22 lutego, środa
Cilla obraca się w łóżku z boku na bok, na ile tylko jej pozwalają dwa małe ciepłe ciałka, które ma tuż obok siebie. Nie da się spać, kiedy te wszystkie myśli wirują w głowie.
- Mama, pić mi się chce.
August siada na łóżku i rozgląda się nieprzytomnie.
- Przyniosę ci wody, kochanie - mówi, starając się jak najsprawniej przeczołgać nad Williamem, żeby on też się nie obudził.
W ciemności schodzi po omacku do kuchni, żeby przynieść szklankę wody. Nie ma zamiaru świecić nagim biustem przed sąsiadami ani nocnymi spacerowiczami, więc nie zapala światła. Kiedy odkręca kran i sięga po szklankę do szafki, włosy na karku nagle stają jej dęba. Odwraca się błyskawicznie w stronę okna. Możliwe, że tylko się jej przywidziało, ale miała wrażenie, że ktoś stoi i patrzy na nią po drugiej stronie okna. Palce szybko trafiają na włącznik, a ona ściąga gwałtownie ręcznik kuchenny, żeby się zakryć. Światło razi w oczy. Bez tchu stara się jak najszybciej ogarnąć wzrokiem kuchnię, przedpokój i obydwa okna. Minęło zaledwie kilka godzin, odkąd siedziała w nocnej redakcji i składała na pierwszej stronie nagłówek o włamaniu w Skönsbergu zeszłej nocy. To niedaleko stąd i myśląc o tym, słyszy, jak mocno bije jej serce.
Ale nikogo tu nie ma.
Wypuszcza powietrze i gasi światło. Sięgając do kranu, który jest nadal odkręcony, trąca przypadkowo garnek z zupą mięsną, o której zapomniała. Pokrywka z hukiem ląduje na kuchence. Hałas w nocnej ciszy przeszywa uszy, a zapach zupy przyprawia ją o mdłości. Ostrożnie nakrywa garnek i wstawia go do lodówki. Wracając do sypialni, zatrzymuje się i staje w rogu z plecami zwróconymi bezpiecznie do ściany, po czym jeszcze raz spogląda na oba okna, aby się upewnić, że naprawdę nikogo tam nie ma. Potem szybko wchodzi po schodach.
August wypija dwa małe łyki wody, a ona gramoli się z powrotem na swoją część łóżka. Na łączenie między dwiema połowami. Serce jej wali od szybkiej wspinaczki po schodach i poczucia, że ktoś ją obserwuje. Kładzie na piersi rękę i czuje, jak ta niemalże skacze przy każdym uderzeniu. Jest to męczące i zaczyna być irytująco trudne, że tak łatwo ulega przerażeniu i ciągle coś sobie wyobraża. To przecież nie pierwszy raz, kiedy właśnie tak się nakręca.
August owija jej włosy wokół paluszków, jak to zwykle robi, kiedy ma zasnąć, a ona szarpie, kiedy się plączą, i czuje ból.
Jakby tego wszystkiego było mało, dom to jeden wielki rozgardiasz. I co ona ma właściwie zrobić z pracą? Czy to naprawdę możliwe, żeby jednak spróbowała postawić na muzykę? A może wtedy już całkiem się stoczą, biorąc pod uwagę, że Henke ma jeszcze kilka lat studiów w Sztokholmie?
"Wierzy, że zostanie gwiazdą. Żyje w krainie marzeń". Słowa przyjaciółek odbijają się echem po głowie.
Czuje łaskotanie w policzek, kiedy łza spływa jej do ucha. Szybko pojawiają się kolejne, więc stara się wziąć kilka głębokich wdechów. To do niej niepodobne. Kiedy po raz ostatni płakała? Te łzy, które teraz wylewają się ze swoich brzegów, musiały być powstrzymywane przez wiele lat. Jej nos zaraz całkiem się zapchał, więc znowu przechodzi nad Williamem, żeby pójść do łazienki, przynieść papier i się wysmarkać. Wchodzi do gołego pomieszczenia, którego jedyne wyposażenie stanowią jak na razie toaleta i umywalka, i szybko odrywa kawałek papieru.
Wzdryga się, słysząc, jak coś skrobie o szybę w niewielkim oknie łazienki. Przyciskając plecy do świeżo wyłożonej płytkami lodowato zimnej ściany, patrzy w stronę okna. Coś skrobie znowu. Cilla wypuszcza powietrze, kiedy spostrzega, że to tylko ścięta mrozem gałązka bzu rosnącego na zewnątrz, która uderza o szybę z podmuchami wiatru. Stwierdza, że jutro trzeba ją uciąć, kiedy zmarznięta pędzi z powrotem do ciepłego łóżka, gdzie zakrada się najciszej, jak tylko może.
- Mama, jesteś chora?
William siada na łóżku.
- Nie, słonko, tylko trochę zasmarkana. Śpij już.
W zaledwie kilka sekund jego oddechy na powrót stają się kojąco powolne. A jednocześnie myśli powracają.
Dom. To kolejny problem. Dlaczego zaczęli remontow...
Co to było? Zabrzmiało, jakby w piwnicy zamknęły się drzwi.
Nasłuchuje, wstrzymując oddech. Nie ma odwagi ruszyć się choćby na milimetr. Odważyłaby się wymknąć z łóżka i szybko zamknąć na klucz drzwi do sypialni? Mruży w powietrzu oczy, ale niczego nie dostrzega. Jakby nagle była całkowicie sparaliżowana i wydaje się jej, że chłopcy powinni obudzić się od hałasu, jaki robi jej walące serce, ale śpią mocno. Jest wdzięczna, że sypiają w jej łóżku i że ma ich przy sobie.
Nagłówek na pierwszej stronie, który zamieściła dziś wieczorem, przelatuje jej przed oczami.
Napisała: WŁAMANIE U ŚPIĄCEJ RODZINY - przerażony dziesięciolatek spotyka w kuchni zamaskowanego mężczyznę.
A teraz może wziął sobie za cel Hagę i ich dom.
Niech to szlag.
Cilla nadstawia uszu, ale nie słyszy nic innego niż galopujące bicie własnego serca. W końcu siada na łóżku, żeby się przygotować, gdyby ktoś tutaj wtargnął. Przeklina samą siebie, że telefon zostawiła w kuchni do ładowania, kiedy przyszła dziś do domu.
Dlaczego nie wzięła go wcześniej do sypialni? Zlizuje słone łzy, które spłynęły już do kącików ust, sięga po papier toaletowy i bezgłośnie je wyciera. Potem przekręca się nad Augustem i otwiera szufladę nocnego stolika, żeby poszukać jakiejś prowizorycznej broni. Zapach szamponu z jego świeżo umytych włosów dociera do nosa, kiedy grzebie w szufladzie. Po kilku sekundach trafia na coś zimnego i ostrego. To stary nóż do listów, który dostała od dziadka wiele lat temu.
*
Florin zamyka z powrotem okno, które po mozolnym manewrowaniu właśnie udało mu się otworzyć. Głuchy trzask roznosi się echem po piwnicy. Ma nadzieję, że nie było go słychać na pozostałych piętrach. Okno nie było duże, ale wystarczające, żeby się wśliznął. Jakie to niedbałe ze strony właściciela, że go nie zamknął. Ale dobre dla niego. Przy użyciu dłoni i stóp porusza się naprzód po omacku w ciemnym pomieszczeniu. Na jednym końcu znajduje coś miękkiego i na tym siada, próbując rozgrzać zmarznięte dłonie. Szybko zdejmuje zniszczone buty i masuje przemarznięte stopy, podczas gdy oczy przyzwyczajają się do ciemności. Obok niego coś szumi i po chwili domyśla się, że prawdopodobnie jest w kotłowni.
Kobieta z domu nie zgasiła światła aż do drugiej, a on czekał potem jeszcze godzinę, zanim nabrał odwagi, by wejść do środka.
Drzwi są uchylone. Szuka włącznika. Kiedy go znajduje, waha się przez chwilę, nie mając odwagi go dotknąć. Ryzyko, że ktoś to zauważy, jest bliskie zera, bo pokój wychodzi na podwórko, a wysoki żywopłot zasłania okno przed sąsiadami z naprzeciwka. Poza tym pewnie wszyscy teraz śpią - jest środek nocy. Ryzykuje i przekręca przycisk światła, aż zaskakuje. Lampa oświetla pomieszczenie i razi go w oczy.
Kiedy te przyzwyczajają się do światła, rozgląda się dookoła i zauważa duży stos drewna. Wypuszcza powietrze z płuc. Raczej nie jest to zbyt często odwiedzane pomieszczenie. A w kącie, gdzie przed chwilą siedział, leży sterta szmacianych dywaników.
Dobrze mu tutaj będzie.
*
- Mamo, czemu trzymasz nóż?
William budzi Cillę, która otwiera oczy i uśmiecha się kwaśno. Masuje sztywny kark po tym, jak spała w pozycji półsiedzącej. Nóż do listów w jej dłoni połyskuje, co przenosi ją gwałtownie z powrotem w wir nocnych wydarzeń. Co ma odpowiedzieć?
- Coś takiego, kochanie - mówi, podczas gdy całe jej ciało przeszywa dreszcz. - Musiało mi się śnić, że szukam... długopisu.
Podczas gdy chłopcy jedzą śniadanie, Cilla biega po domu, sprawdzając okna i drzwi, ale nie ma odwagi zejść do piwnicy. To będzie musiało poczekać do wieczora, kiedy Vera, jej matka, przyjdzie zaopiekować się dziećmi.
Czy zeszłej nocy mogła działać tylko wyobraźnia? W ciemności wszystko staje się o wiele straszniejsze. Nie, jest absolutnie pewna, że coś tam usłyszała. Czy to jakimś cudem mógł być przeciąg? Kiedy Henke wróci na weekend do domu, musi przejść po wszystkich pokojach. Robi szybki rachunek i stwierdza, że w piwnicy jest trzynaście pomieszczeń, jeśli wliczyć niewielki dodatkowy prysznic i saunę. Wprawdzie kilka z nich to małe, wypełnione po sufit schowki, ale jednak. Dużo zakamarków, w których mógłby ukryć się włamywacz. Albo morderca. Otrząsa się i wyjmuje ubrania dla chłopców.
Zostawia dzieci w przedszkolu i jedzie do centrum Kulturmagasinet, żeby na chwilę wyrwać się z domu. Ogarnęło ją jakieś nieprzyjemne uczucie, więc miło jest zmienić otoczenie. Nie tylko będzie szukać informacji o tym, jak założyć firmę, ale też rozejrzy się za nowymi zleceniami.
Wchodzi do pokaźnego budynku, który niegdyś składał się z czterech magazynów portowych, zanim je przeszklono i połączono w całość. W rogu w dużej sali bibliotecznej, pośród gęstwiny roślin liściastych, znajduje miejsce siedzące i zaczyna przeszukiwać internet. Dokument w jej laptopie szybko zapełnia się punktami, które warto byłoby przemyśleć.
Po chwili wskakuje na Facebooka i widzi post o tym, że zespól Alcazar planuje zakończyć działalność. Są utalentowani, ale jeśli chodzi o nią, chciałaby w swoim show mieszać wszystkie możliwe style muzyczne, nie tylko disco. Odchyla się na oparcie i zamyka oczy. Kiedy podnosi wzrok, zatapia się w chmurach, które powoli przepływają nad szklanym dachem biblioteki. W głowie rozbrzmiewa jej stara piosenka Pera Gesslego: Wśród chmur płynąć chcę, ciebie wziąć ze sobą, wśród chmur płynąć chcę... Brzmi kusząco, gdyby tylko nie miała takiego lęku wysokości i był inny dzień, bo dzisiaj spotyka się z Viktorią. Przed nią leży telefon, a ona niemal co minutę sprawdza, która godzina, żeby nie przegapić długo wyczekiwanego lunchu. Kiedy Viktoria napisała do niej SMS i zapytała, czy chce się z nią zobaczyć, była zarówno zdziwiona, jak i szczęśliwa. Rzadko się teraz spotyka z przyjaciółkami. Kiedy ma wolne, wszyscy inni pracują i odwrotnie. Ale w rzeczywistości to nie jedyny powód i jest tego w pełni świadoma. Wraca do googlowania. W strumieniu obrazów wyskakuje fotografia Elise Marlene, jej dawnej idolki. Szybko przechodzi dalej. Za nic nie chce sobie przypominać tamtego czasu i wszystkiego, co się wówczas wydarzyło.
Miło będzie nareszcie trochę się zwierzyć Viktorii. Jeśli będzie okazja, może odważyć się opowiedzieć również o swoich marzeniach o show, biorąc jednak pod uwagę to, co usłyszała ostatnim razem, kiedy się widziały, powinna z tym chyba poczekać. W każdym razie dobrze by było wreszcie komuś się wygadać. Patrzy na telefon. Jeszcze pół godziny do ich spotkania w bistro znajdującym się w centrum handlowym. Dotarcie tam zajmie tylko pięć minut, więc wciąż jest mnóstwo czasu.
Pakuje komputer do plecaka i postanawia zajść do sklepu obuwniczego.
Chłopcy potrzebują nowych butów na zimę, a ciągle jest wyprzedaż. Kiedy wychodzi na zewnątrz, słyszy dzwonek w torebce. SMS od Viktorii. Może trochę się spóźni?
Niestety coś mi wypadło. Spotkajmy się kiedy indziej. Ściskam, Viktoria.
Ciało wydaje się jej nagle niesamowicie ciężkie. Zanim odpowie, siada na ławce przed wejściem na kilka sekund.
Okej, szkoda, ale rozumiem. Daj znać, kiedy Ci pasuje. Całusy, Cilla.
Odwraca się i ciężkim krokiem przedziera się przez głęboki śnieg na parking za Kulturmagasinet. Zapala samochód, po czym wyszukuje stację Rockklassiker i podkręca głośność do maksimum, wyjeżdżając z parkingu. Nowy most nad zatoką Sundsvallsfjärden, którego budowa była szeroko dyskutowana, świeci w słońcu i niemal ją oślepia, kiedy wyjeżdża na trasę E4 w drodze do domu. Ciekawa rzecz, że mieszkańcy Sundsvall mają tak wiele opinii na temat wszystkiego, co nowe.
Kiedy mija dużą łódź przerobioną na hotel, która z jakiegoś dziwnego powodu została umieszczona w porcie, zasłaniając ładny widok, dochodzi do wniosku, że sama wcale nie jest lepsza.
Myśli jednak, że ta łódź naprawdę akurat tutaj nie pasuje.
Wraca do domu i otwiera lodówkę. Talerz jogurtu z płatkami w samotności musi starczyć za dzisiejszy lunch zamiast posiłku podanego w towarzystwie Viktorii. Je szybko, wpatrując się w ścianę.
A potem idzie poszukać piły.
*
Dzisiaj ją zabrali. Jest zły. W domu jest tak pusto i cicho. I zimno, bo pootwierali wszystkie okna. To Strömgrenowie, którzy mieszkają w drugiej części budynku, musieli zadzwonić na policję. Byli w domu na Boże Narodzenie, ale ma nadzieję, że wkrótce wrócą do Hiszpanii, gdzie mieszkają przez większą część roku. Pani Strömgren, Gunilla, dzwoniła do jego drzwi kilka razy w zeszłym tygodniu, ale nie otwierał.
Dzisiaj jednak policja niespodziewanie otworzyła drzwi i weszła do jego domu. Było tu pełno okropnych ludzi, którzy na koniec zabrali ją ze sobą. Jego ukochaną mamusię.
Boli go w piersi. Wali kilka razy głową w pomalowaną szorstką tapetę z tkaniny. Ściana się zaczerwienia. Mokrymi, czerwonymi plamami. Liże ją. Smakuje żelazem. Nie ucieszyłaby się, gdyby tu była. Nie lubiła, kiedy bałaganił. Ale nigdy jej już tutaj nie będzie. Teraz to wie. Przynosi jej perfumy i spryskuje kanapę, poduszkę i jej różowy szlafrok, ten z podszewką.
Tęskni za nią tak bardzo, że odczuwa ból.
W łazience siedzi zamknięta Złotowłosa i czeka. Wchodzi do niej i przegląda się w lustrze. Krew spłynęła na nos. Moczy papier i myje się wodą i mydłem. Piecze i oczy zachodzą mu łzami. Potem odkręca wodę i wsypuje sól do kąpieli. Dzisiaj wybrała niebieską. Na torebce jest napisane "Morska bryza". Ładnie pachnie. Zamyka oczy, otrząsa się i oddaje się rozkoszy, kiedy gorąca woda obmywa jego zmęczone po tym koszmarnym dniu ciało. Ona siedzi na muszli klozetowej i czeka z dużym czystym ręcznikiem, aż wyjdzie z kąpieli. Opowiada jej o minionym dniu. Ona słucha uważnie i uśmiecha się do niego, dokładnie tak jak zwykle. Jego piżama przygotowana na dzisiejszą noc leży na jej kolanach. Biała z niebieskimi paskami.
Po tym, jak się wykąpał i włożył piżamę, nastawia głośno płytę, kładzie się na łóżku i przyciska poduszkę do nosa. Wdycha jej zapach, po czym odwraca się i wbija wzrok w ścianę.
"...do białego śpij dnia".
Po godzinie poddaje się i zaczyna się zbierać. Tak naprawdę nie chce, ale musi robić to, co mówi głos w jego głowie. Jej głos. Do kieszeni kurtki wkłada materiałowy worek.
*
Krew kapie na śnieg pokrywający betonowe schody. Cilla biegnie do toalety. Kiedy krew miesza się w umywalce z wodą, kręci się jej w głowie od widoku całej tej czerwieni. Skąd tyle krwi z jednego małego nacięcia na ręce? Tępa piła ześliznęła się, gdy próbowała odciąć gałąź bzu za oknem w łazience, i wylądowała między kciukiem a palcem wskazującym, wycinając paskudną ranę.
Przyciska do niej mocno papier toaletowy, kręcąc się i szukając plastra. Pod ręką ma jeden z bohaterami kreskówki o Bamse i zaraz połowa ręki pokryta jest postaciami tytułowego niedźwiadka i króliczka Lille Skutta. Za oknem spaceruje rodzina Bambiego na chudych nogach i z białymi zadami. Że też odważyły się wybrać do dzielnicy mieszkalnej, myśli Cilla. Musiały być porządnie głodne.
Kiedy przychodzi do przedszkola, chłopcy bawią się w najlepsze i żaden z nich nie chce iść do domu. Za parę godzin musi jechać do redakcji i serce wali jej ze stresu, kiedy patrzy na zegarek. Zostawianie ich w przedszkolu, kiedy za dnia przebywa w domu, jest idiotyczne, ale według pracowników nie może być tak, że pojawiają się tu tylko co trzy tygodnie, kiedy ma wolne wieczory. W ten sposób nie zintegrują się z grupą, a jest to ważne szczególnie teraz, kiedy Williamowi w końcu zaczęło się podobać. Ale żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia, zostawia ich późno i wcześnie odbiera.
- Chodźcie, chłopcy, musimy już iść.
Dają się niechętnie ubrać, a spacer do domu odbywa się w ślimaczym tempie. Nie doszli dalej jak do stacji benzynowej w Hadze, kiedy August siada na poboczu w brudnym śniegu.
- Mamo, ponieś mnie.
- Słońce moje, jesteś za ciężki. Nie dam rady cię nieść.
August zaczyna płakać i rzuca się do tyłu, z nie wiadomo jakiego powodu wybucha wściekłością.
- Nie chcę! - krzyczy, a z nosa ciekną mu smarki.
Cilla próbuje prośbą i groźbą, kuszeniem i słodzeniem - nic nie pomaga.
- W takim razie idziemy bez ciebie - mówi w końcu zirytowana i bierze Williama za rękę.
- Zostawimy Augusta?
William patrzy na nią wielkimi oczami.
- Ruszy za nami, jak zaczniemy iść.
Po kilku metrach zatrzymują się i czekają za dużym potykaczem reklamowym z zachęcającym zdjęciem kawy i kiełbaski, ale August nie przychodzi. Znowu patrzy na zegarek i uświadamia sobie, że muszą się pospieszyć.
- Chodźże, August! - wrzeszczy.
Kiedy ten ani myśli się ruszyć, podchodzi zdecydowanym krokiem i z czystej wściekłości nabiera tyle sił, że bierze go i niesie całą drogę do domu.
- Tata jest w domu? - pyta William, kiedy zbliżają się do celu.
- Nie, a czemu pytasz?
- Drzwi są otwarte - odpowiada, pokazując czerwoną bramę garażową.
- Ojej! Coś takiego. To pewnie tylko wiatr znowu je otworzył.
Mówi to, żeby uspokoić Williama, ale już nie ma pomysłu, jak uspokoić samą siebie. Brama raz się uniosła, kiedy w piwnicy zrobił się przeciąg. Ale jak to możliwe, gdy w domu nikt nie przebywa i nie otwiera drzwi ani okien? Zamek jest popsuty i żeby go zamknąć, pokrętło trzeba przesunąć ręcznie od środka, a rano, kiedy odwoziła chłopców, musiała o tym zapomnieć.
Dociska z powrotem bramę z zewnątrz i postanawia, że zamknie ją, kiedy przyjdzie mama.
Po tym, jak synowie zdejmują mokre kombinezony i skarpetki, robi im dwie kanapki. Potem wślizgują się na sofę, a Cilla czyta im książkę. Próbuje być obecna tu i teraz, ale co dwie minuty zerka ukradkiem na zegarek.
- Kto będzie z nami dziś wieczorem? - pyta William.
- Zaraz przyjdzie babcia - odpowiada, słysząc jednocześnie głos mamy w przedpokoju.
- Halo, czy są tu jakieś dzieci, które chciałyby poukładać puzzle?
Obaj chłopcy wstają niechętnie z sofy i idą się przywitać. Nie są już tak entuzjastycznie nastawieni do tego, że babcia lub ktoś inny przychodzi z wizytą. Cilla przełyka ślinę. Mama wchodzi do salonu i przytula ją na powitanie.
- Słyszałaś coś więcej w sprawie pracy?
Patrzy ostro na Cillę, chcąc podkreślić powagę swoich słów.
- Jeszcze nic nie wiadomo - mówi Cilla i odwraca wzrok.
Jakby mało jej było w tej chwili wyrzutów sumienia.
- Nie rozumiem, jak Henke mógł zacząć studia, kiedy macie dwójkę małych dzieci, a ty pracujesz w tak uciążliwych godzinach...
- Wiem, co myślisz, ale tak naprawdę to ja go namawiałam - odpowiada Cilla.
Ciężkie milczenie psuje nastrój w pokoju, aż August przybiega, niosąc puzzle z Alfonsem ze swoich książeczek.
- Nie cieszysz się raczej, że prawie co wieczór zostawiasz chłopaków - ciągnie mama. - I dla nich to też nie jest dobre, że tak często cię nie ma.
- Owszem, ale nie chciałam, żeby tak się wszystko potoczyło.
- Tata i ja też przecież pracujemy, a poza tym jedziemy niedługo za granicę. Nie możesz oczekiwać, że co wieczór będziemy do dyspozycji, by pilnować dzieci.
- Jasne, że nie. Załatwię jakąś inną opiekę, jeśli w pracy się nie wyjaśni, zanim wyjedziecie.
Długie warkocze Very spadają na tunikę w wielkie kwiaty, kiedy się pochyla, żeby uściskać Williama i Augusta. Cilla wie bardzo dobrze, że jej matka ma rację, i stojąc tak w przedpokoju, czuje, jak słowa wbijają się w jej pierś niczym noże. August zaczyna płakać i nie chce jej puścić, a William jest rozpalony. Mama powinna jednak rozumieć, że sypie sól na rany, myśli Cilla. Gula w jej gardle rośnie, kiedy się ubiera, żeby jechać.
- A tak w ogóle w nocy było słychać coś z piwnicy - szepcze Cilla, żeby zmienić temat. - Zadzwoń do mnie koniecznie, jeśli usłyszysz wieczorem jakiś dziwny dźwięk.
- Skarbie, posłuchaj samej siebie - mówi mama, kręcąc głową. - Jesteś tak często sama, że zaczynasz sobie wyobrażać całą masę bzdur.
Kiedy Cilla wychodzi, dociska drzwi wejściowe szczególnie mocno.
- Cilla, masz dziś jedynkę.
Słowa Gunnara docierają do niej po paru sekundach. Powinna być zadowolona, że będzie robić pierwszą stronę, i o tym wie - to pewnego rodzaju dowód, że jest dobra. Ale to też oznacza, że będzie w domu późno w nocy, bo z wysłaniem jedynki zawsze czeka się do końca, gdyby w ostatniej chwili zdarzyło się coś takiego, co musiałoby się znaleźć w jutrzejszej gazecie. Oznacza to także, że jej mama będzie musiała zostać z dziećmi jeszcze dłużej.
Sortuje materiał, żeby wybrać, który artykuł będzie dzisiejszym tematem dnia, to znaczy które zdjęcie powiększyć i co wyląduje na afiszu gazetowym. Prawdę powiedziawszy, chce się rzucić do telefonu i zadzwonić do domu, żeby spytać, jak się miewa August i czy William dalej ma gorączkę, ale czeka, aż wszyscy zaczną swoją pracę, żeby to nie było aż tak widoczne.
Kiedy Gunnar idzie przynieść sobie kubek kawy, korzysta z okazji.
- William jest rozpalony, ale nie mogę nigdzie znaleźć alvedonu - mówi Vera przez telefon.
- Zaraz oddzwonię - odpowiada Cilla i w pośpiechu przekręca do Henkego, zanim Gunnar wróci.
- Cześć, kochanie, jak tam? - Henke odbiera i śmieje się radośnie.
Cilla ledwo może usłyszeć, co mówi, ze względu na grającą w tle głośną muzykę i mnóstwo podniesionych głosów, które słychać wokół niego. A więc w Sztokholmie jest impreza.
- Możesz iść do innego pokoju? Nie słyszę, co mówisz - szepcze ze złością, nie chcąc, żeby usłyszeli ją koledzy z redakcji.
- Możesz mówić głośniej? Nic nie słyszę!
- Gdzie jest alvedon?
- Mam go ze sobą.
- Jak możesz zabrać ze sobą całe opakowanie i nic nikomu nie powiedzieć, wiedząc, że mamy w domu dwójkę dzieci? Teraz będę musiała to rozwiązać w inny sposób. Cześć.
Rozłącza się gwałtownie, zanim Henke zdąży odpowiedzieć, lecz od razu ma wyrzuty sumienia. Trudno jej się przyznać, ale gdzieś głęboko jest chyba trochę zazdrosna. To ona znalazła ogłoszenie o uczelni w Sztokholmie, gdzie kształci się producentów muzycznych i autorów tekstów. Byłaby dla niej idealna, tylko czas jest kompletnie nieodpowiedni, gdy dzieci są jeszcze małe. Nie chce być nieobecna całe tygodnie, żeby nie stracić ich pierwszych lat i codziennego życia, no i za nic nie mogłaby się skoncentrować na nauce, umierając przy tym z tęsknoty za synami. Dlatego zachęcała Henkego, żeby ubiegał się o przyjęcie zamiast niej, i oczywiście się ucieszyła, kiedy dostał się na uczelnię. Bez niego w niektóre dni jest jej po prostu trochę trudniej. Nie ma jednak zamiaru porzucać swoich marzeń, tylko musi wykombinować, jak będzie mogła je połączyć z wychowywaniem małych dzieci, tak żeby wszystkim udało się funkcjonować.
Wczoraj natknęła się w piwnicy na skrzynkę ze swoimi tekstami i różnymi pomysłami na piosenki z czasów, gdy była nastolatką. Nie mogła się powstrzymać, by ich nie przeczytać, i uderzyło ją, jaka nastąpiła w nich zmiana po tym, jak spotkała Sonny'ego Berga.
Oddzwania do mamy.
- Nie mogłabyś skoczyć do sąsiada pożyczyć alvedon?
- Już zasnął.
- Wrócę do domu najszybciej, jak będę mogła, ale mam dziś jedynkę, więc nie wiem, czy nie będzie bardzo późno.
- Dobrze by było, gdybyś mogła się pospieszyć. Też mam chyba gorączkę, więc będę musiała jechać do domu i się położyć. Arne również nie uważa, że chłopcy potrzebują naszej opieki tak często. Zwłaszcza nie wtedy, kiedy są chorzy.
No jasne, musi w to wciągnąć też tatę, myśli Cilla.
- William dostał przecież gorączki, akurat jak miałam jechać - mówi. - Więc nie mogłam wiedzieć. Może pożyczysz tabletkę dla siebie i położysz się, dopóki nie przyjadę. Jak chcesz, mogę zadzwonić i uprzedzić sąsiada.
- Nie trzeba.
Cilla bierze głęboki oddech.
- Przyjadę jak najszybciej.
- Mhm, w porządku, dla dobra chłopców.
Jeden z dzisiejszych tekstów spada na podłogę, kiedy szybko się podnosi i idzie do toalety. Gdy przegląda się w lustrze, nie poznaje samej siebie. Gdzie się podziała ta radosna dziewczyna emanująca harmonią? Oddycha kilka razy głęboko i uspokaja się, a potem wraca na swoje miejsce we wspólnej przestrzeni biurowej i zaczyna sortować nocny materiał.
Powinna opowiedzieć Henkemu o dźwiękach, które słyszała nocą w domu, ale to raczej nie był odpowiedni moment. Zrobi to jutro.
I o bramie garażowej. Cholera, zapomniała ją zamknąć przed odjazdem.