Rozdział 1
Burza
Siedzicie wygodnie? Świetnie! Kichnijcie teraz tak, żeby was wrony za oknem usłyszały, i wytężcie słuch.
Zuzanna Gaj zdążyła postawić kropkę po ostatnim zdaniu i zaraz sama kichnęła jak z armaty. Odruchowo uderzyła w klawiaturę laptopa i skasowała duży fragment ledwie co napisanej książki.
- Kurza stopa niepodkuta! - syknęła.
Przywróciła poprzedni tekst i pisała dalej.
Słyszycie grzmoty, dudnienie i huk wystrzałów?
- Nie słyszymy - powiedział Alek, który zerkał na ekran zza ramienia piszącej.
Pani Zuzanna Gaj rzuciła synowi wymowne spojrzenie, przygryzła dolną wargę i znowu pochyliła się nad klawiaturą.
No, dalej, postarajcie się. Wasza wyobraźnia musi się wysilić, bo chcę was przenieść pod zamek w Olesku w czasy tak odległe, że nawet najstarsze żółwie ich nie pamiętają, mimo że niektóre żyją dłużej od ludzi. Widzicie już wzgórze i mury zamku? I błyskawice pośród granatowych chmur? Burza szaleje na niebie, ziemią zaś wstrząsają grzmoty i wystrzały z armat i muszkietów. Zamek w Olesku oblega wroga tatarska orda[1] odpędzana przez obrońców strzałami. A w zamku na łożu z baldachimem leży pani Zofia Teofila Sobieska i trzyma w ramionach nowo narodzonego synka Jasia. Mały Jasio nic nie wie o świecie i niewiele go świat obchodzi. Nie wie nawet, że jego tata, Jakub Sobieski, wyjechał, aby prowadzić rokowania pokojowe ze Szwedami, z którymi król Polski Zygmunt III Waza, ten, którego pomnik stoi na placu Zamkowym w Warszawie, walczył prawie całe życie. Są to czasy, gdy Polska wciąż z kimś wojuje. Wygrywamy i przegrywamy. Jedni giną, drudzy się rodzą. Jaś Sobieski ma to głęboko w perkatym nosku. Jest z nim mama i to mu wystarcza. Być może drze się wniebogłosy, a może śpi smacznie. Mama patrzy na niego i myśli: "Co z ciebie wyrośnie?".
Pani Sobieska jest energiczną osobą, nie zamierza czekać, aż Jasio dojrzeje jak jabłko na jabłoni. Tym bardziej że ludzie dojrzewają dłużej niż jabłka.
- Wezwać astrologa! - poleca służce.
Wierzy, że z gwiazd i planet można odczytać przyszłość.
Astrolog głaszcze śnieżną brodę. To patrzy w niebo, to studiuje grubą księgę. Bada położenie ciał niebieskich.
- I co, mówże waćpan! - nalega mama Jasia. - Byle chłopiec nie wyrósł na tchórza - niepokoi się. - Chcę, żeby miał serce mężne, nieustraszone i waleczne.
Pani Teofila marzy, aby jej syn dorównał pradziadkowi hetmanowi Stanisławowi Żółkiewskiemu, sławnemu polskiemu wodzowi, zwycięzcy wielu bitew ze Szwecją, z Rosją, Turkami i Tatarami.
Astrolog marszczy czoło i mówi z namysłem:
- To dziecię zdobędzie nieśmiertelną sławę. - Po czym kłania się pani Teofili i odchodzi.
Służka okrywa Jasia pierzynką. Cichną hałasy. Być może burza już się skończyła i Tatarzy zostali przepędzeni. Teofila Sobieska zapisuje w kronice: "Urodził mi się syn Jan roku 1629 dnia 17 sierpnia między godziną czternastą a piętnastą, w piątek..." Potem przymyka oczy i marzy o wielkich czynach, których dokona jej synek dla dobra ojczyzny.
Podobno w takich okolicznościach urodził się bohater tej książki: Jaś Sobieski, późniejszy król Jan III.
Zuzanna Gaj, matka bliźniąt Alicji i Alka, zwanych nie bez przyczyny wybuchowymi bliźniakami, zdjęła ręce z klawiatury i przeczytała głośno napisany fragment.
- Jak wam się podoba pierwszy rozdział? - spytała syna i córkę.
- Ujdzie - powiedziała Alicja.
Alek był wyraźnie rozczarowany.
- Nie ma w nim niczego o skrzydlatych rycerzach. Mówiłaś, że to książka o nich i ich królu.
- Cierpliwości. Nie tak szybko. Muszę jeszcze napisać o wannie i książkach.
- O czym? - nie dosłyszał Mikołaj Gaj, tata bliźniąt. Zajmował się miksowaniem niezwykle zdrowych warzyw we wnęce kuchennej oddzielonej od salonu szklaną ścianką.
- Mama będzie pisała w wannie o książkach! - Alek przekrzyczał hałas miksera.
- Serio? - Pan Gaj bezwiednie wyjął końcówkę włączonego miksera z garnka. Zdrowe warzywa, chlap, chlap, osiadły na świeżo malowanych ścianach.
[1] Orda - w dawnej Polsce nazwa wojsk tatarskich.