Inkluzja - Rafał Glina

Kup ebooka

44.90 zł
37.26 zł (44,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Od autora Prolog Rozdział 1

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23

PROLOG

Jakieś półtora roku temu

Młody mężczyzna minął Mercedesa zaparkowanego na podjeździe i zapukał do drzwi niewielkiego domu otoczonego wysokimi sosnami. Nad jego głową rozbłysła lampa sterowana czujnikiem ruchu. Budynek, w odróżnieniu od innych w okolicy, stał kilkadziesiąt metrów w głąb od głównej drogi, w pasie lasu oddzielającym osiedle Głębokie-Pilchowo od Jeziora Głębokiego, na uboczu. Dzięki temu panowały tu cisza i spokój, ale i ciągły półmrok. Nawet w słoneczny dzień, nie mówiąc już o październikowym wieczorze, tak jak teraz.

Mężczyzna, trzymający w jednej ręce butelkę Jacka Daniel'sa, a w drugiej bukiet krwistoczerwonych róż, zapukał ponownie, tym razem głośniej. Usłyszał stłumione przekleństwo i po chwili dźwięk otwieranych zamków.

- Co jest, kurwa?! - W drzwiach stanął półnagi mężczyzna pokryty licznymi tatuażami, z ewidentnym zamiłowaniem do częstego odwiedzania siłowni. - Czego? - warknął.

- Pan Jarosław przesyła pozdrowienia i mały podarunek. - Przybysz uniósł trzymane rzeczy, ciągle przestępując z nogi na nogę.

- Kto? - Osiłek zmarszczył brwi. - Co za Jarosław?

Posłaniec spodziewał się takiej reakcji. Nie każdy znał właściciela tego domu, tak jak właściciel zazwyczaj nie znał nazwisk osób, którym go wynajmował. Inkasował należność, a klucz odbierało się ze skrytki, po wpisaniu odpowiedniego kodu.

- Pan Jarosław Orzechowski - padła szybka odpowiedź.

- Aaa, od Orzecha. To trza było tak od razu gadać, a nie wyskakiwać mi tu z jakimś Jarosławem. - Osiłek się zaśmiał. - Ale to pierwszy raz, żeby zrobił taką niespodziankę. Nigdy tak nie było - zdziwił się.

Pobudzony niewielką dawką amfetaminy mózg posłańca na poczekaniu wymyślił powód.

- Od niedawna tak robi i tylko wobec najlepszych klientów - zaznaczył. - Gdzie to położyć?

Przybysz zrobił krok do przodu i nerwowo rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś stolika.

- Dobra, ja to wezmę, dzięki. - Osiłek przyjrzał się mężczyźnie. Spojrzał mu prosto w oczy. - A ty widzę to trochę nafrukany jesteś - zarechotał.

Posłaniec podał mu kwiaty i butelkę.

- Że co?

- No, na speedzie jesteś, co nie?

Przybysz sięgnął pod kurtkę, za plecy.

- Jeszcze tylko pokwitowanie - powiedział.

- Co? Jakie pokwitowanie?

Zdziwienie osiłka trwało krótko, bo po sekundzie uderzenie w skroń pozbawiło go przytomności. Napastnik spojrzał na trzymany w dłoni sześćdziesięciocentymetrowy kij bejsbolowy ze stopu metali o wadze dziewięciuset gramów i z uznaniem pokiwał głową. "Dobry zakup" - pomyślał i szybko zamknął drzwi wejściowe.

Jakimś fartem butelka Jacka Daniel'sa spadła na mały, owalny dywan leżący przy wejściu i nie rozbiła się, ale do spółki z upadającym ciałem osiłka narobiła sporo łoskotu.

- Co ty tam wyprawiasz?! - Z sypialni rozległ się krzyk. Piskliwy i strasznie irytujący. - Co to za hałas?

Spodziewał się jeszcze jednej osoby. Szybko podbiegł do kolejnego pomieszczenia. Drzwi były otwarte. Na łóżku siedziała naga dziewczyna z dużymi, zapewne sztucznymi, cyckami i absurdalnie wyglądającymi wielkimi wargami. Właśnie te dwie rzeczy rzuciły się w oczy napastnikowi, zanim wziął szeroki zamach i roztrzaskał jej głowę. Odgłos pękającej czaszki przywołał wspomnienia z dzieciństwa. Na chwilę zamknął oczy i się uśmiechnął.

- Przykro mi, paniusiu, ale to musi wyglądać spektakularnie - powiedział do ciała rozciągniętego na łóżku i zaczął raz po raz uderzać.

Krwawe rozbryzgi pojawiły się na ścianie, pościeli, a nawet suficie. Nagle mężczyzna przypomniał sobie o osiłku leżącym przy wejściu. Szybko wybiegł z sypialni. Zdążył w ostatniej chwili, bo ten już próbował wstać.

- Widocznie musiałem jakoś źle trafić - wymruczał do siebie napastnik i zamachnął się nad głową. I znów ten odgłos pękającej czaszki. I znów. I znów.

Krew, kości i kawałki galaretowatego mózgu ozdobiły podłogę i ściany.

W końcu mężczyzna się opamiętał. Amfetamina, którą zażył już jakiś czas temu, powoli odpuszczała. Spojrzał na swoje dzieło i się przestraszył, ale po chwili doszedł do siebie.

- Teraz, kurwa, nie da się tego ukryć - powiedział głośno, chociaż nie został nikt, kto mógłby go usłyszeć.

Nie przejmując się krwią, wetknął kij bejsbolowy za pasek spodni na plecach i podniósł butelkę whisky oraz bukiet. Wyłączył światło nad wejściem, aby się nie zapaliło, gdy on wyjdzie na zewnątrz, po czym spokojnie opuścił dom i zniknął w ciemności.