Jak wspierać i kochać kobietę, którą jesteś? - Adrianna Niewęgłowska,, Gabriela Para

Kup ebooka

44.99 zł
36.89 zł (36,69 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział I

Sa­mo­ak­cep­ta­cja

Pew­nie nie­je­den raz sły­sza­łaś o sa­mo­ak­cep­ta­cji, więc ten te­mat jest Ci do­brze znany, jed­nak tylko w teo­rii. Być może do­sko­nale umia­ła­byś zde­fi­nio­wać, czym jest ak­cep­ta­cja sie­bie, i wska­zać, na czym po­lega, ale to wciąż za mało. Jak jest więc u Cie­bie z prak­tyką?

- Czy rze­czy­wi­ście zga­dzasz się na to, jaka je­steś?

- Czy po­tra­fisz ko­chać sie­bie bez­wa­run­kowo?

- Czy ży­jesz ze sobą w har­mo­nii?

- Czy czu­jesz się wy­star­cza­jąca?

Mam na co dzień kon­takt z ko­bie­tami w róż­nym wieku i wiem, jak trudno jest im sie­bie za­ak­cep­to­wać. Nie­mal co­dzien­nie czy­tam przy­naj­mniej kilka wia­do­mo­ści, któ­rych tre­ści do­ty­czą pro­ble­mów z sa­mo­ak­cep­ta­cją. Mnó­stwo ko­biet nie po­trafi po­ko­chać sie­bie ani przy­jąć sie­bie ta­kimi, ja­kimi są.

Na po­par­cie tej tezy po­sta­no­wi­łam na­wet prze­pro­wa­dzić an­kietę, w któ­rej za­py­ta­łam moje ob­ser­wa­torki, czy sie­bie ak­cep­tują, czy może chcia­łyby coś w so­bie zmie­nić, a je­śli tak, to dla­czego. Od­po­wie­dzi świad­czące o ku­le­ją­cej sa­mo­ak­cep­ta­cji sy­pały się jak z rę­kawa:

- Chcia­ła­bym w końcu po­ko­chać sie­bie, tak praw­dzi­wie, szcze­rze, prze­stać wąt­pić i za­cząć cie­szyć się ży­ciem.

- Chcia­ła­bym wzmoc­nić po­czu­cie wła­snej war­to­ści.

- Chcia­ła­bym zmie­nić swoje ciało, któ­rego nie po­tra­fię za­ak­cep­to­wać.

- Chcia­ła­bym być w końcu pewna sie­bie, bo wiem, że to zmie­ni­łoby ja­kość mo­jego ży­cia.

- Chcia­ła­bym zmie­nić całą swoją twarz, biust, całą sie­bie, na­wet nogi chcia­ła­bym chud­sze, cho­ciaż wcale nie są grube.

- Chcia­ła­bym na­uczyć się aser­tyw­no­ści.

- Chcia­ła­bym umieć sta­wiać gra­nice.

- Chcia­ła­bym żyć dla sie­bie, a nie dla in­nych.

- Chcia­ła­bym w końcu prze­stać przej­mo­wać się opi­nią in­nych, bo to mnie bar­dzo sto­puje przed roz­wo­jem.

- Chcia­ła­bym zmie­nić na­sta­wie­nie do sa­mej sie­bie, bar­dzo w sie­bie wąt­pię po nie­uda­nym związku.

- Chcia­ła­bym zmie­nić swoją syl­wetkę, cerę - to z pew­no­ścią pod­nio­słoby moje po­czu­cie war­to­ści.

- Chcia­ła­bym na­uczyć się żyć sama ze sobą, prze­stać szu­kać na siłę związku i po­twier­dze­nia u in­nych tego, że je­stem wy­star­cza­jąca.

Wy­po­wie­dzi, które przy­to­czy­łam po­wy­żej, to jedne z wielu, jed­nak wła­śnie te po­wta­rzały się naj­czę­ściej.

Może i Ty sama mo­gła­byś w tym mo­men­cie się pod nimi pod­pi­sać lub z ła­two­ścią do­dać do tej li­sty coś od sie­bie, bo z re­guły jako ko­biety bez trudu po­tra­fimy wy­punk­to­wać na­sze nie­do­sko­na­ło­ści, de­fekty, braki czy błędy. Nie­rzadko też by­wamy mi­strzy­niami w ne­go­wa­niu swo­jej war­to­ści.

Dla­tego mam na­dzieję, że to, co prze­czy­tasz w dal­szej czę­ści tego roz­działu, wiele Ci uświa­domi, po­może spoj­rzeć na sie­bie ina­czej i zgo­dzić się na to, kim je­steś oraz jaka je­steś, i sprawi, że za­czniesz w końcu po­strze­gać osobę, któ­rej od­bi­cie co­dzien­nie wi­dzisz w lu­strze, w inny, lep­szy spo­sób. Bo nic nie blo­kuje nas przed roz­wo­jem i by­ciem po pro­stu szczę­śli­wym czło­wie­kiem tak jak brak mi­ło­ści do sie­bie.

Sa­mo­ak­cep­ta­cja jest klu­czem, któ­rym otwo­rzysz w końcu drzwi do ży­cia, któ­rego pra­gniesz. I cho­ciaż ten klucz być może te­raz gdzieś Ci się zgu­bił, głę­boko wie­rzę, że wspól­nie go od­naj­dziemy.

CZY DO SZCZĘ­ŚCIA NA­PRAWDĘJEST CI PO­TRZEBNASA­MO­AK­CEP­TA­CJA?

Na po­wyż­sze py­ta­nie naj­wła­ściw­szą od­po­wie­dzią by­łoby krót­kie i zde­cy­do­wane: "Tak!". Aby Cię do tego prze­ko­nać i pchnąć Cię do dzia­ła­nia, bo prze­cież o nie cho­dzi naj­bar­dziej, udzielę Ci jed­nak nieco bar­dziej roz­bu­do­wa­nej od­po­wie­dzi.

Skoro już po­świę­casz swój czas na tę lek­turę, niech za­sieje ona w To­bie małe zia­renko, które w końcu za­cznie kieł­ko­wać (je­żeli na to po­zwo­lisz), spra­wia­jąc tym sa­mym, że z każ­dym dniem bę­dziesz po pro­stu czuć się le­piej. A je­śli Ty bę­dziesz czuć się le­piej, to i wszystko inne bę­dzie lep­sze.

Tak jak na­pi­sa­łam we wstę­pie - za­kła­dam, że de­fi­ni­cję po­ję­cia "sa­mo­ak­cep­ta­cja" wie­lo­krot­nie już gdzieś czy­ta­łaś lub sły­sza­łaś, nie za­szko­dzi jed­nak, je­śli za­cznę od jej przy­po­mnie­nia. W ten spo­sób bę­dziesz mieć już nie­wielki za­rys tego, nad czym po­win­naś po­pra­co­wać i na czym się sku­pić, by owo wspo­mniane zia­renko miało szansę się roz­wi­nąć.

Sa­mo­ak­cep­ta­cja jest nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zana z po­ję­ciem mi­ło­ści wła­snej, czyli ina­czej mó­wiąc, z mi­ło­ścią do sie­bie, sza­cun­kiem wzglę­dem wła­snej osoby, sa­mo­oceną, a co za tym idzie - z po­czu­ciem wła­snej war­to­ści czy na­wet z po­zy­tyw­nym ego­izmem. W tym miej­scu od razu pod­kre­ślę, że jej pod­wa­liną ab­so­lut­nie nie jest ego­cen­tryzm. Nie chcę, byś my­ślała, że za­ło­że­niem tej na­szej roz­mowy jest na­mó­wie­nie Cię do tego, że­byś kon­cen­tro­wała się wy­łącz­nie na so­bie, sta­wia­jąc się przy tym na pie­de­stale, byś nie pa­trzyła na in­nych lu­dzi i ich kosz­tem dą­żyła do swo­ich ce­lów.

Praw­dziwe i szczere ak­cep­to­wa­nie sie­bie to bez­wa­run­kowa zgoda na to, kim je­ste­śmy i ja­kie je­ste­śmy - z ca­łym ba­ga­żem na­szych za­let i wad, suk­ce­sów i nie­po­wo­dzeń. To zdol­ność do szcze­rego oraz praw­dzi­wego ko­cha­nia sie­bie, da­wa­nia so­bie wspar­cia bez względu na to, w ja­kich oko­licz­no­ściach się znaj­du­jemy, i umie­jęt­ność wy­ba­cza­nia so­bie. To także stan od­czu­wa­nia we­wnętrz­nego spo­koju i spój­no­ści oraz prze­ko­na­nie, że je­ste­śmy war­to­ściowe oraz wy­star­cza­jące.

Przejdźmy te­raz do tego, co daje nam sa­mo­ak­cep­ta­cja i w jaki spo­sób pro­cen­tuje ona w na­szym ży­ciu. Ta­kie prak­tyczne po­dej­ście jest klu­czowe, byś uświa­do­miła so­bie, jaki ma ona zwią­zek ze szczę­ściem.

Dzięki sa­mo­ak­cep­ta­cji:

- zbu­du­jesz silną więź ze sobą

Kiedy nie­pod­wa­żal­nie ak­cep­tu­jemy sie­bie i to, kim je­ste­śmy, zy­sku­jemy we­wnętrz­nego sprzy­mie­rzeńca, co ozna­cza, że po pro­stu same sta­jemy się swoją naj­lep­szą przy­ja­ciółką. Ta na­sza re­la­cja jest do­bra i zdrowa, bo oparta na trwa­łych fun­da­men­tach, do któ­rych za­li­czają się przede wszyst­kim by­cie szczerą ze sobą, ale też ła­godną wo­bec sie­bie, tak więc:

- sta­niesz się wo­bec sie­bie wy­ro­zu­miała

Tam, gdzie jest sa­mo­ak­cep­ta­cja, nie ma miej­sca na tok­sycz­ność, na krzyw­dze­nie, na mó­wie­nie so­bie przy­krych słów, czy też na by­cie zło­śliwą wo­bec sie­bie. Jest na­to­miast miej­sce na od­pusz­cze­nie so­bie nie­za­do­wo­le­nia z po­wodu nie­do­sko­na­ło­ści, które w so­bie do­strze­gamy.

- prze­sta­niesz da­wać wła­dzę kom­plek­som i dasz so­bie zgodę na by­cie szczę­śliwą

Per­ma­nentne nie­za­do­wo­le­nie z po­wodu tego, czego w so­bie nie lu­bisz, i fik­so­wa­nie się na tym punk­cie, odejdą w końcu w za­po­mnie­nie, bo zro­dzi się w To­bie prze­ko­na­nie, że by­cie ide­ałem jest nie­moż­liwe. Oczy­wi­ście, bę­dziesz świa­doma swo­ich nie­do­sko­na­ło­ści, ale bę­dziesz też wie­dzieć, że mimo nich wciąż za­słu­gu­jesz na wspa­niałe ży­cie, szczę­ście i praw­dziwą, szczerą mi­łość.

- nie bę­dziesz uza­leż­niać swo­jej war­to­ści od opi­nii in­nych

Zro­zu­miesz, że Twoje po­czu­cie war­to­ści nie jest za­leżne ani od opi­nii in­nych osób, ani od tego, co mogą one o To­bie po­my­śleć, bo bę­dziesz świa­do­mie wie­dzieć, jaka je­steś i na co za­słu­gu­jesz. Nie bę­dzie mowy o tym, byś umniej­szała so­bie i za­ni­żała swoją war­tość, gdy ktoś z Two­jego oto­cze­nia jej nie do­strzeże.

- prze­sta­niesz wal­czyć ze sobą, a za­czniesz wal­czyć o sie­bie

Za­pra­gniesz sta­wać się co­raz lep­szą wer­sją sie­bie, a to pra­gnie­nie bę­dzie wy­ni­kiem Two­jej mi­ło­ści do sie­bie, bo bę­dziesz wie­dzieć, że roz­wój jest Ci po­trzebny.

- po­pra­wisz ja­kość swo­ich re­la­cji z in­nymi ludźmi, za­czniesz two­rzyć lep­sze (zdrowe) związki

Je­żeli po­znasz sie­bie le­piej, za­ak­cep­tu­jesz sie­bie i bę­dziesz miała ze sobą silną we­wnętrzną więź, którą bę­dziesz umac­niać, wspie­ra­jąc samą sie­bie, bę­dziesz po­tra­fiła roz­po­znać, które re­la­cje są dla Cie­bie do­bre. Po pro­stu nie bę­dziesz da­wać zgody na by­le­ja­kość i brak sza­cunku.

I w końcu:

- za­czniesz żyć tak, jak pra­gniesz - z nową ener­gią, przy­cią­ga­jąc do sie­bie to, co naj­lep­sze.

Kiedy praw­dzi­wie za­ak­cep­tu­jesz sie­bie, całe Twoje ży­cie ule­gnie zmia­nie. Rzecz ja­sna, ta zmiana bę­dzie ko­rzystna. A to przede wszyst­kim dla­tego, że prze­sta­niesz in­we­sto­wać swoją ener­gię w to, czego do tej pory w so­bie nie lu­bi­łaś, nie mo­głaś przy­jąć czy za­ak­cep­to­wać. Skoń­czysz z de­spe­rac­kimi pró­bami sta­nia się za wszelką cenę wy­ima­gi­no­wa­nym ide­ałem.

Tę ener­gię za­czniesz te­raz po­żyt­ko­wać na ży­cie! Na cie­sze­nie się każ­dym dniem, na wdzięcz­ność za by­cie wła­śnie taką ko­bietą, jaką je­steś. Bę­dziesz pełna mo­ty­wa­cji, chęci i opty­mi­zmu. Dzięki temu pod­niosą się Twoje wi­bra­cje, któ­rymi za­czniesz przy­cią­gać do swo­jego ży­cia wię­cej do­bra, szczę­ścia i in­nych po­zy­tyw­nych rze­czy.

Brzmi za­chę­ca­jąco? My­ślę, że tak.

Bądźmy jed­nak ze sobą szczere - to wszystko nie jest ta­kie pro­ste do za­sto­so­wa­nia w ży­ciu. Uwierz, że i mi nie było ła­two do­trzeć do ta­kiego etapu, albo ina­czej - od­na­leźć w so­bie ten stan i na­prawdę go po­czuć. O tym prze­ko­nasz się w dal­szej czę­ści tej książki.

Do­sko­nale zdaję so­bie sprawę, jak różne ży­ciowe sy­tu­acje, osoby, które spo­ty­kamy na swo­jej dro­dze, czy na­wet na­sze wła­sne prze­ko­na­nia po­tra­fią dia­me­tral­nie zmie­nić po­strze­ga­nie sie­bie.

I tu­taj mam dla Cie­bie dwie wia­do­mo­ści. Do­brą i tro­chę mniej do­brą. Za­cznijmy od tej dru­giej.

Sa­mo­ak­cep­ta­cja nie­wąt­pli­wie nie jest ła­twym pro­ce­sem - tak, pro­ce­sem - i bę­dzie wy­ma­gać od Cie­bie nie­ustan­nej pracy nad sobą i za­an­ga­żo­wa­nia. Nie da się, ko­lo­kwial­nie mó­wiąc, ogar­nąć po­czu­cia wła­snej war­to­ści ot tak, na pstryk­nię­cie pal­cami i odło­żyć tego te­matu na bok. Moż­liwe, że wiele czyn­ni­ków czy bodź­ców we­wnętrz­nych i ze­wnętrz­nych bę­dzie chciało Cię po­wstrzy­mać i prze­ko­nać do tego, byś od­pu­ściła. Ale tu­taj czas na tę do­brą wia­do­mość. To Ty zde­cy­du­jesz, co zro­bisz w ta­kiej sy­tu­acji. Ty po­dej­miesz de­cy­zję, czy do­pu­ścisz do głosu we­wnętrz­nego kry­tyka, czy nie. Wszystko w Two­ich rę­kach.

Długo za­sta­na­wia­łam się, w jaki spo­sób omó­wimy istotne kwe­stie zwią­zane z sa­mo­ak­cep­ta­cją, tak by było kla­row­nie i zwięźle (bo ta lek­tura nie jest po­świę­cona tylko temu te­ma­towi). W końcu wpa­dłam na po­mysł, by w ko­lej­nych pod­roz­dzia­łach wy­od­ręb­nić kilka waż­niej­szych (z mo­jego punktu wi­dze­nia) aspek­tów do­ty­czą­cych pracy nad świa­do­mym ak­cep­to­wa­niem sie­bie, co ozna­cza, że sku­pimy się na:

- wy­glą­dzie ze­wnętrz­nym i ak­cep­ta­cji ciała;

- sztuce wy­ba­cza­nia i po­rzu­ce­niu ży­cia prze­szło­ścią;

- błę­dzie, ja­kim jest my­śle­nie "co lu­dzie po­wie­dzą".

Naj­pierw po­znajmy się jed­nak le­piej ze wspo­mnia­nym już wcze­śniej we­wnętrz­nym kry­ty­kiem.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki