Kilka uwag wstępnych
W sposób dla mnie zupełnie niespodziewany - jak to zawsze w życiu bywa, a dla mnie wręcz zaskakujący - przekroczyłem granicę 90 lat życia. Znalazłem się więc w wieku, w którym człowiekowi pozostaje już tylko pisanie wspomnień.
Ten okres w życiu człowieka ma również pewne, chociaż bardzo specyficzne, uroki. Pozwala na przykład na pisanie całej prawdy, rezygnując z wszelkich zahamowań i obaw wieku średniego. Człowiekowi w moim wieku nic już bowiem nie może bardziej zaszkodzić niż sam ten wiek. Dlatego stać go na zupełną szczerość. Pozwala to zarazem dokonać własnej oceny zdarzeń i osób - twórców tej przeszłości, w tym również krytycznej, chociaż trzeba pamiętać, że wielu z nich nie może się już przeciwstawić ewentualnym zarzutom lub przed nimi bronić. A to z kolei wymaga w tej krytyce dużej rozwagi i odpowiedzialności.
Postanowiłem więc i ja skorzystać z powstałych w tym wieku okazji.
Muszę jednak zaraz na wstępie uprzedzić ewentualnego czytelnika niniejszych zapisów. Pisząc te wspomnienia, nie miałem żadnych ambicji literackich. Jedyny mój kontakt z profesjonalną literaturą sensu stricto ograniczył się do opublikowania jednego z rozdziałów mojej książki 40 lat planowania w Polsce na łamach "Wiadomości Kulturalnych".
Gdy podejmowałem pracę nad tą książką, kierowały mną trzy cele.
Pierwszy to potrzeba dokonania swoistego bilansu i rozliczenia mojego życia zawodowego i osobistego. Najwyższy jest już na to czas.
Drugi to konieczność wypełnienia luk w historii mojej rodziny i jej wzbogacenie o przeżycia mojej generacji.
I wreszcie trzeci - do czego przywiązuję największe znaczenie - to chęć zbliżenia się do prawdy tamtych czasów.
Wyjaśnienie celów i zamiarów autora jest tym bardziej potrzebne, że i sam tytuł nie jest specjalnie zachęcający do lektury tej książki, chociaż dobrze odpowiada jej treści.
W żadnym przypadku tą przyczyną nie są jakieś ponadstandardowe przeżycia. Nie odbiegały one bowiem od tego, co przeżywali współcześni mi Polacy. Wręcz przeciwnie. Życie moje było pozbawione wielkich klęsk lub większych sukcesów. Nie było w nim dramatycznych przesileń, które były udziałem znacznej części moich współczesnych. Może wynikało to z czasu i daty mojego urodzenia. Przyszedłem na świat w 1928 roku, a więc w chwili wybuchu wojny miałem prawie 12 lat. Byłem więc za młody, by w niej aktywnie uczestniczyć, a na tyle już dorosły, że przeżywałem ją w sposób świadomy.
Cóż więc skłoniło mnie do podjęcia tego ryzykownego przedsięwzięcia, którym zawsze jest spisywanie własnych wspomnień? Ma to bowiem w sobie coś z obnażania własnego "ja", a więc swoistego intelektualnego striptizu.
Otóż jest jeszcze jedna cecha, która różni moje życie od losów tysięcy moich rodaków. Socjolodzy określili ją terminem obserwacji uczestniczącej. Pierwsza posłużyła się tym terminem w stosunku do mojej osoby prof. Maria Jarosz. Uczyniła to w recenzji jednej z moich książek. O co tu chodzi? Otóż nigdy nie byłem decydentem w ważnych wydarzeniach, które się wokół mnie działy. Znaczenie tu miały takie przyczyny jak kiepski życiorys, jak na Polskę Ludową i czasy socjalizmu (pochodzenie inteligenckie, ojciec za granicą). Oprócz tego nie miałem żadnego zaplecza politycznego - nie miałem nikogo, kto w najmniejszym nawet stopniu udzielałby mi jakiegoś poparcia. Do 1973 roku byłem bowiem bezpartyjny.
Równocześnie jednak uczestniczyłem po 1948 roku w opracowaniu wielu studiów i diagnoz w gospodarce, które stały się podstawą wielu ważnych decyzji i wydarzeń, a zwłaszcza po 1960 roku współpracowałem w tej dziedzinie dość blisko z wieloma ludźmi, którzy podejmowali decyzje gospodarcze na najwyższym szczeblu, wpływające na losy milionów moich rodaków. Miałem więc pewien wgląd w kulisy tych wydarzeń.
Moje życie nie było również pozbawione elementów niezwykłości, ale o innym charakterze. Wprawdzie uznałem je w poprzedniej książce wręcz za zwykłe, ale nie oznacza to, że nie obfitowało w przygody, których większość miała charakter raczej intelektualny. Można powiedzieć, że ojciec przeżył trzy wojny, a ja trzy ustroje, ale nie jest to jedyne podobieństwo w naszym życiu.
Drugi mój zamiar, leżący u podstaw niniejszej pracy - wypełnienie luk w historii mojej rodziny - zupełnie niespodziewanie ułatwiło mi jedno niecodzienne wydarzenie. Stało się ono prawdziwą sensacją na skalę mojej rodziny. Otóż po śmierci w 2000 roku drugiej angielskiej już żony mojego ojca, którą nazywaliśmy Barbi, moi bracia przyrodni w Londynie wzięli się za porządkowanie poddasza swojego domu (attic). W czasie tych prac znaleźli, niemal 35 lat po śmierci mojego ojca w 1969 roku, plik jego papierów zapisanych w języku polskim. Ponieważ żaden z nich nie zna tego języka, zebrali wszystko razem i przesłali do kraju w 2005 roku. Materiały te obejmowały odbitki listów do rodziny w kraju z lat wojny i okresu do 1950 roku, wspomnienia z udziału ojca w bitwie pod Arnhem w Holandii w 1944 roku oraz sprawozdanie dla władz wojskowych z pracy wywiadu obronnego na zapleczu frontu w Holandii na obszarze działania polskiej brygady spadochronowej.
Dokumenty te wzbudziły we mnie ogromne zainteresowanie. Później zaś zyskały też wysoką ocenę innych osób, które je czytały. Dlatego uznałem za swój obowiązek i chociaż częściowe spełnienie pragnień ojca, by je wydać drukiem[3]. W jednym ze swoich listów pisał on tam bowiem: "Jest w każdym człowieku pragnienie - aby jednak coś po nim pozostało". Postanowiłem więc je opublikować, by uratować je od zapomnienia. W przygotowaniu ich do druku podstawową rolę odegrał mój syn Paweł Karpiński. Bez jego ogromnego wkładu pracy książeczka ta prawdopodobnie nigdy by w ogóle nie powstała.
Z tych samych względów w jednym rozdziale niniejszych wspomnień postanowiłem złamać formułę pisania tylko własnych relacji z tego okresu. W rozdziale o wojnie włączyłem bowiem kilka wspomnień ojca z tego okresu. Ale tylko tych, które nie znalazły się w cytowanej wyżej książce. Są to oczywiście w tym przypadku relacje z drugiej ręki. Nie mają więc takiego stopnia autentyzmu jak moje bezpośrednie wspomnienia o wydarzeniach, które sam przeżyłem.
Mam jednak nadzieję, że czytelnik mi to wybaczy. Chciałem bowiem uniknąć błędu mojego ojca, który spisanie wspomnień odkładał ciągle na później, aż do chwili, gdy czasu tego już zabrakło.
Ojciec mój umarł bowiem przedwcześnie w 69. roku życia. Wiem zaś z osobistych z nim rozmów 25 lat po wojnie, że chciałby, by co najmniej część z jego przeżyć została gdzieś zapisana.
Przemawia za tym również fakt, że coś jednak łączy oba te życiorysy. Żywot wojenny mojego ojca i mój zwykły żywot cywila, wyżywającego się w działalności zawodowej. Tym czymś jest wierne odbicie życia Polaków tej epoki. Elementem wyróżniającym moje życie wśród losów co najmniej większości moich rodaków jest również to, że żyłem w trzech całkowicie odmiennych epokach - jak uprzednio wspomniałem - tradycyjnego przedwojennego kapitalizmu, okresu przejściowego do socjalizmu oraz neoliberalnego kapitalizmu.
Trzeci mój zamiar - zbliżenia się do prawdy tamtych czasów - nabiera dzisiaj szczególnego znaczenia i wynika z ogromnej potrzeby obiektywnej oceny przeszłości, tak jak ją widziałem jako bezpośredni w niej uczestnik. Po 1989 roku, czyli po powrocie do kapitalizmu, co stanowiło istotę tych zmian, rozpętano przeciwko Polsce Ludowej propagandę niemającą we współczesnej Europie odpowiednika co do skali. Zmierza ona do zdyskredytowania wszystkich przejawów życia w poprzednim systemie. Szczególną rolę w tej propagandzie odgrywa specjalnie utworzona w tym celu instytucja, którą jest Instytut Pamięci Narodowej. Jego misją jest jednak przede wszystkim uzyskanie korzyści w walce politycznej, a nie dotarcie do prawdy tamtych lat. Ta propaganda jest potrzebna nowym władzom, by uzasadnić i usprawiedliwić, a w języku naukowym - legitymizować - nowy system. Tym bardziej, że jak dotychczas nie spełnia on wielu wiązanych z nim nadziei i oczekiwań, przynajmniej dla dużej części społeczeństwa. Propaganda ta nie byłaby tak potrzebna, gdyby nowy system przyniósł same sukcesy.
Dlatego wspomnienia te mogą być interesujące dla czytelnika również z tego względu, że przedstawiają inne spojrzenie na naszą transformację ustrojową niż te, które prezentują oficjalne oceny tego okresu.
Podzielam głęboką radość z odzyskania pełnej suwerenności państwa polskiego i przemian demokratycznych po 1989 roku, jednakże z wieloma zmianami w gospodarce w okresie ostatnich 30 lat nie mogę się zgodzić. Są one bowiem w moim głębokim przekonaniu zasadniczo sprzeczne z długookresowymi potrzebami naszego kraju i jego rozwoju, a nawet niebezpieczne dla przyszłości.
Tylko jako przykład wymieniłbym wśród nich masową likwidację polskich przedsiębiorstw przemysłowych, które stanowiły własność z reguły państwową w tym okresie, głęboki regres w rozwoju własnego zaplecza badawczo-rozwojowego, dopuszczenie do rozproszenia się najcenniejszych kadr i ich masowych wyjazdów zagranicę, wykorzystywanie stanowisk w radach nadzorczych przedsiębiorstw sektora publicznego do osobistego bogacenia się, rozkradanie mienia publicznego na poziomie, jakiego nigdy sobie uprzednio nie wyobrażałem, czy też korupcja polityczna na szeroką skalę stosowana przez poszczególne partie. Wiele innych spraw, z którymi nie mogę się zgodzić, omawiam w dalszej części tekstu.
Warto zapoznać się z odmiennymi ocenami Polski Ludowej i ostatnich 30 lat niż oficjalne, w myśl starej rzymskiej zasady wysłuchania racji również innych stron (audiatur et altera pars). Takie krytyczne spojrzenie nieczęsto pojawia się w naszej literaturze, może się więc przyczynić do zobiektywizowania obrazu tych lat, co jest szczególnie ważne dla młodzieży. Jest ona bowiem skazana tylko na relacje współczesnych tendencyjnych historyków oraz nachalną polityczną propagandę środków masowego przekazu. Niniejsza praca nabiera zarazem pewnego nowego sensu - staje się społecznym ostrzeżeniem, do czego mogą prowadzić wypaczenia w ocenie przeszłości narodu.
Moje zapisy są również próbą uratowania od zapomnienia wielu ludzi mojej generacji. Czas płynie bowiem nieubłaganie. Z 89 osób wymienionych w niniejszej książce, z którymi zetknąłem się w toku pracy w centralnych organach planowania, już 72 nie ma wśród nas. Chciałbym, by pozostał po nich jakiś ślad.
Po tych uwagach wstępnych oddaję moje zapiski refleksji i ocenie czytelników, a w najgorszym przypadku - gdyby nie spotkały się one z zainteresowaniem współczesnych - najbliższej rodzinie, jako mój skromny wkład, czy wręcz kamyczek do jej historii.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki