2.
Kiedy Jagoda weszła do cukierni, od razu wiedziała, że to będzie ciężki dzień - mina Laury nie pozostawiała co do tego złudzeń. Przyjaciółka obsługiwała właśnie długą kolejkę klientów i spojrzeniem dała jej znak, że potrzebuje pomocy. Dokumenty musiały więc poczekać. Jagoda czym prędzej założyła liliowy fartuszek, po czym podeszła do kolejnej osoby w kolejce.
- Dzwoniła Karolina, jest chora. Przesłała też zwolnienie lekarskie - powiedziała półgłosem Laura.
- Do kiedy jej nie będzie? - zapytała spokojnie Jagoda.
- Na razie przez dwa tygodnie, to ospa chyba. Zaraziła się od jakiegoś dziecka w rodzinie, a sama nigdy nie przechodziła i... No rozumiesz.
- Nie damy tak rady na dłuższą metę, ja też mam sporo pracy w biurze - stwierdziła Jagoda.
- Co zamierzasz?
- Zatrudnimy kogoś, może na pół etatu. Nie ma innego wyjścia.
- To chyba jedyne sensowne rozwiązanie.
- Jeszcze dziś opublikuję ogłoszenie.
Laura spojrzała na nią z wdzięcznością, po czym wróciła do klienta, dla którego przed chwilą zapakowała kilka kawałków ciasta czekoladowego. Tak, to było w obecnej sytuacji jedyne wyjście.
Dopiero około południa Jagoda mogła wrócić na chwilę na zaplecze. W międzyczasie ktoś wciąż do niej wydzwaniał, ale nie miała nawet chwili, by wyjąć telefon z fartuszka.
- Cześć, Agatko, co się dzieje? - zapytała pospiesznie, gdy udało jej się w końcu zrobić sobie krótką przerwę.
- A czy coś się musi dziać? Nie widziałyśmy się od świąt, wciąż wykręcasz się pracą, a ja już stęskniłam się za siostrą. Naprawdę masz takie urwanie głowy w cukierni? - zapytała Agata z lekkim wyrzutem.
Jagoda wzięła głęboki wdech. Tak, unikała jej. Nie umiała udawać, zresztą Agata była tak dociekliwa, że zaraz zorientowałaby się, że jej starszą siostrę coś trapi. Zauważyła to w końcu już podczas świąt, dlatego też Jagoda zdecydowała się na powrót do Lublina dzień wcześniej, niż początkowo planowała.
- Przepraszam, ale na... naprawdę mam urwanie głowy - zająknęła się lekko. - Rozliczenia, podliczenia, sama wiesz, jak to wygląda. Nie wszystkie dziewczyny wróciły z urlopów, dwie są na zwolnieniu lekarskim, po prostu armagedon.
- Nie znajdziesz nawet chwili na kawę? Albo obiad?
Jagoda spojrzała na zegarek. Nie chciała zostawiać Laury samej, co prawda druga kelnerka za godzinę zaczynała zmianę, ale to i tak nie poprawiało ich sytuacji, bo właśnie wtedy przychodziła tak zwana druga fala klientów. W dodatku rozliczenia! Trudno, pomyślała po chwili, po prostu zabierze dziś dokumenty do domu i popracuje w nocy.
- No dobrze, możemy umówić się na osiemnastą na późny obiad? Myślę, że o tej porze będę już w stanie urwać się ze "Słodkiej".
- No i świetnie! - ucieszyła się Agata, po czym dodała: - I co, tak trudno było?
- Trudno to mi będzie siedzieć do późnej nocy nad papierami, ale jeśli mam popaść w twoją niełaskę... Z dwojga złego wolę zarwać nockę - westchnęła teatralnie.
- No i słusznie. Czyli o osiemnastej. Gdzie?
- Tajska? Może być?
- Stawiasz?
- Myślałam, że to ty zapraszasz.
- Ja wyszłam z propozycją!
- Jak zawsze... - Jagoda uśmiechnęła się do siebie, po czym jeszcze raz potwierdziła, że pojawi się w restauracji o osiemnastej.
Gdy tylko się rozłączyła, zaczęła rozważać, czy powiedzieć dziś Agacie o wątpliwościach związanych z ich pochodzeniem. Najpierw jednak powinna porozmawiać z Hubertem, z którym swoją drogą też nie kontaktowała się od Bożego Narodzenia. On również nie dzwonił, chyba oboje po prostu bali się prawdy. Podczas świąt nie potrafili zapytać rodziców, dlaczego Hubert ma grupę krwi, która wyklucza pokrewieństwo między nimi. To była istna udręka patrzeć na nich i zastanawiać się, czy całe życie kłamali. Jagodę strach wręcz paraliżował, Hubert, pozornie spokojniejszy, też nie był w stanie poruszyć tego tematu. Tymczasem cała reszta, łącznie z ich najstarszą siostrą i jej rodziną, oddawała się świętowaniu. Jagoda i Hubert postanowili więc znaleźć inny moment, a święta po prostu przetrwać ze sztucznymi uśmiechami przyklejonymi do twarzy, jak to określił jej brat w przeddzień Wigilii. Od świąt minęło już jednak sporo czasu, a oni nadal nie ruszyli z miejsca, udając, że nic się nie zmieniło...
Wybrała numer brata, szybko jednak zrezygnowała. To nie była rozmowa na dwie minuty w czasie przerwy, musiała zebrać myśli i spokojnie zastanowić się, co dalej. Wobec tego nie mogła na razie powiedzieć o wszystkim siostrze. Agata była zbyt impulsywna i potwornie uparta. Gotowa jeszcze pojechać do rodziców, zrobić im awanturę i znacznie pogorszyć sytuację. Choć z drugiej strony... Czy mogło być gorzej? Może w ten sposób Agata załatwiłaby tę sprawę jednym cięciem?
Jagoda nie miała czasu, by dłużej się nad tym zastanawiać, bo właśnie dzwoneczek nad drzwiami wejściowymi do cukierni zadźwięczał melodyjnie, a chwilę później jeszcze raz i jeszcze raz. Kiedy więc przed szóstą oznajmiła Laurze, że musi wyjść, bo w przeciwnym wypadku huragan Agata zmiecie ją swoją frustracją z powierzchni ziemi, ta spojrzała na nią z rozczarowaniem. W kawiarni wciąż było pełno gości, a kolejni właśnie przekraczali próg. Jagoda zawahała się przez chwilę, ostatecznie jednak Laura machnęła ręką.
- Nie w takich sytuacjach sobie radziłyśmy - powiedziała i spojrzała na drugą kelnerkę. - Idź, bo znając Agatę, obrazi się na ciebie na śmierć. Ale oczekuję, że niebawem spotkamy się we trzy, może na jakimś drinku?
- Jestem za i myślę, że kiedy przekażę tę propozycję mojej siostrze, będzie gotowa spotkać się dzisiaj - zaśmiała się. - Gdybyś jednak potrzebowała pomocy, jestem pod telefonem.
Kiedy dojechała do restauracji kilka minut po osiemnastej, Agata, patrząc na nią upominawczo, postukała wymownie w zegarek, po czym wstała, by się przywitać.
- Kochana, nie każdy pracuje od dziewiątej do siedemnastej - broniła się Jagoda. - Poza tym od kiedy jesteś taka punktualna?
- Od kiedy wymaga tego ode mnie mój szef. - Agata spojrzała na nią znacząco.
- O ile się nie mylę, wymagał tego od samego początku.
- Ale teraz egzekwuje stosowanie się do tej zasady.
- Ale z tego, co wiem, wynagrodził ci to finansowo.
- Oj, nie czepiaj się już. Po prostu nie mogłam się doczekać.
Jagoda popatrzyła na siostrę z delikatnym uśmiechem.
- Ja też. Przepraszam, ten początek roku jest naprawdę zwariowany - westchnęła i pogładziła ją po dłoni.
- Aż tak?
- Muszę zatrudnić dodatkową osobę, bo nie wyrabiamy się z Laurą. To znaczy ja się nie wyrabiam, kiedy mam swoją pracę i jeszcze muszę pomagać na sali.
- Myślałam, że sprawiało ci to zawsze przyjemność.
- I nadal tak jest. Uwierz mi, wolałabym piec i obsługiwać gości niż siedzieć w papierach. Ale sama się w to wpakowałam...
- Jeśli potrzebujesz pomocy, znam się trochę na księgowości, mogłabym...
- Siostrzyczko, też masz mnóstwo obowiązków. Ale to przejściowe. Uporam się z rozliczeniem ubiegłego roku i będę miała znacznie mniej na głowie. Lepiej powiedz, co u ciebie. Jak ci się pracuje na nowym stanowisku?
- W zasadzie stanowisko nie jest nowe, tylko zakres obowiązków się zmienił, bo muszę dokończyć stare projekty i jednocześnie przejmować nowe, co wywołuje trochę zamieszania.
- Ale jesteś zadowolona?
- Oczywiście! Wiesz, że lubię, kiedy dużo się dzieje.
- No właśnie wiem. - odparła Jagoda z przekąsem. - Skoro już przy tym jesteśmy, jak sprawy z Bartkiem? Mam nadzieję, że...
- Nie spotykam się już z nim. Chociaż miałam rację, bo Bartek nie robił nic złego.
- Jasne, handel narkotykami to nic złego - prychnęła Jagoda. - A już myślałam, że...
- Przecież wiesz, że robił to, bo go zmusili - przerwała jej twardo Agata. - I Teodor jest tego samego zdania - dodała znacząco. - W przeciwnym wypadku by mu nie pomógł. Swoją drogą, gdyby nie on... W dodatku pracuje pro bono.
Rzeczywiście, gdyby nie pomoc Teodora, Agata pewnie nadal angażowałaby się w tę sprawę, Bartek brnąłby dalej w dilerkę i sytuacja pogarszałaby się z każdym dniem. Jagoda uśmiechnęła się blado, po czym szybko zapytała:
- Co na to wszystko Adam?
- Dość mocno mnie ogranicza, jeśli chodzi o relacje z Bartkiem.
- I bardzo dobrze. Masz faceta, powinnaś dbać o niego, a nie o historie z przeszłości.
Agata tylko pokręciła z dezaprobatą głową. Już miała odpowiedzieć, ale podeszła do nich kelnerka i obie zamówiły aromatyczne dania. Rozmawiało im się dobrze na różne błahe tematy, ale mimo to Jagoda wciąż siedziała jak na szpilkach, obawiając się, że w pewnym momencie Agata w końcu zapyta o powód jej dziwnego zachowania w święta i wcześniejszego wyjazdu. I nie myliła się.
- To powiesz mi teraz, co tak naprawdę dzieje się z Hubertem? Coś nie chce mi się wierzyć, że to tylko problemy w pracy. Może rodzice dali się nabrać na wasze przylepione uśmiechy, ale nie ja. I te wysiłki Tomasza! Za bardzo starał się podtrzymywać swobodną rozmowę.
- Agatko...
- Nie traktuj mnie jak dziecka. O co chodzi?
- To wszystko nie jest takie proste... - westchnęła w końcu Jagoda.
- Nie wiedziałam, że uważasz mnie za głupią. Potrafię zrozumieć to i owo.
- Sama niewiele wiem...
- To powiedz, co wiesz.
- Bardzo możliwe, że firma Huberta wplątała się w lewe interesy. - Jagoda skłamała z bólem serca.
- Grozi im upadłość?
- Możliwe.
- To jeszcze nie tragedia, znajdzie coś innego. Przecież ma doświadczenie, sam kiedyś mówił, że co jakiś czas dostaje propozycje pracy.
Jagoda zaklęła w duchu. Agata miała rację, dla Huberta zmiana pracy nie byłaby problemem, musiało stać się coś znacznie gorszego.
- Prawdopodobnie ktoś podłożył mu do podpisania dokumenty, przez które odpowiedzialność za plajtę może spaść na niego - rzuciła, układając w głowie najczarniejszy scenariusz, jaki była w stanie naprędce wymyślić.
Podczas tej rozmowy złamała wszystkie obietnice, które złożyła samej sobie po tym, co w ostatnim czasie przeszła z Tomaszem. "Żadnych kłamstw", "żadnych tajemnic", "tajemnice niszczą relacje". Czy to nie były jej słowa? Słowa, którymi przywoływała do porządku nie tylko siebie, ale też Agatę, kiedy ta ukrywała przed Adamem spotkania z Bartkiem? Była hipokrytką...
- Co ty mówisz... - Agata wciągnęła głośno powietrze.
- Niestety... Dlatego nie chciał rozmawiać o tym w święta, by nie psuć atmosfery. Zresztą sama wiesz, jak rodzice reagują na takie wiadomości. - Popatrzyła na nią znacząco.
Agata spuściła na chwilę wzrok. No tak, kiedy ją zwolniono z banku z Kazimierzu, rodzice niemal się jej wyrzekli, nie wierząc, że nie chodziło o romans z kierownikiem. Jagoda natomiast bacznie przyglądała się siostrze. Powoli zaczynał ogarniać ją spokój. Chyba się udało, Agata uwierzyła w tę historię.
- Proszę, nie dzwoń do Huberta. Wiesz, jaki jest, będzie się denerwował i jeszcze mnie się oberwie, że ci powiedziałam.
- A czemu sam nie chciał ze mną porozmawiać?
- A czy ty byłaś chętna do rozmowy, kiedy straciłaś pracę? - odbiła piłeczkę Jagoda.
Wyrzuty sumienia kąsały ją boleśnie.
- Dobra, masz rację. Ale będziesz mnie informować, dobrze? To, że jestem waszą młodszą siostrą, nie oznacza, że możecie mnie nie wtajemniczać w tak istotne sprawy.
- Jasne - odpowiedziała odruchowo Jagoda, bo myślami była już gdzie indziej.
Tak naprawdę nie miała teraz pewności, czy na pewno byli rodzeństwem... Nie! Nie mogła nawet tak myśleć... Są przecież do siebie tak podobne!
Kiedy żegnały się pod mieszkaniem Adama, wyrzuty sumienia dręczyły ją jeszcze bardziej niż w czasie obiadu.
- Dzięki za podwózkę - powiedziała Agata i otworzyła drzwi.
- Nie ma sprawy. Wiesz, mogłabyś pomyśleć o niewielkim autku z drugiej ręki.
- Pomyślę. Możesz ewentualnie szepnąć Tomaszowi słówko, że potrzebuję podwyżki - zaśmiała się.
- Poruszę wieczorem ten temat - obiecała, puszczając do siostry oko, po czym, gdy tylko Agata wysiadła, odjechała.
Przez całą drogę analizowała ich dzisiejszą rozmowę. Musiała porozmawiać z Hubertem, coś z nim w końcu ustalić, a nie ciągle uciekać od tematu. Okłamywanie Agaty nie było żadnym rozwiązaniem. Poza tym sama też chciała poznać prawdę! Najpierw jednak musiała porozmawiać z kimś jeszcze. Teodor bardzo pomógł jej siostrze, robił to bezinteresownie i jak się okazało podczas obiadu... nieodpłatnie.
- Jagoda! - Drgnęła, gdy odebrał już po dwóch sygnałach i wypowiedział jej imię.
- Cześć. Nie przeszkadzam?
- Nie, właśnie wszedłem do domu.
- Dużo pracy? - zapytała, spojrzawszy na zegarek.
- Dzień jak co dzień. A co słychać u ciebie?
- W cukierni wszystko dobrze. Nie narzekam na ruch, mogłoby tylko być trochę mniej dokumentacji do prowadzenia - zaśmiała się.
- Uroki własnego biznesu. A poza tym wszystko w porządku?
- Tak. Dzwonię, żeby ci podziękować.
- Podziękować?
- Za zajęcie się sprawą Agaty. Czy raczej Bartka. Dzięki temu, że ją wziąłeś, moja siostra nie angażuje się już tak bardzo w jego nieciekawe interesy. Dziękuję.
- Nie masz mi za co dziękować. To tylko przyjacielska przysługa.
- No właśnie... Trochę mi głupio, że robisz to bez wynagrodzenia.
- Może cię to zdziwi, ale to nie jest pierwszy klient, któremu nie wystawiłem faktury. Czasem miewam odruchy serca.
- Może cię to zdziwi, ale nigdy nie wątpiłam w twoje dobre serce - powiedziała bez zastanowienia.
Oboje zamilkli. Jagoda zaczęła się gorączkowo zastanawiać, czy powinna coś takiego mówić. Od czasu do czasu dopadała ją myśl, że stąpała po cienkim lodzie w tej relacji. Ale przecież wspólnie doszli do wniosku, że mogą się przyjaźnić. Teodor, kiedy dostrzegł, jak bardzo Jagoda kocha Tomasza, zachował się niezwykle dojrzale, pozwolił jej odejść, a sam usunął się w cień. I stał w nim teraz jak anioł stróż, pomagał, kiedy tylko tego potrzebowała...
Nagle zapragnęła zrobić coś dla niego, jakoś się odwdzięczyć.
- Teodor... - zaczęła, lecz on w tym samym momencie powiedział:
- Może miałabyś ochotę na kawę? Znajdziesz czas?
Uśmiechnęła się pod nosem.
- A ja zamierzałam zaproponować obiad.
- W takim razie jesteśmy prawie jednomyślni. Może w piątek? Jutro mam rozprawę poza miastem, mogę nie zdążyć dojechać.
- W piątek będzie idealnie - odparła raźno.
Teodor wyraźnie się ucieszył. Ustalili miejsce, po czym powiedział, że musi kończyć, gdyż na drugiej linii ma klienta, który tego popołudnia dzwonił już trzy razy. Gdy się rozłączyli, Jagoda wrzuciła telefon do torebki i wysiadła w końcu z samochodu. Dopiero teraz zauważyła, że Tomasz w trakcie wyszedł na schody i czekał na nią. Jak długo tam stał?
- Cześć, kochanie - powiedziała lekko, gdy ruszyła w jego stronę.
- Hej. Z kim się tak zagadałaś? - zapytał Tomasz i przytulił ją czule, kiedy tylko znalazła się obok niego.
- Z Teodorem - rzuciła krótko.
Dałby sobie rękę uciąć, że nieco się speszyła. Sam natomiast skrzywił się, gdy tylko usłyszał imię mecenasa. Czego on mógł jeszcze od niej chcieć?
- Z jakiego powodu?
- Chciałam mu podziękować za zaangażowanie w sprawę Bartka. A raczej za to, że dzięki niemu Agata w końcu dała sobie z nią spokój.
- To Agata nie mogła tego zrobić? - odparł z lekkim wyrzutem.
- Kochanie, Agata z pewnością też mu już dziękowała, ale to bardziej mój znajomy niż jej. I w zasadzie ja również jestem spokojniejsza, gdy wiem, że moja siostra już się w to nie miesza... Och, naprawdę muszę ci się tłumaczyć?
- Nie, nie musisz mi się tłumaczyć. - Tomasz wysilił się na swobodny ton, chociaż w środku gotował się ze złości. Czy raczej...
- Wciąż jesteś zazdrosny? - zapytała, patrząc na niego uważnie.
- Zazdrosny? - prychnął. - Po prostu nie rozumiem, po co... A zresztą... - Machnął ręką i ruszył pierwszy do kuchni.
Co ona sobie wyobraża? Tak, miał alergię na tego papugę, wystarczyło, że Jagoda wypowiedziała jego imię, a krew zaczynała buzować mu w żyłach. Nie potrafił reagować inaczej, bo choć bezgranicznie jej ufał, nie był pewny, jakie zamiary ma Teodor. Kto bezinteresownie i nieodpłatnie pomaga dilerowi narkotyków? To oczywiste, że mecenas robi to dla Jagody! Tylko co chce dzięki temu ugrać, skoro wie, że ona jest teraz w stałym, szczęśliwym związku? Chyba powinienem zacząć szybciej działać i wprowadzić swój plan w życie, przyszło mu nagle do głowy. Jeśli to jedyny sposób... Zaraz jednak skarcił się w myślach. Nie może zachowywać się jak szczeniak. Tłumaczył go tylko fakt, że bardzo kocha Jagodę i po tym wszystkim, co przeszli, po tym, jak musieli walczyć o swoją miłość, myśl o tym, że mógłby ją znowu stracić, była nie do zniesienia.
Usłyszał za sobą lekkie kroki, a po chwili poczuł, jak Jagoda przytula się do jego pleców. Objęła mu klatkę piersiową i ściskała coraz mocniej, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że powinien przestać się dąsać. W końcu odwrócił się i też ją objął. Stali przytuleni przez dłuższą chwilę.
- Kocham cię i nie w głowie mi Teodor. Uznałam po prostu, że powinnam podziękować - powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
W tym momencie Tomaszowi zrobiło się głupio.
- No dobrze, jestem trochę zazdrosny - przyznał skruszony.
- Nie masz powodu do zazdrości, kochanie. Dla mnie liczysz się tylko ty, jasne?
- Kocham cię - szepnął, po czym czule ją pocałował i znów przytulił. - Jesteś głodna?
- Nie, właśnie wracam z późnego obiadu.
- Z Teodorem? - Popatrzył na nią czujnie.
- Z Agatą... - odparła i przewróciła oczami.
Tomasz zaśmiał się nerwowo, po czym zaproponował herbatę, ale Jagoda poprosiła zamiast tego o kieliszek wina, co bardzo mu się spodobało. Otworzył butelkę wytrawnego, węgierskiego trunku, po czym polecił jej usiąść na sofie i zrelaksować się. Sam zaś zaczął rozpalać w kominku. Uwielbiał spędzać w ten sposób czas ze swoją ukochaną. Była wtedy tylko jego.
- Co postanowiłeś w sprawie Pauliny? - zapytała nagle.
Skrzywił się. Po południu miał tyle pracy, że zupełnie umknęła mu ta kwestia. Wziął głęboki wdech i pokręcił powoli głową, patrząc na tańczące w kominku płomienie.
- Jeszcze nic - powiedział w końcu.
- Masz przynajmniej jakieś pomysły?
- Kochanie, naprawdę chcesz teraz rozmawiać o Paulinie?
- Nie chcę, byś sam mierzył się z tym problemem.
- A ja nie chcę, byś sobie nią zaprzątała głowę. - Dotknął palcem jej nosa. - Postaram się zrobić tak, żeby było dobrze. I żeby więcej nie zatruwała nam życia.
Jagoda uśmiechnęła się, po czym odstawiła kieliszek i nachyliła się, by go pocałować. Wplótł wtedy palce w jej włosy, drugą ręką objął ją w pasie i pociągnął ją do siebie w taki sposób, że usiadła mu na kolanach. Całował ją teraz mocno, pieszcząc jej drobne, cudowne ciało. Gdy wsunął jej ręce pod bluzkę, aż zadrżała. Odsunęła się i spojrzała na niego z pożądaniem, więc szybkim ruchem zdjął z niej koszulę i wyswobodził ją z obcisłych dżinsów. Kiedy sięgnęła do paska jego spodni, wciągnął głośno powietrze. Kochali się długo i namiętnie, a później leżeli wtuleni w siebie, wpatrzeni w ciepłe płomienie tańczące w kominku. Tomasz przestał się już martwić o ich wspólną przyszłość. Całował teraz czule skroń Jagody, rozkoszując się ciepłem jej nagiego ciała.
- Cieszę się, że tutaj jesteś - szepnął.
- A gdzie miałabym być? - zapytała łagodnie, wciąż wpatrując się w ogień.
Przez chwilę milczał.
- Jestem taki szczęśliwy - dodał i objął ją jeszcze mocniej.
Znów naszła go ta myśl. Czy to był odpowiedni moment, by zacząć tę rozmowę? A może powinien zorganizować to w inny sposób? Poczuł nagle taką ekscytację, że nie był w stanie już dłużej się powstrzymywać. Kiedy jednak rozchylił usta, by delikatnie nawiązać do tematu, usłyszał delikatne chrapnięcie. Zaśmiał się cicho do siebie, pogładził Jagodę po włosach, po czym powoli zsunął się z kanapy i wziąwszy ją na ręce, zaniósł do sypialni. Zarzuciła mu wtedy ręce na szyję, mruknęła coś o prysznicu, lecz gdy położył ją w łóżku, niemal od razu twardo zasnęła.
Przez dłuższą chwilę obserwował jej spokojny oddech. Jak dobrze, że ich życie w końcu się ustabilizowało. Tylko ta zazdrość trochę mu przeszkadzała. To było naturalne, ostatecznie Jagoda była z Teodorem naprawdę blisko, Tomasz wiedział jednak, że musi ją przezwyciężyć, by nie narobić szkód. Po prostu powinien odpuścić. Przecież Teodor, pomyślał i zaśmiał się w duchu, i tak nie ma z nim żadnych szans.
Pogładził Jagodę delikatnie po ramieniu, po czym postanowił wziąć prysznic. Musiał dziś jeszcze trochę popracować, więc prosto z łazienki poszedł do gabinetu. Kiedy jednak otworzył laptop, przypomniał sobie o Paulinie. Nadal nie wiedział, jak postąpić. Szukał sposobu, dzięki któremu uniknąłby pracy z nią, a jednocześnie nie musiał jej zwalniać. To było jedyne sensowne wyjście z tej sytuacji. I gest dobrej woli - przecież nie był mściwy. Zapadł się w fotelu, wbijając wzrok w sufit. Zapewne wiele takich dylematów będzie musiał rozstrzygnąć jako prezes banku. A jeszcze niedawno był przekonany, że na tym stanowisku jest więcej obowiązków administracyjnych niż managerskich. Nic bardziej mylnego! Na szczęście pewien pomysł właśnie zaczął kiełkować mu w głowie.
Obudził się wcześnie rano, jeszcze zanim zaczął dzwonić budzik, który miał ustawiony w telefonie. Zaskoczyło go, że Jagody już nie było w łóżku. Po chwili usłyszał szum wody dobiegający z łazienki. Wiedział, że jego ukochana wyjdzie stamtąd dopiero za kilkanaście minut, przeciągnął się więc ostatni raz i wstał, by przygotować śniadanie. Stojąc przed lodówką, podrapał się po głowie. Na co Jagoda mogła mieć dziś ochotę? Dzięki temu, że zamieszkali razem, zakres jego kompetencji kulinarnych znacznie się poszerzył. Zależało mu, by sprawiać jej przyjemność, więc starał się przynajmniej kilka razy w tygodniu sam przygotowywać posiłki. Uśmiechnął się pod nosem, gdy pomyślał o swojej kawalerskiej jajecznicy, którą niegdyś jadał niemal codziennie. I wtedy, gdy Adam wpadał do niego po bieganiu. Doszedł do wniosku, że już dawno jej nie jadł, przygotował więc składniki i zabrał się za smażenie, włączając w międzyczasie radio. Zwyczaj gotowania przy muzyce przejął od Jagody.
- Mmm... Coś bardzo ładnie pachnie. - Usłyszał nagle jej głos.
Kiedy się odwrócił i zobaczył ją stojącą w samym ręczniku, z mokrymi włosami opadającymi na ramiona, miał ochotę porzucić przygotowanie posiłku i znów zaciągnąć ją do łóżka. Jagoda podeszła i czule pocałowała go w usta.
- Ile mamy czasu? - zapytał schrypniętym głosem, omiatając spojrzeniem jej sylwetkę.
Przygryzła uwodzicielsko dolną wargę. Wiedział, że się z nim droczy, zresztą bardzo to lubił. Nawet jeśli teraz nie mieli czasu, z pewnością podejmą ten wątek wieczorem.
- Co przygotowujesz?
- Jajecznicę z mocno podsmażoną cebulką. Mogę dodać boczek, ale chyba za nim nie przepadasz.
- Zdecydowanie wolę cebulkę - powiedziała stanowczo. - Pomóc ci?
- Może się ubierz, bo jeśli nadal będziesz paradować przede mną w samym ręczniku, nie będzie żadnego śniadania.
- To nie patrz na mnie, tylko skup się na smażeniu! - zaśmiała się.
- Tobie się wydaje, że to takie proste!
Pokazała mu język, po czym zsuwając lekko ręcznik, świadoma, że tym gestem jeszcze bardziej rozpali jego zmysły, powoli ruszyła w stronę sypialni.
- Jakie masz plany na dziś? - zapytał, kiedy siedzieli już przy stole i dojadali jajecznicę.
- Może skończę nareszcie te rozliczenia. Miałam to zrobić wczoraj, ale - popatrzyła na niego znacząco - sam wiesz.
Uśmiechnął się do niej z satysfakcją. Udało mu się ją wczoraj przyjemnie oderwać od rzeczywistości.
- Rozmawiałaś już może z Hubertem?
- Nie. - Spuściła głowę. - Ale muszę w końcu to zrobić. Agata zaczyna drążyć, wczoraj perfidnie ją okłamałam.
Tomasz skrzywił się na samą myśl o kłamstwach i niedopowiedzeniach.
- To znaczy?
- Wymyśliłam historię o problemach Huberta w pracy. Nie chciałam jej jeszcze mówić o naszych podejrzeniach po pierwsze dlatego, że nadal nie ustaliłam z nim planu działania, a po drugie... bałam się. Wiesz, jaka jest Agata. Często działa zbyt...
- Pochopnie - dokończył.
- No właśnie.
- Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że nie możesz w nieskończoność ukrywać przed nią prawdy?
- Zdaję. Postaram się po południu zadzwonić do Huberta. A może po prostu pojadę do niego w weekend, bo pewnie nie powinniśmy o tym rozmawiać przez telefon.
- Jeśli chcesz, mogę jechać z tobą.
- Mógłbyś?
- Oczywiście!
- Jesteś kochany... - Pogładziła go po dłoni. - A twoje plany na dziś?
- Kilka spotkań i dużo, bardzo dużo papierkowej roboty. No i muszę sprawdzić jedną rzecz.
- Jaką?
- Powiem ci, gdy sprawdzę, dobrze? - Nachylił się i cmoknął ją w usta.
- No... dobrze. Trochę mnie teraz zaintrygowałeś.
- Spokojnie, nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, powiem ci, po prostu nie w tej chwili. Jeśli za minutę nie wejdę pod prysznic, spóźnię się do pracy, a póki co nie chcę nadużywać nowego stanowiska i spóźniać się w pierwszych dniach nowego roku.
- I do nowej pracy.
- Otóż to! - Tomasz uśmiechnął się, pogładził Jagodę czule po policzku, po czym wstał, zabrał talerze ze stołu i zostawiwszy je w kuchennym zlewie, zaczął się zbierać do wyjścia.