojęcia, że jestem gwiazdą portali plotkarskich. Odkrył to po trzecim spotkaniu, gdy wyjawiłam mu swoje nazwisko. Z ciekawości sprawdził mnie wtedy w Google'u. Podczas następnego spotkania nieustannie wypytywał mnie, czy dobrze się czuję. Nie docierało do niego, że celebrytka i gwiazda Instagrama mogła się zainteresować tak "zwyczajnym i nudnym kolesiem" jak on. Rzecz w tym, że właśnie ta normalność Bolka najbardziej mnie w nim urzekła. Do tego stopnia, że pozwoliłam mu się do siebie zbliżyć.
- Aneta... Tęsknię - mówi po chwili.
- Przecież widzieliśmy się przedwczoraj.
- Niby tak, ale mnie to nie wystarcza. Chciałbym cię widywać codziennie.
Trzymam Bolka na dystans, by nikt nie dowiedział się o naszej relacji. Zatajam ją nawet przed Luizą. Im dłużej uda mi się utrzymać tę znajomość w tajemnicy, tym lepiej. Nie potrzebuję świadków i fałszywych doradców.
Wiem, że zachowałam się egoistycznie, kiedy dopuściłam do siebie Bolka. Potrzebowałam mężczyzny, który pomógłby mi się szybciej wyleczyć z poprzedniego związku. Bolek myśli, że to zamknięty temat, i snuje wizje naszej wspólnej przyszłości.
Popełniłam błąd. Powinnam od początku być z nim szczera i wyznać mu, że wciąż kocham innego.
Po zakończonej rozmowie włączam laptop i sprawdzam skrzynkę mailową. Cholera, zapomniałam, że jestem na dziś umówiona z Agatą! Obiecałam jej, że wypromuję na Instagramie organizowaną przez nią konferencję zachęcającą kobiety do większej aktywności biznesowej. Byłam pewna, że to dopiero za tydzień. Tymczasem Agata przesłała mi listę poruszanych tematów i harmonogram przemówień gości. Konferencja zaczyna się o czwartej. Powinnam dotrzeć na czas. Wiem, że Agata na mnie liczy.
- Konferencja? Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
- Zamierzałam to zrobić. Coś mi się pomieszało i myślałam, że ma się odbyć w przyszłym tygodniu.
- Ostatnio wszystko ci się miesza. Co się z tobą dzieje? Potrzebujesz profesjonalnej pomocy? Jedno słowo, a umówię cię do psychologa. Choć jeśli mam być szczera, wydaje mi się, że bardziej przydałyby ci się spotkania AA.
- Spierdalaj, Luiza. Nie jestem pijaczką.
- Nie? W takim razie udowodnij mi, że dasz radę pójść dziś na galę i obudzić się jutro rano bez kaca.
- Nie będę ci niczego udowadniać.
- Będziesz, złotko. To ja cię stworzyłam i masz mnie słuchać. Jeśli nawalisz, stracę do ciebie resztki sympatii i litości.
- Czy ty mi grozisz?
Zapada krótka cisza, po której rozlega się chichot Luizy.
- Ależ skąd - odpowiada agentka. - Znasz mnie i powinnaś wiedzieć, że nigdy nie posunęłabym się do czegoś takiego. Mam jednak wiele cennych informacji na twój temat. Część z nich, czyli prywatne maile, dokumenty, screeny SMS-ów i nagrania rozmów telefonicznych, przechowuję na laptopie. Media dałyby wiele, by poznać twoje największe sekrety. Chyba nie chcemy, by te informacje przypadkiem wyciekły do internetu?
Przewracam oczami.
- Skończyłaś? Nie mam ochoty tego słuchać. Zawsze tak się zachowujesz, gdy...
- Gdy co?
- Gdy brakuje ci bolca. Znajdź sobie wreszcie jakiegoś, najeździj się na nim i przestań mnie zadręczać. Na razie.
2
Agatę Grzesiak poznałam w zeszłym roku podczas bankietu wieńczącego galę rozdania nagród Kobiety Biznesu organizowaną przez magazyn "Praca i Pasje". Agata odebrała wtedy wyróżnienie za zaangażowanie w promocję inicjatyw biznesowych wśród kobiet. Byłam zaskoczona, gdy w pewnym momencie odłączyła się od grupy elegancko ubranych mężczyzn i podeszła do mnie. Akurat stałam sama przy wysokim stoliku i popijałam prosecco.
- Mogę się przyłączyć? Mam już dość tłumaczenia tym starym pierdzielom, dlaczego mężczyźni w Polsce wciąż są uprzywilejowani biznesowo. Choćbym przez resztę dnia zasypywała ich najnowszymi danymi statystycznymi, oni i tak szliby w zaparte i przekonywali mnie, że wcale nie jest tak źle.
Agata wiedziała, kim jestem. Sprawiała wrażenie zorientowanej w show-biznesie i social mediach. Pogratulowała mi nominacji w kategorii Influencerka roku i stwierdziła, że powinnam była wygrać.
- Jestem szczerze zdumioną drogą, którą przeszłaś. Pamiętam cię sprzed kilku lat. Nikt, absolutnie nikt nie traktował cię poważnie. Ta sztuczna opalenizna, długie tipsy, kozaki i krzykliwy makijaż... Widziałabym cię prędzej zarzyganą w programie Warsaw Shore niż wśród pierwszoligowych gwiazd. - Przyłożyła dłoń do ust. - Wybacz... Chyba się upiłam i zaczynam gadać głupoty. Nie chciałam cię urazić!
- Nie uraziłaś - odparłam z wymuszonym uśmiechem. - Przynajmniej jesteś szczera.
Zawsze lubiłam ludzi, którzy nie owijają w bawełnę. Być może dlatego wciąż znoszę Luizę i jej wahania nastrojów. Wierzę, że nawet najbardziej brutalna szczerość jest lepsza od małego kłamstwa. Nic dziwnego, że od razu znalazłam z Agatą wspólny język.
Spędziłyśmy ze sobą resztę przyjęcia. Rozmawiałyśmy przez kilka godzin i upijałyśmy się prosecco. Nie pamiętałam powrotu do domu. Czujni fotoreporterzy zdołali jednak uwiecznić mnie zataczającą się przed budynkiem w towarzystwie Agaty. Luiza przez kilka dni się do mnie nie odzywała. Gdy wreszcie ochłonęła, uznała, że przynajmniej znów znalazłam się na językach, a poza tym, jak stwierdziła, "lepsze kompromitowanie się wśród ludzi sukcesu niż z jakimiś patałachami".
- Dobrze, że jesteś! - Agata idzie w moją stronę z otwartymi rękami. - Wszystko w porządku? Masz dziwną minę...
- Pokłóciłam się z Luizą - wyznaję.
- I to cię tak martwi? Przecież kłócicie się przynajmniej raz w tygodniu.
- Szkoda gadać. To co, może zrobimy selfie na tle sceny?
- Z przyjemnością.
Sala w krótkim czasie wypełnia się gośćmi. Agata zarezerwowała dla mnie miejsce z boku, tuż przy ścianie, bym mogła wygodnie nagrywać i fotografować zarówno scenę, jak i widownię. Przez następne dwie godziny słucham zaproszonych przez Agatę ekspertów. W pewnym momencie dopada mnie znużenie. Najchętniej wróciłabym do domu i poszła spać. Powinnam jednak wywiązać się z obietnicy. Potrzebuję znajomości w pierwszej lidze, a Agata - przedsiębiorczyni, coach i koordynatorka wielu innowacyjnych projektów biznesowych - bez wątpienia do niej należy. Choć zdarzają mi się chwile zwątpienia, to po pewnym czasie zawsze nasuwa mi się refleksja, że Luiza ma co do mnie rację... Przeszłam zbyt długą drogę, by teraz wszystko spieprzyć. Nareszcie znajduję się tam, gdzie zawsze chciałam być, dlatego takie dni jak ten nie mogą się już powtórzyć. Najwyższy czas rozważyć odstawienie alkoholu. Chcę odzyskać kontrolę nad swoim życiem.
Tylko jak to zrobić, gdy na samo wspomnienie ukochanego mężczyzny krwawi mi serce i tracę chęć do życia?
Konferencja dobiega końca po pięciu niemiłosiernie dłużących mi się godzinach. Jestem z siebie dumna, bo wytrwałam i przeprowadziłam na swoim profilu obszerną relację. Nie dostanę za to od Agaty ani grosza. Co prawda, od razu zaproponowała mi wynagrodzenie, ale odmówiłam, bo myślę o niej przyszłościowo i to, że będzie miała u mnie dług wdzięczności, bardzo mi odpowiada. To właśnie dlatego nie wspomniałam o niczym Luizie. Nigdy by mi nie pozwoliła na darmową współpracę. Dla mojej agentki liczą się tylko pieniądze, a ludzi postrzega jako narzędzia pomnażania majątku.
- Pięknie... - Agata się uśmiecha, przeglądając zdjęcia i filmiki, które dodałam do insta stories. - Umieściłaś nawet link do mojej strony internetowej... Dziękuję, Aneta. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.
Proponuje mi kolację na mieście. Jedziemy do jednej z najdroższych i najbardziej popularnych wśród znanych osób restauracji w centrum. W środku przy stoliku siedzi prezenterka telewizji publicznej, która wita się ze mną na odległość skinieniem głowy.
- Czego się napijesz? - pyta Agata, gdy zajmujemy wskazany przez kelnera stolik. - Może zimnej wody, co?
- Nie rozumiem... - Mrużę oczy.
- Daj spokój, Aneta. Trochę się już znamy i umiem ocenić, kiedy masz kaca.
- Bez przesady...
- Spójrz prawdzie w oczy: alkohol ci nie służy. Przyznaj, znowu piłaś przez niego? - Jak zwykle wali prosto z mostu.
Wzdycham głośno, po czym mówię jej całą prawdę:
- Miałam wczoraj wypić tylko kieliszek wina do kolacji. Ostatnie dni były dla mnie zaskakująco spokojne. Myślałam nawet, że powoli zaczynam wychodzić z dołka...
Przerywam, gdy kelner kładzie przed nami karty dań.
- Kochana - Agata wyciąga ku mnie rękę - kiedy się rozstaliście? Trzy lata temu? Nie sądzisz, że żałoba po tamtym związku trwa już za długo?
- Nie potrafię przestać myśleć o Pawle... Nie masz pojęcia, jak to boli... Każdego dnia rozsadza mnie poczucie niesprawiedliwości. Oddałam mu całą siebie i uwierzyłam, że będziemy rodziną. A wtedy on pozbył się mnie jak zepsutej zabawki.
- Mówisz mi to już któryś raz. Zaakceptuj wreszcie fakt, że nie byliście sobie pisani. - Agata wzrusza ramionami, po czym zmienia temat: - Na co masz ochotę? Jestem strasznie głodna.
Zamawiam pierwszą sałatkę od góry i karafkę zimnej wody z cytryną. Potem zamykam oczy i na moment cofam się w czasie o trzy lata. Spotykałam się z żużlowcem Pawłem Malinką już ponad pół roku. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wiem, że to naiwne, ale już po trzech miesiącach byłam gotowa wyznać mu miłość. Wydawało mi się, że Paweł jest dla mnie stworzony. Przystojny, wysportowany, szarmancki, a do tego tak inny niż większość mężczyzn, których znałam. Na zawodach zawsze otaczał się wianuszkiem pięknych dziewczyn. Mógł mieć każdą, a mimo to wolał wrócić do domu sam, by w spokoju posprzątać, pobawić się z psem i przygotować kolację. Sprawiał wrażenie normalnego i przewidywalnego. Właśnie takiego partnera potrzebowałam. Mimo to po swoich wcześniejszych doświadczeniach wolałam podejść do naszej znajomości inaczej. Nie naciskałam i widywałam się z nim tylko wtedy, gdy sam proponował spotkanie. Nie poruszałam też przy nim tematu związku. Po prostu cieszyłam się z tego, że mam przy sobie tak świetnego faceta. Czułam, że wkrótce Paweł sam zapragnie większego zaangażowania. Nie mogło być inaczej. Przecież układało nam się fantastycznie. Zero kłótni, genialny seks i mnóstwo tematów do rozmów... To musiało się udać.
A jednak runęło z takim hukiem, że do dziś nie mogę się pozbierać do kupy.
- Halo, Ziemia. - Agata macha mi dłonią przed oczami. - Kompletnie się wyłączyłaś.
- Przepraszam. - Prostuję się na krześle. - Myślałam...
- O czym?
- Zastanawiałam się, jak by się to ułożyło, gdybym od początku była z Pawłem szczera w kwestii uczuć... Może gdybym przejęła inicjatywę i wcześniej wyznała mu miłość, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Tamtego dnia Paweł stwierdził, że mamy inne potrzeby. Ja pragnęłam związku, on lubił niezależność i przyzwyczaił się do tego, że byłam jedynie dodatkiem do jego poukładanego życia. Przyznał, że od początku źle podeszliśmy do naszej relacji i pewne sprawy powinny być omówione od razu. Innymi słowy: myślałam, że dając mu przestrzeń i unikając rozmów na poważne tematy, działam na swoją korzyść. Myliłam się.
- Usłyszałam kiedyś od jednego z moich klientów, że z życiem jest jak z giełdą. Nasze przeszłe doświadczenia mogą nakreślać pewien trend, ale wcale nie muszą.
- Nie rozumiem.
- Chodzi mi o to, że pewnych rzeczy nie da się przewidzieć. Wydaje ci się, że odpowiednio wczesna rozmowa mogłaby zagwarantować szczęście naszego związku, ale wcale nie musiałoby tak być.
- Być może, ale przynajmniej bym spróbowała. Poza tym Paweł sam powiedział, że gdybyśmy wcześniej...
- Paweł cię rzucił - mówi Agata wprost, a mnie oczy zachodzą łzami. - Miał inne oczekiwania. To się zdarza.
To prawda, mieliśmy inne potrzeby, uważam jednak, że nawet największe różnice da się pogodzić. Gorzej, gdy ktoś nie potrafi zaakceptować przeszłości drugiej osoby...
- Sałatka dla pani. - Kelner stawia przede mną miskę pełną sałaty, szparagów i kawałków pieczonej szynki.
- Dziękuję - mówię łamiącym się głosem.
- Polędwiczki dla pani.
Agata czeka, aż kelner odejdzie, po czym kontynuuje:
- Nie zmienisz tego, co się stało. Paweł podjął decyzję. Wiem, że to przykre, ale dał ci wyraźnie do zrozumienia, że nie chce z tobą być.
- To tak strasznie boli - mówię, przeżuwając sałatę. - Mówiłam ci, że pięć miesięcy po naszym rozstaniu związał się z inną kobietą?
- Jakieś piętnaście razy. - Agata kręci głową.
- Nigdy nie zrozumiem, dlaczego jedni tak łatwo przechodzą ze związku do związku, a inni, tacy jak ja, latami nie mogą dojść do siebie. To niesprawiedliwe.
- Zawsze dzieje się tak w sytuacji, gdy jedna osoba kocha bardziej niż druga. - Agata wzrusza ramionami, po czym nabija polędwiczkę na widelec.
- Zainwestowałam w związek z Pawłem tyle uczuć, a on nawet nie spróbował o nas zawalczyć. Odstawił mnie na bok bez żadnych skrupułów. Wiesz, tak sobie myślę, że właśnie to jest w tym wszystkim najgorsze...
- Dysproporcja w emocjonalnych krzywdach?
Wzdycham.
- Tak... To mnie dobija.
- Poczekaj. Skup się na sobie i nie myśl o kolejnych związkach. Nie jesteś na nie jeszcze gotowa. Odczekaj rok, dwa lata, a potem umów się na parę randek i sprawdź, jak się z tym czujesz.
Słowa Agaty sprawiają, że kulę się jak pięciolatka, która wie, że nabroiła. Grzesiak nie wie o Bolku i będzie lepiej, jeśli się nie dowie. Boże, jak mogę postępować tak egoistycznie?
- Ja tylko chcę się uwolnić się od tego potwornego żalu. Przez niego nie mogę normalnie funkcjonować... Myślisz, że kiedyś będzie normalnie? Nie daję już rady... Zresztą dlaczego cię o to pytam? Od lat jesteś szczęśliwą mężatką. Czy ty i Michał kiedykolwiek się kłócicie?
Poznałam męża Agaty kilka miesięcy temu. Grzesiakowie zaprosili mnie do siebie na elegancką kolację. Od razu polubiłam Michała, który sprawiał wrażenie zrelaksowanego i autentycznego. Podobało mi się to, jak na każdym kroku okazywał żonie szacunek i czułość. Życzę im jak najlepiej, jednak odrzuciłam wszystkie zaproszenia na następną kolację. Za każdym razem znajdowałam wymówkę: zmęczenie, ból głowy czy imprezę, na którą musiałam pójść. Od kilku tygodni Agata już nie pyta, kiedy znów ich odwiedzę. Chyba zrozumiała, że przyglądanie się czyjemuś szczęściu jest ponad moje siły.
- Czy się kłócimy? - Agata chichocze. - Mało powiedziane. Jesteśmy z Michałem kompletnymi przeciwieństwami i wciąż się ścieramy.
- Jak sobie radzicie z nieporozumieniami?
- Normalnie... Raz ja mu dam w pysk, innym razem on mnie.
Robię wielkie oczy i otwieram usta.
- Że co?
- Nie patrz tak na mnie. - Agata rozkłada ręce. - No dobra, żartowałam.
- Mam nadzieję.
Chcę już wrócić do domu. Opadam z sił, a im dłużej rozmawiam z Agatą o facetach, tym bardziej chce mi się płakać.
- Aneta... Właściwie to sama już nie wiem, czy powinnam ci o tym teraz mówić... - Moja koleżanka sprawia wrażenie zakłopotanej.
- O czym? No mów! Nie lubię, gdy ktoś trzyma mnie w niepewności.
Agata drapie się za uchem, po czym przysuwa się do stołu i kładzie ręce na blacie.
- Jestem w ciąży - oznajmia, a kąciki jej ust od razu się unoszą. - To trzeci miesiąc. Jesteśmy z Michałem tacy szczęśliwi...
Zastygam w bezruchu i wyobrażam sobie domek nad jeziorem, w którym mieszkam z Pawłem i czwórką naszych dzieci. Miałam to na wyciągnięcie ręki...
- Gratulacje. - Próbuję się uśmiechnąć, ale wychodzi mi to niezręcznie. - To wspaniała wiadomość. Naprawdę bardzo się cieszę...
- Dzięki. Pewnie będę musiała sobie zrobić dłuższą przerwę od pracy.
- Praca poczeka. Rodzina jest najważniejsza.
Agata się uśmiecha.
- Masz rację.
Po kolacji koleżanka żegna się ze mną szybkim pocałunkiem w policzek.
- Dzięki za wszystko. Gdybyś czegoś potrzebowała, wiesz, gdzie mnie szukać. - Bingo!
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Aneta... Nie zadręczaj się przeszłością. To nie ma sensu. Musisz zostawić pewne sprawy za sobą i iść naprzód. Jesteś młoda. Zobaczysz, poznasz jeszcze faceta, który da ci to, czego pragniesz.
- Mam nadzieję.
Wracam do domu przybita szczęściem Grzesiaków. Próbuję im nie zazdrościć, ale czuję ukłucie w sercu na myśl o tym, że mogłam wieść identyczne życie, a jednak los okazał się dla mnie mniej łaskawy. Dwadzieścia minut później leżę na kanapie w salonie i przeglądam powiadomienia na smartfonie. Luiza wypytuje o konferencję:
Superrelacja, ale wypadało od razu dać mi znać. Tak w ogóle to dlaczego nie załatwiła tego przeze mnie? Ile Ci zapłaciła? Chyba nie zatajasz przede mną przychodów?
Odpisuję jej, że pomogłam Agacie za darmo. Po minucie agentka zaczyna do mnie wydzwaniać. Nie jestem tym specjalnie zaskoczona. Zawsze reaguje impulsywnie. Nie mam siły się z nią dziś wykłócać, dlatego odrzucam połączenie.
Oczy powoli mi się zamykają. To dobry znak. Może uda mi się dziś wreszcie spokojnie zasnąć. Wcześniej jednak dzwonię do Bolka i opowiadam mu o swoim dniu.
- Brakuje mi twojego zapachu - mówi. Wiem, że czeka na zaproszenie. Tym razem musi się jednak obejść smakiem.
Przed wejściem pod prysznic przeglądam dzisiejsze artykuły na portalach plotkarskich. Oczywiście wszyscy donoszą o mojej wpadce. Przynajmniej przyćmiła mnie aktorka, która wsiadła po pijaku za kierownicę i uderzyła w znak. Na wszelki wypadek sprawdzam komentarze. Jestem ciekawa, co na mój temat mają do powiedzenia hejterzy i malkontenci. Tak jak się spodziewałam - jedni wyzywają mnie od hipokrytek i grzmią, że więcej nie kupią niczego z mojego polecenia, a inni koncentrują się na moich niekorzystnych zdjęciach, które dołączono do artykułów. Już mam odłożyć smartfon, gdy dostrzegam komentarz, który przyprawia mnie o dreszcze:
Olololololo o godz. 16.24
Wrocławskie Koryto - pamiętamy.
Dlaczego ktoś się na mnie tak uwziął?