Wstęp Personalizowanie rodzicielstwa
Gdy tylko usłyszałam w telefonie głos Janine, od razu wiedziałam, że jest zrozpaczona.
Jej czteroletni syn Julian sprawił, że straciła panowanie nad sobą. To, co się zaczęło jako typowa wyprawa na zakupy, wymknęło się spod kontroli i zakończyło katastrofą na sklepowym parkingu, wskutek czego Janine przyszło się mierzyć zarówno z gniewem, jak i silnym poczuciem wstydu.
Następnego ranka, gdy siedziała na kanapie w moim gabinecie i relacjonowała całe zajście, wciąż targały nią silne emocje. Janine w żadnym razie nie była nowicjuszką, gdy chodziło o radzenie sobie z dziećmi. Zanim została mamą, przez dziesięć lat pracowała w szkole podstawowej jako nauczycielka drugich klas i robiła to tak dobrze, że doczekała się licznych nagród za osiągnięcia zawodowe. Z kolei Julian był chłopcem, który rozwijał się bardzo szybko: w wieku jedenastu miesięcy już chodził, a przed pierwszymi urodzinami potrafił wypowiadać kilka słów. Czasami jednak miał duże problemy z kontrolowaniem emocji i wykonywaniem poleceń. Nawet jeśli jego mama oferowała mu nagrodę za dobre zachowanie, Julian i tak nie chciał się podporządkować.
Tego dnia, gdy mama i syn czekali w kolejce do kasy, chłopiec nagle zdjął batonik z półki.
- Odłóż go na miejsce - powiedziała Janine.
Gdy Julian odmówił, Janinie instynktownie zrobiła to, co wielokrotnie okazywało się bardzo skuteczne w radzeniu sobie z wybuchami złości uczniów: najpierw próbowała odwrócić uwagę syna, a następnie, gdy to zawiodło, ostrzegła go, że jeśli nie odłoży batonika, to nie da mu naklejki, którą każdego dnia przyklejała na jego karcie zachowania. Jednak tym razem im więcej mówiła do chłopca, tym większy rodził się w nim opór.
W końcu Julian nie wytrzymał i rzucił batonikiem w twarz ekspedientki.
- Julian - krzyknęła Janine - jesteś bardzo złym chłopcem!
Szybko przeprosiła panią w kasie, zostawiła wózek z zakupami, wzięła na ręce syna, który teraz wrzeszczał i się wyrywał, i wyniosła go na parking. Gdy dotarła do samochodu, wepchnęła chłopca do fotelika i wybuchnęła płaczem.
- Nie poznawałam samej siebie - powiedziała mi następnego dnia. - Czułam się taka winna.
Nazwała syna złym chłopcem, choć doskonale wiedziała, że wcale taki nie jest. Gdy się nie denerwował, był uroczym, spokojnym dzieckiem.
Dlaczego wysiłki Janine, mające na celu uspokojenia syna, spełzły na niczym? Dlaczego sprawy potoczyły się tak szybko w złym kierunku? I co kobieta mogłaby zrobić inaczej, żeby temu zapobiec? Niemal każdy, kto wychowuje dzieci lub opiekuje się nimi, ma wiele takich doświadczeń jak Janine. W ciągu ponad trzydziestu lat pracy jako psycholożka dziecięca spotkałam niezliczoną liczbę takich rodziców jak ona: troskliwych, empatycznych, zdolnych do refleksji, których pragnieniem jest, by ich dzieciom żyło się jak najlepiej, i którzy w pewnym momencie zaczynają się zastanawiać, co przeoczyli. Raz za razem słyszę te same słowa: "Robimy wszystko, co wyczytaliśmy w poradnikach dla rodziców! Gdzie popełniamy błąd?"
Ci rodzice zadają te same pytania, które stawiają sobie matki i ojcowie od pokoleń - być może i ty należysz do tego grona. Dlaczego córka nie chce ze mną współpracować albo mnie nie słucha? Dlaczego mój syn zachowuje się w tak nieprzewidywalny sposób? Dlaczego tak grymasi przy jedzeniu? Dlaczego nie przesypia nocy jak należy? Jak mam wyznaczać rozsądne granice? Skąd mam wiedzieć, czy nie oczekuję od swojego dziecka za dużo - a może wymagam od niego za mało? A być może najważniejsze pytanie, jakie tego ranka zadała mi Janinie i które słyszałam setki, jeśli nie tysiące razy, brzmi: Dlaczego puszczają mi nerwy i przestaję nad sobą panować, choć wiem, że tak nie powinno być?
Większość rodziców targanych podobnymi wątpliwościami i pytaniami zazwyczaj łączy jedno pragnienie: wychować dzieci tak, aby wyrosły na ludzi pewnych siebie, stanowczych, szczęśliwych i niezależnych. Jak jednak tego dokonać? Na które z porad dotyczących rodzicielstwa warto się otworzyć? Współcześni rodzice są dosłownie bombardowani pomysłami i wskazówkami z wszelkich możliwych stron; każe im się patrzeć na dziecko z różnych perspektyw, czują się zobowiązani do słuchania wielu ludzi: od influencerów z mediów społecznościowych, przez życzliwych (lub krytycznych) sąsiadów, po pedagogów szkolnych, oglądają też wykłady różnych specjalistów i wszystko, co można znaleźć w sieci. Wśród różnych stylów i filozofii rodzicielstwa - od uważnego i świadomego po stawiające na żywioł - można przebierać jak w ulęgałkach. Która opcja jest najlepsza? Jakie jest optymalne podejście do trudnego zachowania? Wysłanie do kąta? Tłumaczenie? Ignorowanie? Przerwa na policzenie do trzech? Coś innego?
To oczywiste, że rodzice chcą dla dzieci tego, co najlepsze. Wielu z nich czuje się jednak zagubionych i nie wiedzą, co robić. To zupełnie zrozumiałe. Mając tyle możliwości do wyboru, której z nich zaufać? W ciągu ponad trzech dekad pracy z dziećmi i ich rodzinami przekonałam się, że nie istnieje jeden uniwersalny model rodzicielstwa pasujący do wszystkich przypadków i gwarantujący udane wychowanie. Najważniejsze są nie zasady, tylko samo dziecko. To nie zrozumienie wytycznych na temat rodzicielstwa, proponowanych przez innych, ma kluczowe znaczenie, ale zrozumienie tego, jak nasze rodzicielstwo "wpasowuje się" w nasze dziecko. Dopiero gdy zdobędziemy wiedzę na temat tego, jak dziecko reaguje na ludzi i okoliczności, możemy znaleźć bardziej indywidualne i skuteczne odpowiedzi na pytania, przed którymi stają wszyscy rodzice.
Problem w tym, że zbyt często koncentrujemy się na zachowaniach dziecka, zamiast na nim samym. Zajmuje nas rozwiązywanie problemów, a nie rozwijanie relacji i budowanie więzi z maluchem.
W tej książce podpowiem ci, jak możesz przenieść punkt ciężkości z zachowania dziecka na to, co jest jego przyczyną, i jak przekierować wysiłki z próby zrozumienia metod rodzicielstwa na zrozumienie własnego dziecka. Moim celem jest pomóc ci w dostosowaniu sposobu wychowania do indywidualnych potrzeb twojej pociechy.
Krótko mówiąc, rodzicielstwo to nie teoria czy hipotetyczne założenia. To ty i twoje dziecko. Ta książka pomoże ci przejść od radzenia sobie z zachowaniami do wykorzystywania ich jako wskazówek, które pomogą ci zrozumieć wewnętrzną rzeczywistość dziecka - jego doświadczenia zmysłowe, uczucia i emocje.
Większość poradników proponuje rodzicom, aby reagowali na dziecięce zachowania przez odwołanie się do mózgu dziecka: rozmawiali z nim, tłumaczyli, motywowali, oferowali nagrody bądź stosowali kary. Takie podejście zasadniczo daje dwie możliwości: rozmowę i namawianie dziecka do zmiany zachowania lub dyscyplinowanie go. Innymi słowy rodzice dostrzegają z jednej strony poznawcze (myślowe) zdolności dziecka, z drugiej jednak lekceważą istnienie układu nerwowego, czyli związek między mózgiem i ciałem. A przecież układ nerwowy to ważna część całego organizmu, która przesyła sygnały zwrotne do mózgu. Do właściwego zrozumienia dziecka konieczne jest uznanie, że ciało i mózg są na równi ważne. W tej książce pokażę, jak w wychowywaniu wykorzystywać nie tylko psychologię, lecz także biologię dziecka.
Muszę podkreślić, że przedstawione tu podejście do rodzicielstwa nie opiera się wyłącznie na moich przemyśleniach i obserwacjach, ale jest solidnie umocowane w neuronauce. Poza tym posiłkowałam się swoim doświadczeniem zarówno psycholożki klinicznej, jak i matki.
Podczas studiów na wydziale psychologii uczono mnie, że powinnam się skupiać na rozpoznawaniu tego, co nie działa prawidłowo, czyli przypisywaniu psychologicznych symptomów do właściwych kategorii. Gdy sama zostałam matką, odkryłam, że metody, które przyswoiłam na studiach, bazujące na odwoływaniu się do umysłu dziecka - nazwijmy je podejściem rozumowym - nie zawsze się sprawdzają. W każdym razie nie pomogły mi, gdy stanęłam wobec problemu, jak mogę pomóc własnemu dziecku, które płakało całymi godzinami, czy jak przekonać dziesięcioletnią, pełną lęków córkę, że nocowanie u koleżanki jest czymś, z czym sobie poradzi. Dlatego po dziesięciu latach pracy uznałam, że pora poszukać lepszych odpowiedzi na pytania, które stawiają rodzice oczekujący ode mnie pomocy i z którymi jako matka sama musiałam się zmierzyć. Odkrycia, których dokonałam, wywróciły do góry nogami moje doświadczenie zawodowe i postrzeganie rodzicielstwa w ogóle.
Tradycyjne szkolenie, jakie przeszłam na studiach, w bardzo ograniczonym zakresie informowało o rozwoju niemowlaków i małych dzieci oraz o tym, jak im pomagać, dlatego postanowiłam zacząć wszystko od początku i zapisałam się na dwa kursy dotyczące zdrowia psychicznego niemowląt. Kolejne trzy lata praktykowałam w szpitalach, klinikach i żłobkach, by badać noworodki i nieco starsze maluchy. To doświadczenie otworzyło mi oczy na znaczenie wczesnego etapu rozwoju.
Dowiedziałam się, jak indywidualne różnice w obrębie ciała dziecka wpływają na jego rozwój oraz na to, jak rodzice i inni dorośli komunikują się z nim. Pracując w interdyscyplinarnych zespołach, w skład których wchodzili pediatrzy, logopedzi, fizjoterapeuci, terapeuci zajęciowi, edukatorzy, psycholodzy oraz - co najważniejsze - rodzice, nauczyłam się, jak interpretacja świata wynikająca z budowy ciała wpływa na rozwój dziecka i budowanie jego pierwszych relacji.
Tradycyjne szkolenie psychologiczne, które przeszłam, koncentrowało się wokół dziecięcego mózgu. A przecież jedynym dostępnym narzędziem komunikacji niemowląt jest ich ciało. Zrozumienie doświadczeń związanych z "czuciem", które poprzedzają rozwój procesów myślowych i kształtowanie się pojęć, pozwoliło mi lepiej zrozumieć dzieci na wszystkich etapach rozwoju.
W kolejnych latach nauki miałam szczęście współpracować z dwojgiem pionierów badań nad wczesnym etapem rozwoju dziecka, doktorem Stanleyem Greenspanem i doktor Sereną Wieder, psycholożką - ich model kliniczny jako jeden z pierwszych uwzględniał zarówno mózg, jak i ciało. Punktem wyjścia dla obojga było założenie, że kluczowe znaczenie ma wyciszenie dziecka - czyli przywrócenie mu optymalnego stanu ciała - dopiero potem odwoływanie się do jego mózgu, czyli rozmowy, motywowanie czy oferowanie nagród, przyniesie efekty.
Co ważniejsze, swój model oparli na założeniu, że jedynym sposobem, aby skutecznie regulować ciało, jest uważna, pełna miłości i dająca poczucie bezpieczeństwa relacja. To wyjaśniało, dlaczego moja wyniesiona ze studiów wiedza psychologiczna, oparta na koncentrowaniu się na umyśle, często okazywała się zawodna. Tradycyjna psychologia nie doceniała kluczowej roli informacji zwrotnej płynącej z ciała i jej ogromnego wpływu na relacje z innymi, które z kolei oddziałują na zachowanie dzieci. Mniej więcej w tamtym czasie (czyli w latach 90. ubiegłego wieku) naukowcy zdobywali wiedzę o funkcjonowaniu mózgu w tak imponującym tempie, że w kręgach akademickich okres ten zyskał miano "dekady mózgu".
Okazało się, że to, czego się dowiadywałam na temat znaczenia relacji międzyludzkich, zyskiwało wsparcie i uwiarygodnienie ze strony neuronauki, a dokładnie jej odłamu odnoszącego się do relacji. Dr Dan Siegal, psychiatra, jest prekursorem neurobiologii interpersonalnej, która zajmuje się badaniem wpływu doświadczeń interpersonalnych na rozwój mózgu. Inny psychiatra, dr Bruce Perry, stworzył neurosekwencyjny model terapii (skrót: NMT), w którym pobrzmiewały poglądy Greenspana i Wieder na temat wpływu relacji na wyciszenie i ustabilizowanie ciała, co z kolei przekłada się na zdolność do uczenia się i prawidłowy rozwój. Dr Connie Lillas, pielęgniarka, terapeutka rodzinna i badaczka, współtworzyła NRF, Neurorelational Framework (model neurorelacyjny), który również podkreśla kluczową rolę relacji jako czynnika wpływającego na rozwój mózgu. W późniejszym czasie miałam okazję zapoznać się z pracami dr Lisy Feldman Barrett, autorki teorii konstruowanej emocji, kładącej nacisk na wpływ sygnałów powstających w głębi ciała na podstawowe uczucia i emocje.
Jednak to przełomowe dokonania Stephena Porgesa wpłynęły w największym stopniu na mnie jako terapeutkę i matkę. Jego teoria poliwagalna, po raz pierwszy zaprezentowana w 1994 r., zgrabnie wyjaśniała z punktu widzenia ewolucji człowieka, jak i dlaczego ludzie reagują na różne życiowe okoliczności. Praca doktora Porgesa pozwoliła w innym świetle spojrzeć na autonomiczny układ nerwowy - wielką informacyjną autostradę łączącą mózg z ciałem - i jego wpływ na fizjologię, emocje i zachowania.
Teoria poliwagalna stała się bazą, która połączyła w jedno ciało i mózg, pozwalając mi dogłębniej zrozumieć zachowania dzieci. Dała naukowe uzasadnienie wszystkiemu, czego się nauczyłam o kluczowej funkcji relacji zapewniającej dziecku miłość i dostrojenie do jego indywidualnych potrzeb, sytuacji i specyfiki jego układu nerwowego. Odkrycie tego, choć stało w sprzeczności z tradycyjnym pojmowaniem zarządzania zachowaniami dzieci, jakiego mnie uczono na studiach, pokrzepiło mnie i dało mi poczucie spokoju. To, czego się dowiedziałam od naukowców i terapeutów, stanowi kluczowe przesłanie tej książki: pozostające w harmonii i prawidłowo funkcjonujące ciało wspiera zdrowe, pełne miłości relacje, co z kolei pomaga zbudować fundament, który kiedyś umożliwi dziecku korzystanie z umysłu: skuteczne argumentowanie, nazywanie i myślenie pozwalające w elastyczny sposób reagować na życiowe wyzwania. Zrozumiałam, że istnieje dwutorowa komunikacja między mózgiem a ciałem, i dowiedziałam się, na czym ona polega, dzięki czemu znacząco skorygowałam sposób pracy: zamiast skupiać się na eliminowaniu niepożądanych zachowań dzieci, zaczęłam na nie patrzeć jak na sposób, w jaki ciało komunikuje swoje potrzeby.
Ten fundamentalny zwrot opisałam w wydanej w 2019 r. książce Co kryje zachowanie? (wyd. Harmonia). Wzywam w niej do zmiany naszych reakcji na trudne zachowania dzieci i proponuję nowy sposób ich wspierania. Oddźwięk na publikację był bardzo duży, i to zarówno ze strony rodziców, jak i nauczycieli, psychiatrów i terapeutów z różnych stron świata, którym bliska stała się potrzeba wprowadzenia nowego wzorca do edukacji i psychologii. Ta powszechna i pozytywna reakcja zbiegła się w czasie z rozwojem ruchu na rzecz neuroróżnorodności, który wzywał do poszanowania indywidualnych różnic zamiast widzieć w nich zaburzenia wymagające korygowania. Ten nowy paradygmat, którego rzeczniczką się stałam, zakładał, że relacja między rodzicem a dzieckiem jest kluczowym i niezbędnym elementem rozwoju dziecka.
Książka Jak zrozumieć dziecko pogłębia to zagadnienie, dodając istotne spostrzeżenia na temat powiązania między mózgiem a ciałem jako bazą dla zrozumienia dziecięcych zachowań, a także proponuje nową mapę drogową dla rodziców, która wskaże, jak wychowywać radosne, pełne energii i pewne siebie dzieci.
Ta książka jest nie tyle klasycznym przewodnikiem po badaniach i teoriach z dziedziny neuronauki, ile opisem moich doświadczeń, które sama z niej wyniosłam, oraz tego, jak tę wiedzę zastosowałam jako terapeutka i matka. Kolejne rozdziały prezentują autorskie przełożenie neuronauki na praktykę. Muszę podkreślić, że moje opisy nie oddają jej złożoności, a tworząc je, pozwoliłam sobie na duże uproszczenia, by uczynić je bardziej zrozumiałymi i przyswajalnymi. Neuronauka rozwija się bardzo szybko, dlatego warto trzymać rękę na pulsie i być na bieżąco z nowymi odkryciami. Na końcu książki zamieściłam słowniczek, w którym znajdziesz istotne terminy naukowe.
Nauka nie powinna ograniczać się do laboratoriów i czasopism medycznych. Trzeba ją wprowadzać do naszych domów, ponieważ jednym z jej zadań jest ograniczanie cierpienia, poprawa relacji międzyludzkich i wsparcie przy podejmowaniu codziennych rodzicielskich decyzji. (Jeśli chcesz zapoznać się z materiałami źródłowymi, to niezbędne informacje na ich temat znajdziesz w bibliografii i przypisach).
Dzięki wsparciu neuronauki, zamiast koncentrować się na doradzaniu rodzicom, jak mają zmieniać zachowania swojego dziecka, zaczęłam pracować z rodzicami i dziećmi jednocześnie, tak aby pomóc rodzicom zrozumieć swoje latorośle - i samych siebie - bardziej całościowo, a punktem wyjścia jest uświadomienie sobie łączności między ciałem a umysłem.
Gdy zrozumiemy, że umysł dziecka nie działa w oderwaniu od jego ciała, będziemy mogli skorzystać z zupełnie nowych możliwości wychowawczych. Współdziałanie umysłu i ciała, leżące u podstaw wszystkich zachowań, wytycza nam nową mapę drogową, która skutecznie pokieruje nas jako rodziców, ponieważ jej wartość polega nie na uniwersalności, ale na dopasowaniu do konkretnego dziecka. Z tej koncepcji korzystam od ponad dwóch dekad, by pomagać matkom i ojcom jak najskuteczniej mierzyć się z wyzwaniami rodzicielstwa.
Zamiast poszukiwać diagnozy psychologicznej, spróbujemy zrozumieć dziecięcą fizjologię, która w znaczący sposób wpływa na zachowania. Zamiast poszukiwać deficytów, wsłuchamy się w sygnały wysyłane przez ciało, by z nich odczytywać kluczowe informacje. Obserwacja zachowań dziecka, jego postaw i działań przez pryzmat układu nerwowego pomoże ci spojrzeć na swoje rodzicielstwo w sposób indywidualny i da ci do ręki narzędzia potrzebne do podejmowania ważnych decyzji.
Właśnie taką informację przekazałam Janine, mamie Juliana, gdy po niefortunnym zdarzeniu w sklepie była zrozpaczona i pełna złości na siebie, że nie potrafiła w żaden sposób wyciszyć syna - lub siebie samej. To nie jej wina, że w szkoleniu przygotowującym do zawodu nauczyciela nie mówiono o wpływie stresu na układ nerwowy. Również nie z jej winy lekarz Juliana niemożność zapanowania nad chłopcem złożył na karb jego "mocnego charakteru" i zasugerował, by metodą kija i marchewki powstrzymywała "złe" zachowania i promowała posłuszeństwo. Prawdę mówiąc, wiele moich koleżanek i wielu kolegów po fachu wciąż zaleca takie metody.
W rozmowie z Janine podkreślałam, że zachowanie Juliana nie było celową próbą testowania jej granic czy świadomą odmową współpracy - on po prostu tak zareagował na stres. W podobnych sytuacjach właściwą reakcją nie jest dyscyplinowanie dziecka ani oferowanie mu nagrody, ale dostosowanie własnego postępowania jako rodzica, tak aby pomóc dziecku wyciszyć układ nerwowy, co pozwoli mu właściwie funkcjonować, być aktywnym i chętnym do uczenia się. To fundament metody, o której opowiadałam Janine - zapewniającej empatyczne podejście do dziecka, holistycznej i skutecznej. I właśnie o tej metodzie opowiada niniejsza książka.
Na kolejnych stronach poznamy kluczowe pojęcia umożliwiające dostosowanie metod wychowawczych do naszego dziecka.
Jak wykorzystać zachowanie dziecka do uzyskania wskazówek pozwalających poznać jego niepowtarzalny "pomost" - to moja uproszczona nazwa połączenia między mózgiem i ciałem. W jaki sposób neurocepcja - termin stworzony przez Porgesa, określający to, co ja nazywam somatycznym systemem wykrywania zagrożeń - pomaga zrozumieć subiektywne doświadczenia dziecka. Jak ocenić, czy dane zachowanie wynika z intencji, czy też jest manifestacją stresu fizjologicznego. Jak więź między rodzicem i dzieckiem może pomóc dziecku rozwijać umiejętność samoregulacji. Jak ważne jest dbanie rodziców o swój dobrostan oraz jak pełna miłości obecność osoby dorosłej może pomóc dziecku się wyciszyć i dać poczucie bezpieczeństwa na poziomie fizjologicznym. Jak zrozumienie interocepcji - odczuć pochodzących z narządów wewnętrznych - może być dla ciebie przewodnikiem w zrozumieniu dziecka i kierowaniu jego działaniami oraz stać się wsparciem dla niego, aby pomóc mu być bardziej świadomym i dobrze obeznanym ze swoimi uczuciami i emocjami. Jak wykorzystać nabytą wiedzę na temat "pomostu" i innych opisanych zjawisk do rozwiązywania problemów i podejmowania wyzwań, przed jakimi stają rodzice od pierwszych dni życia dziecka po wczesny wiek nastoletni.
Przynoszenie ulgi, a nie dodawanie stresu - na tym polega rodzicielstwo
Być może teraz sobie myślisz: "Ale to wszystko oznacza ciężką pracę do wykonania". Zanim pójdziemy dalej, chcę cię uspokoić, że moim celem nie jest dokładanie ciężaru na rodzicielskie plecy, tylko niesienie ulgi. Nie zamierzam dokładać ci stresu, niepokojów czy trudu ani wywierać na ciebie presji. Ta książka proponuje ci stać się kimś w rodzaju superrodzica. Pracowałam z setkami matek i ojców i jestem przekonana, że starają się wykonywać swoje zadanie jak najlepiej z zasobem informacji, jaki mają. W kolejnych rozdziałach pomogę ci rzucić nieco światła na wiedzę, którą zdobywasz, obserwując swoje dziecko, by umożliwić ci spojrzenie na nią z innej perspektywy. Nikt nie zna twojego dziecka tak dobrze jak ty, a narzędzia i sugestie, jakie znajdziesz w kolejnych rozdziałach, służą temu, by pomóc ci budować relację z twoim dzieckiem w sposób jak najbardziej naturalny i piękny. Nie chcę zmieniać twojego dziecka, ale pragnę dać ci możliwość zbudowania wyjątkowej relacji z nim, pełnej szacunku dla wyjątkowości jego umysłu i ciała, które podlegają ciągłym zmianom.
Na koniec pragnę z całą mocą podkreślić, że w żadnym razie nie lekceważę twoich rodzicielskich wartości, wynikających z życiowego doświadczenia, na które składają się dom, środowisko, krąg kulturowy itd. Urodziłam się i zostałam wychowana w USA przez rodziców pochodzących z dwóch różnych kontynentów. Jako najstarsze dziecko i Amerykanka w pierwszym pokoleniu jestem owocem dziedzictwa obojga rodziców, a wartości i tradycje, jakie mi przekazywali, były ściśle związane z kulturą, w jakiej sami dorastali. Informacje zawarte w tej książce potraktuj poglądowo i dopasuj do własnych tradycji i wartości. Niezależnie od tego, czy jesteś rodzicem niemowlaka, czy sporo starszego dziecka, czy masz jedynaka, czy całą gromadkę, liczę na to, że treści zawarte na kolejnych stronach pozwolą ci nabrać pewności siebie, gdy zaczniesz patrzeć na potomstwo bardziej kompleksowo. Bycie rodzicem nie jest łatwe, dlatego ważnym elementem książki są podpowiedzi, jak praktykować współczucie dla samego siebie i dbać o swój dobrostan, by złagodzić trudy rodzicielstwa.
Kluczem do zrozumienia, co leży u podstaw zachowania zarówno dziecka, jak i jego rodziców, jest uznanie umysłu i ciała za dwa współistniejące elementy całości. Ta wiedza zmieniła mnie jako matkę i jako psycholożkę, a gdy zaczęłam się nią dzielić z rodzinami, z którymi przyszło mi pracować, ich życie również ulegało przeobrażeniu. Mam nadzieję, że ta książka pomoże ci zmniejszyć brzemię rodzicielstwa i czerpać z niego więcej radości. Nauczy cię, by nie wracać do tego, co było, nie obarczać się winą i nie stresować decyzjami, które musisz codziennie podejmować w związku z rolą rodzica. W końcu pokaże ci, jak wspomagać zdrowy rozwój dziecka i pielęgnować więź z nim, aby okazała się na całe życie.