Wprowadzenie
W walce z chorobami osiągnęliśmy punkt zwrotny. Możemy dziś, jak nigdy
przedtem, regulować swoje zdrowie za pomocą odpowiedniego pożywienia.
Możemy decydować o tym, co będziemy jeść i pić, opierając się na
naukowej wiedzy o cechach różnych pokarmów, uzyskanej dzięki tym samym
metodom badawczym, których używano dotąd do tworzenia i ulepszania
leków. Dane, których dostarczają badania nad pokarmami prowadzone tymi
metodami, jasno pokazują, że składniki pożywienia mogą wpływać na nasze
zdrowie w bardzo konkretny i dobroczynny sposób.
Najpierw powiem trochę o sobie. Jestem doktorem medycyny, specjalistą chorób wewnętrznych, a także naukowcem. Na uczelni studiowałem biochemię (dziś zwaną biologią komórkową i molekularną) i pierwszą połowę kariery zawodowej spędziłem zanurzony w świecie biotechnologii. Od dwudziestu pięciu lat kieruję Fundacją Angiogenezy, organizacją non profit, której byłem współzałożycielem w 1994 roku. Stawia ona przed sobą wyjątkowe zadanie: poprawę stanu zdrowotnego ludzkości poprzez skupienie się na "wspólnym mianowniku" wielu chorób -?angiogenezie, czyli procesie, w którym nasze ciała wytwarzają nowe naczynia krwionośne. Znajdowanie wspólnych mianowników chorób było od dawna moją pasją i przedmiotem naukowego zainteresowania. Większość badań w dziedzinie
medycyny odnosi się do indywidualnych cech poszczególnych chorób.
Poszukuje się cech, którymi dana choroba różni się od wszystkich innych,
co ma podpowiedzieć drogę do znalezienia lekarstwa. Moje podejście jest
dokładnym przeciwieństwem. Uważam, że znalezienie wątków wspólnych dla
wielu chorób i wykorzystanie ich przy tworzeniu nowych metod leczenia
może doprowadzić do przełomu w leczeniu nie tylko jednej, określonej
choroby, lecz wielu chorób jednocześnie.
Na wczesnym etapie kariery zawodowej postanowiłem zająć się angiogenezą. Naczynia krwionośne są ważnym czynnikiem zdrowia, gdyż doprowadzają tlen i składniki pokarmowe do każdej komórki ciała. Moim mentorem był Judah Folkman, błyskotliwy naukowiec i chirurg z Uniwersytetu Harvarda, który jako pierwszy wysunął koncepcję, w myśl której skupienie uwagi na anormalnych naczyniach zasilających nowotwór może otworzyć zupełnie nową drogę do leczenia tej choroby. Nieprawidłowa angiogeneza jest nie tylko problemem w przypadku raka, lecz także wspólnym mianownikiem ponad siedemdziesięciu różnych chorób, w tym niektórych zbierających na świecie największe żniwo: chorób serca, udaru mózgu, cukrzycy, choroby Alzheimera, chorobliwej otyłości i innych. W 1993 roku doznałem olśnienia: a może kontrolowanie rozwoju naczyń krwionośnych jest kluczem do zwalczania wszystkich tych poważnych schorzeń? Przez następne dwadzieścia pięć lat tym właśnie zajmowałem się w Fundacji Angiogenezy wraz z licznymi wspaniałymi kolegami po fachu i osobami wspierającymi. Koordynowaliśmy badania i promowaliśmy nowe formy
leczenia wykorzystujące podejście od strony wspólnego mianownika.
Współpracowaliśmy z ponad trzema setkami czołowych naukowców i lekarzy z Ameryki Północnej, Europy, Azji, Australii i Ameryki Łacińskiej, ponad
setką innowacyjnych firm z branż biotechnologii, sprzętu medycznego,
techniki diagnostycznej i obrazowania, z wizjonerskimi działaczami
amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia, Agencji Żywności i Leków
(Food and Drug Administration, FDA) i najważniejszych towarzystw
medycznych z całego świata.
Odnieśliśmy niemałe sukcesy. Dzięki zorganizowanemu, kolektywnemu
wysiłkowi powstała nowa gałąź medycyny -?terapia oparta na angiogenezie.
Niektóre z jej metod pozwalają powstrzymać rozwój naczyń krwionośnych w chorych tkankach, takich jak guz nowotworowy, albo w chorobach
prowadzących do ślepoty, jak starcze zwyrodnienie plamki żółtej i retinopatia cukrzycowa. Inne zmieniły praktykę medyczną, postulując
tworzenie nowych naczyń w celu leczenia tkanek zdolnych do życia, na
przykład w przypadku żylaków i wrzodów cukrzycowych na nogach. Związek z angiogenezą ma dziś ponad trzydzieści zaaprobowanych przez FDA leków,
przyrządów medycznych i sztucznych tkanek.
Te metody, kiedyś tylko przebłyski koncepcji, stały się ważnymi nowymi
standardami w onkologii, oftalmologii i leczeniu ran, ofiarującymi
pacjentom dłuższe i lepsze życie. Współpracowaliśmy także z weterynarzami i stworzyliśmy nowe sposoby leczenia ratujące życie psów,
delfinów, ryb z raf koralowych, ptaków drapieżnych, nosorożców i nawet
niedźwiedzi polarnych. Jestem dumny z tego, że przyczyniłem się do
wszystkich tych osiągnięć, a jeśli wziąć pod uwagę około 1500 wciąż
trwających testów klinicznych, nie ulega wątpliwości, że na tym nie
koniec.
* * *
Pomimo tych sukcesów mamy do czynienia ze smutnym faktem gwałtownego
wzrostu liczby nowych schorzeń. Najpoważniejszym zagrożeniem dla
ludzkiego zdrowia w skali ogólnoświatowej są choroby niezakaźne, do
których należą nowotwory, choroby serca, udar mózgu, cukrzyca, otyłość
oraz zwyrodnienia neurologiczne. Każdy z nas zna kogoś, kto cierpi na
jedną z tych chorób lub zmarł z jej powodu. Według danych Światowej
Organizacji Zdrowia choroby układu krążenia zabiły w 2015 roku 17,7
miliona osób, rak -?8,8 miliona, a cukrzyca 1,8 miliona.
Pomimo znaczących postępów medycyny zaaprobowanych przez FDA leczenie
wyizolowanej choroby nie jest trwałym rozwiązaniem problemu, po części z powodu szybujących pod niebo kosztów nowych leków. Biotechnologiczne
opracowanie jednego nowego specyfiku może kosztować ponad 2 miliardy
dolarów. Koszt stosowania najnowszych leków po uzyskaniu przez nie
akceptacji FDA też rośnie, sięgając w niektórych wypadkach kwoty od 200
tysięcy do 900 tysięcy dolarów rocznie. Ponieważ mało kogo stać na takie
wydatki, najnowsze leki nie docierają do każdego, kto mógłby ich
potrzebować, i stan zdrowotny starzejącej się populacji jest coraz
gorszy.
Sama farmakoterapia nie utrzyma nas przy zdrowiu. Pojawia się więc
pytanie, jak najskuteczniej możemy zapobiegać chorobom, zanim będziemy
musieli je leczyć. Nowoczesna odpowiedź brzmi: odżywianie. Każdy lekarz
wie, że niezdrowa dieta sprzyja chorobie, której można by uniknąć, i społeczność medyczna przykłada do żywności wciąż rosnącą wagę. Niektóre
przodujące uczelnie medyczne wprowadziły do swoich programów wykłady z dziedziny kulinariów. Zdrowa żywność jest łatwo dostępna i oparte na
niej interwencje lecznicze nie wymagają stosowania kosztownych
farmaceutyków.
Nie każdy lekarz potrafi skutecznie przekonywać swoich pacjentów do zdrowej diety. To nie jest jednak ich wina. Jest to raczej efekt ich skromnego wykształcenia w dziedzinie zdrowego odżywiania. Według Davida Eisenberga, profesora w Szkole Zdrowia Publicznego im. T.H. Chana Uniwersytetu Harvarda, tylko jedna na pięć uczelni medycznych w Stanach Zjednoczonych wymaga od studentów odbycia kursu o tej tematyce. Średnio oferuje się im zaledwie dziewiętnaście godzin zajęć dotyczących odżywiania i niewiele jest podyplomowych kursów dla lekarzy, którzy już rozpoczęli praktykę. Problem potęguje fakt, że różne gałęzie nauki zajmujące się badaniem
związków żywności ze zdrowiem zwyczajowo działają w oderwaniu od siebie,
jakby co innego było przedmiotem ich pracy. Technolodzy żywności badają
chemiczne i fizyczne właściwości jadalnych substancji. Przyrodnicy
zajmują się żywymi organizmami, także ludzkimi. Epidemiolodzy analizują
zjawiska zachodzące w całej populacji. Każda z tych dziedzin stworzyła
własną perspektywę i cenne koncepcje, ale rzadko zbiegają się one w konkretnych praktycznych zaleceniach wskazujących, jakie pokarmy czy
napoje i w jakich ilościach spożywane mogą przyczyniać się do lepszej
zdrowotności ludzkiego ciała, a także jakie ich składniki wywołują taki
efekt.
Wszystko to sprawia, że twój lekarz przy wszystkich swoich zawodowych
umiejętnościach i głębokiej wiedzy medycznej może nie umieć ci doradzić,
co powinieneś jeść, by przemóc chorobę.
Znam konsekwencje tego stanu rzeczy z pierwszej ręki, z własnej praktyki
medycznej. Kiedy pracując w szpitalu dla weteranów, zajmowałem się
starszymi wiekiem pacjentami, często zdumiewało mnie to, co się stało z ich ciałami. Pacjenci owi, w większości mężczyźni, byli kiedyś wzorem
sprawności fizycznej. Wyszkolono ich na wojowników walczących za swój
kraj. Kiedy badałem ich po dziesięcioleciach, często cierpieli na
nadwagę, jeśli nie regularną otyłość, i na cukrzycę, prześladowały ich
choroby płuc i serca, często także nowotwory.
Jako ich lekarz musiałem powiadamiać ich o tych tragicznych diagnozach.
Pytali wtedy: Czy to bardzo niebezpieczne? Jak to można leczyć? Jak
długo mam szansę pożyć? Odpowiadałem najlepiej, jak umiałem. Potem, już
wychodząc z mojego gabinetu, niemal zawsze odwracali się jeszcze i pytali: Panie doktorze, co powinienem jeść, żeby mi się poprawiło?
Nie znałem odpowiedzi na to pytanie, ponieważ nie nauczono mnie tego na
studiach ani później. Uderzył mnie ten niedostatek i ruszyłem na
poszukiwanie odpowiedzi, co doprowadziło mnie do napisania tej książki.
* * *
Aby zrozumieć, jakie korzyści przynosi prozdrowotna żywność, musimy najpierw zrozumieć, czym jest zdrowie. Dla większości ludzi oznacza ono po prostu brak choroby. Ale w rzeczywistości zdrowie to o wiele więcej. Definicja zdrowia wymaga solidnej aktualizacji. Jedna sprawa jest oczywista: zdrowie to stan dynamiczny, utrzymywany
przez szereg systemów obronnych ciała, które pracują na pełnych obrotach
od urodzenia do ostatniego dnia życia, zapewniając płynne funkcjonowanie
każdej komórki i każdego narządu. Te chroniące zdrowie systemy są trwale
zainstalowane w naszych ciałach. Niektóre z nich są tak sprawne, że mogą
nawet odwracać przebieg takiej choroby jak rak. Oprócz tego, że każdy z nich działa osobno, wchodzą także ze sobą w interakcje i wspierają się
wzajemnie. Te systemy obronne są wspólnym mianownikiem zdrowia.
Zmieniając swoje podejście do zapobiegania chorobom i skupiając się na
tym wspólnym mianowniku, możemy podjąć zunifikowane działania
pozwalające przechwycić chorobę, zanim się pojawi. Jest to równie
skuteczne jak znajdowanie wspólnego mianownika chorób, czym zajmowaliśmy
się dwie dekady wcześniej.
Najważniejszymi filarami naszego zdrowia jest pięć systemów obronnych.
Na każdy z nich ma wpływ nasza dieta. Jeśli wiesz, czym się żywić, żeby
wspierać każdy z tych systemów, to możesz za pomocą diety przemóc
chorobę i pozostać przy zdrowiu.
Kiedy prowadzę dla innych lekarzy i studentów wykłady o prozdrowotnej diecie, posługuję się analogią przedstawiającą ciało jako średniowieczny zamek, którego bronią nie tylko kamienne mury, lecz także cały pakiet innych przemyślnych środków obrony. W takich zamkach niektóre elementy, takie jak stroma skarpa u podnóża murów, wilcze doły czy machikuły, nie rzucały się w oczy, dopóki nieprzyjaciel nie rozpoczął szturmu. Myślcie o swoich systemach obrony zdrowia jak o takich ukrytych niespodziankach w twierdzy ciała. Dbają one o ciało od wewnątrz. Możemy teraz systematycznie zbadać możliwości podtrzymywania swojego zdrowia. Te pięć systemów obronnych to angiogeneza, regeneracja, mikrobiom,
ochrona DNA oraz układ odpornościowy.
Angiogeneza
Dziewięćdziesiąt sześć tysięcy kilometrów naczyń krwionośnych przenika
nasze ciało, dostarczając tlen i składniki pokarmowe do wszystkich jego
komórek i narządów. Angiogeneza to proces, w którym powstają owe
naczynia. Na wzmocnienie systemu obronnego angiogenezy mogą mieć wpływ
takie pokarmy i napoje jak soja, zielona herbata, kawa, pomidory,
czerwone wino, piwo, a nawet twardy ser.
Regeneracja
Nasze ciało regeneruje się samo każdego dnia dzięki komórkom
macierzystym rozmieszczonym w liczbie ponad 750 tysięcy w szpiku
kostnym, płucach, wątrobie i prawie wszystkich innych narządach. Komórki
macierzyste przez całe życie naprawiają i regenerują nasze ciało. Ich
działanie mogą pobudzać niektóre składniki żywności, takie jak gorzka
czekolada, czarna herbata i piwo. Inne, jak czerwone ziemniaki, potrafią
zabijać niebezpieczne komórki macierzyste wspierające rozwój nowotworu.
Mikrobiom
W naszym ciele bytuje prawie 40 bilionów bakterii, z których większość
działa na korzyść naszego zdrowia. Przetwarzają żywność, którą połykamy
i dostarczamy do żołądka, w prozdrowotne metabolity, ale także regulują
nasz układ odpornościowy, wpływają na angiogenezę, a nawet wytwarzają
hormony oddziałujące na nasz mózg i funkcjonowanie społeczne. Możemy
dodać wigoru naszemu mikrobiomowi, spożywając takie produkty jak kimczi,
kapusta kwaszona, ser cheddar i pieczywo na zakwasie.
Ochrona DNA
DNA to nasz kod genetyczny, ale służy on także jako system obronny. Jest
wyposażony w zadziwiające mechanizmy naprawcze, które chronią nas przed
uszkodzeniami wywoływanymi przez promienie słoneczne, chemię
gospodarczą, stres, zaburzenia snu, niezdrową dietę i inne czynniki.
Pewne rodzaje żywności nie tylko wspierają samonaprawę DNA, lecz także
aktywizują korzystne geny i wyłączają te szkodliwe, a niektóre mogą
przedłużać nasze telomery, co chroni DNA i spowalnia proces starzenia.
Układ odpornościowy
Nasz układ odpornościowy jest wyrafinowanym systemem ochrony zdrowia,
znacznie bardziej złożonym, niż sądziliśmy wcześniej. Mają na niego
wpływ procesy zachodzące we wnętrznościach i można nim pokierować tak,
by zaatakował i usunął tkankę nowotworową, nawet o osób starszych.
Najnowsze odkrycia całkowicie zmieniły nasze wyobrażenie o układzie
odpornościowym. Takie pokarmy jak czarne jagody, orzechy włoskie i granaty aktywizują ten układ, natomiast inne mogą obniżać jego
aktywność, przez co łagodzą objawy chorób autoimmunologicznych.
* * *
Napisałem tę książkę, żeby dostarczyć ci wiedzy i narzędzi, które pomogą
w trafniejszym wyborze spożywanych codziennie pokarmów. Chciałbym, żeby
pomogła ci żyć dłużej bez rezygnowania z tego, co ci smakuje. Jeśli
jesteś zdrowy, w dobrej formie i chciałbyś zachować ten stan jak
najdłużej, jest to książka dla ciebie. Jeśli jesteś jednym z milionów
ludzi żyjących z chorobą serca, chorobą autoimmunologiczną, cukrzycą lub
innym chronicznym schorzeniem, jest to książka dla ciebie. Jeśli zaś
aktywnie zmagasz się z jakąś złowrogą chorobą w rodzaju raka lub z twojej rodzinnej historii wynika, że może ci to grozić, to również jest
książka dla ciebie.
Chciałbym wyraźnie zadeklarować, że nie prezentuję tutaj jakiejś "diety
absolutnej". Jeśli stosujesz dietę, która ma ci pomóc schudnąć, radzić
sobie z nietolerancją na gluten, obniżyć poziom cukru we krwi, spowolnić
rozwój choroby Alzheimera lub powstrzymać chorobę serca, to musisz
wiedzieć, że moim zamiarem nie jest zastąpienie tych specjalistycznych
diet czymś innym, lecz przedstawienie naukowych faktów dotyczących
pokarmów, które możesz włączyć do swojej diety, dzięki czemu stanie się
jeszcze bardziej skuteczna. Podaję w książce także nieco przepisów na
smaczne potrawy, które ci to ułatwią.
Każdy z nas boi się chorób. Jeśli chcesz zachować zdrowie, a zwłaszcza jeśli już zmagasz się z jakąś chorobą, potrzebujesz wiarygodnych, opartych na dowodach naukowych informacji i praktycznych zaleceń, dzięki którym będziesz mógł poprawić swoją sytuację. Rady dotyczące odżywiania, które zamieściłem w tej książce, nie mogą zastąpić solidnej opieki lekarskiej. Nie jestem jednym z tych lekarzy, którzy odrzucają zachodnią medycynę i utrzymują, że sama dieta jest cudownym rozwiązaniem. Wręcz przeciwnie, moje wykształcenie zawodowe i doświadczenie lekarza chorób wewnętrznych każą mi odwoływać się przy diagnozie i leczeniu do medycyny opartej na naukowych dowodach, nie wyłączając metod chirurgicznych i nowatorskich środków farmakologicznych. W arsenale większości lekarzy brakuje jednak umiejętności przekonywania
pacjenta, zdrowego lub chorego, że może wykorzystać jedzenie, by
przeciwstawić się chorobie. Czy nie znasz ludzi, którzy zapytali swojego
doktora, co powinni jeść, żeby poprawić swoje zdrowie, i spotkali się z pustym spojrzeniem albo zdawkową odpowiedzią: "Możesz jeść to, na co
masz ochotę"? W tej książce znajdziesz zupełnie inne, budujące
odpowiedzi.
Jedzenie przeciwko chorobie składa się z trzech części. W pierwszej
przedstawię fascynującą opowieść o systemach obrony zdrowia: w jaki
sposób je odkryto, jak działają i jak możemy zaprząc do pracy ich
uzdrawiającą moc. Jeszcze bardziej pasjonującą sprawą jest to, że uczeni
badają dziś pokarmy z użyciem tych samych narzędzi i metod, które służą
do opracowywania nowych leków. W części drugiej opowiem o tych rodzajach
żywności, które uaktywniają systemy obrony zdrowia. W paru przypadkach
będziesz zaskoczony. Poznasz zdumiewające wyniki badań nad ponad dwiema
setkami prozdrowotnych pokarmów i jestem pewien, że nieraz szczęka ci
opadnie. W części trzeciej podsunę ci łatwe i praktyczne sposoby na
wprowadzenie tych pokarmów do codziennego życia. Obmyśliłem wygodne
narzędzie, które nazywam schematem trzech piątek i które pomoże ci bez
wysiłku poprawić swoje zdrowie dzięki codziennemu spożywaniu smacznych
potraw.
Żebyś wyniósł z lektury tej książki jak największą korzyść, radzę ci najpierw przeczytać ją od deski do deski, by wyrobić sobie ogólny obraz tego, jak jedzeniem można pokonać chorobę. Zapoznasz się z systemami obronnymi organizmu, dowiesz się, co i jak warto jeść. Następnie wróć do tabel i wykresów, w których zestawiłem informacje o poszczególnych produktach żywnościowych (i napojach) oraz o ich pozytywnym wpływie na zdrowie. Wypatruj zwłaszcza potraw, które znasz i lubisz, oraz takich, których nie znasz, ale chciałbyś spróbować. Zawsze powinieneś jeść to, co ci smakuje i co ci się podoba. Kiedy będziesz gotowy, wróć do części trzeciej, ale tym razem mając pod
ręką papier i długopis. Sporządź swoją prywatną listę preferowanych
pokarmów i wypełnij formularz schematu trzech piątek z dodatku A zgodnie
ze wskazówkami z rozdziału 11. I tego się trzymaj. Korzystaj potem ze
swojego formularza, wybierając, co będziesz dla zdrowia jeść każdego
dnia.
* * *
Nie ma cudownego sposobu na żadną konkretną chorobę ani na zdrowie i długowieczność. Żaden pojedynczy czynnik nie uchroni nas przed chorobą.
Ale moje badania pokazują, że dysponujemy czymś lepszym. Możemy
wzmacniać nasze systemy obronne, dzięki którym ciało będzie leczyć się
samo. Dotąd zdecydowanie nie docenialiśmy naszej zdolności do
kształtowania własnego zdrowia.
Jeśli stawiasz sobie za cel, by mieć przed sobą jak najwięcej lat przeżytych w zdrowiu, wybór właściwej żywności zwiększa twoje szanse na jego osiągnięcie. Pobudzając do działania swoje systemy obronne i utrzymując je w formie, wykonasz dobrą robotę, pokonasz choroby i zapewnisz sobie nie tylko dłuższe, ale też lepsze życie. Codziennie podejmowane decyzje o tym, co jeść, stanowią idealną okazję
do tego, by zadbać o zdrowie, nie rezygnując z radości życia. Podobnie
jak zamykanie drzwi na noc albo sprawdzanie przed wyjściem z domu, czy
wyłączyliśmy gaz w kuchence, świadomie podejmowane środki profilaktyczne
w kwestii diety to po prostu przejaw zdrowego rozsądku. W połączeniu z regularną aktywnością fizyczną, dobrą jakością snu, radzeniem sobie ze
stresami i podtrzymywaniem silnych więzi społecznych właściwa dieta
pomoże ci zrealizować swój pełny potencjał zdrowotny.
Żyjemy w czasach ogromnego, fascynującego postępu nauki, więc dobre
zdrowie powinno być w zasięgu każdego z nas. A przecież miliony ludzi
cierpią i umierają od chronicznych chorób, którym można by zapobiec,
chociaż wynajdujemy coraz bardziej wyrafinowane metody ich leczenia.
Wobec rosnących kosztów opieki zdrowotnej i coraz bardziej
zanieczyszczonego i zaburzonego środowiska dbanie o zdrowie to problem
dotyczący na równi każdego z nas. Już i tak zatrważające ceny procedur
medycznych nadal rosną, stwarzając niebezpieczeństwo załamania się
całego systemu współczesnej medycyny. Jedynym sposobem na rozsądne
ograniczenie kosztów opieki zdrowotnej jest zmniejszenie liczby chorych.
Każdy z nas powinien robić swoje, by uczynić świat zdrowszym miejscem do życia, a najlepiej jest zacząć od wyborów dotyczących nas samych i osób, którymi się opiekujemy. Porzućmy przekonanie, że zdrowie to jedynie brak choroby, i zacznijmy jeść dla zdrowia każdego dnia. Bonne santé i bon appétit.
Rozdział 1
Angiogeneza
Wszyscy nosimy w ciele nowotwory. Każdy z nas, ty też.
Podczas badań obejmujących autopsję osób, u których przez całe życie
nigdy nie zdiagnozowano raka, stwierdzono, że prawie 40 procent kobiet w wieku od czterdziestu do pięćdziesięciu lat miało mikroskopijne guzy
rakowe w piersiach, około 50 procent mężczyzn między pięćdziesiątym a sześćdziesiątym rokiem życia miało takie guzy w prostacie i niemal 100
procent osób po siedemdziesiątce miało drobne nowotwory w tarczycy1. Guzy tego rodzaju tworzą się, kiedy w zdrowych
dotąd komórkach dochodzi do przypadkowych błędów podczas podziału albo
kiedy DNA komórki ulega zmianie pod wpływem czynników środowiskowych.
Każdego dnia przy podziałach komórek twojego ciała dochodzi nawet do 10
tysięcy błędów w DNA, co sprawia, że powstawanie nowotworów jest nie
tylko powszechne, lecz także nieuchronne2. Ale
te mikroskopijne guzy rakowe są zupełnie nieszkodliwe. Większość z nich
nigdy nie stworzy zagrożenia. Na początku są zupełnie drobne, mniejsze
niż czubek długopisu. Dopóki nie mogą się powiększać i atakować narządów
wewnętrznych, nie będą się rozprzestrzeniać i zabijać.
Twoje ciało jest wyposażone w sprawny system obronny, który nie pozwala
mikroskopijnym guzom rakowym rosnąć, gdyż pozbawia je dopływu krwi i składników pokarmowych potrzebnych do rozwoju. Możesz optymalizować
działanie tego systemu, odpowiednio się odżywiając. Ponad sto różnych
produktów żywnościowych zwiększa zdolność twojego ciała do głodzenia
raka, dzięki czemu pozostanie on mały i nieszkodliwy. Zaliczają się do
nich soja, pomidory, jeżyny, granaty, a także rzeczy tak nieoczekiwane
jak lukrecja, piwo i ser. Broń utrzymującą te nowotwory pod kontrolą
możesz kupić w sklepie spożywczym i na targu albo znaleźć we własnym
ogródku.
System obronny, który umożliwia powstrzymywanie rozwoju raka, nosi nazwę
angiogenezy. Angiogeneza to proces tworzenia i utrzymywania sieci naczyń
krwionośnych. W normalnej sytuacji naczynia podtrzymują życie,
dostarczając tlen i niezbędne składniki pokarmowe do wszystkich komórek
ciała. Nieprawidłowo rozwijające się naczynia mogą jednak zasilać
mikroskopijne guzy rakowe. Zdrowy system angiogenezy decyduje o tym,
kiedy i gdzie mają powstawać naczynia krwionośne. Może uniemożliwiać
guzom pobieranie z krwią tlenu, którego potrzebują do rozwoju. Kiedy
ciało traci zdolność do kontrolowania swoich naczyń krwionośnych, mogą
się pojawić liczne choroby, w tym rak.
Jak długo system angiogenezy pracuje prawidłowo, naczynia rozrastają się
we właściwych miejscach i we właściwym czasie. Jest ich dokładnie tyle,
ile potrzeba, nie za dużo i nie za mało. Utrzymywanie tej idealnej
równowagi w układzie krążenia to istota działania systemu angiogenezy,
który podtrzymuje w naszym ciele stan tak zwanej homeostazy. Homeostaza
oznacza stabilność procesów cielesnych, funkcjonujących normalnie pomimo
zmieniających się warunków. Angiogeneza odgrywa znaczącą rolę w tworzeniu i utrzymywaniu układu krążenia oraz dostosowywaniu go do
zmieniających się w ciągu życia sytuacji. Chroni w ten sposób nasze
zdrowie.
Ponieważ ten potężny system obrony zdrowia odcina dopływ krwi do guzów
rakowych, nie muszą one przekształcić się w poważną chorobę3. W części II dowiesz się, co mówią najnowsze wyniki
badań naukowych o wpływie różnego rodzaju pokarmów na system angiogenezy
podtrzymujący homeostazę. Dowiesz się także, co powinieneś jeść, by
zagłodzić swojego raka, wyhodować naczynia krwionośne zasilające serce,
uchronić się przed śmiertelnymi chorobami, żyć dłużej i zdrowiej. Abyś
jednak w pełni docenił wpływ właściwego odżywiania na angiogenezę, z co
za tym idzie, zdrowie, przyjrzyjmy się najpierw, w jaki sposób naczynia
krwionośne pracują na co dzień.
Angiogeneza w działaniu
Masz w swoim ciele 96 tysięcy kilometrów naczyń krwionośnych, których
zadaniem jest dostarczanie tlenu i składników pokarmowych utrzymujących
komórki ciała przy życiu. Są to prawdziwe drogi życia, zasilające nasze
narządy i chroniące nas przed chorobą. Gdyby wszystkie te naczynia
rozciągnąć w jedną linię, mogłyby dwukrotnie otoczyć kulę ziemską. Co
znamienne, wystarczy zaledwie sześćdziesiąt sekund od chwili, gdy serce
wykona ruch pompowania, by krew obiegła całe ciało i powróciła do serca.
Najdrobniejsze naczynia krwionośne nazywamy naczyniami włosowatymi. Są
cieńsze od włosa i masz ich w ciele 19 miliardów. Naczynia włosowate są
związane z wszystkimi komórkami, gdyż są ostatnim ogniwem łańcucha
dostarczającego do nich krew. Z tego powodu praktycznie każda komórka
ciała znajduje się nie dalej niż dwieście mikrometrów od najbliższego
naczynia włosowatego4. To naprawdę bardzo
blisko, niewiele więcej niż grubość ludzkiego włosa. Każdy narząd ma
specyficzną dla niego gęstość i układ naczyń włosowatych, w zależności
od wykonywanej funkcji i wielkości zapotrzebowania na krew. Na przykład
twoje mięśnie potrzebują dużej ilości tlenu, więc wymagają cztery razy
większego dopływu krwi niż kości, które są dla nich strukturalnym
oparciem. Inne narządy potrzebujące intensywnego dopływu krwi to mózg,
serce, nerki i wątroba. W nich wszystkich gęstość naczyń włosowatych
jest zadziwiająca, rzędu 3 tysięcy na milimetr sześcienny, czyli
trzydzieści razy więcej niż w kościach.
Pod mikroskopem naczynia włosowate przypominają dzieło sztuki
ukształtowane tak, by pasowało do konkretnego narządu. Te, które
zasilają twoją skórę, wyglądają jak powierzchnia rzepa ubraniowego z rzędami pętelek, którymi płynie krew nadająca powierzchni ciała
zabarwienie i ciepłotę. Wzdłuż twoich nerwów, od rdzenia kręgowego do
koniuszków palców, naczynia włosowate ciągną się niczym linie
telefoniczne, zasilając neurony i utrzymując twoje zmysły w gotowości. W jelicie grubym naczynia włosowate układają się w piękny, geometryczny
wzór plastra miodu, by jak największa była powierzchnia pobierania do
krwiobiegu przetrawionych składników pokarmowych wypełniających jelito.
Znaczenie angiogenezy dla podtrzymywania życia jest tak zasadnicze, że zaczyna się ona w układzie rozrodczym jeszcze przed poczęciem. W chwili, gdy plemnik dociera do komórki jajowej, macica jest już wyposażona w endometrium -?błonę śluzową zawierającą naczynia krwionośne gotowe przyjąć i zasilać zapłodnione jajeczko. Jeśli do ciąży nie dochodzi, ta wyściółka jest usuwana co miesiąc podczas menstruacji. Jeśli zaś zapłodniona komórka jajowa zagnieździ się w macicy, naczynia krwionośne działają jako pierwsza linia dostaw dla rozwijającego się płodu. Około ośmiu dni później powstaje nowy narząd, łożysko, które dostarcza do płodu krew matki5. W ciągu kolejnych dziewięciu miesięcy w płodzie odgrywana jest symfonia angiogenezy, w wyniku której powstaje cały układ krwionośny, docierający do każdego narządu w rozwijającym się ciele. Pod koniec ciąży, gdy dziecko jest już gotowe do przyjścia na świat, z łożyska wydziela się naturalny czynnik, tak zwany Flt-1, który spowalnia budowanie naczyń krwionośnych. Ta zdolność do włączania się, wyłączania i zwalniania jest charakterystyczną cechą systemu obronnego opartego na angiogenezie, który nie tylko tworzy nowe życie podczas ciąży, lecz także chroni nasze zdrowie po kres naszych dni. Angiogeneza jest mechanizmem obronnym występującym u wszystkich zwierząt
posiadających układ krwionośny, więc także u ludzi. Bez wątpienia
zauważyłeś, że zawsze gdy doznałeś głębokiej rany, czy to podczas
zabiegu chirurgicznego, czy w wyniku wypadku, uszkodzony obszar ciała w ciągu niewielu sekund zaczynał się zmieniać i proces ten trwał do czasu
całkowitego zabliźnienia się urazu. Jeśli zadrapałeś kolano na tyle
mocno, by wystąpiło krwawienie, a później zrobił się strup, po zbyt
wczesnym zdrapaniu tego strupa można obserwować ten proces na bieżąco.
Tkanka pod strupem jest jasnoczerwona i błyszcząca. To tysiące nowych
naczyń krwionośnych, które wyrastają w zranionym miejscu , by przywrócić
uszkodzonej tkance zdrowie.
Obserwując ten proces, jesteś właśnie świadkiem angiogenezy, która
rozpoczyna się w uszkodzonej tkance, gdy tylko wystąpi krwawienie.
Czynnikiem wyzwalającym jest hipoksja, czyli niedotlenienie spowodowane
przez przerwanie w zranionym miejscu normalnego przepływu krwi. Brak
tlenu to sygnał do wytworzenia większej liczby dostarczających go naczyń
krwionośnych. Hipoksja sprawia, że uszkodzone komórki zaczynają
wydzielać proteiny zwane czynnikami wzrostu, których zadaniem jest
stymulowanie angiogenezy. W pierwszej fazie leczenia bardzo ważny jest
stan zapalny. Specjalne komórki, tak zwane makrofagi i neutrofile,
napływają do rany, by oczyścić ją z bakterii i szczątków tkanki. One
także wydzielają własne czynniki wzrostu angiogenezy, nasilające
wytwarzanie nowych naczyń krwionośnych.
W tym momencie na poziomie komórkowym zachodzi kilka zdarzeń
sprzyjających tworzeniu naczyń krwionośnych. Specjalne komórki
wyścielające żyły, tak zwane komórki endotelialne, stanowią zespół
ratowniczy, który czeka na sygnał czynników wzrostu, by przystąpić do
akcji. Twój układ krążenia zawiera w przybliżeniu bilion komórek
endotelialnych, co znaczy, że jest to jeden z najliczniej występujących
w ciele typów komórek. Można widzieć każdą z nich jako silnik
samochodowy połączony z włącznikiem zapłonu. Wyobraź sobie teraz, że
czynniki wzrostu wydzielane w miejscu zranienia pełnią funkcję kluczyków
do samochodu. Pasują one do konkretnych receptorów znajdujących się na
powierzchni komórek endotelialnych, tak jak kluczyk pasuje do stacyjki.
Kiedy właściwy kluczyk trafi do właściwej stacyjki, silnik rusza i komórki endotelialne przemieszczają się w stronę źródła czynników
wzrostu, gdzie zaczynają się dzielić i formować rurki, które staną się
nowymi naczyniami krwionośnymi. Ale najpierw te komórki muszą wydostać
się z żyły. W tym celu wydzielają enzymy, które nadgryzają ścianę żyły
sąsiadującą z komórką, tworząc w niej wyrwy. Uaktywnione komórki
endotelialne przenikają przez te wyrwy, kierując się czynnikami wzrostu
wysyłanymi ze zranionego miejsca, i w tym właśnie kierunku rozbudowują
nowe naczynia. Wydłużając się, te kiełkujące naczynia krwionośne zwijają
się na kształt rurek, które łączą się końcami, tworząc włosowate pętle.
W miarę jak coraz więcej takich pętli powstaje w strefie urazu, odtwarza
się krążenie krwi, umożliwiając leczenie rany.
Świeżo uformowane naczynia krwionośne są zbyt delikatne, by samodzielnie
podtrzymywać krążenie krwi, więc towarzyszą im komórki innego rodzaju -
perycyty, które pomagają im dojrzeć. Robią to na kilka sposobów. Owijają
się wokół endotelialnych rurek niczym getry, by zapewnić im stabilność.
Jednocześnie spowalniają angiogenezę, żeby nie doszło do nadprodukcji
naczyń krwionośnych6. Perycyty są
zmiennokształtne. Kiedy już zakotwiczą się w nowym naczyniu krwionośnym,
wysuwają swojego rodzaju macki, by objąć sąsiednie komórki endotelialne.
Jeden perycyt może zetknąć się nawet z dwudziestoma komórkami naraz i wysłać do nich chemiczny sygnał przerywający toczącą się wokół żywiołową
angiogenezę7.
Kiedy nowe naczynia wykiełkują i ustabilizują się, zaczyna się przepływ
krwi. Dopływ świeżego tlenu wyłącza sygnały czynników wzrostu,
spowalniając mechanizm angiogenezy, aż w końcu zostaje całkowicie
wstrzymany. Jednocześnie uwalniane są naturalne inhibitory angiogenezy,
jeszcze bardziej ograniczając przyrost naczyń krwionośnych. Kiedy nowo
utworzone naczynia są już solidnie umocowane, wyściełające je komórki
endotelialne wydzielają proteiny zwane czynnikami przeżycia, które
pomagają w uleczeniu okolicznych tkanek. Jeśli są prawidłowo
ukształtowane, te nowe, obronne naczynia krwionośne mogą zachować się do
końca życia, podtrzymując żywotność skóry i innych narządów.
System angiogenezy wyczuwa, kiedy i gdzie potrzeba większej liczby
naczyń, by narządy w ciele były zdrowe i funkcjonowały sprawnie. Niczym
wytrawny kierownik budowy dostrzega potrzeby twojej muskulatury po
wysiłku fizycznym: przydałoby się więcej krwi, by zregenerować mięśnie.
Z drugiej strony system stale wypatruje sytuacji, w których rozwój
naczyń krwionośnych powinien być ukrócony. Zdrowy system angiogenezy
przez dwadzieścia cztery godziny na dobę dba o to, by układ krwionośny
pozostawał w równowadze, by nie było ani nadmiaru, ani niedoboru naczyń.
System działa jak ściemniacz światła. W razie potrzeby intensywność jego
działania rośnie, by powstało więcej naczyń krwionośnych, a kiedy
zachodzi przeciwna potrzeba, ciało dysponuje endogennymi (występującymi
w naturalny sposób) inhibitorami angiogenezy, które tłumią ten proces.
Te stymulatory i inhibitory są w ciele wszędzie -?w mięśniach, we krwi,
w sercu, mózgu, mleku kobiety i nawet w spermie.
Aby twoje zdrowie było bez zarzutu, system angiogenezy musi działać
perfekcyjnie. W ciągu życia może go jednak wykoleić wiele czynników.
Doprowadzi to albo do nadmiarowej angiogenezy, która będzie zasilała
chore tkanki, albo przeciwnie, do niedoboru angiogenezy, powodującego
obumieranie i śmierć tkanek. W części II tej książki poznasz rodzaje
żywności, które wspierają obronny system angiogenezy pomagający ciału
zwalczać choroby. Przedtem jednak wróćmy jeszcze do tych mikroskopijnych
guzów rakowych, by zobaczyć, jak dochodzi do załamania się mechanizmów
obronnych i jak złowrogie są tego konsekwencje. Przekonasz się, jak
ważne dla zdrowia jest spożywanie właściwych pokarmów. Głównym powodem,
dla którego małe ogniska raka nie rozrastają się, jest działanie
naturalnych inhibitorów angiogenezy. Trzymają one na wodzy guzy
nowotworowe, pozbawiając je dopływu krwi. Już w 1974 roku badacze ze
Szkoły Medycznej Uniwersytetu Harvarda odkryli, że dopóki nie wykształcą
się naczynia krwionośne zasilające te guzy, komórki rakowe pozostają
uśpione i nieszkodliwe. Twój układ odpornościowy, o którym opowiem w rozdziale 5, prędzej czy później wykrywa je i niszczy. Z czasem jednak
niektóre drobne ogniska raka mogą przełamać system obronny i zmylić
mechanizmy powstrzymywania angiogenezy, wydzielając duże ilości tych
samych czynników wzrostu, które biorą udział w leczeniu ran. W eksperymentach laboratoryjnych stwierdzono, że gdy tylko w niewielkim
klastrze komórek rakowych wykiełkują nowe naczynia krwionośne, guz może
rosnąć w tempie wykładniczym, powiększając się w ciągu zaledwie dwóch
tygodni 16 tysięcy razy8. Kiedy nowotwór
wykorzysta obronny system angiogenezy do tworzenia własnego krwiobiegu,
nieszkodliwy guz szybko staje się śmiertelnym zagrożeniem. Co gorsza, te
same naczynia krwionośne, które zasilają nowotwór, stają się kanałami
wprowadzającymi groźne komórki do układu krwionośnego. Zjawisko to,
znane jako metastaza, jest najgroźniejszym aspektem raka. Pacjenci
cierpiący na raka rzadko umierają za sprawą pierwotnego guza, który
można usunąć chirurgicznie -?to metastazy bombardują ciało niczym
morderczy śrut.
Zapobieganie niepożądanej angiogenezie może korzystnie wpływać na
powstrzymywanie wzrostu raka. Naszym celem jest wzmocnienie obronnego
systemu angiogenezy, aby naturalne czynniki powstrzymujące rozwój naczyń
utrzymywały układ krwionośny w równowadze. Dzięki temu komórki rakowe
nie są nadmiernie odżywiane, więc nie mogą rosnąć. Pierwszym pacjentem,
który odniósł korzyść z terapii antyangiogennej, był dwunastoletni
chłopiec Tom Briggs z Denver w stanie Kolorado. Postawiono mu diagnozę
naczyniaka krwionośnego, którego guzy rozwijały się w płucach. W miarę
ich rozrastania się oddychanie stawało się coraz trudniejsze.
Uniemożliwiało pacjentowi uprawianie ulubionych sportów, takich jak
baseball, a czasami nawet zakłócało normalny sen. Jako środek ostatniej
szansy podano mu lek o nazwie interferon alfa, o którym wiadomo było, że
może powstrzymywać angiogenezę. W ciągu roku guzy w płucach zanikły i Tom mógł powrocić do normalnego dziecięcego życia. Jego przypadek był
tak znamienny, że opisano go w czasopiśmie fachowym "New England Journal
of Medicine" jako "pierwszą próbę na człowieku" i iskierkę nadziei na
skuteczne leczenie nowotworów9.
W latach dziewięćdziesiątych XX wieku firmy biotechnologiczne podjęły
poszukiwania leków oddziałujących na nowotworową angiogenezę. Pierwszym
nowotworem, przy którym terapia antyangiogenna okazała się użyteczna,
był rak odbytu. Udało się przedłużyć życie pacjenta dzięki zastosowaniu
leku o nazwie Avastin. Okazało się, że za pomocą Avastinu oraz
kilkunastu innych leków blokujących angiogenezę i wzmacniających
zapobiegające jej mechanizmy ciała można leczyć także inne rodzaje
nowotworów, wśród nich raka nerek, mózgu, płuc, tarczycy, szyi, jajników
i piersi, a także szpiczaka mnogiego. W 2004 roku Mark McClellan,
członek komisji Agencji Żywności i Leków (FDA), oświadczył: "Inhibitory
angiogenezy można już traktować jako czwartą metodę leczenia nowotworów
(obok chirurgii, chemioterapii i radioterapii)"10.
Nadmiarowa angiogeneza jest napędem wielu innych schorzeń oprócz raka,
na przykład może prowadzić do utraty wzroku. Zdrowe oko widzi, ponieważ
światło przechodzi przez kryształowo przezroczyste ciało szkliste,
dociera do siatkówki i może być zarejestrowane przez mózg bez przeszkody
ze strony naczyń krwionośnych. Angiogeneza w oku jest tak ściśle
kontrolowana, że normalnie komórki endotelialne wyścielające naczynia
krwionośne siatkówki dzielą się tylko dwukrotnie w ciągu całego życia.
Jednak zarówno w przypadku starczego zwyrodnienia plamki żółtej (AMD),
która jest najczęstszą przyczyną ślepoty u osób powyżej sześćdziesiątego
piątego roku życia, jak i przy utracie wzroku na tle cukrzycowym,
angiogeneza prowadzi do anormalnego splątania powstających naczyń
krwionośnych, co wywołuje wyciek ciała szklistego i krwawienie.
Katastrofalną konsekwencją tej niepożądanej angiogenezy jest utrata
wzroku. Szczęśliwie schorzenia te mogą być obecnie leczone z użyciem
zaaprobowanych przez FDA biologicznych leków wstrzykiwanych przez
oftalmologów w oko. Powstrzymują one destrukcyjną angiogenezę,
zapobiegają wyciekom i chronią wzrok. Niektórzy pacjenci odzyskują nawet
już utracony wzrok. Miałem kiedyś pacjentkę, która z powodu zwyrodnienia
plamki żółtej została formalnie uznana za niedowidzącą, więc nie mogła
prowadzić samochodu ani grać w golfa, co było jej ulubioną rozrywką. Po
leczeniu mogła znowu bezpiecznie jeździć i ćwiczyć uderzenia na polu
golfowym.
Przy reumatyzmie i zwyrodnieniowej chorobie stawów stan zapalny w stawach wywołuje powstawanie nowych naczyń krwionośnych, z których
wydzielają się szkodliwe enzymy. Niszczą one chrząstkę, co jest źródłem
paraliżującego bólu. Przy łuszczycy, szpecącym schorzeniu skóry,
anormalna angiogeneza podskórna sprzyja pojawianiu się czerwonych plam,
czemu towarzyszą narastające dokuczliwe swędzenie i ból.
Stwierdzono, że choroba Alzheimera pociąga za sobą nadmierną, anormalną
angiogenezę. W 2003 roku wspólnie z psychiatrą dr. Anthonym Vagnuccim
opublikowałem w "Lancecie" artykuł, w którym wysunęliśmy hipotezę, że do
tej choroby przyczyniają się nieprawidłowości w naczyniach krwionośnych
mózgu11. Dzisiaj wiemy już, że w dotkniętym
chorobą Alzheimera mózgu naczynia działają nieprawidłowo i zamiast
poprawiać przepływ krwi, wydzielają neurotoksyny zabijające komórki
mózgowe.
Nawet chorobliwa otyłość ma silne związki z angiogenezą. Wprawdzie jest
to schorzenie wieloczynnikowe, ale przejadanie się i spożywanie
niezdrowych pokarmów wprowadza do krwiobiegu znaczną ilość stymulujących
angiogenezę czynników wzrostu12. Aby masa tkanki
tłuszczowej rosła, potrzebuje -?podobnie jak nowotwór -?nowych naczyń
krwionośnych zasilających komórki tłuszczu13. W przypadku tych i wielu innych problemów zdrowotnych nowe leki
oddziałujące na angiogenezę wykazują w badaniach laboratoryjnych i klinicznych obiecujące rezultaty.
Eliminowanie nadmiarowych naczyń krwionośnych to ważna sprawa, ale
równie ważne jest podtrzymywanie w organizmie zdolności do tworzenia
odpowiedniego układu krążenia, chroniącego narządy, które potrzebują
zwiększenia lub przywrócenia wcześniejszego dopływu krwi. Gdy się
starzejemy, krążenie krwi w naszym ciele często w naturalny sposób
słabnie i musi być wspomagane dla zachowania w zdrowiu tkanek i narządów. Jeśli krążenie jest upośledzone, niezdolność do uruchomienia
obronnej angiogenezy przynosi fatalne skutki.
Jedną z takich konsekwencji jest neuropatia. Do chorób układu nerwowego
dochodzi, kiedy funkcjonowanie połączeń nerwowych jest zakłócone. Może
to prowadzić do odrętwienia lub do bólów, czasem umiarkowanych, ale
niekiedy nieznośnych. Twoje nerwy obwodowe są niczym przebiegające przez
całe ciało linie elektryczne, po których płyną z mózgu polecenia dla
mięśni -?kiedy mają się napiąć, a kiedy rozluźnić. W przeciwnym kierunku
biegną po nerwach do mózgu wrażenia zmysłowe. Te linie elektryczne
dysponują swoim własnym, niewielkim układem krążenia, zwanym vasa
nervorum, który zapewnia dopływ krwi do nerwów. Kiedy vasa nervorum
słabnie, komórki nerwowe zaczynają umierać. Symptomy tego zjawiska mogą
być rozmaite, od mrowienia do całkowitej utraty czucia w dłoniach,
stopach i nogach.
U ludzi cierpiących na cukrzycę dopływ krwi do nerwów może być
upośledzony, zwłaszcza jeśli zawartość cukru we krwi wymyka się spod
kontroli. Cukrzyca spowalnia również angiogenezę, co powoduje
uszkodzenia nerwów. Badacze pracują nad nowymi metodami wzmocnienia
dopływu krwi do nerwów za pomocą terapeutycznej angiogenezy. W laboratorium wszczepiono do mięśni zwierząt chorych na cukrzycę gen
angiogennej proteiny VEGF (vascular endothelial growth factor,
naczyniowy endotelialny czynnik wzrostu) i okazało się, że zabieg ten
zwiększa ukrwienie nerwów, przywracając ich normalne funkcjonowanie14. Inną powszechną przyczyną neuropatii jest
chemioterapia nowotworów, która wprawdzie zabija komórki rakowe, lecz
jest silnie toksyczna dla nerwów i niszczy ich układ krążenia. W warunkach laboratoryjnych terapia genowa z użyciem VEGF w pełni chroni
nerwy i ich krwiobieg przed zaburzeniem funkcji15.
Jeśli twój system obronnej angiogenezy jest niesprawny, w twoje życie
może wkroczyć wiele innych chorób. Kolejny przykład to niegojące się
rany. Normalnie rany zabliźniają się w ciągu co najwyżej tygodnia, ale w pewnych przypadkach trwa to dłużej lub nie następuje wcale. Takie
otwarte urazy są podatne na infekcje i gangrenę, co często zmusza do
amputacji porażonej kończyny. Dotyka to ponad 8 milionów osób w samych
Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza cierpiących na cukrzycę, miażdżycę,
zakrzepy w żyłach nóg, a także przykutych przez chorobę do łóżka lub
fotela inwalidzkiego. Jest to cicha, ale groźna epidemia z odsetkiem
zgonów wyższym niż dla raka piersi lub jelita grubego16. Jeśli masz niegojącą się ranę, jednym z podstawowych celów twojego doktora powinno być wzmożenie angiogenezy,
aby usprawnić krążenie krwi. Można to osiągnąć za pomocą różnorodnych
narzędzi medycznych, ale także odpowiedniej diety. O pokarmach
stymulujących angiogenezę pomówimy w rozdziale 6.
Twoje serce i mózg również polegają na obronnej angiogenezie, ilekroć
występuje zagrożenie dla ich krwiobiegu. Szybkie przywrócenie dopływu
krwi do tych narządów jest dosłownie sprawą życia lub śmierci. Kiedy ich
naczynia krwionośne się zablokują, co zdarza się przy miażdżycy, system
obronny wciska gaz i wytwarza nowe naczynia, które tworzą naturalny
bypass omijający zablokowane kanały. Takie naturalne bypassy, zwane
naczyniami obocznymi, powstają, kiedy blokada narasta powoli, stopniowo
zawężając naczynia wieńcowe lub tętnice szyjne. Jeśli obronny system
angiogenezy działa prawidłowo, z chorobą wieńcową można żyć całymi
latami i dziesięcioleciami. Nawet w przypadku nagłego zatoru, jak to się
dzieje przy zawale serca czy udarze mózgu, jeśli tylko pacjent przeżyje,
angiogeneza wytworzy te naturalne bypassy.
Obrona ta działa jednak wolniej, gdy pacjent jest w stanie utrudniającym
angiogenezę, na przykład jest w podeszłym wieku, cierpi na cukrzycę, ma
podwyższony cholesterol lub jest nałogowym palaczem. Kliniczne próby
terapii stymulujących angiogenezę w sercu lub mózgu wykazały, że możliwe
są zabiegi przyspieszające ten proces, ale są one wciąż na etapie
eksperymentu i lata dzielą nas jeszcze od ich powszechnego zastosowania.
W części II tej książki opowiem o pokarmach, które możesz sam
wykorzystać do wspierania angiogenezy w swoim krwiobiegu.
Żywność a angiogeneza
Nie ma wątpliwości, że w pełni sprawny system obronny angiogenezy chroni
nas przed wieloma chorobami. Twoje zdrowie zależy od zrównoważonego
układu krążenia, bez nadmiaru lub niedoboru naczyń krwionośnych w narządach ciała. Kiedy ta równowaga zostanie naruszona, ciało potrzebuje
pomocy. Badacze pracujący dla firm farmaceutycznych i produkujących
wyposażenie medyczne prześcigają się w opracowywaniu nowych metod
leczenia ratujących życie, całość członków albo wzrok, lecz tworzenie
nowej terapii może zająć dziesięciolecie albo i więcej, kosztować ponad
miliard dolarów, a nawet jeśli zostanie uwieńczone powodzeniem, nie
pomoże wszystkim potrzebującym ze względu na wysoką cenę i małą
dostępność. Co więcej, te leki i urządzenia służą leczeniu choroby, a nie zapobieganiu jej.
Odpowiednia dieta może być zarówno środkiem profilaktycznym, jak i dodatkowym wsparciem dla terapii. Badania przeprowadzane na wszystkich krańcach świata ujawniają, że pewne pokarmy i napoje, wśród nich wiele takich, które znamy i lubimy, mogą wzmacniać system obronny angiogenezy po obu stronach równania. Nawet sposób przygotowania i łączenia ze sobą składników potraw może wpływać na angiogenezę. Stwarza to całkowicie nową perspektywę sposobu naszego odżywiania się. Otwiera się nowa droga do zapobiegania chorobom, na które ma wpływ angiogeneza. Jeśli zmagasz się z tego rodzaju chorobą, właściwy dobór pożywienia może ci pomóc w jej powstrzymywaniu, a nawet całkowitym pokonaniu. Mamy coraz więcej dowodów skuteczności tego podejścia. Mieszkańcy Azji,
którzy mają w swoim menu dużo potraw z soi, warzyw i herbaty, są w znacząco mniejszym stopniu zagrożeni rakiem piersi i innymi nowotworami.
W Japonii żyje obecnie z górą 69 tysięcy osób, które przekroczyły sto
lat życia17. Również Chiny mają rosnącą
populację stulatków. Mój cioteczny dziadek, który dożył w zdrowiu do 104
lat, mieszkał w mieście Changshu niedaleko Szanghaju, u podnóża gór
Yushan, w których uprawiana jest zielona herbata. Dziarscy stulatkowie z greckiej wyspy Ikaria i ze środkowej Sardynii żyją dietą
śródziemnomorską, która jest wypełniona po brzegi składnikami
stymulującymi angiogenezę, choć nie ściśle wegańska. Przyjęcie do
wiadomości, że angiogeneza jest jednym z kluczowych mechanizmów
obronnych organizmu, pozwala odkrywać nowe tajemnice trwałego zdrowia
osiąganego bez udziału medycyny.
SCHORZENIA NARUSZAJĄCE RÓWNOWAGĘ SYSTEMU OBRONNEGO ANGIOGENEZY
Nadmiarowa angiogeneza
Niedostateczna angiogeneza
Starcze zwyrodnienie plamki żółtej
Łysienie
Choroba Alzheimera
Cukrzycowe owrzodzenie stóp
Rak mózgu
Dysfunkcja erekcji
Rak piersi
Niedokrwienie serca
Rak szyi
Niewydolność serca
Rak jelita grubego
Neuropatia
Utrata wzroku na tle cukrzycowym
Miażdżyca tętnic obwodowych
Endometrioza
Zapalenie nerwów obwodowych
Rak nerek
Odleżyny
Białaczka
Owrzodzenie żylakowe
Rak wątroby
Rak płuc
Chłoniak
Szpiczak mnogi
Chorobliwa otyłość
Rak jajników
Rak prostaty
Łuszczyca
Reumatyczne zapalenie stawów
Rak tarczycy
Rozdział 2
Regeneracja
Skoro angiogeneza buduje naczynia
krwionośne zasilające narządy twojego ciała, to co buduje i podtrzymuje
same narządy? Odpowiedź brzmi: komórki macierzyste. Są one tak ważne dla
twojego zdrowia, że gdyby nagle zaprzestały swojej pracy, po tygodniu
już byś nie żył. Od samego poczęcia komórki macierzyste odgrywały
kluczową rolę w rozwijaniu twojego ciała oraz utrzymywaniu go przy życiu
i zdrowiu. Jesteśmy dosłownie zrobieni z komórek macierzystych. Około
pięciu dni po tym, jak plemnik twojego ojca spotkał się z komórką jajową
matki, rozpocząłeś życie w macicy jako malutka kulka złożona z embrionalnych komórek macierzystych (embrionic stem cells, ESC) w liczbie od pięćdziesięciu do stu. Istotną cechą tych komórek jest ich
uniwersalność. Mogą tworzyć jakikolwiek rodzaj komórek czy tkanek ciała
-?mięśnie, nerwy, skórę, mózg, gałkę oczną. Kiedy jako embrion
dojrzewasz przez dwanaście tygodni, by stać się płodem, wszystkie twoje
podstawowe narządy powstają z komórek macierzystych przekształcających
się w komórki bardziej wyspecjalizowane, spełniające funkcje właściwe
tym narządom. W miarę rozwoju ciała te wyspecjalizowane komórki wkrótce
przewyższają liczbą uniwersalne komórki macierzyste.
Komórki macierzyste płodu nie tylko biorą udział w budowaniu organizmu,
lecz także stanowią obronę zdrowia -?również zdrowia matki. Uczeni ze
Szkoły Medycznej Góry Synaj w Nowym Jorku przeprowadzili przełomowy
eksperyment laboratoryjny, obserwując zawały serca u ciężarnych myszy.
Zawały te były na tyle poważne, że uszkodziły 50 procent głównej komory
serca. U człowieka taki stopień uszkodzeń wystarczyłby do wywołania
niedoczynności serca, jeśli nie do nagłej śmierci1. Po upływie paru tygodni badacze stwierdzili, że u myszy, które przeżyły, komórki macierzyste płodów przemieściły się z macicy do krwiobiegu matek. Z niego zaś, co istotne, trafiły do
uszkodzonego obszaru serca matki i zaczęły je regenerować. Po miesiącu
od zawału 50 procent migrujących komórek macierzystych płodu
przekształciło się w dojrzałe komórki serca matki, zdolnego do
spontanicznego bicia. Było to jedno z pierwszych badań, które wykazały,
że komórki macierzyste płodu mogą przyczyniać się do ratowania zdrowia
matki.
Do czasu narodzin większość komórek rozwijającej się istoty ludzkiej przyjmuje swoją ostateczną formę, a komórki macierzyste stanowią tylko drobny ułamek. Po porodzie niektóre z nich pozostają w pępowinie i w łożysku matki. Komórki z pępowiny mogą być pobrane z krwią pępowinową i zamrożone w specjalnym banku komórek macierzystych do późniejszego wykorzystania medycznego. Mogą się pewnego dnia przydać twojemu dziecku, a nawet tobie i innym członkom rodziny jako środek regeneracji lub leczenia uszkodzonych narządów. To jest niepowtarzalna okazja, więc zdecydowanie zalecam zbieranie i zachowywanie krwi pępowinowej. Pomimo swojej niewielkiej liczby komórki macierzyste odgrywają ważną rolę także w życiu osoby dorosłej. W miarę jak się starzejemy, po cichu, działając "poza sceną", regenerują większość naszych narządów. Proces ten przebiega w innym tempie w każdym z narządów2:
jelito cienkie regeneruje się co dwa do czterech dni;
płuca i żołądek co osiem dni;
skóra co dwa tygodnie;
czerwone ciałka krwi co cztery miesiące;
komórki tłuszczowe co osiem lat;
szkielet co dziesięć lat.
Tempo regeneracji zmienia się także z wiekiem. Kiedy masz dwadzieścia pięć lat, co roku jest odnawiany 1 procent komórek twojego serca, lecz później nie dzieje się to już tak szybko. W wieku siedemdziesięciu pięciu lat dotyczy to tylko 0,45 procent komórek serca3. Komórki układu odpornościowego regenerują się co siedem dni, więc gdyby
twoje komórki macierzyste znikły, prawdopodobnie niedługo potem zmarłbyś
z powodu infekcji. Gdybyś nawet przeżył infekcję, to zabiłby cię
krwotok, ponieważ trombocyty, czyli płytki krwi odpowiedzialne za jej
krzepnięcie, odnawiają się co dziesięć dni. A gdybyś i to przetrwał, w ciągu sześciu tygodni odpadłaby ci skóra. Potem załamałyby się płuca i udusiłbyś się. Komórki macierzyste bronią naszego zdrowia i są jedną z naszych lin ratunkowych.
Uzdrawiająca moc komórek macierzystych
Nasza wiedza o komórkach macierzystych ludzkiego ciała sięga wstecz do
bomby atomowej. Ocenia się, że bomby, które w 1945 roku unicestwiły
Hiroszimę i Nagasaki, zabiły 200 tysięcy ludzi. Lekarze zaobserwowali,
że osoby, które przeżyły wybuch, umierały później w drugiej fali zgonów,
gdyż radioaktywność zniszczyła ich zdolność do regeneracji komórek
szpiku kostnego. Ponieważ rządy przygotowywały się do przyszłej wojny
jądrowej, naukowcy podjęli polowanie na komórki macierzyste, które
mogłyby posłużyć do leczenia lub ochrony zdrowia ludzi narażonych na
śmiercionośny opad radioaktywny. Dwaj kanadyjscy badacze, James Till i Ernest McCullough, odkryli, że dostatecznie wczesne wszczepienie komórek
macierzystych może uratować życie zwierząt laboratoryjnych poddanych
śmiertelnej dawce radiacji4.
Praca Tilla i McCullougha doprowadziła do stworzenia techniki przeszczepów szpiku kostnego, procedury stosowanej dziś na całym świecie w celu ratowania życia pacjentów chorych na raka, których poddano najostrzejszej chemioterapii i najwyższym dawkom radiacji. Chociaż bowiem zabiegi te zabijają komórki rakowe, niszczą zarazem zdrowe komórki macierzyste w szpiku. Bez komórek macierzystych układ odpornościowy takiego pacjenta załamałby się i mogłaby go zabić jakakolwiek infekcja. Przeszczepiając pacjentowi komórki macierzyste pobrane ze szpiku kostnego dawcy, lekarze mogą go ocalić od niechybnej śmierci. Komórki macierzyste dawcy wprowadzone do szpiku pacjenta odtwarzają jego układ odpornościowy. Technika transplantacji szpiku kostnego wykorzystująca komórki macierzyste dawcy została uznana za przełom w medycynie. Jej pionier, E. Donnall Thomas, otrzymał w 1990 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii, wspólnie z pionierem przeszczepów nerek, Josephem Murrayem. Ale nawet jeśli nie byłeś poddany chemio- albo radioterapii, twoje ciało potrzebuje komórek macierzystych, ponieważ stale samo odtwarza się wewnętrznie. Wśród 37,3 biliona komórek twojego ciała komórki macierzyste stanowią
znikomą mniejszość, zaledwie 0,002 procent, ale potrafią przywracać ci
zdrowie5. W razie potrzeby zastępują komórki
martwe albo regenerują i naprawiają uszkodzone. Niczym żołnierze
oddziałów specjalnych zdobywają informacje wywiadowcze, przeprowadzają
rozpoznanie i wykonują misje, by utrzymywać twoje narządy w dobrej
kondycji. Ilekroć doznasz urazu lub zapadniesz na jakąś chorobę, twoje
komórki macierzyste wkraczają do akcji, tworząc nowe, zdrowe tkanki lub
pomagając ciału w walce ze schorzeniem. Oto twój regeneracyjny system
ochrony zdrowia. Podobnie jak to było z systemem angiogenezy, najnowsze
badania wykazały, że dieta ma wielki wpływ na komórki macierzyste.
Czy jesteś sportowcem chcącym rozbudować muskulaturę, czy ciężarną
kobietą, w której brzuchu rośnie płód, czy zmagasz się z niedomaganiami
starości, odpowiednia żywność może zwiększyć liczbę i sprawność twoich
komórek macierzystych i ich zdolność do regenerowania ciała. Właściwie
się odżywiając, możesz chronić swoje serce, zachowywać ostrość umysłu
(dzięki regeneracji mózgu), leczyć rany i mieć młodzieńcze kształty. W części II opowiem o produktach żywnościowych wzmacniających twój obronny
system komórek macierzystych, ale najpierw przedstawię przykład
regeneracji, żebyś przekonał się, że właściwe jedzenie może ocalić ci
życie.
Komórki macierzyste a rany
Obronny system regeneracji jest zaprogramowany tak, by w każdej chwili
był gotów do działania w razie doznania rany lub urazu. U osoby dorosłej
komórki macierzyste pozostają niewyspecjalizowane i spoczywają, dopóki
nie będą potrzebne i wezwane do akcji. Potrafią się odnawiać i rozmnażać
przez podział bez utraty swojej uniwersalności. Kiedy są w trybie
działania, odbierają bodźce z otoczenia jako polecenie przekształcenia
się w ten typ komórek, który akurat wymaga regeneracji. Jeśli znajdują
się w płucach, stają się komórkami płuc. Jeśli znajdują się w wątrobie,
stają się komórkami wątroby.
Opowieść o tym, w jaki sposób komórki macierzyste wykonują swoje obronne
funkcje, należy zacząć od miejsca, w którym trwają w swojej nieaktywnej,
niezróżnicowanej postaci. Rezydują one w specjalnych ukryciach zwanych
niszami. Nisze są rozmieszczone w skórze, wzdłuż ścianek jelit, u nasady
torebek włosowych, w jądrach i jajnikach, w tłuszczu, w sercu i mózgu, a przede wszystkim w szpiku kostnym, gąbczastej tkance wypełniającej
wnętrze kości.
Szpik kostny stanowi magazyn co najmniej trzech różnych typów komórek
macierzystych. Hematopoetyczne komórki macierzyste (HSC) przekształcają
się w komórki tworzące krew. Komórki mezenchymalne (MSC) formują
mięśnie, tłuszcz, chrząstki, kości i inne tkanki. Komórki endotelialne
(EPC) służą do budowania nowych naczyń krwionośnych w regenerowanych
narządach. Łącznie wszystkie trzy typy są określane jako komórki
macierzyste szpiku kostnego (BM-MNC), ponieważ w nim właśnie rezydują.
Kiedy komórki macierzyste są wezwane do działania przez część ciała potrzebującą regeneracji, dochodzi do serii zdarzeń, których efektem jest przemieszczenie się tych komórek z ich niszy do krwiobiegu. Do komórek szpiku kostnego docierają sygnały w postaci wydzielanych przez uszkodzony narząd czynników wzrostu. Szczególnie silnym aktywatorem komórek macierzystych jest naczyniowy endotelialny czynnik wzrostu (VEGF). Ten sygnał osiąga szpik kostny poprzez naczynia krwionośne przenikające kość. Kiedy już tam dotrze, wędruje wzdłuż przebiegających przez szpik naczyń włosowatych, tzw. sinusoidalnych, do komórek macierzystych łączących się ze ścianami tych naczyń. Komórki interpretują sygnał jako rodzaj chemicznego alarmu i odpowiednio reagują. Rój komórek macierzystych wylatuje ze szpiku kostnego niczym pszczoły z ula i trafia do krwiobiegu6. Ten ważny krok w procesie regeneracji uszkodzonej części ciała określamy jako mobilizację komórek macierzystych. Dalszy ciąg wydarzeń wspaniale ilustruje, jak mądrze są pomyślane
komórki macierzyste. Ilekroć zachodzi taka potrzeba, szybko docierają
one na pierwszą linię walki z uszkodzeniami. Unoszone przez rwący prąd
krwi pompowanej przez serce, wykorzystują biologiczny system orientacji,
by dokładnie zlokalizować miejsce, z którego został wysłany sygnał
alarmu. Niczym pocisk kierowany na określony cel, komórki macierzyste
odnajdują punkt lądowania. Specjalne proteiny tych komórek, tak zwane
receptory, dołączają się do protein danego narządu. Sczepiają się z nimi
jak rzepy, co gwarantuje, że komórki macierzyste trafią tylko do
uszkodzonego miejsca7. Wszystko to dzieje się w bardzo krótkim czasie po wysłaniu sygnału. Badania wykazały na przykład,
że w ciągu czterdziestu ośmiu godzin po wykonaniu nacięcia przez
chirurga następuje czternastokrotny wzrost liczby komórek endotelialnych
obecnych w krwiobiegu w porównaniu ze stanem normalnym8.
Kiedy komórki macierzyste umocują się w punkcie docelowym, wykorzystują
zasoby danego narządu i wykonują swoje zadanie, sterowane potrzebami
środowiska. Jeśli znajdą się w skórze, zamieniają się w komórki skóry i zaspokajają jej potrzeby. W sercu stają się komórkami mięśnia sercowego
(kardiomiocytami) i reagują na jego potrzeby. Komórki macierzyste
wykonują swoją pracę po urazie jako część szerszej grupy zespołu graczy.
Każdy element zespołu szybkiego reagowania, w tym komórki nacieku
zapalnego i inne komórki immunologiczne, komórki naczyń krwionośnych i płytki krwi, wypełnia swoje własne, specyficzne zadania.
To, co dokładnie czynią komórki macierzyste, gdy ulokują się w uszkodzonej tkance, wciąż jest w części tajemnicą. Wiemy, że
przekształcają się w komórki tej tkanki i ją regenerują. Ale nie
pozostają tam zbyt długo. Trwają najwyżej kilka dni. Naukowcy próbują
ustalić, co się z nimi później dzieje. Mamy różne teorie. Może komórki
macierzyste zmieniają swoje kształty, wtapiają się w tło i stają się
nieodróżnialne od komórek tkanki, którą regenerują. A może odgrywają
rolę ważną, lecz krótkotrwałą i umierają, kiedy wypełnią swoją misję.
Co wiemy na pewno, to że komórki macierzyste są fabryką takich protein
jak czynniki wzrostu i cytokiny, potrzebne narządom, które mają rosnąć
lub się regenerować. Mogą również wydzielać specjalne molekularne
nośniki, tak zwane egzosomy i mikropęcherzyki, wypełnione proteinami i informacją genetyczną. Kiedy pojawiają się one w danym narządzie,
wskazują innym komórkom, co robić, by naprawić uszkodzenie9. Komórki macierzyste uwalniają swój ładunek, by
zachęcić inne komórki do współpracy w budowaniu zdrowszego otoczenia.
Jest to tak zwany efekt parakrynowy. Jedno z badań nad regeneracją kości
wykazało, że komórki macierzyste wydzielają co najmniej czterdzieści
trzy rodzaje czynników wzrostu pomagających w ulepszeniu otoczenia
uszkodzonej kości10.
Niektóre z czynników wzrostu wydzielanych przez komórki macierzyste są
tożsame z czynnikami pobudzającymi angiogenezę, tak więc te dwa systemy
obronne są ze sobą powiązane. Kiedy endotelialny czynnik wzrostu jest
uwalniany przez komórki, na przykład z powodu niedoboru tlenu (hipoksji)
lub zranienia, wywołuje on lokalną angiogenezę, a jednocześnie w odległej od tego miejsca niszy szpiku kostnego pobudza komórki
macierzyste. Jeśli powstaje nowa tkanka, będzie ona potrzebowała
dodatkowego dopływu krwi. Tu wkracza angiogeneza, która tworzy nowe
naczynia krwionośne zasilające regenerowaną tkankę. Z drugiej strony
komórki macierzyste przyczyniają się do powstawania naczyń
angiogenicznych, więc żadna ze stron na tym nie traci. Od 2 do 25
procent komórek tworzących nowe naczynia wywodzi się z komórek
macierzystych.
Co niszczy komórki macierzyste
Tak ważny dla naszego zdrowia i zwalczania chorób system regeneracji
oparty na komórkach macierzystych jest niestety podatny na uszkodzenia
za sprawą pewnych czynników atakujących nasze ciało na przestrzeni
całego życia. Jednym z najbardziej niszczycielskich jest dym tytoniowy.
Deficyt tlenu, który powstaje, kiedy palacz wdycha dym z papierosa,
inicjuje przechodzenie komórek macierzystych do krwiobiegu. Nałogowe
palenie zmniejsza więc liczbę takich komórek w szpiku kostnym, które
stają się przez to mniej dostępne, gdy zachodzi potrzeba regeneracji
tkanek11. Co gorsza, te komórki, które
pozostają, nie działają u palacza prawidłowo -?ich zdolność do
rozmnażania się zmniejsza się nawet o 80 procent, a udział w regeneracji
spada o prawie 40 procent12. To upośledzenie pod
względem liczby i sprawności komórek macierzystych pozwala niezależnie
od bezpośredniego wpływu palenia na naczynia krwionośne zrozumieć,
dlaczego palacze są bardziej narażeni na choroby płuc i chorobę
wieńcową.
Nawet jeśli sam nie palisz, nie jesteś bezpieczny, jeśli obracasz się
wśród palaczy. Tak zwane palenie bierne może być prawie tak samo
szkodliwe. Nawet trzydzieści minut kontaktu z dymem tytoniowym
wydychanym przez inną osobę wystarcza, by oszołomić twoje komórki
macierzyste13. Nie jest więc niespodzianką, że
równie szkodliwe są zanieczyszczenia powietrza. Badacze odkryli, że u mieszkańców miejscowości o silnie zanieczyszczonym powietrzu kontakt z drobnymi cząstkami pyłów obniża liczbę komórek endotelialnych we
krwi14.
Również intensywne picie alkoholu zabija komórki macierzyste. Alkohol wpływa na nie na kilka sposobów. Naukowcy prowadzili badania nad małpami, którym podawano codziennie niewielkie ilości alkoholu w napojach, i co znamienne, miały one w krwiobiegu więcej komórek macierzystych niż zwierzęta, które alkoholu nie dostawały. Komórki macierzyste pijących małp były jednak upośledzone i mniej skuteczne w procesie regeneracji15. Możemy to sobie wyobrazić w ten sposób, że te komórki są nietrzeźwe i mają trudności z poruszaniem się po linii prostej. Płodowy zespół alkoholowy to katastrofalna konsekwencja konsumowania alkoholu przez ciężarną kobietę. Rozwijający się płód doznaje trwałego uszkodzenia mózgu i powstają u niego nieprawidłowości rozwojowe. Alkohol jest toksyczny dla komórek macierzystych płodu, więc szkody powodowane przez ten syndrom mogą w części być skutkiem uszkodzeń komórek macierzystych, takich jakie rzeczywiście odkryli uczeni z Uniwersytetu Stanowego Luizjany prowadzący badania nad rozwojem płodowym u myszy16. Ostre picie zadaje jeszcze inny cios zdrowiu komórek macierzystych. Badacze z Uniwersytetu Kentucky stwierdzili, że obniża ono aktywność komórek macierzystych mózgu, tak zwanych prekursorów oligodendrocytów, które są niezbędne do tworzenia nowych neuronów. Ten efekt ma szczególnie doniosłe skutki w obszarze hipokampu. Jest to część mózgu odpowiedzialna za pamięć krótko- i długoterminową17. Szczęśliwie te szkody można naprawić, rzucając picie. Możemy więc uniknąć niektórych zagrożeń dla naszych komórek
macierzystych, ograniczając swój kontakt z zanieczyszczeniami powietrza,
tytoniem i alkoholem, ale gorzej jest z innymi niebezpieczeństwami. Na
przykład proces starzenia się bezlitośnie osłabia naszą zdolność do
regeneracji. Im jesteśmy starsi, tym mniej mamy w szpiku kostnym komórek
macierzystych. Ich zapasy z czasem się wyczerpują, a ponadto pozostałe
jeszcze komórki są mniej aktywne niż w młodości18. Również wysoki poziom cholesterolu we krwi
upośledza funkcjonowanie komórek macierzystych, choć trzeba pamiętać, że
cholesterol cholesterolowi nierówny19. Wysoka
gęstość lipoprotein (HDL), czyli "dobrego" cholesterolu, spowalnia
naturalne umieranie komórek prekursorów endotelialnych. Diety
podwyższające HDL spełniają więc funkcję ochronną20. Przynosi to dywidendę dla naszego zdrowia, gdyż
prekursory endotelialne zapobiegają miażdżycy, przeciwdziałają
powstawaniu na ściankach naczyń krwionośnych płytek tłuszczowych, które
ograniczają przepływ krwi, oraz regenerują wyściółkę naczyń. Ten rodzaj
ochrony układu krwionośnego to jeden z powodów, dla których HDL uważa
się za "dobry" cholesterol.
Przewlekłe choroby również mają szkodliwy wpływ na komórki macierzyste.
Cukrzyca jest dla nich zabójcza. Chorzy na cukrzycę mają mniej komórek
macierzystych, a te, które u nich istnieją, nie wypełniają dobrze swoich
zadań. Problemem jest wysoki poziom cukru we krwi. Komórki macierzyste w wysokocukrowym środowisku mają osłabioną zdolność regenerowania tkanek.
Nie mogą się normalnie rozmnażać i nie mogą swobodnie poruszać się po
ciele. Nie uczestniczą więc należycie w budowaniu nowych tkanek. Na
domiar złego wydzielają mniej czynników przeżycia niż normalne komórki
macierzyste21. Badacze odkryli, że wysoki poziom
cukru we krwi działa na komórki macierzyste nawet u zdrowych osób
dorosłych niecierpiących na cukrzycę22. To
kolejny powód, by uważać ze spożyciem cukru.
Uszkodzenia komórek macierzystych obserwowane są na równi w cukrzycy
typu 1 i typu 2. Cukrzyca typu 1 to choroba polegająca na tym, że własny
system odpornościowy ciała niszczy komórki wytwarzające insulinę,
niezbędną do kontrolowania metabolizmu cukrów. Cukrzyca typu 2 również
jest związana z metabolizmem cukru we krwi, ale nie jest wynikiem ataku
autoimmunologicznego. W tym przypadku za sprawą uwarunkowań
genetycznych, braku aktywności fizycznej i/lub otyłości ciało przestaje
prawidłowo reagować na insulinę albo wytwarza jej zbyt mało. Badania
przeprowadzone na Uniwersytecie Nowojorskim wykazały, że zdolność
komórek prekursorów endotelialnych do wzrostu jest przy cukrzycy typu 2
obniżona o prawie 50 procent, a jeszcze bardziej są upośledzone, jeśli
poziom cukru we krwi pacjenta nie jest utrzymywany w ryzach23. Kiedy badacze testowali sprawność w budowaniu
naczyń krwionośnych komórek endotelialnych pobranych od osób chorych na
cukrzycę, były one 2,5 raza słabiej zaangażowane w ten proces niż u osoby zdrowej. Podobny defekt zaobserwowali uczeni holenderscy badający
upośledzenia komórek macierzystych przy cukrzycy typu 1.
Uszkodzenia komórek macierzystych są problemem o wielkiej doniosłości, jeśli zważymy, że cukrzyca to pandemia dotykająca ponad 422 milionów ludzi na całym świecie i co roku prowadząca do 1,6 milionów zgonów. Jest najważniejszą ukrytą przyczyną zawałów serca, udarów mózgu, utraty wzroku, chorób nerek, niegojących się ran i niepełnosprawności z powodu amputacji dolnych kończyn. Wszystkie te powikłania medyczne są w taki lub inny sposób związane z dysfunkcjami komórek macierzystych. Każdy sposób chronienia komórek macierzystych czy poprawiania ich sprawności przy cukrzycy, hiperlipidemii albo w procesie starzenia się może ratować życie25. Choroba naczyń obwodowych to poważne schorzenie towarzyszące miażdżycy i często występujące przy długo utrzymującej się cukrzycy. Dochodzi wtedy
do poważnego zawężenia tętnic, co utrudnia dostawę tlenu do nóg. Z czasem sytuacja się pogarsza i dopływ krwi do mięśni, nerwów i skóry
kończyn dolnych staje się coraz bardziej skąpy. Komórki nóg cierpią na
głód tlenowy i w końcu umierają. W rezultacie zaczyna pękać skóra i pojawiają się rany, tak zwane niedokrwienne owrzodzenie nóg. Ponieważ
zabliźnianie się ran jest przy cukrzycy już i tak spowolnione, więc
kiedy takie owrzodzenie występuje u osób z cukrzycą, łatwo jest o infekcję prowadzącą do gangreny. Często dla ratowania życia pacjenta
niezbędna jest amputacja nóg. Naukowcy z włoskiego uniwersytetu w Padwie
badali krążenie komórek macierzystych u pacjentów z cukrzycą typu 2 i chorobą naczyń obwodowych, porównując ich z osobami zdrowymi26. Ci pierwsi mieli o 47 procent mniej komórek
macierzystych, a u pacjentów z najmniejszą ich liczbą występowało
niedokrwienne owrzodzenie stóp. Świadczy to, jak ważną rolę odgrywają
komórki macierzyste w leczeniu ran.
Uczy nas to, że panowanie nad cukrzycą jest absolutnie niezbędne dla
ochrony naszego systemu regeneracji. Lepsza kontrola nad zawartością
cukru we krwi to zdrowsze komórki macierzyste. I odwrotnie, słaba
kontrola nad cukrem poważnie upośledza funkcjonowanie komórek
macierzystych. Poprawa tej kontroli może zwiększyć liczbę i usprawnić
funkcjonowanie komórek prekursorów endotelialnych. Tak więc jeśli
cierpisz na cukrzycę, to upewnij się, że w najlepszy możliwy sposób
panujesz nad ilością cukru w twojej krwi -?to może ci dosłownie uratować
życie27.
Korzyści z mobilizowania komórek macierzystych
Kiedy nasz system komórek macierzystych psuje się, to samo dzieje się z naszym zdrowiem. Kiedy natomiast podejmiemy działania mobilizujące
komórki macierzyste, efekt zdrowotny może być pozytywny. Rozważmy
chorobę układu krążenia. Naukowcy z Homburga w Niemczech opublikowali w piśmie "New England Journal of Medicine" raport z badania 519 osób,
który pokazuje, że mierząc podstawowy poziom obiegu prekursorów
endotelialnych, można przewidzieć, czy dany pacjent dozna w ciągu
następnych dwunastu miesięcy zawału serca lub udaru mózgu, a nawet
określić jego szanse pozostania przy życiu po tym zdarzeniu28. W badaniu tym prawdopodobieństwo takiej zapaści u osób, które miały wyższy poziom prekursorów endotelialnych, okazało się
o 26 procent mniejsze. Ludzie ci mieli też o 70 procent mniejsze ryzyko
śmierci z powodu chorób krążenia.
W innej przełomowej pracy, badaniu nad związkiem nowotworów z dietą
przeprowadzonym w Malmo w Szwecji, sprawdzano także powiązanie ilości
komórek macierzystych z chorobami układu krążenia29. Badanie rozpoczęto w 1991 roku z udziałem grupy
osób w średnim wieku. Uczeni przez dziewiętnaście lat obserwowali stan
ich zdrowia, regularnie pobierając od nich krew do analizy i przeprowadzając ankiety dotyczące sposobu odżywiania. U 4742 osób
mierzono tak zwany czynnik komórek macierzystych. Czynnik ten to
proteina powstająca w szpiku kostnym i zasilająca zbiorowisko
czekających tam zapasowych komórek. Można ją również znaleźć w krwiobiegu, gdzie wspiera komórki macierzyste w ich działaniach, takich
jak rozmnażanie się, migracja i na koniec przekształcenie się w odpowiednią tkankę, czyli proces zwany dyferencjacją. Czynnik komórek
macierzystych jest niezbędny do ich prawidłowego funkcjonowania. Badacze
z Malmo stwierdzili, że u osób z najwyższym poziomem czynnika komórek
macierzystych prawdopodobieństwo zawału serca było mniejsze o 50
procent, prawdopodobieństwo udaru mózgu mniejsze o 34 procent, a prawdopodobieństwo śmierci z którejś z tych przyczyn o 32 procent
mniejsze niż u tych z najniższym wynikiem. Nie budzi zdziwienia, że
badanie wykazało również, iż pacjenci z najniższym poziomem czynnika
komórek macierzystych we krwi byli często nałogowymi palaczami,
spożywali dużo alkoholu lub cierpieli na cukrzycę, co wyraźnie wskazuje
na związek pomiędzy stylem życia, funkcjonowaniem komórek macierzystych
i ryzykiem przewlekłej choroby.
Komórki macierzyste pełnią w twoim układzie krążenia wyjątkową funkcję
ochronną. Prekursory endotelialne przyczyniają się nie tylko do
budowania nowych naczyń krwionośnych w narządach wymagających
regeneracji, lecz także do naprawiania uszkodzeń w już istniejących
naczyniach. Miażdżyca -?proces, który powoduje usztywnienie i zawężenie
twoich tętnic, zwiększa ryzyko zawału serca, udaru mózgu, choroby naczyń
obwodowych i nawet dysfunkcji erekcji. Wszędzie tam, gdzie wyściółka
naczyń jest uszkodzona, pojawiają się w ich ścianach płytki miażdżycowe,
niczym rdza, która narasta w zadrapanych miejscach rury wodociągowej.
Jeśli uszkodzenie wyściółki nie zostanie naprawione, płytek miażdżycowych gromadzi się coraz więcej, co powoduje zmniejszenie światła naczynia i blokowanie przepływu krwi. Niczym naczyniowa szwaczka, prekursory endotelialne potrafią to naprawić. Zniszczenia w komórkach macierzystych osłabiają zatem twoją obronę przed miażdżycą. Utrzymywanie ich w zdrowiu zmniejsza ryzyko rozwoju miażdżycy i chroni cię przed chorobami układu krążenia. Utrata komórek macierzystych mózgu ma związek z postępami demencji30. Komórki te, zwane prekursorami oligodendrytów,
regenerują i zastępują w twoim mózgu uszkodzone neurony, więc mają duży
wpływ na zachowanie sprawności umysłowej w starszym wieku. To są właśnie
te komórki macierzyste, na które źle wpływa nadużywanie alkoholu.
Badacze szukają obecnie sposobu na podtrzymanie i uaktywnienie komórek
macierzystych mózgu w celu leczenia choroby Alzheimera. Inny rodzaj
wyspecjalizowanych komórek mózgu, zwanych mikroglejem, powstaje z hematopoetycznych komórek macierzystych. Mikroglej odpowiada za
oczyszczanie mózgu i usuwanie niszczących go blaszek amyloidowych, jakie
powstają przy chorobie Alzheimera. Badacze z Uniwersytetu Nauki i Techniki w Huazhong w Chinach wstrzykiwali w laboratorium do mózgu
myszom cierpiącym na chorobę Alzheimera proteinę zwaną stromalnym
czynnikiem wzrostu (SDF-1). Odkryli, że proteina ta potrafi zmobilizować
hematopoetyczne komórki macierzyste szpiku kostnego i ściągnąć je do
mózgu, gdzie przekształcają się w mikroglej i usprawniają proces
usuwania amyloidowych pozostałości nagromadzonych w toku choroby31.
Komórki macierzyste w medycynie
Znaczenie komórek macierzystych dla zdrowia jest niezaprzeczalne i na
całym świecie prowadzi się kliniczne próby ich wykorzystania w terapii.
Terapia regeneracyjna może być prowadzona w rozmaity sposób, ale
powszechnie stosowaną metodą jest wszczepianie ich w chory narząd -
serce, mózg, oczy, nerki, tarczycę i wątrobę -?dla przyspieszenia jego
regeneracji. Jeśli chciałbyś zapoznać się z wynikami takich prób, wejdź
na stronę clinicaltrials.gov, najpełniejszą na świecie bazę danych o badaniach nad zdrowiem człowieka. Prowadzona przez amerykańską Narodową
Bibliotekę Medyczną, jest ona wyjątkowo cennym źródłem wiedzy dla
pacjentów i lekarzy szukających informacji o najnowszych metodach
leczenia. Żeby znaleźć dane na temat klinicznych testów terapii
regeneracyjnej, wpisz w wyszukiwarkę "BM-MNC" (skrót od bone marrow
derived mononuclear cells, komórki mononuklearne pochodzące ze szpiku
kostnego), "progenitor" (prekursor) lub "regenerative" wraz z nazwą
choroby, której leczenie cię interesuje.
W rezultacie otrzymasz informacje o konkretnych próbach -?co jest
przedmiotem testów, gdzie są przeprowadzane, czy w badaniu uczestniczą
pacjenci, a jeśli zostało już ukończone, jego wyniki. Obecnie baza
zawiera dane o ponad 6 tysiącach prób dotyczących regeneracji, co czyni
tę dziedzinę jedną z najintensywniej eksplorowanych w całej medycynie.
Najbardziej intrygujące i kontrowersyjne są wśród nich badania nad
użyciem komórek macierzystych do leczenia stwardnienia rozsianego,
choroby Parkinsona i nawet autyzmu32.
Komórki macierzyste używane w terapii regeneracyjnej pochodzą z różnych
źródeł i powinieneś wiedzieć, jak to jest przeprowadzane w różnych
ośrodkach medycznych. Najczęściej wykorzystywanymi źródłami komórek
macierzystych są szpik kostny, krew, tłuszcz, a także skóra. Na przykład
komórki ze szpiku są pobierane przez wbicie grubej igły w kość biodrową
i zassanie przez nią pewnej ilości płynnego szpiku. Można je też
wyodrębnić z krwi w procesie tak zwanej aferezy i następnie zagęścić
przed wszczepieniem ich pacjentowi. Często uzyskane komórki macierzyste
przed wszczepieniem są przetwarzane w kilku krokach, żeby były w dobrym
stanie i bezpieczne dla pacjenta.
Wyobraź to sobie: chirurg plastyczny przeprowadza liposukcję, żeby
usunąć nadmiar tkanki tłuszczowej z brzucha pacjenta cierpiącego na
chorobę serca. Pobrany materiał jest następnie przetwarzany w celu
wydzielenia z niego tłuszczowych komórek macierzystych, po czym komórki
te są przekazywane czekającemu w pogotowiu kardiologowi, by wszczepił je
w serce chorego. Tak właśnie się robi obecnie podczas prób klinicznych.
Wstępne wyniki wskazują, że wszczepienie 20 milionów uzyskanych z tłuszczu komórek macierzystych obniża o 50 procent uszkodzenia
spowodowane przez zawał serca33.
Inne naprawdę wyjątkowe źródło komórek macierzystych to skóra, w której
znajdują się tak zwane komórki pluripotencjalne (iPSC). Nie są to zwykłe
komórki macierzyste, lecz szczególny rodzaj dojrzałych komórek skóry,
które potrafią przekształcić się z powrotem w komórki macierzyste, a następnie w wyspecjalizowane komórki zupełnie innego narządu.
Ich odkrycie, dokonane w 2006 roku przez Shinya Yamanakę, spowodowało
konieczność napisania na nowo całych podręczników biologii. Yamanaka
otrzymał w 2012 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny,
wspólnie z Johnem B. Gurdonem. Wyniki naukowe wdrożono już w praktyce. W 2014 roku grupa badaczy z Centrum Biologii Rozwojowej Riken w Kobe w Japonii leczyła siedemdziesięciosiedmioletnią kobietę z postępującą
utratą wzroku wywołaną przez wysiękowe zwyrodnienie plamki żółtej, tak
zwane mokre AMD.
W ramach terapii badacze chirurgicznie pobrali fragment jej skóry i wyodrębnili z niego komórki iPSC. Następnie przeprogramowali je, tworząc
warstwę komórek siatkówki, normalnie występujących w oku jako tak zwany
nabłonek barwnikowy siatkówki (RPE). Na koniec wszczepili te
zregenerowane komórki RPE w siatkówkę pacjentki. Okazało się, że
przeszczep jest nieszkodliwy i dobrze tolerowany nawet po dwóch latach,
powstrzymuje dalsze pogarszanie się wzroku, a nawet w pewnym stopniu
poprawia widzenie34.
Chociaż powszechne wykorzystanie komórek macierzystych w medycynie
regeneracyjnej jest jeszcze w przypadku większości zastosowań odległą
przyszłością, to już korzystają z niego pacjenci uczestniczący w testach
klinicznych i leczący się w nielicznych ośrodkach prywatnych. Mogłem się
o tym przekonać z pierwszej ręki w 2016 roku, kiedy uczestniczyłem w zwołanej w Watykanie konferencji pod hasłem "Cellular Horizons"
(horyzonty komórkowe), która zgromadziła czołowe światowe autorytety z dziedziny medycyny, nauki, filantropii i religii. Podczas konferencji
dzielono się informacjami o postępach prac nad wykorzystaniem komórek
macierzystych do ochrony zdrowia i leczenia chorób. Zaproszono mnie tam,
żebym przedstawił nowe koncepcje regenerowania niedomagających tkanek za
pomocą odpowiedniej diety. Inni badacze też prezentowali swoje prace,
przynoszące zdumiewające wyniki.
Do najbardziej znaczących wystąpień należało sprawozdanie Richarda Burta z Uniwersytetu Północno-Zachodniego, który zajmował się pacjentami tak silnie dotkniętymi przez choroby autoimmunologiczne, że mogli żyć tylko pod respiratorem. U jednej z kobiet, Grace Meihaus, zdiagnozowano w wieku siedemnastu lat sklerodermię, niezwykle bolesne schorzenie, przy którym system odpornościowy atakuje ciało, wywołując stan zapalny oraz nadprodukcję kolagenu. Sklerodermia nadaje skórze i innym narządom niemal kamienną twardość. Pacjenci stają się podobni do rzeźb. Grace czuła się sztywna i skrępowana, miała krótki oddech i szybko się męczyła. Kolejna młoda kobieta, Elisabeth Cougentakis, cierpiała na ciężką miastenię. Jej mięśnie były tak słabe, że nie mogła wstawać z łóżka, była sztucznie odżywiana i korzystała z respiratora. Lekarze nie mieli jej nic więcej do zaoferowania. Burt uznał, że w obu przypadkach może być pomocna terapia regeneracyjna, i wszczepił każdej z pacjentek jej własne komórki macierzyste35. Po tej kuracji u obu nastąpiła poprawa i zaczęły szybko wracać do zdrowia. Mogły podjąć normalne życie, były ożywione i nie miały problemu z podróżą do Watykanu, by osobiście opowiedzieć o swoich doświadczeniach. W kwietniu 2018 roku w Watykanie odbyła się kolejna konferencja, tym razem zatytułowana "Unite to Cure" (Zjednoczeni w leczeniu), podczas której przedstawiono inne godne uwagi zastosowania komórek macierzystych, między innymi do leczenia porażenia mózgowego i autyzmu. Są już pierwsze, budzące nadzieję oznaki ich sukcesu. Leczenie regeneracyjne nie ogranicza się jednak tylko do wszczepiania
komórek macierzystych. Istnieją techniki mobilizowania do działania
komórek macierzystych już obecnych w ciele pacjenta. Przypomnijmy, że
łożysko kobiety jest magazynem komórek i protein potrzebnych do
regenerowania tkanek podczas ciąży. Cienka błona łożyska, zwana
pęcherzem płodowym, jest przez chirurgów używana do leczenia ran.
Zawiera ona ponad 256 różnych czynników wzrostu i regeneracji oraz
cytokin przyciągających komórki macierzyste. Kiedy lekarz umieszcza tę
błonę na źle gojącej się ranie, uwalniają się z niej czynniki
regeneracji, co powoduje dopływ komórek macierzystych ze szpiku
kostnego. Zagnieżdżają się one w uszkodzonym miejscu. Próby kliniczne
wykazały, że ta metoda poprawia zdrowie pacjentów z cukrzycowym
owrzodzeniem stóp i owrzodzeniem żylakowym w większym stopniu niż
tradycyjne sposoby leczenia ran36. W 2012 roku
zidentyfikowałem mechanizm mobilizowania własnych komórek macierzystych
pacjenta i wprowadziłem termin stem cell magnet (magnes komórek
macierzystych) na określenie każdej metody, w której technika stosowana
zewnętrznie przyciąga komórki macierzyste pacjenta do miejsca
wymagającego regeneracji37.
Jedna z takich metod przyciągania własnych komórek macierzystych
pacjenta do miejsca, gdzie są potrzebne, polega na poddawaniu skóry
działaniu ultradźwięków. Specjalne urządzenie o nazwie MIST rozpyla
kropelki wody przed źródłem ultradźwięków niskiej częstotliwości. Krople
te przejmują energię ultradźwięków, lądują na ranie i uwalniają energię
w tkance. Służy to jako sygnał dla znajdujących się w szpiku kostnym
komórek macierzystych, które uwalniają się wówczas do krwiobiegu i docierają do rany. Ponieważ w tym wypadku regeneracja postępuje od
wnętrza ku powierzchni ciała, MIST może być stosowany nawet do
zapobiegania odleżynom. Są to rany powstające, kiedy pacjent leży przez
dłuższy czas w jednej pozycji, nie poruszając się, jak to bywa w szpitalu lub domu opieki. Na odleżyny cierpi blisko trzecia część
pensjonariuszy domów opieki38. Mogą one szybko
stać się medyczną katastrofą, kiedy wda się infekcja i rany pogłębią
się, sięgając mięśni i kości. Jeszcze wcześniej zaś cały obszar pod
skórą zaczyna umierać. Zjawisko to jest znane jako uszkodzenie tkanek
głębokich. Jeśli nie podejmie się środków zaradczych, skóra w końcu pęka
i otwiera się jama rany, odsłaniając te tkanki. MIST zastosowano do
leczenia uszkodzeń tkanek głębokich w celu zapobieżenia odleżynom. Celem
terapii jest przeciwdziałanie ranom tworzącym się pod umierającą, ale
wciąż pozostającą w całości skórą. Kropelki naenergetyzowanej wody
uderzają w skórę i energia ta mobilizuje komórki macierzyste, które
zagnieżdżają się w głębokiej tkance i poprawiają w niej przepływ krwi,
zapobiegając poszerzaniu się ran.
Ujmując to najprościej, medycyna regeneracyjna już zmienia podejście do leczenia, a w przyszłości otworzy drogę do pokonania chorób, które dziś uchodzą za szczególnie uciążliwe i nieuleczalne.
Komórki macierzyste a żywność
Regeneracja nie sprowadza się wyłącznie do zaawansowanych
technologicznie metod klinicznych. Możesz odpalić regeneracyjny system
obrony swojego ciała we własnej kuchni. Odpowiednie pokarmy i napoje
potrafią zaktywizować nasze komórki macierzyste, zwiększając zdolność
ciała do samodzielnego leczenia się i regenerowania. To całkiem nowe
podejście do regeneracji, niewymagające lekarza, szpitala i zastrzyków.
Regeneracja oparta na diecie leczy twoje ciało, odwołując się do twojego
własnego zapasu komórek macierzystych. Pewne pokarmy zwiększają
aktywność tych komórek i wspierają regenerację, podczas gdy inne mogą je
uszkadzać i pozbawiać mocy. Obezwładnienie komórek macierzystych nie
jest oczywiście pożądanym celem -?chyba że są to komórki macierzyste
raka, a wówczas może to ratować życie. Niektóre pokarmy dobrze sobie z tym radzą. Niezależnie od tego, czy jesteś zdrowy, ale chcesz się
wzmocnić lub po prostu dobrze się starzeć, czy też cierpisz na poważne
przewlekłe niedomagania w rodzaju choroby wieńcowej, choroby Alzheimera,
cukrzycy, czy nawet nowotworu, można za pomocą diety sprawić, by twoje
komórki macierzyste zaczęły działać na rzecz zdrowia. W części II
opowiem ci wszystko o pokarmach, które wpływają na komórki macierzyste,
i o tym, jak je wykorzystać do poprawy własnego zdrowia.
WYBRANE SCHORZENIA, PRZY KTÓRYCH POTRZEBNA JEST REGENERACJA
Autyzm
Niewydolność serca
Choroba Alzheimera
Nowotwory (każdego rodzaju)
Choroba Parkinsona
Osteoporoza
Choroba zwyrodnieniowa stawów
Otępienie naczyniowe
Ciężka miastenia
Porażenie mózgowe
Cukrzyca
Poważne urazy mózgu
Demencja
Schorzenie wątroby
Depresja
Sklerodermia
Dysfunkcja erekcji
Starcze zwyrodnienie plamki żółtej
Hipercholesterolemia
Stwardnienie rozsiane
Łysienie
Udar mózgu
Miażdżyca
Uszkodzenia tkanek głębokich
Miażdżyca tętnic obwodowych
Uszkodzenie rdzenia kręgowego
Niegojące się rany
Utrata wzroku
Niewydolność nerek
Zawał serca
Rozdział 3
Mikrobiom
W czasach wciąż poszerzanych granic
tożsamości ludzkiej mamy jeszcze jedną nową. Nie jesteś już po prostu
człowiekiem -?jesteś holobiontem. Termin holobiont opisuje organizm,
który funkcjonuje jako zbiorowisko wielu różnych organizmów
współżyjących ze sobą ku wzajemnej korzyści. Jesteś holobiontem,
ponieważ twoje ciało nie jest jednostkowym bytem, lecz nadzwyczaj
złożonym ekosystemem obejmującym 39 bilionów bakterii, w większości
pożytecznych, mrowiących się w jego wnętrzu i na jego powierzchni.
Liczba tych bakterii jest zbliżona do liczby komórek twojego ciała
(około 37 bilionów). Łącznie ważą one około półtora kilograma, mniej
więcej tyle, co twój mózg1. Są niezwykle
odporne, opierają się kwasom żołądkowym i chemicznemu piekłu jelit.
W swoim czasie społeczność medyczna uważała mikroorganizmy za złośliwe zarazki chorobotwórcze, które należy usuwać, sterylizować i zabijać antybiotykami. Dziś wiemy jednak, że większość bakterii żyjących w naszym ciele w wyrafinowany sposób przyczynia się do ochrony naszego zdrowia, a nawet wpływa na nasze zachowanie. Nie są bynajmniej dzikimi lokatorami. Prozdrowotne bakterie, łącznie określane jako mikrobiom, tworzą złożony system biologiczny, który wchodzi w różnorodne interakcje z twoimi komórkami i narządami. (W skład tego systemu wchodzą także grzyby, wirusy i tak zwane archeowce, ale w tym rozdziale skupimy się na bakteriach). Z każdym dniem nauka dostarcza nam coraz szerszej wiedzy o świecie
naszego mikrobiomu i o tym, w jaki sposób sprzyja on naszemu zdrowiu, a nawet pomaga przezwyciężać takie choroby jak rak. Niektóre bakterie
jelitowe, takie jak Lactobacillus plantarum, Lactobacillus rhamnosus i Bacillus mycoides, wydzielają hormony, a nawet mózgowe
neuroprzekaźniki, takie jak oksytocyna, serotonina, GABA (kwas
gamma-aminomasłowy) i dopamina. Te substancje aktywizują sygnały mózgu,
co ma znaczący wpływ na nasze nastroje2. Pewne
bakterie uwalniają metabolity chroniące nas przed cukrzycą. Inne
kontrolują wzrost brzusznego tłuszczu. Wykazano też, że żyjąca w jelitach Bifidobacteria osłabia stres i niepokój poprzez szczególną
interakcję z mózgiem3. Bakterie wpływają na
angiogenezę, komórki macierzyste i system odpornościowy. Potrafią nawet
oddziaływać na naszą gospodarkę hormonalną, sprawność seksualną i zachowania społeczne. Mogą pielęgnować nasze komórki albo drażnić je i wywoływać stany zapalne. Stan mikrobiomu może być sprawą życia lub
śmierci, poddania się poważnej chorobie lub uwolnienia się od niej.
Sposób odżywiania się ma zadziwiający wpływ na siłę sprawczą naszego
mikrobiomu. Nasze bakterie żywią się przecież tym, co jemy. Trawią
pokarmy i napoje, które spożywamy, wytwarzając produkty uboczne, które
korzystnie lub szkodliwie oddziałują na nasze zdrowie. Zanim jednak
zagłębimy się w rozważania o wpływie żywności na bakterie, chciałbym
przedstawić to, co już wiemy o tych pożytecznych osadnikach
zamieszkujących nasze ciało. Będzie to zaskakująca, nowa wiedza o ich
pochodzeniu i działalności. Rodzi się medyczna rewolucja, która
zaprzęgnie niewykorzystaną dotąd potęgę mikrobiomu do obrony naszego
zdrowia i leczenia chorób.
Relacje między ludźmi a bakteriami -?dobre i złe
Ludzie ewoluowali na Ziemi równolegle z bakteriami. U zarania gatunku
Homo sapiens, 300 tysięcy lat temu, nasi przodkowie, łowcy-zbieracze,
jedli wszystko, co potrafili zdobyć: ziarna prymitywnych zbóż, orzechy,
warzywa i owoce. Wszystko to zawierało duże ilości błonnika, na którym
pleniły się bakterie4. Żywność była ręcznie
zbierana z pełnej bakterii gleby i roślinności, więc każdy kęs
przełykany przez naszych przodków niósł ze sobą ładunek środowiskowych
mikrobów, który trafiał do ich jelit. Także po pierwszej rewolucji
rolniczej, do której doszło 10 tysięcy lat przed naszą erą, kiedy ludzie
odeszli od łowiectwa i zbieractwa i zaczęli polegać na uprawie roślin,
podstawa ich pożywienia była pochodzenia roślinnego. Ten rodzaj diety,
bogatej w błonnik stanowiący pożywienie mikrobów i pełnej bakterii
pochodzących ze środowiska, ukształtował ewolucyjnie nasze ciała5.
Chociaż nasze losy tak ciasno splatały się z bakteriami, przez większą
część historii ludzie nie zdawali sobie nawet sprawy z ich istnienia,
nie mówiąc już o wiedzy, jaką rolę odgrywają one wewnątrz naszych ciał.
Na przestrzeni ostatnich paru stuleci nauka zmieniła jednak nasze
poglądy na bakterie i ich związki zarówno z chorobami, jak i zdrowiem.
Zaczęło się od chorób. Na wczesnym etapie rozwoju mikrobiologii nasze
zainteresowanie skupiało się na "złych" bakteriach -?i nie bez powodu. W całej historii ludzkości świat pustoszyły epidemie chorób zakaźnych
zabijające prawie każdego, kto znalazł się na ich drodze. W Ciemnych
Wiekach szerzyły się straszliwe choroby, takie jak gorączka tyfoidalna,
dżuma, dyzenteria i trąd, przynoszące cierpienia i śmierć milionom
ludzi. Lekarze tamtych czasów mogli tylko spekulować o przyczynach tych
chorób. Nie zdawali sobie nawet sprawy, że rozprzestrzenianiu się
bakterii sprzyjają złe warunki sanitarne. W większości skupisk ludzkich
na całym świecie odchody, uryna, zepsuta żywność i szkodniki mieszały
się ze sobą w domach i na ulicach, stwarzając bogate siedlisko, w którym
roje bakterii mogły mnożyć się i rozkwitać.
Czas na medyczne "eureka" przyszedł w 1861 roku, gdy w Wiedniu wybuchła
cechująca się dużą śmiertelnością epidemia wśród matek. W pewnej klinice
położniczej wstrząsająca liczba kobiet umierała od infekcji po porodzie.
Ignaz Semmelweis, lekarz z tej kliniki, zaobserwował typowy schemat:
medycy odbierający poród od kobiet, które potem zmarły, przechodzili
bezpośrednio z kostnicy, w której prowadzili autopsje zwłok, do izby
porodowej, by zająć się kolejną matką. Semmelweis zastanawiał się: czy
to możliwe, żeby coś, co zabiło tamte kobiety, mogło wraz z lekarzem
wrócić i sięgnąć po nowe ofiary? Zaproponował nowatorską praktykę: żeby
usunąć zagrożenie, lekarze powinni pomiędzy autopsją a odbieraniem
porodu myć ręce w "antyseptycznym" roztworze. To zadziałało. Odtąd
śmiertelność matek ograniczała się do pojedynczych przypadków6.
Odkrycie Semmelweisa było punktem zwrotnym rozwoju sanitarnych procedur
medycznych. Następnym kamieniem milowym było sformułowane przez Josepha
Listera (od jego nazwiska pochodzi nazwa płynu do płukania ust)
ostrzeżenie, że mycie rąk to za mało. Wszystkie narzędzia chirurgiczne
również muszą być sterylizowane w roztworze chemicznym7. W rezultacie zmalała liczba przypadków gangreny po
zabiegach chirurgicznych. Tego rodzaju innowacje doprowadziły do
ustanowienia surowych standardów sanitarnych w szpitalach, na salach
operacyjnych i w gabinetach lekarskich, które dziś uważamy za
oczywistość i które wciąż ratują życie milionów ludzi.
Lecz miało to niezamierzone konsekwencje. Im dokładniej udawało się
kontrolować i eliminować bakterie wywołujące infekcje, tym bardziej
upowszechniał się pogląd, że wszystkie bakterie są szkodliwe. Rozpoczęła
się era bakteriofobii, która trwa aż do dzisiaj. Większość z nas
wychowała się w przeświadczeniu, że powinniśmy likwidować bakterie i unikać ich, kiedy tylko się da. W środowisku medyków i w powszechnej
świadomości utrwaliło się przekonanie, że bakterie są niebezpieczne i trzeba je niszczyć za pomocą antybiotyków. Środki dezynfekujące i odkażające oraz mydła antybakteryjne zadomowiły się w naszych
łazienkach. W produkcji żywności powszechną praktyką stały się
stosowanie pestycydów, pasteryzacja oraz podawanie antybiotyków żywemu
inwentarzowi. Środki te zabijały bakterie bez wyboru. W gruncie rzeczy
wprowadzenie antybiotyków zrewolucjonizowało współczesną medycynę -
oddając w ręce lekarzy, szpitali i innych placówek ochrony zdrowia na
całym świecie potężne, ratujące życie narzędzie zwalczania bakterii,
wyeliminowało niemal całkowicie niszczące epidemie z przeszłości.
Jednakże w ciszy laboratoriów nauka dokonywała odkryć niezgodnych z intuicją. Niektóre bakterie są zbawienne dla naszego zdrowia i życia.
Już w 1907 roku wybitny rosyjski zoolog Ilja Miecznikow zaczął
kwestionować ortodoksyjny pogląd, iż "wszystkie bakterie są szkodliwe".
Podczas epidemii cholery szerzącej się we Francji w 1892 roku Miecznikow
mieszał różne rodzaje bakterii w szalce Petriego i odkrył, że niektóre z nich stymulują rozwój cholery, ale ku jego zaskoczeniu inne ją
powstrzymują8. Naprowadziło go to na myśl, że
połykanie pewnych typów pożytecznych bakterii może zapobiegać poważnym
chorobom. Był również uderzony faktem, że pewni ludzie dożywają późnej
starości pomimo surowych wiejskich warunków życia i niskiego poziomu
higieny wynikającego z ubóstwa. W Bułgarii, jak odnotował, trafiają się
wieśniacy żyjący powyżej stu lat. Zauważył, że ci najstarsi pijają
sfermentowany jogurt zawierający bakterie Lactobacillus bulgaricus.
Miecznikow przypuszczał, że tajemnicą tej długowieczności jest
spożywanie zdrowych bakterii. Historia przyznała mu rację (zdobył on
także w 1908 roku Nagrodę Nobla za swoje pionierskie prace w dziedzinie
immunologii).
Nauka o mikrobiomie
Dzisiaj mikrobiom uchodzi za jedną z najbardziej fascynujących i płodnych dziedzin badań medycznych. Ten kierunek szybko się rozwija. W 2000 roku ukazały się zaledwie siedemdziesiąt cztery artykuły naukowe na
temat mikrobiomu. W 2017 roku opublikowano ich ponad 9600. Postęp nauki
jest tak szybki, że nie ma sposobu, by ująć jej wyniki w kilku prostych
punktach. O naszym bakteryjnym ja będą pisane całe encyklopedie i wiedza
ta zmieni nasze wyobrażenia o zdrowiu, praktykę medyczną, politykę w dziedzinie ochrony zdrowia oraz sposób tworzenia i testowania nowych
produktów przez przemysł spożywczy i farmaceutyczny.
Wybrałem do omówienia te wyniki najnowszych badań, które pomogą ci już
dzisiaj w podejmowaniu lepszych decyzji kulinarnych. Kiedy będę mówił o różnych rodzajach żywności i bakteriach, na które mają one wpływ, dla
ułatwienia ograniczę się do wymienienia kilku wybranych bakterii
sprzyjających zdrowiu. To świadome uproszczenie nadzwyczaj
skomplikowanego materiału pomoże ci oswoić się z mikrobiomem bez
zagłębiania się w taksonomię i metagenomikę.
Gdybyś pierwszy raz w życiu szedł do zoo, radziłbym ci skupić się na
najważniejszych atrakcjach, zamiast rozpatrywać wszystkie szczegóły
prezentowanych zwierząt. Na łacińskich nazwach bakterii można sobie
połamać język i trudno je zapamiętać. Warto jednak do nich przywyknąć,
ponieważ w istocie są one częścią ciebie. Nie ma wątpliwości, że kiedyś
nazwy pożytecznych bakterii będą znane nawet dzieciom ze szkoły
podstawowej.
Actinobacteria, Bacteroidetes, Firmicutes, Lactobacillus,
Proteobacteria... Oto kilka gatunków, o których tu przeczytasz, ale to
dopiero początek. Szacuje się, że na świecie występuje ponad miliard
gatunków bakterii. Ogromna większość z nich nie ma bezpośrednich
związków z ludźmi, ale wiele wyewoluowało tak, by mogły żyć w naszych
ciałach. Znamy ponad tysiąc gatunków bakterii jelitowych. Ponad pięćset
gatunków znaleziono w ludzkich ustach, przy czym konkretna osoba ma ich
zwykle co najmniej dwadzieścia pięć. Jeden mililitr śliny (mniej więcej
jedna piąta łyżeczki do herbaty) zawiera do 100 milionów takich
bakterii9. Jest ich więc prawie trzy razy więcej
niż mieszkańców obszaru metropolitalnego Tokio (37 milionów ludzi).
W celu rozwikłania zagadek mikrobiomu Narodowe Instytuty Zdrowia podjęły
w 2008 roku Projekt Poznania Ludzkiego Mikrobiomu, inspirowany przez
wcześniejszy Projekt Poznania Ludzkiego Genomu10. W jego ramach przygotowano przełomową publikację
dokumentującą skład mikrobiomu u 242 osób. Ukazała się ona w 2012 roku w prestiżowym piśmie naukowym "Nature". Przebadano różne części ciała
ochotników w wielu różnych sytuacjach. Próbkowano między innymi usta,
nos, skórę, jelita i drogi płciowe. Badacze stwierdzili ogromną
różnorodność mikroorganizmów. Nie tylko poszczególne jednostki silnie
różniły się między sobą ilością i składem gatunkowym flory bakteryjnej,
lecz również bakterie występujące w poszczególnych częściach ciała
jednej osoby były mocno zróżnicowane. Żadna określona grupa bakterii nie
była wspólna dla wszystkich badanych, nawet tych w pełni zdrowych11.
Zróżnicowanie mikrobiomu to ważna oznaka zdrowia. Różnorodna flora
bakteryjna skuteczniej współpracuje na rzecz ochrony zdrowia, tak samo
jak korzystna jest różnorodność ludzkiej społeczności. Im więcej i bardziej zróżnicowanych bakterii w sobie nosimy, tym jesteśmy zdrowsi.
Podobnie jak oszałamiająca urodą rafa koralowa, która roi się od różnych
gatunków żyjących ze sobą w ścisłym związku, nasz mikrobiom jest
ekosystemem, którego istnienie zależy od subtelnej równowagi pomiędzy
poszczególnymi członkami społeczności, tolerującymi się wzajemnie i współpracującymi na rzecz naszego zdrowia.
Mikrobiom wpływa na nasze zdrowie na wiele sposobów, między innymi
poprzez substancje, które produkuje, przetwarzając żywność przechodzącą
przez nasze wnętrzności. Najbardziej znanym wytworem bakteryjnej
przemiany materii są tak zwane nasycone kwasy tłuszczowe (SCFA). Są one
produktem ubocznym trawienia przez bakterie błonnika roślinnego. (Kiedy
słyszysz o "prebiotykach", często chodzi właśnie o ten błonnik, którym
żywią się bakterie wytwarzające SCFA). Stwierdzono, że SCFA pełnią
zadziwiającą liczbę funkcji prozdrowotnych. Chronią jelita i twoje
ogólne zdrowie dzięki swoim właściwościom przeciwzapalnym, zwiększają
też zdolność twojego ciała do trawienia glukozy i lipidów12. Poprawiają funkcjonowanie układu odpornościowego,
wpływają na angiogenezę i komórki macierzyste, stanowiąc w ten sposób
połączenie między czterema systemami obrony zdrowia. Lactobacillus i Bifidobacteria uważane są za pożyteczne właśnie dlatego, że wytwarzają
SCFA.
Każdy z trzech głównych związków SCFA -?propionian, maślan i octan -
odgrywa w ciele odrębną rolę. Na przykład propionian może obniżać poziom
cholesterolu, łagodzić stany zapalne, zapobiegać tworzeniu się płytek
miażdżycowych w tętnicach i wspierać procesy trawienne13. Aktywizuje również komórki układu
odpornościowego13. Maślan jest głównym źródłem
energii dla komórek jelita grubego, chroni jego zdrowie i również ma
działanie przeciwzapalne. Ponadto stymuluje angiogenezę, przyspieszając
gojenie ran, i kieruje komórkami macierzystymi zamieniającymi się w komórki komkretnych narządów15. Octan jest
uwalniany do tkanek peryferyjnych, gdzie stymuluje wydzielanie leptyny -
hormonu sytości tłumiącego poczucie głodu16.
Inne produkty mikrobiomu również sprzyjają naszemu zdrowiu. Na przykład
bakteria Lactobacillus plantarum wytwarza metabolity stymulujące
reakcję przeciwzapalną jelitowych komórek macierzystych17. Łagodzi to podrażnienie jelit i stwarza warunki do
leczenia schorzeń. Podczas badań nad kimczi, pikantnym koreańskim
specjałem, stwierdzono, że zawiera on kultury Lactobacillus plantarum,
których produkty chronią przed grypą typu A18.
Lignany to roślinne polifenole służące jako prebiotyki. Są one przez
mikrobiom jelitowy przetwarzane w bioaktywne substancje znane jako
enterodiol i enterolaktol. Wykazano, że powstrzymują one rozwój raka
piersi19. P-krezol i hipuran to kolejne
powstające w jelitach metabolity, które obniżają stres i niepokój (można
ten efekt wzmocnić, jedząc czekoladę)20. Badacze
z Uniwersytetu Wschodniej Finlandii odkryli, że dieta obfitująca w produkty pełnoziarniste i błonnik stymuluje bakterie do wytwarzania
kwasu indolepropionowego, jeszcze jednego metabolitu, który chroni przed
cukrzycą typu 221.
A oto odwrotna strona medalu. Niektóre substancje wytwarzane przez nasz
mikrobiom mogą być toksyczne, więc powinniśmy zadbać o ograniczenie ich
produkcji. Na przykład bakteria Desulfovibrio wytwarza siarkowodór,
związek wydzielający się w wulkanach i gorących źródłach, który cuchnie
jak zepsute jaja. Jest on silnie toksyczny dla naszych jelit. Uszkadza
ich wyściółkę uszczelniającą, która zaczyna przeciekać jak dziurawy
płaszcz przeciwdeszczowy, przepuszczając cząstki pokarmów i odchodów na
zewnątrz jelita. Wywołują one w otoczeniu jelita stany zapalne, co może
doprowadzić do alergicznych reakcji na pokarmy, a nawet zapalenie
okrężnicy. Nic dziwnego, że bakterie produkujące siarkowodór są
znajdowane w stolcu pacjentów cierpiących na tę chorobę22.
Gdzie one siedzą?
Twój mikrobiom pleni się wszędzie, zwłaszcza na skórze i w jamach ciała.
Sprzyjające zdrowiu bakterie żyją na twoich zębach, dziąsłach, języku i migdałkach, w nosie, w płucach, w uszach, w waginie, ale przede
wszystkim w przewodzie pokarmowym.
Przewód pokarmowy to rura długości w przybliżeniu trzydziestu metrów (to
tyle co dwie półciężarówki). Zaczyna się od ust i kończy na odbycie. Po
drodze są żołądek, jelito cienkie i jelito grube. To ostatnie to jedno z głównych siedlisk mikrobiomu. Całą jego wewnętrzną powierzchnię pokrywa
ochronna warstwa śluzu. Tworzy ona barierę zatrzymującą wszelkie
szkodliwe substancje, które zjesz lub które zostaną wytworzone przez
mikrobiom. Jelitowe bakterie oddziałują zarówno na śluz, jak i na
wyściółkę. Niektóre z nich świetnie się rozwijają w śluzie. Przewód
pokarmowy to znacznie więcej niż tylko miejsce trawienia żywności. Jest
to ośrodek dowodzenia twoim zdrowiem, którym rządzi mikrobiom.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki