Prolog
Ksenia siedziała na podłodze, zasmarkana jak sto pięćdziesiąt
nieszczęść, łzy leciały po jej policzkach wartkimi strumieniami.
Nie mogła uwierzyć, że po raz kolejny została na lodzie. Wystawiona.
Wyrolowana.
Wydymana. Właśnie tak - wydymana.
Rzuciłaby jeszcze kilka przekleństw, ale nie miała na to siły.
Oparła się o ścianę, a powinna walić w nią głową. Ale wiedziała, że
żadnego muru nie przebije.
Dlaczego złamane serce tak bardzo boli? A facet, który je łamie, jest
tak potwornym dupkiem, że zawsze na początku stwarza pozory, jaki to on
jest cudowny?! Pojawia się taki delikwent - nie na białym koniu, bo
białe konie, podobnie jak i listy na papierze, trafiły do lamusa, ale ma
jakiś ekwiwalent bajkowego rumaka - i oczarowuje kobietę, a ona jest nim
oczarowana, bo co jak co, ale oczarowywać taki jeden z drugim potrafi.
Nawija jej makaron na uszy i słodzi. Och, jak on potrafi osłodzić jej
życie! Mówi to, co ona chce usłyszeć.
I Ksenia też się nabrała na lepkość słów. I ponownie uwierzyła.
Zadzwonił telefon. Spojrzała. Blanka. Nie miała ochoty odbierać, ale
wiedziała, że przyjaciółka nie da jej spokoju. Będzie wydzwaniała,
dopóki Ksenia nie powie jej, że żyje.
Nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Żyję - zakomunikowała.
- Martwię się.
- Wiem, dlatego odebrałam. W normalnych okolicznościach zlałabym to.
- Jak się trzymasz?
- Nie powiem, że jakoś, bo szoruję po dnie.
- Wiesz, co mi zawsze mówiłaś. To minie.
- Minie, ale teraz cholernie boli.
Blanka milczała przez chwilę po drugiej stronie słuchawki, zanim w końcu
przerwała ciszę.
- To trudne, ale przetrwasz i wydostaniesz się z tego gówna. On nie
zasługuje na twoje łzy - starała się brzmieć stanowczo, chociaż w jej
głosie i tak słychać było troskę.
Ksenia westchnęła głęboko, próbując zebrać myśli.
- On był dla mnie wszystkim, a teraz czuję, jakby mi ktoś wyrwał serce.
- Ale bywa, że nasze wszystko zamienia się w jedno wielkie nic.
- Nie pieprz bzdur. Pozostają piękne wspomnienia - zbuntowała się
Ksenia, dając wyraźny sygnał, że nie do końca utonęła we łzach.
- Tylko ty mi się tu teraz nie zasłaniaj pięknymi wspomnieniami. Bo dziś
beczysz, a jutro będziesz widziała same dobre strony, a przecież i ja, i ty wiemy, że czasami bywało też niefajnie. Wiem, że to trudne, ale
musisz odnaleźć siebie bez niego - zachęciła ją Blanka.
- Emil obiecywał mi tyle rzeczy. Mówił, że jestem dla niego ważna. Ale
teraz... Teraz czuję się jak śmieć - Ksenia próbowała powstrzymać
kolejną falę łez, a słowa z trudem przebijały się przez zatkany nos.
Blanka wzięła oddech i zdecydowanym tonem powiedziała:
- Zasługujesz na kogoś, kto cię doceni.
- I kto będzie mi wierny.
- I kto będzie ci wierny.
Ksenia energicznie się wysmarkała i już nieco jaśniejszym głosem
przyznała: - Wiem. Ale jak mam przestać go kochać?!
- To rzeczywiście będzie w tym wszystkim najtrudniejsze.
Chwilę milczały.
- A co u ciebie? - Ksenia nie byłaby sobą, gdyby nie zapytała
przyjaciółki o stan jej serca.
Blanka postanowiła być szczera: - Stabilnie, ale chujowo. Z naciskiem na
"chujowo". Facet, który był miłością mojego życia, wrócił do swojej
byłej żony. Taadaaam...
- To musimy się spotkać. Zjemy tonę chipsów i zapijemy winem.
- Zadzwonię też do Nati.
- Tak.
***
Natalia wykładała muffinki na talerz i miała ochotę się rozpłakać. Nie
tak to sobie wyobrażała. Była uwikłana w jakiś przyjacielsko-seksualny
związek z Michałem. Oczywiście, że mogła się z tego układu wymiksować,
tylko że ona się zaangażowała. Bardziej niż on. Ponoć zawsze tak jest,
że jedna ze stron jest zaangażowana bardziej. Jej rozmyślania przerwał
dzwonek telefonu. Natalia poprawiła włosy i wzięła głęboki oddech,
sięgając po telefon, który brzęczał na kuchennym blacie. Odbierając,
spojrzała na wyświetlacz i ujrzała imię Blanki.
- Halo? No cześć, Blanka.
- Cześć, Nati! Jak się masz?
- No cóż, jak to się mówi... do przodu. A u ciebie? - westchnęła.
- Bywało lepiej, ale mówimy o tobie. Coś się stało? W twoim głosie
słychać coś... dziwnego.
- No właśnie, problem w tym, że nic się nie dzieje, a ja w sumie
chciałabym, by się zadziało.
- Coś z Michałem?
- Tak, z Michałem - Nati westchnęła. - Wiesz, myślałam, że to coś więcej
niż tylko... no wiesz.
- Coś więcej? Myślałam, że jesteście razem. A przynajmniej tak to
wyglądało.
- To skomplikowane - przyznała Natalia zrezygnowanym głosem. - Bardziej
skomplikowane, niżbym chciała. Jakoś wsiąkłam w ten dziwny związek,
który związkiem nie jest, i teraz... czuję się dziwnie.
- Czyli...?
- On wydaje się traktować nas... no... jakbyśmy byli tylko przyjaciółmi
z dodatkowymi korzyściami. Tak to się mówi, prawda? Friends with
benefits. Ale ja chrzanię takie benefity.
- Ale się na nie godzisz?
- Bo seks z nim jest niesamowity.
- Seks, rzecz ważna. Ale muszę spytać: czy ty go kochasz?
- Nie wiem, czy to już miłość, ale z pewnością czuję coś więcej niż on.
Przez chwilę myślałam, że to się zmieni, ale...
- Nati, jeśli źle się czujesz w tym związku, powinnaś porozmawiać z Michałem. Może nie zdaje sobie sprawy z tego, jak się czujesz -
powiedziała zdecydowanie Blanka.
- Boję się, że jeśli zacznę to omawiać, wszystko się rozpadnie. A ja...
no właśnie, nie wiem, czego chcę.
- Nie możesz trwać w czymś, co sprawia, że się źle czujesz. Musisz być
szczera zarówno ze sobą, jak i z Michałem.
- Masz rację, Blanka. Muszę z nim porozmawiać.
- Ale zanim się z nim rozmówisz, wpadnij do mnie na wino i chipsy,
będzie też Ksenia...
- A wiesz, że chyba tego właśnie potrzebuję najbardziej?
- Ja też...
Rozdział 1
Blanka i Ksenia siedziały w kawiarni Twisted, popijając cóż by innego
jak nie kawę. Natalia wyszła z zaplecza i wytarła dłonie o fartuch.
- Co u ciebie? - zapytała przyjaciółkę.
- Upiekłam ciasto marchewkowe i udekorowałam serduszkami. Takimi z lukru
- ekscytowała się Natalia.
Blanka wytrzeszczyła oczy.
- Nie mogę uwierzyć, o czym do mnie mówisz - zwróciła się do
przyjaciółki.
- Co w tym dziwnego? - Nati uniosła brwi.
- No że ty zostaniesz kuchtą, w życiu bym nie wymyśliła - Blanka
wzruszyła ramionami i potrząsnęła swoimi wypielęgnowanymi blond włosami.
- A ty przybraną mamusią - Natalia najwyraźniej też nie zamierzała gryźć
się w język.
- Dobra, dobra, dziewczyny - Ksenia wiedziała, że musi załagodzić
sytuację, bo w przeciwnym razie zaraz wybuchnie pożar.
- Wracam do swoich lukrowanych serduszek - powiedziała dobitnie Nati i odwróciła się na pięcie.
- Oj tam, nie gniewaj się na nas - rzuciła Ksenia do jej pleców.
- Nie gniewam się, po prostu wracam do roboty.
Natalia zniknęła na zapleczu, skąd unosił się kojący zapach ciasta i świeżo mielonej kawy. Napaść Blanki dotknęła ją, ale nie tak mocno, jak
mogłaby przypuszczać. Znajome dźwięki kawiarnianej kuchni podziałały jak
balsam, Nati stanęła przy stole z nierdzewnej stali i sięgnęła po
kolejne serduszko z lukru. Układając wzorek z cukrowych ozdóbek, czuła
się prawie jak bohaterka filmu, którego akcja toczy się w romantycznej
cukierence. Zaraz ktoś zje kawałek ciasta, które ona upiekła, i poczuje
się szczęśliwy. Głupia Blanka, jeśli nie rozumie tej magii.
Tymczasem Blanka ściągnęła sweter.
- Masz uderzenia gorąca? - tym razem Ksenia postanowiła być uszczypliwa
wobec przyjaciółki.
- Daj mi spokój - ta warknęła tylko.
- Co jest?
- Wszystko się pieprzy.
- To znaczy?
- To znaczy, że ludzie zazwyczaj za dużo sobie wyobrażają. I ja się do
nich zaliczam. Nie tak wyobrażałam sobie mój związek z Adamem. On
naprawdę ma fajne dzieciaki, ale jego była żona, cytuję, "chce żyć",
dlatego każdy weekend spędzamy we czwórkę. Fakt, w tygodniu dzieci są u niej, ale w piątek wieczorem z nami. W tygodniu ona ma pracę, one
przedszkole i szkołę, a w weekendy jestem pełnoetatową mamuśką - Blanka
ponuro westchnęła i pociągnęła łyk kawy.
- Rozumiem twoje położenie, masz prawo być rozżalona, ale może
porozmawiaj o tym z Adamem?
- Znasz Adama. To dobry człowiek, ale takie ciepłe kluchy. Na wszystko
się zgodzi. No i ciągle słyszę ten tekścik: "zrozum, to moje dzieci"! Ja
rozumiem, ale my przecież nie mamy życia poza tymi jego dziećmi.
- Nie wiem nawet, co powiedzieć - Ksenia naprawdę nie miała pomysłu, jak
doradzić przyjaciółce.
- Dobra - Blanka uniosła do góry ręce. - Dajmy temu spokój, poddaję się.
Jestem mamuśką, bo widocznie jest mi to pisane. A co u ciebie?
- Chujowo, ale stabilnie. Wkurwia mnie ten styczeń.
- Jest na co zwalić. Na styczeń.
- Jakoś tak depresyjnie.
- Noooo - odparła przeciągle Blanka i zanurzyła widelec w ciastku.
- A jak z tancerzem?
- Tańcuje... - Ksenia wzruszyła ramionami.
- Ej, co jest?
- Jakoś mi z nim nudno - powiedziała o pół tonu ciszej.
- Że co proszę?
- Nudzi mi się z nim.
- Ksenia, ja wiem, że jesteś uzależniona od adrenaliny, ale nie da się
przeżyć życia od jednego jej strzału do kolejnego...
- Wczoraj wdepnęłam w gówno.
Blanka zamarła z widelczykiem, który trzymała w powietrzu.
- Ale że w prawdziwe?
- Nie, sztuczne.
- A co gówno ma do naszej rozmowy?
- Może to jakaś puenta, że każda w nim trochę siedzi? W swoim własnym
gówienku.
Obie odwróciły głowy w stronę Nati, która wyszła z kuchni, podśpiewując
radośnie i niosąc w dłoniach paterę ze swoim ciastem.
Postawiła ją na stole. Udekorowany sercami i esami-floresami z czerwonego lukru placek wyglądał jak ostatni kicz.
- Dżizas, ale poleciałaś - Blanka aż wstała z krzesła.
- Ćwiczę przed walentynkami.
- Nie sądzisz, że jest trochę kiczowate...?
- No coś ty, słodkie są te ozdóbki - po raz kolejny ujęła się za
przyjaciółką Ksenia.
Natalia ukroiła po kawałku ciasta i podała dziewczynom.
- Miałam przejść na dietę - rzuciła Blanka. - Najpierw święta, potem
sylwester, karnawał - i tak wrzucałam do kotła jak leci. A te wszystkie
kalorie najwyraźniej kochają mnie do szaleństwa, chcą zostać ze mną na
zawsze.
- Faktycznie, trochę cię przybyło - rzucił z uśmiechem wyłaniający się
zza pleców Kseni Michał, puszczając przy tym oko do Blanki. Był
właścicielem kawiarni Twisted i przyjacielem dziewczyn, ale tylko
Natalia postanowiła z nim sypiać. Po każdej łóżkowej przygodzie z Michałem przyrzekała sobie, że to ostatni raz. W końcu chciała stałego
związku, jemu wystarczało to, co było. Ale jakoś nigdy dotąd nie
znalazła w sobie dość siły. Status singielki był czymś, co nie tylko
spotkałoby się z pogardą jej matki. Natalia sama też nie mogłaby wtedy
myśleć o sobie z szacunkiem.
- Twój chłopak jest bardzo bezpośredni - poskarżyła się Natalii Ksenia.
- To nie jest mój chłopak - podkreśliła stanowczo Nati.
- Wolę to, niż was okłamywać - Michał z kolei postanowił się bronić.
Ale Blanka spojrzała na niego z takim wyrzutem, że szybko czmychnął,
skrył się w bezpiecznej przestrzeni za barem.
- On czasami naprawdę zachowuje się jak słoń w składzie porcelany -
Ksenia postanowiła chyba tego dnia przytulić do serca cały świat.
- Kseniu, ty nam tu wyrastasz na czołową romantyczkę... - parsknęła
Blanka.
- Czy uspokoję cię, gdy powiem, że nadal nie cierpię walentynek?
- Nie, bo każdy ma prawo do swoich uczuć wobec okazji takich jak
walentynki. Przyjmowanie kiczowatych gadżetów nie jest przecież żadnym
obowiązkiem, więc możesz to postrzegać, jak ci wygodnie - Blanka dobrze
rozumiała jej stanowisko.
- Za to Robert bardzo się jara tym świętem.
- Zupełnie jak ja - zaśmiała się Nati.
- Może powinnyśmy się wymienić facetami.
- Michał nie jest moim facetem - odruchowo powtórzyła Nati.
- Nati, ty ciągle zaprzeczasz - przypomniała Ksenia.
- Nie zaprzeczam, a stwierdzam fakt.
Zaśmiały się.
- To co z tobą i Robertem?
- Odkryłam, jak bardzo się różnimy.
- Podobieństwa za bardzo się przyciągają - stwierdziła Nati.
- A przeciwieństwa się nie rozumieją.
- Ale czekaj - Blanka upiła łyk latte. Trochę spienionej pianki osiadło
na jej górnej wardze. - Ostatnio w Esce leciała reklama jego nowego
show, premiera będzie właśnie w walentynki!
- Tak.
- A o czym jest sztuka?
- O sercach. Poranionych, zagubionych, zakochanych. Tancerze i aktorzy
przebrani są za serca: i te wypalone, i te cierpiące, i te rozkochane.
To jest sztuka abstrakcyjna - wyjaśniła Ksenia. - Sztuka, która nie ma
jednego konkretnego znaczenia, zamiast tego daje pole do wielu różnych
interpretacji. Wszystkie te serca się spotykają pewnego dnia i każde
myśli, że ono jest najważniejsze. Bo tak jest - serce jest przecież
megaważne. Dochodzi między nimi do ostrej wymiany zdań. Nie będę wam
spojlerowała, co potem, ale widz może odczytać tę treść na kilka
sposobów. To zależy od niego.
Natalia spojrzała na przyjaciółkę.
- Właśnie to jest najbardziej fascynujące w sztuce abstrakcyjnej, że
każdy może odnaleźć w niej coś innego, coś, co jest dla niego ważne.
Może być tyle interpretacji, ilu ludzi ją zobaczyło, i nikt nie będzie
się w swojej ocenie mylił.
Ksenia kiwnęła głową.
- Dokładnie. Sztuka jest piękna, bo karmi wyobraźnię i daje wolność
interpretacji. Takie samo uczucie zresztą towarzyszy nam, kiedy tańczymy
do muzyki. Każdy może odczuwać ją inaczej.
Natalia się uśmiechnęła.
- Załatwisz nam bilety na tę sztukę?
- Pewnie.
Ksenia odwzajemniła uśmiech.
Rozdział 2
Natalia leżała z Michałem w skotłowanej pościeli. Czuła, że klei się od
potu.
- W tych wszystkich komediach romantycznych ludzie po seksie wyglądają
cudownie.
- A my śmierdzimy - mężczyzna się zaśmiał.
- Trzeba wziąć prysznic - stwierdziła Natalia, łapiąc sprany
podkoszulek, który leżał na podłodze. Włożyła go na siebie.
- Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że się zakrywasz.
- Bo tak jest.
- Dlaczego? Przecież widziałem cię tyle razy nago.
- W chwili podniecenia, a wtedy te wszystkie substancje chemiczne
zalewają nam ośrodki racjonalnego myślenia i wydaję ci się piękna.
- Ale ośrodka wzroku mi nie zalewa.
- Wszystko ci zalewa i widzisz mnie piękniejszą.
- To co teraz? - Michał udał zmartwionego, łapiąc się za pierś.
- Teraz musisz zaakceptować mnie taką, jaka naprawdę jestem.
Michał zaczął się śmiać. Spojrzał na nią przeciągle i złapał za rękę, po
czym pociągnął z powrotem na łóżko i pocałował.
- Nawet jeśli teraz wyglądasz, jakbyś przeszła maraton przez bagno, to
dla mnie i tak jesteś najpiękniejsza.
Natalia podniosła brew, tak wysoko, że Michałowi wydawało się, że jak na
filmach rysunkowych brew wyskoczy poza twarz.
- Jesteś autentyczna i niepowtarzalna.
Natalia się roześmiała.
- Wiesz co? - podniosła się na łokciu. - Powiedzieć kobiecie coś
takiego, to tak jakby stwierdzić, że wcale nie jest taka ładna.
- Wy, kobiety, dopowiadacie sobie różne rzeczy, których my, mężczyźni,
nigdy nie powiedzielibyśmy na głos.
- Ale o których myślicie - Natalia wycelowała w niego palec.
- Idź już kobieto pod prysznic, a ja zrobię śniadanie.
- A co?
- Zobaczysz.
Natalia zniknęła w łazience, a on włożył dres i poszedł do kuchni.
Rozgrzał patelnię na średnim ogniu, kładąc na niej kawałek masła. Jego
umiejętne ruchy były potwierdzeniem, że jest doświadczonym kucharzem.
Rozdzielił żółtka od białek. Białka ubił na sztywną pianę.
Wiedział, że sekretem puszystego omletu jest dobrze ubita piana.
Wiedział też, że Natalia lubi wytrawne śniadania. Wrzucił do masy
jajecznej kilka kawałków pomidora, nieco startego ostrego sera i odrobinę świeżo zmielonego pieprzu. Aromatyczny zapach zaczął się
rozchodzić po wnętrzu, przyciągając uwagę Natalii, która wyszła z łazienki, wycierając włosy.
Ponieważ jajka zaczęły się ścinać, Michał potrząsnął patelnią,
sprawiając, że cała masa się ładnie wymieszała.
- A teraz moment prawdy - powiedział, zdejmując patelnię z ognia.
Zsunął omlet na talerz, prezentując go Natalii z dumą. Omlet był
puszysty, a na jego wierzchu widać było kawałki pomidora i roztopiony
ser.
- Smacznego! - uśmiechnął się, podając jej talerz.
Para usiadła razem przy stole, delektując się przygotowanym posiłkiem.
Zapach kawy, nieodłącznie z nimi związany, unosił się w powietrzu,
tworząc idealną scenę spokojnego poranka pełnego wspaniałych aromatów. I Natalia znowu pomyślała, że mogłaby tak już zawsze jadać śniadania z Michałem. I stworzyć z nim rodzinę. Od dłuższego czasu marzyła o dziecku. Jej poprzedni narzeczony ją oszukał, a ona słyszała tykający
zegar biologiczny.
- Michał - powiedziała, odkrawając pokaźny kawałek omletu.
- Tak?
- Czy my... - złapała oddech.
- Co tam kombinujesz?
- Dobrze nam razem.
- Dobrze - uśmiechnął się, popijając sok.
- Czy myślisz, że moglibyśmy spróbować jako para?
- Nati, już o tym rozmawialiśmy. Nie jestem gotowy.
- Ale sypiać ze mną jesteś gotowy?
- Ustaliliśmy, że będziemy przyjaciółmi. Ty masz za sobą trudny związek,
ja nieudane małżeństwo. Nie chcę niczego poważniejszego, skoro jest
fajnie, jak jest.
- Czyli chcesz bzykania.
- Nie nazwałbym tego tylko bzykaniem. Chcę z tobą spędzać czas,
rozmawiać, prowadzić kawiarnię. Chcę z tobą robić dużo rzeczy, ale nie
chcę deklaracji.
Natalia spojrzała na Michała z lekkim zdziwieniem i smutkiem w oczach.
Chociaż ich związek, który, jak się okazało, dla Michała wcale nie był
związkiem, był pełen bliskości, to jednak ta rozmowa sprawiała, że
poczuła pewną pustkę. Zaczęła rozciapywać widelcem omlet, zastanawiając
się, czy będzie w stanie zaakceptować tę sytuację.
- Michał, ale ja... czuję, że to dla mnie coś więcej. Nie chodzi mi
tylko o fizyczną bliskość - wyznała, starając się znaleźć słowa, które
wyrażą jej głębokie uczucia.
Michał spojrzał na nią z szacunkiem i zrozumieniem.
- Nati, ja naprawdę cenię to, co mamy. Nie chcę tego psuć. Jesteśmy dla
siebie ważni, ale deklaracje, związki, to wszystko sprawia, że czuję się
skrępowany. Ja już przez to przechodziłem i na razie nie chcę zaczynać
po raz kolejny.
Natalia westchnęła, odłożyła widelec i spojrzała przez okno. Na chwilę
zapatrzyła się w dal, jakby próbując zrozumieć własne uczucia.
- Ale ja nie chcę być tylko twoją przyjaciółką, Michał. Chcę więcej,
marzę o rodzinie.
Michał poklepał ją delikatnie po ręce.
- Rozumiem, Nati. I szanuję twoje uczucia. Ale ja nie jestem gotowy na
kolejny krok. Nie chcę związków, które mogą nas ograniczyć.
Natalia spojrzała na niego ze smutkiem, ale też zdecydowaniem.
- Muszę to przemyśleć. Boję się, że mnie to nie wystarczy.
Śniadanie kończyli w ciszy, a w powietrzu unosiła się niewypowiedziana
tęsknota. Oboje wiedzieli, że muszą podjąć decyzje, które wpłyną na ich
przyszłość. Czy zdecydują się na wspólne życie, czy pozostaną przy tym
delikatnym tańcu, który nazywali przyjaźnią, pozostawało jeszcze do
ustalenia.
Rozdział 3
- Są takie popieprzone dni, że wszystko się sypie. I jak człowiek myśli
sobie, jest tak źle, że już gorzej być nie może, wtedy żyćko zaskakuje
i... jest jeszcze gorzej. Tadaaam, to odkrycia dokonałam - Ksenia
uśmiechnęła się do siebie. Rano dostała okres, przyszło do niej pismo z Urzędu Skarbowego, ale nie chciała sobie psuć humoru, więc go nie
otworzyła. Gwiazda, którą malowała na planie filmowym, była
niezadowolona ze swojego makijażu. I powiedziała, że Ksenia do niczego
się nie nadaje. I mimo że Ksenia wiedziała, że nadaje się do wielu
rzeczy, zrobiło jej się przykro. Poza tym agencja promocyjna zalegała z płatnościami. I...
- Kurwaaaa... - syknęła. Jakiś samochód wjechał w kałużę i opryskał ją
wodą. Zatrzymał się trochę dalej i wysiadł z niego wysoki brunet w stalowym płaszczu.
- Najmocniej panią przepraszam - powiedział niskim głosem.
Ksenia spojrzała w dół, była nie tylko mokra, ale i ubłocona.
- Kurwaaa... - powtórzyła ze złością Ksenia. - Co pan sobie wyobraża?
- Hola, hola, paniusiu... - zaczął, unosząc do góry ręce. - Przecież
zrobiłem to nieumyślnie.
- Przecież wiem, ale to nie zmienia faktu, że jestem wkurzona.
- No tak, są takie dni, że wszystko zdaje się walić na nas, jakby świat
sam z siebie postanowił nas zaskoczyć - odpowiedział mężczyzna z uśmiechem. - Ale widzę, że już polała pani wodę na młyn tego ranka.
Ksenia spojrzała na niego i gdyby nie była taka wściekła, utonęłaby w jego błękitnym spojrzeniu.
- Panie... - szukała w głowie jego imienia, ale przecież jej się nie
przedstawił - Wodospad. To nie los się na mnie uwziął, a pan.
Mężczyzna, którego Ksenia ochrzciła mianem "Wodospad", westchnął.
- To zwykła nieuwaga. Proszę uwierzyć, że nie miałem zamiaru oblewać
kogoś wodą na ulicy. Ale bardzo podoba mi się ta moja nowa ksywka.
Brzmi, powiedziałbym... dwuznacznie.
Ksenia prychnęła.
- Może da się pani zaprosić na kawę?
- Mam narzeczonego.
Wodospad pokręcił głową.
- A ja tylko zapraszam panią na kawę. Poza tym... - zmierzył ją wzrokiem
od góry do dołu. - Raczej nie jest pani w moim typie...
- Dupek - stanowczo rzuciła Ksenia, po czym energicznie odwróciła się i odeszła szybkim krokiem, kierując się w stronę Twisted.
Co za parszywy dupek. Nie była w jego typie?! Serio?!!! I jak można coś
takiego powiedzieć kobiecie...?
Kilka minut później Ksenia przekroczyła próg kawiarni i poczuła, jakby
wpadła do krainy czerwonej od serduszek i pełnej mało gustownych
amorków. Wnętrze kawiarni było już gotowe na walentynki, o czym
świadczyły także girlandy z czekoladek czy stojące na każdym stoliku
wazoniki z czerwonymi różami. Nawet serwetki miały kształt serc, a Michał włożył koszulkę w kolorze miłości.
Ksenia stanęła przy barze.
- I jak? - Michał poklepał się po klatce piersiowej.
- Kiczowato.
- Ale miłośnie. Co dla ciebie?
- Czarną kawę. Z odrobiną cynamonu.
- Okej.
Chwilę później Michał wręczył jej kubek. Ksenia odwróciła się
zamaszyście i... wylała kawę na płaszcz jakiegoś faceta.
- No nie wierzę - syknęła zrezygnowana. - Przepraszam pana najmocniej.
Chwyciła serwetkę z kontuaru i zaczęła nią wycierać płaszcz stojącego
przed nią mężczyzny. Wyglądało to kuriozalnie, bo kawałki papierowej
serwetki, zamiast usunąć kawową plamę, rozpuściły się i przykleiły do
niej, tworząc lepką czerwono-czarną maź. Pełna poczucia winy Ksenia
uniosła głowę i zobaczyła... jego.
- Wodospad, nie wierzę.
- Kawoszka...
Zaczęli się śmiać.
- Przepraszam, to nie było specjalnie.
- A już myślałem, że chciałaś mi oddać.
- Nie, no co ty.
- Emil jestem - wyciągnął w jej stronę dłoń. Ksenia przywitała się i przedstawiła. - Napijesz się ze mną kawy?
- To ja przyniosę do stolika - grzecznie wtrącił Michał, który oderwał
wzrok od Kseni i Emila, żeby przenieść go na wielką mokrą plamę na
podłodze.
Ksenię grillowało poczucie winy.
- Daj mop, zmyję tę podłogę.
- Daj spokój - żachnął się Michał. - Siadajcie do stolika, a ja zrobię
wam kawę i posprzątam.
- Na pewno? - dopytała Ksenia.
- Na pewno.
Ksenia z Emilem zgodnie skierowali kroki do stolika oddalonego nieco od
innych.
- Ładne imię, Ksenia.
- Idealne dla kawoszki.
Wybuchnęli śmiechem.
- Też możesz nadać mi ksywkę.
- Nic mi nie przychodzi do głowy - przeczesał dłonią gęste włosy.
- Może... - Ksenia udawała, że się zastanawia.
- Tak?
- Kobieta nie w moim typie.
Wybuchnął śmiechem.
- Powiedziałem tak, bo byłem wkurzony.
- To tak jak ja teraz.
Oboje się zaśmiali.
- Czym się zajmujesz, Wodospadzie, oprócz tego, że chlapiesz wodą na
nieznajome?
- Jestem pilotem.
- Ooo... Takim zwyczajnym?
- Niezwyczajnym też mogę być. Pilotuję myśliwce.
Ksenia zmrużyła oczy i zapytała:
- Pilotujesz myśliwce? Naprawdę? To brzmi ekscytująco. Czyli jesteś
wojskowym?
- Tak, jestem pilotem Sił Powietrznych. Wiesz, błękitna armia i te
rzeczy.
- To musi być niesamowite! Uwielbiam adrenalinę!
- To praca, która rzeczywiście dostarcza mnóstwa wrażeń i adrenaliny -
odpowiedział z uśmiechem. - Coś nas jednak łączy - spojrzał jej w oczy,
a ona poczuła, jak ciepło rozlewa się po jej wnętrzu.
- Zawsze chciałam wiedzieć, jak to jest z tymi przeciążeniami...
- Podczas lotu myśliwcem doświadcza się przeciążeń, które mogą
kilkukrotnie przekraczać siłę grawitacji. To wyjątkowo męczące, ale na
tym polega magia tej pracy. Całe ciało pracuje na pełnych obrotach, a adrenalina skacze na maksa.
- Czy to tak niebezpieczne, jak myślę? - Ksenia słuchała, jakby ją
zaczarowano.
- Oczywiście, ryzyko wpisane jest w ten zawód, ale odpowiednie
szkolenie, które daje kontrolę nad maszyną, oraz dyscyplina pozwalają je
zminimalizować. Latanie myśliwcem to nie tylko praca, ale i pasja. To
poczucie, że panujesz nad tak wielką i skomplikowaną maszyną, jest nie
do opisania - Michał prawie uniósł się na krześle, by Ksenia lepiej
zrozumiała buzujące w nim emocje.
A ona pomyślała, że różne rzeczy można powiedzieć o tym człowieku, ale
na pewno nie to, że jest nudny.
- Brzmi fascynująco. Dlaczego wybrałeś właśnie myśliwce?
- Jako dzieciak byłem na pokazie samolotów wojskowych. I tak mi zostało.
- Ja też kocham prędkość, choć nie odrywam się od ziemi, by ją poczuć.
Jestem motocyklistką - wyznała Emilowi pewna efektu, jaki zawsze robiła
ta wiadomość na mężczyznach.
- Ej, opowiedz - poprosił, patrząc na nią coraz bardziej zaintrygowany.
Ksenia była gotowa zanurzyć się w opowieść o swojej pasji, ale zerknęła
na wyświetlacz komórki i poderwała się jak oparzona.
- Już tak późno! Przepraszam cię, muszę lecieć.
- Dokąd?
- Do pracy.
- Spotkamy się jeszcze?
- Nie sądzę - posłała mu uśmiech, o którym wiedziała, że topi serca.
- A gdybym tak...
- Co?
- Dał ci mój numer telefonu, na wypadek gdybyś jednak miała ochotę
napisać do mnie albo zadzwonić...? Zostawiam otwartą furtkę - popatrzył
jej prosto w oczy.
- A ja nie chcę przez tę furtkę przejść.
- Dlaczego? - uśmiechnął się tak szeroko, że w policzkach pojawiły się
dołeczki.
- Bo wiem, jak to się może skończyć.
- Ty zdecydujesz, czy chcesz otworzyć tę bramkę szerzej, czy może ją
zamknąć. Zapisz, co ci szkodzi.
Ksenia lekko wzruszyła ramionami, a Emil podyktował jej swój numer
telefonu.
***
Kiedy weszła do domu, Roberta nie było. Za to w rogu sypialni stał kosz
ze słodyczami i z przywiązanym do niego olbrzymim pękiem balonów.
Oczywiście w kształcie serca. Ten chłopak chyba zwariował, nawet jeszcze
nie ma tych cholernych walentynek, a już mi się plastik po mieszkaniu
wala. Właśnie zaczęła kombinować, jak się pozbyć tego całego szajsu,
kiedy usłyszała, że Robert przekręca klucz w zamku. - Serduszko?
Kseniuś? Gdzie jesteś?
Do jej nastroju najbardziej pasowałaby odpowiedź "w dupie". Ale uzbroiła
się w swój uśmiech ratunkowy (coś pomiędzy udawaną radością a szczerą
wyjebką) i słodkim głosem zawołała:
- W sypialni. Coś tu znalazłam. Nie wiesz czasem, jakie... eee... dobre
duszki to tutaj podrzuciły?
- A, znalazłaś mój prezent? Pomyślałem, że z walentynkami powinno być
jak z Gwiazdką. I dlatego od dziś do dnia świętego Walentego codziennie
będzie na ciebie czekała niespodzianka! Już biegnę wycałować moją boską
dziewczynę, tylko umyję ręce.
Zza ściany dobiegł Ksenię szum odkręcanej wody. A ona nagle poczuła, że
kompletnie nie ma siły. Osunęła się na łóżko i schowała twarz w dłoniach. Za nic nie pozwoliłaby, żeby Robert teraz spojrzał jej w oczy.
To, co by z nich wyczytał, z pewnością nie wpisywałoby się w wyobrażenia
o sprawianiu ukochanej przemiłej niespodzianki. Tak, miliony dziewczyn
zabiłyby, żeby mieć koło siebie takiego faceta jak on. Ale Ksenia czuła,
że zaraz zwymiotuje od tej całej słodyczy. Mimo że nie spróbowała
jeszcze żadnej z czekających na nią czekoladek.
Rozdział 4
Blanka stała oparta o ścianę i o niczym tak bardzo nie marzyła jak o tym, by uciec z tego spędu gwiazdeczek i celebrytek.
Po pierwsze, nie miała humoru, ponieważ pokłóciła się z Adamem. Po
drugie, czuła, że łapie ją przeziębienie. A po trzecie, była ostatnią
osobą, która mogłaby powiedzieć, że dobrze jej we własnej skórze. Na
brodzie wykwitł jej pryszcz wielkości wulkanu, obecnie zamaskowany pod
kopcem z korektora. Włosy spryskała obficie suchym szamponem, żeby jakoś
wyglądały, bo były tak przyklapnięte, jakby dopiero co zdjęła z głowy
kask narciarski. Teraz obracała nerwowo kieliszek w dłoni, obiecując
sobie, że wyjdzie stąd najdalej za kilkanaście minut. I wróci prosto do
domu.
- Cześć - usłyszała nad uchem. Głos znalazł się stanowczo zbyt blisko
niej. Właściwie jego właściciel poważnie naruszył jej strefę komfortu.
Zaczyna się, pomyślała. Są tacy mężczyźni, którzy sądzą, że jeśli
kobieta stoi sama, to na pewno brak jej towarzystwa.
- Cześć - odpowiedziała jednak. - Jestem... - Blanka odwróciła wzrok w stronę mężczyzny. Wysokiego blondyna. Dość przystojnego. Wiedziała, kim
jest. Jego zespół ostatnio wylansował hit, który znany był nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
- Wiem, kim jesteś. Nicholas.
- Tak - uśmiechnął się szeroko, ukazując doskonale równe i białe zęby.
Na pewno efekt bardzo kosztownych i okropnie czasochłonnych wizyt u dentysty. - A ty?
- Blanka.
- Cześć, Blanka. Wyglądasz na znudzoną.
- Bo jestem. Ale ty akurat zapewne wiesz, że na niektórych spędach się
bywa.
- Tak, wiem - uśmiechnął się. - Też jestem tutaj za karę. Może się
przejdziemy? - zapytał.
- Może kiedy indziej - Blanka odstawiła kieliszek z niedopitym prosecco
na tacę, którą usłużnie podsunął jej kelner.
- Trzymam cię za słowo - powiedział Nicholas.
Już miała odejść, ale nieoczekiwanie znów przed nim stanęła.
W jego oczach coś błysnęło. Jakby nadzieja?
Blanka nie zamierzała jej rozniecać.
- Przepraszam, czy mógłbyś mi zamówić Bolta?
- Słucham?
- Nie mam aplikacji. No... nie korzystam. Nie umiem - zaczęła się
tłumaczyć, choć w sumie nie bardzo wiedziała czemu.
- Może po prostu ja cię odwiozę?
- Żadnego odwożenia.
- Rozumiem - Nicholas podniósł do góry ręce w obronnym geście. - Po
prostu chciałem być miły.
- A ja po prostu chcę, byś zamówił mi Bolta.
I nieoczekiwanie wybuchnęli śmiechem.
***
Wszystko, czego chciała, to spokojnie wrócić do domu, zapomnieć o kłótni
z Adamem, o napięciu przedmiesiączkowym, o pryszczu na brodzie.
Gdy tylko wyszła z lokalu, zimowy wiatr uderzył ją w twarz,
przypominając, że choćby nie wiadomo jak szybko uciekać, problemy i tak
cię dogonią. Czuła się znużona, zmęczona fizycznie i wyczerpana
emocjonalnie.
Siedząc w aucie, poczuła ulgę. W końcu mogła się zrelaksować i po prostu
w ciszy podróżować. Tymczasem kierowca postanowił zacząć rozmowę:
- Tak sama? Po nocy? - był wąsaty i niemłody, spod czapki sterczały siwe
włosy.
- Tak - odpowiedziała krótko Blanka.
- A to tak nie przystoi panience - podzielił się z Blanką refleksją w stylu retro. Widziała, jak zerka przy tym w lusterko.
- Wie pan co, naprawdę kobiecie wiele rzeczy przystoi. To facetom nie
przystoi czasami drążyć temat i mówić głupoty - powiedziała ostro. Nie
miała nastroju na głupie gadki szmatki.
Potrzebowała trochę czasu dla siebie, musiała poukładać myśli.
W domu czekały na nią cisza i spokój. Zdjęła płaszcz, buty na obcasie
zsunęła z ulgą z nóg. A potem zamarła - na stoliku w kuchni paliła się
mała świeczka.
- Adam? - zawołała cicho.
W odpowiedzi usłyszała muzykę, którą uwielbiali oboje. W salonie stał
Adam. Uśmiechał się, w ręku trzymał butelkę ich ulubionego wina i dwa
kieliszki.
- Przepraszam za kłótnię - powiedział, zbliżając się do niej tak, że
widziała jego tęczówki. - Chciałem, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu
razem. Tylko ty i ja.
Blanka spojrzała na niego i poczuła, jak całe napięcie opuszcza jej
ciało. Może czasami ucieczka nie jest rozwiązaniem, a wręcz przeciwnie -
warto stawiać czoła problemom i razem pokonywać przeszkody. I choć nie
wszystko było idealne, to w tej chwili w jej przytulnym mieszkaniu
miłość zdawała się być tym, co naprawdę liczyło się najbardziej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki