Jestem DDA Notatki z terapii. Notatki z terapii. Jak wyjść z toksycznego domu - Joanna Szczerbaty

Kup ebooka

39.90 zł
31.92 zł (31,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I

Ro­dzina

Dom zły

Za­wsze mu­sia­łam dbać o wszyst­kich w domu. By­łam naj­star­sza i zna­łam ten kosz­mar od po­czątku.

Wie­dzia­łam, jak się za­cho­wać, czego nie mó­wić i jak szybko wy­pro­wa­dzić wszyst­kich z domu, żeby nie wi­dzieli i nie sły­szeli, ale przede wszyst­kim nie do­stali tyle co ja. Ślady po ka­blach, sprzączce od pasa, i te naj­więk­sze, na du­szy, no­szę do dziś.

Sta­ra­łam się chro­nić mamę i młod­sze ro­dzeń­stwo.

Je­stem do­ro­sła, chcę za­cząć żyć i dla­tego roz­po­czę­łam te­ra­pię. Chcę żyć nor­mal­nie.

Mam pro­blem z re­la­cjami i cho­ciaż chcia­ła­bym być ko­chana, ro­bię wszystko, żeby tak nie było. Trudno mnie po­ko­chać. Te­raz to wiem.

Mój dom był do­mem złym.

Mam na imię Ka­sia. Dla in­nych mogę mieć inne imię. Dla wielu mogę być od­bi­ciem w lu­strze. Mogę być każ­dym. Są­siadką mi­janą na klatce, dziew­czyną, co sprze­daje w skle­pie z ciu­chami, pa­nią z okienka na po­czcie lub młodą mamą, grze­jącą twarz w wio­sen­nym słońcu. Nie no­szę wi­docz­nych śla­dów, umiem się uśmie­chać, cza­sem na­wet śmieję się gło­śno, a mój śmiech może za­ra­żać in­nych. Moje naj­więk­sze rany są w sa­mym środku mnie, umiej­sco­wione gdzieś mię­dzy ser­cem a żo­łąd­kiem, i mimo że są nie­wi­doczne na­wet w ba­da­niu, cią­gle bolą. Bo tak samo jak nie trzeba do­tknąć, aby uwie­rzyć, tak nie trzeba wi­dzieć, żeby po­czuć. Skrzyw­dzona mała Ka­sia raz za ra­zem daje znaki. Dziś już ją znam. Kie­dyś nie umia­łam w ża­den spo­sób po­móc ani so­bie, ani jej. Chcia­łam na­to­miast po­móc ca­łemu światu. Tylko tak mo­głam za­głu­szyć jej krzyk w so­bie. Krzy­czała z sa­mego środka kręgu, w któ­rym tkwiła moja ro­dzina. Ciemny krąg al­ko­holu, nie­na­wi­ści i prze­mocy - i w tym wszyst­kim mała dziew­czynka.

Mama i ja

Moja mama pod­dała się od razu.

Ro­biła wszystko, co jej ka­zał. Że­brała o każdy skra­wek mi­ło­ści. Bił ją czę­sto, rza­dziej gła­skał. Szar­pał, zmu­szał do pod­da­nia się i prze­pi­jał wszystko, co za­ro­bił. W domu nie było pie­nię­dzy. Ma­mie le­dwo star­czało, ale gdyby jej ka­zał, to da­łaby mu na­wet i to, co miała. Bo mama go ko­chała głu­pią, dziką mi­ło­ścią, która ją co­dzien­nie nisz­czyła. Chyba żyła tym, jaki był, za­nim za­czął pić. I cze­kała, że tam­ten wróci. Im bar­dziej pod­da­wała się jemu, tym bar­dziej tam­ten się od­da­lał.

W domu to był te­mat tabu. Nie wolno było mó­wić o tym, że tato pije. To na­wet nie był tato, ale ta­tuś. Ta­tuś ro­bił dzi­kie awan­tury, tłukł wszystko, co na­po­tkał na swo­jej dro­dze, wpa­dał w szał z nie­wia­do­mych przy­czyn i ła­god­niał, kiedy wszy­scy już byli prze­ra­żeni. Dziś my­ślę, że to na­sze prze­ra­że­nie i strach to było coś, co jemu do­da­wało sił, ba­wiło go, gdy cho­wa­li­śmy się po ką­tach. Mama ni­gdy nie po­tra­fiła się po­sta­wić, mimo że prze­cież wi­działa, co się dzieje.

Te­raz, kiedy je­stem do­ro­sła, mogę z nią o tym roz­ma­wiać. Za­py­ta­łam ją cał­kiem nie­dawno, dla­czego nie ode­szła od niego. Po­wie­działa, że bała się odejść, bo znała tylko taki świat, jaki urzą­dził jej oj­ciec. Ale tak samo bała się jego. Zresztą wszy­scy się ba­li­śmy. Nie­na­wiść przy­szła póź­niej.

Czy mi jej szkoda?

Te­raz je­stem na nią zła. Ale wiem też, że była z tym wszyst­kim sama, a to ro­dzi bez­sil­ność. Bez­sil­ność jest byle jaka, jest po­zor­nie nie­wi­doczna, ale po­wo­duje zni­ka­nie czło­wieka. Nie ma w so­bie nic, na­wet na­dziei. I moja mama była cała utkana z tej bez­sil­no­ści. Za­nim jej wy­ba­czy­łam, mu­sia­łam prze­stać za­da­wać so­bie naj­częst­sze py­ta­nie świata: dla­czego? Do­póki jest dla­czego, nie ma prze­ba­cze­nia.

Boże Na­ro­dze­nie

Święta to był kosz­mar. Cały czas z oj­cem w domu. Nie szli­śmy ni­g­dzie, bo był za­zdro­sny o spoj­rze­nia in­nych w stronę matki. Pa­mię­tam, że kie­dyś za­ga­dała się na klatce z są­sia­dem, który niósł cho­inkę. Oj­ciec do­stał po­tem szału i tak ją sprał, że nie wsta­wała kilka dni.

Tamte święta były bez cho­inki i bez pie­ro­gów, ale sie­dzia­łam przy łóżku mamy, jak­bym chciała od­go­nić śmierć. Jakby śmierć nie przy­cho­dziła, kiedy przy matce sie­dzi dziecko. Oj­ciec gdzieś po­lazł, wró­cił pod ko­niec dru­giego dnia świąt. Na czwo­ra­kach. I to był naj­lep­szy pre­zent. Bo jak był na czwo­raka, to nie bił. Zwy­czaj­nie szedł spać. Kiedy pił na umór, nie miał siły bić. Naj­go­rzej by­wało, gdy wra­cał nie­do­pity.

Zje­dli­śmy w tamte święta to, co ugo­to­wa­łam. Mia­łam wtedy dwa­na­ście lat. W za­mra­żal­niku były mro­żone wa­rzywa, w szafce ryż. Je­dli­śmy tę zupę cią­gle w na­pię­ciu, bo nie było wia­domo, kiedy on wróci. Każde pół go­dziny bez niego było da­rem.

Nie mie­li­śmy pre­zen­tów pod cho­inką, zresztą czę­sto cho­inki też nie było. Ale by­li­śmy wy­tre­no­wani w opo­wia­da­niu o tym, co do­sta­li­śmy. Wstyd za ojca, który to­wa­rzy­szył nam przez cały czas, na­uczył nas snu­cia "opo­wie­ści nie­praw­dzi­wych tre­ści", bo chcie­li­śmy cho­ciaż tak pa­so­wać do in­nych. Wy­da­wało mi się, że to jest do­bre, bo prawdy o tym, jak jest w domu, wy­no­sić nie było wolno. Zresztą któż by w to uwie­rzył?

Pa­mię­tam, że raz oj­ciec przy­tar­gał od ko­goś żywą cho­inkę, a po­tem się wściekł i lał nas jej ga­łę­ziami. W Boże Na­ro­dze­nie mie­li­śmy w ca­łym domu las. Pach­niało cho­inką.

Nie by­łam na­uczona pa­trze­nia na pierw­szą gwiazdkę. Pa­trzy­łam, po­dob­nie jak moje ro­dzeń­stwo, w ja­kim sta­nie oj­ciec wróci do domu. I to było na­sze ocze­ki­wa­nie. Przez cały rok. Pierw­sza gwiazdka ni­czego nie obie­cy­wała, ale stan ojca już tak.

Moim ma­rze­niem było, żeby oj­ciec umarł. Na każde święta ży­czy­łam so­bie jego śmierci. To było zu­peł­nie świa­dome, bez żad­nej zło­ści, bez cie­nia nie­na­wi­ści. Jedni chcieli ro­wer, cze­ko­ladki, buty, wrotki, ja chcia­łam, żeby oj­ciec wy­szedł i ni­gdy nie wró­cił. Te my­śli mnie nie prze­ra­żały. Kie­dyś ksiądz na re­li­gii po­wie­dział, że nie wolno pra­gnąć śmierci in­nych, ale by­łam tak owład­nięta swoim pra­gnie­niem, że nie my­śla­łam o tym w ten spo­sób. Po pro­stu chcia­łam, żeby go nie było.

Ja i mój pierw­szy brat

Mój brat był główną ofiarą ojca. Oj­ciec naj­czę­ściej krzy­czał na niego i bił go czę­ściej niż in­nych. Uro­dził się pół­tora roku po mnie i we­dług ojca był za­kałą ca­łej ro­dziny. Zo­rien­to­wa­łam się w tym szybko i to z nim za­wsze ucie­ka­li­śmy na schody.

W le­cie było OK. Zimą, szcze­gól­nie w nocy, już tro­chę go­rzej. Ni­gdy przez to nie spa­łam spo­koj­nie, za­wsze na czu­wa­niu. Brat czę­sto pła­kał, mo­czył się w nocy, dla ojca był po­rażką. Dla mnie był ko­cha­nym bra­tem. Bał się ojca tak jak ja, ale to w końcu on ojca ude­rzył. Wstą­piły w niego siły, o któ­rych po­sia­da­niu na­wet nie wie­dział, ale o tym po­tem.

Na­zy­wam go pierw­szym, bo jest naj­waż­niej­szy. Obro­nił nas, choć sam do końca nie wie­dział, jak to się stało. Był ofiarą, a stał się moim obrońcą, bo­ha­te­rem.

Sam za­czął pró­bo­wać pić al­ko­hol, ma­jąc pięt­na­ście lat, z kum­plami. Ale po tym, co się wy­da­rzyło, nie pije w ogóle. Mówi, że już nie tknie al­ko­holu. Py­tam go nie­raz, czy ma wy­rzuty, od­po­wiada, że nie. Zgo­dził się pójść na te­ra­pię, bo bał się, że kie­dyś ude­rzy swoje dziecko, jak zo­sta­nie oj­cem.

Ma dziew­czynę, ona zna całą na­szą hi­sto­rię. Brat ma na imię Woj­tek. Zro­bił ma­turę, stu­diuje psy­cho­lo­gię. Po­ma­gamy so­bie i czę­sto roz­ma­wiamy. Mar­twię się o niego naj­mniej. Jest mą­dry, da so­bie radę. Pa­mięta ojca ta­kiego, jaki był dla nas. Nie uspra­wie­dli­wia go w ża­den spo­sób i nie udaje, że był inny. Kie­dyś oby­dwoje no­si­li­śmy w so­bie dużo zło­ści na na­sze ży­cie. Wy­da­wało nam się, że to jest styg­mat, który wi­dać od razu, kiedy się na nas pa­trzy. Ale to nie jest prawda. Nie jest ła­two żyć z prę­gami po bi­ciu, ale jesz­cze trud­niej wtedy, gdy się udaje, że ich nie ma. Oby­dwoje po­tra­fimy o tym spo­koj­nie roz­ma­wiać. Kie­dyś jedna z na­szych da­le­kich cio­tek gło­śno za­sta­na­wiała się, ja­kim trzeba być dziec­kiem, aby ni­gdy nie przyjść na grób ojca. Brat od­parł, że może warto od­wró­cić py­ta­nie i za­py­tać, ja­kim było się ro­dzi­cem, że dzieci na­wet zni­cza na gro­bie nie chcą za­pa­lić...

Mój brat jest dla mnie przy­kła­dem, że z naj­gor­szego ba­gna można wyjść. Bar­dzo sza­nuje swoją dziew­czynę, jest do­bry i opie­kuń­czy. Nie ma ła­two. Kie­dyś "ta­tuś" rzu­cił w niego szklanką, która pę­kła na jego twa­rzy. Ślady nosi do dziś. Ile razy pa­trzy w lu­stro, tyle razy wi­dzi, co zro­bił mu oj­ciec. Ale tak jak i ja już nie pyta dla­czego. Ra­czej je­ste­śmy cie­kawi, co da­lej z na­szym ży­ciem, jak je so­bie uło­żymy, czy uda nam się cał­kiem za­gu­bić w so­bie ojca de­spotę.

Ja i mój drugi brat

Po­ja­wił się jako trze­cie dziecko. Te­raz, jako do­ro­sła, wiem, że z ko­lej­nego aktu prze­mocy. Bo ina­czej nie można na­zwać tego, co było mię­dzy ro­dzi­cami. Mama dała mu na imię Ja­nek. Ojcu było to obo­jętne.

Wy­cho­wy­wa­łam go ja. Uczy­łam cho­dzić, jeść, prze­stać uży­wać pie­lu­szek. Mama była już wtedy za­mknięta, na­sta­wiona na uni­ka­nie cio­sów, nie na wy­cho­wa­nie dzieci. Mie­wała mo­menty, że sie­działa w jed­nym miej­scu jak po­ra­żona, jakby cze­kała na ude­rze­nie. Zni­kała w so­bie, od­ma­wiała ży­ciu prawa. Chciała być nie­wi­dzialna.

Drugi brat był mil­czący, spo­kojny, mało pła­kał, jakby czuł, że musi być ci­cho, bo tylko wtedy ma szansę nie obu­dzić niedź­wie­dzia. Stary niedź­wiedź mocno śpi - ta dzie­cięca za­bawa była na­szym kosz­mar­nie re­al­nym ży­ciem. Kiedy niedź­wiedź się bu­dził, ła­pał tego, kto szybko nie uciekł, i tłukł. Jesz­cze długo po­tem, gdy sły­sza­łam tę pio­senkę, czu­łam, jak prze­szywa mnie dreszcz stra­chu, i nie mo­głam się ru­szyć.

Mój drugi brat, chro­niony przez nas, był od za­wsze mil­czący. Do dziś trudno od niego co­kol­wiek usły­szeć. Ży­cie nie znosi pustki. Jak cze­goś nie wi­dać, to jest, ale gdzieś głę­boko scho­wane. I taki wła­śnie jest on. Mimo że go chro­ni­łam, jak mo­głam, wie­dział, co się dzieje, ale sam stał się nie­wi­dzialny. Na­wet gdy był bar­dzo prze­ra­żony, nie pła­kał. Był ci­chy i ni­czego od ni­kogo nie chciał.

Dziś jest sam. Trudno mu na­wią­zać kon­takt z in­nymi do­ros­łymi oprócz ro­dzeń­stwa. Dzwo­nimy do sie­bie, roz­ma­wiamy, wi­du­jemy się czę­sto. Nie wcho­dzi w żadne bliż­sze re­la­cje. Cią­gle jest jakby tro­chę nie­obecny.

Uwiel­bia słu­chać mu­zyki i oglą­dać do­bre kino. Dużo też czyta. Mogę na­wet po­wie­dzieć, że książki to jego pa­sja. Chyba w świe­cie prozy czuje się naj­le­piej.

Kiedy TO się stało, był w domu. Sie­dział w po­koju i czy­tał. Nie wi­dział wszyst­kiego, ale sły­szał. Wie, co się stało. Długo wtedy w nocy pła­kał.

Te­raz wiem, że mój brat to dziecko we mgle. Cho­ciaż wszystko prze­ży­wał, nie­stety nie umiał tego po­ka­zać, a jego sa­mot­ność w tym wszyst­kim była ogromna, jej roz­miar trudno ogar­nąć. Chcia­ła­bym mu po­móc, ale trudno do niego do­trzeć. Nie po­trafi do dziś wy­ja­wić swo­ich po­trzeb, jest mu wszystko obo­jętne. Jest za­radny, tylko po­zba­wiony chęci do ży­cia. Ni­gdy nie pił i ja­koś spe­cjal­nie nie ma na to ochoty. Zde­cy­do­wa­nie lubi sa­mot­ność.

Moja mała sio­strzyczka

Moja mała sio­strzyczka, kiedy TO się stało, miała może pięć lat. Bar­dzo mało mó­wiła, była zu­peł­nie wy­co­fana. Dziś jest już po na­uce w szkole spe­cjal­nej, nie czyta, da­lej mało mówi, prze­bywa w swoim świe­cie. Nikt nie wie, w ja­kim stop­niu pa­mięta ojca. Ni­gdy go nie ry­suje, nie po­ka­zuje na zdję­ciu, kiedy cza­sem oglą­damy stare al­bumy. Lubi jeść i wi­dać, że spra­wia jej to ra­dość. Cie­szy ją też mu­zyka, wtedy się oży­wia i błysz­czą jej oczy.

Jest naj­bar­dziej wi­doczną ofiarą tego, co było w domu, bo po niej na­wet fi­zycz­nie wi­dać cho­robę. Jest nie­peł­no­sprawna. Zro­bi­ła­bym dla niej wszystko i sta­ram się co­dzien­nie ją wi­dzieć. Bar­dzo lubi, kiedy przy­cho­dzę i za­bie­ram ją na spa­cer. Czę­sto, kiedy ją ob­ser­wuję, za­sta­na­wiam się, ja­kie my­śli są w jej gło­wie. Ła­pię ją cza­sem na tym, jak sku­pia na czymś uwagę, na kwiatku, ko­cie bie­ga­ją­cym po po­dwórku, czy­imś opo­wia­da­niu. Wtedy jakby sta­wała się in­nym czło­wie­kiem. Wy­daje się, że my­śli, że chce coś po­wie­dzieć, ale ni­gdy się tak nie stało. Na jej ży­cie zło­żyło się wiele trud­nych chwil. Pi­jań­stwo ojca, które przed jego śmier­cią było co­raz więk­sze i gor­sze w skut­kach, i po­rzu­ce­nie przez matkę, z czego zda­łam so­bie sprawę do­piero nie­dawno. Matka w ogóle się nią nie zaj­mo­wała. Od nie­mow­laka ro­bi­łam wszystko ja. Oj­ciec ra­czej nie zwra­cał na nią uwagi, zresztą była od za­wsze na­prawdę ci­cha. My­ślę, że są­sie­dzi chyba na­wet nie wie­dzieli, że po­ja­wiło się u nas ko­lejne dziecko. I to jest chyba naj­okrut­niej­sze. Ro­dzisz się, a lu­dzie obok na­wet tego nie za­uwa­żają.

Od uro­dze­nia była bar­dzo słaba i taka ma­lutka, jakby nie­do­ży­wiona. Matka na­wet te­raz nie pró­buje na­wią­zać z nią kon­taktu. My­ślę, że moja mała sio­stra mia­łaby le­piej w ja­kimś ośrodku. Po­dobno są te­raz ta­kie na­prawdę po­rządne dla dzieci. Mu­szę po­py­tać w opiece.

Spis tre­ści

I

Ro­dzina

Dom zły

Mama i ja

Boże Na­ro­dze­nie

Ja i mój pierw­szy brat

Ja i mój drugi brat

Moja mała sio­strzyczka

Śro­do­wi­sko

Szkoła pod­sta­wowa

Po­dwórko

Ko­le­żanki

Biust

Ła­zienka

Święta

So­bota

Ro­sół

Syl­we­ster

Opo­wieść no­wo­roczna

Ten je­den dzień

Stół

Ci­sza

Mo­dli­twa

Pączki

Pra­gnie­nia a po­win­no­ści

Ciało

Pa­mięć ciała

Kie­li­szek

Pa­protka

Droż­dże w sło­iku

Im­prezy

Spo­tka­nie

Dziew­czyna z ba­gna

Te­ra­pia

Je­stem, bo mogę

Ka­me­leon

Po­mię­dzy

Od­po­wie­dzial­ność

Kon­trola

Co czuję

Nor­mal­ność

Uczu­cia jesz­cze raz

Trudne słowo

Wy­ba­czyć

Re­ży­ser i kry­tyk

Strach przed po­rzu­ce­niem

Re­la­cje

Sku­lona w so­bie

Wstyd

Ba­da­nie

Styg­maty

To, co nie­po­ko­iło

Ma­tryca

Dziś wy­bie­ram ży­cie

A ty?

II

DDA - czym jest?

Czy to na pewno trauma?

Te­ra­pia - czy jest po­trzebna?

Etapy wzro­stu

Je­śli ni­gdy nie można było być dziec­kiem...

Wielka Ta­jem­nica

Po­czu­cie kon­troli

Stop emo­cjom - za­bi­cie spon­ta­nicz­nego dziecka

Pierw­sze imię - wstyd

Dru­gie imię - wina

Okropne my­śli - ru­mi­na­cje

Strach przed... wszyst­kim

Od kry­zysu do... im­pul­syw­no­ści

"Za­wsze" jest tam, gdzie "ni­gdy"

Za­ak­cep­tuj mnie - zro­bię dla cie­bie wszystko

Fał­szywe "self" - żeby tylko nikt się nie do­wie­dział

Wy­par­cie - nie­otwie­rana szu­flada

Je­stem nie­wy­star­cza­jąca - i co z tego?

W po­goni za bra­kiem

Za­da­nie do­mowe z od­por­no­ści

Je­den pije - reszta cho­ruje

Wspól­nik

Dziecko, które musi prze­trwać

Dom zły - fał­szywe oso­bo­wo­ści

Bo­ha­ter nie prosi o po­moc

Ko­zioł ofiarny - dziecko kło­pot

Dziecko we mgle - całe w ma­rze­niach

Będę twoją ma­skotką

Oraz inne role...

Uła­twiacz

Dziecko in­fan­tylne

Ra­tow­nik

Pro­wo­ka­tor

Ofiara

Pro­blem FAScy­nu­ją­cego dziecka

Czyn­niki chro­niące

Ży­cie w trój­ką­cie

Co jesz­cze może się stać?

Na sam ko­niec