Jak ja to widziałem. Wspomnienia z życia w trzech ustrojach - Andrzej Karpiński

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od au­tora

W 2010 roku opu­bli­ko­wa­łem swoje wspo­mnie­nia pod ty­tu­łem Wspo­mnie­nia ze zwy­kłego ży­cia[1]. Przez "zwy­kłe ży­cie" ro­zu­mia­łem w tym przy­padku ta­kie jego formy, któ­rych ce­lem jest za­pew­nie­nie wa­run­ków go­dzi­wej eg­zy­sten­cji so­bie lub ro­dzi­nie, ale nie udział w woj­nach lub dzia­ła­niach w skali kra­jo­wej i glo­bal­nej. W tym ro­zu­mie­niu ta­kie wła­śnie było moje ży­cie - zwy­kłe, cho­ciaż praca dla pań­stwa pol­skiego od­gry­wała w nim za­wsze istotną, a do 1983 roku wręcz de­cy­du­jącą, rolę.

Zu­peł­nym prze­ci­wień­stwem ta­kiego zwy­kłego ży­cia było ży­cie mo­jego ojca. Brał on udział w trzech ko­lej­nych woj­nach. Co na­wet było rzad­ko­ścią w ów­cze­snym po­ko­le­niu. Stąd ar­ty­kuł o jego lo­sach opu­bli­ko­wany w "Ga­ze­cie Wy­bor­czej Sto­łecz­nej" 9 maja 2004 roku, za­ty­tu­ło­wano Ży­cie nie­po­spo­lite[2]. Ta­kiego ży­cia los mi oszczę­dził.

Spe­cy­fika mo­jego ży­cia wy­ra­ziła się w czymś zu­peł­nie in­nym. Otóż przy­pa­dło mi żyć w Pol­sce w trzech od­mien­nych ustro­jach. W ka­pi­ta­li­zmie przed­wo­jen­nym, na­stęp­nie w okre­sie nie­uda­nej próby zbu­do­wa­nia so­cja­li­zmu (bo ko­mu­ni­zmu w na­szym kraju ni­gdy nie było), co na­zy­wa­li­śmy też cza­sem re­al­nym so­cja­li­zmem, a wresz­cie w od­bu­do­wa­nym po­now­nie ka­pi­ta­li­zmie w wy­niku trans­for­ma­cji ustro­jo­wej po 1989 roku w jego współ­cze­snej, neo­li­be­ral­nej po­staci.

Tylko nie­znaczna część na­szego spo­łe­czeń­stwa znaj­duje się obec­nie w po­dob­nej sy­tu­acji. Bo już tylko 300 ty­sięcy Po­la­ków prze­ży­wało oso­bi­ście opi­sany tu okres do za­koń­cze­nia II wojny świa­to­wej w 1945 roku, czyli uczest­ni­czyła w tych wy­da­rze­niach, czyli nie­całe je­den pro­cent na­szego spo­łe­czeń­stwa. Dla­tego za­pi­sa­nie prze­biegu mo­jego ży­cia może być in­te­re­su­jące dla prze­wa­ża­ją­cej wręcz czę­ści na­szego spo­łe­czeń­stwa. Tym bar­dziej, że po­dzie­lam po­gląd Hen­ryka Sien­kie­wi­cza, który twier­dził: "Czło­wiek, który po­zo­sta­wia po so­bie pa­mięt­nik źle lub do­brze na­pi­sany, byle szczery, po­ka­zuje i daje przy­szłym psy­cho­lo­gom i po­wie­ścio­pi­sa­rzom nie tyle ob­raz swo­ich cza­sów, ile je­dy­nie praw­dziwe ludz­kie do­ku­menty, któ­rym można za­ufać. "Kto pi­sze pa­mięt­nik, ten tym sa­mym pra­cuje dla spo­łe­czeń­stwa i zjed­nywa so­bie prawo do za­sługi".

Bar­dzo bli­ski tej oce­nie jest też po­gląd no­bli­sty Isa­aca B. Sin­gera, że "pi­sa­nie [o prze­szło­ści - dop. au­tora] jest formą walki ze śmier­cią, jest oca­le­niem ca­łych po­ko­leń od za­po­mnie­nia".

Po­dobne były mo­tywy, które skło­niły mnie do opra­co­wa­nia mo­ich wspo­mnień i ich opu­bli­ko­wa­nia. W 10 lat póź­niej, bo w roku 2020, za­pro­po­no­wano mi po­nowne ich wy­da­nie. Po­zwala mi to na zak­tu­ali­zo­wa­nie po­przed­niej książki i uzu­peł­nie­nie jej o pro­blemy, któ­rych wtedy nie mo­głem uwzględ­nić. Do­ty­czyło to zwłasz­cza wy­da­rzeń spo­wo­do­wa­nych glo­bal­nym kry­zy­sem 2008 roku. Wy­warł on ogromny wpływ nie tylko na sy­tu­ację świa­tową, lecz także na oso­bi­ste losy jed­no­stek, w tym rów­nież na moje. A w jesz­cze więk­szym stop­niu do­ty­czy to skut­ków pan­de­mii CO­VID-19 z 2020 roku.

Pod­su­mo­wu­jąc, za­warta w mo­ich wspo­mnie­niach ocena ca­łego okresu 30-le­cia trans­for­ma­cji po 1989 roku, do­ty­cząca głów­nie wy­da­rzeń w go­spo­darce i prze­my­śle, jest w wielu przy­pad­kach ra­czej gorzka i bar­dzo kry­tyczna z punktu wi­dze­nia pro­fe­sjo­nal­nych kry­te­riów eko­no­micz­nych.

Wpraw­dzie mi­nione 30-le­cie (1990-2020) przy­nio­sło pod wpły­wem otwar­cia na Za­chód re­alny i głę­boki prze­łom cy­wi­li­za­cyjny o hi­sto­rycz­nym zna­cze­niu - nikt ra­cjo­nal­nie my­ślący nie może tego kwe­stio­no­wać - oraz ogromne po­stępy w roz­woju wielu dzie­dzin i w po­pra­wie wa­run­ków ży­cia.

Ale cena tego po­stępu, którą po­nio­sła na­sza go­spo­darka i spo­łe­czeń­stwo, była - w moim prze­ko­na­niu - bar­dzo wy­soka, czę­sto zbyt wy­soka, a w wielu przy­pad­kach wręcz nad­mierna. Moim zda­niem tak być wcale nie mu­siało. Mo­gła być ona znacz­nie mniej­sza, gdyby nie po­peł­niono w niej licz­nych i po­waż­nych błę­dów. Trzeba je więc ujaw­niać, a nie ukry­wać przed opi­nią pu­bliczną w na­szym kraju.

Wa­runki do wy­da­nia bar­dziej obiek­tyw­nej oceny tego okresu są dziś wie­lo­krot­nie bar­dziej sprzy­ja­jące i lep­sze niż w cza­sie po­cząt­ko­wej eu­fo­rii w pierw­szej fa­zie trans­for­ma­cji. Bo we­szły już nowe po­ko­le­nia, któ­rym na praw­dzie o tych cza­sach bar­dzo za­leży, bo jest im ona szcze­gól­nie po­trzebna. Uwa­żam, że te moż­li­wo­ści po­winny być w pełni i mak­sy­mal­nie wy­ko­rzy­stane. Jest to ele­men­tar­nym wa­run­kiem, by unik­nąć po­wtó­rze­nia tych błę­dów w przy­szło­ści. Ten mo­tyw kry­tycz­nej oceny w za­sad­ni­czy spo­sób roz­sze­rzy­łem więc w ni­niej­szej wer­sji tych wspo­mnień.

W związku z to­czącą się obec­nie w na­szym kraju swo­istą zimną wojną do­mową opisy prze­szło­ści i ofi­cjalne jej oceny są dziś nie­zwy­kle ten­den­cyjne. Kształ­tuje je nie dą­że­nie do prawdy, ale wręcz prze­ciw­nie - czę­sto ob­fi­tują one na skalę ma­sową w kłam­stwa, wpro­wa­dzane świa­do­mie dla osią­gnię­cia okre­ślo­nych ce­lów po­li­tycz­nych, a zmie­rzają do po­gnę­bie­nia i zdys­kre­dy­to­wa­nia prze­ciw­ni­ków po­li­tycz­nych.

Wiele z tych ocen, zwłasz­cza w ra­mach tak zwa­nej po­li­tyki hi­sto­rycz­nej oraz w ofi­cjal­nej pro­pa­gan­dzie, nie ma nic wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią i re­al­nymi prze­ży­ciami współ­cze­snego mi po­ko­le­nia.

A jedną z rzad­kich i nie­licz­nych za­let wieku star­czego jest moż­li­wość mó­wie­nia ca­łej prawdy i wy­zwo­le­nie się już z róż­nego ro­dzaju za­ha­mo­wań wy­stę­pu­ją­cych w wieku ak­tyw­no­ści za­wo­do­wej. Mogę więc prze­ka­zać już całą prawdę, tak jak ją wtedy wi­dzia­łem. Dla­tego w obec­nym wy­da­niu zmie­ni­łem jej ty­tuł na: Jak ja to wi­dzia­łem?. Le­piej wy­raża to jej treść. Bo książka ta oma­wia i przed­sta­wia wiele fak­tów do­tych­czas prze­mil­cza­nych lub za­kła­ma­nych. Zgod­nie z tym po­świę­ci­łem w niej wiele miej­sca i uwagi ak­tyw­nemu zwal­cza­niu mi­tów, krą­żą­cych w na­szej świa­do­mo­ści spo­łecz­nej, nie­ma­ją­cych żad­nych pod­staw ani w na­uce, ani w rze­czy­wi­sto­ści. A już szcze­gól­nie wiele miej­sca po­świę­ci­łem kry­tyce naj­częst­szych i naj­więk­szych błę­dów eko­no­micz­nych, które po­peł­nili nasi po­li­tycy.

Wresz­cie ni­niej­sze wspo­mnie­nia mogą także ode­grać jesz­cze jedną rolę. Są re­la­cją nie­mal ostat­niego ży­ją­cego jesz­cze świadka, który ak­tyw­nie uczest­ni­czył w tych wy­da­rze­niach.

Książka ta może być in­te­re­su­jąca przede wszyst­kim dla osób uczest­ni­czą­cych w tych wy­da­rze­niach. A szcze­gól­nie przy­datna dla tych, któ­rzy sami nie żyli w tym okre­sie i w związku z tym są zdani na oceny ofi­cjalne i kłam­stwa ukształ­to­wane przez współ­cze­snych nam po­li­ty­ków i hi­sto­ry­ków. W praw­dzi­wej i re­al­nej oce­nie tego okresu naj­bar­dziej za­in­te­re­so­wani są zwłasz­cza lu­dzie mło­dzi, któ­rzy wcho­dzą do­piero w swoje ak­tywne ży­cie za­wo­dowe. Prawda o tym okre­sie jest im naj­bar­dziej po­trzebna i nie­zbędna do wy­boru wła­ści­wej drogi swo­jego ży­cia i wła­snego pro­gramu dzia­ła­nia.

Wiele osób z mo­jej ge­ne­ra­cji za­chę­cało mnie wręcz do na­pi­sa­nia tych wspo­mnień oraz po­mo­gło mi w ich przy­go­to­wa­niu.

Szcze­gól­nie cenne były dla mnie uwagi zgło­szone już do tego tek­stu przez prof. Pawła Ko­złow­skiego, z któ­rym łą­czą mnie więzy dłu­go­let­niej przy­jaźni, a także uwagi dr. An­drzeja Ja­ku­bo­wi­cza. Dla­tego jako au­tor wy­ra­żam im go­rące po­dzię­ko­wa­nie i wy­razy wdzięcz­no­ści za ten wkład do ni­niej­szej pracy.

Szcze­gólną zaś i spe­cy­ficzną rolę w pracy nad tymi wspo­mnie­niami ode­grała moja żona Mi­ro­sława Kar­piń­ska. Nie tylko stwo­rzyła mi wa­runki do pracy nad tą książką, lecz także wnio­sła wiele swo­ich ob­ser­wa­cji i me­ry­to­rycz­nych uwag. Ode­grała więc rolę swo­istego współ­au­tora. Je­stem Jej wi­nien za to moje naj­wyż­sze po­dzię­ko­wa­nie.

Nie­spo­dzie­wane i na­głe odej­ście mo­jej żony w 2023 roku fak­tycz­nie i osta­tecz­nie za­koń­czyło moje ży­cie emo­cjo­nalne. Za­bra­kło osoby, którą da­rzy­łem naj­więk­szą mi­ło­ścią. A uwa­ża­łem za­wsze - i tak jest też te­raz - że mi­łość jest w ży­ciu oso­bi­stym czło­wieka naj­waż­niej­szą war­to­ścią i do­bro­dziej­stwem, które może go spo­tkać.

Wielki wkład pracy w przy­go­to­wa­nie ni­niej­szych wspo­mnień wnio­sła pani mgr Iza­bela Zubko oraz Le­szek Ka­miń­ski, który po­mógł nadać książce jej osta­teczny kształt. Au­tor składa im tą drogą go­rące po­dzię­ko­wa­nia i wy­razy wdzięcz­no­ści.

Na od­rębne pod­kre­śle­nie za­słu­guje ak­tywna rola pana dr. Wło­dzi­mie­rza Ulic­kiego w wy­da­niu tej pracy. Bez tej bez­in­te­re­sow­nej i wiel­kiej po­mocy trudno by­łoby zre­ali­zo­wać to przed­się­wzię­cie. A po­nie­waż jest to już moja 12. książka wy­dana dzięki po­mocy pana Wło­dzi­mie­rza chciał­bym jesz­cze raz po­dzię­ko­wać za to i wy­ra­zić wdzięcz­ność za ca­łość na­szej współ­pracy, którą so­bie wy­soko ce­nię i po­le­cam in­nym au­to­rom.

Dla unik­nię­cia prze­cią­że­nia tego tek­stu nad­mier­nie sze­roką do­ku­men­ta­cją do­ty­czącą źró­deł wy­ko­rzy­sta­nych tu cy­ta­tów zre­zy­gno­wa­łem z ich za­miesz­cze­nia w ni­niej­szej książce. Znaj­dują się one w moim ar­chi­wum i mogą być w pełni udo­stęp­nione na ży­cze­nie czy­tel­ni­ków.

An­drzej Kar­piń­ski

War­szawa, 24 marca 2022 roku

Kilka uwag wstęp­nych

W spo­sób dla mnie zu­peł­nie nie­spo­dzie­wany - jak to za­wsze w ży­ciu bywa, a dla mnie wręcz za­ska­ku­jący - prze­kro­czy­łem gra­nicę 90 lat ży­cia. Zna­la­złem się więc w wieku, w któ­rym czło­wie­kowi po­zo­staje już tylko pi­sa­nie wspo­mnień.

Ten okres w ży­ciu czło­wieka ma rów­nież pewne, cho­ciaż bar­dzo spe­cy­ficzne, uroki. Po­zwala na przy­kład na pi­sa­nie ca­łej prawdy, re­zy­gnu­jąc z wszel­kich za­ha­mo­wań i obaw wieku śred­niego. Czło­wie­kowi w moim wieku nic już bo­wiem nie może bar­dziej za­szko­dzić niż sam ten wiek. Dla­tego stać go na zu­pełną szcze­rość. Po­zwala to za­ra­zem do­ko­nać wła­snej oceny zda­rzeń i osób - twór­ców tej prze­szło­ści, w tym rów­nież kry­tycz­nej, cho­ciaż trzeba pa­mię­tać, że wielu z nich nie może się już prze­ciw­sta­wić ewen­tu­al­nym za­rzu­tom lub przed nimi bro­nić. A to z ko­lei wy­maga w tej kry­tyce du­żej roz­wagi i od­po­wie­dzial­no­ści.

Po­sta­no­wi­łem więc i ja sko­rzy­stać z po­wsta­łych w tym wieku oka­zji.

Mu­szę jed­nak za­raz na wstę­pie uprze­dzić ewen­tu­al­nego czy­tel­nika ni­niej­szych za­pi­sów. Pi­sząc te wspo­mnie­nia, nie mia­łem żad­nych am­bi­cji li­te­rac­kich. Je­dyny mój kon­takt z pro­fe­sjo­nalną li­te­ra­turą sensu stricto ogra­ni­czył się do opu­bli­ko­wa­nia jed­nego z roz­dzia­łów mo­jej książki 40 lat pla­no­wa­nia w Pol­sce na ła­mach "Wia­do­mo­ści Kul­tu­ral­nych".

Gdy po­dej­mo­wa­łem pracę nad tą książką, kie­ro­wały mną trzy cele.

Pierw­szy to po­trzeba do­ko­na­nia swo­istego bi­lansu i roz­li­cze­nia mo­jego ży­cia za­wo­do­wego i oso­bi­stego. Naj­wyż­szy jest już na to czas.

Drugi to ko­niecz­ność wy­peł­nie­nia luk w hi­sto­rii mo­jej ro­dziny i jej wzbo­ga­ce­nie o prze­ży­cia mo­jej ge­ne­ra­cji.

I wresz­cie trzeci - do czego przy­wią­zuję naj­więk­sze zna­cze­nie - to chęć zbli­że­nia się do prawdy tam­tych cza­sów.

Wy­ja­śnie­nie ce­lów i za­mia­rów au­tora jest tym bar­dziej po­trzebne, że i sam ty­tuł nie jest spe­cjal­nie za­chę­ca­jący do lek­tury tej książki, cho­ciaż do­brze od­po­wiada jej tre­ści.

W żad­nym przy­padku tą przy­czyną nie są ja­kieś po­nad­stan­dar­dowe prze­ży­cia. Nie od­bie­gały one bo­wiem od tego, co prze­ży­wali współ­cze­śni mi Po­lacy. Wręcz prze­ciw­nie. Ży­cie moje było po­zba­wione wiel­kich klęsk lub więk­szych suk­ce­sów. Nie było w nim dra­ma­tycz­nych prze­si­leń, które były udzia­łem znacz­nej czę­ści mo­ich współ­cze­snych. Może wy­ni­kało to z czasu i daty mo­jego uro­dze­nia. Przy­sze­dłem na świat w 1928 roku, a więc w chwili wy­bu­chu wojny mia­łem pra­wie 12 lat. By­łem więc za młody, by w niej ak­tyw­nie uczest­ni­czyć, a na tyle już do­ro­sły, że prze­ży­wa­łem ją w spo­sób świa­domy.

Cóż więc skło­niło mnie do pod­ję­cia tego ry­zy­kow­nego przed­się­wzię­cia, któ­rym za­wsze jest spi­sy­wa­nie wła­snych wspo­mnień? Ma to bo­wiem w so­bie coś z ob­na­ża­nia wła­snego "ja", a więc swo­istego in­te­lek­tu­al­nego strip­tizu.

Otóż jest jesz­cze jedna ce­cha, która różni moje ży­cie od lo­sów ty­sięcy mo­ich ro­da­ków. So­cjo­lo­dzy okre­ślili ją ter­mi­nem ob­ser­wa­cji uczest­ni­czą­cej. Pierw­sza po­słu­żyła się tym ter­mi­nem w sto­sunku do mo­jej osoby prof. Ma­ria Ja­rosz. Uczy­niła to w re­cen­zji jed­nej z mo­ich ksią­żek. O co tu cho­dzi? Otóż ni­gdy nie by­łem de­cy­den­tem w waż­nych wy­da­rze­niach, które się wo­kół mnie działy. Zna­cze­nie tu miały ta­kie przy­czyny jak kiep­ski ży­cio­rys, jak na Pol­skę Lu­dową i czasy so­cja­li­zmu (po­cho­dze­nie in­te­li­genc­kie, oj­ciec za gra­nicą). Oprócz tego nie mia­łem żad­nego za­ple­cza po­li­tycz­nego - nie mia­łem ni­kogo, kto w naj­mniej­szym na­wet stop­niu udzie­lałby mi ja­kie­goś po­par­cia. Do 1973 roku by­łem bo­wiem bez­par­tyjny.

Rów­no­cze­śnie jed­nak uczest­ni­czy­łem po 1948 roku w opra­co­wa­niu wielu stu­diów i dia­gnoz w go­spo­darce, które stały się pod­stawą wielu waż­nych de­cy­zji i wy­da­rzeń, a zwłasz­cza po 1960 roku współ­pra­co­wa­łem w tej dzie­dzi­nie dość bli­sko z wie­loma ludźmi, któ­rzy po­dej­mo­wali de­cy­zje go­spo­dar­cze na naj­wyż­szym szcze­blu, wpły­wa­jące na losy mi­lio­nów mo­ich ro­da­ków. Mia­łem więc pe­wien wgląd w ku­lisy tych wy­da­rzeń.

Moje ży­cie nie było rów­nież po­zba­wione ele­men­tów nie­zwy­kło­ści, ale o in­nym cha­rak­te­rze. Wpraw­dzie uzna­łem je w po­przed­niej książce wręcz za zwy­kłe, ale nie ozna­cza to, że nie ob­fi­to­wało w przy­gody, któ­rych więk­szość miała cha­rak­ter ra­czej in­te­lek­tu­alny. Można po­wie­dzieć, że oj­ciec prze­żył trzy wojny, a ja trzy ustroje, ale nie jest to je­dyne po­do­bień­stwo w na­szym ży­ciu.

Drugi mój za­miar, le­żący u pod­staw ni­niej­szej pracy - wy­peł­nie­nie luk w hi­sto­rii mo­jej ro­dziny - zu­peł­nie nie­spo­dzie­wa­nie uła­twiło mi jedno nie­co­dzienne wy­da­rze­nie. Stało się ono praw­dziwą sen­sa­cją na skalę mo­jej ro­dziny. Otóż po śmierci w 2000 roku dru­giej an­giel­skiej już żony mo­jego ojca, którą na­zy­wa­li­śmy Barbi, moi bra­cia przy­rodni w Lon­dy­nie wzięli się za po­rząd­ko­wa­nie pod­da­sza swo­jego domu (at­tic). W cza­sie tych prac zna­leźli, nie­mal 35 lat po śmierci mo­jego ojca w 1969 roku, plik jego pa­pie­rów za­pi­sa­nych w ję­zyku pol­skim. Po­nie­waż ża­den z nich nie zna tego ję­zyka, ze­brali wszystko ra­zem i prze­słali do kraju w 2005 roku. Ma­te­riały te obej­mo­wały od­bitki li­stów do ro­dziny w kraju z lat wojny i okresu do 1950 roku, wspo­mnie­nia z udziału ojca w bi­twie pod Arn­hem w Ho­lan­dii w 1944 roku oraz spra­woz­da­nie dla władz woj­sko­wych z pracy wy­wiadu obron­nego na za­ple­czu frontu w Ho­lan­dii na ob­sza­rze dzia­ła­nia pol­skiej bry­gady spa­do­chro­no­wej.

Do­ku­menty te wzbu­dziły we mnie ogromne za­in­te­re­so­wa­nie. Póź­niej zaś zy­skały też wy­soką ocenę in­nych osób, które je czy­tały. Dla­tego uzna­łem za swój obo­wią­zek i cho­ciaż czę­ściowe speł­nie­nie pra­gnień ojca, by je wy­dać dru­kiem[3]. W jed­nym ze swo­ich li­stów pi­sał on tam bo­wiem: "Jest w każ­dym czło­wieku pra­gnie­nie - aby jed­nak coś po nim po­zo­stało". Po­sta­no­wi­łem więc je opu­bli­ko­wać, by ura­to­wać je od za­po­mnie­nia. W przy­go­to­wa­niu ich do druku pod­sta­wową rolę ode­grał mój syn Pa­weł Kar­piń­ski. Bez jego ogrom­nego wkładu pracy ksią­żeczka ta praw­do­po­dob­nie ni­gdy by w ogóle nie po­wstała.

Z tych sa­mych wzglę­dów w jed­nym roz­dziale ni­niej­szych wspo­mnień po­sta­no­wi­łem zła­mać for­mułę pi­sa­nia tylko wła­snych re­la­cji z tego okresu. W roz­dziale o woj­nie włą­czy­łem bo­wiem kilka wspo­mnień ojca z tego okresu. Ale tylko tych, które nie zna­la­zły się w cy­to­wa­nej wy­żej książce. Są to oczy­wi­ście w tym przy­padku re­la­cje z dru­giej ręki. Nie mają więc ta­kiego stop­nia au­ten­ty­zmu jak moje bez­po­śred­nie wspo­mnie­nia o wy­da­rze­niach, które sam prze­ży­łem.

Mam jed­nak na­dzieję, że czy­tel­nik mi to wy­ba­czy. Chcia­łem bo­wiem unik­nąć błędu mo­jego ojca, który spi­sa­nie wspo­mnień od­kła­dał cią­gle na póź­niej, aż do chwili, gdy czasu tego już za­bra­kło.

Oj­ciec mój umarł bo­wiem przed­wcze­śnie w 69. roku ży­cia. Wiem zaś z oso­bi­stych z nim roz­mów 25 lat po woj­nie, że chciałby, by co naj­mniej część z jego prze­żyć zo­stała gdzieś za­pi­sana.

Prze­ma­wia za tym rów­nież fakt, że coś jed­nak łą­czy oba te ży­cio­rysy. Ży­wot wo­jenny mo­jego ojca i mój zwy­kły ży­wot cy­wila, wy­ży­wa­ją­cego się w dzia­łal­no­ści za­wo­do­wej. Tym czymś jest wierne od­bi­cie ży­cia Po­la­ków tej epoki. Ele­men­tem wy­róż­nia­ją­cym moje ży­cie wśród lo­sów co naj­mniej więk­szo­ści mo­ich ro­da­ków jest rów­nież to, że ży­łem w trzech cał­ko­wi­cie od­mien­nych epo­kach - jak uprzed­nio wspo­mnia­łem - tra­dy­cyj­nego przed­wo­jen­nego ka­pi­ta­li­zmu, okresu przej­ścio­wego do so­cja­li­zmu oraz neo­li­be­ral­nego ka­pi­ta­li­zmu.

Trzeci mój za­miar - zbli­że­nia się do prawdy tam­tych cza­sów - na­biera dzi­siaj szcze­gól­nego zna­cze­nia i wy­nika z ogrom­nej po­trzeby obiek­tyw­nej oceny prze­szło­ści, tak jak ją wi­dzia­łem jako bez­po­średni w niej uczest­nik. Po 1989 roku, czyli po po­wro­cie do ka­pi­ta­li­zmu, co sta­no­wiło istotę tych zmian, roz­pę­tano prze­ciwko Pol­sce Lu­do­wej pro­pa­gandę nie­ma­jącą we współ­cze­snej Eu­ro­pie od­po­wied­nika co do skali. Zmie­rza ona do zdys­kre­dy­to­wa­nia wszyst­kich prze­ja­wów ży­cia w po­przed­nim sys­te­mie. Szcze­gólną rolę w tej pro­pa­gan­dzie od­grywa spe­cjal­nie utwo­rzona w tym celu in­sty­tu­cja, którą jest In­sty­tut Pa­mięci Na­ro­do­wej. Jego mi­sją jest jed­nak przede wszyst­kim uzy­ska­nie ko­rzy­ści w walce po­li­tycz­nej, a nie do­tar­cie do prawdy tam­tych lat. Ta pro­pa­ganda jest po­trzebna no­wym wła­dzom, by uza­sad­nić i uspra­wie­dli­wić, a w ję­zyku na­uko­wym - le­gi­ty­mi­zo­wać - nowy sys­tem. Tym bar­dziej, że jak do­tych­czas nie speł­nia on wielu wią­za­nych z nim na­dziei i ocze­ki­wań, przy­naj­mniej dla du­żej czę­ści spo­łe­czeń­stwa. Pro­pa­ganda ta nie by­łaby tak po­trzebna, gdyby nowy sys­tem przy­niósł same suk­cesy.

Dla­tego wspo­mnie­nia te mogą być in­te­re­su­jące dla czy­tel­nika rów­nież z tego względu, że przed­sta­wiają inne spoj­rze­nie na na­szą trans­for­ma­cję ustro­jową niż te, które pre­zen­tują ofi­cjalne oceny tego okresu.

Po­dzie­lam głę­boką ra­dość z od­zy­ska­nia peł­nej su­we­ren­no­ści pań­stwa pol­skiego i prze­mian de­mo­kra­tycz­nych po 1989 roku, jed­nakże z wie­loma zmia­nami w go­spo­darce w okre­sie ostat­nich 30 lat nie mogę się zgo­dzić. Są one bo­wiem w moim głę­bo­kim prze­ko­na­niu za­sad­ni­czo sprzeczne z dłu­go­okre­so­wymi po­trze­bami na­szego kraju i jego roz­woju, a na­wet nie­bez­pieczne dla przy­szło­ści.

Tylko jako przy­kład wy­mie­nił­bym wśród nich ma­sową li­kwi­da­cję pol­skich przed­się­biorstw prze­my­sło­wych, które sta­no­wiły wła­sność z re­guły pań­stwową w tym okre­sie, głę­boki re­gres w roz­woju wła­snego za­ple­cza ba­daw­czo-roz­wo­jo­wego, do­pusz­cze­nie do roz­pro­sze­nia się naj­cen­niej­szych kadr i ich ma­so­wych wy­jaz­dów za­gra­nicę, wy­ko­rzy­sty­wa­nie sta­no­wisk w ra­dach nad­zor­czych przed­się­biorstw sek­tora pu­blicz­nego do oso­bi­stego bo­ga­ce­nia się, roz­kra­da­nie mie­nia pu­blicz­nego na po­zio­mie, ja­kiego ni­gdy so­bie uprzed­nio nie wy­obra­ża­łem, czy też ko­rup­cja po­li­tyczna na sze­roką skalę sto­so­wana przez po­szcze­gólne par­tie. Wiele in­nych spraw, z któ­rymi nie mogę się zgo­dzić, oma­wiam w dal­szej czę­ści tek­stu.

Warto za­po­znać się z od­mien­nymi oce­nami Pol­ski Lu­do­wej i ostat­nich 30 lat niż ofi­cjalne, w myśl sta­rej rzym­skiej za­sady wy­słu­cha­nia ra­cji rów­nież in­nych stron (au­dia­tur et al­tera pars). Ta­kie kry­tyczne spoj­rze­nie nie­czę­sto po­ja­wia się w na­szej li­te­ra­tu­rze, może się więc przy­czy­nić do zo­biek­ty­wi­zo­wa­nia ob­razu tych lat, co jest szcze­gól­nie ważne dla mło­dzieży. Jest ona bo­wiem ska­zana tylko na re­la­cje współ­cze­snych ten­den­cyj­nych hi­sto­ry­ków oraz na­chalną po­li­tyczną pro­pa­gandę środ­ków ma­so­wego prze­kazu. Ni­niej­sza praca na­biera za­ra­zem pew­nego no­wego sensu - staje się spo­łecz­nym ostrze­że­niem, do czego mogą pro­wa­dzić wy­pa­cze­nia w oce­nie prze­szło­ści na­rodu.

Moje za­pisy są rów­nież próbą ura­to­wa­nia od za­po­mnie­nia wielu lu­dzi mo­jej ge­ne­ra­cji. Czas pły­nie bo­wiem nie­ubła­ga­nie. Z 89 osób wy­mie­nio­nych w ni­niej­szej książce, z któ­rymi ze­tkną­łem się w toku pracy w cen­tral­nych or­ga­nach pla­no­wa­nia, już 72 nie ma wśród nas. Chciał­bym, by po­zo­stał po nich ja­kiś ślad.

Po tych uwa­gach wstęp­nych od­daję moje za­pi­ski re­flek­sji i oce­nie czy­tel­ni­ków, a w naj­gor­szym przy­padku - gdyby nie spo­tkały się one z za­in­te­re­so­wa­niem współ­cze­snych - naj­bliż­szej ro­dzi­nie, jako mój skromny wkład, czy wręcz ka­my­czek do jej hi­sto­rii.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki