ROZDZIAŁ 4
Ewa stała na rogu ulicy i sprawdzała wiadomości w telefonie, gdy nagle usłyszała za sobą znajomy głos.
- Ewa!
Odwróciła się gwałtownie, a serce zabiło jej mocniej na widok twarzy, której nie widziała od lat.
- Marika - wyszeptała z niedowierzaniem i uśmiechnęła się szeroko. W jednej chwili padły sobie w ramiona i mocno się objęły. - Co ty tu robisz? - zapytała Ewa, przerywając w końcu uścisk.
- Załatwiałam coś w okolicy - odpowiedziała Marika z uśmiechem. - A ty?
- Pracuję w tej szkole, mieszkam niedaleko...
- W szkole. - Marika nie kryła radości. - A więc jesteś nauczycielką? Tak jak marzyłaś.
- Tak. A ty?
- Rok temu przeprowadziłam się do Warszawy.
- Mogłaś się odezwać!
- Wiesz, jak to jest... Nasze drogi się rozeszły. Po tym, co się stało tamtej nocy... - powiedziała smutno Marika.
- Mari... - odparła Ewa, bo tak zawsze zwracała się do przyjaciółki. - To było kiedyś. Przecież byłyśmy dla siebie jak siostry.
- Tak... - Marika zaśmiała się, po czym dodała: - Może usiądziemy gdzieś na kawę? Mamy tyle do nadrobienia.
Ewa skinęła głową i ruszyły razem ulicą. Dotarły do małej, przytulnej kawiarni na rogu. W środku panował przyjemny klimat. Ściany były wykończone cegłą, a z sufitu zwisały żeliwne lampy, które rzucały miękkie, ciepłe światło na półki z książkami. Z gramofonu cicho sączyła się muzyka. Drewniane stoliki przykryto koronkowymi serwetkami. W powietrzu unosił się zapach świeżo parzonej kawy i słodkich wypieków. W podobnych kawiarniach Ewa i Marika uczyły się do egzaminów i zwierzały sobie ze smutków i radości. Nic dziwnego, że wspomnienia wróciły do Ewy z całą mocą.
***
DZIEWIĘTNAŚCIE LAT WCZEŚNIEJ...
Ewa i Marika były nierozłączne. Znały się od dziecka, ich drogi zawsze biegły równolegle. Skończyły tę samą podstawówkę, chodziły do tego samego liceum, do klasy o profilu humanistycznym, a potem razem poszły na studia. Były jak siostry.
Tamten wieczór zapowiadał się ekscytująco. Pełne życia, młode, pewne siebie, były gotowe na dobrą zabawę. Szykowały się na dyskotekę, chwilę oderwania od studenckiej rutyny.
Ewa stała przed lustrem w swoim małym pokoju w akademiku, przymierzała sukienki. Ta, którą miała na sobie, była krótka, obcisła i idealnie podkreślała jej sylwetkę. Ewa obróciła się w stronę Mariki, która siedziała na łóżku, przyglądając się przyjaciółce z uśmiechem.
- Co myślisz? - zapytała, poprawiając opadające na ramiona włosy.
- Wyglądasz bosko, Ewa. Faceci będą się za tobą oglądać, gwarantuję - odpowiedziała Marika, śmiejąc się i wstając z łóżka. Sama miała na sobie dopasowaną, ozdobioną koronkowymi detalami czarną sukienkę, która wspaniale eksponowała jej długie nogi.
- A ty? - Ewa rozpromieniła się, patrząc na Marikę. - Zawsze wiedziałam, że czarny to twój kolor.
Marika przewróciła oczami z rozbawieniem.
- Kocham czerń. Poza tym zawsze działa na facetów. - Otworzyła szufladę biurka i wyjęła małą buteleczkę wódki. - Zanim wyjdziemy, musimy się trochę rozluźnić.
- Tylko jedna? - zażartowała Ewa, ale odkręciła butelkę. - Za dzisiejszy wieczór! - zawołała, unosząc ją do góry. Pociągnęła łyk z grymasem.
- I za to, że zawsze jesteśmy razem - dodała Marika, przejmując buteleczkę. Poczuła, jak alkohol rozgrzewa ją od środka.
- Uuuu... Mocne. - Ewa się skrzywiła i po chwili obie wybuchły śmiechem.
- A co, myślałaś, że to sok? - Marika sięgnęła po szminkę i poprawiła kolor na ustach. - No dobra, jeszcze jeden łyk na odwagę i lecimy.
Czuły, jak alkohol dodaje im pewności siebie. Kiedy w końcu były gotowe, w doskonałych humorach ruszyły w stronę drzwi.
- Dzisiejsza noc będzie epicka - powiedziała Ewa, zamykając pokój na klucz.
- Oby - dodała Marika i rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro na korytarzu. - No to co, lecimy podbić ten parkiet?
Wyszły z akademika, zupełnie nieświadome, że ta noc na zawsze zmieni ich życie.
***
Usiadły przy stoliku obok okna. Mogły stamtąd swobodnie obserwować przechodniów. Kawiarnia była prawie pusta, co dodawało jej intymnego charakteru.
- Co zamawiamy? - zapytała Marika, przeglądając menu.
- Może croissanty z kremem pistacjowym i kawę? - zaproponowała Ewa, a Marika skinęła głową.
Po chwili kelnerka przyniosła dwa gorące croissanty, idealnie chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku, wypełnione aksamitnym zielonym kremem pistacjowym. Do tego dwie filiżanki cappuccino.
Przez kilka minut rozmawiały o studenckich czasach i o tym, jak potoczyło im się życie przez te wszystkie lata. Wymieniały się historiami, śmiejąc się i wspominając wspólne chwile.
- A więc wyjechałaś do Szkocji. Zniknęłaś - powiedziała Marika, mieszając kawę.
- Tak. Musiałam zmienić otoczenie. Ojciec mi bardzo pomógł. Wiesz, że był konsulem. Skończyłam w Szkocji college, kilka kursów. Pracowałam w szkole. Nadal uczę... Wychowałam dziecko.
- Myślałam, że usuniesz...
- Nie... No nie.
- Tak, jasne, rozumiem. - Marika poczuła się niezręcznie.
Ewa spojrzała bezmyślnie w okno i przeniosła z powrotem wzrok na dawną przyjaciółkę.
- Marika... - zaczęła niepewnie - pamiętasz tamtą noc?
Marika zatrzymała filiżankę w połowie drogi do ust.
- No tak, z tych zlepków obrazów stworzyłam sobie w głowie jakąś tam całość. Tylko że nie wiem, co jest prawdą, a co pijackim zwidem - odpowiedziała cicho, odkładając filiżankę na spodek. - Próbowałam tyle razy coś z tego ułożyć i... wydaje mi się, że nic nie wiem, a potem znowu, że wiem za dużo. Zamazane kształty, śmiech...
Ewa spuściła wzrok, czując, jak ciężar przeszłości znowu przygniata jej serce.
- Ja mu wciąż nie powiedziałam - wyszeptała drżącym głosem. - Damianowi... On nie wie, kto jest jego ojcem. I chyba nigdy się nie dowie.
Marika delikatnie ścisnęła dłoń przyjaciółki.
- Ewa, nie musisz mu tego mówić. To, co się stało tamtego wieczoru... - Zamilkła na chwilę, jakby szukała właściwych słów. - Nikt nie ma prawa cię osądzać. Damian jest twoim synem i to ty decydujesz, jaką prawdę mu powiesz.
Ewa zamknęła oczy, próbując opanować łzy. Pamiętała tamten wieczór jak przez mgłę - strach, ból, bezradność, a potem długie miesiące ukrywania prawdy przed wszystkimi. A w końcu Damian, mały, bezbronny chłopczyk, który przyszedł na świat i stał się jej cudem.
- Kiedyś myślałam, że nigdy się z tym nie pogodzę - wyznała. - Że nigdy nie będę w stanie patrzeć na Damiana bez przypominania sobie tego, co się wtedy stało. Ale teraz... teraz wiem, że on jest całym moim światem. Zrobię wszystko, żeby był szczęśliwy. Nawet jeśli to oznacza, że będę musiała nosić w sobie tę tajemnicę do końca.
Marika popatrzyła na nią ze zrozumieniem. Jak wiele siły było w tej kobiecie, którą znała od tylu lat.
- Ewa, to, co robisz, to czysta miłość - powiedziała cicho. - Damian jest szczęściarzem, że ma taką matkę jak ty. Chociaż... - zawiesiła głos. - Muszę cię o coś zapytać.
- Tak?
Marika westchnęła.
- Bałaś się, że komuś powiem?
- Nie. - Ewa śmiało spojrzała przyjaciółce w oczy. - Bo nie wiem do końca, co jest prawdą, i ty też.
- To, co zrobiłyśmy...
- Marika... Ja nie chcę. Nie dam rady tego słuchać.
- Ale... To wspomnienie tak bardzo boli.
- Mnie też. - Ewa wstała.
- Spotkamy się jeszcze? Chciałabym poznać twojego syna.
- Nie - Ewa ucięła temat. - Kiedyś byłyśmy dla siebie najważniejsze. Ale tamta noc zmieniła wszystko.
- Masz rację. Ani tobie, ani mnie nie jest to potrzebne. Ale i tak podam ci mój numer.
- Nie chcę.
- A wiesz, że Ida jakimś cudem wszystko sobie przypomniała?
- Myślałam, że wiemy tylko my dwie...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki