Jego orgazm później. Jak zadowolić mężczyznę - Ian Kerner

-
Proszę czekać

WSTĘP: Kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście

Uwaga: Książka ta nie jest wska­zana dla kobiet cier­pią­cych na lęk wyso­ko­ści.

Pozwolę sobie wyja­śnić: jeśli kie­dy­kol­wiek zda­rzy ci się zna­leźć na prze­pra­wie przez Capi­lano River w kana­dyj­skim sta­nie North Van­co­uver, będziesz miała do wyboru dwa mosty. Pierw­szy z nich zde­cy­do­wa­nie nie jest prze­zna­czony dla ludzi o sła­bych ner­wach. Sze­roki na zale­d­wie pół­tora metra, a długi na ponad sto trzy­dzie­ści metrów most Capi­lano Canyon Suspen­sion zbu­do­wany jest tylko z lin oraz desek i koły­sze się groź­nie na wie­trze jakieś sie­dem­dzie­siąt pięć metrów nad spie­nio­nymi kaska­dami rwą­cej wody - scena jakby żyw­cem wyjęta z filmu Hitch­cocka Zawrót głowy. Jakiś wybór? Tak, jest - solid­nej kon­struk­cji most przę­słowy, umiesz­czony trzy metry nad lustrem wody.

W 1974 roku dwaj znani psy­cho­lo­go­wie Arthur Aron i Donald Dut­ton wyko­rzy­stali te mosty w pew­nym genial­nym eks­pe­ry­men­cie, który miał na celu zgłę­bie­nie tajem­ni­czej natury pociągu sek­su­al­nego. Został on nie­for­mal­nie nazwany Stu­dium roz­ko­ły­sa­nego mostu, lecz ja wolał­bym posłu­żyć się tu okre­śle­niem test "Jeśli ma taką ochotę".

Dwu­czę­ściowy eks­pe­ry­ment prze­bie­gał mniej wię­cej tak - w pierw­szym dniu, ile­kroć jakiś samotny męż­czy­zna posta­na­wiał przejść przez wiszący most, w samym środku prze­prawy zacze­piała go piękna młoda kobieta. Przed­sta­wiała się jako pro­wa­dzący bada­nie psy­cho­log, po czym pytała, czy nie zechciałby wziąć udziału w krót­kim son­dażu.

W dru­gim dniu ta sama kobieta wyko­ny­wała iden­tyczne czyn­no­ści, zacze­pia­jąc męż­czyzn na sta­bil­nym moście.

Cał­kiem pro­ste, prawda? W tym wszyst­kim kryła się jed­nak mała sztuczka. Kiedy każdy z męż­czyzn wypeł­nił ankietę, kobieta wrę­czała mu swój numer tele­fonu i mówiła, że może do niej zadzwo­nić jesz­cze tego wie­czoru, by zapy­tać o wynik... jeśli ma taką ochotę.

O czym nie wie­dzieli badani, praw­dziwy eks­pe­ry­ment nie opie­rał się na odpo­wie­dziach udzie­lo­nych przez męż­czyzn w ankie­cie, ale na tym, co nastę­po­wało póź­niej. Aron i Dut­ton posta­no­wili spraw­dzić, który z męż­czyzn zate­le­fo­no­wał do pięk­nej pani psy­cho­log i, co waż­niej­sze, dla­czego to uczy­nił. Innymi słowy, przed­mio­tem ich stu­dium nie było samo spo­tka­nie na moście, ale spo­sób, w jaki to wyda­rze­nie wpły­nęło na dal­szy bieg wypad­ków. Naukowcy chcieli zba­dać fun­da­menty sek­su­al­nego pożą­da­nia, nie tylko od strony mecha­ni­zmu kie­ru­ją­cego roz­mową męż­czyzny z atrak­cyjną dziew­czyną. Inte­re­so­wało ich rów­nież to, jak pierw­sze spo­tka­nie prze­obra­ziło się w dłu­go­trwałe pra­gnie­nie bli­skiego kon­taktu. Czy dresz­czyk emo­cji towa­rzy­szący prze­cho­dze­niu przez roz­ko­ły­sany most, w prze­ci­wień­stwie do pro­za­icz­nego prze­ży­cia, jakie daje solidna kon­struk­cja mostu sta­bil­nego, wzmaga siłę roman­tycz­nego przy­cią­ga­nia?

Gdyby posłu­żyć się ter­mi­no­lo­gią fachową - Aron i Dut­ton testo­wali kon­cep­cję zwaną nie­wła­ści­wym przy­dzia­łem, znaną rów­nież jako teo­ria prze­nie­sie­nia pod­nie­ce­nia.

Dawne emo­cje, wywo­łane przez jakąś sytu­ację - powiedzmy, przej­ście po chy­bo­tli­wym moście - mogą wzma­gać będący ich następ­stwem stan emo­cjo­nalny (w tym przy­padku jest to wspo­mnie­nie spo­tka­nia z piękną panią "psy­cho­log"). Albo też, ujmu­jąc to w prost­sze słowa - czy adre­na­lina spra­wia, że łatwiej ule­gamy roz­tkli­wie­niu?

Jaka jest odpo­wiedź? Oczy­wi­ście, że tak.

Aron i Dut­ton odkryli, że męż­czyźni zacze­pieni na roz­ko­ły­sa­nej kładce, w porów­na­niu z panami z solid­nego mostu, nie tylko czę­ściej dzwo­nili do pani psy­cho­log w spra­wie wyni­ków ankiety, ale byli o wiele bar­dziej skłonni, by umó­wić się z nią na randkę!

Wrócę do tego eks­pe­ry­mentu nieco póź­niej, oma­wia­jąc rolę, jaką pod­nie­ce­nie i ory­gi­nal­ność odgry­wają w pro­ce­sie pobu­dza­nia naszego natu­ral­nego "sek­su­al­nego oka­blo­wa­nia". Naszki­cuję wtedy rów­nież moje wła­sne podej­ście do wspa­nia­łego seksu przez pry­zmat pomy­słu z roz­ko­ły­sa­nym mostem (bez obaw, nie cho­dzi mi o upra­wia­nie go pod­czas sko­ków na bun­gee - cho­ciaż praw­do­po­dob­nie nie byłoby to bole­sne, łatwo tu o wypa­dek).

Opie­ra­jąc się na mym doświad­cze­niu w pracy z parami, jestem z całego serca prze­ko­nany, że pod war­stwami ozdob­nej pościeli, jaka okrywa nasze mał­żeń­skie łoża, znaj­duje się taki roz­ko­ły­sany most, ocze­ku­jący w peł­nej goto­wo­ści na ryzy­kowne poczy­na­nia. Wszak więk­szość z nas wie­dzie swoje życie sek­su­alne, prze­cho­dząc po trwa­łej, sta­bil­nej kon­struk­cji, i czę­sto nie zda­jąc sobie z tego sprawy. Jako wasz zaprzy­jaź­niony sek­su­olog i tera­peuta z sąsiedz­twa posłużę wam pomocą w wyko­na­niu owego ogrom­nego kroku ponad spie­nio­nymi kaska­dami sza­le­ją­cymi na dnie prze­pa­ści, kroku pozwa­la­ją­cego wkro­czyć na roz­ko­ły­sany most pożą­da­nia wiszący pod samym nie­bem.

Nim jed­nak zaczniemy poważ­nie roz­trzą­sać temat, pozwolę sobie na odro­binę poezji opie­wa­ją­cej kobiety na roz­ko­ły­sa­nym moście.

Oto Beatry­cze Dan­tego, Daisy Gatsby'ego, to Ginewra, Julia, Helena i Eury­dyka... Albo, patrząc na to z bar­dziej współ­cze­snej per­spek­tywy, kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście jest Ange­liną, byłą żoną Billy'ego Boba, są to Nicole i Katie, żony Toma, była i obecna, obie połą­czone w jedno, to Jes­sica, była żona Nicka (zanim jesz­cze popa­dła w ano­rek­sję i zaczęła kła­mać na potęgę), to Jen­ni­fer, żona Brada - to zna­czy, chyba Ange­lina...1 No dobra, po krót­kim zasta­no­wie­niu docho­dzę do wnio­sku, że lepiej jed­nak pozo­stać przy kla­syce.

Łapiesz, o co cho­dzi? Kobieta na roz­ko­ły­sa­nym moście to przę­dza, z któ­rej utkane są marze­nia, to złoto, z któ­rego wykuta jest miłość od pierw­szego wej­rze­nia. Jest sek­sowna i pod­nie­ca­jąca - to ucie­le­śnie­nie atrak­cyj­no­ści i czy­sta esen­cja powabu.

Wierz­cie w to albo i nie, ale naj­więk­szym atu­tem kobiety na roz­ko­ły­sa­nym moście nie jest jej uroda ani jej ciało. To jej mózg. To jej wie­dza na temat psy­cho­lo­gii sek­su­al­nej oraz umie­jęt­ność jej zasto­so­wa­nia - to roze­zna­nie, na który z mostów należy wkro­czyć w pierw­szej kolej­no­ści.

Cel, jaki chcę osią­gnąć na stro­nach tej książki, jest o wiele bar­dziej ambitny niż tylko dostar­cze­nie wam zbioru atrak­cyj­nych porad i tech­nik sek­su­al­nych. Chcę dać wam wię­cej niż spo­sób postę­po­wa­nia. Chcę dać wam wizję, spo­sób na to, jak myśleć i być.

Nie­za­leż­nie od tego, jaki jest twój wygląd, twoje ciało i wiek, czy jesteś samotna, czy masz part­nera, czy wybie­rasz się na swoją trze­cią, czy trzy­ty­sięczną randkę, nie chcę niczego poza tym, by uczy­nić z Cie­bie kobietę z roz­ko­ły­sa­nego mostu.

Przed­mowa

Inspi­ra­cja do napi­sa­nia Jego orgazm póź­niej poja­wiła się w podroży, kiedy jeź­dzi­łem po całym kraju, pro­mu­jąc książkę Jej orgazm naj­pierw. Na każ­dym z eta­pów tej rekla­mo­wej wyprawy kobiety przy­cho­dziły do mnie z pyta­niami i komen­ta­rzami.

Wiele z nich owład­nęła bez reszty filo­zo­fia zawarta w Jej orgazm naj­pierw, jed­nak potrze­bo­wały wska­zó­wek co do tego, jak spra­wić, by ich faceci prze­czy­tali tę książkę bez urazy. Jest to temat, do któ­rego powrócę póź­niej - jak obcho­dzić się z takim wszyst­ko­wie­dzą­cym na temat seksu, który tak naprawdę nie wie nic. Inne dzię­ko­wały mi za swoje fan­ta­styczne orga­zmy i pytały o prze­wod­nik, z któ­rego mogłyby dowie­dzieć się, jak nie pozo­sta­wać dłużną.

Prawdę mówiąc, byłem nieco zasko­czony tak ogrom­nym zapo­trze­bo­wa­niem. Z pew­no­ścią nie bra­kuje porad­ni­ków w tej dzie­dzi­nie! Chyba głów­nym powo­dem, dla któ­rego napi­sa­łem Jego orgazm póź­niej, była nabrzmiała (tylko bez sko­ja­rzeń) kwe­stia dogo­dze­nia męż­czyź­nie. Książka ta powstała jako śro­dek słu­żący do wyrów­na­nia poziomu sek­su­al­nej gry. Naj­wy­raź­niej jed­nak coś cią­gle było nie tak. Kiedy zapy­ta­łem kobiety, czego ocze­kują od sek­su­al­nego porad­nika na temat zado­wa­la­nia męż­czyzn, każda z nich powie­działa to samo - "prze­wod­nika dla myślą­cych kobiet - książki, która nie trak­tuje nas albo naszych part­ne­rów jak głup­ków".

Wciąż powta­rzano mi, że sek­su­alne porad­niki czę­sto "ogłu­piają" męską sek­su­al­ność. Redu­kują sztukę uwo­dze­nia męż­czy­zny do paru efek­ciar­skich sztu­czek. Poń­czo­chy, mecha­niczne zabawki, spe­cjalne tech­niki obcią­ga­nia albo nowa pikantna pozy­cja były chyba wszyst­kim, co miało spra­wić, że męż­czy­zna się śli­nił i osią­gał sek­su­alne zado­wo­le­nie. Prawda jest jed­nak taka, że męż­czy­zna, podob­nie jak kobieta, jest bar­dzo zło­żony, trudny do roz­szy­fro­wa­nia i czę­sto - nie­zro­zu­miały. W rze­czy­wi­sto­ści nasze życie sek­su­alne na pewno nie jest łatwe. To morze, pełne pod­tek­stów, nie­po­ro­zu­mień i wie­lo­znacz­no­ści, nie­wy­po­wie­dzia­nych potrzeb i grzesz­nych pra­gnień.

Pewna kobieta, tro­chę powy­żej trzy­dziestki, pod­su­mo­wała to dosko­nale: "Nie ma nic dal­szego od prawdy, jak prze­sąd, że faceci myślą za pomocą swo­ich fujar albo że posia­dają dwie głowy. Męż­czy­zna ma tylko jedną głowę, a jeśli naprawdę chcesz zro­zu­mieć jego penisa, musisz naj­pierw wnik­nąć w jego umysł".

Trudno się z tym nie zgo­dzić. Całe szczę­ście, że męż­czyźni uwiel­biają roz­ma­wiać (ze mną) o sek­sie. I nie mam tu wcale na myśli swo­jego gabi­netu. Robią to wszę­dzie. Nie mogę przejść ulicą, żeby ktoś mnie natych­miast nie zacze­pił. Dorę­czy­ciel prze­sy­łek kurier­skich, dozorca bloku, sąsiad z gór­nego pię­tra. Do licha! O tym, co kręci sprze­dawcę ze sto­iska ze sło­dy­czami w pobli­skim skle­pie spo­żyw­czym, wiem wię­cej niż jego żona. Oczy­wi­ście w tym rów­nież tkwi pro­blem.

Szcze­gól­nie jeden facet, Char­lie, przy­pra­wia mnie o uśmiech. Jest on przed­sta­wi­cie­lem firmy far­ma­ceu­tycz­nej i nasze biura sąsia­dują ze sobą, więc cza­sem spo­ty­kamy się przy auto­ma­cie do kawy. Char­lie, bar­dzo podobny do Geo­rge'a Clo­oneya, wie­dzie życie sek­su­alne, jakiego więk­szość męż­czyzn mogłaby mu tylko pozaz­dro­ścić. Za każ­dym razem, kiedy go widzę, przy­suwa się bli­ziutko i mówi przy­ci­szo­nym, ale entu­zja­stycz­nym tonem: "Dok­to­rze, ostat­niej nocy upra­wia­łem naj­wspa­nial­szy seks w swoim życiu. Ona była nie­sa­mo­wita. Mogę panu opo­wie­dzieć?".

To moment, w któ­rym z reguły mu prze­ry­wam i roz­po­czy­nam wykręty. W końcu ja też mam swoje życie. Mam pacjen­tów, naglące ter­miny, a w domu żonę i syna - gdy­bym więc zawsze ule­gał każ­demu, kto mnie zaga­duje, niczego bym nie doko­nał.

Kiedy jed­nak pod­ją­łem decy­zję o napi­sa­niu Jego orgazm póź­niej, dokład­nie wła­śnie to robi­łem - zatrzy­my­wa­łem się i wysłu­chi­wa­łem każ­dego faceta, który chciał poroz­ma­wiać o sek­sie. Tak naprawdę - to sam ich wyszu­ki­wa­łem. Pod­czas podróży pro­mu­ją­cej moją książkę w każ­dym mie­ście spo­ty­ka­łem naj­roz­ma­it­szych męż­czyzn. I zawsze, kiedy zasia­da­łem po raz pierw­szy do roz­mowy, zaczy­na­łem od tego samego wpro­wa­dze­nia: "Opo­wiedz mi o naj­wspa­nial­szym sek­sie w twoim życiu".

A facet spra­wiał, że zamie­nia­łem się w słuch. Nie tylko słu­cha­łem opo­wie­ści o naj­lep­szym sek­sie, jaki kie­dy­kol­wiek upra­wiał, ale rów­nież, co waż­niej­sze, o naj­lep­szym sek­sie, jakiego ni­gdy nie zaznał - doświad­cze­niach, jakie zawsze były przed­mio­tem jego pra­gnień i marzeń, któ­rymi jed­nak bał się podzie­lić ze swoją part­nerką w oba­wie, by jej nie ura­zić albo nie wyjść na dzi­waka. Ponie­waż tak wiele razy sły­sza­łem pyta­nie "czy jestem nor­malny?", teraz jestem prze­ko­nany, że kiedy docho­dzi do zbli­że­nia sek­su­al­nego, jedyną nor­malną rze­czą jest to, że każdy jest inny.

Żeby naprawdę poznać męż­czy­znę, musisz prak­tycz­nie zna­leźć się w jego skó­rze, w jego gło­wie, i poczuć, jak to jest mieć penisa oraz wszyst­kie fan­ta­zje, pra­gnie­nia, obawy i nie­po­koje, które się z tym wiążą. Potrak­tuj więc część pierw­szą tej książki jako swój wła­sny, oso­bi­sty Zakrę­cony pią­tek2 - znajdź się w ciele męż­czy­zny i zobacz, co tak naprawdę go kręci.

Upra­wiać wspa­niały seks. To wcale nie zna­czy orien­to­wać się w tech­ni­kach i wie­dzieć, co działa. To zna­czy wie­dzieć, jak i dla­czego to działa. Począw­szy od naj­now­szych odkryć na temat "che­mii mózgu" zwią­za­nej z pożą­da­niem aż po fizjo­lo­gię zbli­że­nia i prze­gląd trzech róż­nych typów erek­cji, jakie są udzia­łem męż­czyzn, zabie­ram was w nie­sa­mo­witą podróż w głąb męskiego ciała, mózgu i umy­słu, w któ­rej nie pomi­niemy żad­nego zakątka, wąwozu ani naj­drob­niej­szej szcze­liny.

Co się tyczy czę­ści dru­giej, pamię­taj­cie o moim ostrze­że­niu, że nie jest to książka prze­zna­czona dla kobiet z lękiem wyso­ko­ści. Zapewne wie­cie, że nie mia­łem na myśli wyso­ko­ści w dosłow­nym zna­cze­niu. Cho­dzi mi o lata­nie w takim sen­sie, w jakim poj­muje je Erica Jong3 - osią­ga­nie nowych wyżyn przy­jem­no­ści, intym­no­ści i ero­tycz­nej kre­atyw­no­ści. Bądź­cie zatem gotowe na przej­ście po roz­ko­ły­sa­nym moście oraz nie­złe zamie­sza­nie, ponie­waż w tej czę­ści książki poja­wią się wresz­cie tak­tyki, tech­niki i porady.

Wyja­śniam jed­nak - Jego orgazm póź­niej nie jest ency­klo­pe­dią pozy­cji spół­ko­wa­nia ani kata­lo­giem tech­nik i sztu­czek. Nie mam na celu dawać wam prze­wod­nika typu "wszystko w jed­nym" czy "posu­nię­cie po posu­nię­ciu" (prze­pra­szam, nie mogłem powstrzy­mać się przed uży­ciem tego słowa), ale raczej przej­rzy­stą, kon­kretną i osią­galną wizję sek­su­al­nej przy­jem­no­ści, w któ­rej po każ­dej z tech­nik nastę­puje dzia­ła­nie, a całość jest dosko­nal­sza od sumy poszcze­gól­nych ele­men­tów. (I ow­szem, dla wszyst­kich tych kobiet, które mnie o to bła­gały, wizja zawiera w rze­czy samej szcze­gó­łowy opis dosko­na­łego obcią­ga­nia).

Opa­no­wa­nie sztuki fel­la­tio jest jed­nak zale­d­wie jed­nym z przy­stan­ków na dro­dze do satys­fak­cji. Sek­su­alna przy­jem­ność wykra­cza poza tak­tykę. Nasza sek­su­alna toż­sa­mość - oraz wyra­ża­nie, zaspo­ka­ja­nie i roz­wój owej toż­sa­mo­ści - ma fun­da­men­talne zna­cze­nie dla naszego ogól­nego zdro­wia oraz powo­dze­nia intym­nych związ­ków. Jeżeli więk­szość z nas żyje w świe­cie, gdzie naj­lep­szy seks wszech cza­sów jest tym, czego ni­gdy nie zazna­li­śmy, nic dziw­nego, ze sek­su­alne nie­za­do­wo­le­nie sta­nowi jedną z głów­nych przy­czyn roz­wo­dów.

Tak naprawdę Jego orgazm póź­niej jest natu­ral­nym roz­wi­nię­ciem femi­ni­stycz­nej filo­zo­fii zawar­tej w Jej orgazm naj­pierw. W książce tej zachę­ca­łem męż­czyzn, by wyzwo­lili się z "wyob­co­wa­nia w obco­wa­niu" i upra­wiali seks nie tylko peni­sem, ale całym swym jeste­stwem.

Choć męskie geni­ta­lia bez wąt­pie­nia znaj­dują się w epi­cen­trum doświad­cza­nej przez niego sek­su­al­nej roz­ko­szy, to mogą rów­nież sta­no­wić prze­szkodę na dro­dze do peł­niej­szego dozna­nia. Penis - roz­miar, wytrzy­ma­łość, wydaj­ność - czę­sto jest cen­tral­nym punk­tem męskiego nie­po­koju zwią­za­nego z sek­sem. "Czy jestem dosta­tecz­nie duży, czy nie jestem zbyt duży, czy stanę na wyso­ko­ści zada­nia, czy to wytrzy­mam, a co, jeżeli skoń­czę zbyt wcze­śnie, a co, jeżeli to będzie trwało zbyt długo?". I tak dalej, i tak dalej.

Sek­su­olo­dzy nazy­wają to "postawą widza" - ów pro­ces, w któ­rym ktoś obser­wuje wła­sne zaan­ga­żo­wa­nie w akt zbli­że­nia sek­su­al­nego, zamiast cał­ko­wi­cie zagłę­bić się w sie­bie. Ci, któ­rych naj­sil­niej nęka ta skłon­ność, będą osą­dzać i oce­niać swoje wyczyny nawet w trak­cie ich doko­ny­wa­nia. Nie­któ­rzy tera­peuci są prze­ko­nani, że zacho­wy­wa­nie postawy widza jest pod­sta­wową przy­czyną wielu męskich sek­su­al­nych nie­do­ma­gań. Antro­po­log Lio­nel Tiger w książce The Dec­line of Males pisze: "Intym­ność staje się sztuką osią­gnięć".

Nie twier­dzę wcale, że typowy facet jest "widzem" i sta­nowi to dla niego jakąś formę nie­do­ma­ga­nia, po pro­stu zaob­ser­wo­wa­łem, że więk­szość męż­czyzn cierpi na tym w róż­nym stop­niu. Na tej samej zasa­dzie kobieta może nie doświad­czyć orga­zmu, przej­mu­jąc się zbyt­nio tym, jak wygląda w cza­sie sto­sunku, czy jest dosta­tecz­nie wil­gotna, wystar­cza­jąco szczu­pła, czy aby nie za wolno docho­dzi, czy może nie jest zbyt gło­śna albo za cicha. Podob­nie męska zdol­ność do osią­ga­nia sek­su­al­nej przy­jem­no­ści jest osła­biona przez pod­świa­dome poczu­cie bycia obser­wo­wa­nym, zwłasz­cza kiedy obser­wa­tor prze­obraża się w naj­su­row­szego kry­tyka - sie­bie samego.

Prawdę mówiąc, zwią­zane z sek­sem nie­po­koje męż­czyzn cią­gle wzra­stają. Ma to wiele wspól­nego z roz­po­wszech­nie­niem por­no­gra­fii, zwłasz­cza kiedy dostęp do niej jest uła­twiony dzięki inter­ne­towi, i poja­wia się ona w głów­nym nur­cie kul­tury maso­wej. Kiedy na rynku uka­zują się takie książki, jak How to Have a XXX Sex Life, albo Porn Star Secrets of Sex, jedną z naj­lep­szych rze­czy, jakie możesz zro­bić dla męż­czy­zny, to zapew­nić go, że nie musi powta­rzać tego, co widział na fil­mie, żeby cię zado­wo­lić. Teraz, bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, kobiety powinny pod­jąć aktywną rolę w misji wyzwa­la­nia męż­czyzn z ich wła­snych, uciąż­li­wie wyso­kich, odre­al­nio­nych stan­dar­dów. Dla­czego? Dla­tego że obok por­no­gra­fii prze­mysł far­ma­ceu­tyczny pod­suwa coraz to młod­szym męż­czyznom leki sty­mu­lu­jące erek­cję, takie jak Via­gra, Levi­tra i Cia­lis, i bom­bar­duje ich tre­ściami mar­ke­tin­go­wymi, które wzmac­niają skon­cen­tro­waną na peni­sie i opartą na spół­ko­wa­niu wizję seksu. Ta z kolei żeruje na lekach zwią­za­nych z wydaj­no­ścią i pod­trzy­muje w męż­czyź­nie postawę widza.

Jak zauwa­żył autor zamiesz­czo­nego ostat­nio w "New York Time­sie" arty­kułu, "Wielu męż­czyzn zażywa Via­grę, aby zmniej­szyć pre­sję dosko­na­łej wydaj­no­ści, jaka towa­rzy­szy naszej prze­peł­nio­nej sek­su­al­no­ścią epoce". Wkrótce pre­zer­wa­tywę w port­felu opty­mi­stycz­nie uspo­so­bio­nego nasto­latka zastąpi pre­zer­wa­tywa ukryta w małej nie­bie­skiej pigułce. Ile­kroć wygła­sza­łem wykład na uczelni, zawsze zdu­mie­wał mnie i przy­gnę­biał las rąk, który poja­wiał się po zada­niu pyta­nia, ilu z zebra­nych męż­czyzn regu­lar­nie zażywa Via­grę. I to nie dla­tego, jak cheł­pli­wie pod­kre­ślali, że tego potrze­bują, ale po to, by zapew­nić sobie lep­szy wzwód. Bo czyż to nie jest to, czego pra­gną kobiety?!

Jed­nakże, jak poświad­czy wiele kobiet, sam fakt, że męż­czy­zna ma erek­cję, wcale jesz­cze nie zna­czy, że wie, co z nią zro­bić. Wydaje się, że wraz z roz­po­wszech­nie­niem Via­gry nad­cho­dzą "cięż­kie czasy" dla kobie­cego orga­zmu. Musisz odpo­wied­nio ukie­run­ko­wać part­nera i poka­zać mu, jak może wyko­rzy­stać w łóżku sku­pie­nie na wła­snym peni­sie.

Nawet jeżeli jest to książka o zado­wa­la­niu męż­czyzn, twoja przy­jem­ność pozo­staje fun­da­men­tal­nym pra­wem i nie­od­łączną czę­ścią seksu. Jego orgazm może nastą­pić póź­niej, ale nie zapo­mi­naj, że ty powin­naś szczy­to­wać naj­pierw, a potem jesz­cze raz (i jesz­cze, i jesz­cze raz). Wszak w tym celu los obda­rzył cię łech­taczką - wyko­rzy­staj ją wie­lo­krot­nie! Jak stwier­dził wzięty pisarz i zoo­log Desmond Mor­ris w będą­cej hoł­dem dla kobie­cego ciała książce Naga kobieta: "Każda kobieta posiada piękne ciało - piękne, ponie­waż sta­nowi ono olśnie­wa­jące zwień­cze­nie milio­nów lat ewo­lu­cji. Pełne jest ono zdu­mie­wa­ją­cych form dosto­so­wa­nia oraz drob­nych sub­tel­no­ści, które czy­nią zeń naj­bar­dziej zna­czący orga­nizm na tej pla­ne­cie"4. Oszu­ki­wa­nie natury nie jest tu dobrym roz­wią­za­niem. Pro­wa­dzi tylko do błęd­nego koła uraz, oskar­żeń i zło­ści, nie zaś do wspa­nia­łego seksu. Twoja przy­jem­ność jest nie­zbędna dla jego przy­jem­no­ści.

To, co dajesz z sie­bie w łóżku, jest zale­d­wie tak dobre jak to, co otrzy­mu­jesz. W świe­tle tej zasady Jego orgazm póź­niej w rów­nym stop­niu doty­czy two­jej rado­ści seksu, jak i rado­ści two­jego part­nera. Pamię­taj zawsze, że naj­sek­sow­niej­sza rzecz, jaką kobieta może zro­bić dla męż­czy­zny (i dla sie­bie samej), to cie­szyć się szcze­rze i w pełni.

Femi­nistki w latach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych wal­czyły zawzię­cie o przy­wró­ce­nie kobie­tom prawa do zado­wo­le­nia z seksu. Uczy­niło to z femi­ni­zmu syno­nim sek­su­al­nego wyzwo­le­nia i rów­no­upraw­nie­nia. Na szczę­ście wiele współ­cze­snych kobiet wyro­sło w duchu sek­su­al­nych przy­wi­le­jów i ni­gdy nie poznały tematu z innej strony. Ich walka nie toczy się wcale o prawo do sek­su­al­no­ści, ale raczej o to, jak z niej korzy­stać. Współ­cze­sna kobieta ma wol­ność wyboru, ale co z nią zrobi?

Tym­cza­sem współ­cze­sny męż­czy­zna ocze­kuje odpo­wie­dzi. W zetknię­ciu z nie­za­leżną, sek­su­al­nie wyzwo­loną kobietą męskość znaj­duje się w sta­nie płyn­nym i łatwo ją zagar­nąć. Z tego wła­śnie względu podwójne ude­rze­nie por­no­gra­fii i Via­gry jest takie prze­ko­ny­wa­jące - i nie­bez­pieczne. Dok­tor Derek C. Polon­sky, psy­chia­tra kli­niczny i sek­su­olog i tera­peuta z Harvard Medi­cal School, twier­dzi: "Sce­na­riusz, według któ­rego postę­puje wielu męż­czyzn, jest zna­ko­mi­cie dopa­so­wany do roz­nie­ca­nia nie­po­koju i poczu­cia odosob­nie­nia. (...) Czę­sto opiera się on na ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści fil­mo­wych obra­zach sek­su­al­no­ści, w któ­rych nastę­puje płynne przej­ście poprzez nasi­la­jące się stany sek­su­al­nego pod­nie­ce­nia i nie­mej, zzia­ja­nej namięt­no­ści. Zazwy­czaj męż­czy­zna nadaje im tempo i cały czas dokład­nie wie, co sprawi przy­jem­ność jego part­nerce". Dobra wia­do­mość jest jed­nak taka, że obec­nie, bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek, sce­na­riu­sze sek­su­alne (spo­soby upra­wia­nia seksu) doj­rzały do wpro­wa­dze­nia w nich popra­wek, i dla­tego kobiety powinny wyko­rzy­stać oka­zję zmie­nie­nia swo­jej bier­nej postawy w czyn. Teraz wasza kolej, by wyjść na pro­wa­dze­nie.

W pierw­szym odcinku serialu Seks w wiel­kim mie­ście Car­rie roz­my­śla, czy w cza­sach, kiedy kobiety czę­sto cie­szą się takimi samymi zarob­kami, wpły­wami i suk­ce­sami jak męż­czyźni, mogą rów­nież tak samo jak oni czer­pać przy­jem­ność z seksu. O ile moja odru­chowa odpo­wiedź będzie brzmiała "tak", to po chwili zasta­no­wie­nia stwier­dzam, że dzi­siej­sza kobieta może wię­cej. Zamiast cie­szyć się sek­sem podob­nie jak męż­czy­zna, może ona nauczyć swego part­nera cie­szyć się sek­sem tak, jak cie­szy się nim kobieta - spra­wić, by był on bar­dziej zmy­słowy oraz intymny, bar­dziej oparty na otwar­ciu i więzi, czy wresz­cie, bar­dziej sku­piony na przy­jem­no­ści oby­dwojga, nie zaś na momen­cie wytry­sku. Pyta­nie, które czę­sto zadaję moim pacjent­kom, brzmi: "Czy seks jest przy­jemny nawet wtedy, kiedy nie masz orga­zmu?". Pra­wie wszyst­kie odpo­wia­dają, że tak, czę­sto poda­jąc intym­ność i przy­wią­za­nie jako główne powody, dla któ­rych pra­gną się kochać. Teraz męż­czyźni rów­nież mogą się cie­szyć i cie­szą się bli­sko­ścią. Dla nich jed­nak orgazm i seks to wła­ści­wie jedno i to samo. Ma to korze­nie w bio­lo­gii, która każe im szu­kać moż­li­wo­ści roz­rzutu nasie­nia. Ogól­nie rzecz bio­rąc, męż­czyźni są ukie­run­ko­wani na osią­gnię­cie celu, pod­czas gdy kobiety czer­pią radość z roz­ma­itych ele­men­tów całego prze­ży­cia, nawet jeśli nie jest im dane "dojść" do końca. Pora poka­zać męż­czy­znom, jak oddzie­lić zmy­słowe dozna­nie sek­su­alne od poje­dyn­czego strzału w postaci orga­zmu. Oto ścieżka pro­wa­dząca do praw­dzi­wej przy­jem­no­ści - nie poje­dyn­cza tech­nika, lecz podej­ście do sek­su­alnego zado­wo­le­nia, które inspi­ruje męż­czyzn ku osią­ga­niu nowych pozio­mów pod­nie­ce­nia, świa­do­mo­ści oraz intym­no­ści.

We wstę­pie mówi­łem o poetyc­kim ide­ale - o kobie­cie na roz­ko­ły­sa­nym moście. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak nasze życie sek­su­alne wcale ide­ału nie przy­po­mina. To dla­tego trzy­mam na biurku opra­wioną foto­gra­fię mostu nad Capi­lano River - nie tylko po to, by poka­zy­wać ją pacjen­tom, lecz także po to, by przy­po­minała mi, jako męż­czyź­nie i mężowi, że rów­nież powi­nie­nem mieć ochotę wkro­czyć na ten most, bo tylko jeśli nań wejdę, spo­tkam na jego środku pod­nie­ca­jącą kobietę. Cała rzecz w tym, by natra­fić na sie­bie w poło­wie drogi, wyru­szyć we wspólną podróż i dążyć ku nie­ustan­nemu roz­wo­jowi.

Quiz

Książkę tę może­cie czy­tać w dowolny, naj­wy­god­niej­szy dla sie­bie spo­sób. Jeśli jed­nak macie ochotę pomi­nąć część pierw­szą i od razu przejść do tech­nik zawar­tych w czę­ści dru­giej, naj­pierw popro­szę was o zasta­no­wie­nie się nad kil­koma pro­stymi pyta­niami.

Jaka jest naj­lep­sza zabawka sek­su­alna, któ­rej nie można kupić? Jakie są trzy typy erek­cji, jakich doświad­czają wszy­scy męż­czyźni? Czy twój facet udaje? Dokład­nie tak - udaje. Skąd masz taką pew­ność? W jaki spo­sób pra­wi­dłowo zasto­so­wany masaż mied­nicy może naprawdę pomóc w powięk­sze­niu członka twego part­nera? Jeżeli, jak napi­sał poeta Ogden Nash, "Cukie­reczki są pyszne, ale sznaps działa szyb­ciej", to jakie są natu­ralne sty­mu­la­tory sek­su­alne, oddzia­łu­jące na nasz mózg i jak je wyzwo­lić? Jaka jest róż­nica pomię­dzy orga­zmem a eja­ku­la­cją i czy są one ze sobą nie­ro­ze­rwal­nie połą­czone? Czy znasz zasad­ni­cze róż­nice pomię­dzy orga­zmem "lokal­nym" a "glo­bal­nym" i czy wiesz, jak dopro­wa­dzić do tego dru­giego?

Jeśli nie jesteś pewna odpo­wie­dzi na któ­re­kol­wiek z tych waż­nych pytań, wtedy, zgod­nie z duchem Jej orgazm naj­pierw, odłóż na potem swoje natych­mia­stowe zado­wo­le­nie i prze­czy­taj Jego orgazm póź­niej od początku do końca.

Post­scrip­tum

Gdy wró­ci­łem do Nowego Jorku z podróży pro­mu­ją­cej moją książkę, nie­malże zapo­mnia­łem o Char­liem (tym kobie­cia­rzu o apa­ry­cji Geo­rge'a Clo­oneya). Kiedy więc wpa­dłem na niego przy auto­ma­cie do kawy, jak na komendę wyre­cy­to­wał: "Dok­to­rze, ostat­niej nocy upra­wia­łem naj­wspa­nial­szy seks w swoim życiu. Ona była nie­sa­mo­wita. Mogę panu opo­wie­dzieć?". Ku zdu­mie­niu Char­liego przy­tak­ną­łem i zapro­si­łem go do biura, by wysłu­chać jego wynu­rzeń.

Nie posia­da­łem się ze zdzi­wie­nia, gdy pierw­szą rze­czą, któ­rej dowie­dzia­łem się o życiu sek­su­al­nym Char­liego, było to, że wszyst­kie te panienki, za któ­rymi nie­ustan­nie się uga­niał, oka­zały się jedną kobietą. Od dzie­wię­ciu lat była jego żoną i matką dwojga dzieci, z trze­cim w dro­dze.

Char­lie ni­gdy nie prze­stał być zako­chany w swo­jej żonie, a ich seks po dziś dzień wciąż jest fan­ta­styczny.

Chce­cie poznać jego tajem­nicę?

Wyja­wię ją wam.

Ale naj­pierw...

Drogi Ianie

Drogi Ianie,

Czy bycie sek­su­olo­giem i tera­peutą nie pozba­wia cię czę­ści respektu i przy­jem­no­ści zwią­za­nych z sek­sem? Bądź co bądź seks to coś wię­cej niż tylko mecha­nika i pozy­cje (wło­żyć A do B i krę­cić aż do skutku) - to wyraz miło­ści. A czy miłość nie jest w końcu tajem­ni­cza i nie­po­zna­walna?

Lati­tia, dwa­dzie­ścia osiem lat, mene­dżer w agen­cji rekla­mo­wej

Cóż za wspa­niałe pyta­nie, które pomaga mi sfor­mu­ło­wać wstępne prze­my­śle­nia na temat męskiej sek­su­al­no­ści! Im wię­cej dowia­duję się na temat natury miło­ści oraz wyra­ża­nia jej poprzez sek­su­alną bli­skość, tym wię­cej zyskuję dla niej respektu. Cza­sami myślę jed­nak, że uży­wamy zda­nia "miłość jest tajem­ni­cza", aby unik­nąć odpo­wie­dzial­no­ści za ciężką pracę, jaką nie­sie ze sobą sek­su­alna intym­ność. Żyjemy w kul­tu­rze, któ­rej edu­ka­cja sek­su­alna jest nie­zmier­nie potrzebna. Pomimo lubież­nej, a nawet nie­doj­rza­łej fascy­na­cji "wyglą­dem" i "sty­lem" seksu, a być może w zgo­dzie z nią, pozo­sta­jemy żało­śnie dzie­cinni w swym cie­le­snym tre­no­wa­niu przy­jem­no­ści.

Powo­dem numer dwa roz­wo­dów w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, po kon­flik­tach natury finan­so­wej, jest nie­za­do­wo­le­nie sek­su­alne, a główna część tego pro­blemu to brak poro­zu­mie­nia i niski poziom wie­dzy. Kiedy docho­dzi do roz­mów o sek­sie z part­ne­rem, prze­ła­my­wa­nie lodów przy­po­mina roz­bi­ja­nie góry lodo­wej, a wszy­scy wiemy, jaki los spo­tkał nie­gdyś "Tita­nica".

Aby przy­bli­żyć wam mą filo­zo­fię kli­niczną, pozwolę sobie pokrótce wyja­śnić moje podej­ście do nowego pacjenta czy też pary. Tera­pia sek­su­olo­giczna, ogól­nie rzecz bio­rąc, wyko­rzy­stuje model zwany POWK­SIT5, w któ­rym poszcze­gólne litery ozna­czają kolejno przy­zwo­le­nie, ogra­ni­czoną wie­dzę, kon­kretne suge­stie oraz inten­sywną tera­pię. Naj­pierw pacjent potrze­buje przy­zwo­le­nia, aby otwar­cie i bez­piecz­nie skon­fron­to­wać swój pro­blem z tera­peutą. Po dru­gie, potrze­buje on dokład­nych infor­ma­cji - począw­szy od oko­licz­no­ści natury fizjo­lo­gicz­nej aż po reak­cje psy­cho­lo­giczne - aby upo­rać się z pro­blemem. Następ­nie konieczne są kon­kretne suge­stie, które pozwolą mu wró­cić na drogę sek­su­al­nego zdro­wia. W nie­któ­rych oko­licz­no­ściach pacjent może potrze­bo­wać inten­syw­nej tera­pii, zwy­kle jed­nak pierw­sze trzy kroki wystar­czają.

Dosto­so­wa­łem ten model do mojej wła­snej wer­sji robo­czej, którą nazwa­łem podej­ściem typu "Zobacz mnie, poczuj mnie, dotknij mnie, uzdrów mnie" (tak, dora­sta­jąc, sporo słu­cha­łem grupy The Who6). Aby porada miała szanse powo­dze­nia, trzeba przede wszyst­kim zoba­czyć pacjenta. Jest to ważne, jeśli wziąć pod uwagę, jak wielu ludzi żyje w cichej roz­pa­czy doty­czą­cej ich związ­ków. Następ­nie należy wyczuć tę osobę. Jej nie­po­kój emo­cjo­nalny powi­nien być sku­tecz­nie wyra­żony i znany part­ne­rowi. Trze­cia, cie­le­sna część przy­biera formę sek­su­al­nych i zaży­łych "zadań domo­wych", które są oma­wiane na kolej­nych sesjach. Wszystko to musi nastą­pić jesz­cze przed tym, zanim ktoś roz­pocz­nie swój pro­ces ozdro­wie­nia. Odpo­wia­da­jąc zatem na pyta­nie mojej czy­tel­niczki, stwier­dzam, że miłość istot­nie jest tajem­ni­cza. W prze­ci­wień­stwie do sek­su­al­nej igno­ran­cji, która sta­nowi wypad­kową leni­stwa, uprze­dzeń i lęków. Im wię­cej dowia­du­jemy się o sek­sie, tym wię­cej możemy doce­nić, zro­zu­mieć i zasma­ko­wać.

Hej, to, że roz­bi­jamy górę lodową, nie ozna­cza, że musimy tara­no­wać ją stat­kiem!

ROZ­DZIAŁ 1: Pod jego pan­ce­rzem - co kryje się w męskim ciele

Seks ma swój wła­sny język. Zna­cie to stare powie­dze­nie: "Cza­sem naj­lep­sza obrona jest dosko­na­łym ata­kiem"? No cóż, nie do wszyst­kiego to pasuje. Jeżeli roz­ma­wiamy o sek­sie, cza­sem naj­lep­sza obrona tak naprawdę w ogóle nie jest obroną.

Wyobraźmy sobie coś takiego - facet budzi się w środku nocy i powoli prze­mie­rza ciemny pokój zasta­wiony meblami. Jedną rękę trzyma wycią­gniętą przed sie­bie, szu­ka­jąc po omacku drzwi łazienki i wyłącz­nika świa­tła. Jak myśli­cie, gdzie jest druga ręka?

Osła­nia jego geni­ta­lia.

To oczy­wi­ste, prawda? Męż­czyźni tro­skli­wie chro­nią swoje intymne czę­ści ciała. Bo niby czemu mie­liby tego nie robić? Prze­cież nikt by nie chciał, aby klej­noty rodzinne ule­gły znisz­cze­niu.

Ale co by było, gdy­bym powie­dział wam, że taka idea osła­nia­nia się wykra­cza o wiele dalej poza pro­sty odruch i sta­nowi raczej klucz do zgłę­bie­nia wewnętrz­nych zaka­mar­ków i ciem­nych zauł­ków męskiej sek­su­al­no­ści?

Pozwolę sobie roz­wi­nąć powyż­szy temat. Narządy płciowe męż­czy­zny znaj­dują się na zewnątrz. Od naj­młod­szych lat chłopcy odru­chowo je osła­niają. Z upły­wem czasu jed­nak ta instynk­towna potrzeba osła­nia­nia wyraża się jako cią­głe uczu­cie skry­to­ści, fizyczne napię­cie, które osta­tecz­nie ogar­nia cały obszar mied­ni­cowy. Jeśli mi nie wie­rzysz, kiedy następ­nym razem będziesz na par­kie­cie, przy­patrz się face­tom tań­czą­cym obok cie­bie. Ich ręce i nogi wyglą­dają tak, jakby wszy­scy oni wyko­ny­wali "taniec bra­ku­ją­cych bio­der". Nic dziw­nego, ze Elvisa okrzyk­nięto kró­lem.

Na prze­strzeni lat roz­ma­wia­łem z nie­zli­czo­nymi tera­peu­tami medycz­nymi, krę­ga­rzami oraz instruk­to­rami tańca i jogi. Wszy­scy zauwa­żali, że bio­dra doro­słego męż­czy­zny czę­sto znaj­dują się w sta­nie naprę­że­nia. Każdy z tych spe­cja­li­stów pra­cuje z męż­czy­znami, poma­ga­jąc im "otwo­rzyć się" - cza­sem poma­gają im w opa­no­wa­niu bólu ple­ców, cza­sem uła­twiają powrót do zdro­wia po ura­zach, w innych znów przy­pad­kach poka­zują, jak należy zatań­czyć na wła­snym weselu, nie poru­sza­jąc się przy tym jak potwór Fran­ken­ste­ina.

Będąc tera­peutą sek­su­olo­giem, mam przede wszyst­kim na celu pomóc wam wyzwo­lić jego bio­dra, aby mógł doświad­czać seksu w mniej zaha­mo­wany, a bar­dziej zmy­słowy i pod­nie­ca­jący spo­sób.

Owo poczu­cie naprę­że­nia doty­czy jed­nak cze­goś wię­cej niż tylko sfery fizycz­nej. Męż­czyźni spo­wici są war­stwami ochron­nymi - natury fizycz­nej, emo­cjo­nal­nej, psy­cho­lo­gicz­nej - któ­rych główny splot znaj­duje się w oko­licy bio­der, ale ogar­niają one całe ciało i umysł. Dla­tego też abso­lut­nie każdy męż­czy­zna jest ryce­rzem w lśnią­cej - albo i nie­zbyt lśnią­cej - zbroi.

Wiem, o czym teraz myśli­cie: Pocze­kaj chwilę. Osłona? No pro­szę! To ja jestem ta, która powinna sko­rzy­stać z jakiejś osłony - ile­kroć on pochyla moją głowę, każe otwo­rzyć mi się sze­roko i mówić "Ach!".

To jest wła­śnie dokład­nie to, o czym mówię. Dla więk­szo­ści męż­czyzn seks zaczyna się i koń­czy na peni­sie i rzadko kiedy wykra­cza poza niego. Począw­szy od lęku przed bru­tal­nym potrak­to­wa­niem jąder, poprzez wraż­liwe oko­lice per­ineum (obszaru pomię­dzy jądrami a odby­tem, prze­peł­nio­nego zakoń­cze­niami ner­wo­wymi, który osła­nia męski punkt G), aż po nie­ty­kalne pośladki, męskie doświad­cze­nia sek­su­alne są kon­tro­lo­wane, ogra­ni­czone i sta­no­wią żywe wcie­le­nie napię­cia.

Nie­które z owych zabez­pie­czeń mają fizjo­lo­giczne i mimo­wolne uwa­run­ko­wa­nia - jak "odruch mię­śnia dźwi­ga­cza jądra", wyzwa­lany poprzez dotknię­cie wewnętrz­nej czę­ści uda męż­czy­zny (jądra dosłow­nie pod­no­szą się i cho­wają). Wiele z nich ma jed­nak zde­cy­do­wa­nie świa­domą i psy­cho­lo­giczną naturę.

Droga przez męskie doj­rze­wa­nie jest w znacz­nym stop­niu nauką samo­kon­troli. Dok­tor medy­cyny R. Louis Schultz napi­sał w swej nowa­tor­skiej książce Out in the Open: The Com­plete Male Pelvis:

Życie w spo­łe­czeń­stwie wymaga od nas wszyst­kich pew­nego poziomu kon­troli. Zbyt dużo kon­troli może jed­nak spra­wić, że zamie­nimy się w roboty. Kon­trola ozna­cza, by zawsze być w porządku. Nie pozwa­lać, aby uczu­cia wywie­rały wpływ na twoje życie. Nie pozwa­lać, aby radość życia stała się celem. Nie wyra­żać swo­ich uczuć. Być neu­tral­nym, czyli nija­kim. Kon­trola ozna­cza nie być wraż­li­wym. Zmniej­szać przy­jem­ność z upra­wia­nia seksu. Nie być świa­do­mym ani wyczu­lo­nym na uczu­cia innych, jak rów­nież na swoje wła­sne uczu­cia. Kon­trola ozna­cza pozo­sta­wa­nie w cią­gle wyrów­na­nym sta­nie emo­cjo­nal­nym.

Przy­to­czy­łem ten frag­ment w cało­ści, ponie­waż jeżeli nawet prze­ni­kliwe spo­strze­że­nia dok­tora Schultza opie­rają się na jego doświad­cze­niu medyka i spe­cja­li­sty od masażu, zbyt czę­sto sły­sza­łem takie skargi kobiet na temat męż­czyzn: "On nie ma kon­taktu ze swo­imi uczu­ciami", "On nie potrafi się roz­luź­nić, trzyma wszystko w sobie", "Upra­wiamy seks, ale nie ma w tym miło­ści", "Nie roz­ma­wiamy o sek­sie, bo on wyłą­cza się minutę po tym, jak ja zaczy­nam roz­mowę" i tak dalej.

Dok­tor Schultz kon­ty­nu­uje temat kon­troli oraz jej fizycz­nych form wyra­ża­nia: "Osią­gnię­cie takiej kon­troli nie polega na tym, by poczuć i stać się odrę­twia­łym. Odnosi się to do całego ciała, a w szcze­gól­no­ści doty­czy obszaru ano­ge­ni­tal­nego. Osła­nia­nie zaczyna się od naprę­żeń w kło­po­tli­wej oko­licy penisa i odbytu".

W póź­niej­szej czę­ści mych roz­wa­żań, kiedy mowa będzie o umy­śle męż­czy­zny, rejon ten - obszar ano­ge­ni­talny, czyli kom­pletna mied­nica, jak nazywa go dok­tor Schultz - czę­sto wywiera poważny wpływ na sek­su­alne pra­gnie­nia i fan­ta­zje. Cho­ciaż sil­nie strze­żona i cza­sem trak­to­wana jak tabu, mied­nica jest w końcu rejo­nem, który sygna­li­zuje zanie­cha­nie i kapi­tu­la­cję, to obszar roz­luź­nie­nia i rezy­gna­cji, któ­rym męż­czyźni chcie­liby się pod­dać, ale są na to zbyt bojaź­liwi. Poza peni­sem ist­nieje prze­cież cały świat ero­tycz­nej przy­jem­no­ści, który można odkryć i zba­dać. Dopóki jed­nak on przy­po­mina ela­stycz­nego chiń­skiego akro­batę, obszar ten pozo­sta­nie dzie­wi­czym, cie­le­snym odpo­wied­ni­kiem Zaka­za­nego Mia­sta.

Spójrzmy zatem na kom­pletną mied­nicę i zasta­nówmy się, dla­czego - zarówno z fizycz­nych, jak i psy­cho­lo­gicz­nych przy­czyn - różne jej czę­ści są przed­mio­tem osła­nia­nia.

Ana­to­mia sek­su­alna męż­czy­zny

Pod­sta­wowa sprawa

Zaczy­namy od naj­waż­niej­szego - czę­ścią, która zasłu­guje na naj­więk­szą uwagę, jest żołądź albo - główka. Ten miękki, mię­si­sty obszar, wypeł­niony wraż­li­wymi zakoń­cze­niami ner­wo­wymi, powięk­sza się w trak­cie nara­sta­nia pod­nie­ce­nia. Począw­szy od kra­wę­dzi korony aż do znaj­du­ją­cego się pod spodem wędzi­dełka (które wielu męż­czyzn uważa za swój sek­su­alny "gorący punkt"), żołądź jest bez wąt­pie­nia naj­bar­dziej wraż­liwą fizycz­nie czę­ścią ciała męż­czyzny.

Żołądź, korona i wędzi­dełko

Podob­nie jak główka łech­taczki u kobiety, żołądź jest nie­sa­mo­wi­cie wraż­liwa na dotyk, zwłasz­cza we wcze­snych fazach pod­nie­ce­nia i po nastą­pie­niu orga­zmu. Żołądź jest rów­nież obsza­rem, który męż­czyźni sil­nie pobu­dzają pod­czas mastur­ba­cji, poprze­sta­jąc cza­sem tylko na nim. Dla nie­któ­rych męż­czyzn poszu­ki­wa­nie przy­jem­no­ści ni­gdy nie wykra­cza poza główkę penisa. Jak Sally Tis­dale napi­sała w swej książce Talk Dirty to Me: An Inti­mate Phi­lo­so­phy of Sex: "Sek­su­al­ność męż­czy­zny zdaje się róż­nić zasad­ni­czo od mojej, ponie­waż nie anga­żuje on nic poza główką i trzon­kiem swego penisa, żadna inna część jego ciała nie jest nie­po­ko­jona, doty­kana, obna­żana ani bru­dzona (...)".

Żołądź jed­nak, wsku­tek swo­jej wiel­kiej wraż­li­wo­ści, jest rów­nież obsza­rem chro­nio­nym, zarówno fizycz­nie, jak i psy­cho­lo­gicz­nie. Kiedy docho­dzi do fizycz­nej sty­mu­la­cji żołę­dzi, skargi męż­czyzn nie róż­nią się zbyt­nio od tych wypo­wia­da­nych przez kobiety, które czę­sto narze­kają na face­tów trak­tu­ją­cych łech­taczkę z dzi­kim pośpie­chem. Jak wyznała mi pewna kobieta: "Ile­kroć on kła­dzie się na mnie, przy­po­mina to goni­twę byków w Pam­pe­lu­nie - marzę wyłącz­nie o tym, żeby zejść mu z drogi!". Ale nie tylko kobiety stają się ofia­rami zbyt­niego pośpie­chu. Oto zapi­ski prze­śla­do­wa­nych peni­sów:

"Doiła mnie, jak­bym był jakąś pie­przoną krową!".

"Wgry­zła się w mojego fiuta pra­wie tak, jakby to była laska pep­pe­roni!".

"Uwa­żaj na zęby, uwa­żaj na zęby!".

Pewien poli­cjant, który widział w życiu dużo obra­żeń i ran, tak oto okre­ślił moż­li­wo­ści oralne swo­jej żony: "Mówię ci, po jej obcią­ga­niu jestem bar­dziej potur­bo­wany niż po obła­wie na han­dla­rzy nar­ko­ty­ków. Na taką obławę mogę się przy­naj­mniej odpo­wied­nio ubrać. Potrze­buję chyba kami­zelki kulo­od­por­nej dla kutasa!".

Inny rodzaj osła­nia­nia, jaki ogni­skuje się wokół żołę­dzi penisa, to strach przed przed­wcze­snym wtry­skiem. Pra­wie każdy męż­czy­zna do pew­nego stop­nia zmaga się z tą przy­pa­dło­ścią. Nie­zli­czone raporty dono­szą, że nie­po­kój spo­wo­do­wany zbyt wcze­snym wytry­skiem zna­cząco obniża radość męż­czy­zny z upra­wia­nia seksu.

Znana z filmu Seks w wiel­kim mie­ście gwiazda Kim Cat­trall napi­sała w swej książce Satys­fak­cja7: "Faceci z przed­wcze­snym wytry­skiem są zmorą mojej egzy­sten­cji". A mogę zapew­nić was z męskiej per­spek­tywy, że to nic przy­jem­nego być zmorą kobie­cej egzy­sten­cji, zwłasz­cza jeśli cho­dzi o wydaj­ność sek­su­alną albo Kim Cat­trall. Cho­ciaż jeste­śmy zasy­py­wani rekla­mami Via­gry oraz kon­ku­ren­cyj­nych spe­cy­fi­ków, a impo­ten­cja zdaje się minio­nym pro­ble­mem (prze­szedł­szy przy­ja­zną medial­nie mata­mor­fozę w nie­do­ma­ga­nie erek­cji), to męż­czyźni uskar­ża­jący się na przed­wcze­sny wytrysk na­dal cier­pią w mil­cze­niu. Za inte­re­su­jące uwa­żam to, że wiele kobiet zdaje się uwa­żać przed­wcze­sny wytrysk za kom­ple­ment oraz oznakę wybu­cho­wej namięt­no­ści, pod­czas gdy nie­do­ma­ga­nie erek­cji pra­wie zawsze postrze­gane jest jako znie­waga wska­zu­jąca kobie­cie jej brak atrak­cyj­no­ści sek­su­al­nej.

Wszystko to pro­wa­dzi do tego, że wraż­liwa żołądź staje się areną kon­fliktu. Nie ma nic przy­jem­niej­szego niż jej pobu­dza­nie, ale nazbyt czę­sto takie przy­jem­no­ści oka­zują się nie­zwy­kle iry­tu­jące i przy­tła­cza­jące. Dok­tor Alex Com­fort napi­sał o fel­la­tio w swej książce The New Joy of Sex: "Nie­któ­rzy męż­czyźni nie są w sta­nie przy­jąć nawet naj­mniej­szego poca­łunku geni­tal­nego przed wytry­skiem".

Złe nawyki zwią­zane z mastur­ba­cją nie polep­szają sytu­acji. Sku­pia­jąc się na główce pod­czas spra­wia­nia sobie przy­jem­no­ści, męż­czyźni pro­gra­mują się na szybki wytrysk, co może dopro­wa­dzić do trwa­ją­cych całe życie pora­żek na tle sek­su­al­nym. Udzie­la­łem porad męż­czyźnie do tego stop­nia prze­ra­żo­nemu wła­snym przed­wcze­snym wytry­skiem, że w ogóle nie uma­wiał się z kobie­tami albo zry­wał obie­cu­jące związki, czę­sto nie wyja­śnia­jąc nawet dla­czego. Zamiast tego wciąż upra­wiał mastur­ba­cję, wspie­ra­jąc się całą kolek­cją fil­mów porno.

Wystar­czy jed­nak powie­dzieć, że krót­ko­wzroczne sku­pie­nie naszej kul­tury na spół­ko­wa­niu i eja­ku­lu­ją­cym peni­sie (naj­le­piej sprze­da­jący się towar), z jego nad­wraż­liwą żołę­dzią w samym cen­trum, zain­spi­ro­wało męż­czyzn do poszu­ki­wa­nia spo­so­bów na odizo­lo­wa­nie się od zbyt­niej przy­jem­no­ści, aby opóź­nić wytrysk. Chro­nicz­nie cier­piący na przed­wcze­sny wytrysk znani są z nakła­da­nia podwój­nych pre­zer­wa­tyw, apli­ko­wa­nia sobie alko­holu albo środ­ków uspo­ka­ja­ją­cych, przy­po­mi­na­nia sobie pod­czas sto­sunku wyni­ków meczów, a nawet z roz­my­śla­nia o zmar­łych, czyli - ze wszyst­kiego, co może zre­du­ko­wać przy­jem­ność. Tak naprawdę jed­nak ich wysiłki są kom­plet­nie chy­bione. Zamiast redu­ko­wać przy­jem­ność, męż­czyźni powinni być raczej zachę­cani do jej zwięk­sza­nia i odpo­wied­niego dozo­wa­nia - tak, aby roz­sze­rzyć dozna­nie sek­su­alne na obszary wykra­cza­jące poza żołądź penisa. Krótko mówiąc, aby zwol­nić.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki