Rozdział 3
Swieta i Juża weszły do zamku. Na początku serce młodej bogini waliło jak oszalałe, ale kiedy przeszła kilka kroków, strach zastąpił zachwyt na widok wnętrza budowli. Było majestatyczne i oszałamiająco piękne. Sklepienia sufitów kończyły się strzelistymi łukami, przypominającymi trochę te z holu biblioteki w Sławicach, ale dużo bardziej olśniewającymi. Okna budowli były wysmukłe i sięgały prawie samego dachu. Były podzielone na sekcje ornamentalnymi przegrodami, które u góry formowały się w kształty kwiatów, wyglądające jak misterna koronka. Szyby okien były różnokolorowe i sprawiały, że światło padające na posadzkę tworzyło fantazyjne obrazy. Atmosfera miejsca była naprawdę magiczna. Przy jednej z kolumn, znajdującej się w na tyłach holu, siedział na ozdobnym fotelu starszy mężczyzna lub bóg w kolorowym, reprezentacyjnym, złoto-czerwonym stroju. Powitał Swietę i Jużę szerokim uśmiechem.
- Juża, moje dziecko, dawno cię nie widziałem! - powiedział, biorąc boginię południowego wiatru w ramiona.
Podał rękę Swiecie, a jego uścisk był mocny i serdeczny.
- Bardzo mi przykro, że nie mogłam się z tobą spotkać wcześniej, ale byłam z Wetrą w podróży na południe - powiedziała Juża.
Wetra była siostrą Juży i również boginią południowego wiatru. Była starsza i dużo poważniejsza od niej. Za to wyglądem bardzo siebie przypominały - miały ciemnobrązową skórę i ciemne włosy. Oczy młodszej bogini były brązowe, a starszej - stalowoszare.
- Naprawdę? Musisz mi o niej opowiedzieć, kiedy będziesz miała więcej czasu, ale widzę, że twoja towarzyszka wygląda na zniecierpliwioną - powiedział Błago.
Swieta speszyła się i zauważyła, że rzeczywiście ściskała pęk na sznurku zielonej tuniki tak mocno, że z opuszków jej palców odeszła krew. Do tego wciąż oglądała się za siebie, bojąc się, że znowu zobaczy Drema.
- Przepraszam. Nie chciałam być niegrzeczna - powiedziała i pozwoliła rękom opaść swobodnie.
- Nie ma problemu, kochana, widzę, że jesteś strapiona. Postaram się pomóc wam, jak najlepiej potrafię - powiedział starzec, odwracając się do Juży.
- Potrzebujemy jakichś wolnych komnat, najlepiej obok siebie - odparła bogini południowego wiatru i puściła oko do Swiety.
- Nie ma problemu. - Błago podniósł się wolno z fotela. - Zaprowadzę was.
Przeszli z holu do jednego ze skrzydeł zamku. Swieta spostrzegła, że również tutaj korytarze budowli były uwieńczone strzelistymi łukami. Co i rusz w ścianie po lewej stronie pojawiały się schody prowadzące na piętro - szersze i węższe, proste i spiralne. Kiedy zdezorientowana stwierdziła, że chyba nigdy nie dojdą do swoich komnat, starzec skręcił i zaczął wspinać się na schody. Mimo iż wyglądał na wiekowego, nieźle sobie radził i szybko pokonał wszystkie stopnie. Młoda bogini ledwo za nim nadążała.
Korytarze na piętrze udekorowane były tkanymi obrazami przypominającymi Swiecie dywany. Przedstawiały one różne bogato ubrane postaci, zapewne bogów. Wielu z nich było przedstawionych podczas używania swoich mocy - wiatru, ognia, wzywania zwierząt i innych, których młoda bogini nie potrafiła rozpoznać.
- Te komnaty są wolne - powiedział Błago, wskazując na dwoje drzwi. - Wybrałem dla was najlepsze, nie chwalcie się innym - dodał i puścił do nich oko.
Wprowadził je do jednego z pomieszczeń i podał im klucze, które nie wiadomo skąd pojawiły się w jego dłoni, po czym pożegnał się i odszedł. Juża roześmiała się i Swieta zdała sobie sprawę, że stała z otwartymi ustami. Komnata była ogromna, zapewne wielkości całej chaty znachorki Agaty w Lisicach. Ściany i sufit wyłożone były ciemnym drewnem, bogato rzeźbionym w motywy kwiatów i liści. Z pułapu zwisały mosiężne żyrandole ze świecami, przypominające ten w siedzibie Drema. Na ścianie po stronie drzwi znajdował się kominek z białego kamienia, którego Swieta nie znała. Okna były po przeciwnej stronie wejścia. Kończyły się również ostrym łukiem, tak jak te w westybulu i na korytarzach, ale szyby miały ze zwykłego, białego szkła. Słońce rozświetlało komnatę i czyniło ją jasną i przytulną. Pomiędzy oknem a wejściem stało łoże, w którym ze spokojem zmieściłyby się cztery osoby. Na jego szczycie znajdowały się wnęki w kształcie okien z ustawionymi w nich świecami. Młoda bogini zauważyła z ekscytacją, że w komnacie stał również regał z książkami. Od razu nabrała ochoty, by do niego podejść i je przejrzeć, ale nie chciała być niegrzeczna.
- Kim on jest? - spytała, kiedy Błago zniknął w korytarzu.
- To półbóg - odpowiedziała Juża.
- I służy wam?
- Pomaga. Ma moce wyczarowywania różnych przydatnych przedmiotów. Żyje w zamku od kilkuset lat i jest bardzo szanowany.
Usiadły na dwóch fotelach obitych materiałem przypominającym młodej bogini zamsz, którym były obite fotele w jej domu. Jednak ten materiał był znacznie bardziej luksusowy i delikatniejszy w dotyku.
- Komnata jest przepiękna - powiedziała zachwycona Swieta.
- Tak, Błago się postarał, chociaż tobie pewnie każda z komnat w zamku wydawałaby się piękna - odpowiedziała Juża i szturchnęła ją ramieniem.
- Zgadza się - potwierdziła młoda bogini, nadal rozglądając się po komnacie. - I ma okna.
Bogini południowego wiatru przekrzywiła głowę i spojrzała na Swietę pytająco.
- W posiadłości Drema nie było okien - wytłumaczyła młoda bogini.
- Jak to? - zdziwiła się Juża.
- Znajdowała się pod ziemią w jakiejś ogromnej jaskini.
- No tak, Drem zawsze był oryginalny. I do tego te jego oczy... Niedziwne, że najlepiej czuje się w ciemnościach - zaśmiała się bogini południowego wiatru, po czym dodała: - No dalej, opowiadaj.
Swieta zrelacjonowała Juży wydarzenia ostatnich tygodni - o swojej ucieczce ze Sławic po tym, jak została oskarżona o bycie czarownicą i o czasie, kiedy mieszkała u znachorki Agaty jako jej uczennica. Potem opowiedziała o porwaniu przez Drema i niewoli, kiedy bóg snów próbował się dowiedzieć więcej o jej mocach. Podzieliła się szczegółami ucieczki z Miłoszem - znachorem, którego poznała w posiadłości Drema. Zrelacjonowała też spotkania ze wszystkimi upiorami i potworami, i to, jak bóg snów przejmował coraz to nowych ludzi, próbując ją znowu porwać. Bogini południowego wiatru słuchała uważnie i tylko czasami dodawała jakiś kąśliwy komentarz dotyczący Drema.
- Przystojny był ten twój człowiek. Widziałam go, co prawda, tylko nieprzytomnego, ale był niczego sobie - skomentowała Juża, kiedy już Swieta zakończyła swoją opowieść.
- Nie zauważyłam - odpowiedziała młoda bogini zdawkowo.
- Przecież się czerwienisz - skomentowała bogini południowego wiatru z przebiegłym uśmiechem, a Swieta jeszcze bardziej poczerwieniała. - Szkoda, że nie był bogiem.
Młoda bogini posmutniała, myśląc o tym, że była zmuszona powiedzieć Miłoszowi, że nie może go zabrać ze sobą. Juża zobaczyła to i przytuliła ją.
- Matko, jakie ty masz piękne oczy! I te piegi na nosie są czarujące! - wykrzyknęła, przyglądając się jej.
Oczy Swiety były zawsze przedmiotem kpin jej rówieśników. Każde miało dwa kolory: prawe oko było zielone z brązowymi promieniami, a lewe - niebieskie z szarymi promieniami. Młoda bogini nie mogła się przyzwyczaić do tego, że poza murami Sławic - miasta, w którym dotychczas mieszkała - nikt nie przedrzeźniał jej z ich powodu. Wręcz przeciwnie - wiele osób je podziwiało.
Resztę popołudnia Swieta spędziła na przeglądaniu książek znajdujących się w jej komnacie. Z radością odkryła, że jedna z nich dotyczyła rodowodu bóstw. Ponieważ nikt jej nie przeszkadzał, zaczęła czytać. Z tomu dowiedziała się, że bogowie podzieleni są na grupy ze względu na to, jak blisko na drzewie genealogicznym znajdują się w stosunku do Bogini Matki. Była ona pierwszym bóstwem, stworzyła cały świat. Wyglądało na to, że wszystko, co młoda bogini przeczytała o niej w książkach w Sławicach, było wierutnym kłamstwem - wcale nie była podrzędnym bóstwem wyznawanym jedynie przez wieśniaków. Według książek, które czytała w bibliotece w swoim mieście, Bogini Matka stworzyła pierwszego człowieka - Spira. Kiedy umarł, podążyła za nim do zaświatów. Jednak z lektury tomu, który znalazła w komnacie, wynikało, że Bogini Matka stworzyła przed Spirem kilkoro bogów - Choweków. Odznaczali się oni różnymi przymiotami - jeden z nich władał żywiołami, inny zwierzętami, jeszcze inny miał władzę nad ludźmi. Bogini Matka miała z każdym z Choweków dzieci, które wyrosły na boginie i bogów. Te bóstwa miały z kolei swoje dzieci i tak dalej. Swieta zauważyła na drzewie genealogicznym Drema i Minę, i serce podeszło jej do gardła. Rodzeństwo było tak zwanymi "wyższymi bóstwami", bo ich rodzice byli wnukami jednego z Choweków. Dopiero po stworzeniu wszystkich bóstw Bogini Matka stworzyła Spira, a następnie innych ludzi. Użyła do tego ziemi, wody, ognia i powietrza. Ponieważ Spir był człowiekiem, był śmiertelny. Kiedy umarł, Bogini Matka podążyła za nim do zaświatów.