Jadwiga - Stefania Kłoss

Kup ebooka

10.10 zł
8.38 zł (10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘP

Niektóre historie zaczynają się od wielkich wydarzeń. Inne - od domu, który mijało się codziennie.

Dom Jadwigi znałam od zawsze. Stał zwyczajnie, jak stoją wiejskie domy - między drogą, ludźmi i codziennym życiem. Mijałam go przez lata, idąc do szkoły, w której pracowałam. Kiedy zaczynałam tam pracę, Jadwiga jeszcze żyła. Później jej już nie było, ale pamięć o niej trwała nadal.

W trzynaste dni miesiąca przyjeżdżały tłumy pielgrzymów. Jedni przychodzili z ciekawości, inni z nadzieją, jeszcze inni z bólem, którego nie umieli już unieść sami. Dla wielu była stygmatyczką. Dla innych kobietą obdarzoną niezwykłymi łaskami. Dla mieszkańców była po prostu - Jadwigą.

Po jej śmierci ludzie nadal przychodzili pod dom. W każdy pierwszy piątek miesiąca, pod dużym krzyżem, odmawiali różaniec - miejscowi i przyjezdni. Jedni przywozili swoje prośby, inni wdzięczność, jeszcze inni zwyczajnie potrzebę zatrzymania się w tym miejscu. Bo są ludzie, po których zostaje coś więcej niż wspomnienie. Zostaje obecność.

Przez lata wokół życia Jadwigi Bartel narosły opowieści, wspomnienia i świadectwa. Powstała również książka księdza Alfonsa Wąsika "Polska stygmatyczka",poświęcona jej życiu i doświadczeniom. Autor, opierając się na pamiętnikach, relacjach i korespondencji, opisał jej cierpienie, modlitwę oraz wydarzenia, które dla wielu ludzi stały się świadectwem działania Boga.

Co ważne - ksiądz Wąsik, choć był przekonany o niezwykłości Jadwigi i autentyczności jej przeżyć, zachowywał ostrożność. Nie wydawał ostatecznych sądów. Nie budował pomnika. Pisał przede wszystkim o człowieku - kobiecie pokornej, cierpiącej i żyjącej modlitwą.

Niniejsza książka nie powstała po to, by zastępować tamtą opowieść ani z nią polemizować. Nie ma też ambicji teologicznego opracowania czy rozstrzygania nadzwyczajnych zjawisk. Korzystam z dostępnych materiałów i relacji, szczególnie z publikacji księdza Wąsika, ale jednocześnie próbuję spojrzeć na Jadwigę inaczej - tak, jak patrzy się na kogoś bliskiego. Z czułością, szacunkiem i po ludzku.

Bo ja przez lata nosiłam w sobie inne pytanie.

Kim była Jadwiga, kiedy odjeżdżały autobusy z pielgrzymami? Kiedy zamykały się drzwi domu? Kiedy milkły modlitwy i zostawała sama?

Bo zanim była stygmatyczką, była kobietą.

Kobietą, która żyła wśród ludzi. Cierpiała. Tęskniła. Modliła się. Szukała ratunku i sensu. Miała swoje lęki, swoje radości i własny krzyż. A ludzie nie pamiętali jej jedynie z powodu stygmatów. Wspominali dobroć, spokój i siłę, które od niej otrzymywali.

Nie chcę nikogo przekonywać ani odbierać wiary. Nie chcę budować pomnika ani wydawać wyroków. Nie odpowiem na pytanie, gdzie kończy się legenda, a zaczyna tajemnica.

Chciałabym jedynie ocalić Jadwigę taką, jaką pamiętali ludzie.

Bo czasem świętość nie przychodzi z hukiem.

Czasem mieszka cicho w człowieku.

I ma na imię Jadwiga.