Ja i moje książki to jedno - Krystyna Heska-Kwaśniewicz, Zdzisława Mokranowska

Kup ebooka

55.00 zł
45.00 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Krystyna Heska-KwaśniewiczWprowadzenie

Kim była Zofia Kossak? Wybitną pisarką, autorką cenionych powieści historycznych, znakomitą osobowością twórczą i bardzo silną kobietą, wywodzącą się z rodziny będącej zjawiskiem osobnym w polskiej kulturze. Teodor Parnicki, twórca nowoczesnej powieści historycznej, stwierdził spokojnie, bez emocji, że jej wielki cykl powieściowy o krucjatach uznawany był za "bezsprzecznie najwybitniejsze wydarzenie posienkiewiczowskiego okresu dziejów polskiej powieści historycznej"1.

A kim była jako człowiek? Poza wymiarem rodzinnym, w którym realizowała się jako córka, żona i matka, była przede wszystkim współtwórczynią "Żegoty" - jedynej w okupowanej Europie organizacji ratującej Żydów - i ofiarną działaczką Polski Walczącej, więźniarką Pawiaka i Auschwitz-Birkenau. Czy uosabiała ponadto polski katolicyzm i antysemityzm?2 Jako "...polska nacjonalistka, pełna wiary w bożą opatrzność i wyższość narodowej wspólnoty Polaków"3 i "antysemitka, która ratowała Żydów"4? "Może zatem lepiej odczuwała i czyniła, niż pisała? Może w istocie była szlachetniejsza od własnych tekstów? Trudno to pojąć, ale najprawdopodobniej tak właśnie było"5. Szlachetniejsza od własnych tekstów? Oryginalna teza, trącąca naiwnym biografizmem, ale jak ją pogodzić z faktem, że gdy młody Władysław Bartoszewski przeczytał po wyjściu z Auschwitz broszurę W piekle, zapragnął koniecznie poznać autora, bo broszura tchnęła takim autentyzmem i prawdą osobistego przeżycia, że mówiła w imieniu wszystkich, którzy doświadczyli lagrowego cierpienia?

Czy była "najszlachetniejszym płomieniem Polski Podziemnej"? Czy po prostu była "...ortodoksyjnie katolicka i właśnie dlatego żądała od bliźnich najwyższej powagi w traktowaniu spraw wiary"6. I jeszcze z wyważonym namysłem: "Jeśli Kossak udawało się jakoś bezkonfliktowo łączyć niechęć wobec Żydów i zdolność do ofiary z życia w ich obronie, to można śmiało powiedzieć, że jej chrześcijaństwo przeszło zwycięsko próbę czasu. W ostatecznym rozrachunku być może tylko to się liczy"7. O iluż osobach można tak powiedzieć?

I jak się właściwie nazywała? Zofia Kossak? Zofia Kossak-Szczucka? Zofia Szczucka? Zofia Szatkowska? Zofia Kossak-Szczucka-Szatkowska? Nawet obecnie funkcjonuje pod co najmniej trzema nazwiskami! Żoną Stefana Szczuckiego była osiem lat, żoną Zygmunta Szatkowskiego czterdzieści trzy lata, na dokumentach urzędowych podpisywała się: Zofia Szatkowska. Obecnie wszystkie jej książki wydawane są pod nazwiskiem Zofia Kossak, ale badacze wciąż piszą o Kossak-Szczuckiej. W Górkach Wielkich, gdzie mieszkała z przerwami od 1922 r. i gdzie spoczęła na miejscowym cmentarzu, na mogile jest napis: "Zofia Kossak-Szatkowska". A zwiedzający muzeum poświęcone pisarce dopytują, czy Kossak-Szczucka i Kossak-Szatkowska to te same osoby. Czy może być większy bałagan?

Była postacią wielowymiarową, a pisarstwo jej można czytać według różnych stylów odbioru8, na wielu poziomach czytelniczego wtajemniczenia, choć czytane jest głównie w stylach mimetycznym i instrumentalnym, niestety najczęściej - w stylu instrumentalnym, który gubi po drodze autonomię dzieła literackiego i jego artyzm. W ten sposób bywa tylko lekturą utylitarną, światopoglądową, nawet moralizatorską. I niezależnie od swego rzeczywistego charakteru jest czymś w rodzaju budującego przykładu. I nawet jeśli nie ma w sposób oczywisty takiego charakteru - przeprowadza się liczne linie demarkacyjne, dzieląc wszystko na czarne i białe.

Ojciec Święty Jan Paweł II, przecież także poeta, a wcześniej jeszcze aktor Teatru Rapsodycznego, w którym najważniejsze było słowo, w jakimś momencie powiedział o Zofii Kossak: "W ogóle zaniedbano propagowanie jej książek, a to taka świetna pisarka"9. "Świetna pisarka" - czyli jednak sztuka pisania, czyżby to nie wystarczyło, by przykuć uwagę badaczy i czytelników? A jeśli nie wystarczyło - to dlaczego?

Nie wiemy, czy nam się uda odpowiedzieć na tyle pytań, wyjaśnić to, co zaciemnione, a czasem przegadane. Książka niniejsza jest taką próbą. Na ile pełną i na ile udaną - oceni łaskawy czytelnik.

* * *

Zofia Kossak, autorka Nieznanego kraju, Krzyżowców, Przymierza i wielu innych książek, które weszły do kanonu lektur polskiego inteligenta i trwale zapisały się na kartach historii literatury i w narodowej historii, współtwórczyni Żegoty10, była niewiastą arcydzielną. To do niej można odnieść urzekające słowa z Księgi Przysłów: "Mulierem fortem quis inveniet" (Prz 31,10-31).

Co to jest dzielność? Otóż Aleksander Kamiński, autor niezapomnianych Kamieni na szaniec, napisał, że "dzielność jest jakby energią w służbie wartości moralnych"11 i należy do najważniejszych polskich słów12, takich jak odwaga, honor czy duma. Dzielność pisarki to nie tylko życie przykrojone na najwyższą miarę, ale też zgodność życia z pisarstwem, czynu i słowa, jedność wartości realizowanych w biografii i twórczości. Można więc wyodrębnić w jej życiu role, tematy, zadania i patrzeć, jak całość układa się we fragmenty, konsekwentne, spójne, jakby zamierzone i wyreżyserowane, tworzące zgodną całość. Jakie to były role i dzieła?

Przede wszystkim dziełem był dom, wartość w życiu ludzkim podstawowa, tracony, odzyskiwany i z uporem budowany (w sensie Heideggerowskim13) na nowo. Dom gniazdo14. Najpierw utracony na Kresach i opłakany w Pożodze, gdzie młoda mężatka i matka doświadczyła biedy i upokorzenia, sięgając dna:

Pijany sołdat wylegiwał się w łóżku mojej matki; brudne dzieci wśród chichotów darły wyblakłe dagerotypy, dawne listy i mnóstwo dawnych pamiątek niezmiernie drogich. Wielkie szafy, niegdyś źródło nienasyconej ciekawości, niezliczone drobiazgi, z których każdy miał historię, piękne i dobierane książki w ogromnej ilości - wszystko to zostało gorzej niż spalone, bo sprofanowane i sponiewierane15.

Pożoga, debiut z cechami dojrzałości, choć przez samą pisarkę oceniany bardzo krytycznie16, nieprzeznaczony do druku, wyznaczył w naszej kulturze pewną miarę wyobrażenia o utracie polskich Kresów i o samych Kresach, ich urodzie i bogactwie. Joseph Conrad, urzeczony książką, pisał o Pożodze do Anieli Zagórskiej: "Dziękuję Ci za Pożogę. C'est tr?s, tr?s bien. Chwyta i zajmuje tak treścią, jak i pisaniem, a jako dokument ma ogromną wartość, bo autorka umie patrzeć i ma duszę grandement humaine [ogromnie ludzką]"17. Jednak pisarka powróci do tematu, gdy nabierze dystansu i gdy opadną emocje. Powróci w pięknej, mądrej książce dla młodzieży Ku swoim, gdzie tragedię osobistą przetworzy w dzieło literackie, niosące oprócz wiedzy o wydarzeniach pytanie: dlaczego do nich doszło? A także - pokrzepienie dla czytelników, zawierające ważną myśl, że po stracie, po zniszczeniu jest radość budowania i tworzenia, że czasem tracąc ojcowiznę, możemy odzyskać ojczyznę. Tak będzie w jej całym życiu: będzie tracić i odbudowywać po stracie, także samą siebie.

Po ucieczce z Wołynia w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim stworzy dom gościnny i otwarty, w którym wszyscy odwiedzający od razu czują się dobrze i chętnie do niego powracają. Po wojennym wygnaniu z Górek Wielkich powoła do życia dom w Warszawie, okupacyjnej, niebezpiecznej, dom - znajdzie w nim miejsce nie tylko jej najbliższa rodzina, ale i Aleksander Kamiński i wdowa po Witkacym, Jadwiga Unrug i prof. Zygmunt Wojciechowski, wielu duchownych i każdy potrzebujący, witany pytaniem, czy nie jest głodny i czy ma gdzie mieszkać. Dla zmarzniętych i głodnych przybyszów zawsze w piecyku czekały gorąca woda i ciepłe, pachnące mleko18.

Zapewne nie jest dziełem przypadku, że w okresie okupacji niemieckiej, choć zawiesiła pióro, gdyż inter arma silent musae, napisała jednak Gościa oczekiwanego (1942), wcale nie naiwną powiastkę, lecz piękny moralitet zbudowany na kanwie Ewangelii św. Mateusza (25), zawierający dramatyczne wołanie o pomoc dla ludzi głodnych i bezdomnych, szukających dachu nad głową podczas okupacji. W piątej odsłonie powie Jezus, który wcielił się w postać żebraka, do Filipa: "Byłem głodny, nie nakarmiłeś mnie... Byłem spragniony, nie napoiłeś mnie... Byłem bezdomny, nie przyjąłeś mnie..."19, przywołując słowa z Ewangelii Mateuszowej o Sądzie Ostatecznym (Mt 25,31-46). W ten sposób w ludową opowieść wpisała autorka nieprzemijające prawdy ewangeliczne o miłości Boga i bliźniego. Jezusa spotyka się w biedzie, wtedy najłatwiej Go rozpoznać, Jego przesłanie było aktualne w każdym czasie, zwłaszcza w latach okupacji, gdy wciąż w domach pojawiali się goście "nieoczekiwani", których przyjęcie bywało nie tylko miarą miłosierdzia, ale i odwagi. Wspomnienie Aleksandra Kamińskiego, mieszkającego w okresie okupacji w domu Zofii Kossak20, poświadcza dowodnie, że pisarka realizowała taką postawę w sensie dosłownym. Zapewniała też swoim gościom inną opiekę, o której wspomina łączniczka pisarki, Maria Przyłęcka "Urszula" - była to jej modlitwa u progu dnia: "W domu, gdzie mieszkała "Ciotka" (będę teraz używać pseudonimu Zofii Kossak), często ukrywali się w charakterze pomocników do ciężkich robót - księża. Wtedy w godzinach przed świtem zwykle około 3-4 nad ranem, gdy cały dom był jeszcze uśpiony, w domowej kaplicy odprawiali Mszę św. Ciotka zawsze służyła im w charakterze ministranta..."21.

Potem były kolejne budowania, w Częstochowie, Szwecji, ale przede wszystkim w Trossell w Kornwalii, gdzie przyszło państwu Szatkowskim podjąć ciężką pracę fizyczną: długie, wąskie palce inteligenta, nienawykłego do pracy fizycznej, twardniały aż do bólu, udój, spędzanie bydła, wyrzucanie obornika, odbieranie porodu owcy przez majora Szatkowskiego - historyka wojskowości. Pisarka pracująca w oborze, na pastwisku, w domu. A w tle, jak pisała,

Kornwalia, patetyczna, romantyczna, piękna, osobliwa, wzgórza Darmormoor porośnięte żółto kwitnącymi krzakami, ocean z "rozjuszonymi falami" i piękno wieczorów. Cudowna gra obłoków pędzonych tchnieniem oceanu. Cisza wśród owiec. Jakby całe stworzenie czekało zapowiedzianego w Pawłowym liście wyzwolenia Synów Bożych22.

Właśnie tam, z dala od kraju, w czasie wolnym od pracy fizycznej, tworzyła Rok polski, czytany w odcinkach w Radiu Wolna Europa, pokazując, jak czas Boski przełamuje się z ludzkim, a także z rytmem całej przyrody, wyznaczanym przez zmianę pór roku, świadomie wpisując swą książkę w ten długi szereg polskich dzieł, które "widzą i opisują, bo tęsknią". Ukazuje, jak głębokie jest zakorzenienie naszego życia i kultury w tradycji religijnej i jak głęboko wrosła ona "w żywą tkankę organizmu narodowego, jak idealne obrazy piękna, owiane sentymentem składniki rytuału zachowań społecznych i najdoskonalsze wzory postaw moralnych"23 wypełniają treść naszych dni. Rok polski malarsko i nastrojowo udowadnia, że odwieczny system prawd i symboli oficjalnej religijności nie jest pusty, martwy, że mową polską można wyrazić "wiarę żywą", nadzwyczajność napotkania Stwórcy w krajobrazie, obyczaju, przyrodzie, w drugim człowieku. Właśnie w Trossel, w trudnych warunkach, gdzie wiały silne, przenikliwe wiatry od oceanu, potrafiła przedstawić życie jako pasmo nieustannego zachwytu nad cudem istnienia. A jednak Rok polski nie jest ani patetyczny, ani sentymentalny, bo pokazuje, że są klęski i niepowodzenia, kataklizmy i wojny, one jednak mijają, a gdy miną - radość życia staje się jeszcze silniejsza. Podczas tego pisania i tej ciężkiej fizycznej pracy znienacka przypływa wspomnienie: "Kiedyś na Śląsku...", a potem pojawia się Czorsztyn, Nidzica, na krajobraz widziany nakłada się pamiętany, tworząc nieporównywalny z niczym nastrój, któremu ulegamy nawet po latach.

W Kornwalii Zofia Kossak znowu tworzy dom, inny od angielskich, sąsiedzkich, zdystansowanych i z chłodem odnoszących się do nieznanych przybyszów. Tym razem jest to dom dla dwóch osób, ale zaraz przyciągnie nawet nieufnych Anglików. Podczas samotnych wieczorów przy płonącym kominku Zofii i Zygmuntowi zawsze towarzyszą wierne psy. Sąsiedzi zauważyli jednak jakąś głęboką godność w nieznanych Polakach, myśleli, że to jakaś "arystokracja", a to po prostu była odwaga bycia sobą w każdej sytuacji i wszędzie, gdzie los rzucił. Tam też pisarka wypowiedziała profetyczne słowa, odpowiadając sąsiadowi: "Widzisz, my bardzo nie lubimy Włochów, a papież jest zawsze Włochem [...]. A wy Polacy, tacy katolicy, mieliście choć jednego papieża waszej narodowości?". "Nie - przyznała - ale mamy czas, doczekamy się"24 - i tak się stało. Wspomnienia z Kornwalii (do polskiego czytelnika dotarły dopiero w 2007 r. i nie doczekały się zbyt wielu recenzji), zaskakują dziś jeszcze głębią przemyśleń, żarem uczuć i wspaniałą, obrazową narracją.

Powrót do Polski i znów dom w Górkach Wielkich - już nie dwór, lecz skromny domek ogrodnika, ale przecież dom. W najpiękniejszej baśni polskiej napisanej w 1926 r. przez Zofię Kossak, Kłopotach Kacperka góreckiego skrzata, czytamy:

Wszystkich nakrywał jeden wspólny, stary i gościnny dach, nad dachem zaś, bardzo wysoko i daleko, a jednakże bardzo blisko, był Bóg, który wiedział wszystko i patrzył jednako na mocnych ludzi i ich sprzeczne sny jak na maleńkiego drzewnika, toczącego chodnik w belce25.

A zatem znowu dom, zwornik życia i twórczości, gdziekolwiek znajdujemy się pod jego dachem jest bezpiecznie, i to chciała przekazać swoim czytelnikom pisarka. Melchior Wańkowicz, odwiedzający jeszcze przed wojną autorkę w Górkach Wielkich, zapisał:

"Zosia, na której głowie wszystko", kraje właśnie synkowi chleb; patrzę na ręce dokonywujące najświętszego misterium - krajania chleba, i jasnym mi się staje, że zawierucha dziejowa na śląską glebę rzuciła ziarno pełne, że nastrój domu, który mnie uderzył, przyszedł wraz z tymi rękami z dalekiego Wołynia, z sumiastym wąsem Pana Majora, z dobrym pańskim uśmiechem starszej pani z Lubelszczyzny26 .

Święte misterium krojenia chleba przywołuje wielki mit agrarny o sianiu i jego plonach, o chlebie, jedynym pokarmie stanowiącym sacrum. Ten chleb w sensie dosłownym i przenośnym rozdawała pisarka wszystkim potrzebującym przez całe życie, także jako więźniarka Pawiaka i Auschwitz. A zatem kobieta dzieląca się chlebem. Nietknięty badawczo temat postaci kobiecych w pisarstwie autorki Legnickiego pola otwiera bogactwo problemów. Cała galeria postaci kobiecych - kobiety matki, chroniące swoje dzieci, wspomagające mężów, pani Turska z Ku swoim, silna, nielękająca się żadnej pracy fizycznej, choć wychowana w dworze, mądra i wrażliwa. To ona powie zarozumiałemu siedemnastolatkowi Włodkowi i nieufnej Irce, podejrzewającym, że stary Żyd, Icek Silbermann, sprzeniewierzy cenny klejnot, będący ostatnim ratunkiem uciekinierów, pamiętne słowa. Warto przytoczyć ten krótki dialog: "A powiadają, że każdy Żyd musi być oszust... - Et, moje dziecko, wszędzie jest ten sam odsetek ludzi złych i dobrych, we wszystkich sferach i wśród wszystkich wyznań..."27 - i Żyd dotrzymał słowa, pomógł uciekinierom i doprowadził do bezpiecznej ucieczki do Polski. To piękna kreacja, namalowana czystymi barwami, z wielką sugestywnością, przypomina Jankiela z Pana Tadeusza i Szymszela z Kurzy z Nocy i dni Marii Dąbrowskiej. Takich mądrych matek, zapewniających swym dzieciom chleb i dającym im pierwszą lekcję, dziś powiedzielibyśmy, demokracji i szacunku dla każdego człowieka, jest w pisarstwie Zofii Kossak sporo.

W Roku polskim, wspominając świętą Annę, pisarka zauważa:

...Polska była zawsze i będzie krajem "mężnych niewiast", dzielnych kobiet, oddanych matek, wiernych żon, żon-przyjaciółek, wspólniczek trudów mężowskich. Słowa Pisma Świętego, przeznaczone na dzień Świętej Anny, dadzą się w całości zastosować do bardzo wielu kobiet polskich. W boju walczą obok mężów, w dobie niewoli - podtrzymują ducha, w szare codzienne dnie - chleba próżnując nie jedzą28.

I tak też jest w całym jej pisarstwie. Za sukcesami mężczyzn stoją zawsze mądre, wspierające kobiety. Pana Sapiehę z Błogosławionej winy, wyklętego przez papieża i króla za porwanie cudownego obrazu Matki Bożej z Rzymu, z prywatnej kaplicy papieskiej, cały czas podtrzymuje na duchu małżonka wojewodzina - modlitwą i wiernym trwaniem. W Puszkarzu Orbano piękna Damara daje ostrą lekcję siłaczowi Cyprianusowi, próbującemu się wymigać od podjęcia oręża, mówiąc: "Tam nie trzeba umiejętności, tylko siły i odwagi..."29 , po czym z pogardą spogląda na mężczyznę, którym wcześniej była zafascynowana. W Przymierzu przy Abrahamie trwa mądra i mężna Sara. Choć jej przeciwniczka, Hagar, nie zawsze posługuje się prawymi metodami, to przecież też jest postacią wyrazistą, waleczną i bezgranicznie kochającą swego syna. W Trembowli komendantowa Anna Dorota Chrzanowska, żona Jana Samuela, jest faktycznym dowódcą obrony twierdzy. Silna, wyniosła, bohaterska, wymusza posłuszeństwo na wszystkich. To o niej powie Jan III Sobieski w następujący sposób:

My, Polacy - zauważył - miłujemy nasze ślubne białogłowy bardziej pono, niźli to w innych nacjach we zwyczaju. Pono i ulegamy im bardziej. Dworują sobie z tego różni po świecie mędrkowie. Owóż ja mniemam, że tak dobrze czynim, bo niewiasta polska przoduje wszystkim innym białogłowom w rozumie, męstwie i statku30.

To jakby summa cnót wszystkich postaci kobiecych wykreowanych przez Zofię Kossak. Włożyła pisarka te słowa w usta króla31, by zabrzmiały dostojniej. Jednak znajdziemy jeszcze inny model kobiecości. To postać Idy de Haineaux, pełnej miłości i pokory, a zarazem będącej uosobieniem tajemniczej siły, której postać przewija się przez wszystkie tomy Krzyżowców, wyznaczając jeszcze inną dynamikę cyklu.

Jednak najsilniejszą osobowością kobiecą w całej twórczości autorki Legnickiego pola wydaje się Jadwiga śląska (dziś już uznana za świętą), z jednej strony uosabiająca chrześcijański ideał kobiety, z drugiej - żywy i czujący człowiek, o wielkiej sile wewnętrznej. Poznajemy ją, gdy już zmęczona życiem, głęboko religijna, lecz pozbawiona jakiegokolwiek fanatyzmu, cierpi jako matka ostro poróżnionych synów, których bezskutecznie namawia do zgody. Twarda, rozdarta wewnętrznie, odmawia pomocy swemu umierającemu mężowi, można ją podziwiać lub się z nią nie zgadzać, ale nie sposób jej nie zauważyć. Właśnie przez cierpienie jest żywa i nie ma w niej nic z papierowej świętej. Legnickie pole to jedna z pierwszych w naszej literaturze prób realizacji artystycznej wątku Jadwigi śląskiej - jedna z pierwszych i jak dotąd najpełniejsza. A postać Jadwigi jest niezwykłą kreacją kobiecą - w odwadze, determinacji, samodzielności wyprzedzającą swój czas.

Odwaga to cnota obecna w całym pisarstwie Zofii Kossak. Ona sama też była wielorako odważna, w twórczości i w życiu. Niewątpliwie trzeba było odwagi, by w Krzyżowcach podjąć fascynujący, lecz trudny temat krucjat krzyżowych będących odpowiedzią na wezwanie papieża Urbana II, by wyzwolić Jerozolimę z rąk pogan. Oprócz żywiołu historii, podniosłego celu i świętych zamiarów, pisarka pokazała ludzi, zwykłych pątników psychologicznie prawdziwych, cierpiących po ludzku, miotanych różnymi pożądliwościami i pokusami, często im ulegających. Po prostu grzesznych, choć pielgrzymujących w podniosłym celu. A wszystko razem prowadzi do ukazania wymiaru uwikłania ludzkich dziejów w bieg historii. Teodor Parnicki32 nazwał Krzyżowców najwybitniejszą powieścią historyczną dwudziestolecia międzywojennego, przepowiadając autorce Nobla. Kreując własną wizję dziejów, wiedziała, że będzie porównywana z Sienkiewiczem, że będzie posądzana o rewizjonizm, a przecież podejmowała tę tematykę po wielu badaniach, podróżach, w pełni świadoma rangi tematu i odpowiedzialna za swoje słowa. Podobnie było ze świetnie napisaną Złotą wolnością (1928), powieścią o XVII w., w której pisarka podjęła temat arian, Braci Polskich, ze znakomitymi scenami batalistycznymi i mądrze przedstawioną kwestią wolności, nie politycznej, ale wewnętrznej, wolności sumienia. Najprawdziwsi są w niej ludzie, mniej wydarzenia. W rozmowie prowadzonej z prof. Januszem Tazbirem przez Eugeniusza Sternę-Wachowiaka padło pytanie o powieść historyczną, a uczony zachwycał się Złotą wolnością:

Natomiast jeśli chodzi o powieść historyczną, ja nie wymagam wierności. Istnieją dwie powieści o arianach. Złota wolność Kossak-Szczuckiej, bardzo nieprawdziwa, wielokrotnie wznawiana, świetnie napisana zresztą, i powieść Edwina Jędrkiewicza Wender, wender aryjani, której jestem współwinowajcą, bo mu dostarczyłem źródła. Powieść Jędrkiewicza jest wierna źródłom, ale nie da się jej czytać, jest tak nudna [...]. Powieść historyczna, według mnie, żeby była dobra - powinna pokazywać swoich bohaterów od wewnątrz, to znaczy ich reakcji nie powinno się modernizować33.

Ma też na swoim koncie Zofia Kossak inną odważną pozycję, Nieznany kraj (1932) - powieść pokazującą trudną drogę Śląska do Polski. Jest to książka piękna i jednoznaczna w swej wymowie, a zarazem bardzo rzetelna faktograficznie, za którą autorka będzie poszukiwana przez hitlerowców przez całą okupację. Pisarka nie była naiwna, wiedziała, co się dzieje za zachodnią granicą Polski - miała przecież odwagę odwiedzać obozy harcerskie na Śląsku Opolskim, oglądać Hotel Lomnitz, plebiscytową twierdzę Wojciecha Korfantego w Bytomiu, gimnazjum polskie w tym samym mieście. Zwiedziła Toszek, Błotnicę, Gogolin, Leśnicę u podnóża Góry św. Anny, o której tyle razy ze wzruszeniem pisała. Podróżując przez Opolszczyznę, Zofia Kossak z radością odnotowywała żywe dowody polskości: polską piosen­kę, lilijkę i znak rodła na obozach harcers­kich, upór harcerzy (wyrzuceni z jednego obozu przez żandarmów, w innym miejscu rozbijali nowe obozowisko), troskliwie pielęgnowane mogiły powstańców. Pisała: "Nie­spożyta, bohaterska polskość Śląska to właśnie owoc długich wysiłków germanizacyjnych. Napór zwiększa odpór"34. Wiedziała, że w razie dekonspiracji pobyt w Niemczech mogła przypłacić uwięzieniem, a nawet życiem. Wszystko to przedstawiła w Lasce Jakubowej - pierwszorzędnych reportażach podróżniczych, zarazem ważnej karcie z dziejów polskiego harcerstwa.

W przywoływanym powyżej Nieznanym kraju, pisząc o polskich protestantach, Pawłowi Stelmachowi przypisała następującą, jakże współcześnie brzmiącą, refleksję: "...każda wiara chrześcijańska jest dobra, byle płynęła ze szczerego przekonania i uczciwego serca. Bóg miłosierny mniejszą zapewne uwagę zwraca na formy, niż to zwykli czynić ludzie"35. Napisała te słowa Zofia Kossak na początku lat trzydziestych, gdy polski ekumenizm był dopiero na początku drogi i daleko było do przełomowego pontyfikatu Jana XXIII. Mieszkając na Śląsku Cieszyńskim i zapewne obserwując różne antagonizmy wyznaniowe, sama musiała wiele przemyśleć, zanim sformułowała powyższy sąd, w którym tak bardzo wyprzedzała swój czas.

I jeszcze inny rodzaj odwagi - napisanie Przymierza (1952), apokryficznej opowieści o Abrahamie i Sarze, a właściwie o wielkim przymierzu, który Bóg zawiera z człowiekiem bez reszty mu ufającym. To bardzo trudne zawierzenie, nadające sens ludzkiemu istnieniu w każdym czasie. Któż odważyłby się podjąć taki temat? W Stanach Zjednoczonych powieść zrobiła furorę, pojawiły się nawet zamiary ekranizacji, w Polsce jest niestety mało znana.

Odwadze pisarskiej towarzyszyło męstwo innego wymiaru - to nieefektowne, codzienne, gdy przyszło owdowiałej młodej kobiecie z dwójką dzieci uciekać z Kresów. Ale i to, gdy trzeba było się zmagać z zadłużeniem folwarku w Górkach Wielkich, łatać budżet rodzinny, na zamówienie wydawców pisać kolejne czytanki do nowych podręczników szkolnych i z pogodną twarzą mierzyć się z prozą życia. Może warto wspomnieć o jeszcze jednej "próbie charakteru", związanej z pisaniem (Tomasz Mann nazwał je klęczeniem na grochu). Musiała sobie narzucać ostry rygor pracy, gdyż ciągnęło ją do ogrodu, kwiatów, ptaków i ziemi. Na wpół żartobliwie wyznała: "Co za pech, mieć talent i tzw. misję, a równocześnie prostackie usposobienie przekładające (o ileż!) pielenie grządki kwiatów nad pisanie! Niestety!"36. Miała pochodzenie ziemiańskie i zapisaną w genach miłość do ziemi.

Czas najtrudniejszej próby w jej życiu miał dopiero nadejść. Ksiądz profesor Konstanty Michalski napisał:

Na wielki, górzysty krajobraz należy spojrzeć z najwyższego szczytu, bo tylko w ten sposób wzrok ogarnia całość, ogarnia każdą górę i każdą dolinę. Także na życie wielkich ludzi najlepiej spojrzeć ze szczytu, z kulminacyjnego punktu ich działalności, bo tylko w ten sposób ogarnie się całość i oceni trafnie każde zdarzenie37.

Takim czasem w życiu pisarki z pewnością była wojna i okupacja 1939-1945, sama pisarka zresztą tak to oceniała: "Według mego osobistego mniemania osiągnięcia mam następujące: praca w konspiracji i przebycie Oświęcimia. Z tego ostatniego wyszłam w najgorszej formie fizycznej, ale najlepszej duchowej"38. Konspiracja, "Żegota", prasa podziemna, kolportaż, lęk o rodzinę, męża, ukochaną matkę, dzieci, ukrywanie zbiegów i uciekinierów, narażanie własnego życia, także swoich najdroższych dzieci Witolda i Anny. Sama poszukiwana przez gestapo, odważyła się pojechać do Krakowa39, aby przywieźć osierocone żydowskie dziecko, z którym ktoś nie wiedział, co zrobić. W prywatnym liście do Ireny Rybotyckiej, córki Ryszarda Wagnera, znanego przedwojennego wydawcy, pisała:

Pamiętam, jak kiedy przeprowadzałam z Powiśla na Śniadeckich Żydówkę. Witold osobno na ten sam punkt prowadził jej męża, a Anna - córkę, swoją rówieśnicę. Cała rodzina miała typ jaskrawo semicki, bijący w oczy. Boże, jakże się bałam o te moje dzieci! Patrzyłam z okna, jak Witold wychodził, prowadząc przyjacielsko pod rękę skulonego niskiego Żyda, pochylał się nad nim jak śliczny anioł opiekuńczy, opowiadając "coś ogromnie ciekawego". Potem Anna roześmiana, w podskokach, ciągnąc za rękę swoją niby koleżankę, słaniającą się ze strachu. Nigdy nie zapomnę tego okropnego uczucia lęku, tego poczucia, że własne najukochańsze dzieci narażam na śmierć prawie pewną. A z drugiej strony przeświadczenie, że to przecież obowiązek. A potem ta radość szalona i wdzięczność Bogu, gdy po półtorej godzinie spotkaliśmy się na Powiślu cali i zdrowi, ze świadomością, że podopieczni zostali szczęśliwie doprowadzeni, gdzie należy...40

W prasie podziemnej twierdziła, że nie można oszczędzać własnych dzieci, gdy codziennie inne matki opłakują najboleśniejszą stratę. Mocne to słowa, jeszcze dzisiaj wywierają wrażenie. Cała twórczość okupacyjna pisarki, mało znana, bo drukowana w prasie podziemnej - w drukach ulotnych i w niewielkich nakładach - jest taka bezkompromisowa.

W lipcu 1942 r., nie bacząc na to, że jest poszukiwana przez gestapo, pojechała do Krakowa na pogrzeb stryja Wojciecha Kossaka. Zważywszy na fakt, że odmówił on namalowania portretu Hansa Franka rezydującego na Wawelu, można było się spodziewać, że pogrzeb będzie miał "obstawę" władz okupacyjnych.

Przeszła i Pawiak, i Auschwitz, poznała więc najgorszy, najstraszniejszy wymiar hitlerowskiej okupacji. Świadectwa o jej pobycie i zachowaniu w obozie, np. Marii Przyłęckiej, ale przede wszystkim Ireny Pannenkowej41, świadczą o sile wewnętrznej pisarki i bezgranicznemu zawierzeniu Najwyższemu. Literackim dokumentem tych przeżyć jest książka Z otchłani, będąca nie tylko wspomnieniem, lecz także świadectwem. Pisana na gorąco, jak przed laty Pożoga, była bardzo emocjonalna. Zirytowała ona wiele osób i irytuje nadal - wywołała m.in. słynną polemikę z Tadeuszem Borowskim42. Może właśnie taka reakcja na nią dowodzi jej ważności? Sama pisarka musiała wiele spraw przemyśleć i zweryfikować, bo wydanie pierwsze z 1946 r. różni się od edycji z 1947. Ale ta książka do dzisiaj budzi emocje i wywołuje ostre spory, nie tylko wśród badaczy, ale i zwykłych czytelników, bo choć nie należy do największych osiągnięć literackich Zofii Kossak, to w długim szeregu literatury lagrowej zawsze zajmuje ważne miejsce i omawiana jest we wszystkich dyskusjach. Po wyjściu napisała: "Tam, gdzie ja byłam, to nie jest Oświęcim. Protestuję! Oświęcim to miłe, poczciwe miasteczko. Obóz koncentracyjny jest w Auschwitz. Nie wolno mówić Oświęcim"43. Minęły lata, dzisiaj mówimy już "Auschwitz", nie pamiętając, kto przestrzegał przed nazywaniem obozu zagłady "Oświęcimiem".

I jeszcze inny wymiar odwagi - powrót do Polski Ludowej w 1957 r. Zamiast wygodnego mieszkania w Warszawie, Szatkowscy, jak już wspominano, wybrali wieś Górki Wielkie, domek ogrodnika i jeden z najpiękniejszych polskich krajobrazów - Beskid Śląski. Nie wiadomo, czy pisarka, wracając do Polski, była dość świadoma faktu, że w latach stalinowskich wszystkie jej książki były na listach purgacyjnych, niektóre były zaś dla władzy ludowej "szczególnie groźne". W realiach powojennych przeciw jej pisarstwu sprzysięgło się wszystko: katolicki światopogląd autorki, jej antysowieckie pisarstwo, fascynacja harcerstwem, pobyt na emigracji, związek z Armią Krajową i Delegaturą Rządu. Dlatego niektóre z jej książek nie miały szans na wznowienie. Na przykład wspominana tu już książka Ku swoim ukazała się pierwszy raz po wojnie dopiero w 2016 r. - dzięki Wydawnictwu LTW Łomianki. Podobnie było z Pożogą, która musiała wiele lat czekać na wznowienie.

Gdy wróciła, najwyraźniej lęk wydawców przed Zofią Kossak trwał nadal, musiała też znieść wiele nietaktów krytyki, ale także - o czym mniej czytelników wie - bezsensowne zastrzeżenia cenzury, nie tylko np. w stosunku do Nieznanego kraju, którego powojenni odbiorcy już nie poznali w jego pierwotnym kształcie, ale nawet w stosunku do książek dla młodzieży. Nawet przygodowa książka Topsy i Lupus budziła zastrzeżenia cenzora.

Pisarka sama jednak nie ułatwiała życia wydawcom i de facto skazana była na Wydawnictwo "PAX", którego nakładem ukazało się zresztą wiele znakomitych dzieł pisarzy emigracyjnych, książek katolickich, filozoficznych etc. Ksiądz prymas Stefan Wyszyński napisał: "Była rzetelną katoliczką. Jeśli drukowała swoje książki w PAX-ie, to tylko dlatego, że nie było innych możliwości"44. Dodajmy dzisiaj, że bardzo dobrze, że wydawała w PAX-ie, bo dzięki temu polski czytelnik mógł sięgnąć po znakomitą literaturę. W 1963 r. Zofia Kossak podpisała "List 34" będący protestem przeciwko cenzurze. Później, w 1966 r., odmówiła przyjęcia Nagrody Państwowej I stopnia w proteście przeciwko szykanowaniu peregrynującej po diecezji katowickiej kopii obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W liście do prof. Janusza Groszkowskiego, przewodniczącego kapituły nagród, z niezwykłym spokojem i z godnością, a jednocześnie bardzo prosto napisała:

Jestem pisarką katolicką, związaną wiernie z Kościołem, żywiącą szczególną miłość i cześć dla Królowej Polski, Marii Matki Boskiej, którym to uczuciom dawałam i daję częsty wyraz w moich pracach. W ostatnich dniach przebieg apolitycznych, religijnych obchodów milenijnych zakłóciły wypadki znieważania Kultu Matki Bożej, raniąc boleśnie serca wierzących Polaków, w tej liczbie moje. Uświadomiłam sobie wtedy, że rozdźwięk między lekceważeniem przez Władze Państwowe uczuć religijnych ludności a równoczesnym przyznawaniem przez te same władze nagrody literackiej pisarce katolickiej jest tak wielki, że zdaje się być pomyłką, nieporozumieniem. Gorąco proszę o podejście obiektywne do mego stanowiska. Nie mogę przyjąć nagrody od Władz Państwowych, wprawdzie własnych, prawowitych, lecz odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych45.

Ileż taktu, opanowania i roztropności jest w powyższych słowach, jaka wysoka jest kultura ich autorki, przy jednoczesnej stanowczości emanującej z tego listu. Są tu odwaga i rozwaga. Jeszcze dzisiaj, po tylu latach, uderza nas godność piszącej, stawiającej sprawę kategorycznie, lecz szanującej respondenta. Dodajmy, że była to wysoka nagroda pieniężna, która tak bardzo przydałaby się w sytuacji, gdy dwoje starszych ludzi marzło zimą w domku ogrodnika w Górkach Wielkich, ze względu na niskie deputaty węglowe. Takie stanowisko było jednak konsekwencją całej linii życia i wierności wybranej drodze.

Była pisarką katolicką, do tego sama się przyznawała i tak ją postrzegano, ale jakże skłonna była do dialogu z Innym. W liście do "NN" napisała: "Jeśli chodzi o odnowę moralną, współpracuję również z pełnym przekonaniem z marksistami i wolnomyślicielami"46. Taka Zofia Kossak nie bardzo mieści się w ortodoksyjnym światopoglądzie, który powszechnie jej przypisywano, a przecież to jej autentyczna wypowiedź. I jeszcze jedno świadectwo, Aleksandra Kamińskiego: "Wiele czasu i dobrej woli wiązała ze społecz­nością katolicką - w tym wypadku parafią górecką, w której kłopotach i uroczystościach brała żywy udział. Ale - i to jest piękną miarą jej tolerancji - nigdy nie dała odczuć swemu góreckiemu sąsiadowi, że nie spotyka go na tym terenie"47. Jest to kolejny element, który może zaskoczyć. We wszystkim piękna, także w tolerancji, i prawdziwie ludzka.

Maria Przyłęcka, pseudonim "Urszula", łączniczka konspiracyjna Zofii Kossak o pseudonimie "Ciotka", napisała: "Ciotka była najdzielniejsza z dzielnych, mężnie znosiła wszystkie trudy i niewygody, nigdy nie tracąc swego człowieczeństwa, ale jeszcze je jakby rozwijając"48. Jan Karski stwierdzał, że była najszlachetniejszym płomieniem Polski Podziemnej i kochał ją, nie będąc w niej zakochany49, a Władysław Bartoszewski pisał: "Gdybym nie spotkał Zofii Kossak, nie byłbym tym samym człowiekiem"50. Doktor Edyta Korepta wspomina, że gdy z grupą studentów z cieszyńskiego Wydziału Uniwersytetu Śląskiego pojechała śladami pisarki do Górek Wielkich, na cmentarzu podeszła do nich starsza mieszkanka wsi i powiedziała: "Nie wiecie pewno, kim była pani Zofia - to była Nasza Pani. Bez niej nawet we wsi krowa się nie ocieliła. Była na wszystkich chrzcinach. Weselach i pogrzebach. Nazywaliśmy ją "Nasza Pani""51. Dla młodych ludzi to była ważna lekcja, która zmieniła ich sposób myślenia o pisarce.

Czytelników też zmienia lektura książek Zofii Kossak, a jej biografia wciąż na nowo pobudza do myślenia o życiu i jego sprawach. Na wortalu "lubimyczytać.pl" czytelnik o nicku "kurzy" 2 kwietnia 2022 r. napisał o Krzyżowcach: "Oj, ubogie by było nasze życie literackie bez przeczytania tej wspaniałej powieści pani Zofii. Panorama najbardziej kontrowersyjnego wydarzenia średniowiecza to też doskonała analiza ludzkich namiętności i słabości, ale też wzorów cnót wszelkich"52.

Krystyna Heska-Kwaśniewicz. Wprowadzenie

1 T. Parnicki, Literatura piękna katolickiego humanizmu [w:] idem, Szkice literackie, Warszawa 1978, s. 171.

2 S. Buryła, Katoliczka, patriotka, antysemitka, "Gazeta Wyborcza", 24-26 XII 2008.

3 Ibidem.

4 C. Tonini, Czas nienawiści i czas troski. Zofia Kossak-Szczucka - antysemitka, która ratowała Żydów, tłum. T. i W. Jekiel, Warszawa 2007.

5 M. Janion, Zagadka Zofii Kossak-Szczuckiej [w:] Porzucić etyczną arogancję. Ku reinterpretacji podstawowych pojęć humanistyki w świetle wydarzenia Szoa, red. B.A. Polak, T. Polak, Poznań 2011, s. 70.

6 W. Bartoszewski, Środowisko naturalne. Korzenie, spisał M. Komar, Warszawa 2010, s. 163.

7 S. Buryła, Zofia Kossak odpowiada na (dwa) pytania [w:] Krzyżowcy i nie tylko. Studia i szkice o twórczości Zofii Kossak, red. K. Heska-Kwaśniewicz i K. Uniłowski, Katowice 2011, s. 137. W tym samym tekście autor stwierdza, że nie wiemy, jaki miała stosunek do tej nacji po wojnie, sądzić można, że dwa teksty: "List do Ireny Rybotyckiej" i list Do redakcji "Folks Sztyme", zamieszczone w aneksie, stanowią dobre wyjaśnienie tej kwestii.

8 Według typologii Michała Głowińskiego (M. Głowiński, Świadectwa i style odbioru, "Teksty" 1975, nr 3, s. 2-21).

9 W. Półtawska, Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich, Częstochowa 2009, s. 572-573.

10 Organizacja ratująca Żydów, działająca w latach 1942-1945, jej nazwę wymyśliła pisarka. Żegota formalnie była organem Rządu RP na Uchodźstwie, nazwą swą nawiązywała do postaci Żegoty z II części Dziadów Adama Mickiewicza, której pierwowzorem był Ignacy Domejko.

11 A. Kamiński, Narodziny dzielności, Katowice 1958, s. 144-145.

12 Zob. J. Puzynina, Słowo - wartość - kultura, Lublin 1997.

13 Zob. M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć. Eseje wybrane, tłum. K. Michalski, K. Pomian, Warszawa 1977.

14 Na temat takich domów zob. Jan Prokop, Dom rodzinny [w:] Słownik literatury polskiej XIX wieku, Wrocław-Warszawa-Kraków 1991, s. 163-166.

15 Z. Kossak, Pożoga, Katowice-Cieszyn 1999, s. 72.

16 W liście do Józefa Birkenmajera z dnia 23 III 1931 pisała: "Pożoga, choć pełna dla mnie bolesnych, ale najdroższych wspomnień - literacko nie jest bynajmniej moją ulubioną książką. Raczej przeciwnie. Przede wszystkim poglądy moje na wiele spraw, zwłaszcza na kwestię ruską, uległy zaraz potem zasadniczej przemianie i irytuje mnie dzisiaj mój ciasny, partykularny osąd, choć rozumiem, że inny wówczas być nie mógł" (Z. Kossak, Listy, Lublin 2018, s. 14). Interesujące, że podobny sąd wyraził Michał Głowiński w wywiadzie rzece Czas nieprzewidziany, przeprowadzonym przez Grzegorza Wołowca (Warszawa 2018), protestując przeciwko włączeniu Pożogi przez ówczesnego ministra edukacji narodowej Romana Giertycha do lektur szkolnych.

17 J. Conrad, Listy, wybór i oprac. Z. Najder, Warszawa 1968, s. 431.

18 A. Kamiński, Wspomnienie o pani Zofii [w:] Zwyczajna świętość. Wspomnienia o Zofii Kossak, wstęp, opracowanie, wybór tekstów K. Heska-Kwaśniewicz, Katowice-Cieszyn 1997.

19 Ewangelia według św. Mateusza 25,31-46 [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, przekład z języków oryginalnych opracował zespół biblistów polskich, Poznań 2003, s. 1174.

20 A. Kamiński, Wspomnienie o pani Zofii [w:] Zwyczajna świętość..., Katowice-Cieszyn 1997.

21 M. Przyłęcka, Zofia Kossak, jaką pamiętam (wspomnienia łączniczki) [w:] Zwyczajna świętość..., s. 61.

22 Z. Kossak, Wspomnienia z Kornwalii. 1947-1957. Niepublikowane wspomnienia znanej pisarki, Kraków 2007, s. 70 i n.

23 A. Hutnikiewicz, Motywy religijne w poezji lat międzywojennych [w:] Polska liryka religijna, red. S. Sawicki, P. Nowaczyński, Lublin 1983, s. 183.

24 Z. Kossak, Wspomnienia z Kornwalii..., s. 53.

25 Z. Kossak, Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata, Górki Małe, b.d.w., s. 21.

26 M. Wańkowicz, W Górkach Wielkich [w:] Zwyczajna świętość..., s. 20.

27 Z. Kossak, Ku swoim, Łomianki 2016, s. 98.

28 Eadem, Rok polski, Warszawa 1997, s. 77.

29 Eadem, Puszkarz Orbano, Częstochowa 2003, s. 136.

30 Eadem, Trembowla, Lublin 2019, s. 280.

31 Sam Jan III Sobieski wszakże żony Polki nie miał, ożenił się z Marią Kazimierą d'Arcquien, z pochodzenia Francuzką.

32 T. Parnicki, Krzyżowcy [w:] idem, Szkice literackie, Warszawa 1978, s. 82 i n.

33 Polskie miody z łyżką dziegciu. Z prof. Januszem Tazbirem... rozmawia Eugeniusz Sterna-Wachowiak. Część II, "Odra" 2017 nr 9, s. 23.

34 Z. Kossak, Laska Jakubowa, Katowice 1957, s. 85.

35 Eadem, Nieznany kraj..., s. 203.

36 Eadem, Listy, Lublin 2018, s. 124.

37 K. Michalski, Między heroizmem a bestialstwem, Częstochowa 1984, s. 323.

38 Cyt. za: A. Szafrańska, Kossak-Szatkowska, Warszawa 1968, s. 87.

39 W. Bartoszewski twierdzi, że pisarka pojechała do Bochni.

40 Cyt. za: W. Bartoszewski, Z Zofią Kossak w Podziemiu [w:] Zwyczajna świętość..., s. 39.

41 I. Pannenkowa, Prawda o pobycie Zofii Kossak w Oświęcimiu..., s. 57-59.

42 Zob. B. Pytlos, "Córa Sienkiewicza" czy "Alicja w krainie czarów". Z dziejów recepcji twórczości Zofii Kossak, Katowice 2003, s. 127-182.

43 Z. Kossak, [List do Ireny Rybotyckiej], Tressel II 1954 [w:] Zofia Kossak w Polsce Podziemnej, red. M. Pałaszewska, J. Jończyk, Warszawa 1991, s. 338.

44 Cyt. za: J. Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna, Warszawa 2014, s. 270.

45 Pełny tekst w: K. Heska-Kwaśniewicz, Niezwykłe konsekwencje odrzucenia nagrody państwowej. (O Zofii Kossak), "Tygodnik Powszechny" 1996, nr 30, s. 12.

46 Z. Kossak, Listy..., s. 158.

47 A. Kamiński, Wspomnienie o pani Zofii..., s. 107.

48 M. Przyłęcka, Zofia Kossak, jaką pamiętam (wspomnienia łączniczki) [w:] Zwyczajna świętość..., s. 65.

49 Cyt. za: J. Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna..., s. 151, 164.

50 Ibidem, s. 151.

51 E. Korepta, Międzypokoleniowe rozmowy na temat Zofii Kossak-Szczuckiej (Realizacja programu poszerzania wiedzy o Śląsku w Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Rybniku) [w:] Zofia Kossak i jej czasy, red. E.M. Kur, L. Sadzikowska, Siedlce 2019, s. 127.

52 https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4927659/krzyzowcy, dostęp 6 VII 2022.

Krystyna Heska-KwaśniewiczTwórcze życie Zofii Kossak

Pisarka urodziła się 8 sierpnia 1889 r. w Kośminie koło Dęblina na Lubelszczyźnie, w rodzinie zie­miańskiej. Była córką Anny z Kisielnickich i Tade­usza, majora Wojska Polskiego, i wnuczką słynnego Juliusza Kossaka, malarza batalisty. Tadeusz miał bliźniaczego brata Wojciecha, również znanego malarza, którego córkami były Maria - wybitna poetka - i Magdalena - satyryczka, syn Jerzy został malarzem, jak ojciec i dziadek.

Początkowo uważano, że Zofia Kossak urodziła się w 1890 r., jednak obecnie mamy już pewność, że był to 1889 r. Prababcia przyszłej pisarki, Aniela z Kurnatowskich Gałczyńska, w książeczce do nabożeństwa wydanej w 1844 r. - "dla wygody katolików archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej" - na stroniczkach z notatkami starannie zapisała: "Córeczka Tadeuszków Zosia urodziła się 10 sierpnia 1889 r., podawana do Chrztu Świętego przez Ciotkę Kisielnicką - Dziembowską i stryja Wojciecha Kossaka". To tę datę przyjmujemy za rok urodzenia pisarki, choć wiele źródeł wciąż podaje 1890 r. Odkrycie przez Annę Fenby-Taylor, wnuczkę pisarki, w Archiwum w Lublinie aktu urodzenia Zofii, potwierdza 1889 r. w sposób ostateczny.

Urodziła się na pięknej, lekko pofalowanej przestrzeni Lubelszczyzny, wśród bujnych, gęstych lasów, nad kapryśną i nieprzewidywalną rzeką Wieprz. Tam upłynęły jej dzieciństwo i wczesna młodość. Podobno osoby urodzone w ładnym krajobrazie są bardziej wrażliwe na piękno; istotnie przyszła pisarka będzie ukazywała urodę świata w każdej ze swoich książek. Tam poczuła pierwszy raz dotyk śmierci, gdy w 1891 r. zmarł mały braciszek Stefan, parę lat później w 1899 r. w odmętach rzeki zginął dwunastoletni brat Witold. Jerzy Kossak, syn Wojciecha, bliźniaczego brata Tadeusza, nierozważnie kąpiąc się w rzece, zaczął tonąć, wówczas stryj Tadeusz rzucił mu się na ratunek, a gdy i on zaczął tonąć, na ratunek ojcu skoczył w fale rzeczne syn Witold i utonął. Pozostał po nim nagrobek w Rykach. Inskrypcja na nim głosi: "Witoldek Kossak, przeżywszy lat 12, skończył dni swoje w nurtach rzeki Wieprza, spiesząc na ratunek ojcu. Cześć jego pięknej i szlachetnej duszyczce"1. Pisarka miała czterech braci, z których jedynie Zygmunt, zresztą młodszy od niej, dożył dorosłości (zmarł w 1933 r. w bliżej nieznanych okolicznościach). Z jego żoną - "Marychną" (z domu Musielewicz) - pisarka utrzymywała kontakt do końca życia.

Początkowo Zofia odbierała staranne wykształcenie domowe, chłonąc znajdującą się w bogatym księgozbiorze rodzinnym literaturę polską i francuską. Wspominała: "Wzrastałam wśród książek o tematyce historycznej, przemycanych z Galicji. Fakt, że były zakazane, podnosił ich urok"2.

Jej największą fascynacją czytelniczą było pisarstwo Henryka Sienkiewicza, które wpłynęło nie tylko na postrzeganie przez nią narodowej przeszłości, ale też urzekło ją warsztatem pisarskim. Jeszcze w czasie pobytu w Kośminie uczyła miejscowe dzieci w wiejskiej szkole. Zajęcie to kontynuowała następnie w szkole Polskiej Macierzy Szkolnej na Powiślu w Warszawie, gdzie od 1906 r. korzystała z wykładów tzw. Latającego Uniwersytetu i gdzie rozpoczęła studia malarskie w Szkole Sztuk Pięknych pod kierunkiem znanego malarza i projektanta Karola Tichego. Tymczasem ojciec jej, Tadeusz Kossak, został za udział w rewolucji 1905 r.3 oraz za zaangażowanie społeczno-polityczne uwięziony przez carskie władze. Kłopoty finansowe spowodowane tą sytuacją zmusiły rodzinę do szukania lepszych warunków życiowych na Wołyniu.

W latach 1913-1914 kształciła się w szkole rysunków École des Beaux Arts w Genewie. Okres ten okazał się przełomowy dla pogłębienia życia religijnego przyszłej pisarki. Właśnie tutaj w 1914 r. wysłuchała porywającego wykładu znanego francuskiego historyka religii i eseisty Georges'a Goyau na temat chrześcijańskiej, katolickiej filozofii dnia codziennego, który wygrał plebiscyt młodzieży akademickiej. Zrobił na młodej słuchaczce wielkie wrażenie, wspominając go, napisała w "Gościu Niedzielnym":

Wrażenie odniesione wówczas przeze mnie, wchłonięte dziecinnym prawie umysłem, było silne i dwojakie. Pierwsze to właśnie dziecinne, naiwne, duma i radość ze zwycięstwa odniesionego przez swój Kościół. Drugie to oszołomienie na widok otwartych nagle horyzontów. Dotychczas mój stosunek do wiary był czysto uczuciowy, jak to zresztą bywa i dzisiaj u wielu ludzi. Przywiązanie bezkrytyczne w którym atawizm i przyzwyczajenie grały niemałą rolę. Wtedy po raz pierwszy owionął mnie wielki dech chrześcijaństwa rzeczywistego. Zobaczyłam, że wiara to nie tylko majowe nabożeństwo lub złota legenda, ale najdoskonalszy system filozoficzny, jaki kiedykolwiek wydał świat. Że nie tylko zapewnia zbawienie duszy, ale jest poważną siłą, żywotną, siłą realną, zdolną przeobrazić świat w Królestwo Boże, gdyby... ach, właśnie, gdyby! Gdyby przynajmniej połowa ludzi, choćby czwarta ich część stała się katolikami nie tylko ze chrztu, nie tylko z praktyk religijnych, ale ze ścisłego stosowania w życiu filozofii chrześcijańskiej. Realizowania jej w każdym czynie i słowie4.

Odtąd będzie starała się nieustannie poznawać filo­zofię chrześcijańską, a zwłaszcza tomizm, co być może w przyszłości, podczas okupacji hitlerowskiej, poskutkowało przybraniem imienia Akwinata, gdy stała się tercjarką drugiego zakonu św. Benedykta od Pokuty. Nieustanne pogłębianie wiedzy religijnej miało w przyszłości zaowocować nie tylko Krzyżowcami, ale także monumentalnym Przymierzem, nieustannym poszukiwaniem znaków Bożych w losach świata i własnym życiu. Będzie się to pogłębiało wraz z nowymi doświadczeniami osobistymi i wypadkami dziejowymi.

Kolejne lata życia przyszła pisarka spędziła we wsi wołyńskiej Skowródki, którą dzierżawił jej ojciec od 1910 r.5 od hrabiego Józefa Potockiego, ponieważ zbliżająca się I wojna światowa wymusiła przerwanie studiów i powrót do domu rodzinnego. W 1915 r. w Starokonstantynowie wyszła za mąż za Stefana Szczuckiego, administratora majątku Nowosielica, sąsiadującego ze Skowródkami i osiadła - wydawało się, że już na dłużej - na Wołyniu. Tutaj na świat przyszli dwaj synowie: w lipcu 1916 r. narodził się Juliusz, a w sierpniu 1917 r. Tadeusz. Jednak zaczęły się rozruchy rewolucyjne i rodzina Kossaków została wypędzona z Wołynia. Skala okrucieństwa i nienawiści, którą wówczas młoda mężatka zobaczyła, była porażająca. Przeżycia te stały się tematem Pożogi (Kraków 1922; tłumaczenia angielskie, francuskie, japońskie, węgierskie), opowieści o utracie podstawowego miejsca dla ludzkiej egzystencji - domu. Pisała te wspomnienia prywatnie, na prośbę męża - walczącego w oddziale partyzanckim Feliksa Jaworowskiego - nie myśląc o publikacji6, i nigdy nie była z tej książki zadowolona. I dodajmy, książka dwa lata czekała na druk, a potem od razu stało się o niej głośno. Sam Joseph Conrad chciał ją tłumaczyć na język angielski7. W 1922 r. zmarł, wyczerpany przeżyciami i poniewierką we Lwowie, Stefan Szczucki, którego pochowano na Cmentarzu Łyczakowskim. Wówczas Zofia wraz z dziećmi i rodzicami pożegnała z wielkim bólem Kresy, pisząc o nich w pięknej apostrofie zamykającej Pożogę:

Kresy... Bogate, stare, piękne słowo. Jest w nim obszar i przestrzenność, bezkres równin falujących, oddalenie od świata i wicher stepowy. Dla każdego z tamtej strony zawiera w sobie treść ojczystej ziemi, jej barwę, kształty, woń. Jak klejnot bezcenny ta ziemia bogata mogłaby legnąć u stóp Rzeczypospolitej, zakwitnąć ładem, zapłynąć mlekiem i miodem, być karmicielką ojczyzny...8

Młoda Zofia Kossak dość długo zastanawiała się nad wyborem powołania, wahając się między pędzlem a piórem. W przyszłości miała surowo osądzić spadkobierców talentu dziadka, Juliusza Kossaka, tj. przedstawicieli swojego pokolenia. Siebie i swoje kuzynostwo nazywała "talentami epigońskimi" i żałosnymi naśladowcami, suchej nitki nie zostawiając na kuzynie Jerzym Kos­saku9 - synu stryja, Wojciecha Kossaka. To też tłumaczy dlaczego odłożyła w młodości pędzel, a sięgnęła po pióro. Choć pisać zaczęła wcześnie, publikując już w 1913 r.10 pod krypt. "Kos" opowiadanie o losach psa - Bulli zaginął ("Wieś i Dwór" 1913, t. 4) - to ani ono, ani inny jej wczesny tekst (pt. O wilku mowa) publikacji książkowej się nie doczekały. Dopiero Pożoga rzecz przesądziła. Tadeusz Sinko napisał w entuzjastycznej recenzji, że "takie książki zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat"11. Być może tak odezwało się w córce dziedzictwo ojca Tadeusza, który we Wspomnieniach wojennych. 1918-192012, opisujących dramat zmagań z bolszewikami na przedprożu niepodległości, początkowo jeszcze w Antoninie, w I Korpusie Polskim w Rosji, a potem na froncie wschodnim, w składzie tzw. Grupy Zaniemeńskiej, biorącej udział m.in. w bitwie pod Możejkowem, ujawnił dar żywej narracji, barwnej i mieniącej się nastrojami.

Po wyjeździe ze Lwowa Tadeusz Kossak wraz z rodziną znalazł się bez dachu nad głową i bez środków do życia. Zwrócił się więc o pomoc do swego bliźniaczego brata Wojciecha, słynnego już wówczas malarza, wiodącego barwny żywot w Zakopanem (choć jego żona i trójka dzieci mieszkali w krakowskiej "Kossakówce"). Wraz z żoną Anną zajęli pracownię na górze, z małym piecykiem gazowym. W Zalotnicy niebieskiej Magdalena Samozwaniec, kuzynka pisarki, wspominała z sobie właściwym poczuciem humoru -

Stryj opowiadał mi później, że nie chcąc być dla brata ciężarem i nie mając dla siebie żadnych perspektyw, postanowił wraz z wierną małżonką popełnić samobójstwo. Tego dnia, kiedy to w nocy ­mieli zrealizować ową dramatyczną decyzję, Tadeusz spotyka na ulicy swego sąsiada, tak jak on obywatela ziemskiego, który mu radzi, aby starał się o dzierżawę starego dworu na Śląsku koło Skoczowa, wraz z całym gospodarstwem. Informuje go, gdzie może otrzymać kredyty na dzierżawę tego majątku, i nawet oświadcza, że zna kogoś, kto może mu udzielić pożyczki na początek. Tadeusz nie raz potem wspominał owo niezwykłe zrządzenie losu. Zamieszkali więc wraz z córką Zofią Szczucką, później Szatkowską, w majątku Górki Wielkie koło Skoczowa, gdzie Zofia urodziła kilka swoich wspaniałych powieści historycznych i dwoje dzieci13.

W barwnej narracji znanej humorystki zapewne niektóre szczegóły zostały podkoloryzowane, ale dobrze ta opowieść oddaje niezwykłość zdarzenia, ponieważ los rzucił przyszłą pisarkę z Kresów Wschodnich na Zachodnie. Obolała podwójnie: po utracie domu i śmierci męża, Stefana Szczuckiego, tutaj próbowała odnaleźć swe miejsce na ziemi. Po latach pisała:

Cudnyż mi się wydał ten kraj. [...] Wówczas stosunki panowały tu patriarchalne, prymitywne, lecz nacechowane swoistą kulturą, charakterystyczne dla ziemi cieszyńskiej, ojczyzny bibliofilów. Kobiety nosiły się po śląsku i ten szlachetny strój podnosił nadzwyczajnie ich urodę. Gdy w niedzielę ciągnęły do kościoła w Górkach przez wysoką ławę (mostek dla pieszych) na Brennicy, w śnieżnych bufiastych kabotkach, wyszywanych złotem renesansowych żywotkach, w szeleszczących jedwabiem fartuchach i chustkach - gdy to wszystko skrzyło się i mieniło w słońcu - oczu nie można było oderwać. Obyczaj panował stary, a sporadyczne wybryki potępiała surowo zwarta opinia. Ludzie pogodni, życzliwi, mówili gwarą pełną staro­polskich słów. Kradzieże zdarzały się bardzo rzadko i były przedmiotem zgorszenia. [...] Przyroda była wspaniała i sobiepańska. [...] Poznać ten kraj, a nie pokochać go, było niemożliwe14.

A więc pokochała. Dla pisarki i malarki ta ziemia, jej pejzaż, ludzie i przeszłość - stali się miejscem na ziemi i wyzwaniem. Góry dawały możliwości wycieczek pieszych i rowerowych, a Zofia Kossak turystką była wytrawną, lubiła też jazdę na nartach i była dumna, że po Ferdynandzie Goetlu jest najlepszą narciarką wśród pisarzy.

Związała się więc ze Śląskiem Cieszyńskim właściwie na resztę życia, wrastając w miejscową społeczność i wprowadzając wątki śląskie do swego pisarstwa. Stworzyła tu dom, do którego tęskniła, gdziekolwiek rzucił ją los, tętniący życiem, otwarty, przyjazny dla ludzi i zwierząt. Zaczynał się dla niej dobry, twórczy czas. W 1924 r. wydała powieść Beatum Scelus (Kraków, tłu­maczenia chorwackie, niemieckie i włoskie; od 1953 r. wydawana jako Błogosławiona wina), opowiadającą o dziejach obrazu Matki Bożej Kodeńskiej i obrazoburczym czynie Mikołaja Sapiehy, inicjując nią nurt powieściopisarstwa historycznego z wyraźnym wątkiem religijnym. Następ­nym utworem z tego cyklu była powieść poświęcona św. Stanis­ławowi Kostce - Z miłości (Kraków 1926, tłumaczenia chorwackie, czeskie, niemieckie, włoskie). Jednak wcześniej, w 1925 r., całkowicie odmieniło się życie prywatne pisarki, poślubiła majora Wojska Polskiego i historyka wojskowości Zygmunta Szatkowskiego, z którego wiedzy historycznej nierzadko korzystała. Przystojny, wysoki wojskowy robił bardzo poważne wrażenie. Właściwie znali się od dawna, bo zakochał się w Zofii jeszcze w Skowródkach, gdy miał dziewiętnaście lat, ale ona, będąc od niego siedem lat starsza, nie potraktowała go wówczas poważnie. Był przecież przyjacielem i korepetytorem brata. Teraz sytuacja się odmieniła i oświadczyny zostały przyjęte. Zygmunt, który był ewangelikiem, przed ślubem przyjął wiarę katolicką. Już z perspektywy czasu, w 1960 r., pisarka wyznała:

Na koniec uwaga dotycząca mego męża. Otóż jego współpraca nie zaczęła się od Troi Północy. Datuje się od wczesnych lat naszego małżeństwa. Dzielimy te same zamiłowania historyczne, tę samą (wygaszoną niestety przez kataklizmy wojenne) pasję bibliofilską. Do tego mój mąż posiada dobrą znajomość łaciny i kilku języków, oraz ukończoną Wyższą Szkołę Wojenną15.

Nie ustalimy już dzisiaj rozmiarów owej współpracy, z wyznań samej pisarki wiemy o "wspólnym" pisaniu Nieznanego kraju i Krzyżowców. Zawsze byli razem, budowali i odbudowywali w najtrudniejszych czasach kształt własnego życia.

W rok po ślubie na świat przyszedł syn Witold, a dwa lata później - córka Anna. Niestety, także w 1926 r. dosięgła Zofię Kossak kolejna tragedia życiowa. Zmarł syn Juliusz, śliczne, wrażliwe dziecko. Na jego grobie zrozpaczona matka kazała napisać słowa św. Stanisława Kostki: "Ad maiora natus sum".

W tym samym roku ukazały się Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata. Baśń (Kraków) - pierwszy utwór związany tematycznie ze Śląskiem Cieszyńskim, uniwersalny w przesłaniu, mocno osadzony w cieszyńskich realiach przestrzennych. Do tej problematyki nawiązywać będą opowiadania Wielcy i mali (Kraków 1927). W 1929 r. Zofia Kossak napisała przedmowę do tomu nowel Gustawa Morcinka Serce za tamą, wprowadzając w ten sposób Śląsk do literatury polskiej. I o tym patronacie trzeba napisać trochę szerzej. Wspomniano już, że pisarka poczuła się w tym regionie dobrze i zaczęła wrastać w miejscowe środowisko. Poznawała ludzi, miejscową kulturę i czytywała prasę, w tym czasopismo "Gwiazdka Cieszyńska", w którym ukazywały się teksty pisywane przez młodego nauczyciela - Gustawa Morcinka. Pisarka zwróciła na nie uwagę, dostrzegając w nich iskrę talentu, coś świeżego i niebanalnego. Zainteresowała się autorem i zapragnęła go poznać, ktoś to Morcinkowi powiedział i pewnego dnia ten zjawił się w góreckim dworze. Po latach wspominała: "Bardzo nieśmiały, zapewnienia, że posiada niewątpliwy talent, przyjmował z niedowierzaniem"16. Nieśmiałość i niewiara we własne możliwości, ale też ambicja i lęk przed porażką, to te rysy charakteru Morcinka, które utkwiły w pamięci pisarki. Poprosiła go o pokazanie innych "rzeczy, które pisywał w wolnych chwilach", a gdy się z nimi zapoznała, miała ponoć zawołać: "Na Boga, toż to trzeba wydać!". W komentarzu stwierdziła m.in., że "pisarz zawsze wyczuje drugiego pisarza"17.

Autorka Pożogi namawiała Morcinka do poważnego potraktowania pisarstwa i niemarnowania talentu. Jej zdaniem z tekstów nauczyciela "wyzierał samorodny talent, surowy jeszcze i niewyrobiony, lecz autentyczny, wyrosły z beskidzkiego podglebia, jako jego wykwit, i z tą glebą nierozerwalnie związany"18. Była już wtedy uznaną autorką i jej nazwisko na "rynku" literackim zaczynało coraz więcej znaczyć. Zaproponowała Morcinkowi pomoc w dodarciu do poznańskiego wydawnictwa Księgarnia św. Wojciecha, w którym dyrektorem był bardzo światły i życzliwy ludziom Szczepan Jeleński, i tak doszło do wydania Serca za tamą. A jego autor w liście do zaprzyjaźnionego krytyka, Alfreda Jesionowskiego, wyznał:

Odkryła mnie p. Kossak-Szczucka, która przypadkowo czytała jakąś tam drobnostkę moją w gazecie, jakiś narwany felieton. I Ona skłoniła mnie do pisania. W ogóle Jej zawdzięczam dużo. To było jakoś przed pięciu laty. Długo więc czekałem na kogoś, kto by mnie pchnął do pisania rzetelnego. Gdyby nie ona, pisałbym tylko piękne listy dziewczynom19.

Kolejna książka Morcinka, Byli dwaj bracia, też wydana w tym wydawnictwie, otrzymała nagrodę w konkursie "Przewodnika Katolickiego", potwierdzając opinię pisarki. A między autorami rodziła się coraz większa przyjaźń. Pisarka ze wzruszeniem wspominała pełną godności matkę pisarza, Mariannę, bardzo dumną ze swego syna, niemogącą tylko pojąć, "jak on potrafi tyle wycyganić? Bo on cygani, paniczko. To było całkiem inaczej... A tych boroków to on wcale na oczy nie widział...". "Cygan" Morcinek uśmiechał się czule do swojej staruszki. Teresa, nieoceniona siostra, wnosiła znakomity poczęstunek, w domku i naokoło niego pełno było kwiatów (też dział Tereski)20. Córka pisarki, Anna, po wielu latach dodawała do tych wspomnień z wielkim ciepłem i odrobiną nostalgii:

Zaprzyjaźnionym sąsiadem zza rzeki był nauczyciel i literat Gustaw Morcinek. Spacerując, zachodziliśmy do niego kładką przez Brennicę i mostkiem przez Wisłę. Jego siostra częstowała nas pysznymi domowymi ciasteczkami, a on opowiadał różne ciekawe historie o kopalniach i górnikach, czasem nas fotografował. Dostaliśmy od niego parę książek jego pióra, między innymi ofiarował mi Serce za tamą21.

Pisarka stworzyła w Górkach Wielkich dom otwarty, gościnny i przyciągający nawet nieznane wcześniej osoby. W kręgu jego oddziaływania znalazło się wielu wybitnych Ślązaków, by tylko wymienić: Ludwika Brożka, słynnego cieszyńskiego polihistora, w młodości zapraszanego do Górek na wakacje, Agnieszkę Pilchową, słynną "jasnowidzącą z Wisły", zielarkę i uzdrowicielkę. Świat się o niej dowiedział dzięki audycjom radiowym Zofii Kossak22. Bywała Maria Wardasówna, początkująca pisarka, autorka Maryśki ze Śląska. Częstym gościem bywał wreszcie "miłośnik użytecznego konkretu", bp Stanisław Adamski, serdecznie z Zofią Kossak zaprzyjaźniony. W parafii cała rodzina Kossaków była zaangażowana we wszystkie wydarzenia i co niedzielę w pełnym składzie zasiadała w ławie kolatorskiej przy ołtarzu. W gościnnym domu bywali liczni księża, a bp Stanisław Adamski darzony był specjalnymi względami. Już po latach doczekał się takiej charakterystyki:

...miał doskonałą znajomość człowieka, życiowe podejście do wszelkich strat i poczucie rzeczywistości. Lubił dokonania pożyteczne i konkretne. Posiadał w wysokim stopniu zdrowy rozum, ów bezcenny common sense, którego częsty brak w psychice polskiej jest przyczyną tylu nieszczęść. Umiar i prostota nowego biskupa, równowaga bijąca z czerstwej postaci, zwieńczonej gęstą szpakowatą czupryną, działała kojąco na otoczenie. Zresztą wiedziano, nim przybył, że to geniusz finansowy, jeden z twórców Związku Spółek Zarobkowych, obkuty w sprawach ekonomicznych jak rzadko. Pod jego spokojną, gospodarną dłonią wyrównały się trudności, znikały zobowiązania. Wbrew pesymistom, ukończono szczęśliwie prace koło fundamentów i zarys przyszłej świątyni [katedry - K.H.K.] wychynął nad poziom placu. Gdy podciągnięto mury do pewnej wysokości, biskup poniechał katedry, cały nacisk kładąc na szybkie skończenie gmachu pomyślanego przez budowniczych jako pałac biskupi, a przeznaczonego przezeń na śląskie seminarium duchowne. "Co mi po wielkim kościele - mawiał - jeżeli nie będzie do niego młodych, śląskich księży? Seminarium winno iść przed katedrą". Najwyższą uwagę, dobrą wolę i wysiłki poświęcał sprawie pogodzenia zwaśnionych dwóch partii, procontra rządowej. Doprowadzenie do zgody poczytywał za swoje zadanie życiowe. Nawoływał, łagodził, pośredniczył, przedkładał. Nie zrażał się brakiem powodzenia i wierzył, że cel osiągnie. Zanim to się jednak stało, przyszła wojna23.

To bardzo trafna i głęboka analiza, celnie wskazująca istotne cechy katowickiego dostojnika kościoła. Zjawiali się również uznani twórcy, tacy jak Maria Dąbrowska (która w nieodległym Jaworzu, w sanatorium dr. Czopa, pisała Noce i dnie), Melchior Wańkowicz, Jan Dobraczyński, Jan Sztaudynger czy słynny Witkacy - Stanisław Ignacy Witkiewicz (który namalował portret pisarki na zwykłym papierze pakunkowym i który był spowinowacony z Kossakami poprzez żonę Jadwigę Unrug, także wnuczkę Juliusza Kossaka). Z Krakowa zjawiały się kuzynki Zofii Kossak: Magdalena Samozwaniec (Magdalena Anna Kossak) oraz Lilka Pawlikowska-Jasnorzewska (Maria Janina Teresa Kossak), i oczywiście przyjeżdżał ich ojciec, bliźniaczy brat Tadeusza Kossaka, Wojciech. Z Wisły przybywał znany malarz portrecista - Czesław Kuryatto. Dodajmy jeszcze, że w Grodźcu mieszkał prawnik i dyplomata Ernest Habicht, z którym rodzina Kossaków bardzo się zaprzyjaźniła. O znajomości z Marią Dąbrowską trzeba dodać kilka słów. Z zachowanych listów24 wynika, że obie pisarki polubiły się i szanowały nawzajem swoją twórczość. Listy mają ciepłą, przyjazną tonację, świadczą o pewnej bliskości. Gdy ukazywały się Noce i dnie Kossak-Szatkowska zachwycała się kreacjami bohaterów, pisała: "...ta wspaniałość i wielkość długich Pani nocy i dni"25. W roku jubileuszu Marii Dąbrowskiej (1962) Zofia Kossak była na konferencji zorganizowanej przez Instytut Badań Literackich w Warszawie. Dziękując jej za obecność, autorka Nocy i dni bardzo refleksyjnie wspominała:

Pani list z Górek Wielkich obudził kupę wspomnień, choć z natury nie jestem wspominalska. - Ale tak żywo stanęło w oczach, jak Pani przyjeżdżała do Jaworza na rowerze, silna i młoda, jak myśmy jeździli "końmi" do Górek - dziecinna Wisła, kawowe krowy z gęstymi [nieczytelne - K.H.K] rzęsami w trawach wysokich na [nieczytelne - K.H.K.] jakieś frymuśne owsy z gigantycznym ukłosieniem, "oścista" pszenica, Pani rodzina - najmłodszy chyba synek, zwany wówczas "Plagą" - gdzie się to wszystko podziało w ilu czasach, w ilu światach żyłyśmy od tej pory26.

Piękny opis góreckiego dworu zawdzięczamy Melchiorowi Wańkowiczowi:

A wreszcie wjeżdżamy... w kasztel ochronny? W resztki bastionu? W mury poforteczne?

To tylko dawny spichlerz Komory Cieszyńskiej, nabyty przez państwa Kossaków. Mury grube, okna niby strzelnice, dach obsadzisty...

Przed dom wychodzi imponujący polonus, imci pan major Kossak, brak Wojciecha, który to oto w tej ziemi po znojnym żywocie tusculum sobie znalazł, w czym zresztą dalej "Zosi głowa".

A oto i ona staje w drzwiach, z jednej strony pięcioletnia Hania uwieszona u spódnicy, z drugiej sześcioletni Wicio.

- Dziwejcie się roztomiło, przyjechaliśmy...

- Dzień dobry - śmieje się z mojej śląszczyzny gospodyni - chodźcie na obiad, chodźcie na obiad, bo zaczęliśmy już jeść bez was.

Z obszernej sieni wnętrza uderza chłodem i zapachem zboża, ziół, suszonych owoców i grzybów... Nie wiem, czy tam "Zosia" ma i to na głowie, może nikt tego domu nie patrzy, ale domy są uparte i niełatwo tracą swą aurę.

W obszernej jadalni siadamy przy nieskończenie długim stole, którego szary koniec wieńczy szereg dziecinnych główek, idzie stamtąd ciągłe gadanie jak z żabiego rowu. Pani Majorowa, matka pisarki, staropolskim obyczajem, prezentuje z drugiego końca stołu27.

Ta przyjaźń pisarska trwała zresztą do końca życia twórców. Dopełnieniem tej charakterystyki jest wspomnienie Jana Izydora Sztaudyngera, którego na beskidzkich szlakach Morcinek dość "boleśnie" uczył szusowania na nartach. To właśnie ze Skoczowa fraszkopisarz odwiedził dom Kossaków w Górkach, bardzo się dziwiąc wyglądowi pisarki, gdyż zwiedziony karykaturą Zbigniewa Pronaszki28, wyobrażał sobie ją całkiem inaczej. W jego opisie jest dużo zauroczenia i ciepła.

- Ale, proszę Pani, jak Pani mogła zgodzić się na umieszczenie kiedyś tam w "Czartaku"29 swojej karykatury? Ta karykatura jest krzywdząca. Rozumiem karykaturę, która powiększa, wykoślawia pewne rysy istniejące, tymczasem w owej karykaturze nie ma z Pani nic.

- Pan Pronaszko robił tę karykaturę z mej fotografii, mnie nie widział na oczy.

- Moim zdaniem - ciągnę dalej - nie wolno robić takich rzeczy. Ta Pani karykatura ciąży nad Pani książkami. Trudno mi ukryć, że jako powieściopisarce oddał on Pani niedźwiedzią usługę tym portretem. - I po tych słowach z prawdziwą przyjemnością przyglądam się drobnej, dziewczęcej i filigranowej gospodyni, którą z winy Pronaszki wyobraziłem sobie przed laty jako mężczyznę w spódnicy, jako drugie wydanie Rodziewiczówny, bez wdzięku jednak autorki "Szarego prochu"30.

W tej rozmowie pisarka ujawniła duży krytycyzm wobec własnej twórczości i wskazała jej zdaniem nieudane książki, zwłaszcza Dzisiejszy dzień. Sztaudynger był też autorem pełnej uroku fraszki:

Klacz jej mleko dawała

Ogier dodał podkówek.

Gdy powieść napisała,

Przetrzymała przednówek,

Sienkiewicz przestał straszyć,

Poszedł przespać się w grobie,

Nowy Henryk w spódnicy

Historyczeć jął sobie31.

W tę relację wdarło się dziwne nieporozumienie, gdy w 1934 r. Sztaudynger wydał tom liryków pt. Kantyczki śnieżne32, wśród których znalazł się wiersz Matka Boska na nartach, dedykowany ks. Emanuelowi Grimowi, proboszczowi w Istebnej. Był to śliczny delikatny poemacik, który zirytował autorkę Błogosławionej winy. Określiła go jako "parodię akatolicką" i dostrzegła w nim "poufalenie się z bóstwem"33, nie zobaczyła zaś zachwytu nad urodą świata ani radości z czystego i iskrzącego śniegu. Fraszkopisarz odpowiedział jej z wielkim żalem, że chciał przedstawić piękno przyrody, w którym ziemskość łączy się z pierwiastkiem nadziemskim. Pisał też mądrze i wzruszająco o swoim uczuciu do Boga, że jest ono przede wszystkim dziękczynieniem za radość i cud życia. Autorka Krzyżowców wytaczała też swoje racje i tak śliczny, pełen lekkości wiersz stał się powodem poważnej dyskusji o relacji człowieka do Boga. Nikt nikogo nie przekonał, a spór położył się cieniem na ich przyjaźni.

Inny krąg przyjacielski wiązał się z harcerstwem, tak intensywnie rozwijającym się w dwudziestoleciu międzywojennym, którego twórcy dziwną koleją losu także związali swe życie z Cieszyńskiem, z Nierodzimiem, Górkami Wielkimi i Buczem34. To właśnie dzięki nim: Janinie i Aleksandrowi Kamińskim, Zofii i Józefowi Kretom35, Józefinie Łapińskiej, Janinie Lasockiej, Emilii Węglarzównie, Marii i Henrykowi Kapiszewskim i wielu innym zrozumiała pisarka istotę harcerstwa i poczuła się harcerką. W licznych felietonach publikowanych w latach góreckich w "Na Tropie", "Harcmistrzu", "Gazecie Polskiej", a potem też na kartach książek Zofii Kossak pojawiło się harcerstwo, właśnie w kontekście śląskim. Pisarka ceniła je jako najdoskonalszy system wychowawczy i najlepszą "szkołę" przyjaźni. W pięknym Wspomnieniu o Pani Zofii twórca ruchu zuchowego w Polsce i autor niezapomnianych Kamieni na szaniec zauważał:

Rozmawiając z ludźmi, patrzyła zwykle gdzieś w przestrzeń, jakby w dalekim punkcie szukając koncentracji myśli. Miała głęboki głos, podkreślany gestem. Mówiła poprawnymi, pełnymi zdaniami, nie wymawiała dobrze "r", często uśmiechała się - była na ogół bardzo pogodna. W rozmowach ujawniała bardzo wielostronne zainteresowania, okazywała uderzającą spostrzegawczość i częsty zmysł humoru, przejawiający się m.in. w autoironii. Nie wahała się pokpiwać ze siebie i ze swych kłopotów. Przejmowała się ludzkimi troskami. Nierzadko usiłowała pomagać sąsiadom ze wsi. Była bardzo dzielnym człowiekiem, biorącym odpowiedzialność za ludzi i bieg spraw36.

"Dzielność", jak wiemy, była kategorią etyczną bardzo wysoko przez Kamińskiego cenioną. Dodawał też, że pisarka chętnie przychodziła na ogniska harcerskie i wygłaszała nastrojowe gawędy, a czasem była nawet wykorzystywana jako tłumaczka, gdyż biegle znała język francuski. W końcu w 1933 r. pisarka wzięła udział, wraz z delegacją śląskiego harcerstwa i redakcją harcerskiego czasopisma ,,Na Tropie", z którym blisko współpracowała, w wielkim ogólnoświatowym zlocie skautów - zwanym jamboree - w Gödöllö na Węgrzech, a parę lat później wyjechała na wielki skautowy zlot do Holandii.

Jednak niezależnie od tego zaangażowania w sprawy góreckie dużo podróżowała, gdyż, jak zauważył wspominany już "Kamyk", pchał ją ku światu "temperament Kossakowski", a przede wszystkim pisała, ponieważ podróże często wiązały się właśnie z potrzebami twórczymi. W 1932 r. ukazał się Nieznany kraj (Warszawa), opatrzony wstępem Zygmunta Szatkowskiego - książka, która prezentowała drogę Śląska do Polski i wzbudziła żywe zainteresowanie, nie tylko w Polsce, lecz także w Niemczech, i której tytuł stał się wkrótce obiegowym określeniem Śląska. Autorka otrzymała za nią śląską nagrodę literacką. Obraz średniowiecznego Śląska zawiera Legnickie Pole (Kraków 1930, przekłady: czeski, niemiecki, słoweński), osnute wokół tematu konfliktu chrześcijaństwa z mongolskim Wschodem.

Tematykę historyczną pisarka podjęła też w Złotej wolności (Kraków 1928, tłumaczenie szwedzkie), poświęconej ariańskiej rodzinie Pieleszów, usytuowanej w pięknym krajobrazie Sądecczyzny oraz Pienin. Powieść ta była wyrazem fascynacji pisarki XVII wiekiem, sarmatyzmem i arianami. Świat przedstawiony został wykreowany w sposób zgodny ze światopoglądem katolickim i dobrze wpisany w górską przestrzeń. Do tej powieści przebieg bitwy po Kircholmem i Kłuszynem opracował właśnie "dyplomowany sztabowiec"37, czyli mąż pisarki. W 1929 r. ogłosiła tom opowiadań pt. Szaleńcy Boży (Kraków, tłumaczenia niemieckie, słowackie, włoskie), stanowiących klasykę hagiografii, a zarazem przynoszących barwną i pełną życia opowieść o ludzkim dążeniu do świętości.

A później utwory płynęły jeden po drugim, dla odbiorców dorosłych i niedorosłych. Dla młodych czytelników powstał więc obrazek sceniczny pt. Na drodze (Kraków 1927) oraz powieści: piękna, zbudowana na tym samym temacie co Pożoga, powieść Ku swoim (Poznań 1930) oraz przygodowa, pełna napięć, zwrotów akcji i pogodna Topsy i Lupus (Poznań 1931). Z myślą o młodym odbiorcy powstał także dramat: Przeklęte srebro, którego prapremiera odbyła się w Teatrze Polskim w Katowicach 22 kwietnia 1933 r. Do młodzieży były także adresowane kolejne teksty, m.in. powieść S.O.S. Ratujcie dusze nasze (Poznań 1934), niezbyt udana, ze zbyt oczywistą tezą. Aby podreperować budżet rodzinny, Zofia Kossak uprawiała - jak to sama nazywała - twórczość "czytankową". Wiedziała, że jest to dla jej pisarstwa niszczące, ale takie było zapotrzebowanie rodzinne. Były to zresztą dobre czytanki, wydawane zwykle przez Juliusza Balickiego i Stanisława Maykowskiego. W latach 1929-1939 Kossak-Szatkowska napisała do przygotowywanych przez nich "wypisów" trzydzieści siedem opowiadań z dziejów Polski oraz kilka drobniejszych tekstów38. Ale i tak dorobek literacki tamtych lat jest imponujący. Kolejne plany pisarskie Zofii Kossak łączyły się ze średniowiecznymi krucjatami, toteż wyjechała do Paryża, aby zapoznać się z materiałami historycznymi. Te poszukiwania trwały sześć lat, pisarka dotarła też - aby poznać drogę rycerzy - do Ziemi Świętej. Zwiedziła ponadto Ateny, Egipt i Stambuł. Wrażenia zawarła w książce Pątniczym szlakiem (Poznań 1933), będącej efektem II Pielgrzymki Narodowej, organizowanej w marcu 1933 r. pod patronatem bp. Teodora Kubiny. Temat krucjaty mającej na celu zdobycie Jerozolimy opracowała w czterotomowym cyklu Krzyżowcy (1935 Poznań; tłumaczenia: angielskie, chorwackie, czeskie, hiszpańskie, holenders­kie, niemieckie, słoweńskie, włoskie). Powieść pokazywała, jak splatają się świętość i podłość, jak w najpiękniejsze idee wkrada się zło, i wywołała żywą dyskusję. Podziwiano zarówno kreację świata przedstawionego, jak i warsztat pisarski. Za Krzyżowców autorka uzyskała w 1937 r. nagrodę czytelników "Wiadomości Literackich" oraz Hiszpański Krzyż Zasługi Zakonu Rycerskiego św. Łazarza I klasy. Tematykę Krzyżowców kontynuowała w Królu trędowatym (Poznań 1937; tłumaczenia: angielskie, czeskie, duńskie, hiszpańskie, litewskie, fińskie, norwes­kie, portugalskie, szwedzkie i włoskie). W tej powieści o krótkotrwałym Królestwie Jerozolimskim i cierpiącym na trąd królu Baldwinie pokazała tragiczne uwikłanie człowieka w historię.

Do wątków Krzyżowców powróciła w Bez oręża (Poznań 1937; tłumaczenia czeskie, duńskie, fińskie, francuskie, hiszpańskie, niemieckie, norweskie, por­tugalskie, słowackie, szwedzkie), książce poświęconej krucjacie dziecięcej z XIII w., z ładnie zarysowaną postacią św. Franciszka z Asyżu. Za tę powieść Zofia Kossak także otrzymała Hiszpański Krzyż Zasługi Zakonu Rycerskiego św. Łazarza I klasy. Był to ostatni tom trylogii o Krzyżowcach i przepowiadano jej teraz Nagrodę Nobla. Dodajmy jeszcze, że w Stanach Zjednoczonych Bez oręża odniosło wielki sukces, w Hollywood planowano nawet sfilmowanie tej książki.

W 1936 r. przyznano Zofii Kossak "złoty wawrzyn" Polskiej Akademii Literatury, Złoty Krzyż Zasługi i Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski. Wkrótce po tym powróciła do pisarstwa dla dzieci i młodzieży, tworząc cykl opowiadań o przeszłości Polski - od czasów najdawniejszych aż po 1918 r. - pt. Bursztyny (Poznań). Także w 1936 r. wydała powieść o zdobyciu Konstantynopola w 1453 r. przez Turków, zatytułowaną Puszkarz Orbano (Lwów, tłumaczenia czeskie i słowackie), stawiając w niej fundamentalne pytanie o to, czy wolno przedkładać własne aspiracje nad sprawy narodowe. Wydana w 1938 r. opowieść o Bi­skupinie i życiu prasłowiańskiej osady, zatytułowana Gród nad jeziorem (Warszawa), adresowana była także do młodzieży. Delikatnie zarysowany wątek miłosny czyni tę powieść atrakcyjną. W tym samym roku ukazały się także kolejny tom reportaży ze skautowego jamboree (Laska Jakubowa) oraz szkic powieś­ciowy Warna. Z roku następnego pochodzi powieść historyczna Trembowla (Poznań), osnuta ma tle wydarzeń z wojny polsko-tureckiej (1672-1676) i ukazująca oblężenie kresowej twierdzy Trembowli oraz piękną bohaterską postawę Jana i Anny Doroty Chrzanowskich. Następnie pisarka zaczęła tworzyć większą powieść - osadzoną znowu w realiach XVII w. - o Kazimierzu Korsaku (Suknia Dejaniry), szlachcicu, który dobrowolnie przywdział chłopską sukmanę i nosił ją do końca życia. Widać w niej było wyraźny wpływ średniowiecznej Legendy o św. Aleksym. Drukowała ją w odcinkach "Gazeta Polska" w 1939 r. Wydanie książkowe ukazało się dopiero po wojnie (Poznań 1948, tłuma­czenie angielskie) i wywołało żywą dyskusję, głównie na łamach "Tygodnika Powszechnego". Najbardziej cenna i interesująca była wypowiedź prof. Stanisława Pigonia zatytułowana Z czego została utkana Suknia Dejaniry39.

Zygmunt Szatkowski, mąż pisarki, był - jak już wspominano - wojskowym, szybka kariera spowodowała, że musiał dużo czasu spędzać w Katowicach, a później także w Warszawie. Wówczas dzieci pozostawały pod opieką babci Anny Kossakowej i wiernej niani Heleny Szafarzówny z Lipowca, ciągle bardzo tęskniąc za matką. Jednak dla Zofii Kossak Górki były najważniejszym miejscem na ziemi i wracała tu w każdym wolnym momencie. Ten dobry, twórczy czas przerwał wybuch II wojny światowej.

Jeszcze 11 sierpnia 1939 r. Zofia Kossak przebywała w Warszawie, jej mąż Zygmunt wyjechał do Paryża z misją wojskową, a ona powróciła do Górek, skąd pojechała na kilka dni z dziećmi do Zakopanego. Wielkim przeżyciem było wchodzenie po klamrach na Świnicę, a tymczasem schodząc, napotkali zapłakaną góralkę idącą do męża, by powiadomić go o mobilizacji i powołaniu do wojska. Na wiadomość o mobilizacji pisarka znów znalazła się w Górkach, a 30 sierpnia wraz z dziećmi i matką była już w Warszawie. 5 września z rodziną i całą rzeszą uciekinierów wyjechała ze stolicy przez Żelechów, Radzyń, Łuków w stronę Włodawy, tam przekroczyli Bug, kierując się do Dolska w Hrubieszowskim, gdzie dotarli 16 września. Następnego dnia zdecydowali się na powrót - woleli okupację niemiecką od sowieckiej. Zbyt świeże i bolesne były wspomnienia przeżyć z okresu rewolucji październikowej. W Roku polskim pisarka wspominała:

Tysiące oszalałych ludzi wędruje na wschód, tysiące wraca na zachód. Świat się kończy, zapada, gdy cofają się nazad w ręce samego nieprzyjaciela, przed którym pierzchli. Zdarza się, że w tej ucieczce od ucieczki docierali do brzegu rzeki, pięknej polskiej rzeki Wieprz (Wieprz był kiedyś bóstwem opiekuńczym wód, przeto dostojna nazwa wyróżniała ten bieg wody spośród innych bystrzyc, pilic [sic!]). Stanęli nad brzegiem w miejscu, gdzie był bród dzięki niskiej wodzie, a na drugim brzegu na drągach rozpięta widniała płachta z olbrzymią czarną swastyką. Zabrakło już ojczyzny pod stopami. Już nie znajdziesz, Polaku, skrawka swojej ziemi, na której czułbyś się wolny. Nawet tyle, co na grób40.

Podziwiać należy, jak w wydaniu krajowym książki pisarka zręcznie "omówiła" przyczynę, dla której uciekinierzy musieli się cofnąć, by nie wpaść w ręce Sowietów dochodzących do linii Bugu, skazując się na okupację niemiecką. Gdyby napisała, że za Bugiem zaczynała się druga okupacja, książki nie wydałoby w Polsce żadne wydawnictwo. Jednak w pierwszej edycji, wydanej w Londynie, dwa fragmenty brzmiały zupełnie inaczej, o czym będzie mowa w rozdziale o Roku polskim. Cofnęli się i pod koniec września byli z powrotem w Warszawie. Pisarka musiała uciekać ze Śląska i całą okupację spędziła w stolicy, która dzięki gęstości zaludnienia wydawała się bezpieczniejsza. Zwłaszcza że cały dorobek twórczy autorki Nieznanego kraju znajdował się na gestapowskiej "Liście książek zakazanych" (Liste des deutschfeindlichen, schadlichen und unerwunschten polnischen Schrifttums), wydanej przez Hauptabteilung Propaganda der Regierung des Generalgovernementes.

Mąż Zygmunt został zmobilizowany i wyruszył z 73 pułkiem piechoty, 30 września dostał się do niewoli i resztę okupacji spędził w Oflagu VII-A Murnau w Bawarii, skąd wyzwolili go Amerykanie w kwietniu 1945 r. Syn Witold trafił do majątku znajomych - państwa Bispingów we wsi Zagórki na Lubelszczyźnie, bo wydawało się, że tam będzie bezpieczniej dla młodego człowieka. Córka Anna znalazła się w "Szymanowie" - znakomitym zakładzie wychowawczym Sióstr od Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Najstarszy syn Tadeusz - uzdolniony rzeźbiarsko - zamieszkał w domu krewnej matki, Zofii Kamińskiej-Trzcińskiej, i jej męża, Zygmunta Kamińskiego. Oboje byli wybitnymi rzeźbiarzami, początkującego artystę uczyli więc tej pięknej sztuki. Autorka Nieznanego kraju od razu zaangażowała się w konspirację, przybierając pseudonimy "Zofia Sikorska41", "Zofia Śliwińska", "Weronika", "Ciotka", a w jej kolejnych mieszkaniach znajdowali schronienie ludzie, którzy znaleźli się bez dachu nad głową, uciekinierzy z innych dzielnic okupowanego kraju i konspiratorzy. Już w październiku 1939 r. współredagowała młodzieżową gazetkę "Orlęta" i czasopismo konspiracyjne "Polska Żyje". Pisana w tym czasie powieść dla młodzieży pt. Orlęta - o życiu i działalności konspiracyjnej młodzieży warszawskiej w 1940 r. - uległa niestety zniszczeniu.

Na przełomie października i listopada 1939 r. pisarka spotkała przypadkowo na ulicy Aleksandra Kamińskiego "Kamyka", swego drogiego sąsiada z Górek Wielkich, który - bezdomny - poszukiwał bezpiecznego lokum. Podjął właśnie obowiązki redakcyjne w "Biuletynie Informacyjnym", więc pisarka chętnie zaproponowała mu własne mieszkanie na Powiślu. Właśnie tam powstał pierwszy numer "Biuletynu Informacyjnego" z 5 listopada 1939 r.42, współpraca z tym ważnym pismem podziemnym będzie trwała z przerwami aż do końca Powstania Warszawskiego. W świetle tych faktów specjalnego znaczenia nabiera informacja podana w "Biuletynie Informacyjnym" w styczniu 1940 r., że "Zofia Kossak i Dąbrowska siedzą na wsi"43. Można przypuszczać, że była to także próba wprowadzenia w błąd okupanta, gdyż obie autorki przebywały w Warszawie. Inaczej było z Morcinkiem. Zapewne to pisarka była autorką jego nekrologu w "Biuletynie Informacyjnym", w maju 1940 r., który brzmiał następująco: "Gustaw Morcinek, znakomity pisarz śląski, zmarł z wyczerpania w jednym z obozów koncentracyjnych w Niemczech"44. W 51/52 numerze konspiracyjnego czasopisma "Polska Żyje!" z dnia 20 maja 1940 r. znalazł się nekrolog:

Śp. Gustaw Morcinek - Ze Śląska donoszą nam o śmierci Gustawa Morcinka, znanego pisarza, niezmiernie popularnego w Polsce, szczególnie pośród młodzieży. Morcinek w młodości pracował jako górnik w Zagłębiu Karwińskim. Znał więc dobrze trud górnika i pracę pod ziemią. Jego opisy tchnęły życiem, czuło się w nich nie fantazję literacką, ale własne przeżycia. Morcinek był wielkim patriotą, który brał czynny udział w odzyskaniu niepodległości Śląska. Kapitalnym jego dziełem jest dwutomowa praca Wyrąbany chodnik, opisująca dzieje zmagań Śląska w latach 1918-1920. Poza tym był to człowiek wyjątkowej dobroci, nawet dla wrogów mający wyrazy współczucia i zrozumienia. Ton nienawiści był nieznany jego dziełom. Ludzie są dobrzy - to było hasło całej twórczości Morcinka. Nie uchroniło go [to - K.H.K.] przed prześladowaniem. W październiku uwięziony w więzieniu w Mor.[awskiej] Ostrawie, stamtąd przeniesiony został do Dachau. System panujący w obu tych katowniach znany jest powszechnie z głośnej już w świecie martyrologii profesorów uniwersytetu krakowskiego45. System jest tak obliczony, że najsilniejszy organizm nie może wytrzymać go dłużej niż półtora roku. Nie wytrzymał i Morcinek. Do długiej listy ofiar niemieckich morderców dołączyło się jego piękne imię.

Poetyka tekstu oraz zawarte w nim informacje pozwalają sądzić z dużym prawdopodobieństwem, że autorką była Zofia Kossak, blisko z "Peżetką" związana. Na szczęście trzy numery później (8 VI 1940, nr 55, s. 13) "Polska Żyje" donosiła: "Gustaw Morcinek żyje w obozie koncentracyjnym. Wiadomość o jego śmierci podana przez nas z pewnego źródła śląskiego została teraz na szczęście przez to samo źródło zdementowana". Najwięcej kontaktów ze Śląskiem Cieszyńskim miała Zofia Kossak, może przez Floriana Berka, o którym będzie jeszcze mowa. Skądinąd podawanie imienia i nazwiska autora Wyrąbanego chodnika było dużą nieostrożnością, okupant poszukiwał go, podobnie jak Zofii Kossak. Pisarz w Dachau przebywał jako Augustyn Morcinek, a Niemcy szukali Gustawa, ale Morcinek był podobnie nieostrożny, pisząc w liście do siostry Teresy 12 marca 1944 r.: "Pani Kossak mieszka w Oświęcimiu"46. Widocznie oboje mieli przeżyć, gdyż po tych enuncjacjach nic się nie wydarzyło!

Pisarka nie była dobrą konspiratorką. Już Bartoszewski zwrócił uwagę, że miała źle - bardzo jaskrawo - ufarbowane włosy. Kilkakrotnie niemal cudem uniknęła "wsypy"47. Jan Karski twierdził, że wypowiedziała takie słowa: "Jeśli Bóg zechce, abym została aresztowana, żaden pseudonim ani ukrycie mi nie pomogą"48, jednak wiedziała, że ze względu na bezpieczeństwo organizacyjne musi zmieniać miejsca pobytu, czasem nawet po kilka dni pomieszkując u znajomych. Na dłużej zatrzymała się w niewielkim pokoiku w domu opieki dla staruszek, prowadzonym przez Zgromadzenie Księży Misjonarzy przy ulicy Radnej 14. Największą troską pisarki była matka, Anna Kossakowa, która wymagała bezpieczeństwa i spokoju. To właśnie z nią zamieszkała na ulicy Radnej. Z okresem ukrywania się na ulicy Radnej wiąże się działalność pisarki na rzecz więźniów. Przede wszystkim zorganizowała dostarczanie komunikantów do Pawiaka oraz Serbii (więzienie dla kobiet) w pierwsze piątki miesiąca. Biskup piński, ks. Czesław Bukraba, wyraził zgodę i łączniczki (Maria Tomaszewska "Urszula" oraz pisarka Maria Kann "Halina"), odbierały hostie z kościoła Świętego Krzyża lub z kapli­cy sióstr Franciszkanek przy ul. Elektoralnej, które przez inne łączniczki albo strażniczki z Pawiaka były przekazywane w kolejnym punkcie kontaktowym, niekiedy odbierała je sama pisarka. Przenoszono je czasem w specjalnej puderniczce o podwójnym dnie, należącej do Zofii Kossak, i tak przez "wachę" docierały do więźniarek. Po wojnie puderniczka została złożona przez pisarkę w skarbcu na Jasnej Górze.

Z początkiem 1942 r. Maciej Kalenkiewicz (ps. "Kotwicz"), zrzucony do Polski nocą z 27 na 28 grudnia 1941 r., przez Marię Kann szukał kontaktu z autorką Krzyżowców, by przekazać prośbę I Samodzielnej Brygady Spadochronowej, której zamarzył się sztandar od mieszkańców Warszawy. Pisarka bardzo się w tę inicjatywę zaangażowała i zrobiła wszystko, by doprowadzić do szczęśliwego finału. Sztandar był biało-czerwony, uszyty z purpurowej kapy kardynała Dunajewskiego i ślubnej sukni babki pani Madalińskiej. Znalazły się na nim napisy "Bóg i Ojczyzna" oraz "Surge Polonia". Uroczyste przekazanie sztandaru odbyło się w kościele Panien Kanoni­czek w dniu 3 listopada 1942 r. w obecności cichociemnych: Macieja Kalenkiewicza, por. Mieczysława Eckharda i ppor. Marka Jana. Matkami chrzestnymi były Zofia Kossak i Maria Kann. Ksiądz Edmund Krauze sztandar pobłogosławił. Opisała potem pięknie to wydarzenie pisarka w opowiadaniu Krety i orły, ogłoszonym w "Gazecie literackiej" w Londynie w 1950 r., wydobywając jego niezwykłość. Na ulicach Warszawy łapanki i szalejące gestapo, a przy blasku dwóch świec w kościele przy ul. Bielańskiej odbywała się podniosła uroczystość49.

Rok 1942 w ogóle obfitował w wiele wydarzeń - właśnie w tamtym czasie autorka Nieznanego kraju zaangażowała się w działalność Frontu Odrodzenia Polski (kontynuacja Akcji Katolickiej), a od końca 1942 r. stała na jego czele, jednocześnie będąc redaktorką miesięcznika "Prawda" (do sierpnia 1943 r.). Pisywała też do "Prawdy Młodych", redagowanej przez Władysława Bartoszewskiego, i do innych katolickich czasopism konspiracyjnych.

Front Odrodzenia Polski nie stanowił jedynego pola działalności pisarki; pod koniec 1942 r. zaangażowała się również w Społecz­ną Organizację Samoobrony (SOS), swego rodzaju związku wszystkich konspiracyjnych organizacji politycznych, społecznych, zawodowych oraz innych, które zgłosiły swoje przystąpienie i zostały przyjęte. Zofia Kossak kierowała Wydziałem Ochrony Człowieka.

Stefan Korboński - szef Kierownictwa Walki Cywilnej - pozwolił, aby Zofia Kossak bezpośrednio z nim się kontaktowała. Ce­nił ją za aktywną działalność w FOP-ie. W książce Bohaterowie państwa podziemnego - jak ich znałem napisał:

Założyła własną organizację i to katolicką, Front Odrodzenia Polski, i szła swoją drogą, apelując do uczuć religijnych lud­ności katolickiej, przestrzegając ją przed biernością i wzywając do udziału w walce cywilnej z Bogiem w sercu. Nie znam żadnej innej organizacji konspiracyjnej o manifestacyjnym obliczu katolickim. Poza tym Kossak-Szczucka weszła głęboko w akcję ratowania Żydów przed zagładą i należała do Żegoty. Brała udział w dostarczaniu pieniędzy, dokumentów, organizowaniu kryjówek, transportu i wydała we własnym zakresie, tj. jako Front Odrodzenia Polski, odezwę do społeczeństwa o ratowanie Żydów. Odnosiłem się do niej z szacunkiem między innymi dlatego, że nie domagała się ode mnie wprowadzenia do Delegata Rządu ani do Komendanta Głównego AK. Wi­docznie nie było to jej potrzebne do kroczenia własną, wybraną przez siebie drogą, co czy­niła samodzielnie. Stąd oceniałem ją jako wybitną jednostkę i działaczkę podziemia50.

Współpracowała też z Dele­gaturą Rządu Polskiego na Kraj w Londynie, Komisją Walki Cywilnej, współtworzyła Komitet Ratowania Żydów im. Tomasza Żegoty i aktywnie w nim działała, do czego jeszcze przyjdzie nam powrócić. Tu zaznaczmy tylko, iż "Żegota" była jedyną tego typu organizacją w okupowanej przez Niemcy hitlerowskie Europie. Około 1942 r. napisała broszurę pt. W piekle - na podstawie relacji osób zwolnionych z Auschwitz i innych obozów zagłady oraz wywiadu podziemia - tak sugestywną i faktograficznie rzetelną, że robiła wrażenie relacji świadka. I tak właśnie odebrał ją Władysław Bartoszewski, który po wyjściu z Auschwitz koniecznie chciał poznać autora wspomnianego tekstu. Bartoszewski opisał zresztą pierwsze spotkanie z pisarką i wydaje się, że zawiera ono tak ważne spostrzeżenia, że warto fragment przytoczyć:

Ja zaś olśniony pojąłem, że siedzę na przeciwko Zofii Kossak, autorki PożogiKrzyżowców, książek, które pochłaniałem w czasach licealnych, wielkie przeżycie! Ja, zapalony czytelnik, mól książkowy, siedzę naprzeciwko słynnej pisarki! Mam z nią współpracować w konspiracji...! Odtwarzam sobie ówczesny stan mego ducha... Byłem zauroczony, to pewne. A w trakcie naszych częstych spotkań przez następny rok coraz wyraźniej uświadamiałem sobie, że ją kocham. Powtórzę za Karskim: nie, nie byłem w niej zakochany, ale ją kochałem51.

Wolno sądzić, że niejedna młoda osoba tak w czasie okupacji odebrała autorkę Z otchłani - że znajomość przechodziła od fazy zaskoczenia, przez zauroczenie, do głębokiego, kształtującego związku emocjonalnego. Bartoszewski w wielu swoich publikacjach wspomina, że cała twórczość publicystyczna pisarki była przez młode podziemie czytywana i odgrywała ważną rolę w kształtowaniu nastrojów i utwierdzaniu poglądów.

Pisarka sama kolportowała wydawnictwa podziemne, zajmowała się teatrem, czuwała nad artystycznie uzdolnioną młodzieżą, ale największą aktywność wykazywała w akcji ratowania Żydów. Córka po latach wspominała: "Mama była bardzo zajęta, jak zawsze. Wieczorami pisała artykuły do prasy podziemnej, w dzień biegała po Warszawie, organizując pomoc dla najbardziej potrzebujących, ludzi wysiedlonych ze swoich mieszkań, a przede wszystkim dla ukrywających się Żydów"52.

27 września 1942 r. w porozumieniu z Delegaturą Rządu powstał Tymczasowy Ko­mitet im. Konrada Żegoty, w którego kierownictwie znaleźli się Zofia Kossak i Wanda Krahelska-Filipowiczowa. Pisarka była twórczynią kryptonimu; nie mógł on zawierać słowa "Żyd", lecz wyraz zaczynający się na literę "Ż". Imię to dla wtajemniczonych stanowiło wystarczający znak rozpoznawczy i niosło skojarzenia Mickiewiczowskie - dla niewtajemniczonych było zwykłą organizacją charytatywną. Komitet im. Konrada Żegoty został rozwiązany 4 grudnia 1942 r., a w jego miejsce powstała Rada Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty. W jej skład pisarka już nie weszła, jej delegatem był Władysław Bartoszewski.

W sprawozdaniu sporządzonym przez Witolda Bieńkowskiego, "Jana", podano, że Komi­tet udzielił pomocy ponad stu osiemdziesięciu osobom, w tym około stu trzydziestu dzieciom. Badaczka zagadnienia - Teresa Prekerowa - w swym opracowaniu podaje natomiast, iż przez cały okres funkcjonowania organizacji, z różnego rodzaju pomocy mogło skorzystać w sumie nawet około 40-50 tysięcy Żydów53. Pomoc polegała m.in. na wspieraniu potrzebujących doraźnymi zasiłkami pieniężnymi, zaopatrywaniu w odzież, żywność i pracę, lokowaniu ukrywających się w bezpiecznych mieszkaniach i znajdywaniu noclegów czasowych, a także umożliwianiu legalizacji (czyli wyrobienia fałszywych dokumentów). Na pomoc dla ukrywających się Żydów Komi­tet otrzymał od Delegatury Rządu 70 000 złotych.

Niezależnie od tego Zofia Kossak aktywnie starała się o fundusze i pomoc. Pisarka nie była zwolenniczką organizacyjnego reżimu, sądziła, że dla konspiracji najkorzystniejsze są działania indywidual­ne. Tak też rozumiała swoją pracę. Bardzo bolał ją los żydowskich dzieci i wielu z nich uratowała życie. Wśród inteligencji i ziemiaństwa zdobywała fundusze dla uciekinierów z getta. Dzięki przedwojennym kontaktom z wojskowymi mogła pomagać w wyrabianiu fałszywych dokumentów, a zaprzyjaźnieni księża służyli pomocą w dostarczaniu fałszywych metryk chrztu lub w umieszczaniu dzieci w domach prowadzonych przez siostry zakonne.

Wcześniej jeszcze napisała odezwę - wydaną przez FOP jako ulotka (pt. Protest) - wyrażającą stanowczą niezgodę na zagładę Żydów polskich. Był to wówczas akt wielkiej odwagi. Sam tekst dzisiaj jest bardzo krytycznie oceniany przez niektórych badaczy54 i wywołuje nieustające polemiki, często oderwane od realiów historycz­nych, a przecież zaangażowanie w "Żegotę" było nieustannym narażaniem życia własnego i najbliższej rodziny, czynami pisarka potwierdzała prawdę swoich słów, że nie wolno być obojętnym wobec zbrodni. "Protest", jeśli nawet budzi pewne kontrowersje, był przecież pierwszym tekstem nazywającym wprost zbrodnie niemieckie na narodzie żydowskim i ostrzegającym Polaków przed jakąkolwiek formą uczestniczenia w Zagładzie. Słowa: "Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu - staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia - ten przyzwala"55 brzmią mocno i jednoznacznie. Tenże Protest stał się bezpośrednią inspiracją do powstania "Żegoty". Sama pisarka zresztą nie przeceniała swego wkładu w Żegotę i oponowała, gdy o jej zasługach mówiono zbyt wiele.

Nosiła różne pseudonimy konspiracyjne, między innymi nazywano ją "Ciotką", co znakomicie oddawało charakter związków uczuciowych łączących ją z ludźmi konspiracji. Dodajmy jednak, że pseudonimy o charakterze rodzinnym były w podziemiu dość częste; wydawały się one bardzo bezpieczne. Znana autorka książek dla młodzieży i harcerka, Maria Kann, wspominała: "Na Weronikę zawsze można było liczyć, jeśli trzeba było zdobyć dla kogoś pieniądze czy też ubrania. Kierowała bowiem konspiracyjną komórką zwaną popularnie Ochronką Ciotki albo Wydziałem Zdychulców, czyli ludzi wynędzniałych, głodnych, potrzebujących natychmiastowego ratunku"56. Krążył wówczas taki wierszyk napisany przez łączniczkę, Zofię Janiczkównę:

Tam mieszka Ciotka, najlepsza ciocia,

Tam konspiracji świat ma rendez-vous

I już od rana elita sama

Gada i gada, gada bez tchu.

Do Cioci biegnie się po informacje

Ciocia odpowie dlaczego, gdzie i kto

Ciocia rozstrzygnie kto ma rację

Ciocia zaradzi na każde zło57.

Kierownikiem duchowym pisarki był ks. Edmund Krauze, prefekt kościoła Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, a po jego śmierci charyzmatyczny kapelan Szarych Szeregów i naczelny kapelan Armii Krajowej, ks. Jan Zieja, tak pięknie opisany w Kamieniach na szaniec. Po wojnie, w tekście z 1953 r., poświęconym księdzu Ziei, Zofia Kossak dała świadectwo jego świętości i oddaniu wobec drugiego człowieka: "Nędzy nigdy nie brakło, w owe zaś czasy widmo jej straszyło zewsząd. Ludzie byli obdarci, a zimy szły srogie, jakich nie pamiętano od lat. Ksiądz Jan oddawał przygodnym znajomym ubranie, bieliznę, zatrzymując tylko płaszcz"58. To właśnie ks. Zieję poleciła jako spowiednika młodemu Władysławowi Bartoszewskiemu, który po wyjściu z Auschwitz poszukiwał głębszej pomocy duchowej59. Gdy zaś już po wojnie Jacek Moskwa zapytał księdza Jana Zieję o rzekomy antysemityzm autorki Bez oręża, ten odpowiedział: "Nie pamiętam, aby pani Kossak wypowiadała się w tym duchu, chociaż stale z nią obcowałem. W ogóle trudno sobie wyobrazić, aby ktoś argumentował w ten sposób, ja tego nie przyjmuję!"60. I dodał jeszcze, że w czasie okupacji dużo na ten temat z pisarką rozmawiali.

23 września 1943 r. pisarka i łączniczka "Urszula" (Maria Przyłęcka) zostały zatrzymane przez żandarmerię niemiecką, gdy niosły w koszyku ulotki. Zabrano je do siedziby gestapo w alei Jana Chrystiana Szucha i poddano przesłuchaniom, a następnego dnia przekazano na Pawiak. Tam już znajdowała się kuzynka pisarki, Wanda Wilczańska, która spowodowała, iż autorka Krzyżowców została otoczona specjalną opieką. Niemcy nie odkryli, że aresztowana przez nich "Zofia Śliwińska" to poszukiwana pisarka Zofia Kossak. 5 października 1943 r. o piątej rano Zofię i Urszulę przewieziono do Auschwitz-Birkenau, wraz z prawie 250 innymi kobietami. Noc spędziły w pustej szopie zwanej przejściówką. Następnego dnia autorka Bez oręża otrzymała numer 64491, który wykłuto jej na lewej ręce poniżej łokcia. Jej przyjaciółka i łączniczka otrzymała numer 64505. Ogolona, w podartych łachach pisarka została skierowana na kwarantannę do bloku 31 a. Po obozie szybko rozniosła się wieść o przybyciu autorki Krzyżowców i z ogromną życzliwością spieszono jej z pomocą. Kontakt ze współwięźniami był tu łatwiejszy niż na Pawiaku, a otwarta przestrzeń, po więziennej celi, dawała złudzenie pewnej swobody. Zofia Kossak była dzielna i pogodna, życzliwa wszystkim. Otrzymywanymi od rodziny paczkami dzieliła się z towarzyszkami. Po latach w liście do syna Witolda pisała, że po przyjeździe do Londynu: "...po staremu zatrzymam się prawdopodobnie u Dady, z którą zawsze mamy do gadania późno w noc i z którą tyle czasu sypiałam pod jednym kocem na jednej pryczy"61. Owa "Dada" to Jadwiga Szylling, również więźniarka Auschwitz-Birkenau, z którą pisarka utrzymywała przyjazny kontakt do końca życia. Podobnie było z Idą Kotową, Stanisławą Rachwałową czy Janiną Kolendo, późniejszą szwagierką Bolesława Piaseckiego, przebywającą w lagrze jako Krystyna Grzybowska, z którymi więzy przetrwały próbę czasu. Ta przyjaźń narodziła się w lagrze. Wybitny znawca tematyki obozowej prof. Antoni Kępiński twierdził, że z obozu koncentracyjnego nie można wyjść. To tego typu przeżycie egzystencjalne, które uwięzionego już nigdy nie opuści. W Refleksjach oświęcimskich tak ową "pamięć" opisał:

Jeżeli u byłych więźniów, mimo wpływu spraw przeżytych w okresie blisko ćwierćwiecza, obóz pozostał centralną osią ich egzystencji, a więzi przyjaźni są nieraz silniejsze niż wszelkie inne związki z ludźmi [...], to nie działo się tak na skutek koszmaru obozu, bo koszmar człowiek od siebie oddala, lecz dzięki jasnym chwilom obozowego życia62.

I to się sprawdziło w życiu pisarki. W trakcie kwaran­tanny, gdy więźniarki jeszcze nie pracowały, samorzutnie powołały "uniwersytet obozowy", w którym prelegentki dzieliły się wiedzą, wspomnieniami, opowieściami z wolności; np. Łucja Charewiczowa - docent Uniwersytetu Jana Kazimierza, doskonała znawczyni Lwowa - opowiadała o historii miasta, profesor psychologii - Joanna Kunicka - poruszała problematykę religijną, intelektualistka - Maria Sadowska - recytowała z pamięci teksty klasyków. Autorka Nieznanego kraju opowiadała o Beskidzie, którego zarysy przy dobrej pogodzie widać było na horyzoncie, a który tak dobrze znała z pieszych wycieczek. "Beskid!... Ukochane góry cieszyńskie, wiślańskie! [...] Wolne, słoneczne góry"63. Przynajmniej połowa transportu znała je z różnych wycieczek. Tak przenosiły się choć na moment w przestrzeń wolności, co uwalniało od obozowego koszmaru i pozwalało odzyskać siły psychiczne. W Wigilię 1943 r. urządziła "gwiazdkę" w obozie z gawędą i kolędami, jak wspominała bohaterka i działaczka niepodległościowa - Stanisława Rachwałowa64. Dodawała, że pisarka zwracała uwagę "swoim taktem"65.

Najwiarygodniejszym świadkiem była jednak Irena Pannenkowa. Publicystka, dziennikarka, pedagog, działaczka, od listopada 1941 r. była więziona na Pawiaku, skąd w maju 1943 r. przewieziono ją do obozu kobiecego w Ravensbrück, gdzie przebywała do 2 lutego 1944 r. Przetransportowana do Majdanka, potem do Auschwitz, gdzie doczekała wyzwolenia, jest w sprawie Zofii Kossak świadkiem pierwszorzędnym, gdyż w 1944 r. przebywała także w lagrze. Właśnie ona stwierdziła, że pisarka nie korzystała z żadnych przywilejów w obozie.

Zofia Kossak podjęła obowiązki Nachtwachy (stróżki nocnej), pilnowała porządku i wy­nosiła kubeł z nieczystościami, dzięki czemu mogła w dzień przebywać w baraku i być mniej widoczna. Oddajmy głos Pannenkowej, by sytuacja stała się jasna, niebudząca żadnych wątpliwości:

Do obowiązków Nachtwachy należało utrzymywanie porządku w nocy, oddawanie usług chorym, przynoszenie wody na rano - i wynoszenie kubłów z odchodami. Działo się to w jesienno-zimowe noce, długie, ciemne i zimne, dżdżyste lub mroźne. Gliniasty teren Birkenau w jesieni pokrywał się kałużami i bajorami, w zimie - grudą. Trzeba było dobrze uważać, żeby się nie potknąć, nie poślizgnąć, dźwigając pełen kubeł do odrażającego, ohydnie brudnego zbiorowego ustępu, gdzie go się też bardzo ostrożnie musiało wypróżnić. [...] Nachtwachy mogły gotować w nocy. Kartoflanka ze "zorganizowanych" kartofli, ugotowana na margarynie z cebulą, rozgrzewała, była posilna, stanowiła w obozie przysmak nie lada. Tyle że to kosztowało. Za półlitrowy kubek zupy chore dawały porcję chleba albo margaryny, albo dużą cebulę. Ale od Nachtwachy Zofii Kossak dostawały darmo. Z paczek swoich stale też dożywiała dzieci z Zamojszczyzny. Za najlepsze przysmaki paczkowe kupowała trudne do zdobycia w obozie zastrzyki, które stanowiły nieraz o uratowaniu życia chorej66.

Pannenkowa pisze więcej, ale powyższe przytoczenia winny dać już wyobrażenie o sytuacji pisarki. Dokumentują też jej heroizm, są świadectwem zdania egzaminu z człowieczeństwa. Około dwa miesiące po przybyciu więźniów z Pawiaka w obozie wybuchła epidemia tyfusu plamistego. Pisarka odwiedzała zaprzyjaźnione osoby w więziennym szpitalu ("Urszula" zachorowała jako jedna z pierwszych), przynosząc jedzenie czy opłatek w Wigilię Bożego Narodzenia. Będąc zaszczepioną szczepionką Weigla, sama nie bała się zarażenia. A jednak pod koniec grudnia 1943 r. zapadła na tyfus brzuszny. Przyniesiono ją do szpitala w bardzo ciężkim stanie i lekarki nie wierzyły w możliwość jej uratowania. Ona sama wydawała się już psychicznie nieobecna. Ogromne starania obozowych lekarek i chyba cud Boski pozwoliły jej przetrwać moment krytyczny i wrócić do sił, potem do zdrowia. Czas rekonwalescencji spędzała na modlitwie67. Przez dwa miesiące jeszcze przebywała w szpitalu, leżąc na pryczy obok swej dawnej łączniczki. 1 kwietnia 1944 r. blokowa Jugosłowianka poinformowała ją, że zostaje wypuszczona na wolność. Zdumionej pisarce współwięźniarki musiały pomóc unieść się z łóżka, tak była osłabiona68. Zapamiętały ją, jak w za dużych butach i z kocem narzuconym na ramiona, ledwie poruszając nogami, podtrzymywana przez lekarki, znika za progiem baraku przeznaczonego na kwarantannę dla więźniów mających wyjść na wolność. Wychodząc nie wiedziała, że w obozie oświęcimskim przebywał też jej najstarszy syn, Tadeusz Szczucki, zatrzymany w Krakowie w czasie łapanki. Zmarł 17 marca 1943 r. Pisarka nigdy nie poznała okoliczności jego śmierci. Anna Szatkowska we wspomnieniach Był dom pisze, że dopiero w 2001 r., gdy Rosja zwróciła Polsce oświęcimskie archiwa, rodzina otrzymała informację, że Tadeusz Szczucki zmarł na "ogólne zakażenie"69.

Teraz przez miesiąc przebywała w budynku dla osób zwolnionych z obozu i była intensywnie odżywiana oraz leczona. Tam odwiedzała ją dr Katarzyna Łaniewska70, która informowała też, co się dzieje w obozie. Pisarka jednak nie wyszła na wolność. Z Birkenau przewieziono ją do Krakowa, do więzienia na ul. Montelupich, a stamtąd dopiero do Warszawy, do więzienia na ul. Daniłowiczowską w Warszawie, a potem 20 kwietnia znów na Pawiak, gdyż Niemcy znali już jej prawdziwe nazwisko i wydawało się, że cała katorga rozpoczyna się na nowo. Do jej dekonspiracji niechlubnie przyczynił się hr. Henryk Zyberk-Plater, powiązany rodzinnie z krakowskimi Kossakami. Pisarka nie chciała o tym pobycie opowiadać, można sądzić, iż było to gorsze od lagru. Syn pisarki Witold i jej kuzynka Anna Lasocka, którzy uzyskali pozwolenie na widzenie z nią, byli wstrząśnięci. Anna Lasocka tak wspominała jej wygląd: "Zobaczyłam z przerażeniem jej małą, wychudzoną, wyniszczoną twarzyczkę, w której tylko oczy, niezwykle wtedy wielkie, miały ten sam blask, była w nich głębia i niebo, szczęście i cierpienie"71. Wręczyła im pisarka płaszcz zimowy całkowicie podszyty grypsami, które zostały doręczone adresatom. Na Pawiaku przedziwnym zbiegiem okoliczności oraz dzięki wyjątkowej przytomności umysłu Leona Wanata, będącego pisarzem kancelarii więziennej, została zarejestrowana jako Zofia Śliwińska72, pisarka bowiem zapomniała konspiracyjnego nazwiska. Anna Czuperska-Śliwicka, lekarka z Pawiaka, we wspomnieniach Cztery lata ostrego dyżuru, relacjonując powtórną bytność autorki Bez oręża w więzieniu, pisała:

Wiosną 1944 r., gdy ponownie przewieziono na Serbię panią Zofię Kossak-Szczucką, słuchałyśmy często w szpitalu jej mówionych powieści. Natchniona, z przymkniętymi oczyma opisywała nam piekło oświęcimskie, gdzie rządziły bestie - ubermensche. Wchłaniałyśmy każde zdanie, każde słowo znakomitej pisarki, każdą jej filozoficz­ną uwagę. [...] Wróciła teraz w stanie dużego wycieńczenia, z awitaminozą i czyrakami na całym ciele. Bezpośrednio z kąpielowego zabrałam panią Kossak-Szczucką do szpitala i tu z każ­dym dniem przybierała coraz bardziej ludzki wygląd. Intensywne leczenie ogólnie wzmacniające, produkty żywnościowe z paczek, które otrzymywała, bogate w witaminy i wszelkie składniki potrzebne do odbudowy komórek, zlikwidowały wreszcie obrzęki, awitaminozę i czyraczność. Główną i najtroskliwszą "karmicielką" Cioci Zosi, jak nazywałyśmy panią Kossak-Szczucką, była spokrewniona z nią Wanda Wilczańska. Widmo codziennych egzeku­cji zagrażało również Cioci Zosi. Kamień spadł nam z serca, gdy wreszcie 29 lipca 1944 r. zo­stała wywołana na wolność73.

Jednak nim Zofia Kossak opuściła Pawiak, upłynęło trochę czasu. Współwięźniarki zapamiętały jej barwne opowieści. Janina Dunin-Wąsowicz, która leżała razem z nią w szpitalu, pamiętała, że w dzień jej imienin, 24 czerwca, pani Zofia opowiedziała żywot świętej Katarzyny Sienieńskiej, co stanowiło jej prezent imieninowy. Była to bardzo szczególna opowieść. W dniu imienin syna Krzysztofa pani Ja­nina poprosiła o opowiedzenie żywota św. Krzysztofa. Do pisarki docierały różnymi kanałami informacje o zdarzeniach w Warszawie i na świecie, docierała do niej jej prasa konspiracyjna. Wieczorami przekazywała współwięźniarkom informacje, czasem snuła opowiadania, a także głośno odmawiała ułożone przez siebie modlitwy. Współwięźniarki wysłuchiwały jej komunikatów, opowiadań czy modlitw przez nią ułożo­nych. Dzięki staraniom Delegatury Rządu, która wykupiła Zofię Kossak, opuściła ona Pawiak między 28 i 29 lipca 1944 r. Przede wszystkim udała się na Radną, do matki Anny Kossakowej, której na prośbę pisarki nie informowano o uwięzieniu córki, lecz utrzymywano w przekonaniu, iż wyjechała ona w ważnych sprawach z Warszawy. Mama pisarki udawała, że w to wierzy. Tam doczekała do wybuchu powstania. Mimo że była schorowana i wyczerpana, natychmiast powróciła do spraw wydawniczych. Znów służyła piórem, pisała teksty do "Biuletynu Informacyjnego", "Barykady Powiśla", do miesięcznika "Prawda", współpracowała z powstań­czym radiem.

Już w sierpniu 1944 r. ponownie zaczęła ukazywać się "Prawda. Pismo polskich katolików świeckich", wypełniana w dużej części tekstami napisanymi przez autorkę Bez oręża, która po raz kolejny nauczała o miłowaniu nieprzyjaciół, o obowiązkach wobec Ojczyzny, o bohaterstwie i trwodze, życiu i śmierci. Pisywała także artykuły do redagowanej przez Stanisława Wąsowicza ("Dubieckiego") "Barykady Powiśla". Do grona współpracowników tego pisma należał także zaprzyjaźniony Jerzy Braun. Redakcja mieściła się niedaleko Radnej, przy ul. Tamka 48. W piśmie tym uka­zały się jej artykuły z serii Migawki: Piwniczne rozmowy i List do przyjaciółki.

Na zaproszenie Aleksandra Kamińskiego dotarła do drukarni powstańczej, w któ­rej był drukowany "Biuletyn Informacyjny"74. Opisał tę wizytę sam autor Kamieni na szaniec:

Przyszła w odwiedziny do instytucji i do ludzi sobie bliskich. Byliśmy z Marią Straszewską (teraz znów sekretarką "Biuletynu") bardzo przejęci - gość był wybiedzony, wymizerowany, jakby szary, w zniszczonym ubraniu. Tylko oczy mrużące się w świetle żarówki błyskały dawną ciekawością świata, tylko ruch palców na stole zdradzał tłumiony niepokój, ale i energię. Po dłuższej rozmowie, po odreagowaniu niepokoju o los dzieci zaproponowaliśmy Pani Zofii, aby podzieliła się swymi przeżyciami oświęcimskimi. Zgodziła się. Zebraliśmy się więc wszyscy w hali maszyn drukarskich, które o tej porze stały bez ruchu - personel redakcyjny, pracownicy drukarni, zespoły kolporterskie, warta, stali mieszkańcy domu oraz "koczujący" na podwórzu ludzie z innych części miasta. Pani Zofia zaczęła mówić o Oświęcimiu na pozór spokojnie, ale zacinanie się w toku tych wspomnień oraz nienaturalnie wydłużające się przerwy wskazywały, że dzieje się z nią coś niezwykłego. Wreszcie z oczu zaczęły płynąć łzy. Nie przerywała opowiadania, tylko zdania stawały się coraz krótsze. Mówiła - płacząc. To było wstrząsające. Żadnego szlochu - tylko kapiące z oczu łzy. Nie mogliśmy słuchać spokojnie. Zamykaliśmy oczy, pochylaliśmy głowy, trudno było oddychać75.

W tych dniach powstańczych uczestniczyła też w mszach św. sprawowanych przez ks. bp. Adamskiego, którego, jak wiemy, dobrze znała z lat przedwojennych. Nazywano go kapelanem powstania warszawskiego. Po latach, jeszcze w czasie pobytu na emigracji, we wspomnieniu pisała:

Widywano codziennie jego mleczną już siwiznę i fioletową piuskę na najbardziej zagrożonych odcinkach. Jeszcze pył wzniesiony wybuchem bomby nie opadł, gdy biskup dźwigał rannych, udzielał absolucji konającym. Zwykły dobrotliwy spokój nie opuszczał go wśród niebezpieczeństwa. Mszę św. odprawiał na Wareckiej w na wpół rozwalonym domu i rozdawał Komunię św. tłumom klęczącym na zasłanej gruzem ulicy. Samoloty niemieckie rozpoczynały codzienne bombardowanie. Na twarzy biskupa malowała się obawa, czy zdąży rozdać Ciało i Krew Pańską nim nad Śródmieście nadlecą i czy wystarczy dla wszystkich komunikantów? Tych ostatnich zawsze brakło. Więc łamał je w palcach na dwoje, na czworo, kładł okruchy w usta ludzi głodnych Boga, a mogących lada chwila przed Bogiem stanąć. Złowrogie "szafy", przypominające skrzypienie wrót, zapowiadały serię pocisków, słowa: Corpus Domini... custodiat animam tuam... Otwierały wrota, również żywota wiecznego76.

Wspomnienie to jest tak charakterystyczne dla jej pisarstwa, są w nim sensualizm: mleczna siwizna i fioletowa piuska, wybuchy bomb, dobrotliwy spokój, podniosłość i groza przełamane w jednym obrazie.

Pisarka brała też udział w walkach na Starówce, gdzie walczyły również jej dzieci: Witold i Anna. Szesnastoletnia Anna Szatkowska, "Anka", służyła jako sanitariuszka w IV kompanii "Harcerskiej" batalionu NOW-AK "Gustaw" zgrupowania "Róg"77. Potem skierowano ją do organizowanego od 8 sierpnia szpitala w klasztorze Sióstr Sakramentek przy Rynku Nowego Miasta. Przetrwała fotografia (wykonana przez Edwarda Świderskiego), przedstawiająca kom­panię harcerską "Gustaw" w Południowym Śródmieściu, na ul. Kruczej, wykonana 9 wrześ­nia. Jest na niej także i Anna Szatkowska. Po latach w książce wspomnieniowej Był dom... napisała o przeżyciach tamtego czasu: "Dotknęliśmy ideału życia całkowicie oddanego Słusznej Sprawie, bez wyrachowania, bez zastrzeżeń, w niezrównanej przyjaźni, przejrzystej, serdecznej i bezinteresownej - ideału wręcz niedościgłego w zwykłych, codziennych okolicznościach"78. W tym czasie osiemnastoletni syn pisarki Witold w batalionie "Dzik" brał m.in. udział w zdobyciu budynku "Pasty", czyli Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej przy ul. Zielnej, a następnie aż do kapitulacji w walkach w Śródmieściu, skąd trafił do niewoli niemieckiej.

Powiśle zostało zdobyte przez Niemców we wtorek, 6 września, w 37. dniu powstania. O szóstej rano rozpoczął się szturm na ostatnie pozycje powstańcze, w godzinach wieczornych Powiśle zostało przez nich całkowicie opanowane. W nocy nadali komunikat kilkakrotnie czytany po polsku, w którym powiadomiono ocalałych mieszkańców dzielnicy, że mogą się schronić pod opiekę władz niemieckich. W tym celu należy wyjść z mieszkania z białą chusteczką w ręku i iść w stronę ulicy Karowej. Równocześnie uprzedzano, że Powiśle będzie spalone, a domy zostaną wysadzone w powietrze. Pisarka jednak pozostała na Powiślu, na ul. Radnej. Stan jej matki był już tak ciężki, że nie przetrzymałaby wędrówki. Schroniły się wraz z innymi mieszkańcami w piwnicy, w której ocalało trochę żywności, i tak przetrwały do końca września. Gdy trafił tam przypadkowo patrol niemiecki, żołnierze byli zdumieni, że zastali jeszcze żywych ludzi. Do końca czuwała przy schorowanej matce. Anna Kossakowa zmarła w płonącej Warszawie 8 października 1944 r. i została pochowana na dziedzińcu szpitala. Dopiero po zakończeniu wojny przeniesiono ją na Po­wązki. 10 października Zofia Kossak opuściła Warszawę wraz z załogą Szpitala Wolskiego. Jedyną rzeczą, jaką ocaliła, był obraz Matki Bożej Częstochowskiej79. W Milanów­ku spotkała się z córką Anną oraz z bratową, Marychną Kossakową. Wydawało się im, że znalazły bezpieczne schronienie u państwa Baudów, przyjaciół bratowej pisarki80. Były to tylko pozory, już po kilku dniach pisarka zetknęła się na uli­cy z gestapowcem, przez którego była przesłuchiwana. Lepiej było stamtąd wyjechać. Postanowiono udać się na południe, do Częstochowy, ponieważ Kraków był przepeł­niony, chociaż i w Częstochowie pełno było warszawiaków. Jednak pani Zofia znała dobrze tu­tejszego biskupa Teodora Kubinę i księdza Antoniego Marchewkę, z którymi była razem na pielgrzymce do Ziemi Świętej w 1933 r. W latach okupacji wspólnie z ks. Marchewką opiekowała się żydowskim chłopcem, Arturem Dreifingerem81. Ksiądz Marchewka został po wojnie redaktorem wysoko przez pisarkę cenionego tygodnika "Niedziela". A przebywający w Częstochowie wspominani już artyści Zofia i Zygmunt Kamińscy też zachęcali Zofię i jej córkę do przyjazdu pod Jasną Górę. Wybrały więc z córką Częstochowę i tak kończył się czas okupacyjnej grozy, a zaczynały się lata powojenne, pełne lęku i niepewności.

Pierwsze lokum matka i córka znalazły w domu Filomeny i Edwarda Usakiewiczów, u których zatrzymało się wielu uchodźców z Warszawy. Następnie zamieszkały w małym pokoiku na probostwie w parafii św. Barbary, w końcu dla autorki Błogosławionej winy znalazły się lepsze warunki niedaleko kościoła św. Barbary w jasnym i ciepłym pomieszczeniu82. Obie, matka i córka, bardzo tęskniły za Górkami i wreszcie Anna z dalszą krewną Genią pojechały tam, z zachowaniem wszelkiej ostrożności. To, co zobaczyły, było porażające. Anna Szatkowska wspominała:

Wszędzie pozostałości pożaru, pełno w trawie kawałów blachy, nadwęglonych belek i desek, brył rozbitego cementu, gruzu, żelastwa i osmalonych cegieł... Dobrze znajomy widok, niestety! Ogień musiał być gwałtowny, bo drzewa są przypalone i zrudziałe aż do połowy parku. Pożar był dwa, trzy tygodnie temu, lecz swąd unosi się jeszcze wokoło. Z domu pozostały tylko mury i kominy (jednemu brak górnej części), nieproporcjonalnie wysokie, odkąd dachu nie ma. Wewnętrzne ściany nieźle wytrzymały, natomiast wszystko, co było drewniane, spłonęło bez śladu: ciesielka, podłogi, przepierzenia i meble. Gdzieniegdzie leżą połamane kafle dużych pieców pokojowych i kuchni, kamienne płytki podłogowe... Smutny obraz, ale wzbudza we mnie nieopartą chęć zakasania rękawów i wzięcia się do oczyszczenia parku i odgruzowania domu83.

Na początku kwietnia 1945 r., obie, matka z córką, wyjechały do Warszawy, aby uzyskać informacje o losie Zygmunta Szatkowskiego - męża pisarki, oraz Witolda - syna, który po upadku powstania warszawskiego również dostał się w ręce Niemców. W Warszawie ekshumowano szczątki Anny Kossakowej i złożono na warszawskich Powązkach84. Była to pierwsza wizyta w Warszawie po wyzwoleniu stolicy. Następny wyjazd wiązał się z wezwaniem do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. List zaadresowano na nazwisko Kossak, choć pisarka wciąż używała konspiracyjnego "Sikorska", i już to stanowiło powód do niepokoju, gdyż sama nazwa tej instytucji budziła grozę. Jednak Jakub Berman - odpowiedzialny za działalność represyjną Urzędu Bezpieczeństwa, szara eminencja PRL-u - wzywał pisarkę de facto po to, by ją ocalić85.

Jakub był bratem Adolfa Bermana, członka Rady Pomocy Żydom "Żegota", człowieka, któremu Zofia Kossak pomogła uratować dzieci z warszawskiego getta, tzw. dzieci Bermana. Chcąc odwdzięczyć się za pomoc okazaną bratu, zaproponował pisarce ułatwienie wyjazdu z kraju, jeżeli tylko by się na to zdecydowała. Zasugerował zresztą autorce Protestu, że w jej położeniu byłoby to najlepsze wyjście, inaczej nie ręczy za jej bezpieczeństwo. Wówczas Zofia Kossak nie bez wahania, po rozmowach z przyjaciółmi, także z prymasem Augustem Hlondem, przystała na tę propozycję86.

W sierpniu samolotem Szwedzkiego Czerwonego Krzyża odleciały do Sztokholmu, gdzie na wystawie księgarni Zofia Kossak zobaczyła szwedzką edycję Bez oręża, i to był ratunek. Wydawca uwierzył, że ma do czynienia z autorką i wypłacił honorarium oraz zwołał konferencję prasową. Te wydarzenia ułatwiły zdobycie wizy do Anglii, do której pisarka koniecznie chciała się dostać, gdyż wiozła ważne "depozyty": dla PCK w Londynie listy (ponad trzysta) i fotografie zburzonej Warszawy, a dla Delegatury Rządu raport o sytuacji w Polsce oraz dolary nadpalone podczas powsta­nia, które po wymianie w banku miały powrócić do kraju. 3 września brytyjskim samolotem wojskowym poleciały do Londynu. Spotkanie na ulicy polskiego oficera, Chabina, znajomego mjra Szatkowskiego, uratowało je od dalszej poniewierki, ponieważ od niego też dowiedziały się, że mjr Szatkowski wraz z synem Witoldem znajdują się w Armii Andersa we Włoszech. Jednocześ­nie dziwnym trafem dotarło do emigracji londyńskiej pomówienie, jakoby pisarka była "sekretarką Bieruta"87, a fakt, że przybyła legalnie, tę nieufność pogłębił. Zaczynał się czas "za późnych żalów, potępieńczych swarów". Prym w atakach na pisarkę i jej twórczość wiódł Zygmunt Nowakowski (właśc. Zygmunt Jan Błażej Tempka), znany z niewybrednych epitetów i napastliwych zachowań. Pisarkę szczególnie obrał sobie za cel swych napaści88.

W lutym 1946 r. pojechała wraz córką do Rzymu na spotkanie z mężem i synem Witoldem. Tam zobaczyła się z Gustawem Morcinkiem, który po pięcioletnim pobycie w Sachsenhausen-Dachau i po rekonwalescencji obozowej we francuskim Biviers przyjechał do "wiecznego miasta". Musieli mieć sobie wiele do powiedzenia, z korespondencji pisarza do siostry Teresy zachowanej w skoczowskim muzeum dowiadujemy się trochę o ich spotkaniach, aczkolwiek pojawiająca się powściągliwość świadczy o tym, że Morcinkowi wiedza o peerelowskiej cenzurze nie była obca. W liście do Tereski z 26 lutego 1946 r. czytamy o wspólnych planach pisarzy: "...pojedziemy na Monte Casino, Pani Zofia z Anulą i mężem, Państwo Wańkowiczowie, ks. Metropolita Sapieha, no i moja maluczkość"89. W kolejnym liście opisywał, jak na Forum Romanum i na Palatynie zbierał kwiaty razem z Panią Zofią i jej córką Anną. Dodawał: "Pani Zofia i Anula, przepraszam, Panna Anna, jej córka przesyłają Ci wiele serdeczności i ucałowania, Jankowi [Kuglinowi - K.H.K.] też. [...] Pani Zofia wraca przez Francję do Anglii, a następnie wyjeżdża do Ameryki z odczytami"90. Jednak nieco wcześniej, bo 12 marca tegoż miesiąca, w liście do przyjaciela z lat młodzieńczych, ks. Leopolda Biłki, pisał w nieco odmiennym tonie:

Pani Zofia Kossak przyjeżdża w tych dniach do Rzymu. Ogromnie się tu na nią krzywiono, lecz w końcu jakoś się udobruchano i pozwolono na przejazd na teren 2. Korpusu, tym bardziej że jej mąż Szatkowski jest w 2. Korpusie z synem. Anusia znajduje się na uniwersytecie w Anglii. Pierwszy syn Pani Zofii, Tadeusz Szczucki, którego Tereska tak bardzo lubiła, zaginął gdzieś podczas zawieruchy. Miał być w Oświęcimiu i rodzice nie wiedzą, czy jeszcze żyje91.

Był to zawoalowany komentarz do intryg komunistycznej władzy, które i na emigracji dosięgnęły pisarkę. Z późniejszej korespondencji Morcinka z Aleksandrem Kamińskim, już z 1947 r., dowiadujemy się jeszcze, że rozmawiali także o losie przyjaciół, "Kamyka" i Józefa Kreta92. Z otchłani należały do książek, które wywarły na nim najsilniejsze wrażenie; sam doświadczył obozowej udręki, więc mógł ocenić wiarygodność tej relacji, widocznie odnalazł w niej jakąś uniwersalną prawdę o losie więźniów obozów koncentracyjnych. Zapewne rozmawiali także o perspektywach powrotu do Polski, gdzie Morcinek był milej widziany niż autorka Krzyżowców, wszakże ona sama o powrocie do Polski i do Górek nieustannie marzyła. Niestety, droga była dla niej zamknięta. Za odmówienie zeznań w sprawie dr. Wacława Deringa93, lekarza z Auschwitz, niesłusznie oskarżanego przez władze PRL-u o okrucieństwo wobec więźniów pacjentów i współpracę z władzami lagru, została pozbawiona obywatelstwa polskiego. Jeszcze raz pokazała swoją odwagę, bez względu na grożące jej konsekwencje94.

W 1946 r. przyjechał do Anglii Zygmunt Szatkowski z synem Witoldem, który wkrótce zaczął studia w Irlandii, a córka Anna wy­jechała na studia do Szwajcarii. A tymczasem trwała emigracyjna rzeczywistość. Dwa lata spędziła pisarka w Londynie na rekonwalescencji i zbieraniu materiałów do powieści o Abrahamie pt. Przymie­rze95 (Londyn 1952, tłumaczenia: angielskie, duńskie, niemiec­kie), zdumiewającej parabolicznej opowieści o człowieku bez reszty ufającemu Bogu i zawierzającym Mu swój los. Książka wyszła, gdy pisarka była już w Kornwalii. Świadczyła ona też o znakomitej znajomości aktualnego stanu badań z wielu dziedzin, m.in. archeologii96. Jednocześnie pracowała nad nową wersją powieści Beatum Scelus, która pod zmienionym tytułem Błogosławiona wina ukazała się w Londynie w 1953 r. Kolejna jej książka emigracyjna to zbiór gawęd o polskich tradycjach i obyczajach pt. Rok polski. Obyczaj i wiara (Londyn 1955), będący wyrazem nostalgii za krajem. Przywoływała bardzo sensualistycznie wspomnienie ojczystych stron poprzez barwy, zapachy, kształty z taką dokładnością i jakąś bolesną namiętnością, że czytelnik zanurza się w tekście jak w rzeczywistości. W Anglii powstał także pierwszy tom sagi rodzinnej Dziedzictwo (Londyn 1956), opisujący dzieje rodziny Kossaków do czasu powstania styczniowego, opowieści gęsto utkanej z faktów historycznych.

19 lipca 1946 r. pisarka została przyjęta przez królową Elżbietę Bowes-Lyon na afternoon party w Windsorze. Dość zdenerwowana niecodziennym zaproszeniem, zapomniała walizki z wizytowym ubraniem i był spory kłopot z dostarczeniem jej spakowanej już walizki. Ale wizyta się udała i królowa bardzo pięknie podziękowała za otrzymane książki. Jednak nieufność emigracyjna trwała dalej i państwo Szatkowscy czuli się w stolicy źle. Nie wytrzymując więc dłużej "londyńskiej mgły", postanowili zakupić wspólnie ze znajomymi farmę i w listopadzie 1947 r. wyjechali do Trossell Cottage do Kornwalii. Tę decyzję dobrze znający Szatkowskich Wańkowicz skomentował następująco: "Jest to jakby ucieczka do Górek Wielkich, cel Anteusza, uchylającego się od ciosów przez przytulenie się do ziemi"97. Wprawdzie w latach 1953-1955 pisarka była członkiem PEN-Club Polish Writers in Exile, ale w jego sprawy się nie angażowała. Zdecydowali się na ciężką pracę fizyczną, ponad ich siły, w oborze i na pastwisku, doświadczając boleśnie tzw. prozy życia. Pisarka karmiła świnie i poiła cielęta, jej mąż Zygmunt doił krowy i wyrzucał nawóz. W liście do Zofii Wańkowiczowej wyliczyła cały "żywy inwentarz": 4 koty, 2 psy, 20 owiec i tyleż jagniąt, 8 świń, 120 kur, planowali jeszcze dokupienie 6 krów i 10 opasów98. Zwierzała się więc Melchiorowi Wańkowiczowi: "...w ogóle jesteśmy oprymowani przez zwierzaki, które dosłownie łażą nam po głowie. Inwentarza dużo, a wszystko oswojone jak psy i ogromnie ważne. Do oporządzenia tego dwoje starych ludzi, tj. mój mąż i ja, nikogo więcej"99. Na pisanie pozostawało niewiele czasu, ale było więcej przestrzeni, spokoju i ciszy, co zwłaszcza dla Zygmunta Szatkowskiego, wyczerpanego psychicznie po przejściach wojennych, było bardzo ważne. Mimo ciężkiej fizycznej pracy tutaj jednak powstało Oblicze Matki, na zamówienie szwajcarskiego wydawnictwa katolickiego Orient und Okzident, i zostało wydane w Zurychu w 1948 r. Drukiem ukazało się tylko niemieckie tłumaczenie książki pt. Das Antlitz der Mutter Bilder und Gedanken zur Geschichte Polens, przygotowane na prośbę ks. Neuwirtha. Na emigracji oczywiście przyjęto książeczkę źle i pisarkę obrzucono obelgami. Sama Zofia Kossak jej nie przeceniała, twierdziła, że "literacko książczyna słaba, ideologicznie słuszna". W Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich znajduje się notatka100 odręczna pisarki, w której czytamy:

W 1948 r. wydałam małą książeczkę Oblicze Matki, która ukazała się tylko po niemiecku [...]. Polskie wydanie nie mogło się ukazać w kraju [...] [i] na emigracji z powodu oburzenia, jakie wywołał jej obiektywizm, przypisujący nasze nieszczęścia polityczne w głównej mierze naszym własnym błędom. Mnie obrzucono obelgami, książkę uznano za zbrodniczą. Trudno. Kiedyś będzie jej oddana sprawiedliwość. Literacko książczyna słaba, ideologicznie słuszna.

W 1955 r. w dyskusji z Janem Bielatowiczem na temat literatury emigracyjnej napisała:

Pisałam ją w 1948 r. Wyrażałam w niej pogląd, że przyczyną nieszczęść Polski był fakt odwrócenia się od Wschodu, miast korzystając z postawienia nas przez Boga na pomoście dzielącym dwa światy, wyciągać życzliwe dłonie zarówno na Wschód, jak i na Zachód. W wyniku tego błędu, zamiast stać się niezbędnym punktem wymiany dóbr materialnych i duchownych, zeszliśmy dobrowolnie do roli oddalonej Pipidówki Zachodu101.

Ta zaskakująco trafna diagnoza wywołała prawdziwą burzę. Ogólnie pisarka była jednak w dobrej formie twórczej i choć dochodziła do 60 lat, to pomysłów miała, jak wyznawała w liście do Hanny i Mariana Kistnerów, co najmniej na lat 20102.

Rzeczywistość Kornwalii, jej codzienność została najlepiej opisana w książce Wspomnienia z Kornwalii. 1947-1957. Niepublikowane wspomnienia znanej pisarki, wydanej staraniem rodziny dopiero w 2007 r. Znajdziemy w niej charakterystykę otoczenia Szatkowskich w Kornwalii, celne obserwacje natury socjologicznej, a czasem pełną dystansu, ironiczną uwagę na własny temat: "On wysoki, o wydatnych rysach, pesymista. Ona znacznie niższa, przysadkowata optymistka"103. Z takim poczuciem humoru zetkniemy się wielokrotnie. Najbardziej chyba jednak urzekają opisy krajobrazu, bardzo nastrojowe i malarskie: "Kornwalia, piękny to kraj, kraj osobliwy. Romantyczny, staroświecki i wspaniały. Ocean wygryza granitowe brzegi na przestrzeni mil nie posiadających żadnego portu prócz dawnej pirackiej przystani w Boscastle"104. Romantyzmu było tak dużo, że potęgował tęsknotę za Polską. Z tej tęsknoty narodził się właśnie wspominany już Rok polski, książka o której Melchior Wańkowicz napisał: "Otrzymawszy od Niej Rok polski w dalekiej Ameryce, przeżyłem wstrząs z gatunku tych, które kazały latarnikowi przeoczyć biegnący czas"105. Autor Ziela na kraterze zobaczył wtedy kolejny erem pisarski, w którym na krajobraz widziany nakłada się pamiętany. Rok polski był pisany na prośbę Jana Nowaka-Jeziorańskiego dla "Radia Wolna Europa" i tam czytano go w odcinkach, mógł go więc wysłuchać polski odbiorca, w czasie, gdy nie było szans na wydanie książki w Polsce. I to było dla pisarki najważniejsze, bo nieustannie wychylona była ku ojczyźnie. Tak często w jej wspomnieniach pojawia się porównanie "jak w Górkach", tzn. pięknie i najbardziej "u siebie". Uważnie śledziła wydarzenia polityczne i na wieść, że tygodnik "Dziś i Jutro" (związany z Bolesławem Piaseckim) w oświadczeniu po aresztowaniu prymasa Stefana Wyszyńskiego i bp. Czesława Kaczmarka pt. Doniosły zwrot (4 listopada 1953 r.) poparł zachowanie rządu prześladującego hierarchów Kościoła, napisała jednoznaczny w wymowie list do "Moich dawnych przyjaciół z tygodnika "Dziś i Jutro""106, który kończyła słowami:

Bezbożny sąd oskarżający biskupów polskich o urojone przestępstwa - w rzeczywistości, że bali się Boga więcej niż ludzi - nie zadziwił nikogo. Lecz jakież stanowisko zajmujecie wobec zbrodni dokonanej wy, katolicy? Zabieracie głos, by przywtórzyć oskarżycielom. Artykuł wasz Doniosły zwrot ("Dziś i Jutro", nr 40) przesądził o waszym wyjściu z katolickiej społeczności. Jak łączycie nazwę swą (katolicki) z postępowaniem? Zawsze można ze złej drogi nawrócić i wrócić. Niech was Bóg ma w swej opiece - Zofia Kossak, Anglia, październik 1953 r.107

Poetyka tekstu, tak znamienna dla autorki Błogosławionej winy, sprawiała, że ocena czynu nie pozostawiała wątpliwości, że był jednoznacznie zły, ale ludziom Zofia Kossak wskazywała drogę poprawy. Związki pisarki z PAX-em to sprawa bardziej skomplikowana i cytowany fragment jest tylko elementem dokumentującym dłuższy i pełen meandrów proces, w którym niekoniecznie najlepszą rolę odgrywał Jan Dobraczyński108. Słusznie napisała Joanna Jurgała-Jureczka, twierdząc: "Najbliższy prawdy był zapewne kardynał Stefan Wyszyński, który zanotował w dniu śmierci pisarki: "Była rzetelną katoliczką. Jeśli drukowała swoje książki w PAX-ie, to tylko dlatego, że nie było innych możliwości""109.

Czas emigracji jednak dobiegał końca. Już w 1955 r., po śmierci "wodza rewolucji", jakby w przeczuciu nadchodzących przemian pisała do córki Anny: "Uważamy śmierć Stalina za bardzo ważne wydarzenie, rodzaj "Deus ex machina". To przyspieszy rozwiązania. Jakie one będą? [...]"110 . Faktycznie w Polsce zmiany po przełomie październikowym w 1956 r. zarysowały możliwość powrotu, pisarka, zresztą jak wiele osób, nieco naiwnie widziała we Władysławie Gomułce męża opatrznościowego. W tym też roku otrzymała od Stowarzyszenia PAX nagrodę literacką im. Włodzimierza Pietrzaka, co miało umocnić jej związki z tym stowarzyszeniem. Już z perspektywy wyjazdu w liście z 5 sierpnia 1956 r. do córki Anny i zięcia Jeana Marie Rosseta stwierdziła: "Inwektywy powitały mnie na emigracji, inwektywy pożegnają. Zawsze byliśmy tutaj jak Twardowski na księżycu"111, dobrze określając obcość środowisk emigracyjnych wobec wybitnej pisarki, tłumaczonej przecież na większość języków europejskich, która jednak odważyła się myśleć inaczej i być mądrą w duchu prawdziwie chrześcijańskim. 22 stycznia 1957 r. państwo Szatkowscy pozostawili romantyczną Kornwalię, sąsiadów i - z największym bólem - ukochane psy. To był dla pisarki prawdziwy problem. Po kilku latach pisała do bliskiej jej Józefiny Łapińskiej: "Nie uwierzysz, jaką tragedią było dla nas rozstanie z naszymi psami w Anglii"112 - psy i konie zawsze były ważne w jej życiu i tyle razy musiała je żegnać. Miesiąc później, 21 lutego, wylądowali na warszawskim Okęciu.

Na lotnisku witała ich mieszkająca w Polsce rodzina, przedstawiciele władz państwowych, środowiska literackiego i mnóstwo kwiatów. Jerzy Zawieyski kąśliwie zauważył: "21 II [19]57: o drugiej wyjazd na lotnisko ze Słonimskim, aby powitać wracającą do kraju Zofię Kossak-Szczucką. Był cały Pax, trochę dziennikarzy, film, radio. Kossak-Szczucka była bardzo wzruszona, wygląda już staro. Jest gruba, siwa, ale robi dobre wrażenie. Powitanie było dla wszystkich wzruszające"113. Zawieyski najwyraźniej się mylił lub był mało spostrzegawczy, gdyż na lotnisku nie było przewodniczącego PAX-u, Bolesława Piaseckiego. Nie było go - bo pisarka sobie jego obecności nie życzyła. W muzeum w Górkach Wielkich pod sygnaturą MG/K/P1/100 60 znajduje się list Piaseckiego z dnia 21 lutego 1957 roku, czyli dnia powrotu Zofii Kossak do Polski, w którym m.in. czytamy: "Szanowna i Droga Pani, w związku z Pani życzeniem niewitania Jej oficjalnie, pozwalam sobie tą drogą wyrazić głęboką radość z powrotu w imieniu Stowarzyszenia PAX i własnym". Ta informacja zaprzecza enuncjacjom Zawieyskiego, gdyż najważniejszej osoby z PAX-u nie było! Ponadto nawet po latach widać piękne, pełne życia i błyszczące wzruszeniem oczy Zofii Kossak. Zapomniał też Zawieyski dodać, że pisarka zakończyła swoje przywitanie na lotnisku: "tysiącletnim polskim pozdrowieniem: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus"114, co cenzura ze wszystkich relacji skwapliwie wycięła, i był to czytelny sygnał, że "władza ludowa" czuwa. Szatkowscy byli powitaniem bardzo ucieszeni, a mowa polska na ulicach wywoływała wielkie wzruszenie.

Zaczęły się męczące spotkania w całej Polsce, na większość z nich przychodziły tłumy czytelników, starszych i młodszych. Przywoływany już Zawieyski notował 26 marca 1957 r. w Dziennikach: "Zabrałem Zofię Kossak i jej męża do Klubu na wieczór autorski. Tłumy ludzi, nie mogliśmy się docisnąć do stołu prezydialnego. Powitałem Zofię Kossak, podkreślając, że mimo odległości zawsze była z nami, że jej książki były i są czytane, co dla pisarza zawsze jest rzeczą najważniejszą"115. Jeśli pisarz na własnym wieczorze autorskim nie może się dopchać do stołu prezydialnego, to taka sytuacja najlepiej świadczy o poczytności jego - oficjalnie zakazanych - książek. Było to tym bardziej zdumiewające, że przecież książki pisarki od dawna były nieobecne na rynku księgarskim, a z bibliotek zostały usunięte. Z pisarzy, na nazwisko których istniał specjalny zapis cenzury w Polsce Ludowej (np. Juliusza Kadena Bandrowskiego, Ferdynanda Ossendowskiego, Ferdynanda Goetla czy Melchiora Wańkowicza), największymi restrykcjami objęto właśnie Zofię Kossak. A przecież wierni czytelnicy nie zawiedli, Zofia Kossak była zasypywana prośbami o spotkania, także od młodzieży szkolnej.

Wreszcie 28 marca państwo Szatkowscy dotarli do Górek Wielkich116.

Byliśmy na cmentarzu, w kościele, w szkole [...], potem u siebie. Drzewa porosły jak wieże. Wierzby nad pustym dziś basenem ogromne. Dom odbudować się nie da, bo na murach buja gaj brzozowy, korzenie rozsadzają. Chciałam ucałować próg, ale gąszcz tarniny zarósł wejście [...]. W ruinach i wokoło domu pełno było kwitnących fiołków, tych babcinych, które się tak powysiewały. Nazbierałam ich mnóstwo117

Tak pisała Zofia Kossak do swoich dzieci, które zostały za granicą. A więc znowu krajobraz po zagładzie, znowu ruina domu i wszechobecna w całym rozkwicie wiosny zieleń drzew. Kiedyś autorka Ku swoim policzyła tracone domy, pisząc do dzieci: "Kośmin, Skowródki, Nowosielica (pierwsze moje mieszkanie "zamężne"), Staro­konstantynów, Lwów, Brody, Krasiczyn, Krasiczyn-Korytniki, Górki, Katowice, Warszawa, Ludna, Warszawa, Idzikowskiego, Radna, Częstochowa, Manor, teraz Trossell"118. A właśnie zaczynał się ciąg dalszy; dawny dwór nie nadawał się do zamieszkania, pozostawał skromny domek ogrodnika, zaniedbany, źle ogrzany, zaczęły się w nim niekończące się remonty, ale miał być już własny i w ukochanym góreckim pejzażu. Jednak nawet dostanie się do "domku" było problemem, bo mieszkał w nim pracownik ­Prewentorium. Trzeba było interwencji u władz województwa i płk. Ziętka. Ostatecznie więc państwo Szatkowscy zamieszkali w "domu ogrodnika", gdzie zaczęli budować nowy kształt własnego życia. Jak pisał Wańkowicz, domy są uparte i niełatwo tracą swą aurę, a dom był dalej w Górkach, tyle że mniejszy. Radością był widok z okna na ogród wiosną i w lecie kolorowy od kwiatów, w zimie pełen ptaków, które obserwowała pisarka z radością. Przylatywał nawet kolorowy dzięcioł, bo państwo Szatkowscy bardzo dbali, by zwierzęta nie cierpiały głodu. Radością były też dwa jamniki, Miki i Zorro, wyjątkowo inteligentne i przyjacielskie. Pisarka nawet wyznała, że pisze w rytm stukających psich ogonów. W liście do córki Anny o swoich jamnikach napisała:

Mają się doskonale. Są gładkie, lśniące, wesołe i mają okropnie przewrócone w głowie. Ich ulubionym miejscem w domu jest parapet okna przy moim biurku, stanowiący doskonały punt obserwacyjny na ogród. Ponieważ jednak dla dwojga jest ciasno, połową są na oknie a połową na biurku. Połową zadnią. Gdyby odwrotnie, pewnie by już umiały nieźle pisać. Pamiętajcie o tym, szczególnie w mojej biografii. Dwa psy na biurku, wachlujące ogonami maszynę119.

Niejako więc na życzenie pisarki wprowadza się do jej biografii tę informację. A przecież zarzekała się już, że nie będzie miała więcej psów! "...Przecież w naszym wieku nie możemy liczyć na to, by żyć dłużej niż pies. Przeciwnie. Co z nim wtedy będzie? Pies to odpowiedzialność. Zbyt dużo musiałam zostawiać psów (jedna wojna, druga wojna, Powstanie, Anglia)"120. Jednak bez psów nie dało się żyć.

Autorka Roku polskiego lubiła pracę w ziemi, kochała jej zapach, z fascynacją obserwowała, jak się budzi nowe życie. Był w tym ślad etosu polskiego ziemiaństwa i miłość do ziemi zapisana w genach. W jej listach znajdziemy nawet wyznanie, że musi się zmuszać do pisania, bo tak bardzo ciągnie ją do ogrodu. Wielką radością nadchodzących lat miały być właśnie praca w ogrodzie, obserwowanie licznie zlatującego się ptactwa i czekanie na przyjazdy wnuków. Ale też miała świadomość, że twórczość jest rodzajem Służby, trudnej i odpowiedzialnej. "Pisanie jest moim zawodem otwierającym drogę do serc czytelników; w czasie wojny formą walki z nieprzyjacielem, w pracy fizycznej wytchnieniem; zawsze poczuciem wykonywania służby społecznej"121. Trud pracy twórczej, nieustanna walka o chwilę czasu, o spokój, wysokie poczucie misji - właściwie walka z samą sobą przez całe życie przewija się w listach i wywiadach pisarki. To też istotna cecha jej osobowości, praca nad sobą.

Za chwilę radości, wytchnienia trzeba było płacić pełną mobilizacją - i tak było zawsze i wszędzie. Wróćmy jednak do głównego wątku naszych rozważań.

Wnuki miały przyjechać już w lecie, więc pośpiech był wskazany. Pisarka bardzo szybko odwiedziła skoczowskiego sąsiada - Morcinka, bo już 22 marca 1957 r. znalazł się jej wpis w skoczowskiej "Księdze Gości": "Z najżywszym wzruszeniem podpisuję się ponownie Zofia Kossak-Szatkowska", a tydzień później, 29 marca, pisarka zjawiła się w Skoczowie u Morcinka już z mężem Zygmuntem Szatkowskim oraz przyjaciółmi, Stanisławem Kunickim i Zdzisławem Sobocińskim, poświadczając znowu swą obecność wpisem w "Księdze Gości". Tegoż roku 21 sierpnia zjechała do skoczowskiego sąsiada wraz z liczną rodziną: córką Anną, jej mężem Jeanem Marie Rosettem i dziećmi: Marią-Anną (4 lata), Jankiem (3 lata) i Michałem (1,5 r.) oraz bratem Witoldem Szatkowskim i jego córką Anną Marią. Autorka Krzyżowców podpisała się żartobliwie "szef ekipy". Tak odnowiona znajomość z dużą intensywnością będzie trwała aż do śmierci autora Wyrąbanego chodnika. Morcinek zresztą nieraz poświadczy nieustającą wdzięczność dla góreckiej sąsiadki. W różnych sprawach pomagał państwu Szatkowskim, czasem doradzał w załatwieniu spraw urzędowych i formalnych, w których zapewne orientował się lepiej i więcej mógł wskórać. A tych było co niemiara. Dopiero w grudniu 1958 r. wstawiono właściwy piec do centralnego ogrzewania, ale często brakowało węgla, ponieważ utrudnienia trwały dalej. Zupełnie kuriozalne było np. pismo, które autorka Wielkich i małych otrzymała 26 października 1959 r. z Wydziału Architektury i Nadzoru Budowlanego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach. Żądano w nim rozebrania i uprzątnięcia "ruin dworu". Oczekiwanie, że dwoje starszych ludzi zajmie się taką ciężką i bezsensowną pracą fizyczną graniczyło z okrucieństwem. Odpowiedź pisarki, bardzo kulturalna i rzeczowa122, stanowi dzisiaj dokument tamtego czasu, ale też pokazuje, ile "trudu" włożono w niszczenie psychiczne państwa Szatkowskich.

Cały tom można byłoby napisać na temat "epopei węglowej", gdyż deputaty opału były bardzo niskie i mieszkańcy "domku ogrodnika" wiecznie marzli. Mirosława Pałaszewska odnotowuje następujące wspomnienie Anny Kazek:

Poznałam Panią Zofię osobiście i to w dosyć dziwnych okolicznościach. Pracowałam kiedyś jako fakturzystka. Przyszła niepozorna kobiecina w chustce na głowie i bardzo pokornie prosiła o dodatkowy przydział węgla. Zapytałam o nazwisko. "Szatkowska" - odpowiedziała. Sprawdziłam, okazało się, że przydział już został wykorzystany, o ona nie dyskutowała, nie protestowała, tylko jeszcze raz powtórzyła: "Proszę, my tam bardzo marzniemy". Kierownik zgodził się, żeby dać jej dodatkowe 500 kg węgla, chociaż było to niezgodne z przepisami (takie były czasy). Nie mogłam się nadziwić, kiedy dowiedziałam się, że ta niepozorna, pokorna kobiecina w chustce, to nikt inny, tylko sławna Zofia Kossak123.

O skromności znakomitej pisarki świadczyły też świadectwa innych mieszkańców. Józef Jaworski, który palił w piecach u państwa Szatkowskich i dbał o ich ogród, we wspomnieniu napisał:

Lubiła psy, z którymi chodziła na spacer po Górkach. Była drobna, ubrana z wiejska, z chustką na głowie, uprzejmie rozmawiająca z ludźmi, wydawała się taka skromna, aż trudno uwierzyć, że reprezentuje sobą tak wiele. Jednakowo traktowała ludzi, niezależnie od ich pozycji społecznej. Chodziła na spacer w gumiakach. Ludzie dziwili się, że taka wielka pisarka chodzi w gumiakach nawet do kościoła, kiedy padał deszcz124.

Wróćmy do spraw zaopatrzeniowych. I w zbiorach muzeum w Skoczowie, i w muzeum góreckim zachowały się ważne dokumenty świadczące o zaangażowaniu pisarza w sprawy "grzewcze" domku ogrodnika. Wprawdzie Gustaw Morcinek nie był już posłem, to jednak jego nazwisko nadal wiele znaczyło. Poprosił o pomoc inż. Antoniego Burę, przyjaciela z lat młodzieńczych125, związanego z Ministerstwem Górnictwa i Energetyki, a jednocześnie wykładającego w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Krakowie. Bura był człowiekiem kulturalnym, oczytanym, znał powieści Zofii Kossak i wysoko je cenił. Gdy Morcinek opisał mu skomplikowaną sytuację mieszkaniową pisarki, natychmiast zaangażował się w pomoc. W grudniu 1960 r., gdy mrozy były wysokie, Morcinek wskazywał drogę do zdobycia opału: uzyskanie zaświadczenia z gminy, ile trzeba koksu do ogrzania domku plus informacja, że nie ma takiej ilości w składnicy w Górkach, a następnie trzeba przesłać oba pisma wraz podaniem do Okręgowego Przedsiębiorstwa Handlu Opałem na adres inż. Bury w Katowicach, który pokieruje dalej sprawami. Antoni Bura wkrótce zaprzyjaźnił się z autorką Dziedzictwa i od 1960 do 1967 r. wysyłał listy, układające się w swoistą opowieść węglową z Morcinkiem w tle126. Bura radził, kiedy i do kogo adresować pisma, zawsze pośredniczył w ich przekazywaniu, troskliwie wypytywał, czy koksu starcza, pisarka odwdzięczała się nowo wydanymi książkami, które inżynier zawsze przyjmował z wielką radością. Przytoczmy tylko dwa fragmenty listów. I tak, w październiku 1960 r. Antoni Bura pisał: "Wielce Szanowna Pani, za bardzo miły list bardzo serdecznie dziękuję! Zarazem... donoszę, iż w sobotę tj. 8 X br. o godz. 15-tej razem z p. Gustawem Morcinkiem pojawimy się w Górkach", rok później zaś, 13 października 1961 r., informował: "Uprzejmie donoszę, iż w najbliższą niedzielę tj. 15 października zamierzamy razem z p. Gustawem Morcinkiem urządzić zajazd na Państwa ­spokojny dom i zakłócić panującą w nim ciszę". Podobnych fragmentów świadczących o pogłębiającej się znajomości można by przytoczyć o wiele więcej; takich mówiących o zapotrzebowaniu na koks też. Znajomość i korespondencja trwały także po śmierci autora Wyrąbanego chodnika; cezury czasowe wyznaczały kolejne książki Zofii Kossak, zwłaszcza Troja Północy i tomy Dziedzictwa - przyjmowane z wdzięcznością, oraz chłody doskwierające mieszkańcom Górek od jesieni po wiosnę. Dzisiaj taka sytuacja może się wydawać absurdalna, może się kojarzyć z kiepskim socem o tępieniu wroga klasowego, ale jeszcze dzisiaj tamte słowa autorki Krzyżowców: "...bo my tu marzniemy" brzmią przejmująco i boleśnie.

W związku z Morcinkiem należy napisać o jeszcze dwóch sprawach. W sierpniu 1961 r. autor Wyrąbanego chodnika obchodził siedemdziesiąte urodziny. Uroczystości zaczęły się w Skoczowie 23 sierpnia, w Sali Ratusza, a wśród zgromadzonych osób była oczywiście Zofia Kossak. Wtenczas właśnie do skromnej książeczki przygotowanej przez katowickie Wydawnictwo "Śląsk" napisała bardzo ważny tekst pt. Jak to się stało, że Morcinek nazywa mnie matką chrzestną? Zawarła w nim w równym stopniu pochwałę pisarza, jak i hymn na cześć Śląska Cieszyńskiego. W muzeum góreckim znajduje się bardzo interesujący tekst: widzimy u góry pierwszej strony notatkę "Spotkanie z czytelnikami" i datę "25 sierpnia 1961", więc pisany był w nurcie uroczystości rocznicowych autora Wyrąbanego chodnika. Postać i twórczość Morcinka zostały usytuowane na szerokim historycznym tle, a dokonana przez pisarkę analiza wskazała najważniejsze momenty w biografii Morcinka, decydujące o całym jej kształcie. W czasie jubileuszu doszło też do nieporozumienia, gdy pojawiła się zazdrość ze strony autora Czarnej Julki, ponieważ bp Bolesław Kominek przekazał gratulacje jubileuszowe jedynie nieoficjalnie przez Zofię Kossak, a nie w sposób oficjalny. W liście do Jana Kuglina127 z goryczą pisał: "ks. biskup Kominek, dlatego nie wysłał mi życzeń depeszą czy listem, by mnie nie narazić na jakiekolwiek nieprzyjemności ze strony władz czy zgoła partii...". Zupełnie nie rozumiał, dlaczego z autorką Błogosławionej winy duchowieństwo katolickie utrzymuje oficjalne kontakty, a z nim nie. Wszak jak kiedyś przyjeżdżał do Górek bp Adamski, tak teraz przyjeżdżał bp Herbert Bednorz i nawet długo przy furtce rozmawiali z pisarką, budząc niepokój funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa128, a zaufanie bp. Kominka potwierdza tę sytuację.

Kontakty z Morcinkiem to nie była jednak jedyna forma uczestniczenia pisarki w życiu literackim. Góreckie archiwum pełne jest listów nie tylko Jana Dobraczyńskiego, Władysława Grabskiego czy Marii Dąbrowskiej, ale często nawet przygodni autorzy pro­sili ją o radę, a niektórzy o wsparcie finansowe (np. Maria Wardasówna); tylko katowickie środowisko literackie nie utrzymywało z nią żadnych kontaktów. By jednak dokończyć wątek Morcinkowy, trzeba jeszcze dodać, że pisarz zmarł 20 grudnia 1963 r. W audycji radiowej nagrywanej zaraz po podaniu wiadomości o śmierci autora Ondraszka Kossak-Szatkowska mówiła z bólem i bardzo osobiście o autorze Narodzin serca. Także o tym, ile jeszcze mógł napisać, jaki był w nim potencjał twórczy. Państwo Szatkowscy na świecką ceremonię pogrzebową do Cieszyna ostatecznie nie pojechali, ze względu na bardzo ostrą zimę. Magdalena Samozwaniec na wiadomość od Zofii Kossak napisała: "Szkoda Morcinka! Ale cóż - starzy odchodzą - młodzi płodzą - czasem utwory nikczemnie nieudane (to tak na pociechę). Trzymajmy się!"129. W owym "Trzymajmy się!" była swoista pociecha, ale słowa świadczą zarazem o sporej sympatii dla autora Wyrąbanego chodnika. Zofia Kossak wspominała, że ilekroć przejeżdżali przez Skoczów, patrzyli z sentymentem w okna Morcinkowego domu i nawet jeśli do niego nie wstępowali, to cieszyli się, że "Gustlik pracuje" - teraz i to się zamknęło.

Napisano tu trochę więcej na temat relacji między autorką Nieznanego kraju i autorem Wyrąbanego chodnika celowo, by uwydatnić ten rys jej charakteru, jakim było bezinteresowne wspieranie drugiego człowieka, któremu mogła pomóc radą i doświadczeniem. I choć w jej życiu pojawiło się wiele osób parających się pisaniem, to ta sytuacja była wyjątkowa: można zaryzykować twierdzenie, że gdyby nie pomoc i rady Zofii Kossak, Morcinek nie zaistniałby w literaturze ogólnopolskiej. Mógłby zostać jednym z wielu lokalnych twórców.

Bez względu jednak na istniejące warunki Zofia Kossak powróciła do pracy literackiej. Już w 1958 r. wydawnictwo Iskry zwróciło się z propozycją wznowienia Topsego i Lupusa po dokonaniu korekt koniecznych w nowej rzeczywistości politycznej. Kolejną pozycją była wydana, wspólnie z Zygmuntem Szatkowskim, Troja Północy, książka bardzo erudycyjna, oparta na rzetelnych materiałach źródłowych opowieść o Słowianach połabskich i ludach serbskich, nawracanych przemocą na chrześcijaństwo przez Germanów od X do XII w. Wówczas ta tematyka była słabo obecna w świadomości badaczy i czytelników i książka Szatkowskich jako pierwsza podejmowała zagadnienie. Trzy lata później ukazał się Ognisty wóz, czyli osiem opowieści - od biblijnych czasów Balaama, poprzez dzieje Księstwa Cieszyńskiego, a potem okupacyjną i powstańczą Warszawę, aż po czasy stalinowskie - pokazujących obecność Najwyższego w świecie. Czasem tajemnie, w znakach prawie niedostrzegalnych, a czasem z porażającą siłą. Sama pisarka nazwała je "drobiazgami", ale to drobiazgi piękne i nakłaniające do refleksji. W tomie miały się jeszcze znaleźć Boże motory, opowieść o św. Stanisławie ze Szczepanowa, ale cenzura tekst zakwestionowała130. Podobnie było z bardzo interesującym opowiadaniem Zmartwychwstał prawdziwie o starej Jewdokji Maksymownej, która komentuje polecenie władz sowieckich o modlitwie za umierającego Stalina.

Były też nieustające powroty do Dziedzictwa, gdyż zamierzeniem pisarki było doprowadzenie sagi do czasów jej współczesnych, ale w tomie trzecim, napisanym już wspólnie z mężem, akcja dochodzi tylko do czasów powstania styczniowego. Część druga ukazała się w 1964 r., trzecia w 1967 r. Na resztę nie starczyło już życia i sił. Dla dzieci napisała także popularne gawędy o Kochanowskim: Pod Lipą (Warszawa 1962) oraz tom opowiadań Prometeusz i garncarz (Warszawa 1963).

Generalnie jednak pisarka była zadowolona z "zakopania" się w Górkach, o czym wielokrotnie pisała w listach do bratowej Marychny. To bycie "zakopaną" pozwalało na dystans do zachowań PAX-u, jak i do wielkiej polityki, choć czasem Zofia Kossak musiała zabrać głos. I tak było w 1964 r., gdy podpisaniem "Listu 34", będącego protestem przeciwko cenzurze obejmującej wszystkie dziedziny twórczości, jasno określiła ona swój stosunek do rzeczywistości. List został skierowany do premiera Józefa Cyrankiewicza i złożony 14 marca przez Antoniego Słonimskiego w Urzędzie Rady Ministrów. Mimo różnych podszeptów pisarka podpisu nie wycofała ani się go nie wyparła. Był to gest bardzo radykalny131.

Jeszcze większą odwagą Zofia Kossak wykazała się, odrzucając w 1966 r. Nagrodę Państwową z okazji "Święta Odrodzenia Polski 22 lipca", przyznaną za osiągnięcia w "dziedzinie powieści historycznej"132. Pisarka nagrody nie przyjęła, spokojnie i z wielkim taktem odmówiła, pisząc, że jest pisarką katolicką i w sytuacji, gdy peregrynacja obrazu Najświętszej Maryi Panny związana z obchodami tysiąclecia chrztu Polski została zakłócona przez władze państwowe, przyjąć nagrody nie może. Użyła określenia "znieważenie kultu Matki Bożej", nie pozostawiając złudzeń co do własnej oceny wydarzeń. Komitet Nagród Państwowych nie krył zaskoczenia, prof. Janusz Groszkowski, skądinąd wybitny uczony, podjął się mediacji i próbował nakłonić pisarkę do zmiany decyzji, ale ona zdania nie zmieniła. Postawa autorki Roku polskiego spotkała się z wielkim uznaniem zarówno czytelników133, jak i duchowieństwa. Prymas Stefan Wyszyński odczytał list Zofii Kossak na spotkaniu episkopatu Polski i zebrani nagrodzili go brawami. A katowicki hierarcha ks. Herbert Bednorz był pod wrażeniem zarówno ewolucji poglądów pisarki, bacznie obserwującej wszystko, co się w "Polsce Ludowej" dzieje, jak i jej "odwagi i bojowości"134. Jak widać, czas i przejścia nie osłabiły ducha autorki Protestu135.

W 1967 r., 13 sierpnia, na terenie obozu koncentracyjnego Auschwitz odbywały się szczególne uroczystości i kanadyjscy więźniowie poprosili pisarkę, by została matką chrzestną ich sztandaru; ojcem chrzestnym był Franciszek Gajowniczek, za którego o. Maksymilian Kolbe poszedł na śmierć. Zofia Kossak wyraziła zgodę, ale przypłaciła to pogorszeniem stanu zdrowia. Wzruszona, po mszy świętej zasłabła. Nasiliły się dolegliwości kardiologiczne. Zmarła 9 kwietnia 1968 r. w szpitalu w Bielsko-Białej. Ceremonię pogrzebową prowadził biskup Herbert Bednorz, który mówił o autorce Krzyżowców pięknie i mocno, że "była zbudowaniem dla swoich".

"Wielki Czwartek 1968 r. Jeszcze się zima z wiosną przesila, jeszcze na pobliskich górach leżą śniegowe płaty, ale wieje już zapachem pobudzonej słońcem przedwiosennym ziemi i w zacisznych nasłonecznionych miejscach wyrasta nieśmiałą zielenią pierwsza trawa"136 - pisał ks. Andrzej Sapiński w "Gościu Niedzielnym", w stylistyce tak bardzo przypominającej Rok polski, ale to był dzień pogrzebu autorki Nieznanego kraju, którą tak żegnały Górki Wielkie i cały beskidzki świat.

Na górecki cmentarz odprowadzali ją tłumnie duchowni, siostry zakonne, mieszkańcy Górek, młodzież, delegacje i literaci, choć tych ostatnich było niewielu - z Katowic nie przyjechał nikt. Tele­gramami pożegnali ją kardynał Stefan Wyszyński, ks. Jan Zieja, bp Kazimierz Majdański, Roman Brandstaetter, Jarosław Iwaszkiewicz, Władysław Jan Grabski, Kazimiera Iłakowiczówna, Jan Parandowski, a także Zofia i Melchior Wańkowiczowie, których list tchnął prawdziwym bólem. Napisali: "Uderzeni w samo serce wiadomością o zgonie wielkiej pisarki, człowieka bez skazy, wiernego przyjaciela, czujemy się jeszcze bardziej osamotnieni, brak nam na co dzień świadomości, że żyje, pisze [...] jesteśmy myślami przy Was wszystkich i przy tej trumnie137".

Te uczucia podzielało zapewne wiele osób, przyszło przecież mnóstwo listów i telegramów. Wojciech Żukrowski, przemawiając nad otwartą mogiłą, zawołał dramatycznie: "Ludzie, czy wiecie, kogo żegnamy? Znaliście ją ze sklepu, z autobusu, z drogi, z kościoła, przyzwyczailiście się do Niej jako do współparafianki, do sąsiadki. A to był wielki pisarz! Z tych największych, na miarę Sienkiewicza!"138. Wielka pisarka została na zawsze w Górkach Wielkich, jak sobie tego życzyła, otoczył ją krajobraz, który wydał się kiedyś najpiękniejszy na świecie, choć były głosy, że powinna spocząć koło Henryka Sienkiewicza w krypcie katedry św. Jana w Warszawie.

Kończyło się wszystko, tylko nie słowo, zostało na zawsze, wciąż odnajdywane przez kolejne pokolenia czytelników. A napis na jej mogile - "Niech mowa wasza będzie: tak, tak - nie, nie, a co nadto jest, od Złego pochodzi, Ew. Mt. 5,37" - przypomina, że najważniejsza jest prawda.

* * *

Owdowiały mjr Zygmunt Szatkowski (zmarł w 1976 r.), gdy podniósł się z najcięższej żałoby, podjął starania o stworzenie w "domku ogrodnika" Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej, do czego zachęcali go krewni i przyjaciele. Przy wsparciu i pomocy dr. Ludwika Brożka, wówczas kierownika Oddziału Zabytkowego Biblioteki Śląskiej w Katowicach z siedzibą w Cieszynie, podjęto decyzję o wyborze materiałów i nadano im pewien ład. Muzeum otwarte zostało w 1970 r., a w trzy lata później stało się częścią Muzeum Śląska Cieszyńskiego, a Pan Major był dożywotnio jego kustoszem. O pamięć pisarki z wielkim zaangażowaniem dbał też proboszcz górecki, ks. Szczepan Wróbel.

Zofia Kossak za działalność na rzecz Żydów otrzymała pośmiertnie, w 1982 r., odznaczenie Sprawiedliwy wśród narodów świata, przyznawane przez Instytut Pamięci Bohaterów i Męczenników Yad Vashem w Izraelu od 1962 r.139 Medal przyznano pisarce na podstawie świadectwa Maurycego Gelbera (nazwisko z czasu okupacji - Aleksander Artymowicz), który w czasie okupacji przez pół roku ukrywał się w mieszkaniu Zofii Kossak140.

Od 2010 r. działa Fundacja im. Zofii Kossak, powołana przez dzieci pisarki, Annę i Witolda, prowadząca Centrum Kultury i Sztuki "Dwór Kossaków". Fundacja przestała działać w 2023 r.

W dniu 24 kwietnia 2018 r. Senat RP uczcił pamięć Zofii Kossak specjalną konferencją poświęconą życiu oraz twórczości autorki Legnickiego pola, a 11 listopada tegoż roku Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył Zofię Kossak pośmiertnie Orderem Orła Białego.

Do kolejnego upamiętnienia doszło w 2022 r., gdy w siedemdziesiątą rocznicę powstania "Żegoty" i pięćdziesiątą czwartą rocznicę śmierci pisarki jej mogiłę w Górkach Wielkich Instytut Pamięci Narodowej odznaczył plakietką "Grób weterana walk o wolność i niepodległość Polski".

Książki Zofii Kossak nieustannie wznawia w starannym opracowaniu Instytut Wydawniczy PAX w Warszawie, podobnie jak lubelski Instytut Edukacji Narodowej Servire Veritati. A zainteresowanie nimi, jeśli sądzić po opiniach z wortalu "lubimyczytać.pl", jest na stabilnym poziomie. Może nie jest to wielka popularność, ale istnieje grono osób o wyrobionym smaku literackim, które w lekturze dzieł autorki Przymierza znajduje sporą satysfakcję.

Dalsza część w wersji pełnej

Krystyna Heska-Kwaśniewicz. Twórcze życie Zofii Kossak

1 Cyt. za: J. Jurgała-Jureczka, Dzieło jej życia. Opowieść o Zofii Kossak, Częstochowa 2007, s. 15.

2 Cyt. za: A. Fenby-Taylor, B. Bittner-Burkot, Zofia Kossak Szczucka-Szatkowska, Górki Wielkie 2016, s. 12.

3 Tak podaje Zofia Kossak w odpowiedzi na ankietę Instytutu Badań Literackich PAN w Warszawie w 1956 r. (Zofia Kossak, Listy, Lublin 2017, s. 163).

4 Z. Kossak-Szczucka-Szatkowska, Nasze drogi, "Gość Niedzielny" 1935, nr 7, s. 86.

5 Niektóre źródła podają 1911 r.

6 Sama nie lubiła tej książki, uważała ją za niedojrzałą, raził ją stosunek do sprawy "ruskiej", tj. ukraińskiej.

7 Zob. B. Pytlos, "Córa Sienkiewicza" czy "Alicja w krainie czarów". Z dziejów recepcji twórczości Zofii Kossak, Katowice 2002, s. 16.

8 Z. Kossak, Pożoga, Katowice-Cieszyn 1990, s. 298.

9 Jerzy Kossak (1886-1965), malarz, syn Wojciecha i Marii z Kisielnickich.

10 Jej juwenilia, także takie jak młodzieńcza powieść Jak pedagog chorował, zdradzały żywy zmysł obserwacji i dużą wrażliwość na przyrodę.

11 T. Sinko, Niepospolita książka, "Czas" 1922, nr 221, s. 2.

12 T. Kossak, Wspomnienia wojenne. 1918-1920, Lublin 2018.

13 M. Samozwaniec, Zalotnica niebieska, Kraków 1973, s. 123.

14 Z. Kossak, Jak się to stało, że Morcinek nazywa mnie matką chrzestną [w:] Gustaw Morcinek w 70-lecie urodzin, red. T. Kijonka, J. Górdziałek, Katowice 1961, s. 16-17.

15 A. Fenby-Taylor, B. Bittner, Zofia Kossak Szczucka-Szatkowska..., s. 149 [nlb.].

16 Z. Kossak, Dlaczego Gustaw Morcinek..., s. 17-18.

17 W audycji radiowej nagranej po śmierci Gustawa Morcinka; nie udało się ustalić bliższych danych; rozmowa w posiadaniu dr Joanny Jurgały-Jureczki.

18 Ibidem.

19 Gustawa Morcinka listy do Alfreda Jesionowskiego z lat 1932-1935, red. S. Wilczek, Katowice 1973, s. 17.

20 Z. Kossak, Dlaczego Gustaw Morcinek..., s. 18.

21 A. Szatkowska, Był dom. Wspomnienia..., Kraków 2006, s. 41.

22 S. Hadyna, Przez okna czasu. Jasnowidząca z Wisły, Kraków 1993.

23 K. Heska-Kwaśniewicz, Zofia Kossak o katowickich biskupach: Arkadiuszu Lisieckim i Stanisławie Adamskim, "Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne" 2002, t. 36, z. 1, s. 252-257.

24 Na temat korespondencji pisarek zob. M. Pałaszewska, Listy Zofii Kossak do Marii Dąbrowskiej, "Ruch Literacki" 1994, z. 5-6, s. 540.

25 Ibidem. Data dzienna listu: 4 I 1932.

26 List Marii Dąbrowskiej z dnia 16 VIII 1963, Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich MG/R/D1/0001. Pani kustosz Dianie Pieczonce-Giec dziękuję za pomoc w odnalezieniu tego listu.

27 M. Wańkowicz, W Górkach Wielkich [w:] Zwyczajna świętość. Wspomnienia o Zofii Kossak..., s. 19-20.

28 Zbigniew Pronaszko (1885-1958), polski malarz, scenograf, karykaturzysta.

29 "Czartak" (1922-1928) - czasopismo literackie związane z Emilem Zegadłowiczem i grupą artystyczną o tej samej nazwie. Wypowiedź Sztaudyngera może sugerować związek pisarki z "Czartakiem", jednak Zofia Kossak nigdy nie była z pismem ani z grupą związana, tylko raz na prośbę Gustawa Morcinka ogłosiła w piśmie utwór literacki. Tu trzeba sprostować twierdzenie Krzysztofa Dybciaka (K. Dybciak, Pisarz, który został papieżem. Twórczość Karola Wojtyły - Jana Pawła II, Warszawa 2020, s. 16).

30 J.I. Sztaudynger, U Pani Kossak-Szczuckiej [w:] Zwyczajna świętość. Wspomnienia o Zofii Kossak..., s. 16.

31 Culture.pl/pl/tworca/zofia-kossak-szczucka, dostęp 15 IV 2022.

32 J.I. Sztaudynger, Kantyczki śnieżne, Poznań 1934, s. [nlb. 22].

33 Zofia Kossak-Szczucka o powołaniu pisarza katolickiego, "Dziennik Poznański", 10 IV 1938, s. 10.

34 Bucze - znana Szkoła Instruktorek Harcerskich kierowana przez hm. Józefinę Łapińską.

35 Józef Kret (1985-1982), pedagog, harcerz, twórca Uniwersytetów Ludowych w Polsce.

36 A. Kamiński, Wspomnienie o Pani Zofii..., s. 107.

37 Cyt. za: A. Fenby-Taylor, B. Bittner, Zofia Kossak Szczucka-Szatkowska..., s. 149 [nlb].

38 Pisze o tym obszerniej Zofia Budrewicz (Z. Budrewicz, Czytanka literacka w gimnazjum. Geneza, struktura, funkcje, Kraków 2003).

39 Zob. S. Pigoń, Z ogniw życia i literatury. Rozprawy, Wrocław 1961, s. 420-448. Zob. też A. Czajkowska, Z czego są zrobione powieści wybitne? Przykład Sukni Dejaniry Zofii Kossak [w:] Sztaluga i pióro. Księga pamiątkowa ku czci profesora Wacława Pyczka, red. Wojciech Kruszewski, Lublin 2020, s. 41-52.

40 Z. Kossak, Rok polski, Warszawa 1997, s. 96.

41 Był to pseudonim zupełnie kuriozalny, ponieważ kojarzył się natychmiast z gen. Władysławem Sikorskim. Władysław Bartoszewski twierdzi, że pod jego wpływem pisarka zmieniła pseudonim na "Śliwińska" (W. Bartoszewski, Środowisko naturalne..., s. 157).

42 Biuletyn "Kamyka", Z prof. Marią Straszewską o "Biuletynie Informacyjnym" i jego naczelnym redaktorze Aleksandrze Kamińskim rozmawia Paweł Wroński. "Gazeta Wyborcza" 8-9 II 2003, s. 16.

43 "Biuletyn Informacyjny" 19 I 1940, s. 3.

44 "Biuletyn Informacyjny" 3 V 1940, s. 66.

45 Mowa o aresztowaniu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (S. Urbańczyk, Uniwersytet za kolczastym drutem (Sachsenhausen - Dachau), Kraków 1946).

46 Listy z Dachau. Gustaw Morcinek do siostry Teresy Morcinek, wstęp i opracowanie K. Heska-Kwaśniewicz, L. Sadzikowska, tłum. M. Szalonek, Katowice 2016, s. 103, Oddział Instytutu Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.

47 Wszystkie te przypadki opisuje J. Jurgała-Jureczka, Dzieło jej życia...

48 Cyt. za: Eadem, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna, Warszawa 2014, s. 149.

49 Dokładnie przebieg wydarzenia opisała Mirosława Pałaszewska (Z. Kossak, Konspiracyjna "Weronika", słowo wstępne i wybór M. Pałaszewska, Warszawa 2021, s. 76-80).

50 S. Korboński, Bohaterowie Państwa Podziemnego - jak ich znałem, Warszawa 1990, s. 86-87.

51 W. Bartoszewski, Środowisko naturalne. Korzenie..., s. 156; zob. też J. Karski, Tajne Państwo, Warszawa 1999.

52 A. Szatkowska, Był dom..., s. 100.

53 T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945, Warszawa 1982, s. 111 i n.

54 Zob.: J. Błoński, Biedni Polacy patrzą na getto, Kraków 1996, s. 97; M. Janion, Do Europy - tak, ale razem z naszymi umarłymi, Warszawa 2000, s. 144-145; S. Buryła, Katoliczka, patriotka, antysemitka, "Gazeta Wyborcza" 24-26 XII 2008; A. Klich, współpraca E. Furtak, Spór o Zofię Kossak, "Wysokie Obcasy", dodatek do "Gazety Wyborczej" 26 III 2007.

55 Protest [cyt. za:] Zofia Kossak w Polsce Podziemnej, oprac. M. Pałaszewska, S. Jończyk, Warszawa 1999, s. 207.

56 M. Kann, Na Weronikę można było zawsze liczyć [cyt. za:] Zwyczajna świętość..., s. 42-43.

57 Cyt. za: B. Bitner-Burkot, A. Fenby-Taylor, Zofia Kossak Szczucka-Szatkowska, s. 98-99 [nlb.]

58 Z. Kossak, Przepełniona miara, "Przegląd Katolicki", 1991, nr 24 s. 4-5. Wspomnienie o księdzu Janie Ziei pt. Przepełniona miara powstało w 1953 r. w Anglii, opublikowane zostało w 1991 r., po śmierci duchownego, na łamach "Przeglądu Katolickiego"; cytaty pochodzą z: Z. Kossak, W Polsce Podziemnej..., s. 324-329.

59 Ks. Jan Zieja, Życie Ewangelią: Spisane przez Jacka Moskwę, Kraków 2010, s. 166. Pisze o tym też J. Moskwa, Niewygodny prorok. Biografia ks. Jana Ziei, Kraków 2020, s. 181-182.

60 Ibidem, s. 189.

61 List do Witolda Szatkowskiego pisany z Trossell 8 I 1949 r.; za informację dziękuję także dr Joannie Jurgale-Jureczce.

62 A. Kępiński, Refleksje oświęcimskie, Kraków 1968.

63 Z. Kossak, Z otchłani, Częstochowa-Poznań 1946, s. 24.

64 Por. S. Rachwałowa, Pobyt w KL Auschwitz i działalność w Ruchu Oporu [w:] Zwyczajna świętość..., s. 73.

65 Ibidem.

66 Ibidem, s. 57.

67 Nieustanna modlitwa pisarki irytowała niektóre więźniarki (M. Ślisz-Oyrzyńska, Życie religijne więźniarek, [w:] Zwyczajna świętość..., s. 72).

68 Kopia oryginalnego dokumentu przechowywanego w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, Dział Dokumentacji Archiwalnej, Akta Instytutu Higieny, seg.14, s. 30, znajduje się w posiadaniu dr Beaty Gdak, za którą cytuję informację.

69 A. Szatkowska, Był dom..., s. 344.

70 Zob. http://daszynski2018.pl/2018/11/27/wspomnienie-janusza-rolickiego-o-katarzynie-laniewskiej/, dostęp 15 IV 2022.

71 Cyt. za: Zofia Kossak w Polsce Podziemnej..., s. 45.

72 Wydarzenie zostało dokładnie opisane w książce Leona Wanata (L. Wanat, Za murami Pawiaka, Warszawa 1976).

73 A. Czuperska-Śliwicka, Cztery lata ostrego dyżuru, Warszawa 1978, s. 126.

74 Nieco inaczej zrelacjonował tę wizytę Michał Wojewódzki w książce W tajnych drukarniach Warszawy 1939-1944. Wspomnienia (Warszawa 1978).

75 A. Kamiński, Wspomnienie o Pani Zofii..., s. 113.

76 Dokument znajduje się w zbiorach Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich.

77 Ten czas Anna Szatkowska - związana z Hufcami Polskimi - opisała w znakomitym "dzienniku powstańczym", włączonym do wspomnieniowej opowieści Był dom. Wspomnienia (Kraków 2006).

78 A. Szatkowska, Był dom..., s. 274.

79 Ibidem, s. 265. Niezwykła historia tego obrazu stała się tematem opowiadania Naglące wołanie, poświęconego ocaleniu wizerunku Maryi, który miał niewielką "wartość artystyczną", lecz przedziwną moc.

80 Ciocia Marychna - Maria Kossak z d. Musielewicz, żona Zygmunta Kossaka - młodszego brata Zofii Kossak (A. Szatkowska, Był dom...).

81 Zob. https://czestochowa.niedziela.pl/artykul/64819/48-rocznica-smierci-ks-A-Marchewki, dostęp 16 VI 2022.

82 Nie jest prawdą, że pisarka mieszkała w tzw. pokojach królewskich Klasztoru Jasnogórskiego, jak twierdzi Tomasz Polak (https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/4788/1/Porzucic_etyczna_arogancje.pdf, dostęp 16 VI 2022, s. 74). Por. E. Wróbel, Zofia Kossak i Częstochowa. Dopowiedzenia, "Nowe ślady", oprac. i red. L. Dudkiewicz, Częstochowa 2019, s. 87-105.

83 A. Szatkowska, Był dom..., s. 303.

84 Szczątki Anny z Kisielnickich Kossakowej zostały ponownie ekshumowane i pochowane na cmentarzu w Górkach Wielkich obok męża - Tadeusza Kossaka - zmarłego w 1935 r.

85 A. Szatkowska, Był dom..., s. 308 i n.; zob. też A. Bugnon-Rosset, Z "białych plam" w życiorysie Zofii Kossak. (Wspomnienia córki), "Tygodnik Powszechny" 1988, nr 15-16.

86 Jednak córka Bermana, Lucyna Tychowa, w rozmowie z Andrzejem Romanowskim stwierdziła, że ojciec "cenił Kossak-Szczucką jako pisarkę, wzruszył się jej odezwą z czasów okupacji - mimo że dowiedział się z niej, że jest odwiecznym wrogiem Polski i że po wojnie będzie jeszcze większym wrogiem. Tak, wiedział o tym wszystkim, ale jedocześnie chciał ją uchronić jako człowieka". Lucyna Tychowa była pełna żalu do Anny Szatkowskiej, że przedstawiła Jakuba Bermana jako osobę interesowną. Podobno nie mógł mówić "otwartym tekstem" i nie powiedział za co i jakie niebezpieczeństwo grozi (L. Tychowa, A. Romanowski, Tak, jestem córką Jakuba Bermana, Kraków 2016, s. 151). Z kolei Anna Sobór-Świderska, autorka książki Jakub Berman. Biografia komunisty (Warszawa 2009), twierdzi, że było to polecenie bezwzględne (s. 161-162). Zob. też: P. Skibiński, Boży szaleniec w czasach Zagłady. Zofia Kossak-Szczucka, "Biuletyn IPN" 2017, nr 12, s. 59-70; M. Stępień, Wyproszona z kraju. O Zofii Kossak-Szczuckiej, "Zdanie" 2004, nr 1/2, s. 73-75.

87 Z. Nowakowski, Z. Kossak-Szczucka pisze o Oświęcimiu, "Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza" 1945, 28 VIII 1945.

88 M. Wańkowicz, Nowakowski contra Zofia Kossak [w:] idem, Zupa na gwoździu doprawiona, Warszawa 1972, s. 377-379.

89 List w zbiorach Muzeum Gustawa Morcinka w Skoczowie.

90 List z 1 III 1946, w zbiorach Muzeum Gustawa Morcinka w Skoczowie. Do wyjazdu do Stanów Zjednoczonych nakłaniał Zofię Kossak Marian Kister, który był znanym wydawcą warszawskim, wraz z Melchiorem Wańkowiczem prowadził Towarzystwo Wydawnicze "Rój". W 1939 r. służbowo wyjechał do Londynu i na wieść o wybuchu wojny zdecydował się z rodziną na zamieszkanie w Stanach Zjednoczonych. Tu założył wydawnictwo Roy Publishers, które dopiero po wydaniu w 1944 r. Bez oręża Zofii Kossak odniosło wielki sukces na rynku amerykańskim. Kister był pewien, że Zofia Kossak cieszyłaby się w Stanach pewnym powodzeniem.

91 J. Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna, Warszawa 2014, s. 192.

92 List Morcinka do Aleksandra Kamińskiego z dnia 20 I 1947, w zbiorach Muzeum Gustawa Morcinka w Skoczowie.

93 Dr Adam Cyra, Dr Władysław Dering. Auschwitz. Brytyjskie więzienie. Niesprawiedliwe oskarżenia, https://www.tysol.pl/a29886-dr-adam-cyra-dr-wladyslaw-dering-auschwitz-brytyjskie-wiezienie-niesprawiedliwe-oskarzenia, dostęp 20 VI 2022.

94 Zob. też: M.J. Olszewska, O wierności sobie. Zofii Kossak-Szczuckiej trudne doświadczenia emigracyjne: przypomnienie, "Język - Szkoła - Religia" 2014, nr 9/2, s. 84-105.

95 Mimo iż powieść została napisana po polsku, pierwsze wydanie ukazało się w języku angielskim.

96 Z korespondencji z Romanem Lasockim dowiadujemy się, że pisarka zamierzała napisać większy cykl powieściowy, w którym kolejne tomy miały nosić tytuły Prawo (o Mojżeszu), Dom AnnyCórki Zofii. Tam też znajduje się bardzo interesujące wyznanie o procesie twórczym (Zofia Kossak. Na emigracji, oprac. M. Pałaszewska. Warszawa 1998, s. 182).

97 M. Wańkowicz, Wspomnienia o Zofii Kossak [w:] Zwyczajna świętość..., s. 122. W tym tekście także znakomita charakterystyka sytuacji pisarki na emigracji.

98 Z. Kossak, Na emigracji, oprac. M. Pałaszewska, Warszawa 1998, s. 221.

99 Ibidem, s. 227.

100 Notatka znajduje się w zbiorach Muzeum Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich, MG/R/N/30.

101 Obszerniej na temat Oblicza matki piszę w: Co się stało z Obliczem matki Zofii Kossak? [w:] Krzyżowcy i nie tylko: studia i szkice o twórczości Zofii Kossak, red. K. Heska-Kwaśniewicz, K. Uniłowski, Katowice, 2011, s. 179-182.

102 Z. Kossak, Na emigracji..., s. 247.

103 Eadem, Wspomnienia z Kornwalii. 1947-1957. Niepublikowane wspomnienia znanej pisarki, Kraków 2007, s. 264.

104 Ibidem, s. 5.

105 M. Wańkowicz, Wspomnienia o Zofii Kossak..., s. 124.

106 Do tych przyjaciół należeli min. Jan Dobraczyński i Wojciech Żukrowski; Bolesława Piaseckiego, inicjatora wydawania pisma, Zofia Kossak także dobrze znała.

107 Z. Kossak, Listy, Lublin 2017, s. 114. List został opublikowany w londyńskim "Życiu" 1 XI 1953.

108 Trafnie ocenia całą sytuację Joanna Jurgała-Jureczka (Zofia Kossak. Opowieść biograficzna..., s. 234 i n.).

109 Ibidem, s. 270.

110 Z. Kossak, Wspomnienia z Kornwalii..., s. 226. Celna wydaje się też refleksja Jerzego Zawieyskiego, który w Dziennikach pisał: "3 marca - Wizyta u Zofii Kossak Szczuckiej na jej zaproszenie. Dopiero pod koniec rozmowy poruszyła sprawę "rozbicia" obozu katolickiego, na co wygłosiłem dłuższą replikę o PAX-ie. Nie oponowała w niczym, chociaż wiadomo, że nieoględnie wszystkie prawa wydawnicze oddala PAX-owi i związała się z tą grupa w zakresie spraw "bytowych" Zrobiła to na pewno przez nieświadomość. Podejrzewam, że przeżywa niepokój, dlatego mimochodem rozmawiała ze mną o tej sprawie i na marginesie jakby to był szczegół w ogólnych rozważaniach. Mamy się jeszcze z nią spotkać" (J. Zawieyski, Dzienniki, t. 1, Warszawa 2011, s. 361).

111 Ibidem, s. 241. Po latach wnuk pisarki François Rosset podobnie zatytułował referat o aksjologii autorki Przymierza: "Jak Twardowski na księżycu": o kodeksie wartości Zofii Kossak [w:] Zofia Kossak. Bezcenne dziedzictwo, red. E. Hurnik, A. Wypych-Gawrońska, E. Dziewońska-Chudy, przy współpracy A. Warzochy, Częstochowa, 2020, s. 69-77.

112 Z. Kossak, Listy..., s. 84.

113 J. Zawieyski, Dzienniki..., s. 355.

114 J. Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna..., s. 236.

115 J. Zawieyski, Dzienniki..., s. 175.

116 W warszawskim mieszkaniu przy ul. Polnej zamieszkała Maria Kossakowa, Szatkowscy zatrzymywali się tam, gdy pisarka przyjeżdżała w sprawach wydawniczych itp.

117 Cyt. za: B. Bittner-Burkot, A. Fenby-Taylor, Zofia Kossak Szczucka-Szatkowska (1889-1968)..., s. 129.

118 J. Jurgała-Jureczka, Zofii Kossak dom utracony i odnaleziony..., s. 3.

119 Zofia Kossak..., s. 279.

120 List Zofii Kossak do Józefiny Łapińskiej [w:] Z. Kossak, Listy..., s. 84.

121 List do Zdzisławy Dec-Skarzyńskiej [w:] Z. Kossak, Listy, Lublin 2017, s. 183.

122 Pismo opublikowano w: Z. Kossak, Listy..., s. 164-165.

123 Zofia Kossak..., s. 277-278.

124 Ibidem, s. 227.

125 Morcinek i Bura znali się od wczesnej młodości, gdy na kopalni "Głęboka" w Karwinie Morcinek był ładowaczem, a Bura w czasie wakacyjnych miesięcy pracował jako taczkarz. Należeli także do tego samego chóru przy stowarzyszeniu robotników "Praca" i korzystali ze zbiorów tej samej czytelni i biblioteki.

126 O znajomości pisarzy Zofii Kossak-Szatkowskiej i Gustawa Morcinka piszę obszerniej w: Między Górkami Wielkimi a Skoczowem. Dlaczego Morcinek nazywał Zofię Kossak "matką chrzestną", "Biblioteka Nostra" 2021, nr 2.

127 List z dnia 16 X 1961 znajduje się w zbiorach Muzeum Gustawa Morcinka w Skoczowie.

128 J. Jurgała-Jureczka, Kossakowie. Biały mazur, Poznań 2018, s. 97 i n.

129 Kartka pocztowa z dnia 5 I 1965, znajdująca się w zbiorach Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich.

130 Dokładniej pisze o tym J. Jurgała-Jureczka, Nieznane rękopisy i maszynopisy Zofii Kossak (ze zbiorów Muzeum w Górkach Wielkich) [w:] Krzyżowcy i nie tylko..., s. 184-185.

131 Janina Kolendo (1919-1977), więźniarka Pawiaka i Auschwitz pod pseudonimem Jasia Zofia Grzybowska, prywatnie szwagierka Bolesława Piaseckiego; w czasie pobytu w Birkenau zaprzyjaźniła się blisko z Zofią Kossak, ­uwięzioną w tym samym okresie. Po wojnie była redaktor naczelną w Instytucie Wydawniczym PAX. Do pisarki, jak wszystkie osoby znające ją z konspiracji, zwracała się per "Ciociu". Z jej listów, zachowanych w góreckim muzeum, możemy się dowiedzieć, że po podpisaniu przez autorkę Z otchłani w 1964 r. listu do premiera Józefa Cyrankiewicza w sprawie ograniczeń cenzury PAX miała spore kłopoty. Janina Kolendo z niepokojem pytała w liście z 26 III 1964: "Kochana Ciociu! W związku z listem do premiera, jaki Ciocia podpisała, chciałam prosić o wyjaśnienie, czy znany był dokładnie tekst listu, który nabiera szczególnego znaczenia. Byłabym wdzięczna - oczywiście, jeśli Ciocia uzna za stosowne, gdybym mogła otrzymać jakieś wyjaśnienia, gdyż na zapytanie z zewnątrz, muszę odpowiadać faktami wydanych książek w roku ubiegłym i 64..." (MG/K/K3/0022). W dalszej części listu dowiadujemy się, że na te zapytania "z zewnątrz" Wydawnictwo musiało podać dokładne informacje o liczbie wydanych książek i ich nakładach. W innym z listów (MG/K/K3/0031), już z 1967 r., dowiadujemy się, że PAX-owi obcięto przydział papieru o sto ton [sic!], więc będą mogli wydać tylko siedemdziesiąt pozycji, otrzymali też zakaz wydawania książek dla młodzieży. Z wielką goryczą była więźniarka pisała: "[...] do bicia po twarzy, i gryzienia psów na badaniach w Małkini też wytrzymałam więc się nie załamałam".

132 Wydarzenie zostało dobrze opisane: K. Heska-Kwaśniewicz, Niezwykłe konsekwencje odrzucenia nagrody państwowej. (O Zofii Kossak), "Tygodnik Powszechny" 1996, nr 30; M. Pałaszewska, Zofia Kossak, Warszawa 1999, s. 264 i n.; J. Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak, Opowieść biograficzna, Warszawa 2014, s. 281 i n., D. Kulesza, Kossak-Szczucka. Służba, Łódź 2021.

133 Listy od czytelników znajdują się dzisiaj w archiwum w Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich.

134 J. Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak..., s. 278 i n.; tam też dokumenty Instytutu Pamięci Narodowej Oddziału w Katowicach.

135 Do sprawy nieprzyjęcia Nagrody Państwowej w roku bardzo ważnym przyczynkiem wydaje się list (MG/K/K2) Janiny Kolendo, w którym czytamy: "Droga, Kochana Ciociu. Piszę krótko, ale b. ważna sprawa. Otóż wg wszelkich danych, jakie są w naszym posiadaniu, Ciocia otrzyma nagrodę państwową w tym roku. (Już jest po kilkakrotnych posiedzeniach jury i tzw. decyzjach). To jest tajne/poufne. Moja prośba: błagam, niech przypadkiem Ciocia nie podpisze czegoś (słyszałam, że Słonimski zbiera jakieś podpisy, ale nie wiem dokładnie, o co chodzi), co by tę decyzję - tak pozytywną - mogło odmienić. Licho nie śpi. To nie jest namawianie do oportunizmu, bo nagroda dla Cioci to nie jej prywatna sprawa, ale element równouprawnienia literatury wynikającej ze światopoglądu katolickiego...". Dopiero ten list jest właściwym komentarzem do sprawy, gdyż pokazuje, jak pisarka swoim zachowaniem psuła "szyki" wydawnictwu, z którym współpracowała, i jak była wewnętrznie niezależna. To jest kropka nad "i" do całej sprawy.

136 Ks. A. Sapiński, Pogrzeb Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich, "Gość Niedzielny" 1968, nr 20, s. 4.

137 Cyt. za: A. Fenby-Taylor, B. Burkott, Zofia Kossak..., s. 134.

138 Cyt. za: M. Pałaszewska, Zofia Kossak..., s. 276.

139 Informacja zaczerpnięta z oficjalnej, międzynarodowej strony internetowej Instytutu Yad Vashem, zob. http://www1.yadvashem.org/yv/en/righteous/pdf/virtial_wall/poland.pdf. Początkowo odznaczenia - drzewka w Alei Sprawiedliwych - przyznawano jedynie osobom żyjącym, dlatego w książce Teresy Prekerowej Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945 widnieje informacja, iż Zofii Kossak miana Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata nie przyznano (zob. T. Prekerowa, Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom...).

140 C. Tonini, Czas nienawiści..., s. 135-136. W opracowaniu Michała Grynberga, Księga Sprawiedliwych, w którym przybliżone są postaci Polaków odznaczonych medalem Instytutu Yad Vashem, nie ma szczegółowych informacji na temat, w jakich okolicznościach i za sprawą czyich świadectw przyznano odznaczenie. Opracowanie zawiera ogólne informacje na temat wojennej działalności Zofii Kossak na rzecz Żydów - krótkie informacje o tekstach publicystycznych: Protest, Jesteś katolikiem... Jakim?, Dzisiejsze oblicze wsi oraz o Tymczasowym Komitecie Ratowania Żydów Żegota (M. Grynberg, Księga Sprawiedliwych, Warszawa 1993, s. 254-255).