4
Skręciliśmy w kierunku kościoła w kukkojärvi i zaparkowaliśmy obok nordina.
Kościół znajdował się na wzgórzu. Nagrobki opadały równiutkimi rzędami ku rzece.
Krewni aatki zajęli się pogrzebem. My mieliśmy się tu tylko zjawić.
Mróz nie zabrał jeszcze całej roślinności. Liście na drzewach płonęły kolorami ze skraju skali. Ostatnie promienie słońca gasły nad kościołem.
Weszliśmy i usiedliśmy na samym przodzie. Ludzie zapełnili ławki za naszymi plecami. Garnitury majstrowały coś przy ołtarzu. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam nieznane mi twarze. Starców młodzież rodziny z dziećmi. Cicho rozmawiali i kiwali do nas głowami jakbyśmy podzielali ich smutek. Kobiety miały włosy zakryte chustkami.
Gdzie my jesteśmy spytałam brora. Nic nie czaję.
Jesteśmy w aatczyźnie. Opowiadała o tutejszej wspólnocie. Tradycja najwyraźniej ma się tu dobrze. Rozejrzał się. Odwzajemnił pełne współczucia uśmiechy. Siedział tak blisko mnie że czułam jego kościste ramię przy swoim kościstym ramieniu.
Kim są ci wszyscy ludzie nie przestawałam się dziwić. Aatka nie mogła ich przecież znać.
Miała dziewięcioro rodzeństwa odparł bror.
Matka odeszła w zapomnienie.
Jakoś źle się czuję z tym że leży sama w drewnianej skrzyni dodał. Ta skrzynia nie jest nawet oheblowana.
Niedługo robaki odkryją że nogi ma równie chude jak ręce i szyję odparłam.
Przestań skarcił mnie. Wiem że czujesz to samo co ja. Zawsze wiem co czujesz.
Miał rację ale nie powiedziałam mu tego. Chciałam ściągnąć z siebie pogrzebową marynarkę i okryć nią trumnę niczym kocem.
Rozdzwoniły się kościelne dzwony. Czekaliśmy na preludium pierwszego psalmu ale nadaremno żadne preludium nie rozbrzmiało. Zgromadzenie wstało. My też. Zaśpiewaliśmy psalm blott en dag bez akompaniamentu organów. Nie było tragedii. Wyszło po prostu inaczej.
Dwa z trzech garniturów usiadły.
Trzeci jak się zdawało najważniejszy przypiął sobie mikrofon i rozejrzał się po zebranych. Sprawiał wrażenie jakby napawał się tą sytuacją. Scena była jego. Władza była jego na wieki wieków amen.
Dni człowieka są policzone zaczął. Nie mamy wpływu na to jak długo dane nam będzie żyć. Ale możemy wpływać na to jak będzie wyglądało nasze życie.
A to nie jedno i to samo spytałam.
Ciii uciszył mnie bror. Posłuchaj tego kaznodziei ma chyba wyjątkowo coś sensownego do powiedzenia.
Grzech i błogosławieństwo idą ze sobą w parze prawił garnitur. Grzeszymy ale grzechy zostają nam odpuszczone. Grzechy kroczą za nami dokądkolwiek się udajemy. Diabeł za nami kroczy dokądkolwiek się udajemy. Zastawia na nas pułapki w które łatwo wpaść. I większość z nas wpada w nie każdego dnia. To te drobne kłamstewka kiedy kobiety mówią mężom że jedzenie im nie wyszło. Kiedy dzieci sprzeciwiają się rodzicom. Gdy nastolatkowie nie wracają do domu o umówionej porze.
To takie małe grzechy. Ludzie proszą o ich odpuszczenie. Bóg odpuszcza ale żąda żeby więcej się nie powtórzyły. Powtarzające się grzechy się odkładają. Tworzą wieżę babel. Kiedy ta się wali wy marni ludzie prosicie o odpuszczenie grzechów. Biczujecie się i obiecujecie że już nigdy więcej nie dopuścicie się grzechów słabego człowieka. Ale to nigdy więcej zmienia się zawsze w coraz więcej. Raz za razem diabeł otwiera przed wami zapadnie byście w nie wpadali. I to was przerasta. Diabeł znajduje się o krok przed wami i ma to pewien sens. Bez grzechu nie ma zbawienia. Bez wyznania grzechów nie ma łaski.
Wyciągnął nad naszymi głowami ręce przyodziane w marynarkę.
Bez grzechu nie ma zbawienia zawołał przed siebie a jego głos poniósł się po kościele. Bez wyznania grzechów nie ma łaski.
I wierni mu odpowiedzieli.
Bez grzechu nie ma zbawienia. Bez wyznania grzechów nie ma łaski.
W kościele zapanowało poruszenie. Za nami ludzie szlochali nad swoim grzesznym życiem. Lamentowali i kołysali się jakby właśnie skazano ich na ukamienowanie. O kobiecie w trumnie najpewniej zapomnieli.
Pochyliłam się do brora. W pierwszej chwili nie usłyszał co powiedziałam.
Co za farmazony powtórzyłam nieco głośniej. Odsunął się ode mnie.
Garnitur stopniowo podnosił głos.
Sirirahanni powiedział. Albo sirikippo jak zwała się odkąd wbrew wspólnocie wyszła za mąż za południowca. Nigdy nie rozprawiła się z życiem w grzechu. Wręcz przeciwnie zbywała wszelkie oskarżenia chcąc uchodzić za bezgrzeszną. Zamiast pochylić głowę przed mężem któremu oddała swoje ciało i przyjąć na siebie karę za grzechy została więźniarką zaplątaną w diabelskie sieci. Zamiast poprosić o odpuszczenie grzechów i cieszyć się łaską pana upierała się przy swojej niewinności i obarczała winą świętego męża.
Czoło świeciło mu od potu. Oczy lśniły a przez ciało przechodziły dreszcze. Tak go rozpaliły jego własne słowa że trząsłby się cały i szlochał gdyby tylko wypadało.
Przez rzędy ław niosły się płacze i jęk.
Po twarzy brora spokojnie spływały łzy.
We mnie narastał gniew. Chęć wywrócenia chrzcielnicy i rozsypania tacy. Kiedy przyjrzałam się dokładniej brorowi zobaczyłam że nie płacze z żalu. Nie smucił się. Był poruszony w błogo niebiański sposób.
Niepotrzebnie szturchnęłam go w bok aż tak mocno.
Co robisz syknął. Musisz niszczyć ten piękny moment. Nie słyszysz że ludzie opłakują z nami naszą stratę.
Różne rzeczy leżały mi na sercu ale wierni właśnie powstali.
Nieskończoną łaskę dał nam pan
I dzisiaj daje mi.
Zbłądziłem on do domu przywiódł mnie
Ślepemu przywrócił wzrok.
Po zakończeniu psalmu zmówiliśmy po cichu modlitwę. Garnitur modlił się z otwartymi oczami znów unosząc ręce. Jakby uczestniczył w widowisku muzycznym w skansenie. Allsa?ng-pa?-skansen w wersji-z-kukkojärvi.
Po czterdziestu dziewięciu latach siri zdecydowała się wrócić do domu. Wrócić do nas. Zdecydowała się prosić o odpuszczenie grzechów. Sirirahanni zwrócił się do aatki. Grzechy zostają ci odpuszczone. Zostajesz obdarzona łaską. Masz wolną drogę żeby iść do pana.
Płacz ucichł. Kobiety poprawiły chusty. Ludzie się uspokoili.
Wszyscy poza brorem. On teraz naprawdę płakał. Uszedł ze mnie gniew. Wcisnęłam mu dłoń pod rękę.
Będzie dobrze powiedziałam tak jak tyle razy wcześniej.
Będzie dobrze.
Garnitur zajął miejsce na krześle w tle. Pałeczkę przejęła zwyczajna sutanna.
Odchrząknięcie.
Sirirahanni była najmłodszym z dziesięciorga dzieci zaczął sutanna. Ale kiedy rodzice zachorowali to właśnie jej przyszło się nimi zająć. Niedługo po tym jak ojciec i matka odeszli z tego świata sirirahanni opuściła rodzinną wieś żeby podjąć pracę i móc samej związać koniec z końcem. W smal?nger spotkała przyszłego męża erikakippa. Bóg pobłogosławił ich dwojgiem dzieci.
Dwojgiem dzieci albinosów pomiotów diabła dopowiedziałam.
Daj spokój obruszył się bror. Jeszcze cię usłyszą.
Sirirahanni była oddaną żoną i matką a przy tym na zawsze zachowała w sercu rodzinne strony. Wystarczy spojrzeć na te piękne hafty które zdobią nasz dom parafialny żeby się o tym przekonać.
Niech cię pan błogosławi i strzeże.
Pomódlmy się.
Modliliśmy się za aatkę.
Amen.
Teraz każdy kto tylko zechce może pożegnać się osobiście ze zmarłą.
Kolce wbijały nam się w dłonie. Na stacji benzynowej w r?ne kupiliśmy róże żeby mieć co położyć na trumnie. Ani na niej ani obok niej nie było kwiatów. Nie było też świeczników z trzepoczącymi płomieniami ani innych dekoracji. Jedynie drewniana skrzynia która wręcz prosiła się o jakąś ozdobę. Wstałam.
Chodź szepnęłam. Chcę położyć na trumnie róże.
Bror zaczął się wiercić i rozglądać po otoczeniu. Otoczenie patrzyło na niego.
A co jeśli to nie tak ma być spytał.
Mam to gdzieś odparłam i podeszłam do trumny. Bror ruszył za mną.
Położyliśmy kwiaty na krzyż.
Nie byłaś dobrą aatką powiedziałam. Ale wiem że ten garnitur się myli.
Żegnaj mamo powiedział bror. Wiesz że ja. Załamał mu się głos i znów wstrząsnął nim płacz.
Przez spazmy nogi ledwo go niosły. Pociągnęłam go z powrotem do ławek.
No chodź później będziesz ją opłakiwać popędziłam go. Musimy spadać. Pomyśl tylko o dużym mocnym piwie. O dużym zaparowanym kuflu mocnego piwa kusiłam ale moja przynęta tylko pogorszyła sprawę. Bror płakał teraz jak krnąbrne dziecko i nie chciał się ruszyć.
Mamo zawołał w stronę trumny. Mamo.
Ludzie zgromadzili się wokół nas. Czułam jak ich ciała uciskają próżnię i podpierają brora niczym kule.
W zgiełku pośród chust i garniturów nie było tlenu ani przebaczenia.
Bror wszedł na aatkę jak na pomost. To ona dłubała przy zasłonach i podawała oocu jedzenie i alkohol życząc mu smacznego.
To aatka w chuście. I bror.
Idziemy zarządziłam ale bror zgubił się gdzieś w mocnych uściskach i skorych do pieszczot dłoniach chust. Pociągnęłam go za rękę. Wyrwał się. Przepchnęłam się przez tłum. Głównym przejściem wybiegłam na plac przed kościołem i ruszyłam na parking do samochodu. Przekręciłam kluczyk w stacyjce dżipa. Silnik kilka razy zakaszlał i padł.
Ktoś zapukał w szybę. Opuściłam ją.
Szwankuje.
Déja vu pomyślałam.
Spodnie myśliwskie ze skórzanymi łatami na kolanach poprosiły mnie żebym otworzyła klapę. Spróbuj teraz powiedziały i dżip odpalił równie niezawodnie jak mruczy kot.
Jussirahanni przedstawiły się spodnie. Podał mi rękę przez okno. Musisz być zapewne janąkippo. Jesteśmy kuzynami.
Nie jesteśmy do siebie podobni zauważyłam.
To prawda. Jesteś bardziej kippo przyznał. Ze mnie jest wykapany rahanni.
Sięgnął do kieszeni. Wyjął puszkę ze snusem i mnie poczęstował.
Nie lubię snusu.
Najwyższa pora polubić.
Może i tak odparłam i uformowałam palcami grudkę po czym wcisnęłam ją sobie pod wargę.
Drobinki tytoniu zawirowały mi w ustach. Dziąsła zapiekły.
Najpierw zrobiło mi się gorąco. Potem ogarnęły mnie mdłości. Otworzyłam drzwi samochodu i zwymiotowałam na wymyślnie przystrzyżony świerk.
Proszę powiedział kiedy zwróciłam ostatni kawałek hot doga ze stacji benzynowej w r?ne. Wyciągnął z kieszeni chustkę i mi ją podał.
Dzięki stęknęłam i wysmarkałam się staromodnie w kraciasty materiał.
Gdzie planujecie się zatrzymać.
Nie wiedziałam gdzie będziemy spali. Przyjechaliśmy tu nawet się nie zastanawiając nad noclegiem jedzeniem czy jutrzejszym dniem.
Aatka. Ta którą właśnie pochowaliśmy pisała że mamy we wsi dom. Może tam.
Nie to wykluczone powiedział jussirahanni. Możecie przenocować u mnie. Jedliście już coś.
Dopiero co widziałeś nasz dzisiejszy jadłospis zauważyłam.
W kościele rozdzwoniły się dzwony.
Żałobnicy zaczęli wypełzać na plac. Najpierw szła trumna z aatką. Tuż za nią ksiądz i bror podtrzymywany przez jakąś kobietę.
Jussirahanni popatrzył na zbocze na którym aatka zdecydowała się spocząć.
Możemy iść tam razem zaproponował.
Z prochu powstałaś wydeklamował ksiądz.
Ty przyleciałeś z marsa pyskowałam.
W proch się obrócisz.
In pulverem reverteris powiedział jussirahanni.
Ksiądz użył szufelki. Pozostali garści. Rozsypałam trochę ziemi po wieku trumny.
Świeżo wykopaną piaszczystą glebę czuć było hematytem.
Bror stał pośród nowych przyjaciół. Ja i jussirahanni wróciliśmy na parking inną drogą. Miło było wyjść z tego pogrzebu.
Czytałam napisy na kamieniach. Kolejne pokolenia rodziły się i umierały. Niektóre nazwiska pojawiały się częściej niż inne.
Wreszcie bror podszedł do samochodu. Na plecach trzymała mu rękę ta sama chusta co wcześniej. Odwrócił wzrok i wskoczył na siedzenie jak zawstydzone dziecko.
Kobieta obeszła samochód i mnie też podała rękę. Marta przedstawiła się. Jesteśmy kuzynkami.
Nie jesteśmy do siebie podobne.
Fakt przyznała ale może mamy podobne wnętrze.
Taa akurat pomyślałam.
Zajmij się teraz bratem i do usłyszenia jutro.
Skinęłyśmy sobie głowami tak jak kiwa się obcym.
Jedź za mną powiedział jussirahanni i skierował kroki do pickupa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki