Ja dziś nie tańczę, ja czekam - Karina Frankowska

Kup ebooka

24.23 zł
20.11 zł (20,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

późno,

jeszcze później,

coraz mniej gwiazd

spogląda na wieczór, księżyc

przegląda się w tafli oczu

późno,

coraz później,

jesień robi miejsce

nostalgii srebrno-zimowej,

zimnej tylko za dnia

późno

jeszcze później,

świat został zatopiony

w śnieżnej kuli, potrząśnij,

a opadną na nas płatki snów

zamknij oczy i patrz na jawę

otwórz oczy i patrz na sen

***

sobota wieczór,

ładunki emocji pstrykają

w każdą część ciała

ja nie tańczę

ja piję herbatę

sobota wieczór,

niczego nie rozumiem,

więc tłumaczę wszystko

tak jak chcę

ja nie tańczę

ja czekam

sobota wieczór

nie szukam w pośpiechu

pończoch i kiecki,

przepraszam,

ja dziś nie tańczę

sobota wieczór,

chcę od Ciebie prawdy

chociaż nie wiem co ona znaczy

(nigdy w niej nie żyłam),

ja nie tańczę,

nie znam kroków

***

gdy stoję naprzeciw Ciebie,

zamykam oczy,

łudzę się,

że dzięki temu

nie zajrzysz,

w głąb mnie

tam woda wypełnia żyły,

oddech chłodzi skórę,

lustro odbija strach

nie jestem już

rozumiejącą wszystko duszą

jestem sercem,

z którego pod nadmiarem

ciężaru spadają uczucia,

roztrzaskując się z hukiem

o szklaną podłogę życia

patrzę na to z szyderstwem

w zamkniętych oczach

***

Twoje życie to opowieść

pełna gości,

ktoś wchodził

ktoś wychodził,

drzwi otwarte

drzwi zamknięte

Twoje serce to gościniec

bogaty

w miłostki raniące,

w uczucia uśmierzające,

krótsze,

czy trochę dłuższe

teraz jesteś jej

tylko jej

tylko teraz,

a ona wciąż opowiada,

czym pachną Twoje ręce

***

dziś rano

między 4 a 6,

stworzyłam wiersz,

pozbawiając go

swoich emocji

zmieniłam słowa,

zniesmaczone

ckliwymi porównaniami

wygładziłam smutek,

by wieczorem,

mógł błyszczeć spokojem

dziś rano

miedzy 4 a 6,

ten wiersz skonał,

pozbawiony

ciemnej strony

nadającej charyzmę,

i osobowość

pozbawiony cząstki mnie

***

szukam

sensu w każdej

spadającej gwieździe,

w jej lekkości

ważącej tonę

w zmianach w życiu,

tych chcianych

i tych człekożernych

sensu w granicach

między latem a jesienią,

nocą i dniem,

początkiem i końcem

w czytaniu książki,

która ma

już napisane zakończenie

sensu w tym,

czy szklanka jest

do połowy pełna,

czy od połowy pusta

sensu w całym bezsensie

***

znalazłam na drodze

słowa,

zniszczone, zabłocone

milczące i głodne

cudze,

ograniczane przez ludzi,

ganiane przez hałas,

uciszane przez świat

smutno patrzyły na mnie

mówiąc,

że żadne z nich

nie przetrwa w milczeniu

bo muszą mówić,

krzyczeć,

wypluwać z siebie emocje,

bo są jak organizmy złączone

nieśmiertelnością liter,

spytałam je o miłość,

czy ona przetrwa w ciszy -

nie odpowiedziały,

zabrakło im słów