Tytuł oryginału: The night we got stuck in a story
Tłumaczenie: Ewa Rosa
Redaktor inicjująco-prowadząca: Olga Gorczyca-Popławska
Redakcja: Anna Romaniuk
Korekta: Olek Zawisza, Anna Żukowska
Adaptacja okładki: Ewa Sosnowska
Skład: Ledor
? Copyright for text by Passion Projects Limited, 2022
? Copyright for illustrations by Daniela Jaglenka Terrazzini
This translation of The night we got stuck in a story is published by arrangement with ILA Ltd. and Simon&Schuster UK Ltd.
? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2024
All rights reserved
Wydanie I
Warszawa 2024
M2134
Pierwsze wydanie: Simon&Schuster UK Ltd., 2022
1st Flor, 222 Gray's Inn Road
London
WC1X 8HB
www.simonandschuster.co.uk
Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.
ISBN: 978-83-8319-668-8
Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek
Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 48
tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18 01
[email protected]
www.gwfoksal.pl, www.wydawnictwowilga.pl
Rozdział 1
Jedną z najlepszych rzeczy w wakacjach spędzanych u dziadków - poza legendarnym domowym piwem imbirowym dziadka oraz światowej sławy strudlem z jabłkami babci - była możliwość zabawy w Wydrążonym Drzewie. I właśnie dlatego, gdy tylko tata przywiózł ich na miejsce, Lana i Harrison szybko naciągnęli kalosze, przebiegli przez uliczkę i z chlupotem przebrnęli przez moczary, gdzie drzewo czekało na nich jak stary przyjaciel.
W wydrążonych drzewach jest coś magicznego. Niektórzy mówią, że w dziuplach mieszkają wróżki oraz chochliki i należy zawsze wywracać kurtkę na lewą stronę, zanim wejdzie się do środka, by ochronić się przed ich czarami. Inni twierdzą, że dziuple stanowią przejścia do zaczarowanych światów. Ale niezależnie od tego, czy wierzycie w magię, czy nie, gdybyście kiedykolwiek mieli okazję pobawić się w Wydrążonym Drzewie nieopodal domu babci i dziadka, nigdy byście tego nie zapomnieli. Drzewo było w środku całkowicie puste i całe pokolenia dzieci drążyły uchwyty, by móc się wspiąć na szczyt i wystawić głowę przez otwór na górze.
A najlepsze było to, że drzewo wyglądało, jakby miało twarz. Pośrodku pnia mieściły się dwa puste oczodoły, pod nimi wykręcona dziura przypominająca nos, a jeszcze niżej ziejąca paszcza pełna wybrzuszeń przywodzących na myśl zęby. Jeśli dodać do tego, że kikuty gałęzi wyglądały zupełnie jak włosy, można by pomyśleć, że drzewo zaraz wybuchnie śmiechem albo zacznie śpiewać, albo po prostu schrupie człowieka, przełknie i beknie z zadowoleniem, sypiąc dookoła liśćmi.
Tego konkretnego dnia - który okazał się w rzeczy samej bardzo niezwykły - Lanę i Harrisona czekała jednak niemiła niespodzianka. Wydrążone Drzewo było otoczone jaskrawożółtą plastikową barierką ochronną, a do kory ktoś przybił dużą tabliczkę z napisem:
- Co takiego? - wykrzyknęła Lana z niedowierzaniem. - Oni chyba żartują!
- Zamierzają je ściąć - stwierdził Harrison ze smutkiem.
Dziewczynkę ogarnęło rozczarowanie. Niedawno sporo urosła i miała nadzieję, że jest już wystarczająco wysoka, by w te wakacje w końcu skorzystać z wydrążonych uchwytów i dotrzeć na sam czubek drzewa.
- To niesprawiedliwe! - zawołała. - Teraz już nie będę miała okazji się na nie wspiąć.
- Przykro mi, Lano - odparł jej brat ze współczuciem. - Wiem, jak się na to cieszyłaś. Drzewa też mi żal. Było tu od zawsze.
Milczeli przez chwilę.
- I tak zamierzam to zrobić - oznajmiła w końcu Lana z determinacją.
- Nie! - zawołał Harrison, łapiąc ją za ramię. - Popatrz na ten znak. Nie wolno nam.
- Ale przecież tutaj nikogo nie ma! - zauważyła Lana.
- Jeszcze nie. Mogą nadejść w każdej chwili. - Harrison odwrócił się i rozejrzał z niepokojem.
Lana skorzystała z okazji, by przejść pod barierką ochronną.
- Lana! - syknął za nią Harrison. - Wpakujesz nas w kłopoty!
Ale ona już pędziła przez grząskie moczary, przeskakując z kępki na kępkę, prosto w stronę drzewa.
- Wracaj! - krzyknął Harrison, ale siostra go zignorowała.
- Wchodzę do środka! - oznajmiła stanowczo, po czym wcisnęła głowę i ramiona do otwartej paszczy drzewa.
Zrobiła wdech, rozkoszując się starym znajomym zapachem: przepyszną mieszanką mokrych liści, grzybów i zbutwiałego drewna. Po chwili już tylko nogi wystawały jej na zewnątrz, aż w końcu wpadła do środka i wylądowała na dnie gigantycznej dziupli. Właśnie zaczęła się podnosić, gdy jakaś gałązka dziobnęła ją w czubek głowy.
- Aua! - zawyła, pocierając obolałe miejsce.
- Lana? - zawołał Harrison zza barierki. - Wszystko w porządku?
- Nie! - skłamała.
Tak naprawdę nie była ranna, ale chciała, żeby brat do niej dołączył. Już po chwili wylądował ciężko na ziemi obok niej.
- Coś mnie podrapało - zaszlochała. - Krwawię?
- Stań na moment w świetle.
Lana przesunęła się na środek dziupli, a Harrison obmacał jej włosy opuszkami palców.
- Nic nie widzę. Chodź, wracajmy!
- Nie - zawołała, ciągnąc go za rękaw. - Ja chcę się tam wspiąć. - Wskazała na mały niebieski krąg nieba widoczny przez otwór na samej górze Wydrążonego Drzewa.
- Nie ma mowy - zaprotestował Harrison.
Dziewczynka wyciągnęła się najbardziej jak mogła, ale nie była w stanie dosięgnąć pierwszego uchwytu.
- Podsadź mnie - pisnęła błagalnym tonem.
Harrison pokręcił głową i skrzyżował ramiona na piersi.
- A co, jeśli ktoś przyjdzie, gdy akurat będziesz na górze? To zbyt niebezpieczne!
- Proszę - jęknęła Lana. - Ty to zrobiłeś. To może być moja ostatnia szansa.
Harrison posłał siostrze swoje słynne znużone spojrzenie, po czym w końcu splótł palce i ją podsadził. Ale gdy tylko zacisnęła dłoń na pierwszym uchwycie, usłyszeli głosy w oddali.
- Ktoś się zbliża! - zawołał chłopiec z niepokojem i złapał siostrę za kostkę. - STÓJCIE! - krzyknął przez ramię. - TU SĄ DZIECI...!
Lana spadła na niego, szybko zerwała się z ziemi, po czym zatkała mu usta dłonią.
- Oni tylko rozmawiają! - syknęła. - Patrz.
Harrison podążył za jej wzrokiem i oboje wyjrzeli z dziupli. Czworo dorosłych właśnie podchodziło do żółtej barierki.
- Widzisz? - mruknęła Lana. - Nie mają żadnych pił łańcuchowych ani koparek. Po prostu bądź cicho, to nie wpakujemy się w kłopoty.
Harrison pokiwał głową na zgodę, a gdy siostra zabrała rękę, oboje podeszli do otworów w pniu przypominających oczodoły i zaczęli podsłuchiwać.
- Dziękuję wszystkim za przybycie - przemówiła pewna siebie kobieta z długimi warkoczykami. - Nazywam się Gudrun Lloyd i jestem burmistrzynią miasteczka. To jest Carl Ellis, deweloper odpowiedzialny za ten projekt.
Przysadzisty łysy mężczyzna w płóciennych szortach i ze skórzaną saszetką zapiętą wokół bioder skinął głową pozostałym.
- A to profesorka North, nasza specjalistka od pająków.
Wysoka, szczupła kobieta o siwych włosach, nosząca na szyi masywny złoty naszyjnik, uśmiechnęła się z przymusem. Obok niej stał ciemnowłosy mężczyzna w czerwonej apaszce we wzorki. Zakasłał uprzejmie, domagając się uwagi Gudrun.
- Och! Przepraszam - powiedziała szybko burmistrzyni. - Poznajcie, proszę, Yashara Falarmarziego, lokalnego nauczyciela nauk ścisłych, który jako pierwszy zauważył, że na moczarach żyją pająki.
- Dziękuję ci, Gudrun - odparł Yashar z triumfalnym uśmiechem. - Carl, bardzo ci dziękuję, że zgodziłeś się dziś z nami spotkać...
Deweloper uniósł dłoń, żeby go uciszyć, a potem zwrócił się do profesorki.
- Przejdźmy do rzeczy, dobrze? - warknął. - Od dawna planujemy budowę tych siedemdziesięciu pięciu bardzo potrzebnych eks-kluzywnych domów. Projekt pochłonął już miliony funtów, że nie wspomnę o latach życia, które mu poświęciłem... - urwał i nabrał powietrza w płuca. - A pani chce go przekreślić z powodu kilku nędznych pająków?
Kobieta milczała długo, przyglądając mu się ze spokojem.
- Nie przekreślić - odpowiedziała w końcu chłodno. - Tylko opóźnić.
- Oszalała pani? - zawołał Carl gniewnie.
Yashar stanął między nimi.
- Musi pan zrozumieć, panie Ellis - zaczął kojącym głosem - że to nie są zwykłe pająki. To pająki zwane złotymi topikami, które są niezwykle rzadkie. Tak rzadkie, że grozi im wyginięcie. Prosimy tylko o trochę czasu, by przenieść je w inne miejsce.
- Jak na nauczyciela nie jest pan zbyt bystry, co? - burknął Carl. - Niech mu pani powie - zwrócił się do burmistrzyni.
Gudrun z zakłopotaniem wbiła wzrok w stopy. Potem spojrzała na Wydrążone Drzewo i... zobaczyła, że jego oczy się poruszają!
- Aaa! - krzyknęła.
- Co do...! - zawołał Carl.
- Drzewo! - pisnęła kobieta, wskazując prosto na Lanę. - Ono żyje!