Rozdział 5
Gina patrzyła z daleka na całe zamieszanie. Światło przenośnych reflektorów przebijało się przez otaczające podjazd drzewa. Niewielki zespół techników kryminalistycznych zebrał się przed domem, czekając na kolejne instrukcje. Policyjna taśma odgradzała dom, uniemożliwiając gapiom wejście na miejsce zdarzenia. Co prawda na tym spokojnym przedmieściu nie było ich wielu - zazwyczaj spotkać można było jedynie kierowców jadących z nadmierną prędkością.
Gina zauważyła, że mężczyzna siedzący na tylnym siedzeniu radiowozu posterunkowego Smitha trzyma na kolanach dziecko. Najwyraźniej nie miał w tym wprawy, bo maluch bardzo się wiercił. Smith podał mu koc. To wszystko działo się naprawdę. Zatrzymała się przy aucie sierżanta Jacoba Driscolla i wysiadła w chłodną noc.
- Oto koniec twoich krótkich wakacji, szefowo. - Jacob potarł oczy, podchodząc do niej.
- Jak nas wszystkich. Ale muszę przyznać, że to dość szokujące. Właśnie weszłam do domu, gdy zadzwoniłeś. W każdym razie zło nie śpi, jak mawiają. Przekazałeś mi przez telefon, że na miejscu zdarzenia pierwszy pojawił się mąż - przypomniała.
- Tak. Darrel Sanderson. Siedzi w tej chwili w aucie Smitha razem z córką. Wrócił do domu po dwudziestej drugiej trzydzieści. Wcześniej był w Angel Arms. Smith pierwszy z nas pojawił się na miejscu zbrodni. Karetka wyprzedziła go o kilka minut, sanitariusze potwierdzili zgon pani Sanderson. Smith wezwał ekipę dochodzeniowo-śledczą, więc jesteśmy.
- Kto dowodzi technikami kryminalistycznymi?
- Bernard Small. Właśnie idzie. Jest też Keith Freeman.
Bernard wychynął zza budynku, zapinając kombinezon ochronny. Odsunął na bok osłonę na twarz i pomachał, by podeszła.
- Komisarz Gina Harte. Poznaliśmy się już wcześniej. Czy znaleźliście coś, co już możecie nam przekazać? - zapytała, podchodząc.
Wyprostował się, wyraźnie górując nad nią swoją krępą sylwetką. Zmierzwiona siwa broda została do połowy wciśnięta pod kombinezon ochronny.
- Nie spędziliśmy tu dużo czasu, ale powiem ci, co do tej pory ustaliliśmy. Nie wszedłem jeszcze do kuchni, bo czekaliśmy na ciebie, ale zajrzałem przez okno i zainstalowaliśmy w ogrodzie oświetlenie. Ofiara, którą, jak podejrzewamy, jest Melissa Sanderson, została przywiązana do kuchennego krzesła. Jej stopy, ręce i talia były skrępowane sznurem. Proponuję, byśmy wszyscy chodzili ścieżką, którą już zrobiliśmy.
Keith i kilka osób z ekipy Bernarda podeszło i czekało na tylnym patio, wszyscy ubrani byli w kombinezony. Dołączyła do nich kolejna osoba z aparatem i kamerą.
- Możemy rozłożyć tu płyty, po których będziemy chodzić? - spytała Gina, spoglądając na zgromadzonych.
- Pospieszę ich. - Bernard machnął ręką, przywołując asystentkę. Kobieta skinęła głową, po czym zawróciła do busa. Gina zawołała do posterunkowego Smitha, który stał przy żywopłocie i coś notował.
- Smith, sporządzisz notatkę z miejsca zbrodni? Zapisz, proszę, wszystkie nazwiska, rozmiary obuwia i inne. Musimy pobrać też odciski palców od Sandersona. Znasz procedurę. Czy ktoś pilnuje taśmy?
- Tak jest. Kilku funkcjonariuszy właśnie tam idzie. - Smith podszedł do Giny, marszcząc brwi.
- Poprosisz, aby ktoś od was zebrał zeznania sąsiadów? Wiem, że domy stoją w znacznej odległości od siebie, ale ktoś może coś zauważył.
- Oczywiście - odparł i odszedł.
Bernard wręczył Ginie kombinezon ochronny wraz z ochraniaczami na buty i maseczką na twarz. Włożyła go na jeansy, po czym podeszła do tylnych drzwi i zajrzała przez szybkę. Po prawej stronie głowy kobiety dostrzegła krew, która zlepiała jej włosy.
Otworzyła drzwi. Serce zabiło jej mocniej, gdy wpatrywała się w ciało oświetlone jedynie bladą jarzeniówką okapu. Niewielki snop światła wpadał również przez uchylone na korytarz drzwi. Widziała już wiele miejsc zbrodni, a mimo to każde z nich robiło na niej wrażenie. Oglądanie następstw ludzkiego cierpienia nigdy nie było łatwe. Martwa kobieta, która została przywiązana do krzesła, przechylała się nieznacznie w lewą stronę. Z jej szyi zwisał luźno niebieski sznurek do prania. Gina podeszła tak blisko kuchennego blatu, jak tylko mogła, starając się nie zanieczyścić miejsca zbrodni. Bernard trzymał się tuż za nią, dzierżąc w dłoni latarkę.
- Bernardzie, mógłbyś przejść do salonu, jadalni i korytarza, i opisać mi, co zobaczysz?
Mężczyzna wraz z asystentem ostrożnie okrążyli ciało, następnie przeszli przez salon i ponownie wrócili do korytarza, świecąc latarkami po pomieszczeniach.
- Na schodach znajduje się krew i włosy, są również ślady w korytarzu. Poza tym wydaje się, że wszystko jest czyste. Drzwi frontowe są zamknięte. Nie chcę wchodzić na górę, dopóki nie pobierzemy próbek i nie przeszukamy dokładnie parteru.
Bernard wrócił do kuchni, a asystent dreptał mu po piętach.
- Zatem możemy założyć, że otrzymała cios w głowę na schodach i została zaciągnięta do kuchni, gdzie przywiązano ją do krzesła?
- Mogę jedynie potwierdzić to, co widzę. Na schodach jest krew.
- Jakieś podejrzenia w sprawie przyczyny śmierci?
- Nie będę miał pewności, dopóki nie przeprowadzimy sekcji zwłok. Jak widzisz, na jej szyi znajduje kawałek niebieskiego sznurka do prania, na skórze natomiast widnieją się ślady po duszeniu. Nie znaleźliśmy jeszcze żadnych oznak włamania, ale tylne drzwi nie były zamknięte na klucz. Mój zespół musi wszystko sprawdzić. Więcej będziemy mogli powiedzieć, kiedy zbadamy miejsce zbrodni.
- Czas zgonu?
- Według sanitariuszy ciało było ciepłe. Biorąc pod uwagę temperaturę panującą w pomieszczeniu oraz ciepłotę ciała zanotowaną przy badaniu, szacujemy, że zgon nastąpił w ciągu ostatnich dwóch godzin.
- Dziękuję. Jestem wdzięczna za te informacje. Wrócę niebawem. - Wyszła do ogrodu i odetchnęła głęboko. Przeszła po świeżo ułożonych przez techników płytach i dotarła do policyjnej taśmy przy końcu podjazdu. Widziała, że Smith nadal notuje, instruując innego policjanta, aby zawiązał również ciaśniejszy krąg z taśmy przy domu. Pojawiła się Wyre. Gina skinęła jej głową, nim skierowała całą swoją uwagę na mężczyznę siedzącego z tyłu radiowozu.
Podszedł Jacob.
- Pan Sanderson zadzwonił do nas o dwudziestej drugiej czterdzieści. Kiedy Smith dotarł na miejsce, mężczyzna siedział w aucie i kołysał w ramionach płaczącą córkę, czekając na przyjazd policji.
- Będzie musiał przyjechać na formalne przesłuchanie. Czy sanitariusze go przebadali?
- Tak. Jest w szoku, ale reaguje. Dziecku nic się nie stało, biedna dziewczynka nie wie, co zaszło.
- Porozmawiam z nim, a potem wracamy na posterunek. Chcę go przesłuchać, będziemy musieli również sprawdzić jego alibi oraz zapoznać się z zeznaniami świadków.
Gina ruszyła w stronę radiowozu, po czym otworzyła tylne drzwi.
- Panie Sanderson, komisarz Gina Harte. Możemy porozmawiać?
- Moja żona nie żyje. Kto jej to zrobił? - załkał, a łza spłynęła po jego policzku.
- Właśnie staramy się to ustalić. Musi pan pojechać z nami na posterunek i złożyć zeznania.
- Teraz? - Dziewczynka zaczęła płakać, więc mężczyzna głaskał ją po miękkich, brązowych włoskach. - Córka ma zaledwie dwa lata i wie, że stało się coś złego.
Gina zauważyła zadrapanie na ręce dziewczynki. Wskazała je palcem.
- Boli? - zapytała dziecko. Dziewczynka uniosła rączkę, a Gina zauważyła sińce nad zadrapaniem.
- Kiedy do niej podbiegłem, płakała. Przeszła przez drabinkę w łóżeczku i uderzała w drzwi. Nic jej nie jest poza zadrapaniem i sińcami. Tylko trochę boli, prawda, Mia? Często to robi. - Odsunął wilgotne włoski dziecka i pocałował ją w czoło.
Ludzie kręcili się pomiędzy domem, busami i ogrodem.
- Czy ktoś może się nią zaopiekować, aby mógł pan przyjechać na posterunek?
- Mój brat Alan już jedzie. Mieszka w Redditch, więc zaraz powinien być. - Kiedy to powiedział, jakiś mężczyzna po pięćdziesiątce próbował przedostać się w ich kierunku pod zewnętrzną taśmą. Gina odeszła od pana Sandersona i zbliżyła się do człowieka, który rozmawiał z posterunkowym.
- Przepraszam, ale nie może pan tu wejść.
- Właśnie mi to powiedziano, ale w radiowozie jest mój brat i malutka bratanica. Nie wierzę w to, co tu się stało - rzucił, a z kącika oka popłynęła mu łza. - Mii nic się nie stało?
- Z małą wszystko w porządku. Bardzo mi przykro z powodu tego, co się wydarzyło. Musimy zabrać pana brata na posterunek w Cleevesford, aby złożył zeznania. Zdoła pan zająć się przez ten czas bratanicą?
- Oczywiście. Nie aresztujecie go, prawda?
- Nie. Musimy jedynie spisać jego zeznania, to wszystko. Jedziemy. Może udać się pan za nami, panie Sanderson?
Mężczyzna zaszlochał. Gina podała mu wyjętą z torebki paczkę chusteczek.
- Dzięki. - Otarł mokrą twarz i wydmuchał nos. Kiedy czekała, aż weźmie się w garść, usłyszała za sobą zbliżające się kroki. Obróciła się i zobaczyła, że Darrel niesie córkę.
- Mogę pojechać na posterunek z bratem?
- Oczywiście.
Obserwowała, jak Darrel podał Mię bratu, po czym poszedł do auta po fotelik. Alan przytulił dziecko, gdy brat mocował siedzisko w jego samochodzie. Łzy spływały mu po twarzy, kiedy zapinał bratanicę w foteliku i zamykał drzwi.
- Wracamy na posterunek? - zapytał Jacob, zbliżając się do Giny.
Zignorowała go, wpatrzona w Darrela Sandersona, który właśnie wsiadał do auta.
- Gdzie był mąż w czasie, gdy popełniono zbrodnię?
Jacob wyjął notes z kieszeni.
- W Angel Arms ze swoim przyjacielem Robertem Dixonem. Rzekomo spędził tam cały wieczór, ale jeszcze musimy to potwierdzić.
- Wyre, przekaż, proszę, O'Connorowi, żeby spotkał się z tobą w Angel, po czym poinformuj mnie, gdy tylko potwierdzisz miejsce pobytu Sandersona, dobrze? Musimy sprawdzić jego alibi. Chcę, byście zweryfikowali je jak najszybciej i wszystko porządnie posprawdzali. Przejrzyjcie też nagrania z monitoringu. Jeśli wyszedł z lokalu na papierosa czy spacer, poinformujcie mnie, jak długo go nie było.
- Robi się, szefowo. Kiedy skończę, przyjadę na posterunek.
Gina wpatrywała się w mrok, gdy samochód Alana Sandersona znikał w oddali. Spojrzała na zegarek. Nie miała za wiele czasu na rozmowę z Bernardem i Keithem, ale potrzebowała wszelkich informacji, jakich mogli jej udzielić. Poszła pospiesznie na tyły domu, bo wiedziała, że Darrel Sanderson zaczeka na nią na posterunku.