Jak pisać oszczędnie nie tylko o ekonomii - Deirdre Nansen McCloskey

-
Proszę czekać

1. Pisanie to zawód.

W starej historyjce obrazkowej Shoe wujek ptak wchodzi do domu z aktówką wypełnioną papierami i mówi do siostrzeńca ptaka: "Jestem wykończony, ale muszę pracować. Do jutra rana muszę skończyć ten raport". Następna kratka: "Będę pisał do trzeciej w nocy". Ostatnia kratka przedstawia siostrzeńca, który pyta z przerażoną miną: "Chcesz powiedzieć, że zadania domowe odrabia się do końca życia?!".

Tak, mój drogi, zadania domowe odrabia się do końca życia. Wiele z nich to prace pisemne.

Osoby postronne od dawna narzekają na to, jak się pisze teksty ekonomiczne, socjologiczne, biznesowe i urzędowe (Williamson 1947). Z wykształcenia jestem ekonomistką, z zamiłowania historyczką, a z podłapanej na późnym etapie życia pasji nauczycielką języka angielskiego. Ludzie wszystkich zawodów piszą. W przeciwieństwie do nauczycieli języka angielskiego jednak tylko nieliczni ekonomiści i historycy pisali o sztuce pisania albo jej uczyli. W rezultacie poziom pisania tekstów ekonomicznych i historycznych stale spada. Na przykład nawet całkiem dobrzy autorzy tekstów o ekonomii, historii czy - tak, tak! - języku angielskim używają zwrotów typu "jak się przekonamy" (wersja akademicka) i "więcej na ten temat później" (wersja gazetowa), bez potrzeby uprzedzając fakty. Nie spotkamy tego u Alfreda Marshalla (1842-1924) czy lorda Actona (1834-1902), a nawet Johna Maynarda Keynesa (1883-1946) czy A.J.P. Taylora (1906-1990). Ekonomista Walter Salant dołożył swoją cegiełkę w eseju opublikowanym w 1969 roku. W 1978 roku J.K. Galbraith napisał artykuł zatytułowany Writing, Typing and Economics (Pisanie, maszynopisanie i ekonomia). Odniósł się w nim do uwagi pisarza Ernesta Hemingwaya na temat pisarza Jacka Kerouaca, przedstawiciela ruchu beatników: "To nie jest pisanie, to jest maszynopisanie". Wiele tekstów z ekonomii, historii, biznesu, polityki, wojskowości i wielu innych dziedzin to maszynopisanie - i to kiepskie.

Nikt nie mówi początkującym w zawodzie, w którym dużo się pisze, jak ważne jest doskonalenie tej umiejętności. Co zaskakujące, dużą wagę do pisania przywiązują badacze z Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych. W tym departamencie stanowi to tradycję. Tak samo jak w niektórych oddziałach Rezerwy Federalnej. Interesy prywatnych firm w dużym stopniu opierają się na pisaniu, a ich dyrektorzy generalni często twierdzą, że dbają o to, jak piszą ich podwładni. Z drugiej strony w prezentacjach biznesowych, a ostatnio także akademickich, rządzi PowerPoint w swoim najgorszym wydaniu. Naukowcy oczywiście muszą pisać - jak najęci - jeśli chcą zdobyć tytuł profesorski i szacunek kolegów. Ale wielu z nich robi to bardzo nieudolnie. Na większości uczelni studenci nie uczą się niczego o pisaniu po obowiązkowym kursie kompozycji na pierwszym roku, który starają się puścić w niepamięć. Na studiach magisterskich nie ma nawet tego. Mistrz stolarski odwraca się plecami do ucznia, ukrywając przed nim tajniki swojego rzemiosła, na przykład jak przeciąć deskę tak, żeby się nie postrzępiła na drugim końcu.

Wielką tajemnicą jest to, że jak dobrze piszesz, to dobrze ci płacą, a jak źle piszesz, to źle ci płacą. Fatalne pisanie psuje więcej artykułów i raportów niż fatalne statystyki czy fatalne badania. Żeby was posłuchali, muszą was przeczytać. Złego pisania nikt nie czyta, nawet profesorowie albo szefowie, którym za to płacą. Wyobrażacie sobie, że mielibyście rzeczywiście przeczytać najgorszy raport czy najgorszą pracę semestralną, jaką w życiu napisaliście? Nawet wasza matka, która miała do was świętą cierpliwość, by tego nie zrobiła.

Po lekturze artykułu, na którego podstawie powstała ta książka, kilku piszących mało zrozumiale profesorów ekonomii stwierdziło, że nie mam racji, bo w rzeczywistości niejasność popłaca. Dobra, załóżmy, że tak jest. Załóżmy, że się mylę, mówiąc, że jak źle piszecie, to źle wam płacą. I co z tego? Źle jest być złym. Wspomniana matka, która miała do was świętą cierpliwość, powiedziała wam, że macie być dobrzy, i koniec, kropka. Jasność albo - żeby się posłużyć bardziej technicznym określeniem - "czytelność" to kwestia etyczna wykraczająca poza zwykłą roztropność mającą na celu osiągnięcie zysku (McCloskey 1992).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Dlaczego nie powinniście przestać czytać w tym miejscu

Przeciętna kobieta uwielbia swoje błędne opinie na temat "uczciwego" handlu i nie chce słuchać profesorów ekonomii, którzy je podważają. W końcu to jej poglądy, a polityka handlowa to "tylko kwestia przekonań". W wolnym kraju każdy ma prawo do własnego zdania. Niech profesorowie się wypchają. Ale nawet student podstaw ekonomii przeczytał rozdział o przewadze komparatywnej w podręczniku do ekonomii, z którego dowiedział się również, że przeciętna kobieta, a także nieprzeciętny mężczyzna w Białym Domu są żenująco głupi. Jeśli chcecie nauczyć się myśleć o czymkolwiek i przestać być żenująco głupi, powinniście zacząć od słuchania ekspertów, tak jak robią to praktykanci w programie PBS This Old House albo tak jak sami słuchaliście swojego trenera gimnastyki.

Tak samo jest z pisaniem. Większość autorów na początku ma do pisania amatorski stosunek przeciętnej kobiety do polityki handlowej i opinie podobne do błędnych wyobrażeń początkującego stolarza na temat cięcia belek na nowy sufit. Nie znają reguł i ukrytego za nimi rozumowania. Nie szukają profesjonalnych porad na temat pisania. Nie poprawiają. Nie czytają z dystansem stron napisanych poprzedniego dnia. Bezkrytycznie podziwiają wszystko, co napisali, traktując swoje błędy jako dar od Boga i coś osobistego. Jako kwestie opinii.

To prawda, że nie można za bardzo zmienić cech charakteru i obrazić się, kiedy jakiś bydlak je krytykuje:

 

LINUS: Co to jest?

LUCY: Coś, co ci pomoże stać się w przyszłym roku lepszym człowiekiem. Zrobiłam listę wszystkich twoich wad. [Wychodzi]

LINUS [Czyta, coraz bardziej oburzony]: Wad? Nazywasz to wadami? To nie są wady! To są cechy charakteru!

 

Pisarze-amatorzy uważają, że pisanie jest cechą charakteru, a nie umiejętnością, którą można udoskonalić. Jeśli ktoś usłyszy, że tylko amatorzy używają zwrotu "nie tylko, [...] ale także", albo że słowo "proces" nic nie wnosi, prawdopodobnie zareaguje tak samo jak na uwagi dotyczące swojej sylwetki: "Hej, taki właśnie jestem. Odczep się, bydlaku". Natomiast profesjonaliści, tacy jak poeci, dziennikarze i najlepsi autorzy tekstów ekonomicznych, politycznych i akademickich, nauczyli się wykorzystywać krytykę - a w trakcie pisania samokrytykę. Pierwszą i największą prawdą o pisaniu jest to, że wszyscy - wy, ja i [felietonista "Washington Post"] George Will - możemy krytyczniej podchodzić do naszego stylu pisania. Byłoby bardziej profesjonalne, gdybyśmy traktowali to poważniej.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przedmowa

Zamierzonym czytelnikiem mojej książeczki jest student w dowolnym wieku, który ma świadomość, że w swoim zawodzie, który lokuje go w klasie średniej, musi pisać. I pisać. I pisać. Lepsze pisanie się opłaci. Zresztą dobre pisanie wzbogaca duszę.

Książka miała swoje korzenie na Uniwersytecie Chicagowskim w latach siedemdziesiątych na kursie dla studentów ekonomii. Wczesna wersja, adresowana do młodych wykładowców ekonomii, ukazała się pod obecnym tytułem w kwietniowym numerze czasopisma "Economic Inquiry" z 1985 roku. Coś podobnego do obecnego wydania, kierowanego do szerszego grona ekonomistów, ukazało się w formie książkowej nakładem wydawnictwa Macmillan w Nowym Jorku w 1986 roku pod tytułem The Writing of Economics. Publikując pierwsze wydanie, Anthony English, który pracował wtedy w Macmillan, wykazał się wyczuciem stylu i energią. Tony był ostatnim redaktorem kanonicznej książeczki Strunka i White'a The Elements of Style i było dla mnie wielkim zaszczytem zobaczyć moją własną libellus w tym samym cyklu wydawniczym. Niniejsza książka może być postrzegana jako kontynuacja dzieła tych autorów, tyle że bardziej zaawansowana. (To również by mi pochlebiło). W 1999 roku Waveland Press wznowiło książkę z poprawkami, które rozszerzyły grono zamierzonych odbiorców poza ekonomistów. Niniejsza książka, opublikowana przez University of Chicago Press, jest w rzeczywistości trzecim, poprawionym wydaniem, skierowanym do jeszcze szerszego grona autorów zajmujących się ekonomią, biznesem, administracją publiczną, naukami społecznymi, historią i literaturą. Wszyscy postarajmy się pisać oszczędniej.

Dziękuję grupie dobrych autorów, którzy na wczesnym etapie poprawili moją argumentację, mówiąc mi, gdzie się mylę i gdzie mam rację: Eleanor Birch, Thomas Borcherding, Ross Echert, Clifford Geertz, Albert Hirschman, Sara Hirschman, Linda Kerber, Charles Kindleberger, Meir Kohn, David Landes, większość rodziny McCloskey (Laura, Helen i Joanne), Joel Mokyr, Erin Newton, Carol Rowe, większość rodziny Solow (John, Barbara i Robert), Richard Sutch, Donald Sutherland, Steven Webb, A. Wick i Barbara Yerkes. Dobrą praktyką jest poproszenie kogoś o rzucenie na tekst krytycznym okiem we wczesnej fazie - chociaż autorzy, którym jak większości z nas wiszą nad głową terminy, rzadko mają na to czas. Lepiej jest zostać ostro skrytykowanym w cztery oczy przez przyjaciół i poprawić błędy niż zostać zmasakrowanym publicznie. Ja skorzystałam z tej możliwości. Fundacja Johna Simona Guggenheima, National Endowment for the Humanities, Institute for Advanced Study w Princeton i Uniwersytet Iowa dały mi czas na przygotowanie pierwszego, a następnie drugiego wydania. Po przejściu na emeryturę z Uniwersytetu Illinois w Chicago mam teraz mnóstwo czasu. (Ho, ho). Dzięki temu mogłam skorzystać z doskonałych rad Joe Jacksona, redaktora w University of Chicago Press, kiedy zaczęłam się zastanawiać nad poprawieniem książki, oraz Mary Laur, Holly Smith i Ruth Goring z Chicago na końcu.

Do tego wydania dodałam nowe rozdziały, zaczynając od poświęconego standardowym zwrotom w listach i e-mailach. Z kolei nowy rozdział poświęcony przygotowywaniu prezentacji jest rezultatem wielu dziesięcioleci słuchania dobrych i złych prezentacji.

Zamieściłam również wywiad na temat pisania i życia, który w 2016 roku przeprowadziła ze mną Rachel Toor dla "Chronicle of Higher Education".

Współautor wielu moich projektów i mój serdeczny przyjaciel profesor Stephen T. Ziliak z Roosevelt University wiele lat temu wymyślił skuteczny sposób korzystania z tej książki, metodę "McZ#", którą uprzejmie się zgodził opisać w załączniku. Chce on, żeby studenci stali się najlepszymi redaktorami własnych tekstów, samodzielnie znajdującymi i poprawiającymi błędy w swoich tekstach przy pomocy numerów rozdziałów mojej książki. Do tego właśnie dążymy.

Drodzy studenci, możecie uprzedzić waszego nauczyciela albo szefa, zanim się zdenerwuje poprawialnymi usterkami w waszych tekstach1.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1 W polskim przekładzie pominięto rozdziały i fragmenty rozdziałów, które nie znajdują zastosowania do języka polskiego, przede wszystkim ze względu na różnice między językami pozycyjnymi takimi jak angielski i fleksyjnymi takimi jak polski (przyp. tłum.).

2. Pisanie to myślenie

Inną reakcją na wskazówki w rodzaju przedstawionych powyżej jest stwierdzenie: "To tylko kwestia stylu. W końcu liczy się wyłącznie treść". Studenci czasami narzekają na złe oceny za złe pisanie, argumentując, że skutecznie przekazali treść albo że chcieli powiedzieć to, co istotne (osoby narzekające na oceny mówią kursywą). Wasza szefowa prawdopodobnie nie powie wam wprost, że uważa was za idiotów z powodu szokującej niegramatyczności ostatniego oddanego przez was raportu, ale całkiem szybko wam to zakomunikuje wypowiedzeniem albo brakiem awansu. A poza tym chcecie wykonywać swoją pracę dobrze, bo pragniecie zachować szacunek do siebie w sensie osobistym i zawodowym. Nie mam co do tego wątpliwości.

Styl odgrywa większą rolę, niż mogłoby się wydawać. Idee nie są po prostu "przekazywane" albo "komunikowane" jak przez pneumatyczną rurę w banku drive-in. W teorii komunikacji termin "przekazywanie informacji" określamy jako "metaforę kanału" (conduit metaphor), co nie jest komplementem. Każda idea się zmienia, czasem radykalnie, kiedy jest wyrażana i odbierana. Historia idei zawdzięcza niedocenianej jasności i elegancji wyrazu wiele zwrotów. Dialogo Galileusza z 1632 roku przekonał ludzi, że Ziemia krąży wokół Słońca, ale nie tylko dlatego, że był to traktat kopernikański (pojawiły się też inne) albo że zawierał nowe dowody (chociaż zawierał). Był przekonujący w dużej mierze jako arcydzieło włoskiej prozy w epoce, w której większość tekstów naukowych pisano uczoną łaciną. Na początku XX wieku dobry francuski Poincarégo i dobry niemiecki Einsteina miały spory udział w tym, że ci naukowcy zmienili bieg matematyki i fizyki. John Maynard Keynes (rymuje się z "brains") zahipnotyzował trzy pokolenia ekonomistów i polityków swoją elegancką i płynną angielszczyzną. Keynes uchodzi za najlepszego autora ekonomicznego. Spójrzmy jednak na nieprzychylną analizę stylu fragmentu Keynesa u Gravesa i Hodge'a (1943) 1961 (33-40). Aż się człowiek wzdryga, że najlepszym tekstom tak wiele można zarzucić.

Nie da się oddzielić treści od stylu. Są jak żółtko i białko w jajku sadzonym. Teoria kanału mówi, że treść pozostaje w jednym mózgu, dopóki nie zostanie przekazana za pomocą pneumatycznego rurociągu do innego, bez zmian w trakcie przelotu. Dotyczy to czystych informacji, takich jak numer telefonu albo miejsce, w którym zostawiliście klucze. Ale nie dotyczy wiedzy. Wiedza opiera się również na osądach, które odkrywamy i dopracowujemy w rozmowach z innymi ludźmi albo z samymi sobą. Dlatego nie poznamy szczegółów własnej argumentacji, dopóki nie sformułujemy jej krok po kroku w mowie albo piśmie i nie spojrzymy krytycznie na rezultat. "Czy to, co właśnie powiedziałam, jest głupie, czy może głęboko prawdziwe?" Podczas mówienia albo pisania odkrywamy swoje złe pomysły, często żenujące, ale także dobre, czasem nawet takie, które mogą przynieść sławę. Myślenie musi zyskać swój wyraz. Nie można dodać 23 i 27, jeśli nie ma się pewności, czy 3 plus 7 równa się 10 czy 11. Trzeba to wiedzieć. Dobre myślenie jest dokładne, symetryczne, dopasowane do myśli odbiorców, konkretne, ale w pragmatycznym stopniu abstrakcyjne, zwięzłe, ale w pragmatycznym stopniu wypełnione trafnymi pomysłami. Przede wszystkim jest samokrytyczne i szczere. Podobnie jak dobre pisanie.

Dobrzy autorzy piszą więc samokrytycznie i szczerze, starając się wyrazić to, co mają na myśli. Czasami odkryjecie podczas pisania, że coś, co wyglądało przekonująco, kiedy unosiło się mgliście w waszej głowie, unieruchomione na papierze wygląda wyjątkowo głupio. Odkryjecie też prawdy, o których nie wiedzieliście, że w was tkwią. W książce The Writing Life Annie Dillard mówi: "Kiedy piszesz, układasz ciąg słów. Ciąg słów jest jak kilof górnika, dłuto rzeźbiarza, sonda chirurga. Posługujesz się nim, a on wytycza ścieżkę, którą podążasz. Wkrótce znajdziesz się w głębi nowego terytorium. [...] W mgnieniu oka pisanie zmieniło się w twoich rękach z wyrażania twoich przemyśleń w narzędzie epistemologiczne" (1989, 3).

Pisanie przypomina matematykę. Matematyka jest językiem, narzędziem komunikacji. Z drugiej strony język jest matematyką, narzędziem myśli.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki