Przedmowa
Przedmowa
Nie od razu byłem skłonny uwierzyć. Jak
wiele innych osób, nie miałem pewności, jak mocno interwencja w układ
ciało-umysł może wpłynąć na ból przewlekły i kto może być na nią
podatny. Z natury jestem sceptykiem. Ale jako że chcę też poznać
odpowiedzi na dręczące mnie pytania, instynktownie poszukuję dowodów
naukowych. Dużą część swojej kariery poświęciłem na badania nad tym, czy
zmiana nastawienia może wpłynąć na mózg i ciało. A jeśli tak -?to jakie
zmiany są możliwe, a jakie nie? I jakie warunki są niezbędne do ich
zajścia? Jeżeli myśli mogą wpływać na organizm człowieka, to czy są
wystarczająco istotne, by naprawdę miały znaczenie, i dostatecznie
głębokie, by wywołać trwały efekt?
Gdy po raz pierwszy spotkałem Alana Gordona, odniosłem przemożne
wrażenie, że on rzeczywiście w to wierzy. Jako pacjent, który
doświadczał bólu przewlekłego, a potem wyzdrowiał, jest przekonany, że
można na dobre pozbyć się obezwładniającego cierpienia bez leków czy
operacji. Przy tym z zaraźliwym entuzjazmem przekuwa tę wiarę w czyn, z oddaniem pomagając każdemu, kto przychodzi do jego gabinetu. Przez
ostatnie dwa lata i ja doświadczyłem zmiany nastawienia. Uwierzyłem, że
właściwe koncepcje dotyczące bólu przewlekłego, zastosowane w praktyce
za pośrednictwem terapii ciała i umysłu, mogą przynieść olbrzymie
korzyści wielu (a może i wszystkim) pacjentom -?nawet w przypadku
prawdziwych urazów, które skutkują realnym bólem.
Zetknąłem się z Alanem przez przypadek. Podczas rozmaitych zjazdów
naukowych spotykałem jego kolegę, doktora Howarda Schubinera. Jestem
neuronaukowcem, zajmuję się badaniem mózgowych obwodów bólu za
pośrednictwem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Pamiętam,
jak Howard oznajmił mi: "Wiesz, opracowaliśmy terapię, która naprawdę
działa. Od lat pomagamy ludziom pozbyć się bólu przewlekłego, powinieneś
się temu przyjrzeć!". Wtedy nie zrobiło to na mnie wrażenia. Fascynuje
mnie oddziaływanie na umysł i ciało, ale wówczas pracowaliśmy nad
podstawowymi obwodami mózgowymi i nie mieliśmy ani funduszy, ani
odpowiedniej infrastruktury, by badać pacjentów.
Wraz z moim doktorantem Yonim Asharem byliśmy właśnie w trakcie burzy
mózgów, próbując wymyślić temat jego dysertacji. Yoni od kilku lat
cierpiał na przewlekły ból pleców, a więc zagadnienie to interesowało go
osobiście. I tu właśnie zadziałał szczęśliwy traf. Znów skontaktował się
ze mną Howard. Pokazał mi wyniki funkcjonalnego rezonansu pacjenta, u którego po terapii u Alana nastąpiła zdecydowana poprawa. Wyglądało to
kusząco. Badanie wykazało zmiany w przyśrodkowej korze przedczołowej i w wyspie przedniej. Te połączone ze sobą obszary mózgu stanowią część
układu, który nadaje osobiste znaczenie sygnałom płynącym z ciała. I właśnie te rejony bardzo często odgrywały istotną rolę u pacjentów
cierpiących na ból przewlekły. Wydaje się więc, że problem może
częściowo polegać na znaczeniu, jakie mózg przypisuje bólowi i jego
przyczynom. Zdecydowaliśmy, że jest to coś dla nas, i rozpoczęliśmy
badania nad wpływem terapii Alana na pacjentów cierpiących na przewlekłe
bóle pleców.
Początki były skromne. Najpierw postanowiliśmy przeskanować tylko kilka
osób, które zdecydowały się poddać leczeniu. Tymczasem Yoni wziął udział
w weekendowym szkoleniu prowadzonym przez Alana i Howarda, podczas
którego miał okazję się przekonać, jak działa ich terapia. W międzyczasie Alan zainicjował kampanię crowdfundingową, dzięki której
nie tylko pozyskał fundusze na badania, ale przede wszystkim wzbudził
zapał ludzi szczerze zainteresowanych jego dokonaniami. Ja z kolei
zdobyłem dodatkowe środki z grantu i mogliśmy poszerzyć zakres badań. W rezultacie przeprowadziliśmy najrozleglejsze jak dotąd badania pacjentów
z przewlekłym bólem pleców za pomocą fMRI. A zapłaciliśmy za to zaledwie
około jednej czwartej zwyczajowej ceny, ponieważ każdy z nas -?Yoni,
Alan, Howard i nasi niesamowici asystenci badawczy: Laurie Polisky, Zach
Anderson i inni -?zrozumiał wagę tego projektu i zaangażował się weń
całym sercem.
Wyniki tych właśnie badań sprawiły, że uwierzyłem. Większość pacjentów,
którzy zmagali się z przewlekłym bólem średnio jedenaście lat, po
miesiącu leczenia pozbyła się bólu całkowicie lub niemal całkowicie. I wydaje się, że jak dotąd nie doświadczyli nawrotu choroby. Postawmy
sprawę jasno: liczne pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi. Jaki rodzaj
bólu i jakie cechy pacjentów pozwalają osiągnąć takie wyniki? Jakie są
"składniki aktywne" terapii i jak silny jest wpływ terapeuty na
wystąpienie poprawy? Jak duża jest zależność między poprawą a nastawieniem pacjenta na wyleczenie? W ciele i mózgu można znaleźć wiele
przyczyn bólu przewlekłego. Na razie ich nie rozumiemy i po prostu nie
umiemy wystarczająco dobrze oszacować zmian patologicznych, jakie zaszły
w organizmie danej osoby, by ustalić dla niej najlepszą możliwą terapię
zindywidualizowaną. Ale zrobiliśmy, co w naszej mocy, by możliwie
najbardziej rygorystycznie, obiektywnie i bezstronnie określić, jak
działa terapia Alana -?a uzyskane przez nas wyniki pokazały, że stan
pacjentów wskutek jej zastosowania rzeczywiście ulega poprawie.
Jeszcze ciekawsze jest to, co nasze i inne badania mówią o naturze bólu
przewlekłego. To świetny czas dla neuronauki w tym obszarze -?wyniki
badań pokazują jednoznacznie, że urazy powodują zmiany w systemie
nerwowym na wielu poziomach: w ciele, rdzeniu kręgowym i mózgu. Ośrodki
mózgowe wyższego rzędu, związane z nastrojem, pamięcią i planowaniem
długoterminowym, mogą zablokować lub nasilić ból, przyczynić się do
wyzdrowienia lub też sprawić, że stanie się on chroniczny. U ludzi te
struktury tworzą osobowość, emocje, poczucie tożsamości i swojego
miejsca w świecie. A zatem ból przewlekły w bardzo namacalny sposób
uwikłany jest w znaczenie, jakie mu przypisujemy, i wpływa na naszą
wizję przyszłości. Nie oznacza to, że jest "nieprawdziwy". Nasze
odczucie bólu może mieć realne przyczyny w ciele, rdzeniu kręgowym i mózgu, a zarazem nadal może być on poddawany terapii ciała i umysłu,
gdyż wszystkie te poziomy są ze sobą połączone.
Neuronauka wykazała, że przyczyny bólu przewlekłego mogą różnić się od
przyczyn bólu ostrego wynikającego z urazu i w wielu przypadkach mogą
mieć swoje źródło w mózgu. Terapia ciała i umysłu pomaga nam zrozumieć,
jakie rodzaje ruchu i aktywności są wykonalne pomimo cierpienia, co może
z kolei sprawić, że mózg "oduczy się" generować ból przewlekły.
Szczególną cechę terapii Alana stanowi fakt, że leczenie w dużej mierze
opiera się w tym przypadku na informacji. Nowe informacje mogą zmienić
nasze postrzeganie przyczyny bólu i naszą narrację o nim. Zazwyczaj taka
przemiana wymaga wysiłku i praktyki, ale może też zadziać się nagle, w przebłysku zrozumienia. Byłem tego świadkiem. Odnoszę wrażenie, że
pracownik mojego laboratorium, który od lat cierpiał na bóle barku,
wyzdrowiał na wieść o tej terapii. Znajoma i zarazem koleżanka z pracy,
po rozmowie z Yonim na temat naszych badań, na nowo zrozumiała naturę
bólu przewlekłego, który jej dokuczał. Doświadczywszy spektakularnego
wyzdrowienia, powiedziała mi, że ta przemiana ocaliła jej życie.
W książce How to Know God Swami Prabhavananda i Christopher Isherwood
opowiadają o różnych rodzajach przekonań. Jednym z nich jest wiara.
Zakłada ona, że wierzymy w coś mimo braku dowodów -?albo wbrew dowodom,
jakich dostarczają nam zmysły. Istnieje też przekonanie tymczasowe.
Autorzy podkreślają, że podczas nauki medytacji musimy uwierzyć w jej
korzystny wpływ tylko na tyle, by dać jej szansę zadziałać. Pragnę
nakłonić cię do powzięcia właśnie takiego tymczasowego przekonania. Nie
musisz wierzyć, że ból przewlekły można wyleczyć. Uwierz tylko do tego
stopnia, by zacząć pracować z ideami przedstawionymi w tej książce i podejść do nich z otwartym umysłem. Spróbuj, a zobaczysz, co się stanie.
Tor Wager
profesor neuronauki
Dartmouth College
Rozdział 1. "Mózg tego dzieciaka może zmienić świat"
Rozdział 1
"Mózg tego dzieciaka może zmienić świat"
Strasznie cierpi. Rodzice są w rozpaczy.
Czy sądzisz, że mógłbyś mu pomóc?
Był grudzień 2016 roku. Zatelefonowano do mnie z planu medycznego
talk-show The Doctors, emitowanego już od wielu lat przez stację CBS.
Jego producentem był doktor Phil1. W tym konkretnym
odcinku2 chodziło o szesnastoletniego Caseya, który cierpiał na
przewlekłe bóle brzucha -?tak silne, że regularnie powodowały u chłopaka
omdlenia. Lekarze bezradnie rozkładali ręce.
Jako dyrektor Pain Psychology Center (Centrum Psychologii Bólu) w Los
Angeles specjalizuję się w leczeniu bólu przewlekłego i innych
dolegliwości fizycznych. Producent programu chciał wiedzieć, czy ja i mój zespół bylibyśmy w stanie pomóc biednemu Caseyowi.
Dwa lata wcześniej chłopak był zwykłym dziewiątoklasistą w szkole im.
Johna Burroughsa w kalifornijskim Burbank. Uwielbiał baseball i Gwiezdne wojny, nienawidził matematyki i chemii. Wydawało się, że
będzie wiódł zwyczajne życie ucznia szkoły średniej -?aż do momentu, w którym po mniej więcej trzech miesiącach nauki w nowej szkole poczuł
ostry ból brzucha.
Obawiając się, że to wyrostek, rodzice popędzili z nim do szpitala -
lekarze jednak nic nie znaleźli. Mijały miesiące, a ból nie ustawał.
Casey przeszedł wszystkie możliwe badania: rezonanse, tomografie,
operacje zwiadowcze, lecz nie pomogły one wykryć źródła bólu.
W międzyczasie Casey funkcjonował coraz gorzej -?przestał uczęszczać na
treningi drużyny baseballowej, w końcu musiał zaś zrezygnować ze szkoły.
Długa, bolesna podróż zaprowadziła go do programu The Doctors, a wtedy
właśnie jedna z producentek zadzwoniła do mnie.
-?Musimy przyjrzeć się jego dokumentacji medycznej -?zapowiedziałem. -
Ale jest duża szansa, że mu pomożemy.
-?Świetnie -?odrzekła. -?I jeszcze jedno: czy możemy coś zrobić, żeby
pokazać na antenie efekt terapii?
W tym sęk. Przecież to telewizja. Producenci potrzebowali naocznego
dowodu dla widzów. Jak mogliśmy zatem pokazać ból Caseya, który objawia
się przecież wewnętrznie? Zastanawiałem się przez chwilę.
-?Może moglibyśmy pokazać wyniki fMRI jego mózgu przed leczeniem i po
jego zakończeniu -?zasugerowałem.
Funkcjonalny rezonans magnetyczny, czyli fMRI, to badanie obrazujące
aktywność mózgową3. Uznałem, że ciekawie byłoby zobaczyć, jak
zmieni się ona w przypadku Caseya, gdy przestanie go boleć brzuch. Wtedy
nie wiedziałem jeszcze, że ten niewinny pomysł doprowadzi do jednego z najbardziej przełomowych badań w historii bólu.
Ale zanim opowiem ci historię Caseya, najpierw przeczytaj moją.
Ja, moje krzesło i moja mama
Kiedy miałem dwadzieścia kilka lat, życie było fajne. Studiowałem
psychoterapię na USC4. Byłem towarzyskim, aktywnym gościem.
Spotykałem się z przyjaciółmi. Chodziłem na mecze Dodgersów. Grałem w lidze kickballu (moja drużyna zakwalifikowała się nawet do rozgrywek na
szczeblu krajowym!). Ale na drugim roku studiów wszystko się zmieniło.
Rozwinął się u mnie silny ból dolnej części pleców, który wywrócił moje
życie do góry nogami.
Nawet coś tak prostego jak siedzenie i oglądanie filmu przeistoczyło się
w dwugodzinny koszmar. Mecze Dodgersów były wykluczone. Nie mogłem
oglądać rozgrywek sportowych, nie wspominając nawet o uprawianiu sportu.
Twarde siedzenia w uniwersyteckich salach dodatkowo potęgowały ból, więc
musiałem kupić sobie w Office Depot miękkie krzesło z oparciem, które
przetaczałem z jednej do drugiej. Tak, dobrze ci się wydaje: targanie ze
sobą wszędzie wielkiego krzesła nie wpływa pozytywnie na życie
towarzyskie.
Odwiedziłem trzech czołowych specjalistów od chorób kręgosłupa w Los
Angeles. Jeden powiedział mi, że przyczyną mojego bólu jest przepuklina
dyskowa. Drugi orzekł, że to wszystko z powodu zwyrodnienia krążka
międzykręgowego. A trzeci był zdania, że jestem po prostu za wysoki.
Nie mogłem stać się niższy, ale wypróbowałem wszystkie terapie, jakie
można sobie wyobrazić. Fizjoterapię, biofeedback, akupunkturę,
akupresurę -?nic nie działało. Tyle razy miałem rezonans magnetyczny, że
moi przyjaciele zaczęli żartować, iż mój kręgosłup zmienia się w magnes.
Po pół roku zrobiono mi blokadę zewnątrzoponową. Zastrzyk mnie nie
wyleczył, ale zmniejszył ból o połowę. Życie znów stało się znośne... na
jakieś osiem dni. Aż pewnego ranka ni stąd, ni zowąd poczułem, jak w głowie wybucha mi granat. To był najsilniejszy ból głowy, jakiego
kiedykolwiek doświadczyłem.
I nie minął.
Przeczytałem w internecie, że przyczyna codziennego, przewlekłego bólu
głowy nie jest znana i nie ma nań lekarstwa. Wspaniale.
Odwiedziłem wielu lekarzy, aż wreszcie trafiłem na specjalistę, który
zdiagnozował u mnie nadciśnienie śródczaszkowe5.
Przepisał mi lek, który nie pomógł.
Ból spowodowany nadciśnieniem śródczaszkowym wzmaga się, gdy leżysz. A zatem nie mogłem siedzieć, bo wtedy bolały mnie plecy, i nie mogłem też
leżeć, bo wówczas bolała mnie głowa. Kierując się zmysłem praktycznym,
ojciec poradził mi, żebym znalazł sposób na funkcjonowanie w pochyleniu
o czterdzieści pięć stopni. Dzięki, tato.
Przez następne lata rozwinęły się u mnie następujące objawy dodatkowe:
ból górnej części pleców,
ból szyi,
ból barku,
ból kolana,
ból pięty,
ból języka (kto cierpi na coś takiego?!),
ból oka,
ból zęba,
ból palców u nóg (trzech różnych palców!),
ból biodra,
ból brzucha,
ból nadgarstka,
ból stopy,
ból nogi,
zaburzenia stawów skroniowo-żuchwowych,
zgaga,
zawroty głowy,
szumy uszne,
świąd,
zmęczenie.
Krótko mówiąc, byłem w rozsypce. Lekarze wzdrygali się na mój widok.
Postawiono mi mnóstwo diagnoz: wypuklina dysku, naderwany pierścień
rotatorów, urazy przeciążeniowe itd. Ale żadne terapie nie przynosiły
efektu.
Ból zawładnął moim życiem. Ciężko mi było robić dobrą minę do złej gry,
więc stroniłem od spotkań z przyjaciółmi. Nie mogłem pracować.
Porzuciłem wszelkie aktywności, starając się poradzić sobie z dolegliwościami. Wprowadziłem się nawet z powrotem do rodziców.
Pewnego dnia mama dała mi książkę o terapii ciała i umysłu w leczeniu
bólu. Powiedziała, że syn znajomego ją przeczytał i przestały boleć go
plecy. Jako kochająca matka usiłowała mi pomóc. Zrobiłem więc to, co
zrobiłby każdy racjonalnie myślący człowiek dotknięty bólem przewlekłym:
rzuciłem książką przez pokój.
-?Książka mi w niczym nie pomoże, mamo. Ten ból nie siedzi w mojej
głowie. Lekarze postawili mi kupę diagnoz!
Matka wzruszyła ramionami i wyszła. Nie dyskutuje się z kimś, kto
chronicznie cierpi.
Rok później w końcu przeczytałem tę książkę i porozmawiałem z synem
znajomego mojej mamy. Lektura nie uwolniła mnie od bólu, ale otworzyła
mój umysł na możliwość, że terapia mogłaby zadziałać i w moim przypadku.
To był bardzo ważny pierwszy krok. Postanowiłem dowiedzieć się o bólu
wszystkiego, co tylko można.
Zagłębiłem się w neuronaukę. Przeczytałem, że ból ma związek zarówno z ciałem, jak i mózgiem. Mózg odbiera i przetwarza sygnały płynące z ciała, generując uczucie bólu, jeśli doznamy urazu.
Czasami jednak działanie tego systemu wymyka się spod kontroli. Bywa, że
"przełącznik bólowy" zatnie się w jednej pozycji i doświadczamy bólu
przewlekłego.
Nazywamy to bólem neuroplastycznym. Zwykły ból powodowany jest przez
uszkodzenie ciała, ale taki, który utrzymuje się po zaleczeniu urazu
albo nie ma jasnej przyczyny fizycznej, to zwykle ból neuroplastyczny. W rozdziale 2 wyjaśnię, dlaczego powstaje i jak ustalić, czy cierpisz
właśnie na niego.
Zdałem sobie sprawę, że mój ból ma taki właśnie charakter. Skupiałem się
na naprawianiu tego, co "zepsuło" się w moim ciele -?ale żeby pozbyć się
bólu, powinienem za cel obrać mózg. Terapia ciało-umysł w przypadku bólu
przewlekłego to stosunkowo nowe podejście, sposoby leczenia nie były
więc w pełni rozwinięte; stworzyłem zatem nowe techniki, żeby
przeprogramować swój mózg i przywrócić w nim ład.
Nadal mam wypukliny dyskowe. Wciąż mam nadciśnienie śródczaszkowe. I zapewne nadal mam naderwany pierścień rotatorów. Ale nic mnie już nie
boli. Pozbyłem się wszystkich 22 wymienionych wyżej objawów.
Po drodze uświadomiłem sobie, że nie jestem sam. Tkwimy w samym środku
epidemii bólu przewlekłego. Tylko w Stanach Zjednoczonych z jego powodu
cierpi przeszło 50 milionów ludzi6, a szacuje się, że na całym
świecie może to być 1,2 miliarda osób7!
Leczenie bólu przewlekłego stało się moją życiową misją. Założyłem Pain
Psychology Center i zacząłem pomagać innym cierpiącym. Wiem z doświadczenia, że większość przypadków bólu chronicznego to ból
neuroplastyczny. Przez lata doskonaliliśmy nasze techniki, aż
stworzyliśmy spójny i skuteczny system: pain reprocessing therapy,
czyli terapię reinterpretacji bólu. Pomagamy pacjentom pozbyć się
każdego rodzaju bólu, jaki można sobie wyobrazić.
Każdy pacjent mój i mojego zespołu, bez względu na to, co go boli i jak
długo cierpi z tego powodu, zadaje to samo pytanie:
Dialog
Pacjent: Czyli mój ból nie jest prawdziwy?
Ja: A odczuwasz go?
Pacjent: Tak.
Ja: Boli?
Pacjent: Tak.
Ja: No to jest prawdziwy.
Zawsze wydawało mi się czymś osobliwym, że jeden ból uznawany jest za
prawdziwy, a inny nie.
Kiedy studiowałem na UCLA8, bractwo studenckie, do którego
należałem, podczas tygodnia zapoznawczego zaprosiło hipnotyzera. Mój
kumpel Jamie zgłosił się na ochotnika, by dać się zahipnotyzować.
Hipnotyzer, postępując nieetycznie, wprowadził Jamiego w trans i powiedział, że jego ręka płonie. Chłopak zaczął biegać jak oszalały, aż
w końcu wsadził rękę do skrzynki z lodem. Wyglądało to bardzo zabawnie.
Spytałem potem Jamiego, czy rzeczywiście go bolało. "To był najgorszy
ból w moim życiu" -?odpowiedział (dodając kilka starannie dobranych
przekleństw). Jak to możliwe?
Na University of Pittsburgh przeprowadzono badanie dotyczące hipnozy i bólu9. Naukowcy poddali uczestników badaniu fMRI, sprawiając im
ból za pomocą rozgrzanej sondy. Ośrodki bólu w mózgach badanych
rozjarzyły się niczym ogień. Następnie poddano ich hipnozie i wywołano u nich ból za pomocą sugestii. W badaniu fMRI zaświeciły się dokładnie te
same obszary. Jeśli więc chodzi o mózg, wrażenie bólu jest takie samo
bez względu na to, czy został on wywołany przez czynnik fizyczny, czy za
pomocą hipnozy.
Ból to ból i zawsze jest prawdziwy. A ponieważ jest przetwarzany w neuronach, nasz mózg ma niezwykłą moc wpływania na to, gdzie, kiedy i jak mocno go odczuwamy.
Nasze bolące plecy
Ból pleców jest najczęstszą postacią bólu przewlekłego10 i wiodącą przyczyną niepełnosprawności na świecie. Jeśli cierpisz na niego
chronicznie, być może zdarzyło ci się przeprowadzić rozmowę podobną do
tej:
Ty: Od trzech miesięcy bolą mnie plecy. Ból pojawia się, kiedy
siedzę, stoję albo chodzę.
Ortopeda: Hm, rezonans kręgosłupa wykazuje, że ma pan
czteromilimetrową przepuklinę na wysokości L2-L3, która częściowo uciska
korzeń nerwowy.
Ty:
Diagnoza brzmi tak, jakby z twojego biednego, uszkodzonego kręgosłupa
wystawał wielki wybrzuszony dysk i miażdżył jeden z nerwów. Ten obraz z jednej strony cię przeraża, a z drugiej przemawia do twojej wyobraźni -
bolą cię plecy, a lekarz znalazł przyczynę. Trzeba to teraz wyleczyć i ból minie, prawda?
Przykro mi, ale nie. Badania pokazują, że wiele najpowszechniejszych
operacji kręgosłupa po prostu nie przynosi efektu11. Co więcej,
utrzymujący się ból pooperacyjny występuje tak często, że zyskał nawet
nazwę: zespół nieudanej operacji kręgosłupa12.
Tak naprawdę większość z nas ma wypukliny lub przepukliny dyskowe.
Większość z nas cierpi także na zwyrodnienie krążków międzykręgowych i zapalenie stawów. Wiesz, kto ma kręgosłup w idealnym stanie? Dzieci. Ich
krążki międzykręgowe są cudownie pulchne, a w ich ślicznych małych
stawach nie znajdziemy ani śladu stanu zapalnego. Z biegiem lat zaczyna
nam jednak szwankować to i owo. Nasze ciało się zużywa -?to naturalne i nieuniknione. Wyniki badań opublikowane w "New England Journal of
Medicine" wskazują, że u 64% osób cierpiących na bóle pleców występują
wypukliny i przepukliny dyskowe, przypadki wypadnięcia dysku i zmiany
zwyrodnieniowe13. Zmiany strukturalne tego typu są
właściwie zupełnie normalne i zwykle nie mają nic wspólnego z bólem.
Nawet jeśli rezonans coś wykazuje, zwykle ma się to nijak do objawów
fizycznych. Do pewnego szwajcarskiego badania zaproszono uczestników
skarżących się na ból pleców; szukano u nich przypadków zmian
zwyrodnieniowych i wypuklin dysków. Naukowcy odkryli, że między tymi
zmianami a objawami zgłaszanymi przez pacjentów nie istniał żaden
związek14.
Skoro więc w większości przypadków uszkodzenie fizyczne nie powoduje
przewlekłego bólu pleców, to co jest jego przyczyną?
Łącząc najnowsze dokonania neuronauki z pewnymi elementami podejścia w stylu Nostradamusa, grupa badaczy z Northwestern University wkroczyła na
nowe tereny: zajęła się przewidywaniem bólu15. Monitorując stan
pacjentów, u których wystąpił pierwszy epizod bólu pleców, starała się
przewidzieć, u kogo rozwinie się ból przewlekły. Co zdumiewające, ich
prognozy sprawdziły się w 85% przypadków.
Ci naukowcy nie przeprowadzali badań kręgosłupa. Nie oglądali zdjęć
rentgenowskich ani wyników MRI; tak naprawdę w ogóle nie przyglądali się
plecom pacjentów. Patrzyli tylko na ich mózgi. Analizując skany mózgów i rodzaj połączeń między dwoma kluczowymi obszarami, z dużą dozą
prawdopodobieństwa byli w stanie orzec, u kogo ból się utrzyma, a u kogo
minie.
Większość przypadków chronicznego bólu pleców nie ma nic wspólnego z fizycznym uszkodzeniem kręgosłupa. Ból jest w stu procentach prawdziwy,
ale jest on neuroplastyczny. Żeby go leczyć, musimy zająć się mózgiem, a nie ciałem.
Prawdziwe urazy kręgosłupa szyjnego i fałszywe wypadki samochodowe
Wyobraź sobie, że prowadzisz samochód. Hamujesz na czerwonym świetle i w chwili, gdy twoje auto staje, słyszysz pisk hamulców. Zerkasz w lusterko
wsteczne i widzisz kierowcę w aucie za tobą -?z komórką w ręce i przerażeniem w oczach. Spinasz się i w chwili uderzenia twoja głowa
odskakuje najpierw do tyłu, a potem do przodu. Auć! Nazywamy to urazem
zgięciowo-odgięciowym kręgosłupa szyjnego, znanym także jako uraz
biczowy albo whiplash. Prowadzi on często do bólu głowy lub szyi.
Jeśli przez jakiś czas będziemy się oszczędzać, dolegliwości
towarzyszące urazowi biczowemu -?podobnie jak innym urazom związanym ze
skręceniem -?w ciągu kilku dni powinny ustąpić samoistnie.
Bywa jednak i tak, że ból nie mija. Jeśli skutki kontuzji tego typu się
utrzymują, mówimy o chronicznym zespole biczowym. W wielu krajach mamy
do czynienia z epidemią tego schorzenia, a nawet 10% ofiar wypadków to
osoby trwale niepełnosprawne.
Co dziwne, badania wykazały, że chroniczny zespół biczowy nie ma
fizycznej przyczyny16. Innymi słowy -?uraz ulega zaleczeniu,
ale z jakiegoś powodu pacjent nadal cierpi.
Grupa badaczy wpadła na pomysł, żeby poszukać rozwiązania tej medycznej
zagadki na północy Europy -?a konkretnie w Litwie, małym kraju
nadbałtyckim znanym z pięknych krajobrazów i wspaniałych drużyn
koszykarskich (koszykówka jest tam bowiem sportem narodowym). Czego
jednak w Litwie nie ma, to chronicznego zespołu biczowego. Mają tam
samochody, mają drogi, mają zderzenia tylne -?ale nie mają uporczywego
bólu szyi.
Naukowcy przebadali setki ofiar tego typu kolizji i monitorowali ich
rekonwalescencję. Tuż po wypadku wielu pacjentów uskarżało się na ból
szyi. Ale rok później ich stan zdrowia był taki sam jak ogólnej
populacji. Chroniczny uraz biczowy po prostu w tym kraju nie
istnieje17.
Skoro więc to nie wypadki samochodowe go powodują, co jest jego
przyczyną?
By odpowiedzieć na to pytanie, badacze w Niemczech przeprowadzili
błyskotliwy i trochę szalony eksperyment18. Zwerbowali
ochotników do badania nad kraksami. Osoby te siadały w samochodzie na
fotelu kierowcy, po czym od tyłu uderzał w nie inny samochód. Tak
naprawdę jednak wcale nie miało to miejsca. Wypadek symulowano; był to,
jak określili go naukowcy, "wypadek-placebo".
Jak symuluje się wypadek samochodowy? By uzyskać dźwięk zderzenia,
badacze rozbijali butelkę. Dzięki skomplikowanemu mechanizmowi złożonemu
z bloczków i rampy samochód uczestnika eksperymentu nieznacznie poruszał
się w przód. Nie było żadnego uderzającego w tył samochodu, ale
ochotnicy byli przekonani, że ktoś wjechał im w kufer. Podstępni
naukowcy rozsypywali nawet na ziemi szkło, żeby jeszcze bardziej
uwiarygodnić kraksę.
Trzy dni po fałszywej kolizji 20% uczestników zgłaszało ból szyi. Cztery
tygodnie później 10% z nich nadal miało objawy. Ich ból był prawdziwy,
ale nie odpowiadały mu żadne fizyczne obrażenia ciała. I nie mogły, gdyż
nie uczestniczyli oni w prawdziwym wypadku.
Ból nie miał więc źródła w szyjach ochotników, ale w czymś, co istniało
w ich mózgach: w wierze. Uwierzyli, że brali udział w wypadku, którego
możliwym skutkiem ubocznym jest chroniczny uraz biczowy. Litwini nie
podzielali ich przekonania. A ponieważ w ich kraju nie istnieje takie
zjawisko jak przewlekły whiplash, ofiarom wypadków nie przyszło do
głowy, że mogą na niego cierpieć. I w związku z tym nie cierpiały.
Dlaczego wiara w chroniczny uraz biczowy może wywoływać chroniczny uraz
biczowy? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w rozdziale 3, ale już teraz
można stwierdzić, że nasz mózg jest tak potężnym i skomplikowanym
narządem, iż może wywołać i podtrzymywać ból. To sprzeczne z intuicją,
ponieważ cierpienie wydaje się pochodzić z ciała -?ale w tym wypadku
mamy do czynienia z bólem neuroplastycznym, którego źródłem jest właśnie
mózg. Tak naprawdę to dobra wiadomość -?skoro bowiem narząd ten może
wywołać ból, może go też uśmierzyć.
Ból pleców i uraz biczowy to tylko dwa przykłady przewlekłych
dolegliwości powodowanych przez ból neuroplastyczny. Znam historie i badania dotyczące wielu innych podobnych przypadłości, takich jak ból
głowy, brzucha, miednicy, stawów, nerwobóle, zespół jelita drażliwego i urazy przeciążeniowe. Nie będę wchodził w szczegóły -?powiem tylko, że
mój zespół i ja skutecznie wyleczyliśmy wszystkie tego typu przypadki
dzięki terapii reinterpretacji bólu.
Za każdym razem pacjent doświadczał objawów fizycznych, ale leczenie
fizyczne nie pomagało. Ulgę mógł odczuć jedynie wtedy, gdy skoncentrował
się nie na ciele, ale na mózgu. I tu wracamy do Caseya, mojego pacjenta
z bólem brzucha z programu The Doctors.
Leczenie Caseya
Casey z rodziną siedzieli w moim gabinecie, starając się ignorować dwóch
operatorów kamery ustawionych o parę kroków od nich. Powstrzymując łzy,
mama Caseya opowiedziała mi całą historię.
-?Próbowaliśmy wszystkiego -?mówiła. -?Leków, terapii, operacji... I nic
nie zadziałało!
Wyjaśniłem Caseyowi zjawisko bólu neuroplastycznego, tłumacząc, w jaki
sposób nasz mózg jest w stanie z jednej strony generować ból, z drugiej
zaś sprawić, by ten ustąpił. Casey poczuł cień nadziei; po jego twarzy
popłynęły łzy.
-?Damy sobie z tym radę, zobaczysz! -?pocieszyła go mama, usilnie
starając się uwierzyć we własne słowa.
Spotykałem się z Caseyem co tydzień. Rozmawialiśmy o tym, jak rozwinął
się u niego ból brzucha i dlaczego wciąż go nękał. Uczyłem go elementów
terapii reinterpretacji bólu i razem ćwiczyliśmy. Po czterech tygodniach
wymachiwał kijem baseballowym w moim gabinecie i już nic go przy tym nie
bolało. Po sześciu tygodniach biegał po salach najszybciej jak umiał (ku
zdumieniu moich kolegów z pracy). Po trzech miesiącach był całkowicie
wolny od bólu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki