Wstęp
Izabela Czartoryska niewątpliwie zasługuje na rzeczową biografię. Nie
tylko dlatego, że była urokliwą kobietą, która żyła w dramatycznym
okresie dziejów naszego kraju oraz otarła się o czołowych aktorów tych
wydarzeń, a także poznała wiele osobistości światowej sławy, między
innymi Jeana-Jacques'a Rousseau, Benjamina Franklina i Johanna Wolfganga
von Goethego, nie licząc władców, takich jak Fryderyk Wielki, Józef II i Aleksander I.
Przede wszystkim była niemalże wyjątkowym przykładem kobiety swej epoki,
realizującej samodoskonalenie w duchu tego, co Johann Gottfried von
Herder i Wilhelm von Humboldt określili słowem Bildung. Wychowana na
litewskiej wsi przez babkę dewotkę i ledwo wykształconą guwernantkę,
wydana za mąż bez pytania o zdanie, potrafiła uwolnić się emocjonalnie i intelektualnie od więzów i obyczajów swojego środowiska, sama kształcąc
się przez czytanie i obserwację oraz zdobywając uznanie zarówno wśród
szerokich warstw społeczeństwa w Polsce, jak i uczonych z różnych
krajów. Mało tego, stała się wzorem matki i obywatelki, nie tylko
osobiście wychowując własne i cudze dzieci, lecz także kształtując swym
przykładem i działalnością dydaktyczną szersze warstwy społeczne, a tym
samym przekazując wzór stylu życia dobrego obywatela i Polaka patrioty.
Wzór, który szeroko się przyjął.
Ważne miejsce w jej twórczości zajmowało projektowanie ogrodów, a także
całych przestrzeni obejmujących architekturę i naturalne otoczenie,
które realizowały jej koncepcję harmonijnego współżycia ludzi ze sobą i z przyrodą, przywiązania do ziemi, pracy, rodziny i ojczyzny. Wyrażała
się przez obraz, gest i działanie, wykorzystując wszelkie formy
dramaturgii jako preferowaną formę przekazu - była z instynktu
performerką.
Muzea, które założyła, wyróżnia nie tyle to, że - jak się zwykle
przyjmuje - Świątynia Sybilli była pierwszym muzeum publicznym w Polsce
i pierwszym na świecie poświęconym historii narodu, ale to, że była ona
czymś zupełnie wyjątkowym, mianowicie interaktywnym narzędziem
nauczania, a wizyta w Domu Gotyckim stanowiła spektakl mający na celu
otwarcie oczu i wzbudzenie wyobraźni, aby rozpowszechniać wiedzę o uniwersalnych przeżyciach i losach ludzkości.
Izabela odegrała również doniosłą rolę w historii rodziny, o której Adam
Mickiewicz napisał:
Familia książąt Czartoryskich [...] to jedyna w Europie rodzina
prywatna, która ma swoje własne dzieje polityczne; poza tym ogniskuje
ona w sobie również dzieje literatury całego stulecia. Najwybitniejsze
dzieła ogłoszone od wstąpienia na tron Stanisława Augusta aż po
powstanie 1830 roku były bądź wydane przez członków tej rodziny, bądź
komuś z nich poświęcone, bądź też ukazywały się z ich podniety. Nigdy
nie istniał równie szczodry mecenat1.
Wkład Izabeli w ten mecenat był ogromny, zarówno w dziedzinie
literatury, jak i sztuk pięknych, a nawet polityki.
Równocześnie bujne życie towarzyskie i miłosne Czartoryskiej, jej
podróże i spostrzeżenia, kontakty z ludźmi z różnych sfer i nacji,
kłopoty codzienne i zmaganie się ze zmianami warunków bytowych,
spowodowanymi przez kolejne rozbiory i działania wojenne, umożliwiają
wgląd w realia życiowe jej epoki. Przedstawiają bowiem niezwykle intymny
obraz codzienności w tamtych czasach i udręk zwykłych ludzi żyjących w tragicznym dla naszego kraju okresie rozbiorów, wojen napoleońskich i powstania listopadowego.
Oczywiście, nie można zaliczać Izabeli do grona "zwykłych ludzi", lecz
oszałamiające fortuny i wspaniałe koligacje, którymi los ją obdarzył,
nie powinny przysłaniać faktu, że to, co spotkało Izabelę, jej rodzinę i grono znajomych, nie różniło się od tego, co stało się udziałem milionów
mieszkańców dawnej Rzeczypospolitej, których świat unicestwiły polityka
siły, despotyzm i wojna. Do całkowitego zdruzgotania tego świata
przyczyniły się nie tylko działania wojenne czy zmiany granic i władców.
Jego tradycyjne struktury i hierarchie zostały zniszczone i zastąpione
przez obce organy administracyjne służące centralizacyjnym reżimom.
Historia Izabeli jest bowiem pod pewnymi względami odzwierciedleniem
historii tej części Europy.
Ta niezwykła kobieta zasługuje na o wiele obszerniejszą biografię niż
obecna, ograniczona przez wymogi brytyjskiego wydawcy i czytelników
słabo zainteresowanych historią Polski i przerażonych na widok każdego
kolejnego polskiego nazwiska, co wykluczało wprowadzenie zarówno
licznych postaci odgrywających jakąś rolę w życiu Izabeli lub przez nią
protegowanych, jak i podrzędnych wątków jej działalności. Skupiłem się
więc na ustaleniu głównych faktów z jej życia i zrozumieniu, do czego
dążyła i dlaczego.
Ale i to nie było łatwe: archiwum rodzinne znajdujące się w Bibliotece
Książąt Czartoryskich w Krakowie jest skarbcem informacji o Izabeli i jej rodzinie, nastręcza jednak historykowi poważnych trudności. Po
pierwsze, jest tak obszerne, że narzuca konieczność rezygnacji z wielu
wątków jej życia, ciekawych cytatów i fascynujących szczegółów. Po
drugie, znaczna część listów nie nosi żadnej daty, na innych figuruje
jedynie dzień, na przykład "7go", albo miesiąc bez roku lub tylko dzień
tygodnia, a na domiar złego niektóre listy noszą datę najwyraźniej
dodaną inną ręką i niekiedy błędną. Do tego większość listów została
oprawiona niby chronologicznie, ale w istocie w błędnej kolejności, co
komplikuje sprawę. Nie można też nie wspomnieć o trudności zrozumienia
kodów i przezwisk, jakich zwykle używali między sobą członkowie rodziny.
Ponieważ władze zaborcze otwierały korespondencję, pisano w taki sposób,
aby przekazywać wiadomości przy pomocy aluzji i synonimów, z których
wiele jest dziś niezrozumiałych. Nie pomaga też, z oczywistych przyczyn,
zupełny brak korespondencji dotyczącej pewnych czułych tematów.
Wiarygodnych pamiętników i wspomnień z epoki jest niewiele, ponieważ
większość spośród nich spisano, kiedy Izabela i jej mąż byli już czymś w rodzaju świętości narodowych, a sytuacja kraju wymagała pozytywnej
narracji. W rodzinnych wspomnieniach na ogół przemilczano to, co
niewygodne. Istniejące prace biograficzne opierają się głównie na
wcześniej opublikowanych materiałach, a jedyna źródłowa biografia Adama
Kazimierza, wydana bez redakcji po śmierci autora, który nie zdążył jej
skończyć, jest pełna błędów.
Cały temat wymaga o wiele więcej czasu i szperania, niż mogłem mu
poświęcić, a to, do czego udało mi się dotrzeć, w dużej mierze
zawdzięczam osobom, które mi pomogły i którym pragnę serdecznie
podziękować za ich cierpliwość i rzetelną współpracę. Na pierwszym
miejscu chciałbym wymienić doktora Janusza Pezdę i doktora Pawła
Wierzbickiego z Biblioteki Książąt Czartoryskich w Krakowie, doktora
Jacka Krochmala z Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Ewę
Rutkowski z Biblioteki Polskiej w Paryżu, Annę Oleszak i Alberta
Walendowskiego z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima
Łopacińskiego w Lublinie. Dziękuję też doktor Grażynie
Bartnik-Szymańskiej za pieczołowicie przez nią wyszperane informacje
zawarte w metrykach parafii Świętego Krzyża w Warszawie, Konradowi
Niemirze za jego wskazówki dotyczące pobytów Izabeli w Paryżu i Spa,
Michałowi Przygodzie za jego wiedzę ikonograficzną, profesor Alinie
Aleksandrowicz za wnikliwe komentarze (i znakomite prace), a także
Elżbiecie Wichrowskiej za jej ciekawe spostrzeżenia i uwagi dotyczące
relacji między Izabelą Czartoryską a Heleną Radziwiłłową. Chciałbym
również podziękować Vinzenzowi Hoppemu za jego kwerendy w archiwach i bibliotekach w Niemczech oraz Stanleyowi Fingerowi za szczegóły
dotyczące instrumentu "armonica" Benjamina Franklina.
Adam Zamoyski
Nazwisko rodowe Izabeli w wielu publikacjach występuje w formie
'Flemming' - i w niektórych moich pracach też tak je pisałem.
Stwierdziwszy natomiast, że jej ojciec podpisał się 'Fleming' przy
okazji ślubu Izabeli z Adamem Kazimierzem Czartoryskim, postanowiłem
przyjąć taką formę nazwiska.
Podobna kwestia dotyczy jednej z córek Izabeli, której powszechnie
przyjęte imię to 'Maria'; takie też podała ona sama, gdy wydawała swą
powieść zatytułowaną Malwina. Jednakże w metryce jej chrztu z 1768
roku zapisano imię 'Marianna', a matka zawsze zwracała się do niej w listach per 'Maryniu' lub po francusku 'Marianne'.
W cytowanych dokumentach z epoki (wspomnieniach, korespondencji itd.),
które powstały w języku polskim, pozostawiono oryginalną pisownię.
Tłumaczenia tekstów obcojęzycznych pochodzą - o ile nie wskazano inaczej
- od autora niniejszej książki.
AZ
1
Wydana za mąż
Nie o takim weselu marzy szesnastolatka - na własnym ślubie Izabela była
jedynie pionkiem w poważnej transakcji. Co prawda, uroczystości nie
brakowało splendoru; kościół w Wołczynie, perłę późnobarokowej
architektury, o ośmiokątnym wnętrzu ozdobionym wykwintną sztukaterią
przypominającą tort weselny, wypełniali tego dnia, 19 listopada 1761
roku, najmożniejsi obywatele Rzeczypospolitej. Niektórzy nosili się po
francusku, lecz większość mężczyzn była ubrana po polsku w kontusze z jedwabiu i aksamitu, podszyte sobolami i zdobione klejnotami. U boku
mieli karabele wysadzane szlachetnymi kamieniami. Świetność sukien pań
podkreślała biżuteria z brylantami, rubinami i perłami. Młodą parę
pobłogosławił poprzedniego dnia biskup płocki Hieronim Szeptycki, a samego ślubu, według księgi parafialnej, Liber copulatorum, udzielił -
przy akompaniamencie salw armatnich oddawanych przez prywatne wojsko
gospodarza - Illustrissimus Excellentissimus et Reverendissimus biskup
łucki Antoni Erazm Wołłowicz2.
Suknia panny młodej pewnie nie ustępowała innym pod względem
wspaniałości, ale była częściowo przykryta muślinowym welonem, by ukryć
lichą perukę maskującą łysinę oraz zasłonić twarz zeszpeconą śladami po
ospie, którą dziewczyna ledwo przeżyła. Jej oblubieniec, Adam Kazimierz
Czartoryski, był co prawda księciem, i to przystojnym i czarującym, ale
nie wobec Izabeli. Znał ją od dziecka i nigdy mu się nie podobała, a ostatnio zakochał się w innej kobiecie. Zanim ostatecznie uległ presji
rodziny, zrobił wszystko, by uniknąć tego małżeństwa i uważał je za "swe
nieszczęście". Tak samo odczuwała jego siostra Izabela Lubomirska. Gdy
biskup zaczął udzielać ślubu, zerwała się z miejsca i rzuciwszy się ze
łzami w oczach w objęcia Adama Kazimierza, zaczęła go ściskać, jak gdyby
- słowami jednego z obecnych - "żegnała go na zawsze". Zachowywała się w sposób tak dramatyczny, że nie mogło to u obecnych nie dać początku
"najbardziej fantastycznym przypuszczeniom". Po zakończeniu obrzędu
szarmancki książę wyszedł z kościoła, zostawiając żonę u progu3.
Znaleźli się znów obok siebie podczas obiadu weselnego w pobliskim
pałacu, należącym do jej dziadka, księcia Michała Czartoryskiego. Za
długą fasadą parterowego budynku z drewna modrzewiowego znajdowało się
aż trzydzieści sześć pokoi. W jego murowanych skrzydłach, otaczających
dwa paradne dziedzińce oraz wielką cour d'honneur zdobioną posągami,
mieściło się jeszcze pięćdziesiąt sześć pomieszczeń.
Około dwustu gości zasiadło przy stołach porozstawianych w sali
"wielkiej", pokojach "paradnych" oraz "galerii" o ozdobnych posadzkach z różnych rodzajów drewna, w tym różanego i hebanu. Na modrzewiowych
ścianach wisiały gobeliny i obrazy, głównie dzieła szkoły włoskiej oraz
portrety królów polskich i antenatów rodu Czartoryskich, których
opiewano w mowach wygłoszonych podczas bankietu4.
Były to wierszowane panegiryki obfitujące w łacińskie superlatywy,
przygotowane przez aż trzy kolegia jezuickie i jedno pijarskie oraz
kilku pojedynczych wierszopisarzy, którzy rywalizowali ze sobą w istnym
turnieju hiperboli. Jeden z nich zapewniał pana młodego:
Tak godney, tak wysokiey, tak Pańskiey iesteś rodowitości, że nic
zacnieyszego nad nią dzieie nam nie pokazują, nietylko w Oyczyźnie
naszey, ale w całey Europie, na Tronach i pod Koroną. [...] z Osoby
Twoiey Pańskiey tak jesteś bogaty, że gdyby dziś samey tylko cnocie i zasługom w nagrodę berła i korony zamierzone były, nie dałbyśsie do nich
nikomu uprzedzić.
Przypisywał jego "obfitey mądrości i doyrzałego w obieraniu rzeczy
rozsądku" wybór małżonki "bogatej" we własne i przodków swoich cnoty i zapewniał, że "z tak ślicznie i uważnie dobraney Pary może niezawodnie
Oyczyzna gruntowne sobie zamierzać pomyślności"5.
Po zakończeniu uczty formalny ogród francuski, przecięty w połowie
kanałem kończącym się posągiem Neptuna nad grotą, z której tryskała
kaskada, został oświetlony pokazem fajerwerków, a młoda para ukazała
się, wychodząc ze specjalnie wybudowanej w stylu rzymskim "świątyni
nienaruszalnej przyjaźni"6.
Uroczystości byłyby prawdopodobnie jeszcze bardziej wyszukane, gdyby nie
to, że ślub przygotowano w pośpiechu. Ponieważ parę młodą łączyło
bliskie pokrewieństwo - on, o jedenaście lat starszy, był bratem
stryjecznym jej matki - konieczna okazała się dyspensa Kościoła.
Tymczasem Izabela, zanosząc do chłopskiej chaty żywność dla dziecka
chorego na ospę, sama się zaraziła. Biorąc pod uwagę, że matka i młodsza
siostra dziewczyny zmarły na tę samą chorobę, kiedy Izabela miała
zaledwie rok, nie marnowano czasu, gdy wreszcie otrzymano dokument.
Był to związek czysto dynastyczny. Izabela wnosiła w posagu 800 tysięcy
złotych oraz jako jedynaczka dziedziczyła całość majątku ojca po jego
śmierci. Wesele stało się także pretekstem do zjazdu politycznego. Przez
następne pięć dni ucztowania, tańców i przedstawień teatralnych
zgromadzeni magnaci, wśród których znajdował się ogromnie wpływowy
hetman wielki koronny Jan Klemens Branicki, omawiali możliwości
współpracy na nadchodzącym sejmie. Jeden z najważniejszych gości,
wojewoda wileński książę Michał Kazimierz Radziwiłł, wysłał na ucztę
weselną dwie fury naładowane wszelkiego rodzaju dziczyzną i po
zakończeniu uroczystości w Wołczynie zaprosił całe towarzystwo do swego
pałacu w Białej, gdzie zabawiał je ucztami, tańcami oraz
przedstawieniami baletowymi i teatralnymi. Czy nowożeńcy wzięli udział w tych rozrywkach, nie wiadomo. Nie byli tam potrzebni, ponieważ wywiązali
się już ze swego zadania. A raczej wywiązała się Izabela7.
Po kilkudniowej wizycie w majątku jej ojca w Szereszowie nowożeńcy
pojechali do posiadłości Czartoryskich w Oleszycach, gdzie Adam
Kazimierz zostawił żonę samą w towarzystwie jej francuskiej guwernantki,
mademoiselle Petit. Bardzo się kochały i Izabela, będąca niezbyt
wykształconą dziewczyną wychowaną na wsi, może by i chętnie spędziła tam
resztę życia. Dwór, niegdyś obronny, został zbudowany na stromym
czworobocznym bastionie ziemnym. To przysporzyło im głównej rozrywki:
jedna zawijała drugą w prześcieradło i mocnym targnięciem staczała ją ze
stoku wirującą z przerażającą prędkością. Małżeństwo Izabeli wciągnęło
ją jednak w inny wir, który miał ją ponieść po całej Europie i przemienić w całkowite przeciwieństwo prostej wiejskiej
dziewczyny8.
Była do tego zupełnie nieprzygotowana, ale nie brakowało jej animuszu.
"Nigdy nie byłam piękną, ale czasami bywałam ładną" - oceniała z perspektywy czasu dwadzieścia lat później w modnej wtedy formie
literackiego portretu. "Mam piękne oczy, a ponieważ w nich widać
wszystko, co się dzieje w mojej duszy, nadają mojej twarzy uroku...".
Opisując swoją osobę, Izabela zanotowała, że ma jasną cerę, ładne czoło,
nos "nie ładny, a nie brzydki, duże usta, białe zęby, miły uśmiech i właściwie ładną twarz". "Jestem wzrostu raczej wyższego niż mała, talię
mam wysmukłą, za małe piersi, brzydkie ręce, uroczą nóżkę i w ogóle
zgrabne ruchy" - pisała dalej. "Moja figura jest jak mój umysł;
największą zaletą jednej i drugiej [jest] to, że zawsze umiałam je jak
najlepiej wykorzystać". "Niedbałe wychowanie" nie zdołało okiełznać
"entuzjazmu", którym - jak podkreślała - obdarzyła ją natura, była też
wesołego usposobienia, wyrozumiała, kochająca i ufna. I nawet jeśli
"entuzjazm" i małe piersi Izabeli nie przypadły do gustu jej mężowi, był
zbyt dobrym człowiekiem, aby nie docenić tego zestawu zalet. Chociaż
ślady po ospie zanikły, świetnie wiedziała, że mu się nie podoba. Nie
przeszkodziło to jednak Adamowi Kazimierzowi w spełnieniu obowiązków
małżeńskich i przed upływem roku Izabela urodziła mu syna9.
"Chcieć malować duszę, serce, umysł i przymioty Adama Czartoryskiego
iest to rzeczą i trudną, i próżną" - pisała wiele lat później. "Trudną,
bo niema wyrazów, któreby wyobrazić potrafiły ten rzadki zbiór cnót i wszelkich najszlachetniejszych skłonności, tę uprzejmość miłą, tę
grzeczność wszelkiego rodzaju, ten rozum jeszcze nauką udoskonalony".
Jej słowa powtarzają prawie wszyscy, którzy księcia Adama spotykali.
Inteligentny, wykształcony, dowcipny, zabawny, uroczy, o wykwintnych
manierach, wesoły, życzliwy, uczciwy - to określenia, które często
występują w opisach jego osoby. Wszyscy twierdzili też zgodnie, że był
to w pełnym tego słowa znaczeniu grand seigneur. Udzieliwszy mu
audiencji w Rzymie, papież Benedykt XIV oświadczył, że nigdy nie spotkał
godniejszego młodzieńca. Adam Kazimierz nie pił i nie był graczem, a jeśli okazywał jakieś słabości, to były nimi jedynie trochę próżności
oraz nadmierne upodobanie do towarzystwa kobiet10.
Obydwoje mieli duże poczucie humoru, co musiało ich łączyć. "Wyszłam za
mężczyznę, którego nie kochałam" - zwierzyła się Izabela kilka lat
później - "i czułam dla niego tylko czułą przyjaźń, na którą zasługuje
coraz więcej z każdym dniem". Całe szczęście, bo wydano ją za mąż za
człowieka, po którym wiele się spodziewano11.
Urodzony w 1696 roku Michał był inteligentny i wykształcony, a mocny
charakter pozwolił mu zostać sprawnym graczem politycznym. Jego zjadliwy
dowcip i skłonność do mówienia tego, co myślał, niektórych raziły, ale
mimo to był ogólnie szanowany. Ożenił się z czeską hrabianką Eleonorą
von Waldstein-Wartenberg, która pochodziła między innymi od słynnego
wodza Wallensteina. Wniosła Michałowi w wianie spory majątek i dała mu
trzy córki.
Drugi syn Izabeli Morsztynówny, August, urodzony w 1697 roku, był tak
samo inteligentny i wykształcony. Mimo że okazał się dość próżny,
cieszył się wielkim uznaniem dzięki przyjemnemu wyglądowi i szlachetnej
postawie oraz temu w swym zachowaniu, co jego młody siostrzeniec
Stanisław Antoni Poniatowski nazwał "rodzajem magii"12. "Ma
wykwintny gust, jeśli chodzi o sztukę, oraz wszechstronną i głęboką
wiedzę" - charakteryzował Augusta pisarz Jacques-Henri Bernardin de
Saint-Pierre, dodając, że "właściwości jego serca są jeszcze
znaczniejsze od tych"13. Jeszcze znaczniejsze było także jego
szczęście.
W młodości jako kawaler maltański walczył przeciwko Turkom na galerach
Zakonu, potem wyróżnił się w armii austriackiej, służąc pod słynnym
wodzem księciem Eugeniuszem Sabaudzkim, ale jego największą zdobyczą
była ręka Zofii Sieniawskiej. Ostatnia z możnego rodu Sieniawskich
odziedziczyła nie tylko olbrzymi majątek, ale także prestiż swoich
hetmańskich przodków. Po pierwszym mężu, hrabim Stanisławie Denhoffie,
który zmarł cztery lata po ślubie, przejęła cały majątek polskiej gałęzi
tego rodu, stając się najbogatszą partią w Europie. Do tego stopnia, że
zainteresowało się nią kilka dworów europejskich, w tym wiedeński i wersalski.
August Czartoryski był najmniej zamożnym z ubiegających się o rękę
Zofii, wśród których znajdowali się Burbon hrabia de Charolais, infant z portugalskiego domu królewskiego Bragançów, książęta Holsztynu i Brunszwiku oraz kilku polskich magnatów. Jeden z nich, chcąc upokorzyć
Czartoryskiego, przekupił jego krawca, aby dowiedzieć się, jak August
będzie ubrany na dzień zalotów, i ubrał tak samo całą swoją służbę. Ale
urok Czartoryskiego pomógł mu zdobyć serce i rękę Zofii, nie mówiąc o jej bajecznej fortunie. Była panią ponad dwudziestu majątków,
trzydziestu miast i około siedmiuset wiosek, kopalni soli, żelaza i cyny, a także kilku bogatych starostw14.
Pomimo że August stał się najbogatszym człowiekiem w Polsce, a może i w Europie, przyjął swój nowy status z wrodzoną delikatnością. Kiedy w umówionym terminie zjeżdżali dzierżawcy i zarządcy dóbr jego żony,
przywożąc należne czynsze, sumiennie sprawdzał wszystkie rachunki, po
czym zwracał się do swego marszałka dworu słowami: "Odnieś wać pan
księżnej jejmości dochody z jej dóbr". Marszałek prowadził paziów i hajduków niosących baryłki złota na pokoje Zofii i kłaniając się,
oświadczał: "Książę jegomość przesyła księżnie jejmości roczny dochód z dóbr jej wiana", na co ona odpowiadała: "Proszę podziękować księciu, a odnieść te złoto do mojego męża"15.
W ówczesnym prawie polskim wiano pozostawało własnością kobiety, która
je wniosła, i miało być oddane w przypadku rozwodu. Intercyzy zawierane
przed małżeństwem zwykle określały też majątek męża - po jego śmierci
żona dziedziczyła połowę. Te porozumienia miały na celu nie tyle
wzmocnienie pozycji kobiet w małżeństwie, ile zabezpieczenie majątku ich
rodzin, gdyby związek okazał się bezpotomny. W rezultacie mąż zarządzał
wspólnym mieniem, ale małżeństwo szlacheckie w Polsce miało bardziej
partnerski charakter niż gdzie indziej w Europie.
Siostra Michała i Augusta, Konstancja, kobieta o mocnych zasadach, którą
według pamiętnikarza Jędrzeja Kitowicza "dla ponurego wzroku i surowości
pospolicie zwano gradową chmurą", w sposób nie mniej skuteczny
przyczyniła się do wzrostu wpływów rodziny16. W 1720 roku
poślubiła Stanisława Poniatowskiego, człowieka pochodzącego z drobnej
szlachty, a może od magnata z rodu Sapiehów i żydowskiej matki.
Sprawdził się on jako wybitny generał, służąc pod królem szwedzkim
Karolem XII, i zyskał taką renomę, że po śmierci swego wodza otrzymał
oferty od króla Anglii Jerzego I oraz od regenta Francji. Był to według
Voltaire'a "człowiek nadzwyczajnej wartości, człowiek, który na każdym
kroku swego życia i w każdej sytuacji, kiedy inni potrafią najwyżej
wykazać tylko męstwo, zawsze działał szybko, dobrze i skutecznie"17.
Ta trójka rodzeństwa, natchniona przez matkę i wspierana przez swych
małżonków, szybko wyróżniła się dzięki majątkowi, który pozłocił ich
książęcy tytuł, swojej inteligencji i wspólnemu celowi. Wraz z najbliższymi współpracownikami byli powszechnie nazywani po prostu
"Familią".
Ten wspólny cel stanowiło przywrócenie dawnej świetności kraju poprzez
reformę konstytucji i odnowę instytucji państwowych. Zostali do tego
przygotowani przez staranne wykształcenie pod nadzorem matki, której
francuskie wychowanie mocno się na nich odbiło. Opowiedzieli się za
duchem Oświecenia - jako pierwsi wśród magnatów porzucili tradycyjny
kontusz i ubierali się po francusku, mówili obcymi językami i wierzyli w edukację jako podstawę zdrowszego społeczeństwa i lepiej uregulowanego
państwa.
Wszelkie próby uzdrowienia Rzeczypospolitej rozbijały się o wypaczoną
praktykę liberum veto nadużywaną przez posłów, którym sprzyjało
status quo, często manipulowanych przez państwa ościenne: Austrię,
pragnącą utrzymania pewnej kontroli na tym, co się działo w Polsce,
Rosję, której odrodzona Rzeczpospolita blokowałaby możliwość ekspansji w głąb Europy, oraz Prusy, drugorzędne królestwo potrzebujące powiększyć
swe terytorium. W 1697 roku dzięki wsparciu rosyjskich wojsk obrano na
króla elektora saskiego Augusta II, któremu było na rękę zachowanie
stanu anarchii w polskiej części swego władztwa, co urządzało większość
szlachty i magnatów. Łączyła ich niechęć do płacenia podatków,
niezbędnych, by utrzymywać funkcjonowanie państwa - w ich mniemaniu
tylko zakłócałoby ono swobodne życie, a to uważali za swoje święte
prawo.
Magnaci, dzięki swym olbrzymim fortunom i rentownym starostwom, których
król nie był w stanie im odebrać, piastowali najwyższe urzędy państwowe
i żyli w sposób "niemalże królewski", jak to określił angielski
dyplomata Nathaniel Wraxall18. Mieli własne dwory, pełne nie
tylko płatnej służby, lecz także ubogich szlachciców - choć służyli oni,
między innymi podając do stołu, podkreślali swój status, nosząc przy
boku szablę. Oprócz tego magnaci byli otoczeni hajdukami, lauframi,
pajukami i paziami, ubranymi w różne, nieraz fantastyczne mundury
"węgierskie" czy "hiszpańskie". Takim dworem zarządzali marszałek dworu,
podczaszy, koniuszy i różnego rodzaju inni intendenci, a domem -
burgrabia. Pani domu często miała fraucymer młodych szlachcianek z ubogich rodzin, które wychowywała, by wydać je za mąż. Zwykle dawała im
posag, tym samym powiększając swe wpływy o kolejną wdzięczną rodzinę.
Dworzanie dostawali skromne salarium, pozwalające głównie opłacić ich
ubiór. "Musieli mieć konie dzielne, rzędy sute, bo w stolicy lub na
wizytę wszyscy stawali kawalkatą około karety, w której pan lub pani
jechała" - tłumaczył Jan Duklan Ochocki w swych
pamiętnikach19.
Magnaci mogli liczyć nie tylko na szable swych dworzan, ale często i na
swoje prywatne wojska. Poseł brytyjski James Harris obliczył, że August
Czartoryski tylko w swej warszawskiej rezydencji miał trzystu
siedemdziesięciu pięciu służących i dworzan oraz wojsko liczące od
trzech do czterech tysięcy żołnierzy20. Poza tym, ponieważ w Polsce w pierwszej połowie XVIII wieku nie było banków w Warszawie, a do
końca wieku w innych miastach, szlachta lokowała swe oszczędności u posiadaczy wielkich dóbr, ci zaś wypłacali im odsetki. Magnaci mogli
więc liczyć na poparcie swych wierzycieli wśród miejscowej szlachty,
którym zależało na tym, by ich bank prosperował.
Gdy w 1733 roku zmarł król August II, Familia planowała wystawić Augusta
Czartoryskiego jako kandydata do korony. Kiedy jednak swą kandydaturę
zgłosił Stanisław Leszczyński, który został obwołany królem w 1704 roku,
a później - wygnany przez wojska rosyjskie - stracił tron na rzecz
Augusta II, Czartoryscy poparli Leszczyńskiego i został on ponownie
wybrany. Voltaire wygłosił poemat na cześć elekta, winszując narodowi
polskiemu oświeconego panowania, lecz wojska rosyjskie wkroczyły do
kraju i pod ich ochroną nieliczny zjazd szlachty ogłosił królem syna
Augusta II. Wraz z Leszczyńskim i jego stronnikami August Czartoryski
schronił się w Gdańsku, oczekując zbrojnej pomocy Francji, której
monarcha był ożeniony z Marią Leszczyńską, córką króla Stanisława. Lecz
Ludwika XV mniej interesowała Polska niż powiększenie własnego stanu
posiadania i na zakończenie konfliktu, zwanego wojną o sukcesję polską,
w 1735 roku zadowolił się przejęciem od Habsburgów Lotaryngii, którą
oddał jako symboliczne królestwo na pocieszenie wygnanemu z Polski
teściowi. Stronnicy Leszczyńskiego w kraju, między innymi Czartoryscy,
musieli się pogodzić z nowym królem, otyłym bałwanem Augustem III.
Czekając na pomyślniejsze czasy, Familia pracowała nad pomnażaniem swych
wpływów, między innymi przez strategiczne mariaże. August wydał swą
córkę Elżbietę, która jak wszystkie Elżbiety u Czartoryskich używała
włoskiej odmiany tego imienia - Izabela, za księcia Stanisława
Lubomirskiego, człowieka zamożnego i sprawnego, a przy tym
podzielającego ich poglądy. Michał wybrał na męża jednej ze swych córek
księcia Michała Sapiehę, wpływową postać w Wielkim Księstwie Litewskim,
na męża drugiej zaś - przybysza z Niemiec.
Hrabia Georg Detlof von Fleming pochodził z rodziny, która zrobiła
karierę w Saksonii za rządów Augusta II. Był kuzynem jego wszechwładnego
ministra Jacoba Heinricha von Fleminga, ożenionego z Teklą Różą
Radziwiłłówną. On sam wzbogacił się, kupując majątki w Polsce i sprawnie
nimi zarządzając. Był przystojny, ale gburowaty w zachowaniu, bez
wdzięku, wybuchowy i gwałtowny. Według Józefa Wybickiego: "Fleming był
bardziej Niemiec niż Polak, człek nudny, zgoła oryginał". Wybrał jednak
Polskę, przeszedł na katolicyzm i w całkowicie pragmatycznym geście
wybudował kościół. Nie podobał mu się dowcipnie arogancki sposób bycia
Michała Czartoryskiego, ale uznał Familię za najmocniejszą frakcję w kraju i chętnie oddał swoją osobę i fortunę dla zrealizowania jej
królewskich ambicji, żeniąc się z córką Michała Antoniną. Urodziła mu
ona córkę, dla której marzył o koronie21.
Dziewczynka przyszła na świat 31 marca 1745 roku w domu swej babki
Eleonory w Warszawie i została ochrzczona jako Elżbieta Dorota Balbina,
ale jak wszystkie Elżbiety w rodzinie, począwszy od Morsztynówny, była
nazywana Izabelą. Jej matka zmarła na ospę w przeddzień pierwszych
urodzin Izabeli, a druga córka, którą właśnie wydała na świat, zmarła
wkrótce potem, mając zaledwie trzynaście dni. Fleming ożenił się z siostrą zmarłej małżonki, Konstancją, a gdy ona również zmarła na ospę
po dwóch latach, pocieszył się metresą, Marią Tymanową, jedyną osobą,
która potrafiła go uspokoić, kiedy się unosił.
Wychowanie jego córki przypadło jej babce Eleonorze, "pani świętej i bardzo dobrotliwej", jak ją opisał Matuszewicz. Wraz z żoną Augusta
Czartoryskiego "widywane były często na różańcu, siedzące w ławkach z innymi różnej kondycji siostrami różańcowymi"22. Sądząc z tego, że Eleonora nauczyła własne córki czytania i pisania, zarówno po
francusku, jak i po polsku, a nawet podstaw arytmetyki, można
przypuszczać, że jej wnuczka poznała oprócz religii także i te
przedmioty. Resztą edukacji zajęła się francuska guwernantka, Madeleine
Petit, pod której nadzorem Izabela przestudiowała ilustrowane książki
Charles'a Rollina i innych francuskich pisarzy o historii starożytnej,
epokach Średniowiecza i Renesansu, co nie było zbyt uciążliwe;
"pozostawiona samej sobie na wsi, spędziłam bardzo miłe dzieciństwo" -
wspominała Izabela23.
Eleonora spędzała bowiem większość roku na wsi w Wołczynie i tylko na
zimę przenosiła się do swej warszawskiej rezydencji, pałacu w stylu
rokokowym, który nazywano Pałacem Błękitnym z racji spatynowanego
miedzianego dachu. Niedaleko, na Krakowskim Przedmieściu, mieściła się
główna rezydencja Czartoryskich, zamieszkana przez Augusta i Zofię, a na
ulicy Miodowej - pałacyk Izabeli Morsztynówny, którą odwiedzały wnuki i prawnuki, a wśród nich Izabela Fleminżanka, która tam wchłaniała trochę
kultury i manier francuskich oraz - jak to określiła - "dobry
smak"24.
Bliżej Pałacu Błękitnego znajdował się pałac Ogińskich, gdzie mieszkała
ciotka Izabeli Aleksandra, z którą się blisko zaprzyjaźniła. Wyszła ona
najpierw za Michała Sapiehę, a gdy zmarł dwanaście lat po ślubie,
została wbrew swojej woli wydana przez ojca, Michała Czartoryskiego, za
Michała Kazimierza Ogińskiego. Ślub ten odbył się pośpiesznie i bez
ceremonii, w Wołczynie, dzień przed weselem Izabeli, by wyprzedzić
ewentualną interwencję Józefa Sanguszki, który był kochany przez
Aleksandrę, ale jej ojcu nie pasował. Ogiński, inteligentny i wykształcony, politycznie aktywny i odważny, wydawał się dobrym
nabytkiem dla Familii. Związek pozostał jednak bezdzietny i Aleksandra
pocieszyła się, wychowując osieroconą córkę swej szwagierki, Helenę
Przeździecką, która stała się bliską przyjaciółką Izabeli, mimo że była
od niej o siedem lat młodsza.
Familia z czasem doszła do wniosku, że przeprowadzenie upragnionych
reform uda się jedynie wtedy, jeżeli jeden z jej członków zasiądzie na
tronie. Oczywistym kandydatem wydawał się August. Dystyngowany,
czarujący, życzliwy, był idealnym wzorem monarchy i godnie piastowałby
to stanowisko, dopóki Michał nie zająłby się polityką, wspomagany przez
Stanisława Poniatowskiego. August był co prawda trochę stary, ale kiedy
czekał w Gdańsku u boku Stanisława Leszczyńskiego na przybycie floty
francuskiej, która się nigdy nie pojawiła, 1 grudnia 1734 roku jego żona
Zofia wydała na świat syna - Adama Kazimierza. Miał więc już następcę
tronu.
Starannie zajęto się przygotowywaniem chłopca do jego królewskiego
przeznaczenia. Zanim skończył dwadzieścia lat, podróżował po Niemczech,
Szwajcarii, Francji i Italii. Z natury skłonny do nauki, wyszukiwał
najciekawszych ludzi w każdym zwiedzanym mieście i uczył się języków;
ponoć z czasem władał osiemnastoma25.
Wbrew poglądom matki, dla której Francja była źródłem wszystkiego, co
najświetniejsze, Michał i August za najlepiej zorganizowane państwo
uważali Anglię. W 1753 roku wysłano ich siostrzeńca, syna Konstancji -
Stanisława Antoniego Poniatowskiego, do Londynu, by zapoznał się z konstytucją, ekonomią oraz instytucjami społecznymi tego kraju. Cztery
lata później w tym samym celu udał się tam jego kuzyn Adam Kazimierz, a jego studiami kierował najwyższy sędzia i najwybitniejszy prawnik
brytyjski lord Mansfield.
Gdy w maju 1756 roku wybuchła wojna siedmioletnia, król pruski Fryderyk
II zajął Saksonię, zmuszając Augusta III do schronienia się w stolicy
neutralnej w tym konflikcie Rzeczypospolitej. Ponieważ władca osiągnął
podeszły wiek, myślano o sukcesji, dlatego wiele państw, nawet
Hiszpania, wysłało posłów do Warszawy. Anglia, która była skłonna
poprzeć Familię, oddelegowała lorda Stormonta, bratanka lorda
Mansfielda. Instrukcje, które otrzymał 26 listopada 1756 roku, brzmiały:
Masz pilnie i starannie pracować nad wyrobieniem przyjaznych stosunków z czołowymi osobami z arystokracji polskiej, przede wszystkim z księciem
Czartoryskim, hrabią Poniatowskim i hrabią Flemingiem, których należy
zapewnić o naszym szczególnym poważaniu i życzliwości, przekazując im
Nasze uszanowanie26.
Równocześnie w Paryżu Izabela Lubomirska wykorzystywała swą przyjaźń z metresą króla, panią de Pompadour, by uzyskać poparcie dworu
francuskiego dla planów Familii. Nalegała także na swą znajomą, księżnę
Anhalt-Zerbst, by poprosiła swoją córkę, rosyjską wielką księżnę
Katarzynę, o poparcie sprawy na dworze petersburskim27.
Stormont zastosował się do otrzymanych instrukcji, ale wstrzymał się od
jakichkolwiek działań, a Francja zdobyła się jedynie na wprowadzenie
chaosu do sprawy. Jej minister spraw zagranicznych, książę de Choiseul,
nie chciał się angażować, a Ludwik XV, który dysponował własną siatką
dyplomatyczną pod nazwą le secret du roi, miał dwóch agentów w Warszawie, każdego z odmienną instrukcją.
Ponieważ żadne inne państwo nie wykazywało zainteresowania, Familia,
wiedząc, że Rosja i tak się wtrąci w sprawy polskie, była skłonna
zwerbować ją do realizacji własnych celów. Po powrocie Adama Kazimierza
z Anglii w 1759 roku wysłano go zatem do Petersburga, gdzie został
przyjęty z honorami, gdyż sama imperatorowa Elżbieta zwróciła się do
niego per cher cousin, używając określenia obowiązującego między
monarchami i członkami rodzin królewskich. Czartoryski został także
zaszczycony rolą kochanka hrabiny Praskowii Bruce, najbardziej wpływowej
damy dworu.
Jego ojciec zdecydował jednak, że Adam Kazimierz powinien się ożenić, a ponieważ należało dla Familii pozyskać fortunę Fleminga, wybór padł na
jego szesnastoletnią córkę Izabelę. Młody Czartoryski z niechęcią
wykonał rozkaz powrotu do Polski, tym samym przerywając swój romans z hrabiną Bruce, i z obrzydzeniem przyjął wiadomość o wyborze małżonki.
Stanowczo się opierał, w czym go energicznie popierała siostra, która
nienawidziła Izabeli, a kochała brata prawdziwie namiętną miłością. W końcu jednak Adam Kazimierz dał się namówić i 19 listopada 1761 roku
zaślubił córkę Fleminga.
Już w styczniu 1762 roku sytuacja polityczna zaczęła się zmieniać. Po
śmierci imperatorowej Elżbiety wstąpił na tron jej siostrzeniec,
niezrównoważony psychicznie Niemiec z rodu Holstein-Gottorp,
zasymilowany jako Piotr III, z którym Adam Kazimierz zaprzyjaźnił się
podczas pobytu w Petersburgu. Licząc na przychylność nowego władcy,
Michał i August Czartoryscy zdecydowali, że nie ma sensu czekać na
śmierć Augusta III, i postanowili zawiązać konfederację w celu wybrania
nowego króla vivente rege, na co w zasadzie pozwalała konstytucja.
Wiosną wysłali Adama Kazimierza do Paryża, prawdopodobnie po to, aby
uprzedził dwór francuski o planach Familii i uzyskał jego ewentualne
poparcie.
3
Niedoszła królowa
Stosunki między Izabelą a jej mężem musiały się jakoś ułożyć, skoro
przedstawiwszy ją w styczniu 1762 roku na dworze Augusta III, Adam
Kazimierz zabrał ze sobą ledwo siedemnastoletnią małżonkę w podróż do
Paryża. Aby uniknąć obowiązujących formalności i wymagań etykiety,
Izabela - jak to sama przyznała - zdecydowała się podróżować w mundurze
oficera pułku piechoty, co okazało się nie do końca dobrym
pomysłem28.
"Kiedy płynęliśmy Renem" - wspominała - "dowiedziałam się, że w Moguncji
jest kiermasz, i uparłam się, że musimy się tam zatrzymać. Zszedłszy ze
statku, pogubiłam męża w natłoku, przestraszyłam się i nie wiedząc, co
począć, schroniłam się do sklepu". Sklepikarka, lubieżna grubaska,
natychmiast objęła Izabelę i zaczęła się do niej dobierać, dopóki się
nie zorientowała, obmacując ją, że nie ma do czynienia ze ślicznym
młodzieńcem29. Dalszą podróż księżna Czartoryska odbyła w sukni.
Małżonkowie zatrzymali się następnie w słynnym uzdrowisku Spa,
"najbardziej urokliwym miejscu, tak z piękności otoczenia, jak z obyczajów towarzyskich". Anglik, który odnotował tę opinię, tłumaczył
dalej, że co roku było ono odwiedzane przez dziewięćset do tysiąca osób
wszelkiego stanu, "mieszaninę głów koronowanych, książąt, biskupów,
zarówno świeckich, jak i duchownych, baronów i sklepikarzy". To otoczone
wzgórzami miasteczko należało do biskupa Li?ge i to jego bankierzy
pełnili funkcję krupierów, a emerytowany oficer francuski sędziował przy
staczanych pojedynkach30.
"Nie piłam wody, ponieważ czułam się dobrze" - wspominała Izabela,
raczej bawiąc się obserwacją tych, którzy przechodzili kurację:
Jeden gruby Anglik zawsze siedział, nic nie mówiąc, ale dzień po dniu po
wypiciu swych osiem szklanek wstawał, podchodził do mojego męża i mówił:
"Księciu, muszę księciu gratulować: masz żonę, która ma najśliczniejszą
stopę na świecie", po czym siadał i nic nie mówił aż do następnego dnia,
kiedy powtarzał to samo31.
Izabela zrezygnowała z męskiego ubioru, ale pod jej sukniami nadal krył
się chłopięcy duch. Pewnego dnia wynajęła lekki kabriolet, aby się
przejechać po okolicy. W pewnej chwili, gdy zjeżdżali ze stoku, a inny
powóz próbował ich wyprzedzić, kazała swemu stangretowi użyć bata, by
nie dać się minąć. Konie poniosły, a do katastrofy nie doszło tylko
dzięki stangretowi, który zeskoczywszy ze swego siedzenia na dyszel,
zdołał w ostatniej chwili je zatrzymać; tak się przy tym pokaleczył, że
przez miesiąc nie mógł chodzić. "Za takie rzeczy się nie płaci" -
odrzekł, kiedy Izabela chciała go wynagrodzić. "Ale człowiek się
przywiązuje do osób, dla których coś takiego zrobił, i za nagrodę
chciałbym z Panią wrócić do Polski i nigdy się z nią nie rozstać". W istocie, pojechał z Izabelą do Puław i miał jej służyć przez trzydzieści
lat, ujeżdżając konie i kierując powozami, a syn, którego tam spłodził,
później był jednym z jej ulubionych lokajów32.
Paryż, dokąd następnie udali się Czartoryscy, nie spodobał się Izabeli i zostawiła niewiele notatek o tym, co w nim widziała i robiła. Właściwie
tylko dwie są godne uwagi. Opisała wizytę z mężem u słynnej pani
Geoffrin, której salon literacki przyciągał luminarzy i literatów,
odczytujących zgromadzonemu towarzystwu swe najnowsze utwory. Nie chcąc
się ośmieszyć w takim towarzystwie, nic nie mówiła i chociaż nie
imponowało jej to, co słyszała, zauważyła, że jej milczenie było przez
niektórych odbierane jako przejaw głupoty, a przez innych -
arogancji33.
Czuła się też głupio z tego powodu, że wszyscy, których spotykała, a w szczególności kobiety, nie mówili o niczym innym, jak o wydanej w poprzednim roku powieści Jeana-Jacques'a Rousseau La Nouvelle Hélo?se
[Nowa Heloiza], a ona ani jej nie znała, ani nawet nie słyszała o jej światowej sławy autorze. Nie mając czasu, by przeczytać książkę,
zamówiła u pewnego miniaturzysty kilka obrazków ilustrujących epizody z powieści. Artysta nie bardzo wiedział, które wybrać, dlatego zwrócił się
do samego Rousseau, mieszkającego wtedy w Montmorency na północ od
Paryża, ten zaś, dowiedziawszy się o zainteresowaniu urokliwej polskiej
księżnej, poprosił znajomego Polaka, by mu ją przedstawił.
"Nie przeczytawszy chociaż jednego wiersza z jego dzieł, mocno jednak
czułam, że Rousseau musi być wyjątkowym człowiekiem i że muszę go
poznać" - wspominała. "Dumna z tego, że o mnie słyszał, pojechałam na to
spotkanie w stanie podniecenia, takim jak się czuje przed jakąś nowością
lub nową sztuką". Rousseau przyjął Izabelę i Adama Kazimierza niezbyt
życzliwie, siedząc na łóżku, z dziwną peruką na głowie, ubrany w surdut
z grubego, brązowego sukna. Obecna była jego "gruba" towarzyszka i późniejsza żona o "czerwonej" twarzy, Marie-Thér?se Levasseur, ubrana
"jak mieszczanka". Izabela poczuła się onieśmielona, kiedy Rousseau
zaczął mówić. "Nie otwierałam ust, bo tak byłam zwykła robić, kiedy się
czułam gorsza od towarzystwa, w którym się znajdywałam" - wspominała,
dodając, że odwiedziny okazały się właściwie bez sensu, ponieważ nie
była w stanie zrozumieć, o czym pisarz mówił. "Ale zapamiętałam jego
twarz i jego pokój, jego perukę i jego żonę. Rousseau był niskiego
wzrostu. Myślę, że byłby brzydki, gdyby nie miał tyle mądrości i geniuszu. Jego oczy były małe, ale lśniące i jaskrawe".
Wizyta nie potrwała dłużej niż pół godziny. Izabela relacjonowała
później:
Nie pamiętam rozmowy, ale pamiętam, że Rousseau wyraził opinię
metafizyczną, że krzyczał jak głuchy, rozwijając ją, że to zdenerwowało
mego męża, który był obecny, i wstał, aby wyjść. Rousseau szedł za nami,
krzycząc i podtrzymując swoją tezę34.
Z Paryża Adam Kazimierz i Izabela pojechali do Londynu, gdzie on
prawdopodobnie odwiedził dawnych znajomych. Można też przypuszczać, że
zabrał Izabelę na przedstawienie: w czasie pierwszego pobytu ogarnęła go
prawdziwa pasja do teatrów i aktorów londyńskich, a wszystko wskazuje na
to, że Izabela także się nimi zainteresowała.
Byli z powrotem w Polsce 1 czerwca 1762 roku, kiedy to ambasador
rosyjski odznaczył Adama Kazimierza Orderem Świętego Andrzeja, nadanym
mu przez cara Piotra III, co dobrze wróżyło planom Familii. Ale w przeciągu paru tygodni sytuacja diametralnie się zmieniła. Bojąc się o własne życie, żona Piotra III Katarzyna namówiła swego kochanka, oficera
gwardii Grigorija Orłowa, i jego kolegów do przeprowadzenia zamachu.
Planowała osadzić męża w więzieniu, w którym miał później zostać
zamordowany.
Brat cioteczny Adama Kazimierza, Stanisław Antoni Poniatowski, podczas
swego pobytu w Petersburgu miał romans z Katarzyną, która 13 lipca 1762
roku, zaraz po objęciu rosyjskiego tronu, napisała do niego list
rozpoczynający się od słów: "Wysyłam niezwłocznie do Polski hrabiego
Keyserlinga, aby uczynił Pana królem po śmierci obecnie panującego; a w wypadku gdyby nie powiodło mu się z Tobą, chcę, aby to był książę
Adam"35.
Nie wiadomo, czy perspektywa zostania królową podobała się Izabeli, ale
Adam Kazimierz wcale nie chciał być królem. Mimo że zabiegał o głosy
wyborców na rzecz Familii i został wybrany na sejm, który zebrał się 4
października tego roku, nie był człowiekiem polityki. Przypuszczalnie
podobałaby mu się rola dynastycznego władcy w jakimś dobrze
zorganizowanym państwie monarchistycznym, która by mu pozwoliła szerzyć
oświatę, ale takiej możliwości nie oferowała korona w Rzeczypospolitej.
Król miał ograniczone prerogatywy i był poniekąd egzekutywą sejmu, z którym musiał współpracować. Wielkoksiążęce pochodzenie i ogromna
fortuna Adama Kazimierza dałyby mu mocną pozycję, ale musiałby się
liczyć z konserwatywnymi środowiskami w kraju i podejrzliwymi sąsiadami.
Osobisty urok i zdolność przywiązywania ludzi do siebie były mocnymi
atutami, lecz Adam Kazimierz źle znosił opozycję i opinie sprzeczne z jego własną.
Izabela urodziła mu 6 października syna, który otrzymał na chrzcie
imiona Aleksander Jerzy. Z tej okazji senat Gdańska, gdzie Adam
Kazimierz przyszedł na świat dwadzieścia osiem lat wcześniej, wybił
srebrny medal o symbolice niemalże królewskiej. Niecały rok później, 2
września 1763 roku, Izabela urodziła córkę Zofię, która zmarła po dwóch
miesiącach. Niedługo po tym, 27 grudnia, umarł także Aleksander. W tamtych czasach śmierć w dzieciństwie była tak powszechna, że Izabela
prawdopodobnie przeżyła ową traumę łatwiej niż matki z późniejszych
pokoleń, ale utrata tych więzi z jej mężem musiała być bardzo bolesna,
zwłaszcza że Izabela Lubomirska robiła wszystko, by obrzydzić ją w oczach brata i ojca. Adama Kazimierza i jego siostrę łączyła, jak on to
wyraził, "ekskluzywna czułość" i Lubomirska nie była w stanie pogodzić
się z myślą, że mógł być szczęśliwy z inną36. Jej zachowanie tak
uprzykrzało Izabeli życie, że ta szukała pocieszenia u swego kuzyna
Stanisława Antoniego Poniatowskiego, który jej bronił i raz nawet zmusił
Lubomirską do przeprosin, co jedynie pogłębiło jej niechęć37.
Koniec wojny siedmioletniej w lutym 1763 roku sprzyjał planom Familii
dotyczącym zawiązania konfederacji, ponieważ dramatycznie wzrosła liczba
zredukowanych oficerów i żołnierzy szukających zatrudnienia. Objeżdżając
z Izabelą kraj dla uzyskania wśród szlachty poparcia dla Familii, Adam
Kazimierz zwerbował pewną liczbę owych żołnierzy w celu wzmocnienia
prywatnych oddziałów ojca i stryja. Ale Katarzyna zmieniła zdanie co do
planu konfederacji. Jej nowy doradca spraw zewnętrznych, Nikita Panin,
radził zaczekać do śmierci Augusta III. Wysiłek i koszty poniesione
przez Familię nie poszły jednak na marne; kiedy August III zmarł 5
października 1763 roku, Czartoryscy byli dobrze przygotowani do
wymuszenia elekcji własnego kandydata.
Pierwszym krokiem Familii stało się doprowadzenie do wyboru jak
największej liczby własnych ludzi do sejmu konwokacyjnego, który miał
przygotować elekcję. Niedawna strata dwumiesięcznej córki i czternastomiesięcznego syna nie przeszkodziła Izabeli w towarzyszeniu
Adamowi Kazimierzowi w jego kampanii elekcyjnej. Jeździli po kraju z parutysięczną eskortą ułanów i husarii dla zapobieżenia ewentualnym
interwencjom stronników głównego rywala, syna zmarłego króla, Fryderyka
Chrystiana. Mógł on liczyć na poparcie Francji, ponieważ jego siostra
została żoną delfina, oraz Austrii, której cesarz - Józef II - był jego
wujem. Ale niespodziewanie młody książę elektor zmarł 17 grudnia, ledwo
dwa i pół miesiąca po ojcu. To otworzyło pole innym kandydatom,
mianowicie hetmanowi wielkiemu koronnemu Janowi Klemensowi Branickiemu i księciu Karolowi Radziwiłłowi, wojewodzie wileńskiemu.
Uważając Keyserlinga za zbyt mocno związanego z Czartoryskimi, Panin
wysłał mu męża swej siostrzenicy, księcia Mikołaja Repnina, jako
pomocnika, a właściwie stróża. W przeciwieństwie do Keyserlinga, który
podejmował działania, aby osadzić na tronie polskim Augusta
Czartoryskiego albo jego syna Adama Kazimierza, Panin uważał, że
należało raczej popierać kandydaturę Stanisława Poniatowskiego, ponieważ
jego o wiele słabsza pozycja w kraju i brak prestiżu za granicą
czyniłyby go bardziej zobowiązanym wobec Rosji. Podstawą polityki
zagranicznej Panina był bliski sojusz z Prusami, a Fryderyk II pruski
zdawał sobie sprawę, że Czartoryski na tronie będzie miał większe
szanse, by odrodzić państwo polskie. Aby temu zapobiec, w kwietniu 1764
roku Fryderyk doprowadził do podpisania z Rosją traktatu, który
zobowiązał obie strony między innymi do tego, aby nie dopuściły do
jakichkolwiek zmian konstytucyjnych w Rzeczypospolitej.
W marcu 1764 roku wojska rosyjskie wkroczyły do Polski, aby odstraszyć
Radziwiłła, dysponującego znacznym własnym wojskiem, i Branickiego,
który jako hetman wielki koronny dowodził wojskiem koronnym. Wybory dały
Familii i jej stronnikom większość w sejmie konwokacyjnym - rozpoczął on
obrady 7 maja, a następnego dnia wybrał Adama Kazimierza na marszałka.
Mniej więcej dwa tysiące wojska Czartoryskich zajęło stanowiska w mieście i okolicy, mając około dwa razy tyle wojska rosyjskiego w rezerwie. Wobec swej bezsilności Radziwiłł i Branicki opuścili stolicę.
Wracając do swoich włości, by je obronić przed Rosjanami, Radziwiłł
spustoszył po drodze majątek ojca Izabeli, biorąc w niewolę jego
piechotę nadworną i jego metresę. Wściekły Fleming zemścił się na jednym
ze stronników wojewody wileńskiego, którzy pozostali w Warszawie. Nie
mogąc dopaść Radziwiłła, ten bowiem schronił się w głębi Litwy,
żołnierze rosyjscy pod dowództwem księcia Daszkowa pałac radziwiłłowski
w Białej "odarli z obić i wszelkich aparencji, zwierciadła potłukli,
ramy połamali, lustra porozbijali" i pobili nahajkami
komisarza38.
Adam Kazimierz spełnił oczekiwania Familii w roli marszałka sejmu
konwokacyjnego, który trwał od 7 maja do 23 czerwca 1764 roku.
Przeprowadził szereg zasadniczych usprawnień i reform, lecz w jednym
zawiódł ojca i stryja: uparł się, że nie chce zostać królem, wierząc, że
jego kuzyn Poniatowski lepiej się nadaje do tej roli. Znali się od
dzieciństwa, łączyły ich wspólne zainteresowania i gusty, a także
jednakowe poglądy i ambicje w stosunku do kraju. Kandydatem Familii stał
się więc Poniatowski, który 7 września został wybrany królem i przyjął
imię Stanisława II Augusta. Izabela nie miała być królową.
4
Miłość i zdrada
Wstąpienie Poniatowskiego na tron 25 listopada 1764 roku nie tylko
otworzyło nową erę dla Polski, lecz także stanowiło początek nowego
etapu życia dla Izabeli. Warszawa się ożywiła, tak politycznie, jak i społecznie, co odnotowywali cudzoziemcy będący przejazdem w stolicy
Rzeczypospolitej. "Przyznam, że z przyjemnością wchłonąłem orzeźwiające
powietrze państwa republikańskiego po tak długim pobycie w tak
despotycznym kraju" - zauważył brytyjski dyplomata James Harris,
przyjechawszy do Polski po placówce w Berlinie39. Słynny
awanturnik Giacomo Casanova, który pojawił się w Warszawie w 1765 roku w drodze powrotnej z Petersburga, także poczuł się tu dobrze. Pierwszego
wieczoru był na kolacji u Adama i Izabeli, potem zaczął gustować w towarzystwie primabaleriny z opery, co doprowadziło do pojedynku.
Casanova ledwo uszedł z życiem i z przykrością opuścił miasto.
Adam Kazimierz dalej posłował w sejmie, ale zajmował się przede
wszystkim tym, co uważał za najpewniejszy sposób doprowadzenia do
dalszych reform. Wydawał dydaktyczne artykuły i ulotki satyryczne,
zamawiał tłumaczenia angielskich i francuskich sztuk, a nawet sam
napisał pięć komedii, które były wystawiane tak na scenie publicznej,
jak i amatorsko w szkołach i domach prywatnych. W 1765 roku objął
dowództwo Korpusu Kadetów, ufundowanego przez króla w celu wychowania
kadr cywilnych i wojskowych, zwanego też Szkołą Rycerską. Czartoryski
ułożył dla niej program nauczania i napisał katechizm, które miały wpoić
kadetom cnoty cywilne. Zatrudniał nauczycieli, często za granicą, jak w wypadku Johna Linda, przyjaciela słynnego brytyjskiego prawnika i ekonomisty Jeremy'ego Benthama. Objął także dowództwo pułku Gwardii
Pieszej Litewskiej, w którym zaprowadził wzorowy porządek.
Tymczasem dziewiętnastoletnia Izabela mogła swobodnie korzystać z wszelkich zabaw i przyjemności życia stolicy. Na Zamku Królewskim, który
niejako stał się kolejnym domem rodzinnym, Stanisław August urządzał
wytworne zabawy i bale, pałac Czartoryskich na Krakowskim Przedmieściu
rywalizował w hojnej gościnie pod egidą Augusta, a jego podwarszawska
rezydencja w Wilanowie była sielankowym miejscem spotkań.
Warszawa świetnie nadawała się do zabaw towarzyskich. Na niewielkiej
przestrzeni, zamieszkanej przez około 60 tysięcy ludzi, wznosiło się
wiele pałaców, pięknych kościołów, klasztorów i innych obiektów, a między nimi znajdowały się skromniejsze kamienice i drewniane budowle
wszelkiego rodzaju. Na ulicach, przeważnie pozbawionych utwardzenia,
zwracała uwagę różnorodność strojów: obok polskich kontuszy widać było
stroje francuskie, surowy niemiecki ubiór kupców oraz czarne chałaty
licznych mieszkańców żydowskich. Dodawały temu widokowi splendoru powozy
magnatów otoczone egzotycznie ubranymi pajukami i lauframi.
Oprócz balów wydawanych na Zamku Królewskim czy w pałacach arystokracji,
zabawy odbywały się także w przestrzeni publicznej. Ogród Saski za dnia
służył jako miejsce przechadzek, a wieczorem - dostępnych dla szerszej
publiczności balów wydawanych przez króla czy inne osoby. "Nie było nic
bardziej czarującego jak takie bale" - wspominał Karl Heinrich von
Heyking. Pisał:
Pewne części ogrodu, oświetlone mocniej niż inne kolorowymi lampionami,
tworzyły czarodziejski kontrast z głęboką ciemnością innych. Pod wielkim
namiotem tańczono poloneza, pod innymi anglezy i kontredanse. Wszędzie
panowała powściągliwa wesołość, a maska zapewniała swobodę, zwiększając
przyjemność, zbliżała bowiem na jedną chwilę różne klasy do
siebie40.
Nie każdemu jednak takie rozluźnienie obyczajów się podobało.
Izabela, która znacznie się wyrobiła towarzysko, mogła w pełni korzystać
ze wszystkich tego rodzaju zabaw. Zadomowiła się w przeznaczonych dla
niej pokojach na parterze Pałacu Błękitnego. Przez małą sień z obiciami
z zielonego płótna, na których namalowane były motywy kwiatowe,
wchodziło się do salonu, sypialni i dwóch mniejszych pomieszczeń oraz
ubieralni. Okna dwóch z tych pokoi wychodziły na podwórze przed pałacem,
pozostałe zaś miały widok na pałacowy ogród i dalej na Ogród Saski.
Izabela udekorowała te pomieszczenia zgodnie ze swoim gustem, więc nie
brakowało złoceń. Salon i pokój sypialny zostały obite karmazynowym
adamaszkiem w zielone kwiaty, sąsiedni gabinet - żółtym atłasem, w następnym boazeria była zdobiona motywami chińskimi, a w ubieralni
przeważały motywy kwiatowe namalowane na angielskich tapetach. Dwa
pierwsze pokoje miały też pozłacane gzymsy i malowane lub rzeźbione
supraporty. W salonie znajdowała się duża kanapa z mnóstwem poduszek,
było też kilka malowanych na biało stolików, na których ustawiono
zestawy figurek z porcelany41.
Sądząc po inwentarzu jej garderoby, sporządzonym około 1768 roku,
Izabela była odpowiednio wyposażona na wszelkie rodzaje rozrywek.
Spisany mieszaniną polskich i francuskich słów, z licznymi błędami
ortograficznymi, inwentarz ten wymienia: dwie roby, dziewięć sukni, dwa
"robronty" (przypuszczalnie z francuskiego robe ronde, suknia z koszykami), sześć szlafroków, dziewięć bekieszy, dwa dezabile, cztery
salopy (prawdopodobnie salopette - nieformalne okrycie domowe), do
tego jedną mantylę, całą stronę futer, głównie sobolich, mundur Korpusu
Kadetów - pąsowy z białą kamizelką i pludrami, granatowy frak z pąsowymi
wyłogami, zielony frak, kilka kamizelek i par pludrów, a także kapelusze
męskie, jeden z futra bobrowego z białą kitą i złotymi galonami, drugi
bez kity, cztery dalsze bobry z różnymi przybraniami, kapuzy angielskie
ze skóry podbitej aksamitem i atłasem. Na lato Izabela miała: osiem
sukni, cztery robronty, cztery "ruboszany" (chyba robe de chambre),
siedem płaszczy, sześć dezabili, dwadzieścia dwa kapelusze, cztery
spódnice, dwie salopy. Spis wymienia również ubiory męskie, takie jak:
letni mundur wojskowy, szary surdut, kilka kamizelek, cztery płaszcze
"kamlotowe", a także półtorej strony przebrań na bale maskowe, w tym
tureckie i chłopskie, dalej jest siedem stron "garniturów", sześć salop,
cała strona "półsalop", a na koniec trzy strony różnego rodzaju koronek
i pasmanterii42.
To wszystko musiało się zmieścić - przynajmniej o wskazanej porze roku -
w ubieralni Izabeli, gdzie można było zobaczyć również serwis do herbaty
i drugi do kawy, a także kałamarz i przybory do pisania. Całą stronę
inwentarzową zajmuje spis srebrnych utensyliów toaletowych, dzbanków i buteleczek na perfumy, kremy i pudry, a kolejne półtorej strony -
złotych przyrządów, pamiątek, biżuterii garderobianej. Należy zaznaczyć,
że te strony inwentarzowe są wymiaru folio i zostały spisane drobniutkim
pismem.
Kobiety miały w Polsce mocniejszą pozycję niż gdzie indziej w Europie,
po części z powodu ich niezależności finansowej, a po części także
dlatego, że od wieków przyzwyczaiły się zajmować nie tylko domem, ale i majątkiem podczas nieobecności mężów, uczestniczących w wojnie, sejmie
bądź elekcji czy zawierających majątkowe kontrakty. Ich stosowne
zachowanie się w domu na prowincji wynikało z brania pod uwagę opinii
sąsiedztwa, w Warszawie jednak było inaczej. Niejeden cudzoziemiec
komentował rozwiązłość, lubieżność w tańcu i często nieprzyzwoite stroje
polskich pań; według Franciszka Karpińskiego zdarzało się, że z nagimi
piersiami przyjmowały one wizyty mężczyzn43.
Pewien dyplomata brytyjski pisał o Polkach:
Świat nie zna kobiet równie zniewalających, gładkich i czarujących. Nie
mają one nic ze wstydliwości i chłodu Angielek, nic z rezerwy i wyższości Austriaczek. Swobodne, pełne wdzięku i chęci podobania się, są
nieskończenie ujmujące.
Przyznawał im palmę pierwszeństwa w Europie, jeśli chodzi o urodę,
notując, że wdzięki polskich dam są "stokrotnie pomnożone umiejętnie
stosowaną kokieterią". Bynajmniej ich nie bronił, ale tłumaczył, że "na
dworze i w stolicy takiej jak Warszawa, w powodzi wszelkiej
niemoralności, niełatwo oprzeć się bałamutnym przykładom"44.
Z kolei Bernardin de Saint-Pierre odnotował, że w Polsce małżeństwo nie
jest spętane żadnymi łańcuchami, których by nie można było rozerwać, i że rozwód jest wśród nich częsty45.
Izabela bawiła się na balach i grała w amatorskich przedstawieniach
teatralnych urządzanych na Zamku lub w domach prywatnych, wykazując przy
tym spory talent aktorski. "Urodzona z pewnymi zaletami i urokiem, od
młodości odbierałam hołd mężczyzn" - pisała kilka lat później. "To
pochlebiało mojej dumie, więc od młodego wieku byłam
kokietką"46. Nie wiadomo, czy oparła się "bałamutnym
przykładom", ale nie ma żadnych dowodów czy nawet zapisanych plotek, że
miała w tym okresie jakieś pozamałżeńskie stosunki seksualne. Była w sercu jeszcze dzieckiem i uwodziła admiratorów chyba bardziej dla
zabawy, niż mając w tym dalszy cel. Raczej w tym duchu ksiądz Adam
Naruszewicz napisał swą odę na jej sanie:
Twój powóz wszystko zgasił, cały złotem błyska,
Siedzi Kupid na dyszlu i grot z łuku ciska [...].
W pośrodku cna Eliza ładnych siedzi sanek,
Eliza, co piękności dochodzi niebianek,
Eliza, co białością gasząc blask łabędzi,
Krasą różę, oczyma serca ludzkie nęci47.
W lipcu 1765 roku Adam Kazimierz urządził w Łazienkach fetę z okazji
narodzin wcześniej tego roku córki Teresy, po czym wieczorem z tej samej
okazji Fleming wydał bal, któremu towarzyszyły fajerwerki i salwy
armatnie. Z okazji imienin 19 listopada, w dniu będącym także rocznicą
jej ślubu, Izabela została uhonorowana premierą opery, którą jej
zadedykowano.
Apartament Adama Kazimierza znajdował się naprzeciwko mieszkania żony,
po lewej stronie od wejścia do Pałacu Błękitnego, a jego dominującym
elementem była biblioteka. Czartoryski zgromadził w niej oprócz klasyków
najnowsze prace na różne tematy od matematyki do języków i religii
wschodnich, z Wielką encyklopedią Diderota, którą prenumerował, na
widocznym miejscu. W gabinecie oprócz książek mieścił się także spory
zbiór medali i ciekawostek tureckich, były wśród nich turbany i fajki
oraz olbrzymi pióropusz samego sułtana.
Taki układ apartamentów małżonków należał do obyczaju i nie należy
przywiązywać jakiejkolwiek wagi do tego, że Izabela i Adam Kazimierz
mieszkali osobno. Byli przeszło pięć lat po ślubie, ona urodziła mu
trójkę dzieci, a czwarte było w drodze. Adam lubił towarzystwo kobiet i chętnie z nimi flirtował. Kiedy w 1766 roku z polecenia Stanisława
Augusta pojechał do Prus, by negocjować w sprawie taryf nałożonych przez
Fryderyka II, spłodził tam chłopca, którego oddał swej siostrze Izabeli
Lubomirskiej, by się wychowywał wspólnie z jej własnym nieślubnym
synem48. Brak innych przypisywanych mu dzieci z nieprawego łoża
pozwala jednak przypuszczać, że Adam Kazimierz nie był bardzo aktywny
seksualnie. Jego związek z Izabelą opierał się raczej na towarzystwie i wzajemnym szacunku niż na miłości fizycznej. Nie wykluczało to istnienia
między nimi stosunków seksualnych, natomiast jego oczywisty brak
zainteresowania nią jako kobietą naraził ją na szukanie czułości gdzie
indziej.
Przyjaźń Izabeli z kuzynem Poniatowskim pogłębiła się przed jego elekcją
i stopniowo przekształciła się w miłość, chociaż nieodwzajemnioną - on
się namiętnie kochał w siostrze Adama Kazimierza i widział w Izabeli
przede wszystkim czułą przyjaciółkę. Kiedy wstąpił na tron, zaczął być
oblegany przez kobiety, czego można się było spodziewać w wypadku
przystojnego, młodego króla. Stał się obiektem nie tylko szczerych
uczuć, lecz także wyrachowania - podsuwano mu żony, siostry i córki w celu uzyskania łaski lub stanowiska. Poniatowski zainstalował pewną
madame Leulier (czy też Lullier) w domu, w którym mógł się spotykać, z kim chciał, ale o sekret było trudno i krążyły plotki. Jedna z nich
musiała dotyczyć Izabeli, skoro pewnego dnia król zapytany przez Adama
Kazimierza przysiągł mu, że nie łączyły go z jego żoną żadne
nieodpowiednie stosunki49.
Czartoryski odwoził Izabelę na Zamek, kiedy miał inne zajęcia lub, jak
to zanotował król, jechał szukać gdzie indziej własnej przyjemności.
Faktem jest jednak, że już latem 1767 roku Izabela i Stanisław August
zostali kochankami. Ona później twierdziła, że to król się o nią starał
i chociaż jej to pochlebiało, a zarazem bawiła ją zazdrość Lubomirskiej,
nie oddała się Poniatowskiemu. A jednak się oddała, co miało pociągnąć
za sobą pewne konsekwencje50.
Adam Kazimierz nie zazdrościł kuzynowi korony. "Jeżeli geniusz,
najwyższe przymioty i najwynioślejsze uczucia w królu Polski były
wystarczające, by uszczęśliwić naród, to nasz nie mógłby życzyć sobie
niczego więcej" - napisał do dyplomaty brytyjskiego sir Roberta Murraya
Keitha51.
Michał i August Czartoryscy oczekiwali jednak od nowego króla więcej
lojalności: uważali, że to Familia wygrała elekcję, i spodziewali się,
że Stanisław August będzie wspólnie z nimi przeprowadzał upragnione
reformy. Nie byli zadowoleni, kiedy na ich codzienne konferencje zaczął
zapraszać swych braci, zwłaszcza że ci wymusili, by Stanisław August
nadał im tytuły książęce, co było trudne do strawienia dla Czartoryskich
i Lubomirskiego. Co gorsza, nowy książę podkomorzy Kazimierz i książę
Michał, późniejszy biskup płocki i arcybiskup gnieźnieński, popierali
chęć króla, by wprowadzać w życie zmiany od razu, podczas gdy Michał
Czartoryski radził ostrożność. Uważał on, że należy poprzestać na
reformach przyjętych przez sejm konwokacyjny, a zaczekać z bardziej
radykalnymi, które mogą wywołać sprzeciw w kraju i obawy w państwach
ościennych.
Stanisław August z kolei miał wujom za złe, że traktowali go prawie jak
swoją egzekutywę, i był przekonany, że August zazdrości mu korony. Nie
pomagało i to, że król promował osoby, do których członkowie Familii
mieli zastrzeżenia, na przykład Franciszka Ksawerego Branickiego. Główną
zasługę owego awanturnika i zawadiaki o niejasnym pochodzeniu (w żaden
sposób nie był spokrewniony z hetmanem Janem Klemensem) stanowiło to, że
w Petersburgu wybawił przyszłego króla od poważnych nieprzyjemności, a może i od śmierci, kiedy wielki książę Piotr przyłapał Stanisława in
flagranti ze swoją żoną Katarzyną.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
A. Mickiewicz, Wykład XI, w: idem, Dzieła, t. IX: Literatura słowiańska. Kurs drugi, Warszawa 1997, s. 146-147. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 1, 7; zob. także T. Frączyk, Adam Kazimierz Czartoryski. Biografia historyczno-literacka na tle przemian ideowych polskiego Oświecenia, Kraków 2012, s. 119, 120; M. Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 2, s. 175. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 25-226; zob. także A.J. Czartoryski, Mémoires du prince Adam Czartoryski et correspondance avec l'empereur Alexandre Ier, Paris 1887, t. 1, s. 3; BKC 6029, 183; N. Kicka, Pamiętniki, Warszawa 1972, s. 82. [wróć]
M. Matuszewicz, op. cit., t. 2, s. 175; T. Frączyk, op. cit., s. 120; R. Aftanazy, Materiały do dziejów rezydencji. Cz. 1: Wielkie Księstwo Litewskie, Inflanty, Kurlandia, t. 2a: Dawne województwa: brzesko-litewskie, nowogródzkie, Warszawa 1986, s. 188-189. [wróć]
T. Frączyk, op. cit., s. 120-126; K. Wyrwicz, Mowa do J.O. Książąt Ichmościów Adama gen. Ziem podolskich i Izabeli z hr. Flemmingów Czartoryskich w dzień pożądanego ich ślubu [...] przez x. Karola Wyrwicza S. J. w Wołczynie dn. 19 listopada Roku 1761. miana. [wróć]
R. Aftanazy, op. cit., s. 187; A.J. Czartoryski, op. cit., t. 1, s. 2. [wróć]
M. Matuszewicz, op. cit., t. 2, s. 174. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], op. cit., s. 226; zob. także J. Zamoyska, Wspomnienia, London 1961, s. 39. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 16-24; druga wersja w BKC 6070-002 III, 234 i nast. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 40; zob. także A. Moszczeński, Pamiętnik do historii polskiej w ostatnich latach panowania Augusta III i pierwszych Stanisława Augusta, w: Pamiętniki z ośmnastego wieku , t. IX, Poznań 1867, s. 60; Stanislas Auguste [Stanisław August], op. cit., s. 310; Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, oprac. W. Zawadzki, Warszawa 1963, t. 2, s. 62-63; L. Radziwiłł, Quarante-cinq années de ma vie, Paris 1911, s. 190; K. Wyrwicz, op. cit., s. 3. [wróć]
A. de Gontaut-Biron, duc de Lauzun, Mémoires secrets du beau Lauzun, suivies de lettres adressées a l'auteur etc., red. E. Pilon, Paris 1943, s. 124. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 55. [wróć]
J.-H. Bernardin de Saint-Pierre, Oeuvres Posthumes, Paris 1833, s.15. [wróć]
L. Cieszkowski, Pamiętnik anegdotyczny z czasów Stanisława Augusta, Poznań 1867, s. 57; U. Kicińska, Zofia Maria z Sieniawskich Czartoryska - życie w cieniu matki i męża?, w: Słynne kobiety w Rzeczypospolitej XVIII wieku, red. A. Roćko i M. Górska, Wilanów 2017, s. 66. [wróć]
M. Zaleski, Pamiętniki, Poznań 1879, s. 20; L. Dębicki Puławy (1762-1830), t. 1, Lwów 1887, s. 14. [wróć]
J. Kitowicz, Pamiętniki do panowania Augusta III i Stanisława Augusta, Lwów 1882, t. 1, s. 16. [wróć]
Voltaire (F.-M. Arouet), Histoire de Charles XII, t. 23, w: idem, Oeuvres Compl?tes, Paris 1785, s. 186; zob. także S. Poniatowski, Pamiętniki synowca Stanisława Augusta, Warszawa 1979. [wróć]
N.W. Wraxall, Memoirs of the Courts of Berlin, Dresden, Warsaw and Vienna, in the years 1777, 1778 and 1779, London 1806, t. 2, s. 10. [wróć]
J.D. Ochocki, Pamiętniki, Wilno 1857, t. 1, s. 91-92. [wróć]
J. Harris, Earl of Malmesbury, Diaries and Correspondence, London 1845, t. 1, s. 26. [wróć]
J. Wybicki, Pamiętniki, Poznań 1840, t. 1, s. 21; M. Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 2, s. 72. [wróć]
M. Matuszewicz, op. cit., t. 1, s. 471, t. 2, s. 105; J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1970, s. 25. [wróć]
BKC 6070-002 III, 284. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 18. [wróć]
L. Dębicki, Puławy (1762-1830), Lwów 1887, t. 1, s. 18. [wróć]
R. Przeździecki, Diplomatie et Protocole a la cour de Pologne, Paris 1937, t. 2, s. 428-429; W. Konopczyński, Polska w dobie wojny siedmioletniej, Kraków-Warszawa 1909, t. 1, s. 416. [wróć]
J. Nieć, Młodość ostatniego elekta. St. A. Poniatowski 1732-1764, Kraków 1935, s. 198. [wróć]
Różnie datuje się jej pierwszą podróż do Paryża: Izabela wskazuje na rok 1762, co akceptują Maria Dernałowicz, Jolanta Putkowska i Gabriela Pauszer-Klonowska, natomiast według Tadeusza Frączyka Adam Kazimierz po raz pierwszy pojechał do Paryża w roku 1768. Izabela komplikuje sprawę, włączając anegdotę o wzięciu jej za króla Danii do swego opisu podróży z 1762 roku, podczas gdy Chrystian VII wstąpił na tron dopiero cztery lata później. Musiała jednak odwiedzić wtedy Paryż, ponieważ Rousseau opuścił Montmorency w lipcu 1762 roku. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 178. [wróć]
S. Weston, Two Sketches of France, Belgium, & Spa, in two tours during the summers of 1771 and 1816, London 1817, s. 47. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 180. [wróć]
Ibidem. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 69/74. [wróć]
BKC 6067 IV, t. 2, 47-52. [wróć]
Katarzyna II, Soczinienia, red. A.N. Pypin, t. 12, St Petersburg 1911, s. 237. [wróć]
BKC 6029, 183. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 317. [wróć]
M. Matuszewicz, Diariusz życia mego, Warszawa 1986, t. 2, s. 542-543, 546. [wróć]
J. Harris, Earl of Malmesbury, Diaries and Correspondence, London 845, t. 1, s. 10. [wróć]
Polska stanisławowska w oczach cudzoziemców, oprac. W. Zawadzki, Warszawa 1963, t. 1, s. 62, przeł. W. Zawadzki. [wróć]
T. Frączyk, Adam Kazimierz Czartoryski. Biografia historyczno-literacka na tle przemian ideowych polskiego Oświecenia, Kraków 2012, s. 237-239; BKC 6077, t. 1, 1-6. [wróć]
BKC 6079, t. 4. [wróć]
Polska stanisławowska..., op. cit., t. 1, s. 424; F. Karpiński, Pamiętniki, Poznań 1884, s. 83. [wróć]
N.W. Wraxall, Memoirs of the Courts of Berlin, Dresden, Warsaw and Vienna, in the years 1777, 1778 and 1779, London 1806, t. 2, s. 116, 108. [wróć]
J.-H. Bernardin de Saint-Pierre, Oeuvres Posthumes, Paris 1833, s.15; zob. także Polska stanisławowska..., op. cit., t. 1, s. 207. [wróć]
A. de Gontaut-Biron, duc de Lauzun, Mémoires secrets du beau Lauzun, suivies de lettres adressées a l'auteur etc., red. E. Pilon, Paris 1943, s. 124. [wróć]
G. Pauszer-Klonowska, Pani na Puławach. Opowieść o Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, Warszawa 1980, s. 23. [wróć]
Informacja o zgonie Adama Klewańskiego w Tuluzie, cytowana przez M. Strzałkową w: Adam Klewański (1763-1843), Kraków 1960, s. 9, sugeruje, że urodził się on w roku 1763, ale według Polskiego słownika biograficznego (t. 12/4, Kraków 1967, s. 609) w wykazie uczniów Szkoły Rycerskiej podano jako datę jego urodzenia rok 1767. [wróć]
Stanislas Auguste [Stanisław August], Mémoires, Paris 2012, s. 316-317. [wróć]
Ibidem, s. 318; A. de Gontaut-Biron, duc de Lauzun, op. cit., s. 124. [wróć]
Adam Czartoryski do Keitha, 5 VIII 1765, British Museum, Hardwicke Papers, 35, 485, k. 159. [wróć]