Jak dzieci z Janiszewa ratowały Las Kapturski - Maria Pierzchalska

Kup ebooka

16.00 zł
13.28 zł (16,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Klara, ośmioletnia dziewczynka, pędziła na rowerze przez Janiszew jak torpeda. Babcia Jania powiedziałaby, że na złamanie karku, choć na szczęście do wypadku nie doszło. Podjechała pod dom wujków, rzuciła rower i wbiegła do mieszkania jak burza. Włosy miała potargane, a na twarzy resztki łez.

– Ludzie! – zawołała. – Wy tak sobie siedzicie... a tam... oj... ech... – Nie mogła dokończyć. W końcu usiadła na podłodze i zaczęła szlochać.

Ciocia Iwonka, mama Leny i Filipa, bo to do ich domu wpadła Klara, zerwała się na równe nogi.

– Klara, co się stało? – zapytała zaniepokojona.

Dziewczynka przetarła twarz – była umorusana, bo szybko jechała polnymi ścieżkami, aż kurz się wzbijał – a właściwie rękawem wytarła nos i spojrzała na nich niechętnie. No bo ona tam walczy, bije się prawie z tymi ludźmi z lasu, a oni tu we czworo – bo było rodzeństwo, starsza Lena i młodszy Filip, i ich rodzice – siedzą na kanapie, każde ze swoim smartfonem w ręku i przewijają coś albo grają, a do tego mają włączony telewizor. Po chwili Klara się zreflektowała, że tylko od nich może oczekiwać pomocy, i opowiedziała, co się stało. Jej własny dom znajdował się nieco dalej od lasu, rodzice byli jeszcze w pracy. A obok Leny i Filipa mieszkają ich dziadkowie, Jania i Marek, wszyscy w rodzinie zawsze na nich mogli liczyć.

– No, no... ojejku, i co teraz... bo... bo... wycinają nasz las – wydukała wreszcie. – Przecież musimy go ratować, tak? – zakończyła pytaniem retorycznym.

Wszyscy od razu wiedzieli, o który las chodzi. Wiadomo – Las Kapturski.

– Jak to? Przecież Lisek zapewniał nas, że naszego lasu nie ruszą – zdziwiła się ciocia Iwona.

A wujek Seba, choć zawsze zapracowany i "przywiązany", jak mówiła babcia Jania, do komputera, no bo na tym polegała jego praca, aż podskoczył.

– To draństwo tak niszczyć przyrodę, gdy susza nadchodzi... – Nie dokończył, jakoś zabrakło mu słów.

– No róbmy coś... szybciej! – zawołała Klara, bo poczuła, że dorośli, choć się oburzają na tę wycinkę, bo tak teraz nazywa się niszczenie lasów, nie bardzo wiedzą, jak zabrać się do tego ratowania ich lasu.

Ona, najmłodsza z nich, stanęła blisko drzwi gotowa, aby pędzić i walczyć o każde drzewo, które jacyś obcy ludzie wycinają. A przecież wiedziała od leśnych skrzatów, że biedne wycinane drzewa cierpią. Kto wie, może tak samo jak ludzie?